- Opowiadanie: CountPrimagen - Julia nie uśmiechnie się już nigdy więcej

Julia nie uśmiechnie się już nigdy więcej

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Julia nie uśmiechnie się już nigdy więcej

Palące słońce zawisło tuż nad nią, blaskiem swych promieni przyćmiewając lazur nieba. Jej spocone ciało drżało z gorąca, serce pompowało płonącą niczym ogień krew. Nogi zanurzyła w ciepłej wodzie, boleśnie świadoma, jak niewiele ulgi to przynosi.

Szlag, muszę się posmarować… Tylko gdzie, do diabła, schowałam olejek do opalania? pomyślała Julia, leniwie unosząc głowę. Otworzyła oczy i wstała chwiejnie, czekając, aż minie wywołane gorącem zamroczenie.

Plaża była malownicza, a szum morza koił zszargane nerwy. Usypiał wspomnienia, w których matka nudziła ją ciągłymi monologami, a ojciec bezustannie przypominał o obowiązkach. Przepadł namolny brat i nazbyt ciekawska kuzynka. Nieistotne stały się przytyki i wyrzuty, które czynił jej szef. Julia wreszcie poczuła się szczęśliwa i niezależna. W tej chwili liczył się dla niej tylko ten spokój i jej najlepsza przyjaciółka – heroina.

Tak właśnie wyobrażała sobie wakacje, na które pojechała wraz z Tomkiem, Bartkiem i Gosią „pożyczonym” przez koleżankę służbowym samochodem jej ojca. Cała akcja mogła przypominać ucieczkę, szczególnie, że o wyjeździe nie wiedzieli rodzice żadnego z nich, jednak ta myśl nie spędzała Julii snu z powiek. Stres, oczekiwanie i płynąca z nagrody rozkosz, splatały się w pasmo wypełnionych udręką chwil, kiedy to podbierając rodzicom pieniądze i po kryjomu zażywając zanieczyszczony brown sugar, Julia przekonywała samą siebie, że zasłużyła na lepszy los.

 

I… stało się! Jakby niebiosa wysłuchały jej modłów, pewnego dnia zadzwonił Tomek i zaprosił ją na spotkanie. Nie było w tym nic szczególnego, jednak ekscytacja w jego głosie sprawiła, że Julię przeszył dreszcz. Wyszła mu naprzeciw i chwilę później ściskała już w drżących rękach całą paczkę bielutkiego, ukochanego proszku.

– Chodź! Chodź! – pisnęła, ciągnąc chłopaka do opuszczonej rudery, która służyła im za miejsce spotkań z heroiną, jednak Tomek zdecydowanie pokręcił głową. Uśmiechnął się do niej w ten figlarny sposób, który tak kochała i wyjął z kieszeni pocztówkę.

– Chciałabyś tam pojechać? – spytał, pokazując dziewczynie złocistą plażę, lazur wody i błękitny, nieskażony choćby jedną chmurką, przestwór nieba.

– Nie stać nas – odparła, szklistymi oczyma wpatrując się w biały proszek. – Chodź.

– Rodzice Bartka mają tam domek letniskowy – wyjaśnił Tomek. – A Gośka wzięłaby samochód, moglibyśmy się wybrać we czwórkę i zabalować… Co ty na to?

– Będzie mniej dla nas – westchnęła Julia, przebierając ze zniecierpliwieniem nogami.

– Nie bądź sknera! Starczy dla każdego! – Tomek roześmiał się i objął dziewczynę, kładąc rękę na jej zgrabnym pośladku. – Poza tym, będzie tam Bartek… Przecież go kochasz, czyż nie?

– Ciebie kocham – mruknęła Julia, na chwilę zapominając o heroinie, przywierając do chłopaka całym ciałem. Drżała jak w gorączce.

– Moja słodka nimfomanka – parsknął Tomek i ulżył jej tak, jak lubiła, gdy byli tylko we dwoje.

 

Wciąż płonę, pomyślała leniwie, wsuwając palce między nogi. Ze zdumieniem odkryła, że jest naga. Gdzie moje ubranie? Co się stało?

Plaża, choć tak piękna w żółci i jedwabistej miękkości swego piasku, wydała się jej obca i wroga. Nie dostrzegła choćby jednego człowieka, który czerpałby przyjemność z dobrodziejstw odpoczynku, wylegując się pod parasolem, bądź pływając w ciepłym morzu. Nie widziała swoich przyjaciół, nie potrafiła nawet powiedzieć, w którą stronę powinna pójść, by wrócić do domku rodziców Bartka. Była sama, za jedynego towarzysza mając wielkie, przysłaniające niemal cały nieboskłon słońce.

– Kurwa, co tu się dzieje? – rzuciła w przestrzeń. Odpowiedziała jej cisza.

Spacerując i nieporadnie składając w całość poszarpane wspomnienia, przypomniała sobie, że po długich namowach zgodziła się zaprosić Bartka i Gośkę, po czym wspólnie wybrali się nad morze, niecierpliwie wyczekując kontaktu z obleczoną w folię, białą jak śnieg przyjaciółką. Wyjechali rano, by zanim zapadnie zmrok, zdążyć jeszcze zrobić zakupy. Zaopatrzyli się w alkohol, igły, gaziki, podpaski… Coś jeszcze?

A czy to ważne? Fakt faktem, że nie miała pojęcia, czy plany zostały zrealizowane. Przejechali zaledwie sto kilometrów, gdy potrzeba wzięła górę nad rozsądkiem i korzystając z jedynej strzykawki, którą miała w torebce Julia, a także eleganckiej zapalniczki Zippo Bartka, spróbowali towaru. A później… było cudownie.

Wspomnienia Julii urwały się, pozostawiając po sobie euforyczną rozkosz i ból pokłutych rąk. Dojechali do domku… Wyszli na plażę… Tak być musiało, przecież właśnie tu jest!

Z rozwianymi włosami i podskakującymi w rytm kroków piersiami, podbiegła do brzegu i zanurzyła się w wodzie. Zachichotała histerycznie i położyła się na plecach. Dryfowała, żałując wszystkich tych lat, kiedy pracując na stacji benzynowej wmawiała rodzicom, że przygotowuje się do poprawienia matury. Tyle czasu oszukiwała, zwodziła i kombinowała, że nawet nie miała świadomości, jak bardzo potrzebuje odpoczynku.

Nagle fala przykryła jej głowę i Julia zachłysnęła się wstrętną wodą o żelazistym posmaku. Pełna obrzydzenia wyszła na brzeg, zadrżała z zimna i znieruchomiała, dostrzegając na linii horyzontu znajomą sylwetkę.

– Tomuś! – krzyknęła, biegnąc w jego kierunku.

– Julka! – ucieszył się mężczyzna, zanurzając rękę w jej mokrych, kasztanowych włosach. – Jak dobrze cię widzieć! Myślałem, że już nigdy…

– Co się stało, Tomek? Nic nie pamiętam…

– Julka… Chyba przegięliśmy. Mnie też umysł zwodzi… Zaszaleliśmy już w samochodzie, przez co do celu dojechaliśmy dopiero na drugi dzień. Później, hmm… było tylko gorzej. Sam już nie wiem co zrobiłem, jednak kiedy obudziłem się na tej plaży, nie miałem ubrania, a moje ręce pokrywała krew… Julka? Julka!

– Boże, nie! Co się dzieje!? – pisnęła dziewczyna, gdy nagle silny podmuch wiatru oderwał ją od Tomka i rzucił na piasek, który nie był już gładki i ciepły, tylko zimny i chropowaty, niczym papier ścierny.

– To omamy, Julka! Mówię ci! Przesadziliśmy! – krzyczał Tomek, unosząc się w powietrze. – Patrz! Ja latam! Latam!

– To nie jest śmieszne, Tomek! Nie! – jęknęła Julia, gdy kolejny podmuch i ją poderwał w przestworza. Zimny, ostry jak stal wiatr szarpał skórę, a Julia wciąż przyspieszała. Krzyczała coraz głośniej, płakała, ale koszmar nie mijał. To nie była heroina, nie mogła być! Nic takiego wcześniej się nie… Paroksyzm bólu zniweczył wszystkie jej myśli, pozostawiając zgliszcza uczuć i tętniące gdzieś głęboko cierpienie…

 

.

.

.

.

.

.

.

 

2 tygodnie później

 

– Co znaczy, że nie mogę tam wejść? Ja MUSZĘ tam wejść – mruknął postawny mężczyzna o surowym spojrzeniu i przyprószonych siwizną włosach.

– Teren zamknięty, proszę pana – odparł funkcjonariusz ze współczuciem. – Śledztwo jest w toku. Mogę jedynie zapewnić, że ciała pańskiej córki tam nie ma.

Chmurne spojrzenie mężczyzny objęło skąpany w ciemnościach domek letniskowy, zimny księżyc i odbijające jego blask morze. Cichy, złowróżbny szum fal był jedynym świadkiem tragedii, która się tu wydarzyła przed kilkunastoma dniami. W środku spoczywały powykręcane, pokryte skrzepłą krwią ciała dwójki młodych ludzi – Bartka i Gosi.

Pozostałej dwójki – Julii, oraz jej chłopaka Tomka, do tej pory nie odnaleziono. Para stała się oczywiście głównymi podejrzanymi o morderstwo, ojciec dziewczyny nie wykluczał jednak innego toku wydarzeń.

Przeszedł się jeszcze raz wokół domku, w końcu zrezygnowany wrócił do samochodu i czekającej wewnątrz żony.

– Nic z tego, kochanie. Nie wydusiłem z nich ani słowa więcej. Wciąż nie wiedzą, czy była z nimi piąta osoba, ewentualny sprawca…

– Ależ nie ma innej możliwości! – zaszlochała kobieta. – Julia… Była taką dobrą dziewczynką! Grzeczną, ułożoną, uśmiechniętą! Przecież by ich nie zabiła! Jak mogą w ogóle rozpatrywać taką bzdurę!?

– Te narkotyki wszystko komplikują… – pokręcił głową ojciec dziewczyny.

– Została wrobiona, przecież to oczywiste!

– Ja to wiem, ale cóż z tego? Póki nie znajdą śladów obecności piątej osoby, nie posuniemy się do przodu… Ale ważniejsze – gdzie jest Julka? I Tomek?

– Może porwano ich, by żądać okupu? – zaproponowała matka zaginionej.

– Tak byłoby najlepiej… Nie traćmy nadziei, kochanie. Julia to rezolutna, cwana dziewczyna, umie o siebie zadbać. Wierzę, że gdziekolwiek teraz jest, stara się myśleć pozytywnie i czeka na ratunek. Obiecuję, że nie spocznę, póki nie ujrzymy jej roześmianej buzi!

– Tak! – kobieta skinęła głową i skierowała pełne determinacji spojrzenie w rozciągające się przed nimi morze czerni. Nie mogła wiedzieć, że katowana w drugiej czeluści Piekła Julia nie uśmiechnie się już nigdy więcej.

Koniec

Komentarze

O rany, a bardziej ponuro już się nie dało? 

Czytało się bez problemu, ale nastrój i tematyka zdecydowanie nie dla mnie.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Starałem się by było ponuro, chyba zbyt duża dawka parodii mi zaszkodziła ;P

Dzięki za komentarzy, droga Śniąca!

 

Aha, zapomniałem dodać, że tytuł jest inspirowany posępną pieśnią Candlemass – Julie Laughs No More. Klasowy doom metal, polecam ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Wiesz, czasem tak jest, że ktoś pięknie pisze i ma fantastyczną akcję, a mimo to czegoś brakuje. U Ciebie jest na odwrót – nie masz fantastycznej akcji, w paru momentach mogłabym się czepnąć tekstu, ale w swojej opowieści zamknąłeś to coś, co mnie złapało za serducho.

Nigdy nie spróbowałam żadnego narkotyku, ale jestem w stanie sobie wyobrazić to, co opisałeś. A ostatnie zdanie całego tekstu zapadnie mi mocno w pamięć. 

Twoje opowiadanie jest tym tragiczniejsze, że tak bliskie prawdy. Często rodzina nie ma pojęcia, co się dzieje z najbliższymi. I bywa, że nigdy się nie dowiedzą, a Julia nie uśmiechnie się już nigdy więcej.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie moja bajka – ani narkotyki, ani ponury nastrój.

I fantastyki trochę maławo.

Ale napisane dobrze i czytało się szybko.

Babska logika rządzi!

Bemik → Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa i punkt. Nie jestem przekonany, czy zasłużyłem sobie na tak wspaniałą recenzję, niemniej postaram się pielęgnować tę “magię” i tworzyć coraz lepsze teksty. Pozdrawiam Cię serdecznie :)

 

Finkla → Ano maławo, wręcz śladowe ilości, ale nie chciałem ingerować w formę, która była monolitem. Znów Cię nie przekonałem? Cóż, może następnym razem. Oczekuj Żywodomu! ;)

Dzięki za wizytę i komentarz :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Żywodom? Brzmi zachęcająco. Oby nie okazało się horrorem. No to czekam. :-)

Babska logika rządzi!

Żywodom zdecydowanie brzmi jak zapowiedź horroru…

 

Przeczytałam tekst. Niby wszystko na swoim miejscu, zdania się składają w akapity, akapity w całe fragmenty, ale nie zostałam poruszona. Mamy zaćpanych przyjaciół, dwójka ginie na pewno, pozostała dwójka prawdopodobnie… ot, i tyle. Do poczytania i przejścia do następnego opowiadania.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nieeeee, Żywodom to pełnokrwiste fantasy z mego własnego uniwersum. ;P

 

Dzięki za komentarz, Joseheim.

Gwoli ścisłości – ostatnie zdanie wskazuje, że wszyscy giną i na dodatek nie popełnili morderstwa, gdyż cierpią za “zbyt słabą wolę, by oprzeć się pokusom zmysłowym”. :)

Pozdrawiam!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

No nie, ile można o ćpunach… 

Hmmm… Są w tym tekście mocne i słabsze fragmenty. Kłuje w oczy przedziwne formatowanie (wytłuszczanie zapisywanych myśli w dialogach jest, IMO, niepotrzebne. Takoż liczne kropki między blokami tekstu. Wystarczy większy odstęp).

Co do samego tekstu. Tam gdzie jest skrótowo – jest fajnie i suspensowo (np. „parsknął Tomek i ulżył jej tak, jak lubiła, gdy byli tylko we dwoje”.), bo czytelnik sam musi się domyśleć, co i jak się wydarzyło . Natomiast tam gdzie jest rozbudowany opis czy dialog – już nie jest tak różowo. Może Tomek niepotrzebnie mówi, że ma krew na rękach – to i tak przecież jakoś wynika z końcówki tekstu. To wszystko, rzecz jasna, tylko moje bardzo prywatne, subiektywne odczucia.

Mocne/ciekawe/niepokojące jest zakończenie, sam wydźwięk ideowy, przesłanie. I za to plus.

W ostatnim zdaniu przecinek przed słowem Julia – jak dla mnie niepotrzebny. Pzdr.

...always look on the bright side of life ; )

Niewątpliwie dobrze napisane opowiadanie, płynnie się czyta i żadne błędy po oczach nie biją. Ale mnie nie przekonało. Może przez to zdanie: 

Lata ustawicznego ukrywania się, podbierania rodzicom pieniędzy i pokryjomego zażywania zanieczyszczonego brown sugar niezbicie dowodziły, że zasłużyła sobie na lepszy los.

Ciężko mi uwierzyć w lata zażywania heroiny po kryjomu, tak by nikt nie zauważył. Co jak co, ale heroinowego ćpuna zwyczajnie nie da się przegapić. Po latach ćpania brown sugar nie byłoby już śladu  po dobrej, grzecznej, ułożonej Julii. 

Brzmi to nieprawdopodobnie, może dlatego tekst nieszczególnie do mnie trafił. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Fragment z ich “odlotem” był najlepszy. Surrealistyczny, z klimatem, z charakterem. Straszny, wspaniały, enigmatyczny. 

Niestety reszta już nie budzi emocji. Ot, antynarkotykowa historia jakich wiele.

Wolałbym, aby tekst nie skupił się tak silnie na moralizatorstwie, a zamiast tego zabrał nas w głąb króliczej nory :)

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

AdamKB → Aha…

 

Jacek001 → Dziękuję Ci za analizę i wskazówki, z pewnością wezmę je pod uwagę teraz i na przyszłość :) Może rzeczywiście powinienem ten tekst jeszcze bardziej oderwać od ziemi..

Wspominasz o myślach zapisanych kursywą? Zacząłem tak robić od niedawna, biorąc pod uwagę opinie, że czcionka prosta daje wrażenie, jakby narrator “wchodził w głowę” bohaterom i lepiej zindywidualizować te słowa…

Natomiast rząd kropek (fajnie, że zwróciłeś na to uwagę), zastosowałem wyjątkowo, gdyż przeskok akcji dotyczy zarazem czasu, jak i rzeczywistości (z Piekła na Ziemię). Na pewno nie wejdzie mi to w nawyk ;)

 

Gravel → Wspaniałą nieścisłość wyłapałaś, masz moją dozgonną wdzięczność! :) Rzeczywiście, określenie “lata” burzy wiarygodność, należy to zmienić na coś mniej namacalnego.. Prześlizgnęło się przez korektę. Dzięki Ci bardzo – za to i za opinię :)

 

Nazgul → Moralizatorsko wyszło po części przez samą tematykę, nie taki był mój cel :/ Po prostu chciałem zaskoczyć czytelnika, że te wakacje, to piekło…

Dziękuję Ci za szczery komentarz i również pozdrawiam! :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Muszę się zgodzić z Nazgulem w kwestii moralizatorstwa. Zwłaszcza to ostatnie zdanie o smażeniu się w piekle – zazgrzytało mi i pozostawiło niejaki niesmak. Myślę sobie, że w tego typu tekstach lepiej jest przedstawić historię i pozwolić czytelnikowi na wyciągnięcie własnych wniosków/opinii.

Natomiast tekst napisany jest płynie i czyta się bez większych problemów. Bardzo podobał mi się:

–  początek – zainteresowałeś mnie w pierwszych kilku zdaniach;

– realistyczne przedstawienie psychologii nałogu;

– realistyczne przedstawienie dwoistości życia bohaterki (nimfomanka/heroinistka a dla rodziców dobra dziewczynka)

Temat narkotyków i osób od nich uzależnionych jest dość oklepany, jednakże uważam, że sobie z nim, Autorze, pięknie (choć na mój gust zbyt moralizatorsko) poradziłeś.

Hmm... Dlaczego?

Wielkie dzięki za solidną, długą analizę, dobre słowa i punkcik, Drewian :)

Ostatnie zdanie, w zamyśle, miało być jedynie twistem, w którym czytelnik skapnie się, że dziewczyna wylądowała w piekle, a nie na wakacjach, ale najwidoczniej przez tematykę wyszło moralizatorsko :/

Cóż, miło mi, że mimo wszystko spędziłaś przy tym kilka miłych chwil, pozdrawiam! :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

To może, w takim razie, wywalić ostatnie zdanie? To, gdzie przebywa dziewczyna mógłbyś zasugerować w inny sposób? Na przykład w tytule: “Wakacje w piekle", “Plaża Dantego” czy jakoś tak. W ten sposób zmniejszyłbyś poziom moralizatorstwa, jednocześnie przekazując informacje czytelnikowi.

Hmm... Dlaczego?

Hmm, czy ja wiem, Drewian? Szczerze mówiąc, to pierwszy tak krótki tekst, jaki napisałem i opierałem się na tym, by nieco zaskoczyć czytelnika. Gdybym już w tytule podał, czego dotyczy, chyba straciłby na swoim uroku… Tak mi się wydaje.

Ale bardzo miło z Twojej strony, że wyciągasz pomocną dłoń. Doceniam to. Trzymaj się ciepło :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Buziaki!

Hmm... Dlaczego?

Dobrze napisane, czytało się gładko, ale zacytuję ojca Julii: “Te narkotyki wszystko komplikują…”

Pozdrawiam.

Bardzo fajny pomysł na piekło. Brr…

Ale całość poruszyła mnie raczej w umiarkowanym stopniu. Chyba zabrakło mi choćby jakichś strzępów wspomnień z tego, co działo się, gdy byli naćpani. W zasadzie, to zgadzam się z tym, co napisał Nazgul.

Raziło mnie tez wielokrotne użycie niektórych zwrotów – np “przyjaciółka” o heroinie czy “słońce przysłaniające niemal cały nieboskłon” – taki opis pojawia się dwa razy. Rozumiem konsekwencję, ale urozmaicenie opisów i metafor na pewno dobrze by wpłynęło na tekst ;)

Blackburn → Hahaha, niech Ci będzie ;) Po części rozumiem, bo sam dostaję mdłości, jak mam oglądać film o przemycie narkotyków, gangach narkotykowych itp.. Dzięki za wizytę!

 

Werwena → Myślałem nawet, żeby napisać co nieco o wydarzeniach w domku, ale koniec końców stwierdziłem, że lepiej, jak tekst będzie krótszy..

Jeśli opis pojawia się dwa razy, to winien zostać zmieniony! Zaraz się za to zabiorę.

Dziękuję Ci bardzo za wskazane potknięcia i opinię.

Do poczytania później! ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Mnie tematyka nałogu, przedstawiana z punktu widzenia nałogowców, nuży. “Trainspotting” (film) i taki pewien reportaż z polskiego podwórka wysoko postawiły poprzeczkę.

 

Gdyby tak temat pomacać od strony diabła, który istoty sprawy nie kuma, albo kuma, w dodatku sam jest nałogowcem i dlatego ćpunów do piekła, by ich towar… ;-) Cokolwiek, co wyjmie temat że sztampowego ujęcia.

Kojarzysz Deriglassoffa “Dyabeu”? 

 

Napisane sprawnie, bez bólu przeczytałem. Trochę szkoda, że Tatuś, fantastycznie, piątego nie podejrzewał o bycie wysłannikiem piekieł, no ale limit a dodatkowy wątek…

 

Do następnego, zaskocz mnie :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo dobrze napisane, czyta się gładko, klimat doskonale zbudowany, lecz temat trochę sprany. 

F.S

PsychoFish → O, jak miło zobaczyć opinię portalowego wyjadacza, dzięki serdeczne :)

Z filmów o nałogu, oczami nałogowców, znam chyba tylko Requiem Dla Snu (i bardzo lubię), może w wolnej chwili sprawdzę ten Trainspotting. A Deriglassoffa trochę się słuchało ;D

Jakby dodać takie motywy, o jakich piszesz, treść miałaby bardziej ironiczny niż moralizatorski wydźwięk, ciekawa idea ;)

Taaak, miej mnie na uwadze, a będziesz miał okazję poznać trochę nietuzinkowych historii, gwarantuję ;P

Do następnego.

 

FoloinStephanus → Ano sprany i chyba nawet Perwoll nie przywróci mu barwy ;) Miło mi.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nogi zanurzyła w ciepłej jak zupa wodzie, świadoma tego, jak niewiele ulgi to przynosi.

brzydkie powtórzenie

 

opalania? pomyślała

myślnik albo przecinek po znaku zapytania

 

Hmm, tekst moim zdaniem jest mocno nierówny. Niektóre zdania zapadają w pamięć, tytuł przyciąga, ale fantastyki tutaj jak na lekarstwo, a do tego moralizatorstwo faktycznie nieco bije po oczach ;) Czyta się nieźle, czasami bardzo dobrze, a choć na narkotykach się nie znam, to wydaje mi się, że oddałeś charakter nałogu całkiem wiarygodnie.

Tylko nie "Tęcza"!

O, jakże miło mi Cię gościć, Tensza! Cześć!

 

Fajnie, że doceniłaś tytuł. Powiem Ci, że po czasie stwierdzam, iż gdybym to przemyślał, wybrałbym inny grzech i inny krąg Piekła… Obyłoby się bez nudnego tematu narkotyków i moralizatorstwa, a opowieści jest przecież nieskończona liczba, nie byłoby to zatem problemem…

Niemniej, cieszę się że zajrzałaś i przeczytałaś bez bólu.

Powtórzenie poprawię, a co do drugiej sugestii – ja zawsze pisałem z przecinkiem, jednak Regulatorzy oznajmiła, że to źle i ma być właśnie tak, jak teraz… Cóż, zabrzmiała przekonująco ;)

 

Rock on!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

To mnie zaskoczyłeś z tym przecinkiem. Zapis, który zasugerowałam, widziałam wiele razy w NF :P Ale w sumie chyba też ufam reg bardziej…

Tylko nie "Tęcza"!

Ja właśnie miałem wątpliwości, gdyż obie formy wyglądały dziwnie: czy to zbitka dwóch znaków, czy słowo po pytajniku, pisane z małej litery… Wreszcie użyłem tej pierwszej formy w parodii i wystawiłem się Reg na żer ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Hmmm… Mam troszkę mieszane uczucia. Budowanie klimatu – mrocznego i odrobinę depresyjnego bardzo mi się podobało, ale konkluzja…

Mam wrażenie, że ta fantastyka, wrzucona pod sam koniec dość mocno na siłę psuje, aniżeli dodaje coś całemu utworowi. Brzytwie Lema to opowiadanie się nie oprze, a wręcz przeciwnie moim zdaniem – bez elementu fantastycznego byłoby znacznie lepsze. Ogólnie jednak na plus.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Dzięki za przeczytanie i komentarz, Gnoom :)

Wrzuciłem na siłę fantastykę? Jedynym takim elementem był “lot” Julii, a to odnosiło się do Boskiej Komedii.. Mam świadomość, że prawdziwa fantastyka to nie jest, a i warunki konkursu spełnia ledwo, ledwo ;)

Pozdrawiam Cię!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przypuszczam, że ten tekst nie znajdzie przesadnej liczby fanów. Ludzie przeważnie nie przepadają za takimi klimatami. Abstrahując jednak od moich – być może bezpodstawnych – przypuszczeń, dodam, że to bardzo przyzwoite opowiadanie. Przyzwoicie treściwe, przyzwoicie napisane, przyzwoicie nienachalne. Historia może nie jest szczytem oryginalności, ale trudno oczekiwać po tak krótkiej formie, żeby była. Tak więc ode mnie zdecydowany plus.

Niezmiernie mnie cieszy Twoja opinia Vyzart, szczególnie, że dobrze odzwierciedla moje zamierzenia ;) Może i fanów opowiadanie nie ma za wielu, ale otrzymałem tyle komentarzy, że już teraz jestem w pełni usatysfakcjonowany. Poznałem oczekiwania najróżniejszych czytelników, a to jest to, czego tak bardzo potrzebowałem ;)

Dziękuję Ci za pochlebne słowa i punkt, trzymaj się :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Przystępując do lektury opowiadania traktującego o wakacjach, spodziewałam się historii lekkiej, łatwej i przyjemnej, a tu nic z tych rzeczy. Choć Twoja opowieść nie należy do odkrywczych, została przedstawiona w sposób na tyle przekonujący, że uruchomiwszy wyobraźnię nie miałam problemów ze zwizualizowaniem sobie kolejnych scen.

Choć napisałeś o sprawach dość mrocznych, bardzo porządne wykonanie sprawiło, że opowiadanie przeczytałam z przyjemnością.

 

PS

http://sjp.pwn.pl/zasady/;629839

Primagenie, Tenszo – bardzo Wam dziękuję za zaufanie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nareszcie się Ciebie doczekałem, Reg! Witaj! :)

Pochlebna recenzja z Twojej klawiatury smakuje mi szczególnie dobrze, bardzo się cieszę, że nie męczyłaś się z błędami przy czytaniu ;D

Dziękuję Ci również za przeniesienie mojego tekstu do biblioteki (debiut!), choć liczba punktów coś mi się nie zgadza… Ostatnio były trzy (?) ;/

 

Następnym razem postaram się zabłysnąć również oryginalnością, trzymaj się!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ja wlepiłam piąty punkt :) Zawsze. jak się waham, czy dać kopa tekstowi, to patrzę, czy się bez mojej adoracji doczłapie do czterech punktów. Jak się doczłapie, to kopię finalnie.

Tylko nie "Tęcza"!

Gahahahaha, najlepiej :D

Czy to oznacza, że chcesz zawrzeć sojusz, droga Tenszo? Wysłałem Ci zaproszenie ;)

 

 

 

Ekhm…

Doczłapie? Następnym razem tak pomknę, że nie zdążysz doczytać, a ja już będę u celu ;P

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Och, Primagenie, jakże miło dowiedzieć się, że byłam oczekiwana. ;-D

Teraz ja będę czekać na Twoje obiecane, błyskotliwe i oryginalne opowiadanie. Trzymam się. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Doczłapie? Następnym razem tak pomknę, że nie zdążysz doczytać, a ja już będę u celu

Trzymam cię za słowo :D

Tylko nie "Tęcza"!

Napisane bardzo poprawnie, ale dość sztampowe ujęcie tematu i nieznośne moralizatorstwo w moim odczuciu położyły ten tekst. A szkoda, bo pomysł na “piątego” był niezły i gdyby to dobrze rozegrać, mogłoby wyjść coś naprawdę super.

 

I powtórzę za Gravel – trudno uwierzyć, że dziewczyna aż tak dobrze się maskowała. Jakby dopiero zaczynała brać, to ok, ale tak…

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przeczytałem kilka dni temu na telefonie i nie miałem możliwości od razu skomentować. Nadrabiam więc w pierwszej wolnej chwili. Mroczny klimat i mgła tajemniczości, towarzysząca lekturze do samego końca przypadły mi do gustu. Jako rodzicowi przekaz podoba mi się już mniej. Również nie wyobrażam sobie, nie wiedzieć o takich problemach córki. Dlatego zakończenie, choć mocne (nawet trochę za moce i przez to pozbawione paradoksalnie mocy) nie zrobiło już na mnie wrażenia. Niemniej tekst wyróżnia się spośród prac konkursowych.

empatia

Mirabell → Uwaga Gravel była słuszna i dlatego skróciłem okres nałogu Julii… Czyżby nadal wydawało się, że robi to od lat? :/

Sprawcy natomiast nadal nie możesz wykluczyć. Dziewczyna najpewniej zaćpała się na śmierć, ale mogła również zginąć z rąk kogoś obcego… Mgła tajemnicy skrywa prawdę ;P

Dziękuję Ci za przeczytanie i komentarz :)

 

Empatia → Wielkie dzięki, że jednak postanowiłeś zostawić ślad, Twoja opinia bardzo mi się przyda ;) Na przyszłość spróbuję staranniej żonglować klimatem, coby nie przegiąć na koniec..

Z tego co widziałem, Twoje opowiadanie również należy do tych “wyróżniających się”, z pewnością zajrzę w wolnej chwili ;)

Pozdrawiam!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Wiesz, może się tu zasugerowałam. Z mojej wiedzy wynika, że ludzie rzadko sięgają od razu po twarde narkotyki, to raczej długi proces. A ona bierze brown sugar. Plus jej myślenie o heroinie wskazuje na spore uzależnienie – to, jak się ukrywa, jaki przeżywa stres związany z koniecznością ukrywania się i brania, fakt, że wakacje mają być dla niej wolnością do brania narkotyku swobodnie… to mi się złożyło w te lata.

 

Nie twierdzę, że jest jedna interpretacja, ale ponieważ tekst wydał mi się jednak umoralniającą opowieścią o narkotykach wolałam poszukać innych dróg.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Wow, nieźle Mirabell! Nie spodziewałem się, że tak dokładnie to przeanalizowałaś… Jestem wzruszony, że poświęciłaś tyle myśli, na to moje drobne opowiadanko.

Rzeczywiście, Twoje słowa brzmią sensownie i zapewne masz sporo racji. Ten aspekt nie był do końca przemyślany, gdyż moją główną ideą były “wakacje, które w rzeczywistości są piekłem”. A czytelnik miał się o tym przekonać w ostatnim zdaniu. I tyle ;)

Chylę głowę przed trafną interpretacją ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Najbardziej spodobał mi się opis piekła. Plastyczny, fajny. Ta woda o żelazistym posmaku… brr…

 

Najmniej spodobał mi się dialog z Tomkiem – nie wiem, czy to halucynacje Julii, iluzje dźwiękowe z piekła, czy prawdziwy Tomek, ale “umysł mnie zwodzi”, “ręce pokrywa mi krew” to bardzo książkowy język, jakoś nie przystający mi do narkomanów, którzy normalnie nie mogą sobie pozwolić na wypad nad morze. Żeby choć Tomcio był studentem filologii ;)). 

 

Przeżycia narkomanów to nie jest mój ulubiony temat i twój tekst zasadniczo tego nie zmienił. Warsztatowo jest niezły i czyta się lekko, ale obawiam się, że nie zostanie mi w głowie na dłużej. Jeśli chodzi o walor umoralniający, tym bardziej musiałbyś się wysilić, żeby akurat twoje przesłanie zwróciło uwagę czytelnika pośród wielu smutnych historii, o których słyszymy na co dzień – chyba większość czytelników domyśla się, że uzależnienie od narkotyków prowadzi do nieprzyjemnych konsekwencji… 

 

Czekam na Żywodom!

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O, witaj Nevez! Miło, że wpadłeś :)

 

Tomek był kolejną dusza zagubioną w drugim kręgu Piekła, stąd można przypuszczać, że również nikogo nie zabił.. Ręce pokryte krwią są więc pewną zagadką, wskazują, że był przy czyjejś śmierci (zapewne Julii) i dotykał jej ciała. Tylko że przyćpał i nie pamięta za bardzo ;)

 

Dziękuję za wyczerpującą opinię i pozdrawiam! :)

 

PS: Z tym Żywodomem to chyba niepotrzebnie napompowałem balonik oczekiwań… :P Zobaczymy, mam nadzieję, że jest na co czekać ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

,

 

(i jeszcze jeden i jeszcze raz…)

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Jest taki ciemny, płaski, rozedrgany w płomieniu świecy… Czyżby był to cień przecinka? ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie, to wciąż tylko przecinek Cienia. A może…

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nie lubię. Cholera, nie lubię i tyle. Temat ćpania, zwłaszcza z perspektywy osób zainteresowanych, mnie jednocześnie nudzi, odrzuca, drażni i dołuje. Tak więc nie, nie lubię. I to bynajmniej nie dlatego, że sam tam coś sobie, a uświadamianie mnie, że błądzę, działa na mnie jak płachta na byka.

I owszem błądzę, bo powinienem tworzyć opus magnum, a zamiast tego tracę czas na doktora Huose’a, ale niczego nie niucham, nie ładuję w żyłę i nie palę… byle gówna. To tak dla jasności.

 

Za immunologiczną moją niechęć do Twojego opowiadania winić musisz pewien szkopski dworzec i pokręcających się po nich ćpunków, o których ktoś napisał książkę zekranizowaną w latach bodajże osiemdziesiątych wieku ubiegłego. Będąc małym jeszcze cielątkiem cieniątkiem (choć tak po prawdzie, to teraz jakoś specjalnie większy nie jestem), miałem okazję obejrzeć “My, dzieci z Dworca ZOO” i do dzisiaj cholernie żałuję, że z tej okazji skorzystałem. Przesrało mi mózg tak, że do tej pory wonieje, dziękuję.

Później mierzyłem się z innymi tego typu lekturami i kinematografią, ale dzięki temu jeszcze bardziej utrwaliłem się w przekonaniu, że nie i Viagrozjad.

Był krótki i zupełnie nieudany romans z pewną znaną w Polszy Narkomanką, były “Bestie: Apostołowie hedonizmu”, piórka młodej, utalentowanej, ambitnej… No Naz po prostu.^^ O dziwo, zniosłem lekturę całkiem dobrze (a to już komplement), była jakaś durna angielska pseudokomedia, której tytuł nie ma znaczenia i wreszcie było Requiem dla snu, do obejrzenia którego skłonił mnie wyłącznie genialny motyw przewodni (lalala-laalaalaalaa-lalala – coś takiego, tyle, że instrumentalnie. A wersja podrasowana na potrzeby Dwóch Wież – Requem for a Tower – to już w ogóle mentalny orgazm). I twój tekst porównałbym właśnie do Requiem. Tematyka zupełnie do mnie nie trafia, ale mimo to utwór dobry (i to nieco bardziej dobry niż tylko “nie był zły”).

Przede wszystkim plus za klimat. Ale nie, nie podobał mi się. Ani trochę. I właśnie dlatego uważam, że był taki, jak powinien być. Drugi plusik za Julkę. Co prawda mam porównanie tylko z innymi, mniej lub bardziej fikcyjnymi ćpunami, ale wydaje mi się, że wypada dosyć wiarygodnie. Pomysł w sumie też ciekawy. Wykonanie no… Generalnie stykło, ale w jednym momencie zdurniałem:

Tak właśnie wyobrażała sobie wakacje, na które pojechała wraz z Tomkiem, Bartkiem i Gosią

 

Jak można wyobrażać sobie coś, co się przeżyło? Albo wspominała wakacje, na których była, albo wyobrażała sobie wakacje na których by była. Z dalszej części tekstu jasno wynika, która interpretacja jest tą jedynie słuszną, ale zostawiony sam na sam z tym fragmentem, przeżyłem coś na kształt średnio przyjemnego spotkania z obcym typem w ciemnym zaułku nieznanego mi miasta (Na szczęście skończyło się obopólną ucieczką).

No i fantastyka w tym wszystkim bardziej jakby metaforyczna niż, że się wysłowię, rzeczywista.

O moralizatorstwo się jednak nie czepiam, bo to jakby narzekać na duchy w horrorach.

A, no i tytuł. Ładny taki.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ależ komentarz mi walnąłeś Cieniu! Prawie tak długi, jak to opowiadanie, dzięki bardzo ;D

 

Nie jesteś pierwszym, którego tekst zirytował i przyznam – nie dziwię się. Temat przereklamowany, tego typu przestrogi powinny być kierowane raczej do dzieci, dojrzali ludzie mają już wyrobione poglądy. Na uspokojenie dodam, że zapewne nie powrócę do tej tematyki, tak że nie bój się zajrzeć do moich opowiadań w przyszłości. ;)

Idea polegała na tym, żeby wakacje okazały się piekłem, a czytelnik miał się o tym dowiedzieć pod sam koniec. Wyszło chyba średnio. Ale i tak jestem bardzo zadowolony, jak na portalowego no name’a zdobyłem dużo opinii, a o to właśnie mi chodziło, gahahaha :D

Requiem for a Tower – świetny utwór, dobrze, że przypomniałeś…

Bardzo mnie też zachęciłeś do “My, dzieci z dworca ZOO” muszę się zapoznać, skoro tak ryje banie.

 

W kwestii zdania – wyobrażała jest w formie przeszłej, chodziło mi więc o to, że jej wyobrażenia okazały się zgodne z rzeczywistością. Ale może nie wyszło zbyt zręcznie… Wezmę to pod uwagę.

 

Jeszcze raz serdeczne dzięki i życzę zdrowia – zbliża się zima, słońca coraz mniej, to i cienie truchleją :(

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Cudnie, fajnie i gites… ale te wszystkie przymiotniki,  epitety, porównania : “palące słońce”, “lazur nieba” , płonące niczym ogień” “piasek nie był gładki i ciepły,  tylko zimny i chropowaty” jakoś tak banalnie IMHO, chociaż może to licentia poetica, a ja tego nie czuję. Wczytam się raz jeszcze.

 

No, to poszalałaś. Wiem, że nie powinno zaczynać się od "no", ale tekst robi wrażenie. Ponurzasty i to mocno, ale dający do myślenia, że narkotyki to zło… Szkoda, że nie pociągnąłeś tematu nieco dalej, ale wyobraźnia i tak zadziałała, gdy przeczytałam ostatnie linijki tekstu. Pozdrawiam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

O, witam Cię pięknie Mor! :D

To mnie zaskoczyłaś – nie spodziewałem się, że ktoś jeszcze zajrzy do tej miniaturki, niemniej bardzo Ci dziękuję za uwagę i opinię :)

Generalnie mam problem z pisaniem krótkich tekstów, postarałem się zatem zbudować jakiś klimat i zaskoczyć końcówką… Cieszę się, że był odczuwalny.

Również Cię pozdrawiam i to z “DONem”! ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Zajrzałam, bo próbuję od czasu do czasu zmniejszyć moją kolejkę opowiadań… Która tylko rośnie i rośnie. ;)

Napisz coś nowego, to może kiedyś też przeczytam z zaskoczenia. :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Heh, nawet coś tam stworzyłem na to Pluszowe Dzieciństwo “Bez Traum” → (!!), ale od półtora tygodnia zastanawiam się, czy wrzucić – jak widzisz, mam problem z oblewaniem tekstów lukrem ;P

Niemniej, skoro wyrażasz zainteresowanie, droga Mor, to chyba nieetycznym byłoby Cię zawieść ;)

 

Zresztą Twoje opowiadanko błyszczy tam światłem tak jaskrawym, iż liter na monitorze dostrzec nie sposób… Jak tylko przyzwyczaję oczy z pewnością się z nim zapoznam ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie bajeruj tyle, tylko wstaw swoje opowiadanie, skoro już je napisałeś. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Jeeeej, niedobra Mor, ucina dyskusję :<

 

Wstawię, ale jutro, bo dziś trzeba meczyk obejrzeć :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Zajrzałam do ciebie na profil, żeby sprawdzić jakiś inny tekst, który wyszedł spod twojej ręki.

Tutaj jest wszystko poprawnie, choć o wiele bardziej podoba mi się poetyckość w “Wizgu”. Może ze dwa razy zarejestrowałam brak przecinka. No ale żeby osadzać mnie jako główną bohaterkę opowiadania i sprawczynię takich niecnych występków? :P Och, nie musiałeś… ;)

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Cóż, pierwszy czarny charakter tego forum zasługuje na trochę uznania ;)

Co więcej, mogę Cię ucieszyć dobrą nowiną, droga Naz – udręczony zbyt dużą ilością pluszu, brokatu i pląsających kucyków, których to obecności wokół aktualnego konkursu przegapić nie sposób, wpadłem na pomysł iście diabelski, w porównaniu z którym Julia jawi mi się jako dzieło pogodne i optymistyczne :)

Być może będziesz miała wkrótce okazję się z nim zapoznać, szczególnie, że z racji swych lichych rozmiarów nie powinno zawierać zbyt wiele rozdzierających Twe zgnębione serce błędów ;)

Tutaj jest wszystko poprawnie 

To mnie zaskoczyłaś, aniele zagłady – już byłem przekonany, że Reg łatwiej zadowolić ;P

Niemniej, przyznaję, że lubię wymagające kobiety, więc chyba się dogadamy ;)

Sojusz, Naz?

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Chcesz upierdliwstwa? :P 

 

boleśnie świadoma, jak niewiele ulgi to przynosi.

 

Plaża była malownicza, a szum morza koił zszargane nerwy. Usypiał wspomnienia, w których matka nudziła ją <– podmiot to plaża albo szum, bo nie dokonałeś zmiany

 

Dobra, nie kontynuuję ;) Chodzi o to, że tam masz długi tekst pełen poetyckości, zaklinanie czytelnika magią dzieciństwa i różne niezręczności walą w oczy. Tutaj jest dość plastyczny szort, z wartką akcją, można machnąć ręką na jakieś dziwactwa.

 

Sojusz? A jakiego rodzaju? ;>

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Ty mnie nie przestaniesz zaskakiwać! XD

Dobra, chyba zaraz też się popastwię nad Twoimi tekstami. SAMA CHCIAŁAŚ ;*

Sojusz? A jakiego rodzaju? ;>

A takiego, że wyślę Ci zaproszenie do znajomych, czyt. sojuszników i od tej pory będziemy się wspierać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Na przykład – anonimowej osoby nie mógłbym poprosić o korektę, bo nie wierzę, by zależało jej na dobru mojego opowiadania tak, jak mnie. Może to głupio brzmi, ale mam wrażenie, że jest ważne… Nasze teksty są tworzone w całości przez nas – są niczym dzieci (oczywiście z pewnymi uproszczeniami).

I koniec końców z tego względu Wizg został pozbawiony swego podstawowego patrona – mojego brata :/ 

Heh, masz silną osobowość, dobrze byłoby z Tobą zawrzeć przymierze ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Jesteś podejrzanym osobnikiem – podobnym do Cienia, moglibyście stworzyć komitywę – więc mrużąc oko i wypisując na swojej twarzy “uważnie ci się przyglądam”, mogę podać grabę na tak rozumiany sojusz.

Ha, popastwić nad moimi tekstami? Właśnie Reg przeczytała Dzieci maszyn i znalazła tylko JEDNĄ literówkę! #duma #dzieńniepodległości

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Podejrzany osobnik? Hahahaha, ciągnie swój do swego, Nazulo ;P

 

Najwidoczniej senpai Cień rzucił na mnie swój cień i od tego dnia burza szaleństwa szaleć poczęła w umysłu mego synapsach ;D Ale uspokoję Cię – groźny nie jestem ni to poprzez sieć, ni to w kontaktach międzyludzkich!

Dobra, kończę, bo tryb świra mi się włącza – gratuluję zwięzłej (pozbawionej litanii błędów) opinii Reg i spieszę z uwagą, iż gdzieś tam powyżej i ja podobną otrzymałem, ha! ;D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Naz, każdy chce mieć swoją prywatną Heroinę! Uzależniasz jak prawdziwy narkotyk! ;P Już nie wtrącam się do tej słodkiej konwersacji. :P

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Za dużo dobra, Naz się spłoszyła ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

<mruży oczy i unosi brwi>

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Fajne :)

O, cóż za miła niespodzianka!

Dzięki za uwagę Anet, jesteś zawsze mile widziana pod moimi tekstami :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

W takim razie będę się pokazywać ;)

Cieszę się :D

Miej baczenie szczególnie na nowości, bo w starociach szwankują pewne elementy i przez to mam poważne wątpliwości, czy są warte Twojego czasu ;P

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Ja czytam wszystko ;)

Zrobiłam sobie kolejkę na sporo kilometrów ;)

Jak napiszę coś w stylu “ale pomysł fajny”, to znaczy, że inne rzeczy niekoniecznie dobrze wyszły. Cóż, zawsze można coś poprawić ;)

W takim razie zapraszam serdecznie! ;D

Na pomysłach raczej się nie zawiedziesz. Folzję uznaję nawet za jedno z moich najlepszych opowiadań, tylko jest dramatycznie przegadane… + fatalna interpunkcja. Może kiedyś napiszę ją jeszcze raz ;/

Zaś Burzliwy Rozkwit został zmasakrowany cięciem – to mój pierwszy tekst tutaj i nie wiedziałem, że na portalu jest licznik znaków (przy pisaniu patrzyłem na ich ilość bez spacji, stąd olbrzymia różnica) ;(

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie czytałam jeszcze.

Ale skoro masz świetne opowiadanie i wiesz, co w nim trzeba poprawić, to zrób to. Zawsze fajniej usłyszeć od czytelnika, że jest dobre, niż dobre, ale… ;)

Wieeeem, muszę je zredagować, tylko ciągle odwlekam to i produkuję nowe teksty ;/

W sumie teraz jestem lepszy w przecinkach, więc chyba się skuszę! ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

To się skuś, a ja przyjdę na gotowe ;)

Nic nowego, ale ładnie napisane. Tak jak powiedziała Bemik: jest to coś. Inni twierdzili, że szort jest ponury. Mnie ponurość kojarzy się z szarością, a ten tekst na pewno nie jest szary. Jest w nim i ciężar, i jakaś lekkość. 

Wiem, że zwracasz uwagę na tytuły, Count. Zastanawiam się, co myśleć o ostatnim zdaniu użytym jako tytuł… Słyszałeś, że ponoć poezji nie powinno się tytułować słowami pojawiającymi się w treści wiersza? Nie mówię, że tu jest źle, bo tytuł dobry, przyciąga uwagę. Tak tylko zagaduję ;D

O, fajnie żeś wpadł, Fun!

Z Julii jestem o tyle zadowolony, że to krótki tekścik, a pisanie takich rzeczy nie przychodzi mi łatwo.

A ponurość to kolejna cecha, z ram której trudno mi wyjść – próbowałem w parodii Lalki, ale wyszło nędznie, no i usunąłem z portalu…

Ostatnie słowa, hmm… Takie podsumowanie opowiadania tytułem wydało mi się ciekawe, zabieg ten powtórzyłem zresztą w Wizgu wiatru. Mnie się to nawet podoba, jaki jednak będzie odbiór czytelnika, mogę tylko zgadywać :D

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nie mów mi nic o wychodzeniu z ponurości :( Nie wiem, ile sam z tym walczyłem, zanim ktoś mnie nazwał “autorem lekkich komedyjek” ;D

Funie, czyżbyś ostatnio miał regres? ;-)

Babska logika rządzi!

Kolejność wrzucania tekstów nie odpowiada kolejności powstawania :) A ostatnio to ani progres, ani regres – w styczniu nie piszę. 

OMG, mam nadzieję, że nie masz tak, jak ten skandynawski kompozytor, co to tworzył tylko latem… ;-)

Babska logika rządzi!

w styczniu nie piszę. 

Cóż to, jakieś postanowienie noworoczne? :P

Ja zaś mam taki głód, że zamiast korektować świeżo napisane opowiadanie, zabieram się za nowe…

 

Czyli, rozumiem, poważne teksty są starsze? Jedyne co wiem, to że Mikołajka napisałeś niedawno ;)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Tak, postanowienie noworoczne rektora, by w styczniu zacząć sesję. 

 

Nie można tak uogólnić. Tysiąc przelotnych i Władek są najstarsze (sierpień 2015), potem Co mogę jeszcze i Dziewięć, potem Jeleń, trzy pozostałe pisane już w czasie aktywności na portalu. W międzyczasie gnioty i niefantastyka, które trzymam w komputerowej szufladzie. Piszę raz tak, raz tak, co by iść do przodu i się nie znudzić. 

Hej, zabłądziłem tutaj no i proszę… Sprawnie napisany szort :)

Mroczny klimat uzależnienia z konsekwencjami z tego wynikającymi w tle. Co prawda czekałem na coś bardziej wstrząsającego, ale zestawienie naiwności matki z objawioną wiedzą o losie córki – odniesienie do 2 kręgu piekieł Dantego, mi to zrekompensowało. Ludzie nie potrafiący zapanować nad zmysłami…

 

Rozmowa ojca z matką… Więcej emocji, kilka słów mniej i byłoby lepiej ;)

 

Pozdrawiam :)

 

 

Cześć, Blacktomie! Wybacz zwłokę, ale gdzieś mi się zgubiłeś w natłoku gwiazdek…

Z pewnością dałoby się lepiej, ale Julia była moim pierwszym bibliotecznym tekstem i cóż… jestem z niej dumny ;D

Fajnie, że twist przypadł do gustu – zawsze mam z nimi problemy :/

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Miałam przeczytać Folzję, bo mnie tytuł zaintrygował, ale jak zobaczyłam liczbę znaków, to przeniosłam się tu :D

 

Podobało mi się do połowy, potem dynamika trochę siadła i zrobiło się nieco zbyt przewidywalnie. Na plus klimat opka i nie do końca określone relacje między bohaterami. Fajnie, że pokazujesz dwa wizerunki Julki – nie jest to może oryginalny koncept, ale dość przekonujący – bliscy często “nie chcą” widzieć wielu rzeczy.

Zakończenie – chyba wolałabym pozostać w niepewności, co do losu Julki i Tomka. A tak wyskoczyłeś z tym Piekłem nie wiadomo skąd. Nie ma ono żadnego uzasadnienia w tekście.

Warsztatowo – lazuryprzestworza to zupełnie nie moja bajka. Interpunkcja – poskąpiłeś przecinków.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

O, cześć! Miło Cię znowu WIEDZIEĆ, Pierożku. Tak, wielkimi literami ;)

 

Zakończenie było niezbędne z trzech powodów:

– konkurs dotyczył wakacji ^^

– scena z drugiego kręgu piekła stanowiła inspirację

– nie lubię takich otwartych zakończeń, gdy nie wiadomo, co się stało ;)

 

To średni tekścik, ale dla mnie ważny. W końcu pierwsza biblioteka, ech… A “lazury” i “przestworza” to stary, romantyczny Count. Teraz chyba trochę okrzepłem.

Dzięki Ci serdeczne za odkopanie szorta i jakże miłą, niespodziewaną wizytę.

 

Miałam przeczytać Folzję, bo mnie tytuł zaintrygował, ale jak zobaczyłam liczbę znaków, to przeniosłam się tu :D

A powiem Ci, że Folzja, moim zdaniem, ma jak najbardziej piórkowy potencjał. Tylko trzeba by ją nieco przearanżować, ogarnąć warsztatowo, no i wykosić z dobre 15-20 tysi znaków XD

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Mój główny zarzut do zakończenia sprowadza się do tego, że nie uzasadniasz obecności Piekła nigdzie w tekście – nic do niego nie prowadzi, nie ma żadnych wskazówek czy drobiazgów, na które można by spojrzeć po lekturze i stwierdzić, że rzeczywiście – to ma sens. Albo mi coś umknęło ;-) A tak można by np. zamienić Piekło na Hades czy inne zaświaty bez szkody dla tekstu.

 

A “lazury” i “przestworza” to stary, romantyczny Count. Teraz chyba trochę okrzepłem.

Mnie chyba ta faza rozwoju ominęła XD

 

A powiem Ci, że Folzja, moim zdaniem, ma jak najbardziej piórkowy potencjał. Tylko trzeba by ją nieco przearanżować, ogarnąć warsztatowo, no i wykosić z dobre 15-20 tysi znaków XD

Daj znać jak przearanżujesz, chętnie przeczytam ;D Bo tytuł naprawdę fajny.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Albo mi coś umknęło

Nie umknęło. Na tym miał polegać urok twista, że nikt się go nie spodziewał, Pierożku! ;)

Na Hades? Niby można, choć wiesz… Z tym szarpaniem wiatrem, to opierałem się na Boskiej Komedii.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Nowa Fantastyka