- Opowiadanie: nioc - [Pokój jest jasny, czysty]

[Pokój jest jasny, czysty]

takie tam.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

[Pokój jest jasny, czysty]

Pokój jest jasny, czysty. Chodzę po nim ukradkiem (stopy blisko siebie), bo jeszcze wczoraj rosły tu grzyby (bawełniana siatka otula skórę, uginając się lekko). Obumarłe zarodniki napęczniały na tyle, że zbieram je opuszkami palców i przykładam do języka, próbując poczuć resztki stabilizatora. Wszystko to na próżno, ale i tak jestem cicho, cichutko, bo dźwięk, który wpada w ucho, to krzyk Pana i w duchu śmieję się, gdy go słucham (– Nie będę rozmawiał z automatem i nie obchodzi mnie, że mam urlop. Mam anomalię, rozumiesz?!). Delektuję się tą anomalią, obracam ją i przykładam do ściany, lecz wtedy głos milknie. Stuk.

– Co robisz? – Odrywam głowę i prostuję się. Mała patrzy na mnie niespokojnie, jakby powiedziała coś niestosownego, lecz po chwili efekt psuje zbłąkany kosmyk rudych włosów, który opadł jej na czoło. – Tato krzyczy do telefonu, a mama nie pozwala mi tam podejść. Wiesz, że w czasie urlopu telefony nie działają?

– Wiem.

– A wiesz, co się stało z grzybami?

– Nie, ale ty na pewno masz jakąś teorię.

– Co mam?

– Pytam, czy wiesz, co się z nimi stało.

– Jak chcesz, to mogę ci pokazać, ale nie mów mojemu tacie, dobrze?

– Dobrze.

Kręte korytarze biegną w dół, tak samo jak poczucie, że postąpiłem właściwie: co powiem, gdy kogoś spotkamy? Nie ma sensu wymyślać usprawiedliwień, bo to i tak nie będą ludzie. Gdzieś z boku dobiega zgrzyt metalu i unosi się echem: Maja odwraca się do mnie i scena ta wydaje się znajoma. Palec do ust. Palec do ust i ani słowa, dobrze? A teraz do przodu, powoli, raz i drugi. Stuk.

– Biegnij!

*

Jeślibym tylko chciał, przeżułbym cię i wypluł, mój Panie. Kazałbym wtrącić twoje marne ciało do maszynowni, tarzać w błocie i oblewać smarem. Wierzę w zmianę społeczną i koło historii, Marksa i strukturalną sprzeczność, dziecięcą piosenkę powtarza Maja, zapowiadając płacz. Przytulam ją.

– Tato mówi, że nie mogę cię dotykać.

– Już dobrze, dobrze.

Jesteśmy bezpieczni. I zamknięci. Dwa piętra niżej? Trzy? Nie, o wiele dalej, myślę gorączkowo, już odwrócony w inną stronę, musimy być o wiele dalej.

– To tutaj. – Ruch za moimi plecami, lekki powiew wiatru.

– Maja? Maja?!

– Tutaj! – krzyczy z góry, uczepiona pod sufitem o jedną z niezliczonych rur. – Chodź za mną.

Przytłumione światło ledwie pozwala mi ją śledzić, kiedy wspinam się wyżej; grube pokłady kurzu ograniczają przyczepność. Nie obchodzą mnie już grzyby, Pan, ani nawet ona (nie, nie, nie), jedynie koniec tych wakacji, cholernej zamiany ról potrzebnej politykom, żeby mogli pochwalić się przeciwdziałaniem społecznym nierównościom. Ciasne przejście jak droga na strych i tylko z przodu drobna dłoń otulona w noc – mam cię. Kolejne piętro.

Rozdrażnienie dopadło mnie już wcześniej, później zauważyłem, że zmieniło się zachowanie Mai: pierwsze symptomy niedostarczenia organizmowi grzybów były za nami. Nie przeciwdziałała temu nawet sala, którą ujrzeliśmy: mgiełka pochodząca z rozsianych wszędzie zraszaczy, przecinające przestrzeń połacie celofanu, przezroczyste, były jak oszronione okna. Teraz, po przeciwległej stronie, dokąd przedostaliśmy się przez dziurę wyciętą w nieznanym mi materiale, wpatruję się w zamazane zdjęcie. Zamazane? Nie, nie chodzi o zdjęcie, ale o zdanie, jak je sobie przypomnieć? Maja? Nie zwraca na mnie uwagi, zajęta… Maja?

– Kto był twoim ojcem, zanim wyjechałaś na wakacje?

*

– Bardzo nam przykro, ale tych warunków kontraktu nie można negocjować, anomalie są zbyt niebezpieczne i mogą uszkodzić ośrodkowe układy nerwowe klonów, dlatego procedura wyjścia włączyła się automatycznie. Jeśli możemy pomóc jeszcze w jakichś sprawach, prosimy zgłosić się do najbliższego biura. Życzymy udanego okresu pracy.

Paweł wychylił się, by zerknąć w dół, ale chmurna pogoda uniemożliwiała z tej wysokości dostrzeżenie jakichkolwiek szczegółów. Raz jeszcze spojrzał na monitor funkcji życiowych jego klonów: wszystko w normie. Nim zamienią się rolami, minie jeszcze kilka godzin, zatem i on miał wolne. Po tylu latach pracy wiedział, że siedzenie przy biurku może być równie męczące, jak fizyczna praca, zwłaszcza kiedy musiał kierować tą pracą, podłączając się do świadomości Pierwszego. W tym roku urlop był zdecydowanie zbyt krótki.

Wziął płaszcz i wyszedł do windy. Po raz kolejny w dół: jeszcze na siatkówce wyświetlił obraz z warsztatu – część podzespołów Mai spaliła się, ale powinna być gotowa na czas. Cóż, nawet klony potrzebują rodziny, nawet jeśli centrala wciąż tnie budżet i pozostaje jedynie kontrolowane ograniczanie pamięci.

– Do widzenia, panie dyrektorze. – Nowy portier skinął głową.

– Do widzenia.

Miasto żyło, miasto pęczniało i pękało od środka, rozrzucając po swej tkance społeczne odpadki jak wirusy. Następny samozwańczy prorok zebrał na rogu grupkę wyznawców i Paweł również zatrzymał się na chwilę.

– Spójrzcie w górę, spójrzcie tam, mówię wam. Widziałem statki ogromne jak wieżowce, całe miasta statków. To do nich się módlcie, bo zbliża się kolejna zmiana. I niech radują się ci, co żyją tylko swoim życiem: wy staniecie się Panami, bo wasi stwórcy dadzą wam odpocząć i przyjdą na wasze miejsca. Lecz kto naśladuje ich na Ziemi, pozostanie tu na zawsze.

Po czym poszedł przed siebie, śmiejąc się w duchu.

Koniec

Komentarze

Przeczytałam, ale nie zrozumiałam. Ponieważ tekst jest krótki, przeczytałam ponownie i teraz nie rozumiem bardziej. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mogłabym skopiować wpis regulatorzy.

Jeszcze jedno pytanie – dlaczego tytuły swoich opowiadań umieszczasz w nawiasach?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Szort ma swój gęsty, oniryczny klimat – to na duży plus.

Fabularny chaos, ta surrealistyczna historia ma również pewien defekt – brak jasności przekazu. Chyba, że szort miał być niejednoznaczny, do bólu niejednoznaczny… ?

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Ależ co tu jest do rozumienia? Może co najwyżej pojawiające się na koniec zwątpienie, czy aby proces kierowania klonami nie ma odpowiednika w innej skali, tj. czy kierujący nie są sami kierowani (ewentualnie możemy uznać, że ostatnie zdanie wskazuje, że Paweł uważa to za naiwne tłumaczenie niskiej pozycji społecznej przez tych, u których prorok znajduje posłuch, aczkolwiek zwątpienie wciąż pozostaje w czytelniku). Ale to jest tak oklepany koncept, że nie wiem, dlaczego to nie może być rozrywkowe opowiadanie, tj. ,,fajnie się czyta, ale nic tu nie ma’’.  Oczywiście, nie mówię, że w tekście nie ma tropów mylących (to nieświadome), ale pytanie brzmi raczej: czy moja propozycja jest najbardziej spójna? Jeśli tak, to ja nie widzę tutaj problemów, chociaż zaczekam na wasze opinie.

Myślicie, że jest problem ze zdaniem: ,,nawet klony potrzebują rodziny, nawet jeśli centrala wciąż…’’? Nie mogłem się zdecydować, ale rytm chyba wybacza powtórzenie.

Opowiadania nie mają tytułów, ponieważ tytuł rozumiem dwojako: (1) jako dopełnienie opowiadania, tj. jako wprowadzające nowe odczytanie, nieobecne w tekście lub (2) jako to, co nie wnosi nic nowego do tekstu. Ponieważ to pierwsze uważam za z góry nietrafiony pomysł (gdyż tytuł mimo wszystko traktuję jako rzecz obcą tekstowi, coś jak odautorski komentarz), staram się pomijać. A drugiego nie chce mi się wymyślać (bo mimo wszystko powinien fajnie brzmieć). W sumie nie wiem, czy to trafione usprawiedliwienie, bo nie tworzyłem go świadomie przed pisaniem tytułów, ale podoba mi się. Ten sposób zapisu bliski mi jest też jako konwencja stosowana niekiedy w wierszach zamiast (***), co dla mnie osobiście ma (miało?) sens głębszy, ale tutaj nieistotny (chodziło o problem poznania).

Tekst podobał mi się, ale od razu szczerze przyznam, że gdyby nie Twój komentarz, to miałbym podobne wątpliwości do innych komentujących. Mimo wszytko opowiadanie całkiem udane.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Wiadomo, to nie o to też chodzi, że bym ja ten tekst wyjaśniał, ponieważ chciałbym, żeby narzucał się sam (oczywiście, może być niejednoznaczny, ale nie dlatego, że ktoś nie jest pewny kilku interpretacji, ale właśnie dlatego, że jest pewny kilku sprzecznych interpretacji). Są też dwie sprawy, które obronę mi utrudniają: zacząłem go wczoraj i dziś skończyłem, a próba uchwycenia sensu (zamknięcia go) przyszła mi na myśl, gdy byłem w 2/3. 

Chciałbym też wiedzieć, co sprawia, że ten tekst wdaje się niezrozumiały, chociaż rozumiem, że to może być trudne do uchwycenia. Ale np., mam nadzieję, że bemik się o to nie obrazi, jest jej tekst Słomiak i kompletnie nie rozumiem końcówki, przez to tekst też wydaje mi się niezrozumiały (no bo chyba końcówka stanowi o jego sensie? Inaczej nic specjalnego nie miałby do przekazania, choć nie mówię, że to byłoby złe). Więc co np. sprawiałoby, że mój tekst jest niezrozumiały, podczas gdy bemik napisała tekst niejednoznaczny, ale zrozumiały (jak wnioskuję po komentarzach, zresztą, moim zdaniem jej opowiadanie jest ok, świetnie płynie)?

To samo co wyżej. Porządny klimat (widać że wiedziałeś co napisać). Trudno mi było się oderwać, mimo że nie przepadam za taką tematyką.

Niestety… Nie mogłem połączyć ze sobą poszczególnych części. Ciągle czułem, że umyka mi najważniejsze. Przyjmuję twoje wyjaśnienie, ale na przyszłość, zamieść to w tekście, nie w komentach :P

lol

Tekst budzi masę skojarzeń i dlatego jest niezrozumiały.

Ot, słowo “Pan” pisane dużą literą. Aż do ostatniego akapitu byłem całkowicie przekonany, że mowa o Bogu. A i po przeczytaniu całości miałem wątpliwości. Albo te grzyby na początku, zupełnie dla mnie z kosmosu. Ta rozmowa z dzieckiem, ich (chyba) ucieczka… dla mnie to oniryzm i surrealizm.

 

A tekst bemik jest niedopowiedziany, a nie niezrozumiały. Różnica wielka jak Giewont. Niedopowiedzenie ma budzić refleksję u czytelników, wymusić jakąś interpretację, zamknięcie historii. Gdy tekst jest niezrozumiały to, hmmm… trudno o jakąś trafną myśl ;)

 

Bohdan wrócił!yes

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nioc – mój Słomiak jest prosty jak… no, prosty. Historia płynie i od początku prawie do końca wiadomo, o co chodzi. Nie ma ukrytych znaczeń, niedopowiedzeń, dopiero na końcu pojawia się maleńka niejasność, którą każdy musi spróbować sam sobie wyjaśnić. Ale nawet bez wyjaśnienia końcówki tekst jest w stanie egzystować.

U Ciebie nic nie jest jasne: ani kto, ani gdzie, ani kiedy, ani dlaczego. Jak na mój nieskomplikowany umysł za dużo dobrego. Ja nie umiem sobie wyjaśnić w Twoim opowiadaniu niczego i powiem szczerze, że nawet komentarze nie bardzo mi w tym pomogły. Za duży poziom abstrakcji. Natomiast wierzę, że Ty jako autor zrobiłeś to z premedytacją, zgodnie z Twoim wewnętrznym przekonaniem, że tak będzie dobrze. 

I jak widać jest dobrze, bo część osób potrafi wraz z Tobą pomykać po tych samych falach. Mną się nie przejmuj, ja mam tak często. Bo ja prosta kobieta jestem.

Edith: byłeś pod “Słomiakiem”, przeczytałeś, a słowa nie zostawiłeś sad

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Napisane sprawnie, ale jak dla mnie zbyt enigmatyczne. Akurat kwestię klonów rozumiem, natomiast dwa pierwsze ustępy prócz onirycznego klimatu wnoszą tylko zagadki. Prowadzisz gdzieś bohaterów, obiecujesz odpowiedzi, a potem ciach! i porzucasz to, skacząc do finału. Jeśli efektem miało być wrażenie : ,,fajnie się czyta, ale nic tu nie ma’’, to w moim przypadku właściwie go osiągnąłeś, ale i tak wkurza mnie, że dalej nie wiem, co się stało z grzybami:(

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Hmmm. Ja też niewiele zrozumiałam.

Mam wrażenie, że masz swój świat, dość bogaty i może nawet przemyślany. Ale ja dostałam z tego świata tylko zdjęcia, stroboskopowe błyski, po których nie potrafię odgadnąć, do jakiej muzyki tańczyli ludzie na dyskotece.

Babska logika rządzi!

Dobra, ja to wszystko rozumiem i przyznaję wam rację, tj. opowiadanie jest co najmniej do poprawy, tu nie ma dyskusji. Raczej chodziło mi o wskazanie elementów, które wprowadzają chaos. Np. ten ,,Pan’’, niby takie oczywiste, a nie pomyślałem o tym. Grzyby też, to musiałbym rozwinąć, żeby było ok. To chyba dlatego, że opowiadanie miało różne sensy, z których później rezygnowałem, podczas gdy zostawały rekwizyty pochodzące z tych sensu (grzyby to dobry przykład).

Coś zaraz napiszę, bemik. Dziękuję wszystkim za czytanie.

Taaaa, jest klimat. Zauważyłam, doceniam…

Tylko, jak pozostali, NIC, kurna, nie zrozumiałam. ;(

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Nioc, przeczytałam i tekst i komentarze i nic nie zrozumiałam. I nawet nie bardzo umiem Ci odpowiedzieć na pytanie “dlaczego?”. Bo nie mam żadnego punktu zaczepienia. Z pewnością dwie pierwsze części są dla mnie kompletną abstrakcją, zlepkiem literek i słów, które zdają się być poskładane w takiej, a nie innej kolejności tylko przez przypadek, bo nic mi nie mówią, niczego nie pokazują.  A trzecia też nic nie wyjaśnia. 

 A sądząc po komentarzach przedpiściów, nadajesz na falach odbieranych w bardzo wąskim zakresie :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wiesz, śniąca, obiecuję, że kiedyś napiszę coś porządnego z powodu twojego komentarza, a to dlatego, że – to będzie dziwne – jeden z moich tekstów zainspirowany został jednym z komentarzy pod jednym z twoich tekstów (tym samym za inspirację uznaję twój tekst, bo bez niego nie byłoby tamtego komentarza). A z racji, że w całym życiu napisałem cztery opowiadania, tym cenniejsze są dla mnie wszelkie inspiracje.

O rany! Będę więc czekać z niecierpliwością :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Na początku atmosfera snu mnie zachwyciła, ale później leciałem w dół, niczym Ikar z przyfajczonym skrzydłem. Końcówka – nie podobała mi się. 

F.S

Ja się generalnie zgadzam z Finklą – widać, że masz swój świat i jest on fascynujący, ale nam, czytelnikom, pozostaje jedynie żałować, że nie możemy zrozumieć dokładnie co chcesz przekazać. A szkoda, bo mnie ten oniryzm, enigmatyczność i niejednoznaczność kupiły i bardzo chętnie przeczytałabym coś Twojego autorstwa, w czym przedstawisz swoją wizję bardziej czytelnie. 

Tym bardziej szkoda, że opowiadanie jest świetnie napisane, przez zdania się płynie. Klimat też zbudowałeś bardzo dobrze, wszystko w Twojej wizji fascynuje i prowokuje do zadawania pytań. 

Na które jednak nie dostałam odpowiedzi. Zostawiłeś mnie z poczuciem frustracji. Szkoda. 

Czekam na kolejne teksty. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Najbardziej jasny był dla mnie ostatni fragment, nie mam pojęcia, o co chodziło z grzybami, wątek taty też generalnie pozostał dla mnie niejasny. Warsztatowo nie mam wiele do zarzucenia, nie spodobało mi się to zdanie:

 

Nie przeciwdziałała temu nawet sala, którą ujrzeliśmy: mgiełka pochodząca z rozsianych wszędzie zraszaczy, przecinające przestrzeń połacie celofanu, przezroczyste, były jak oszronione okna.

bo przeciąłbym je na dwa albo nawet trzy. W zasadzie szyk następnego zdania też bym zmienił. I to chyba tyle.  

 

Nie dołączę się do chóru głosów, proszących żebyś napisał coś jaśniej, bo klimat jakoś mnie nie urzekł, ale nie dziwię się, że niektórym się podobało i też zachęcam, byś przy następnym procesie twórczym był trochę łaskawszy dla czytelnika : >. 

 

Na koniec: chyba pierwszy raz spotykam się z autorem prozy, który unika tytułów : >. Z całą sympatią do oryginalnych form przekazu, nie mogę powiedzieć, by ten zabieg przypadł mi do gustu. Lubię tytuły. Tytuł dla dzieła, to jak imię dla człowieka. Przydaje indywidualności, pozwala zapamiętać konkretny tekst i pobudza ciekawość czytelnika. A czasem po prostu czadowo brzmi : )  

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki za uwagi ;)

Byłem tu i trochę napaskudziłem: ,

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Szczerze mówiąc, tekst mi się nie podobał. I nie chodzi tu o fabułę, bo z tej niewiele rozumiem. A na tyle, na ile rozumiem, to do mnie nie trafia. Problem tkwi w wykonaniu. Jest bardzo, ale to bardzo chaotyczne. I to nie tylko na poziomie przeskoku pomiędzy poszczególnymi scenami, z których – jak dla mnie – niewiele wynika dla siebie nawzajem, ale wręcz na poziomie poszczególnych zdań. Wielu z nich nie umiem sklecić w sensowny ciąg przyczynowo-skutkowy. W opisach i wydarzeniach też się totalnie pogubiłem. Dosłownie nie byłem w stanie poskładać tego wszystkiego w jakąkolwiek logiczną całość. Wplatanie w tekst różnych abstrakcyjnych definicji i informacji, oraz zawijanie zdań w jakieś dziwne, mocno przekombinowane stylistyczne cudeńka tylko sprawę pogarszało.

Tekst krótki, a mimo to bardzo męczący, niestety.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Fantastyka – jest

Wakacje – są… chyba ;)

 

Drogi niocu – widać, że potrafisz pisać. Tylko że ja się czułam tak, jakby ktoś pokazał mi pierwsze dwie minuty filmu, potem np. od minuty 32 do 34, potem od 75 do 77 i potem końcówkę. Pourywane fragmenty, z których może gdzieś coś wynika, ale obraz jest bardzo niepełny. I to już nie chodzi o niedopowiedzenia. Bo wtedy tekst można interpretować różnie. Historia, którą przedstawiłeś, jest dla mnie po prostu niejasna. Prosiłeś o konkrety:

 – jaka jest relacja między Pawłem a jego klonami? Jakie są relacje między bohaterem-klonem a Mają?

 – o co chodzi z “wakacjami polityków” i zastępowaniem przez klony?

 – dokąd poszły klony? Zeszły z jakiegoś miasta położonego w chmurach?

 – Raz jeszcze spojrzał na monitor funkcji życiowych jego klonów: wszystko w normie. Nim zamienią się rolami, minie jeszcze kilka godzin, zatem i on miał wolne. Po tylu latach pracy wiedział, że siedzenie przy biurku może być równie męczące, jak fizyczna praca, zwłaszcza kiedy musiał kierować tą pracą, podłączając się do świadomości Pierwszego. – kto zamieni się rolami z kim? i dlaczego? jaki to ma związek z wakacjami? świadomość Pierwszego – kto to, o co w ogóle chodzi?

 – część podzespołów Mai spaliła się, ale powinna być gotowa na czas. Cóż, nawet klony potrzebują rodziny, nawet jeśli centrala wciąż tnie budżet i pozostaje jedynie kontrolowane ograniczanie pamięci. – kto jest rodziną dla Mai? skoro klony “wyszły” to jak podzespoły Mai mogą być gotowe na czas? naprawią się same? czy może wyjście klonów było tylko “metaforyczne”?

 

Być może moje pytanie wydadzą Ci się głupie. A być może coś podpowiedzą. Żeby tekst był bardziej zrozumiały, musisz dodać trochę szczegółów, bardziej powiązać wątki. 

Przez wiele zdań trzeba się przebijać, analizując je dogłębnie. A zwykły, szary czytelnik woli rozkminiać główny wątek, ewentualnie jakieś dwa. Ale nie aż tyle na raz i nie w każdym zdaniu…

Pomysł jakiś był, czuję go pod skórą. Składać zdania potrafisz, trzeba je tylko powiązać w całość nieco dokładniej. Na pewno nie można odmówić Ci oryginalności :)

 

Nowa Fantastyka