- Opowiadanie: Stary_rok - Jasna wstęga

Jasna wstęga

Opowiadanie jest próbą uwspółcześnienia znanej baśni. Mam nadzieję, że spodoba się.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Jasna wstęga

Michał był zdenerwowany. Konieczność wędrowania pieszo przez miasto nie była najgorszą rzeczą na świecie, ale mimo wszystko go irytowała. Wszystko przez to, że autobus komunikacji miejskiej uciekł mu przed nosem. Następny pojazd według rozkładu miał przyjechać po piętnastu minutach, ale nie dojechał. Podobnie jak dwa następne. Ostatecznie po blisko godzinie przeciągającego się czekania, chłopak nie wytrzymał i niezadowolony odszedł w kierunku domu na piechotę.

Była ciepła, choć wietrzna noc. Chłopak poruszał się po osiedlach lewobrzeżnej Warszawy, mijając wyludnione ulice i uliczki. Było to dla niego dziwne, że w przestrzeni oświetlonych żółtym światłem latarni, nie widział, żadnych innych ludzi. Jedynymi dostrzegalnymi znakami życia były wyłącznie bezpańskie koty, mijane co jakiś czas. Idąc tak samotnie, chłopak prawie odetchnął, kiedy na swojej drodze zobaczył ubraną na niebiesko kobietę pod jednym z budynków. Stała odwrócona do budynku i prawdopodobnie nie widziała przechodnia, kiedy jednak Michał zbliżył się, krzyknęła: 

– Rzuć włosy, Roszpunko !

Chłopak przystanął. Nieznajoma nie wykonała żadnego dodatkowego ruchu. Jeśli go do tej pory nie widziała, to co miał oznaczać ten dziwny krzyk? Zresztą jeśli byłby zauważony, to tym bardziej nie miał pomysłu jaki był jego sens. 

Tymczasem okno na wysokim pierwszym piętrze otworzyło się i wyleciało z niego coś na kształt liny. W przeciwieństwie do Michała, kobieta nie wyraziła najmniejszego gestu zdradzającego zaskoczenie, i mimo tego, że była w średnim wieku, zaczęła oburącz wspinać się w górę po nietypowym sznurze. Chłopak poczuł się jak w cyrku. Nie chcąc ujawnić swojej obecności, odszedł kilka kroków od budynku. Nieznajoma wgramoliła się do okna. Przechodzień stał tak zdziwiony jeszcze kilka minut. Kiedy miał już iść dalej w swoją stronę, postać kobiety pojawiła się ponownie w oknie i zaczęła schodzić tą samą drogą. Michał schował się za róg budynku, aby nie zostać zauważonym. Przeczekał dłuższą chwilę, ale gdy usłyszał kroki, wychylił się. Nieznana kobieta szła w przeciwną do niego stroną. Na ścianie budynku ponownie nie było żadnego sznura. Skonsternowany młody mężczyzna ponownie ruszył przez osiedla w swoją stronę.

 

***

 

Przez najbliższą noc jak również przez całą następny dzień Michał nie potrafił przestać myśleć o wydarzeniu, którego był świadkiem. Na swój sposób było śmieszne, czy dziwaczne, ale jednak przede wszystkim było dla chłopaka tajemnicze. Uleciały z niego nawet duże emocje związane z rozegranym wcześniej meczem piłki ręcznej. Późnym popołudniem Michał nie wytrzymał, poddał się ciekawości i pojechał ponownie na osiedle mijane wcześniejszego dnia.

Tak jak wczoraj nigdzie nie było widać żywego ducha. Gdyby nie mijane co kilka minut jakieś koty, można by pomyśleć, że to polski odpowiednik ewakuowanej strefy po Czarnobylu. Spośród dachowców jeden, zapadł szczególnie chłopakowi w pamięć przez nienaturalnie duży, różowy nos. Jak widać przyroda tak jak i człowiek, też nie zawsze pozostawała w ustalonych schematach.

Kidy doszedł na miejsce nie było również kobiety ubranej w niebieski strój. Podniósł wzrok i popatrzył w okna na wysokości pierwszego piętra niemłodego już budynku. Wszystkie były zamknięte. Michał dobrą chwilę się wahał, jednak ostatecznie krzyknął głośno w powietrze zasłyszaną frazę:

– Rzuć włosy, Roszpunko !

Nie musiał długo czekać. Tak jak poprzednio, ktoś otworzył jedno z okien i wyrzucił przez nie długą jasną wstęgę. Chłopak podszedł do niej. Rzeczywiście „lina” wyglądała jak bardzo długie blond włosy. Jeśli były sztuczne, to wykonane z dużą starannością i niesamowicie realistyczne. Przez chwilę młody mężczyzna zastanawiał się czy nie odwrócić się i odejść zostawiając tą dziwną scenę samej sobie, ostatecznie jednak złapał się włosia i tak jak widziana kobieta wspiął się w górę. Po dłuższej chwili udało mu się dostać na wysokość okna i wejść do środka.

Minoł próg okna i od razu się zatrzymał. Przez wszechobecną ciemność nie potrafił niczego zobaczyć. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że wstawione tutaj okna są przyciemniane i prawie nie pozwalają dostawać się światłu z zewnątrz.

– Ale czarno. – Mrukną chłopak sam do siebie.

Ku jemu zeskoczeniu odpowiedział mu radosny żeński głos.

– Spokojnie, ciotko. Już zapalam światło.

Młody mężczyzna mógłby przysiąść, że przez chwilę wstęga włosia obok niego poruszyła się. Żyrandol zajarzył się. Jeśli ciemność była dla Michała zaskoczeniem, to widok oświetlonego pokoju, był dla niego szokujący.

Wnętrze wyglądało jak skansen, w dodatku z innego kontynentu. W przestronnym pomieszczeniu rzucały się w oczy pomalowane na biało, drewniane, proste meble. Na wszystkich ścianach wisiały wypłowiałe, czerwone dywany. Jedynym przedmiotem świadczącym o wyjściu z osiemnastego wieku, był mały brązowy zegar zawieszony nad przeciwległymi drzwiami. Pośród tego staromodnego miejsca stała dziewczyna wpatrzona szerokimi oczami w Michała. 

– Nie jesteś ciotką ? – Zapytała po dłuższej chwili ciszy.

Jej wygląd był jeszcze bardziej nietypowy niż całego wnętrza. Była młodą osobą, jego wzrostu, ubraną w staromodną, jednolitą sukienkę koloru malinowego i małym drewnianym wisiorkiem zawieszonym u szyi. Najbardziej jednak widoczne były jej długie włosy, które ciągnęły się od jej głowy na podłogę, a później przechodząc przez cały pokój wychodziły przez okno. Teraz Michał już wiedział, że to one stanowiły tą dziwną wstęgę po której tu wszedł. Od razu zaczął się zastanawiać jak długo nieznajoma mogła je zapuszczać.

– Nie jesteś ciotką ?! – Zapytała głośniej, być może sadzać, że nie została usłyszana za pierwszym razem.

– Nie, ja tylko …

– Jesteś z zewnątrz ?! – Przerwała mu nerwowo.

– Jakiego „zewnątrz” ? – Teraz to chłopak lekko podniósł głos, zdziwiony pytaniem.

– Z zewnątrz. Ze Świata zewnątrz. Od niemądrych ludzi, którzy nie unikają chodzenia po otwartych przestrzeniach i ciągle ryzykują niebezpieczeństwa. Z krainy zła. Stamtąd. – Podnosząc rękę dziewczyna wskazała, bliżej nieokreśloną przestrzeń za oknem.

Poziom abstrakcji jakiej Michał doświadczał w tym pokoju cały czas bardzo szybko szedł do góry. Nie miał bladego pojęcia o jakiej krainie zła mówi dziewczyna.

– Jakie niebezpieczeństwa ?! Przecież ludzie chodzą po otwartych przestrzeniach codziennie i wszyscy żyją. O co Ci chodzi ?

– Jak to o co ? O chmary zabójczych komarów ? O dzikie czupurki atakujące znienacka. O inne wściekłe zwierzęta, ale przede wszystkim o bratobójczych ludzi. Od zewnątrz trzeba się oddzielić bo tam jest niebezpiecznie.

Chłopak dziwnie się czuł po tym wywodzie. Nawet nie wiedział, co to są te czupurki, ale nie zdecydował się o to zapytać. Stał tak przez chwilę, coraz bardziej zastanawiając się jak można mieć podobne podejście do życia. Kolejny temat rozmowy pojawił się jednak samoistnie, gdy chłopak usłyszał dość głośny odgłos kroków, najprawdopodobniej pochodzący z klatki schodowej.

– Widzisz!- Podjęła dziewczyna. – Nawet w obrębie tego budynku nie jest bezpiecznie, bo już za drzwiami czai się plemię Tupaczy! A co to dopiero za niebezpieczeństwo wychodzić na zewnątrz, gdzie można trafić na jeszcze gorsze plemiona ludzi!

– Jakie plemiona ? Jakich ludzi ? – Michał ponownie tego dnia został zadziwiony. Tym razem jednak szybciej się opanował i spróbował przestawić rozmowę na inny tor. – Michał jestem. Jestem z Mokotowa, a nie z jakiegoś dziwnego plemienia. A ty jak masz na imię ?

– Nazywam się Roszpunka. – Pierwszy raz dziewczyna ściszyła głos, zamiast go wzmacniać.– Jestem tutejsza.

– To skoro boisz się wyjść, to skąd masz żywność i inne rzeczy, Roszpunko – Dla chłopka imię rozmówczyni mimo, że nietypowe to na tle całego dotychczasowego otoczenia było badaj najbardziej normalne.

– Ciotka mi przynosi. Przychodzi do mnie co dzień lub co dwa dni. Nie muszę dzięki niej wychodzić na niebezpieczny teren zewnętrzny.

– To ona przychodzi tutaj wchodząc po włosach ?

– Tak, a co w tym dziwnego ? – Zapytała jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

Michał nie odpowiedział. Znowu dało się słyszeć głośne odgłosy kroków z klatki schodowej. Słysząc echa Roszpunka otworzyła szerzej oczy.

– Powinieneś już iść. – Jęknęła – Chyba przyciągasz plemię Tupaczy. Musisz uciec zanim Cię tutaj odnajdą i zaatakują nas oboje.

Nie słuchając jego prób negocjacji prawie wypchnęła Michała go pod samo okno. Chłopak był wyraźnie niezadowolony z natarczywości dziewczyny. Chociaż wynikała ze strachu, nie była dla niego uzasadniona. Ostatecznie pożegnał się zdawkowo słowem „cześć” i chciał nie chciał, zszedł na podwórze po długich włosach dziewczyny. Przez jej pośpiech nawet nie zapytał czy w jej staromodnym mieszkaniu są zwykłe drzwi.

Gdy po pewnych problemach był już na dole, podniósł wzrok. Roszpunka pomachała mu, po czym szybko wciągnęła swoje włosy na górę i zamknęła okno. Tyle ją widział. Skonsternowany pomaszerował w kierunku domu.

 

***

 

Mimo nie najlepszego zakończenia spotkania, Michał nie zraził się do dziewczyny i przychodził do niej przez następne pięć dni. Spędzał czas na rozmowie, słuchając jak według Roszpunki wygląda „Świat zewnętrzny” i również dzieląc się z nią swoimi przeciwstawnymi opiniami na ten temat. Ich wzajemne relacje stawały się coraz bardziej koleżeńskie. Dowiedział się, że mieszkanie dziewczyny ma drzwi wejściowe jak każde inne, jednak nie może z nich skorzystać przychodząc lub odchodząc, ponieważ są na wypadek awaryjny i jedyny klucz do nich ma „ciotka”. Samej kobiety w średnim wieku szczęśliwie nie spotkał. Wolał się nie dowiadywać jaka byłaby jej reakcja w takim wypadku.

Kolejnego dnia było jednak inaczej niż dotychczas. Roszpunka nie została przywołana do okna przez znane sobie hasło. Z zajęć domowych wyrwało ją pukanie w okno. Zaskoczona odwróciła się w stronę dźwięku. Za taflą szkła machała mu zadowolona postać Michała stojącego na drabinie. Miał na sobie sporej wielkości czerwony plecak. Szybko podeszła i otworzyła okiennice, wpuszczając gościa.

– Witaj. Dlaczego dzisiaj przychodzisz w inny sposób ?

– Cześć. Znamy już się jakiś czas. Jesteś fajną, czułą dziewczyną. Doszedłem do wniosku, że będąc cały czas w domu, marnujesz się. Chciałem Ci pokazać co jest „na zewnątrz”.

Dziewczyna w charakterystyczny dla siebie sposób zrobiła wielkie oczy.

– Jak to „na zewnątrz” ?! Przecież tam jest niebezpiecznie.

– Ja stamtąd pochodzę. – Chłopak spodziewał się oporu. – Większość swojego życia tam spędziłem. Będziesz bezpieczna. Zaufaj mi.

Dziewczyna zaczęła chodzić zdenerwowana po pokoju. Widać było, że miała bardzo przeciwstawne odczucia. Jej krok stawał się coraz szybszy i chłopak zaczął się zastanawiać czy nie uderzy w jakiś mebel, gdy w końcu się zatrzymała w miejscu.

– No niech będzie. Ufam Ci.

Dziewczyna, jak zazwyczaj ekspresyjna, szybkim krokiem ruszyła w stronę drabiny. Michał jednak zatrzymał ją w połowie drogi.

– Zaczekaj, skoro idziesz ze mną, to powinnaś się ucharakteryzować. – Powiedział ściągając plecak.

– Znaczy zakamuflować, przed niebezpieczeństwem ?

– Nie. Znaczy zbliżyć się ubiorem do innych ludzi.

Chłopak wyciągnął z plecaka sportową koszulkę z czyimś autografem i spodnie od dresów. Dziewczyna niechętnie założyła ubiór na swoją sukienkę. Michał miał jednak najwięcej pracy z zamaskowaniem jej największego wyróżnika, czyli bardzo długich, jasnych włosów. Założył jej swój plecak, i mozolnie słuchając narzekań, upakował je w plecaku. Efekt końcowy nie był wzorcowy, ale jakoś wyglądał. Długie włosy wpadające do plecaka, nie rzucały się aż tak bardzo w oczy, natomiast nowy strój był akceptowalny i w przeciwieństwie do wcześniejszego nie kojarzyłby się wszystkim osobom ze starszego pokolenia z dawną telenowelą „Niewolnica Izaura”.

– Robię to tylko dla Ciebie. – Rzuciła dziewczyna gdy oboje schodzili z mieszkania po drabinie.

Gdy zeszli chłopak złożył metalową konstrukcję i ukrył ją za najbliższym krzakiem. Roszpunka patrzyła nerwowo na lewo i prawo. Chłopak wiedział, że jest to dla niej nowa perspektywa, ale miał nadzieję, że prawdziwy świat dobrze na nią wpłynie.

Po wspólnym przejściu kilkudziesięciu metrów dziewczyna zatrzymała się z szeroko otwartymi oczami, gdy zobaczyła bezpańskiego kota.

– Spokojnie. To tylko małe zwierze. – Michał wspierał ją duchowo.

Dziewczyna z dobrą minutę stała wyprostowana na baczność ze strachu, jednak kiedy miała coraz większą świadomość, że mruczek w żaden sposób nie jest zainteresowany zaatakowaniem jej, lęk przeminął.

Szli dalej. Nie minęło dziesięć minut, gdy dziewczyna znowu zaczęła stwarzać problem.

– Już mnie nogi zaczynają boleć? Nigdy nie szłam tak długo, a teraz jeszcze robię to z plecakiem. Gdzie my właściwie idziemy ?

– Spokojnie. Zobaczysz. To nie jest bardzo daleko.

Wyszli z jej osiedla, mijając budynki w innej zabudowie. Przeszli przez jedną metalową bramę i przechodząc przez dziedziniec z fontanną zbliżyli się do podłużnego budynku z sporym czerwonym neonem. Dziewczyna krzywo się spojrzała, gdy zobaczyła, że do środka wchodzą małe grupki innych osób.

– Plemiona ? – Po raz kolejny mówiła głośno i nerwowo – Prowadzisz mnie do skupiska plemion ?

– Nie plemion. Co najwyżej społeczności. Spokojnie. Jesteś bezpieczna. Zaufaj mi. – Michał nie miał lepszego pomysłu niż ponowne odwołanie się do ufności. – Zobaczysz prawdopodobnie pierwszy mecz w swoim życiu. Będziesz zadowolona.

Wkroczyli do środka. Chłopak przypuszczał, że dziewczyna nie wiedziała nawet co to jest bilet wstępu, więc przy kasie od razu zapłacił również za nią. Szczęśliwie nikt nie robił problemów z powodu tego, że dziewczyna wchodzi z dużym plecakiem. Minęli kolejne drzwi i przeszli na trybuny. Z głośników słychać było jak spiker kończył przedmeczową prezentację drużyn. Dla Michała miał to być kolejny dobrze zapowiadający się mecz żeńskiej koszykówki. Dla Roszpunki było to doświadczenie zgoła odmienne. Pierwszy raz była w dużej grupie ludzi, która w dodatku zachowywała się nijak do jej wyobrażeń. 

Mecz rozpoczął się. Dziewczyna nie wiedziała dlaczego biegające przed nią młode kobiety tak zawzięcie starają się zdobyć i utrzymać pomarańczową kulę, jednocześnie odbijając ją od podłogi. Nie wiedziała również dlaczego dwaj mężczyźni ubrani na szaro , poruszający się koło nich co jakiś czas je zatrzymują.

– To się nazywa koszykówka. – Michał zdał sobie sprawę, że powinien zrobić towarzyszce jakiś wstęp teoretyczny. – Przerzucenie piłki przez zawieszone w górze obręcze, powoduje zdobycie punktów. Obu zespołom chodzi o to, żeby zdobyć większą ilość punktów niż rywale. Te osoby ubrane na szaro to sędziowie. Oni pilnują przestrzegania bardziej złożonych zasad gry. 

Dźwięk w pomieszczeniu wzmagał się. Trochę uśpieni na początku kibice, zaczęli być lepiej słyszalni. Dziewczyna nie wiedziała co i dlaczego śpiewają, ale po odgłosach radości odgadła, że wspierają zespół zawodniczek grających w białych strojach. Chociaż zanim tu przyszła nie wiedziała, co to jest ani koszykówka, ani kibicowanie, z każdą kolejną minutą atmosfera pozytywnie jej się udzielała. W drugiej połowie meczu pierwszy raz tego dnia uśmiechnęła się i spróbowała przyłączyć się do przyśpiewek kibiców.

Atmosfera walki na parkiecie była widoczna przez całe spotkanie. Nie tylko wszystkie zawodniczki dawały z siebie wszystko. Obydwie trenerki stojące przy liniach bocznych, także się nie oszczędzało. Uwagę Roszpunki przyciągnęła jedna z koszykarek siedząca na ławce rezerwowych. Miała zagipsowaną nogę i trzymała kule inwalidzkie. Chociaż ani razu nie weszła do gry, to jakie musiało być jej zaangażowanie skoro przychodziła na mecze walczyć razem z drużyną.

Dziewczyna zdała sobie sprawę jak bardzo Świat różni się od tego, który przedstawiała jej ciotka. Zobaczyła dzisiaj tylko jedno skupisko ludzkie, ale w żaden nie wyglądało ono jak kraina zła.

Wraz z ostatnią syreną meczu publiczność ponownie wykrzyknęła coś radośnie. Miejscowa drużyna wygrała.

– Dziękuję Ci, Michale. – Roszpunka, inaczej niż zazwyczaj mówiła powoli. – To było niesamowite. Nigdy nie byłam świadkiem czegoś podobnego. Bardzo, bardzo Ci dziękuję.

– Roszpunko, noc jest jeszcze młoda. Chcę Ci dać coś jeszcze.

I rzeczywiście po wyjściu z hali Michał miał dalsze plany. Zasadniczo wiele planów dla każdego z jej zmysłu.

Podskakiwała, kiedy kupił jej w cukierni bajaderkę.

Wywąchała, kiedy silna woń kwiatów, dochodziła z mijanej przez nich kwiaciarni.

Poczuła, gdy spadł na nich mały i przelotny deszcz.

Zobaczyła, gdy wyświetlił na swoim telefonie jej własne zdjęcie, zrobione ukradkiem na meczu.

Usłyszała, gdy poszli do parku, pełnego ptasiego śpiewu.

Dziewczyna z każdą nową atrakcją czuła się jeszcze lepiej. Nawet jeśli „Świat zewnętrzny” nie miał już nic więcej do zaoferowania, to co już przeżyła, sprawiło że zupełnie zmieniła nastawienie do niego. Już wiedziała, że będzie tu chciała wielokrotnie wracać.

Gdy Michał i Roszpunka szli dalej przez miasto, w jednej z mniejszych ulic, napotkali niespodziewaną żeńską postać.

– Ciotko! – Krzyknęła rozradowana Roszpunka rozpoznając ją. – „Świat zewnętrzny” jest rewelacyjny! Nie ma już potrzeby unikania go.

Ubrano na niebiesko kobieta w średnim wieku, nie okazywała najmniejszych oznak radości. Zgorzkniała mruknęła coś pod nosem po czym szybkim ruchem ręki, sięgała dłonią do kieszeni i rzucała jakimś pyłem w stronę Michała.

Chłopka poczuł uderzenie jakiegoś małego, twardego elementu oraz napływ dziwnego piasku do oczu. Gdy się zorientował, że został zaatakowany, niczego już nie widział. Kimkolwiek była ta kobieta oślepiła go!

Roszpunka krzyknęła, ale na agresorce nie zrobiło to wrażenia. Podeszła do ociemniałego chłopaka i ciosem przewróciła go na ziemię.

Michał próbując wstać z chodnika usłyszał charakterystyczny szczęk metalu. Chłopak obejrzał wcześniej wiele filmów akcji. Ten odgłos doskonale mu się z nimi kojarzył. Trudno było go pomylić z czymkolwiek innym. To był odgłos przeładowania broni. Oznaczało to, że „ciotka” była uzbrojona.

– Nigdy więcej się do niej nie zbliżaj! – Rzuciła agresorka nieprzyjemnym głosem.

Silnie złapała Roszpunkę za rękę i mimo okrzyków oraz szarpania się dziewczyny, odeszła z nią. Ociemniały chłopak słyszał jeszcze tylko oddalające się od niego pojękiwania, aż w końcu one również ucichły. Czuł się okropnie.

Leżał tak przez chwilę na chodniku nie wiedząc co ze sobą zrobić. Jego możliwości jako niewidomego były żadne. Ostatnie minuty pokazały, że nie potrafił przyjąć ciosu w pozycji stojącej, a co dopiero walczyć. Źle się z tym czuł. Pomyślał jednak o Roszpunce. Nie wiedział co teraz się z nią stanie. Jeśli ta kobieta, która go oślepiła, doprowadziła dziewczynę do izolacji od świata, to kto wie co mogła zrobić zdenerwowana. W dodatku była uzbrojona, więc stanowiła bardzo duże niebezpieczeństwo. Michał zdecydował się, że musi coś zrobić, sprawny czy niepełnosprawny. Zrobić wszystko co w jego mocy aby dziewczynie nie stała się krzywda.

Spróbował wstać. Gdy położył dłonie na chodniku aby to zrobić, poczuł pod jedną z nich metalowy element. To chyba był ten sam który poczuł, przed oślepieniem. Michał nie wiedział co to jest, ale wyczuł, że ma regularny kształt. Zaintrygowany, wsadził znalezisko do kieszeni, po czym podniósł się na równe nogi. Natychmiast ruszył.

Jego marsz był bardzo czasochłonny. Kierował się do osiedla Roszpunki jednak co chwilę wpadał, na jakiś budynek, zaparkowany samochód lub innego pieszego. Po kilkudziesięciu minutach wszedł w teren, gdzie nie było słychać innych ludzi. Miał nadzieje, że to jest osiedle na którym mieszka dziewczyna. Miauczenie kotów, które słyszał co kilka minut, było przesłanką, że tak właśnie było. Ostatecznie po długim włóczeniu się dotarł do budynku, w którym wydawało mu się, że mieszkała Roszpunka. Od razu krzyknął.

– Rzuć włosy, Roszpunko !

Wsłuchał się w otoczenie, ale nie zarejestrował, żadnej reakcji. Było tak samo cicho jak wcześniej. Spróbował jeszcze raz.

– Rzuć włosy, Roszpunko !

Ponownie nic.

Zdenerwowany spróbował, znaleźć pozostawioną drabinę w krzakach. Roślinność znalazł już bez większego problemu, niestety drabiny nie było wśród niej. Najprawdopodobniej zabrała ją „ciotka”. Chłopaka dopadło sto różnych negatywnych myśli. Chciał znaleźć jakieś rozwiązanie, żeby dostać się do dziewczyny, ale czy ono wogóle istniało ? Dłuższą chwilę przywoływał z pamięci spotkania z dziewczyną w jej mieszkaniu. Czy jakiś znany mu szczegół z tamtych wizyt, pozwoliłby mu tam wejść? Nagle go olśniło.

Plemię Tupaczy.

Gwałtownie ruszył w kierunku budynku. Z problemami znalazł wejście na klatkę schodową. Wgramolił się na wysokie pierwsze piętra, gdzie mieszkała Roszpunka, pierwszy raz używając do tego schodów. Dotarł do drzwi dziewczyny. Zgodnie z oczekiwaniami, były zamknięte. Przesunął się metr obok nich i całą siłą jaką mógł z siebie wykrzesać uderzył pięścią w ścianę.

Pamiętał jak dziewczyna przypisywała odgłosy kroków na kładce schodowej, plemieniu Tupaczy”. Same z siebie dźwięki nie były dziwne. Przecież każdy człowiek mieszkający w bloku, lub kamienicy miał sąsiadów. Michał uświadomił sobie, że nigdy w żadnym innym mieszkaniu nie słyszał tych odgłosów aż tak wyraźnie jak u Roszpunki. Jakby stał wówczas na klatce schodowej. To świadczyło o tym jak ma ona cienkie ściany.

Zgodnie z nadzieją chłopka ściana nie wytrzymała uderzania i powstała w niej spora dziura. Chłopka uderzył jeszcze kilka razy, rozszerzając sobie przejście po czym wszedł do środka. Nic nie widział i nie miał pojęcia czego może się spodziewać, jednak przywitał go znany krzykliwy głos.

– Michał !

Sekundę później, chłopak poczuł na sobie przytulenie Roszpunki.

– Nic nie widzę. Twoja Ciotka mnie oślepiła, ale będę z Tobą. Nie zostawię Cię. – Zajęczał.

– Ja Ciebie też nie zostawię. Choć, przemyję Ci oczy.

Szczęśliwie mała porcja wody, ręcznik i dużo troskliwości wystarczyło, żeby wypłukać chłopakowi pył z oczu i przywrócić mu wzrok.

Michał poparzył na Roszpunkę. Jej piękna uśmiechnięta twarz miała spulchniają skórę w okolicach policzków. Musiała wcześniej dużo płakać. Jej długie włosy zostały odcięte blisko samej głowy. Ich długa wstęga leżała teraz na podłodze obok plecaka Michała i zabitej deskami ramie okna. Dziewczyna ponownie była w swoim staroświeckim stroju.

– Ciotka zaciągnęła mnie tu siłą. – Opowiedziała. – Powiedziała, że jak przez tydzień nie będę dostawać jeść, to odechce mi się głupich wycieczek. Powiedziałem jej, że jesteś dobrym człowiekiem i można Ci zaufać, ale to ją tylko bardziej zdenerwowało i odcięła mi włosy.

Michał pomyślał chwilę w ciszy po czym odezwał się.

– Chodź ze mną. Znajdę Ci nowy dom, choćby nie było łatwo. Już nigdy nikt Cię nie zamknie. 

Dziewczyna jeszcze raz przytuliła się do niego. To była jej forma wyrażenia zgody.

Wyszli z mieszkania przez dziurę w ścianie. Po zajściu na dół i odpuszczeniu budynku, ruszyli przez siebie. Michał cieszył się obecnością swojej towarzyszki jak nigdy wcześniej, ale jednocześnie nie wiedział gdzie miałby konkretnie iść. Nagle przypomniał sobie o tajemniczym, metalowym przedmiocie, który wsadził sobie do kieszeni. Sięgnął po niego ręką. Był to nieduży pendrive. Tym razem to chłopakowi zrobiły się duże oczy. Widocznie agresorka rzucając w niego pyłem, przypadkiem pozbyła się również swojego nośnika danych.

Skierowali się do najbliższej kafejki internetowej. Michał był zżerany przez ciekawość co mogło być nagrane na jego zdobyczy. Kiedy na jednym z komputerów otworzył zawartość urządzenia, osłupiał.

W wielu plikach tekstowych „ciotka” prowadziła swoje dzienniki. Opisywały jak dziewczyna została porwana od biologicznych rodziców i wychowywana przez swojego porywacza. Zapiski mówiły jakie eksperymenty psychologiczne zostały wykonane na Roszpunce i które z nich odniosły sukces. Maniaczka nawet nie używała słów „Roszpunka” ani „dziewczyna”, w swoich notatkach określała ją tylko jako „obiekt” i „preparat”. To dla chłopaka było aż za dużo. Wyszli z kafejki internetowej i szybkim krokiem poszli na najbliższą komendę policji.

Siedzący na recepcji policjant dyżurny, początkowo w ogóle nie rozumiał słowotoku Michała i chciał ich zbyć, jednak po kilku minutach dał za wygraną i poprosił do nich oficera śledczego. Reszta wypadków potoczyła się po myśli chłopaka.

Dane z nośnika wystarczyły do aresztowania „ciotki” pod zarzutem porwania, przetrzymywania i nielegalnego posiadania broni. Umożliwiły również oddanie dziewczyny jej prawowitym rodzicom. Ojciec i matka mało nie oszaleli ze szczęścia gdy dowiedzieli się , że ich dawno zaginiona córka żyje.

W tym wszystkim Michał najbardziej był zaskoczony faktem, że naprawdę nazywała się Roszpunka. Jej pełne nazwisko brzmiała Justyna Anna Roszpunka.

 

***

 

Tydzień później Michałowi umożliwiono spotkanie z dziewczyną.

– Bardzo Ci dziękuję. – Powiedziała radośnie do niego. – Moje życie niesamowicie się zmiana. Gdyby nie ty nawet bym nie wiedziała, że mam prawdziwych rodziców. Przez resztę życia będę miała wobec Ciebie ogromy dług wdzięczności, ale czy jest coś, co mogłabym dla Ciebie zrobić ?

Chłopak popatrzył na nią.

– Jeśli chciałabyś mi sprawić przyjemność, zapuść trochę dłuższe włosy i zapleć sobie warkocz.

Nastała chwila ciszy. Dziewczyna nie spodziewała się takiego życzenia.

– To da się zrobić. – Odparła po namyślę.

W jej uśmiechu było coś magicznego.

Koniec

Komentarze

autobus komunikacji miejskiej uciekł mu przed nosem – raczej sprzed nosa

Następny pojazd według rozkładu miał przyjechać po piętnastu minutach, ale nie dojechał. Podobnie jak dwa następne. – może w drugim przypadku kolejne?

niezadowolony odszedł w kierunku domu na piechotę. – raczej poszedł i jeżeli poszedł to wiadomo że na piechotę a nie samochodem

Miałam już nie robić łapanki, bo za dużo musiałabym wypisywać, ale to jest po prostu miodzio: Minoł próg okna – minoł? Co to za odmiana? Okno ma próg? 

Młody mężczyzna mógłby przysiąść – a na czym to on chciał sobie przysiadać? 

Najbardziej jednak widoczne były jej długie włosy, które ciągnęły się od jej głowy na podłogę,  – znam jeszcze kilka miejsc, z których człowiekowi wyrastają włosy, ale wydaje mi się, że w bajce nie wypada o tym pisać

na tle całego dotychczasowego otoczenia było badaj najbardziej normalne. – co on miał badać?

Dziewczyna niechętnie założyła ubiór na swoją sukienkę. – Gratuluję, dres musiał pochodzić od zawodnika sumo, bo inaczej nie zmieściłaby pod nim sukni

A wszystkie Cie i Tobie w prozie zapisujemy mała literą.

 

Pomysł był, ale wykonanie leży i już nawet nie kwiczy. Duuuuuuuuuuużo pracy przed Tobą.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

– na początku zabawy w pisanie przydałoby się zadbać o w miarę proste i klarowne zdania:

 

Jedynymi dostrzegalnymi znakami (przejawami?) życia były wyłącznie (skoro “jedynie”, to “wyłącznie” wydaje się być zbędne) bezpańskie koty, mijane co jakiś czas (przeczytaj zdanie na głos, nie wstawka po przecinku nie brzmi zbyt naturalnie). Idąc tak (nie?) samotnie, chłopak prawie odetchnął (westchnął z ulgą?), kiedy na swojej drodze (a można na cudzej? patetyzm, który nie pasuje do tego opowiadania) zobaczył (gdzie) ubraną na niebiesko kobietę pod jednym z budynków (-).

 

Pomysł rzeczywiście ma pewien potencjał, w szczególności sympatyczne jest rozwinięcie, polegające na zgłoszeniu się głównego bohatera do – żeby nie spoilować – panów na P. 

Z wykonaniem już jest gorzej – zarówno językowo, na co już zwracano uwagę, jak i sposobie mówienia. Wydaje się, że warto by się jeszcze raz zastanowić nad przemyśleniami bohatera w zderzeniu z tak absurdalną sytuacją – lub też przemyśleć kreację bohatera, żeby jego zachowanie stało się jednak naturalne. 

Druga rzecz – mówisz, że bohater oślepł, a potem przewędrował pół miasta : P Nad tym też trzeba się dwa razy zastanowić. 

Reasumując – ogólnie tekst jest chyba na plus; pomimo bubli językowych trzeba zauważyć, że akcja sprawnie idzie naprzód, a fabuła ma sens i jest nawet jakaś gra z konwencją ; )

I po co to było?

bemiksyf. napisali chyba wszystko, co dotyczy tematu i wykonania. Pozostało mi dodać, że lubię happy endy, więc masz plusa za zapowiedź tegoż…

Jestem totalnym amatorem, więc takie uwagi jak są dla mnie cenne. Bemik i syf. – Dziękuje wam. AdamieKB, ja też lubię happy endy :)

Stary roku – my też jesteśmy kompletnymi amatorami, tyle że może trochę dłużej bawimy się tym hobby :-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zgadzam się z przedpiścami. Koniecznie popraw te wszystkie Ci i Ciebie. Dużą literą to głównie w listach. Przed pytajnikiem nie powinno być spacji.

zaczęła oburącz wspinać się w górę po nietypowym sznurze.

Nie wspięłabym się po linie, ale wydaje mi się, że to się robi całym ciałem, nie tylko rękoma. A już przy użyciu tylko jednej łapy byłoby niesamowicie trudno, więc to “oburącz” mi zgrzytnęło.

Minoł próg okna i od razu się zatrzymał.

Minął.

Babska logika rządzi!

Historia ma potencjał – jest ciekawa, czyta się z przyjemnością (a właściwie czytałoby się, gdybyś poprawił w końcu błędy). 

F.S

Finko, będę na to uważać w przyszłości. Foloinie Stephanusie, dzięki. Mam duży problem z wyłapywaniem błędów z swoich tekstów. Ten tekst jest tylko tego przykładem i podejrzewam, że nienajgorszym. Pisarzem nigdy nie zostanę, ale chyba powinienem pomyśleć co z tym zrobić .

Próbowałeś odłożyć tekst na co najmniej tydzień i wtedy do niego zajrzeć?

Babska logika rządzi!

Tak. Poprawiałem tekst po dwóch tygodniach od napisania.

Co prawda nie zrozumiałam, w jakim celu „ciotka” więziła dziewczynę, ale mam wrażenie, że do tego opowiadania nie należy podchodzić racjonalnie, a raczej przyjąć je z całym dobrodziejstwem tego, co Autor wymyślił.

Sama sobie się dziwię, że wypisałam niektóre błędy, bo podejrzewam, że Autorowi na nic są wszelkie uwagi, skoro przez prawie dziesięć dni niczego nie poprawił.

 

chło­pak nie wy­trzy­mał i nie­za­do­wo­lo­ny od­szedł w kie­run­ku domu na pie­cho­tę. Była cie­pła, choć wietrz­na noc. Chło­pak po­ru­szał się… – Powtórzenie.

 

ko­bie­tę pod jed­nym z bu­dyn­ków. Stała od­wró­co­na do bu­dyn­ku… – Powtórzenie.

 

ko­bie­ta nie wy­ra­zi­ła naj­mniej­sze­go gestu zdra­dza­ją­ce­go za­sko­cze­nie… – Gestem można coś wyrazić, ale nie można wyrazić gestu.

 

Na ścia­nie bu­dyn­ku po­now­nie nie było żad­ne­go sznu­ra. Skon­ster­no­wa­ny młody męż­czy­zna po­now­nie ru­szył przez osie­dla w swoją stro­nę. – Powtórzenie.

 

i odejść zo­sta­wia­jąc dziw­ną scenę samej sobie… – …i odejść, zo­sta­wia­jąc dziw­ną scenę samej sobie

 

osta­tecz­nie jed­nak zła­pał się wło­sia… – …osta­tecz­nie jed­nak zła­pał wło­sie/ włosy

 

Minoł próg okna i od razu się za­trzy­mał. – Okno nie ma progu, więc nie mógł go minąć.

 

Przez wszech­obec­ną ciem­ność nie po­tra­fił ni­cze­go zo­ba­czyć. – Skoro wszedł przez okno, musiało być otwarte. Nie piszesz, że je zamyka, więc skąd wszechobecna ciemność?

 

stała dziew­czy­na wpa­trzo­na sze­ro­ki­mi ocza­mi w Mi­cha­ła. – Naprawdę miała szerokie oczy, a nie szeroko otworzone/ otwarte?

 

że to one sta­no­wi­ły dziw­ną wstę­gę po któ­rej tu wszedł. – …że to one sta­no­wi­ły dziw­ną wstę­gę, po któ­rej tu wszedł.

 

Za­py­ta­ła gło­śniej, być może sa­dzać, że nie zo­sta­ła usły­sza­na… – Literówka.

 

To tylko małe zwie­rze. – Literówka.

 

Gdzie my wła­ści­wie idzie­my ?Dokąd my wła­ści­wie idzie­my?

 

Wy­szli z jej osie­dla, mi­ja­jąc bu­dyn­ki w innej za­bu­do­wie. Prze­szli przez jedną me­ta­lo­wą bramę i prze­cho­dząc przez dzie­dzi­niec z fon­tan­ną zbli­ży­li się do po­dłuż­ne­go bu­dyn­ku… – Powtórzenia.

 

Dziew­czy­na krzy­wo się spoj­rza­ła… – Dziew­czy­na krzy­wo spoj­rza­ła

 

Oby­dwie tre­ner­ki sto­ją­ce przy li­niach bocz­nych, także się nie oszczę­dza­ło. – Literówka.

 

Ubra­no na nie­bie­sko ko­bie­ta w śred­nim wieku… – Literówka.

 

ale czy ono wo­gó­le ist­nia­ło ? – …ale czy ono w o­gó­le ist­nia­ło?

 

Wgra­mo­lił się na wy­so­kie pierw­sze pię­tra, gdzie miesz­ka­ła Rosz­pun­ka … – Na ilu pierwszych piętrach mieszkała Roszpunka? ;-)

 

Mi­chał po­pa­rzył na Rosz­pun­kę. – Literówka, dość zabawna. ;-)

 

Jej pięk­na uśmiech­nię­ta twarz miała spulch­nia­ją skórę w oko­li­cach po­licz­ków. – Jaką miała skórę???

 

Po zaj­ściu na dół i od­pusz­cze­niu bu­dyn­ku… – Literówka.

 

nie wie­dział gdzie miał­by kon­kret­nie iść. – …nie wie­dział, dokąd miał­by kon­kret­nie iść.

 

Sie­dzą­cy na re­cep­cji po­li­cjant dy­żur­ny… – Recepcja w komendzie policji?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Siedzący na recepcji policjant dyżurny… – Recepcja w komendzie policji?

Wiesz, Reg, jeśli wynajmują pokoje na godziny (ale na więcej niż dwie doby to mnóstwo roboty papierkowej), to może i mają recepcję… ;-)

Babska logika rządzi!

No tak, nawet jak tylko na czterdzieści osiem godzin wynajmą, to istotnie, jest co robić. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Siedzący na recepcji policjant dyżurny… – Recepcja w komendzie policji?

 

tak – to się nazywa recepcja, dzisiaj widziałem : P

I po co to było?

No to dowiedziałam się czegoś nowego. Dziękuję Syfie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka