- Opowiadanie: rapprochement - Rozbitek

Rozbitek

Publikacja nieco przesunęła się w czasie. Dziękuję Skullowi, Joseheim, Morgianie89 i Śniącej za całą górę opinii i podpowiedzi. ;-)

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Rozbitek

Uderzenie. Bezwładność. Ciemność. Szum. Woda. W uszach, ustach, nosie, wszędzie. Nogi i ręce bez podparcia. Stłumiony dźwięk łamiących się fal. Włosy lepiące się do czoła. Światło, gdy otworzył oczy. Ocean, brzeg, plaża. Wyczuł dno stopami. Miękki piasek. Przetarcie twarzy ręką, w końcu zobaczy więcej. Miał na sobie tylko lniane spodnie. Łagodnie się kołysał, za sprawą otaczającego morza. Słony smak szczypał w język. Spieniona woda tworzyła maleńkie wiry przy jego ciele. Musiał opalić sobie tors, bo strasznie go piekł. Było ciepło, bardzo ciepło. Dopiero teraz uświadomił sobie, jaki żar panuje wokoło. Co ja tu robię? Gdy skierował wzrok w stronę brzegu, ujrzał niewyraźne sylwetki w cieniu tropikalnego lasu. Lazurowa powierzchnia na wysokości jego szyi ciągnęła się aż do plaży, która iskrzyła na słońcu, niemal tak jasna, jak to źródło wszechobecnego upału. Szum pieniącej się wody. Ruszył w stronę brzegu, krok za krokiem. Hałas narastał. Przez chwilę poczuł chłodniejsze powietrze, jakby powiew zbawiennej bryzy.

Uderzenie. Bezwładność. Ciemność. Szum. Świat jakby się oddalił. Znów. Kolejny raz porwała go fala. Po krótkim czasie stanął na nogi, nie dbając o wodę zalewającą oczy i wypluwając ją z ust. Słony smak. Miękki piasek na dnie utrudniał poruszanie. Ocean także zdawał się chcieć go zatrzymać, wciągnąć z powrotem. Przypomniał sobie – był z rodziną na wakacjach, o których całe życie marzył. Tak, teraz ich widział. Niewyraźne sylwetki na brzegu zamieniły się w postacie jego żony i dzieci. Uśmiechnął się. Jak dobrze, że wrócił po tylu latach do Jane, że przeprosił i wybłagał. Pamiętał, jak podczas rozwodu mówiła, że nigdy więcej się nie zobaczą, choćby nie wiadomo co się stało. Choć z tej odległości było to niemożliwe, mógłby przysiąc, że widzi jej skrywany uśmiech. Chciał poczuć miękkie włosy pod ręką, gdy przysuwał ją do siebie podczas pocałunku. Chciał czuć ciepło, wypełniać się zapachem, rozkoszować jedwabnym niczym wiatr dotykiem jej dłoni. Przyspieszył kroku. Szum. Zaparł się.

Uderzenie. Wstrząśnięcie. Tym razem utrzymał się na nogach. Stał po pas w oceanie. Fala ochłodziła go tylko na moment. Woda ściekała strużkami po całym ciele. Słońce paliło nieznośnie, szczególnie na piersi. Potarł to miejsce ręką. Dlaczego mnie tak tam piecze? Mdliło go z gorąca i wyczerpania. Radosny śmiech odwrócił uwagę. To jego dorosłe dzieci. Musiał dojść do brzegu. Tom i Anna ganiali się po plaży rozrzucając piasek stopami, jakby znów byli mali. Mama coś do nich krzyczała. Jakie cudowne, radosne dusze. Tom zawsze chadzał swoimi drogami i nie zwracał uwagi na rodziców. Wyjechał za granicę, nie powiedział gdzie. Tak długo nie było z nim kontaktu. Aż dziw, że teraz przyjechał. A Anna to dziewczyna przepełniona ciepłem i wrażliwością. Pamiętał jej studia i pierwszą pracę. Kłócili się wtedy często. Któregoś dnia zadzwoniła i powiedziała, że nie będzie się więcej odzywać. To było po rozwodzie z Jane. Te wszystkie samotne dni i lata, które nadeszły potem. Tak bardzo chciał ich wszystkich z powrotem. I zaraz ich wyściska. Był już blisko. Szum.

Poczuł tylko, jak fala uderza jego nogi. Stopy zapadały się głęboko w kleistą, drapiącą breję. Nagle bliskie już palmy i postacie poszybowały w górę. Uderzenie. Plask. Nie, to on się przewrócił. Nie mógł oddychać, piasek zapchał usta. Odwrócił się na plecy. Zmrużył oczy. Słońce było wprost na linii jego wzroku. Gdzie są wszyscy? Spróbował krzyknąć. Nikogo tu nie było. Zatapiał się powoli w rozmokły piasek. Woda obmywała mu stopy, z każdą falą wędrowała aż do głowy, nieśmiało muskając uszy i włosy. Słyszał tylko szum oceanu i czuł nieznośne pieczenie na torsie. Ognista kula nad głową zajmowała całe pole widzenia. Lepiąca substancja zdawała się pochłaniać jego ciało coraz bardziej. Wilgoć. Oślepiające światło. Palący ból. Ciemność.

 

***

 

– Doktorze, to nie ma sensu – Anestezjolog położył rękę na ramieniu chirurga. – Cztery defibrylacje nie przyniosły skutku.

Przez krótką chwilę lekarz trzymał łyżki nad klatką piersiową pacjenta, wahając się.

– Czas zgonu? – zapytał zrezygnowany.

 

***

 

Za ścianą sali operacyjnej rozciągał się korytarz, pusty od ludzi czekających na wieści.

Koniec

Komentarze

Lepiąca substancja zdawała się pochłaniać jego ciało coraz bardziej.  ==>  wiem, rozumiem, o co tu chodzi, co Autor miał na myśli, pisząc to zdanie, ale jestem przekonany, że myśl tę nie tylko można było, lecz trzeba było wyrazić przejrzyściej.

[…] korytarz, pusty od ludzi czekających na wieści.  ==> coś puste od czegoś? Niezwykle interesująca innowacja językowa.

>>>>>>>>>><<<<<<<<<<

Z przyjemnością przyznaję, że, pod warunkiem nie zwrócenia uwagi na powyższe, tekst wywarł na mnie bardzo korzystne wrażenie. Nowatorskim i odkrywczym nie nazwę go, ale interesująco przedstawiającym tak zwane ostatnie chwile – jak najbardziej.

Na marginesie – przypomniał mi scenkę z filmu “Bruce wszechmogący”.

Ciekawie przedstawiony smutny koniec osamotnionego człowieka.

Do poczytania, ale długo mi w pamięci nie zostanie.

Porządnie napisana scenka, przygnębiająca i taka… ostateczna.

 

Wy­je­chał za gra­ni­cę, nie po­wie­dział gdzie. – Raczej: Wy­je­chał za gra­ni­cę, nie po­wie­dział dokąd.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A ja pozostaję odporna na wzruszające scenki. Zakończenie trochę dodało ikry tekstowi, ale – jak napisał Adam – specjalnie nowatorska to całość nie była.

Na początku odrobinę przeszkadzało mi pomieszanie czasu przeszłego z teraźniejszym, a nawet przyszłym, ale może i tak ma być…

Babska logika rządzi!

A ja powtórzę, co napisałam w becie: korytarz, pusty od ludzi czekających na wieści bardzo mi się spodobał. Przemawia do mnie taki zabieg stylistyczny. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Trafiło do mnie.

B.d. napisane i jak dla mnie duży postęp (ale rozumiem, że betujący dali nauki :D).

F.S

Nowatorskim i odkrywczym nie nazwę go

Mam dziwne wrażenie, że bardzo podobne opowiadanie czytałem w zbiorze któregoś z polskich autorów. Ale nie jest to żadne oskarżenie. Rozumiem, że na podobne pomysły może wpaść więcej niż jeden człowiek, dlatego dla mnie bardziej od oryginalności liczy się jakość wykonania. Z tym zaś jest przeciętnie. Bez emocji.

Nowa Fantastyka