- Opowiadanie: MrsCloud - Co się ze mną stało?

Co się ze mną stało?

Jest to pierwsze moje opowiadanie, które udostępniam tak szerokiemu gronu odbiorców. Wiem, że pozostawia ono jeszcze wiele do życzenia. Na pewno problemem są w  nim powtórzenia, choć starałam się ich unikać, jak ognia. Niemniej jednak, zainteresowanym życzę miłej lektury. Z niecierpliwością czekam też na konstruktywną krytykę. 

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Co się ze mną stało?

 Klaudia obudziła się w swoim łóżku. Kompletnie nie pamiętała, co się wydarzyło ostatniej nocy. Podniosła się na łokciu, a następnie usiadła. Krzywiąc się, dotknęła głowy. Ogromny ból rozsadzał jej czaszkę. 

 Z trudem wstała z posłania i podeszła do obejmującego całą jej postać lustra. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Miała na sobie swoją ulubioną, czarną sukienkę. Zwykle zakładała ją na wyjścia do klubu. Twarz nadal zdobił dobrze trzymający się makijaż. Jedynym elementem psującym efekt była rozczochrana fryzura w kolorze blond.

– No tak… – Przypomniała sobie. – Wczoraj byłam z Kaśką i Zośką w klubie…

W ustach czuła nieprzyjemną suchość zmieszaną z subtelnym posmakiem krwi.

– Najwyraźniej musiałam się solidnie ugryźć. Albo zbyt intensywnie z kimś całować…

 Dziewczyna, cały czas obolała, ruszyła w kierunku drzwi, o dziwo otwartych na salon. Następnie skierowała się do aneksu kuchennego z ladą oddzielającą go od pokoju gościnnego. Przez chwilę zastanawiała się, czego by się napić. Ostatecznie stwierdziła, że skoro nie ma wody po kiszonych ogórkach, to mineralna będzie najlepsza. Otwarła szafkę i chwyciła szklankę. Już miała postawić ją na blacie, kiedy ta wysunęła się jej z dłoni i wylądowała na podłodze. 

– Cholera! – zaklęła Klaudia i zrzuciwszy to na karb swojej, nie najlepszej dzisiaj, kondycji, sięgnęła po naczynie. Po chwili jednak sytuacja się powtórzyła. „Co jest?” pomyślała poirytowana i ponownie spróbowała podnieść szklankę. Po raz kolejny z tym samym skutkiem. 

– Cholera, co z tą szklanką?! – krzyknęła nie na żarty wkurzona. Sądząc, że ten konkretny egzemplarz jest z jakiegoś powodu trefny, sięgnęła do szafki po swój ulubiony kubek. Niestety i on wylądował na podłodze. I miał mniej szczęścia, niż szklanka – potłukł się na kawałki. 

– No bez jaj! – Jej zdenerwowanie nadal rosło. – Muszę się w końcu napić, bo umrę…

Nie sprzątając resztek kubka sięgnęła po butelkę z wodą mineralną. Odkręciła ją i chwyciła, na wszelki wypadek, oburącz. Kiedy butelka była już prawie przy ustach dziewczyny, również wyślizgnęła się z jej rąk, uderzyła o blat, oblewając sukienkę Klaudii i spadała na podłogę robiąc dość dużą kałużę. Dziewczyna znieruchomiała. Zaczęła intensywnie myśleć: „To nie jest normalne. Może to nie kwestia przedmiotów, tylko ze mną coś się dzieje? Pomyślmy… Wczoraj byłam z dziewczynami na imprezie. Sporo wypiłam, nic nie pamiętam… Może ktoś dosypał mi czegoś do drinka? To by wyjaśniało też ten piekielny ból głowy… Ostatnio w wiadomościach mówili o jakimś nowym narkotyku… Trzeba było słuchać uważniej… Muszę dowiedzieć się od Kaśki i Zośki, co się wydarzyło na imprezie… Ale najpierw muszę się czegoś napić…”. Spojrzała tęsknie na kran. Podeszła i niepewnie chwyciła kurek z zimną wodą. Udało jej się go odkręcić. Nadstawiła usta i w końcu poczuła w nich orzeźwiającą wodę. Kiedy zaspokoiła pragnienie chciała zakręcić kurek, ale już nie dała rady.

– Pięknie, rachunek za to będzie horrendalny… – skwitowała podłamana.

 Klaudia wróciła do salonu i zajrzała w każdy zakamarek. Następnie przeszukała całą sypialnię. Bez efektu. Z niedowierzaniem zajrzała też do łazienki. Nigdzie jednak nie znalazła swojej torebki, w której tkwiły klucze i komórka. Zaczęła się zastanawiać, jak w takim razie dostała się po imprezie do domu. Po chwili namysłu zwerbalizowała chodzące jej po głowie pytanie:

– Ciekawe czy drzwi są teraz zamknięte, czy otwarte? – Bez dalszych rozważań ruszyła w kierunku wejścia do mieszkania. Nacisnęła klamkę i… już była po drugiej stronie. Nie pamiętała nawet momentu otwierania i zamykania drzwi. 

„Spokojnie, tylko bez paniki” – próbowała dodać sobie otuchy. „Wszystko będzie dobrze. Musi być.” 

 Szybkim krokiem ruszyła w stronę schodów, a następnie zaczęła po nich zbiegać. Na drugim piętrze minęła nową sąsiadkę. 

– Dzień dobry! – krzyknęła w przelocie do kobiety. Ta jednak ją zignorowała. Nawet nie spojrzała na Klaudię. Tak, jakby jej tam w ogóle nie było. Dziewczyna zatrzymała się u podnóża schodów i z powrotem wbiegła na półpiętro. Jednak sąsiadki już nie było, a Klaudia nie chciała marnować czasu na uganianie się za niekulturalną kobietą. Miała ważniejsze sprawy na głowie.

 Przy drzwiach na klatkę powtórzyła się sytuacja spod drzwi jej mieszkania. Klaudia chwyciła klamkę i już była na zewnątrz. 

 Od świeżego powietrza zakręciło jej się w obolałej głowie, ale dała radę utrzymać równowagę. Szybkim krokiem ruszyła przez osiedle. Po drodze mijała kolejne czteropiętrowe bloki, wybudowane raptem pięć lat temu. Lubiła to miejsce. Było tu wszystko, czego potrzebowała: cisza, spokój, dużo zieleni, a spółdzielnia rewelacyjnie dbała o czystość. 

 Po kilku minutach, pogrążoną we własnych myślach Klaudię, z zadumy wyrwała nagła zmiana krajobrazu. Dziewczynę przebiegł dreszcz, gdy uświadomiła sobie, że jest już na osiedlu, na którym Kaśka i Zośka wynajmują swoje mieszkanie. Było to o tyle dziwne, że osiedle koleżanek leżało niemal na drugim końcu miasteczka i dotarcie do niego piechotą zwykle zajmowało mniej więcej czterdzieści minut. Tymczasem Klaudia była przekonana, że nie minęło więcej niż piętnaście od jej wyjścia z domu.

„O co chodzi z tymi zanikami świadomości?! Oby mi to nie zostało na zawsze. Tylko spokojnie Klaudia, tylko spokojnie.”

 Dziewczyna z około trzydziestu metrów zauważyła, że przy klatce koleżanek żywo dyskutuje dwóch rosłych mężczyzn. Panowie emocjonowali się wczorajszym meczem piłki nożnej. Jeden z nich trzymał drzwi otwarte na oścież. Dziewczyna przeszła koło osobników dość szybko, starając się na nich nie patrzeć. Nie chciała rzucać im się w oczy. 

 Szybko wbiegła po schodach i skręciła w lewo, w krótki korytarz, po czym stanęła przed ciemnobrązowymi drzwiami mieszkania koleżanek.

 Kaśka i Zośka miały zły nawyk niezamykania drzwi wejściowych na zamek, więc Klaudia spokojnie mogła darować sobie pukanie i wejść. Jednak z racji tego, że była dobrze wychowana, zdecydowała się najpierw zapukać. 

– Proszę! – dziewczyna usłyszała donośny głos Kaśki zza drzwi:

Klaudia chwyciła więc klamkę i… znowu natychmiast znalazła się w środku. 

 Lokatorki szykowały się właśnie do wyjścia. Kaśka w łazience, Zośka w swojej sypialni. 

– Cześć dziewczyny! – Klaudia od razu przywitała się z koleżankami, na co Kaśka wychynęła z łazienki i powiedziała:

– Zośka, ktoś chyba robi sobie z nas żarty. 

– To pewnie dzieciaki Kowalskiej.

– Bardzo zabawne – oburzyła się Klaudia. – Przestańcie sobie ze mnie żartować! Mam dość stresu, jak na jeden dzień!

 Dziewczyna ruszyła na wprost i po kilku krokach znalazła się w sypialni Zośki, po czym ciężko opadła na łóżko koleżanki i schowała twarz w dłoniach. Była zmęczona i zmartwiona nietypową sytuacją. Już chciała coś na ten temat powiedzieć do Zośki, kiedy usłyszała jej krzyk. Spojrzała na nią. Zośka, z przerażeniem wymalowanym na twarzy, patrzyła w jej stronę. Klaudia obserwowała kolejne zdarzenia z niedowierzaniem.

Do pokoju wpadła Kaśka i od progu zapytała koleżankę:

– Zośka, co się stało?!

Zośka była blada na twarzy i nie była w stanie ruszyć żadnym mięśniem. 

– Dziewczyno, weź trzy głębokie wdechy i wyrzuć to z siebie.

Zośka posłusznie wykonała polecenie, po czym, trzęsącą się ręką wskazała swoje łóżko.

– Tam siedziała Klaudia. Przed chwilą. – Nieskładnie próbowała wyjaśnić Kaśce, co zaszło.

– Zaraz, nic nie rozumiem. To Klaudia do nas pukała? Gdzie ona w takim razie jest? Schowała się w szafie?

– Nie…

– Zośka, ogarnij się. Powiedz mi czemu krzyknęłaś. I czemu jesteś tak przerażona. Spokojnie. Po kolei.

– Malowałam się. Przed lustrem. Kątem oka zobaczyłam, jak Klaudia siada na łóżku i chowa twarz w dłoniach. Wyglądała na podłamaną. Odwróciłam się, żeby coś jej powiedzieć, ale okazało się, że nikogo tu nie ma. 

– Zośka, widać coś ci się przywidziało. Musiałaś z tego powodu tak krzyczeć?

– Kaśka, uwierz mi! Ona wyglądała jak żywa!

Klaudia wreszcie odzyskała mowę. 

– Dziewczyny, błagam was, to wcale nie jest śmieszne. Naprawdę mam kiepski dzień. Przyszłam do was po pomoc, a wy… – nie dokończyła. Dziewczyny, kompletnie ignorując jej obecność, usiadły na łóżku Zośki, plecami do Klaudii, a twarzami do lustra. Tego było za wiele. Klaudia, zdenerwowana nie na żarty, stanęła między koleżankami a lustrem, tak że mogły przez chwilę zobaczyć odbijający się w nim tył dziewczyny. Poczuły też bardzo intensywny, trudny do opisania, nieprzyjemny zapach.

 Znowu, zanim Klaudia zdążyła coś powiedzieć, usłyszała krzyk. Tym razem dźwięk wydobywał się z szeroko otwartych ust obu jej koleżanek. Dziewczyny przytuliły się do siebie, aby dodać sobie otuchy. Obie miały też przyspieszony oddech i oczy wielkości pięciozłotówek.

– Kaśka… – szepnęła płaczliwie Zośka. – Nasze mieszkanie jest nawiedzone…

– Uspokój się! – Kaśka jako pierwsza otrząsnęła się z szoku. – Pomyśl przez chwilę. Mówiłaś, że widziałaś w lustrze Klaudię, ale jej u nas nie ma. A teraz dzieje się coś dziwnego. To może oznaczać tylko jedno.

– Czyli co?

– To, że Klaudia nie żyje i chce się z nami skontaktować.

– O tym nie pomyślałam…

– Klaudia, jeśli to ty, to daj nam jakiś znak – poprosiła Kaśka starając się zachować spokój.

Klaudia, przekonana, że jej koleżanki nie żartują z niej, a najwyraźniej również są pod wpływem jakichś dragów, podeszła do toaletki stojącej w rogu pokoju i zrzuciła nielubianą przez Zośkę figurkę. Dziewczyny, na dźwięk tłuczonej porcelany, gwałtownie odwróciły się w stronę źródła hałasu.

– Klaudia… Ty na prawdę nie żyjesz… – spuentowała sytuację Kaśka.

– Ale jak to się mogło stać? – Zośka rzuciła pytanie w przestrzeń. Klaudia, zrezygnowana, pokręciła głową.

– Dziewczyny, ja nie umarłam. My jesteśmy czymś dziwnym naćpane! – Klaudia po raz kolejny spróbowała się skomunikować z koleżankami. Bez rezultatu – Kaśka i Zośka ją zignorowały.

– Mam pomysł… – powiedziała Kaśka, z dającą się wyczuć w głosie niepewnością. – Kiedyś widziałam program o facecie, który rozmawia ze zmarłymi nagrywając ich głosy.  My też możemy spróbować Cię nagrać Klaudio. – Zośka patrzyła na koleżankę ze zdumieniem.

– Zocha, przynieś radio i ustaw na jakieś szumy. Klaudia, zgodnie z tym, co mówili w tym programie, będziesz mogła się pod te hałasy podpiąć. My będziemy nagrywać całość na naszych telefonach i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Zośka nadal patrzyła na Kaśkę z niedowierzaniem, jakby nie zrozumiała polecenia.

– Nie patrz tak na mnie Zośka. Rób, co mówię. Może akurat się uda. Jeśli nie, to pójdziemy do jakiegoś medium.

 Kiedy wszystko było gotowe, wszystkie trzy usiadły na łóżku Zośki. Radio szumiało, a Kaśka zadała Klaudii pierwsze pytanie. Wielkie było zdziwienie dziewczyn, kiedy okazało się, że ta metoda działa. Na początku Klaudia próbowała wytłumaczyć koleżankom, że wcale nie umarła, a one wszystkie są naćpane jakimś świństwem. Dziewczyny wyjaśniły jej jednak, że od imprezy minęły już trzy dni, więc mało prawdopodobne jest, aby nie doszły w tym czasie do siebie. Kaśka uświadomiła również Klaudię, że dzisiaj, około dwóch godzin temu, rozmawiała przez telefon z jej mamą, która się o nią bardzo martwi.

 Mama Klaudii od trzech dni nie miała od córki żadnej wiadomości. Do tej pory dziewczyna dzwoniła do niej regularnie. Kaśka przekonała kobietę do zgłoszenia zaginięcia na policji. Obiecała też, że pójdzie do mieszkania Klaudii i sprawdzi, co się tam dzieje.

– Mama… – usłyszały niewyraźny głos Klaudii na nagraniu. – Muszę z nią porozmawiać…

Kaśka obiecała, że zrobi wszystko, aby Klaudia miała możliwość porozmawiać z mamą ostatni raz. Dziewczyny wymieniły między sobą jeszcze kilka zdań, po czym we trzy ruszyły do mieszkania Klaudii. Jednak w jakiś tajemniczy sposób Klaudia ponownie przeniosła się w przestrzeni i w swoim mieszkaniu znalazła się w ciągu niespełna 15 minut. 

 Po niecałej półgodzinie, w salonie dał się słyszeć zgrzyt zamka. To Kaśka miała zapasowe klucze. Na szczęście. Inaczej musiałyby z Zośką wyważyć drzwi. Klaudia zerwała się z kanapy i przeszła do przedpokoju, obserwując poczynania koleżanek.

Kaśka od razu po wejściu do mieszkania pobiegła do kuchni zakręcić kran, na co Klaudia odetchnęła z ulgą. Prawdopodobnie na rodziców spadnie przykry obowiązek uregulowania jej długów. Nie chciała ich zanadto obciążać.

– To od czego zaczniemy? – zapytała Zośka.

W odpowiedzi dziewczyny usłyszały jakiś hałas w sypialni Klaudii. Pobiegły tam, ale nie zobaczyły nic niepokojącego. Kaśka włączyła radio i ustawiła je na szum, po czym włączyła w komórce nagrywanie i zapytała:

– Co mamy tutaj sprawdzić?

Niewyraźny głos Klaudii z nagrania sugerował, żeby zacząć od laptopa. Zośka chwyciła komputer z nocnego stolika. Dziewczyny usiadły na łóżku. Klaudia dreptała przed nimi w tę i z powrotem, z niecierpliwością czekając na wynik śledztwa. Zośka włączyła przeglądarkę i wyświetliła historię ostatnio odwiedzanych przez Klaudię stron. Lista składała się z samych portali społecznościowych. Po przeczytaniu najnowszych wiadomości na Facebooku okazało się, że w niedzielę, koło południa, Klaudia umówiła się na wieczór z jakimś Wojtkiem. Kaśka wzięła od Zośki laptop i odwróciła go ekranem w stronę pustego pokoju.

– Kojarzysz tego gościa? – zapytała Klaudię, pokazując jej zdjęcie chłopaka.

Dziewczyna poczuła się, jak uderzona obuchem w łeb. Ból z tyłu głowy nasilił się do tego stopnia, że straciła równowagę. Nie chcąc upaść chwyciła się toaletki, ale ostatecznie pociągnęła ją za sobą, w wyniku czego na podłodze leżała ona, toaletka i cała kolekcja jej perfum. W sypialni dało się odczuć duszący i przesadnie słodki zapach. Kilka flakoników z cieńszego szkła pękło, uwalniając wonności.

– Klaudia, co się stało? Mów do nas! – krzyknęła wystraszona Kaśka. Po chwili Klaudia otrząsnęła się i na czworakach podeszła do koleżanek. Usiadła przy nich obejmując kolana ramionami. Dziewczyny usłyszały na nagraniu jakiś dziwny dźwięk.

– Klaudia, ty płaczesz? – zapytała zaskoczona Zośka.

– Kochanie, powiedz nam, co się stało – zachęciła Kaśka. Klaudia zaczęła opowiadać łamiącym się głosem. 

– Boże, jaka ja byłam głupia… – zaczęła łkając. – W niedzielę po imprezie wstałam chyba o 10:00. Zjadłam śniadanie i od razu odpaliłam komputer. Chciałam sprawdzić, czy jakiś potencjalny przyszły narzeczony do mnie napisał. Okazało się, że owszem. – Siąknęła nosem, przeciągnęła po nim ręką i opowiadała dalej. – Ten Wojtek nalegał, żebyśmy wreszcie spotkali się w rzeczywistości, bo pisaliśmy ze sobą już jakiś czas. Stwierdziłam, że czemu nie. I tak nie miałam co robić. Umówiliśmy się na 18:00. Zabrał mnie do kina, a później na wieczorny spacer. Czas mijał bardzo przyjemnie, więc Wojtek zaproponował jeszcze kolację u niego. Zależało mu, aby pochwalić się zdolnościami kulinarnymi. Tłumaczył, że wyznaje zasadę „przez żołądek do serca”. Oczywiście teraz wiem, że chodziło mu o coś zupełnie innego…. Ale byłam głupia… Sama nie mogę w to uwierzyć… Zgodziłam się. Byłam ciekawa, co przyrządzi i czy faktycznie ma talent do gotowania. 

 Kiedy zobaczyłam jego dom, oniemiałam. Chłopak był ewidentnie zamożny. Zapytałam, jak się dorobił takiej posiadłości, jednak zbył mnie półsłówkami. Już to powinno było wydać mi się podejrzane, a ja myślałam, że po prostu jest skromny… – biadoliła.

– Wnętrze świadczyło, że gość ma i dużo kasy, i dobry gust. Wszystkie meble i dodatki były dobrze dobrane i ładnie się ze sobą komponowały. Byłam pod wrażeniem tego, co zobaczyłam na parterze i chciałam obejrzeć piętro. Ale on tłumaczył, że na górze jeszcze nic nie jest zrobione i nie ma na co patrzeć, więc nie naciskałam.

 Kiedy zapiekanka była już w piekarniku, Wojtek przeprosił i poszedł do łazienki. A ja, korzystając z okazji, po cichutku poszłam zwiedzić pomieszczenia na piętrze. To był mój błąd. Może gdybym nie była taka wścibska, nic by mi się nie stało? W każdym razie pamiętam, że prosto ze schodów można było wejść do małego pokoiku z dużym oknem. Wyglądało to na przyszłe biuro. Ale moją uwagę bardziej przyciągnęło duże pomieszczenie na końcu krótkiego korytarzyka. Było tam dość ciemno – przez jedno niewielkie okno wpadało tylko światło ulicznej lampy. Ale dało się zauważyć, że zamontowano tam już umywalkę i wannę. Poszłam w tamtym kierunku. Kiedy byłam już w drzwiach łazienki, wydało mi się, że w wannie zobaczyłam moczące się pranie. Ale z ciekawości podeszłam bliżej… i sparaliżował mnie strach. To, co zobaczyłam, zdecydowanie nie było moczącym się praniem. Zasłoniłam usta dłonią, żeby nie krzyknąć. Z wanny patrzyły na mnie niewidzące oczy młodej, rudowłosej dziewczyny. Poczułam mdłości. Pierwszy raz w życiu widziałam prawdziwe zwłoki. Byłam przerażona i chciałam się jakoś stamtąd wydostać. Ale nie wiedziałam, jak to zrobić. Nagle poczułam uderzenie w tył głowy. Następnie obudziłam się dzisiaj w swoim mieszkaniu. 

 Kiedy nagranie dobiegło końca, dziewczyny siedziały nieruchomo, nie wiedząc co powiedzieć. 

– To straszne… – wydukała w końcu Zośka.

– Trzeba zadzwonić na policję… – stwierdziła Kaśka. – Ten gość może zabić kogoś jeszcze…

 Zadzwoniły, a głos w słuchawce poprosił , aby natychmiast stawiły się na najbliższej komendzie w celu złożenia zeznań. Tak też zrobiły. W ciągu niespełna 20 minut znalazły się na policji. Nieco naciągając prawdę powiedziały funkcjonariuszowi spisującemu ich słowa, że Klaudia w niedzielę powiadomiła je o swoich planach na wieczór, ale po spotkaniu już się do nich nie odezwała. Jednak martwić zaczęły się dopiero po telefonie od mamy Klaudii. Dlatego od razu zadzwoniły, aby zgłosić to, co wiedzą.

 Policja oczywiście sprawdziła trop wiodący do niejakiego Wojtka. Początkowo jedynie przesłuchano chłopaka, ale do niczego się nie przyznał i puszczono go wolno. Dopiero obserwacja delikwenta dała efekty. Po około trzech tygodniach Wojtek został aresztowany pod zarzutem dwukrotnego morderstwa i jednego usiłowania.

 Po przeprowadzeniu sekcji zwłok Klaudii, niezbędnej do zamknięcia śledztwa, doczesne szczątki dziewczyny oddano rodzinie. Z woli najbliższych ciało zostało przetransportowane do rodzinnej miejscowości. Pogrzeb zaplanowano na piątkowe popołudnie, natomiast w czwartek wieczorem Kaśka i Zośka zaprosiły mamę Klaudii do swojego pokoju w hotelu. 

 Punktualnie o 19:30 dziewczyny usłyszały pukanie do drzwi.

– Proszę! – odezwała się Kaśka. Zośka tymczasem ustawiała już radio na odpowiednie fale.

Mama Klaudii weszła do pokoju. Sińce pod oczami, blada twarz i ciągłe pociąganie nosem świadczyły o tym, jak bardzo kobieta jest załamana śmiercią jedynej córki. 

– Dziewczynki, musicie mi wybaczyć, ale nie będę miała dla was za dużo czasu. Jutro jest pogrzeb, muszę się wcześnie położyć. I jeszcze tylu rzeczy trzeba dopilnować – załkała kobieta, lekko przygarbiona ciężarem sytuacji.

– Pani Bożenko, dla nas nie musi pani mieć dużo czasu. Zaprosiłyśmy tutaj panią ze względu na Klaudię i na jej wyraźne życzenie. 

Kobieta spojrzała na Kaśkę nierozumiejącym wzrokiem i z lekko rozchylonymi ze zdziwienia ustami.

– Proszę sobie usiąść, pani Bożenko. Kaśka wszystko pani wyjaśni, a ja w tym czasie zaparzę ziółka na uspokojenie – rozporządziła Zośka, po czym z czajnikiem elektrycznym zniknęła w łazience. 

Kaśka opowiedziała pani Bożence, w telegraficznym skrócie, wydarzenia ostatnich tygodni. Uprzedzona przez Klaudię o niedowiarstwie jej mamy, puściła kobiecie nagranie ze specjalnymi słowami od córki. Mamie Klaudii obficie pociekły łzy. Uwierzyła. 

 Dziewczyny wytłumaczywszy pani Bożence, jak działa system komunikacji, którego używają, zostawiły ją z Klaudią sam na sam w pokoju. Po pół godzinie kobieta wyszła zapłakana. Z wdzięcznością przytuliła najpierw Kaśkę, potem Zośkę. Podziękowała im za pomoc i pożegnała się. 

 Następnego dnia odbył się pogrzeb, na którym pojawiła się również sama zainteresowana. Obserwowała uważnie nieświadomych niczego zebranych: rodzinę i przyjaciół. Kiedy uroczystość dobiegała końca, a grób był już prawie zasypany poczuła, że jej energia po tej stronie życia zaczyna słabnąć. „Do zobaczenia po drugiej stronie” zdążyła jeszcze tylko pomyśleć i jakimś nieznanym jej sposobem przeniosła się w inne, lepsze miejsce.

Koniec

Komentarze

liczby zapisujemy słownie

Powtórzenia są i to sporo

Za dużo zaimków

Gdzieś tam masz napisane “za raz”, a powinno być zaraz

Samo opowiadanie nie powala. Pomysł też nie nowy, ale można było z niego więcej wycisnąć. Zaś jest podany tak, że właściwie kompletnie nie rusza czytelnika. A przynajmniej mnie nie ruszyło.  

Ale nie jest źle jak na pierwszy raz. Teraz pozostaje Ci tylko ćwiczyć.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zgadzam się z Bemik. Pomysł nie powala oryginalnością, ale jak na debiut, nie jest źle. Językowo też przyzwoicie.

Dość wcześnie zorientowałam się, kim jest bohaterka, więc nie było zaskoczenia we właściwym momencie.

Z trudem wstała z posłania i podeszła do wielkiego, obejmującego całą jej postać, lustra.

Na fizyce mówili nam, że wystarczy lustro dwa razy mniejsze od człowieka. Bez przesady z tym wielkim. ;-)

– Za raz, nic nie rozumiem.

Zaraz.

Babska logika rządzi!

Językowo też przyzwoicie.

Finklo, czy przeczytałaś całe opowiadanie???

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zeszliśmy i nie wiemy o tym?

Nic nie szkodzi, przyjaciele dociekną, jak do tego doszło, a potem uświadomią, gdzie teraz nasze miejsce.

Byłoby to całkiem fajne opowiadanie, gdyby zostało lepiej napisane. Skoro to jednak debiut, wiele mogę wybaczyć, licząc na poprawę w najbliższej przyszłości.

Proszę, MrsCloud, jak ognia unikaj powtórzeń i strzeż się zaimkozy.

 

Klau­dia obu­dzi­ła się w swoim łóżku. Kom­plet­nie nie pa­mię­ta­ła, co się wy­da­rzy­ło po­przed­niej nocy. – Mam wrażenie, że raczej: Kom­plet­nie nie pa­mię­ta­ła, co się wy­da­rzy­ło ostatniej nocy.

 

Krzy­wiąc się na twa­rzy, zła­pa­ła się za głowę.  – Może: Krzywiąc się, dotknęła głowy.

Czy mogła krzywić się gdzie indziej, nie na twarzy?

 

Do jej świa­do­mo­ści do­tarł fakt, iż czasz­kę roz­sa­dza jej ogrom­ny ból. – Rozsadzającego głowę bólu nie trzeba sobie uświadamiać, taki ból po prostu się czuje.

Zbędne zaimki.

 

Miała na sobie swoją ulu­bio­ną, czar­ną su­kien­kę w roz­mia­rze midi.Midi nie jest rozmiarem odzieży. Midi określa długość sukienki. Zbędne zaimki.

Może: Była ubrana w ulubioną, czarna sukienkę

 

Je­dy­nie blond loki były w wi­docz­nym nie­ła­dzie. – Czy można mieć loki w niewidocznym nieładzie?

 

– No tak….przy­po­mnia­ła sobie – Wczo­raj byłam z Kaśką i Zośką w klu­bie…No takPrzy­po­mnia­ła sobie. – Wczo­raj byłam z Kaśką i Zośką w klu­bie

Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Po wielokropku nigdy nie stawiamy kropki.

Źle zapisujesz dialogi. Zajrzyj do tego wątku: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Otwar­ła drzwicz­ki szaf­ki ze szklan­ka­mi i chwy­ci­ła jedną z nich. Już miała po­sta­wić na bla­cie, kiedy szklan­ka wy­su­nę­ła się jej z dłoni… – Nadmiar zaimków. Powtórzenie.

Może: Otwarła szafkę i chwyciła szklankę. Nie zdążyła postawić jej na blacie, gdy ta wysunęła się z dłoni

 

To by wy­ja­śnia­ło też ten pie­kiel­ny ból głowy…Ostat­nio… – Brak spacji po wielokropku.

 

Po­de­szła i nie­pew­nie chwy­ci­ła za kurek z zimną wodą.Po­de­szła i nie­pew­nie chwy­ci­ła kurek z zimną wodą.

 

-Pięk­nie, ra­chu­nek za to bę­dzie hor­ren­dal­ny… – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

 

Klau­dia chwy­ci­ła za klam­kę i już była na ze­wnątrz.Klau­dia chwy­ci­ła klam­kę i już była na ze­wnątrz.

 

Po dro­dze mi­ja­ła ko­lej­ne czte­ro­pię­tro­we bloki, wy­bu­do­wa­ne rap­tem 5 lat temu. – …wy­bu­do­wa­ne rap­tem pięć lat temu.

Liczebniki zapisujemy słownie.

Ten błąd występuje wielokrotnie w dalszym ciągu opowiadania.

 

Było to dla niej o tyle dziw­ne, że osie­dle jej ko­le­ża­nek jest po­ło­żo­ne nie­mal na dru­gim końcu mia­stecz­ka i do­tar­cie do nich pie­cho­tą… – Zbędne zaimki. Zdanie cokolwiek koślawe, szczególnie że piszesz o osiedlu, a i czasy chyba się nieco pomerdały.

Proponuje: Było to o tyle dziw­ne, że osie­dle ko­le­ża­nek leżało nie­mal na dru­gim końcu mia­stecz­ka i do­tar­cie do niego pie­cho­tą

 

Dziew­czy­na już z około 200 me­trów za­uwa­ży­ła, że przy klat­ce jej ko­le­ża­nek żywo dys­ku­tu­je dwóch ro­słych męż­czyzn. Pa­no­wie emo­cjo­no­wa­li się wczo­raj­szym me­czem piłki noż­nej. – Zbędny zaimek. Obawiam się, że z odległości dwustu metrów raczej nie mogła dostrzec, że są to rośli, żywo dyskutujący mężczyźni, a już na pewno nie mogła dostrzec, o czym dyskutują.

 

We­wnątrz wie­żow­ca wbie­gła po scho­dach i skrę­ci­ła w lewo… – Czy mogła wbiec na schody, nie wszedłszy do wieżowca?

 

Klau­dia chwy­ci­ła więc za klam­kę i…Klau­dia chwy­ci­ła więc klam­kę i

 

Dziew­czy­ny szy­ko­wa­ły się wła­śnie do wyj­ścia. Kaśka w ła­zien­ce, Zośka w swo­jej sy­pial­ni. – Cześć dziew­czy­ny! – Powtórzenie.

 

– Dziew­czy­no, weź trzy głę­bo­kie wde­chy i wy­rzuć to z sie­bie . – Zbędna spacja przed kropką.

 

Na praw­dę mam kiep­ski dzień.Napraw­dę mam kiep­ski dzień.

 

Mo­że­my spró­bo­wać się z tobą ko­mu­ni­ko­wać na­gry­wa­jąc twój głos Klau­dia. – A może: Klaudio, mo­że spró­bujemy się ko­mu­ni­ko­wać, na­gry­wa­jąc twój głos.

 

prze­szła do przed­po­ko­ju, ob­ser­wu­jąc po­czy­na­nia swo­ich ko­le­ża­nek. – Zbędny zaimek. Wiemy, czyje to koleżanki.

 

Nie chcia­ła ich za nadto ob­cią­żać.Nie chcia­ła ich zanadto ob­cią­żać.

 

wy­świe­tli­ła hi­sto­rię ostat­nio od­wie­dza­nych przez Klau­dię stron. Lista skła­da­ła się z sa­mych por­ta­li spo­łecz­no­ścio­wych. Po prze­czy­ta­niu ostat­nich wia­do­mo­ści… – Powtórzenie.

 

Ból głowy na­si­lił się z tyłu do tego stop­nia, że Klau­dia za­chwia­ła się i po­le­cia­ła w tył. – Powtórzenie.

Może wystarczy: Ból z tyłu głowy nasilił się do tego stopnia, że Klaudia zachwiała się.

 

Kilka fla­ko­ni­ków z cień­sze­go szkła pękło, uwal­nia­jąc swoje won­no­ści. – Zbędny zaimek.

 

Oka­za­ło się, że ow­szem. – po­cią­gnę­ła nosem, prze­cią­gnę­ła po nim ręką… – Po kropce, nowe zdanie rozpoczynamy wielka literą.

Powtórzenie.

Proponuję: Oka­za­ło się, że ow­szem. – Siąknę­ła nosem, prze­cią­gnę­ła po nim ręką

 

Ale dało się za­uwa­żyć, że stały tam to­a­le­ta i wanna. – Pewnie miało być:  Ale dało się za­uwa­żyć, że stały tam to­a­le­tka i wanna.

Toaletatoaletka, to dwie, całkiem różne rzeczy. Bywa też, że toaletatoaleta, znaczą nie to samo, a zgoła co innego, o czym możesz się przekonać czyniąc toaletę przed udaniem się na bal, a potem wkładając wytworną toaletę, by, już na balu, nasączywszy się szampanem – nie wierz, że damy nie mają tak pospolitych i przyziemnych potrzeb – korzystać z toalety.

 

Za­dzwo­ni­ły, a głos w słu­chaw­ce po­pro­sił je, aby na­tych­miast sta­wi­ły się… – Zbędny zaimek. Wiemy, kogo prosił głos.

 

Za spra­wą ro­dzi­ców ciało zo­sta­ło prze­trans­por­to­wa­ne do ro­dzin­nej miej­sco­wo­ści. – Powtórzenie.

Może: Z woli najbliższych, ciało ­zosta­ło prze­trans­por­to­wa­ne do ro­dzin­nej miej­sco­wo­ści. Lub: Z woli rodziców, ciało ­sta­ło prze­trans­por­to­wa­ne do miej­sco­wo­ści, z której pochodzili/ w której mieszkali.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, tak, przeczytałam całość.

Że nie narzekałam na język? Zauważyłam, że o liczbach pisała już Bemik, o powtórzeniach wspominała Autorka… No i kontrast z poprzednim tekstem wstawionym na stronę był…

Babska logika rządzi!

Zauważyłam, że o liczbach pisała już Bemik, o powtórzeniach wspominała Autorka… No i kontrast z poprzednim tekstem wstawionym na stronę był…

No tak, skoro to wystarczy, by tekst uznać za napisany przyzwoicie, to aż mi głupio, że zrobiłam łapankę.

Nie mam więcej pytań.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj, niech Ci nie będzie głupio. Spać mi się trochę chciało i może wielu rzeczy nie dostrzegłam. Po lekturze miałam wrażenie, że nie jest źle.

Babska logika rządzi!

Dziękuję bardzo za przeczytanie i skomentowanie mojego tekstu :) I za spisanie litanii przewinień. Większość poprawek już naniosłam, nad resztą jeszcze popracuję. Obiecuję, że przy pisaniu następnego opowiadania bardziej się postaram :)

Pomysł niezbyt nowy. Już widziałam go kiedyś w jakiejś grze komputerowej, że umarły próbuje nakierować na odnalezienie swojego ciała i mordercy detektywa, czy policjanta. Coś na tej zasadzie. Mimo, że pomysł nie nowy, gdyby nie potknięcia językowe, które już przedpiśćcy wytknęli, nawet mogłoby być nie najgorzej. Musisz koniecznie popracować nad dialogami, bo wyglądają bardzo nierealnie. Dodatkowo masa powtórzeń i zbędnych opisów. Zabrakło mi intrygi i domysłów. Pod tym względem można opowiadanie było rozbudować.

 

Koniecznie przejrzyj nawet internetowe poradniki. Z czasem będzie lepiej. Liczę, że kolejny tekst będzie pełen wartkiej akcji (nawet jeśli pomysł nie będzie super nowy – w dzisiejszych czasach o taki trudno), ale zawsze może być oryginalnie napisany. Powodzenia!

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

 Klaudia… Ty na prawdę nie żyjesz… – spuentowała sytuację Kaśka.

Niepotrzebna spacja.

 

Od samego początku domyśliłam się kim jest Klaudia (albo czym się stała). Wiele rzeczy zostało powiedzianych wcześniej, ale ode mnie – fenomen kontaktów z duchami, bardzo nienowy, ale nadal rządzący się pewnymi właściwościami.  Opisałaś EVP (Electronic Voice Phenomena), ale sprzętu nie będę się czepiać, bo się po prostu od strony technicznej nie znam. Ale jeszcze żadne tego typu nagranie (w każdym razie mi znane), było w stanie oddać tak długi, w miarę sensowny, monolog. Nagrania tego typu są bardzo trudne do zrozumienia, często są powtarzane pojedyncze słowa lub proste zdania. Piszę o tym, ponieważ bardzo często w opowiadaniach pisze się o fenomenach paranormalnych, ale nie bierze się pod uwagę jak tego typu praca wygląda. Nie ma hulaj wyobraźnio, tylko tradycyjny “research”. Niestety, potraktowanie tematu z tak dużym uproszczeniem, jest dyskwalifikujące. Ale proszę się nie zrażać, Autorko z mojego miasta, czekam na kolejne pomysły :)

Nie sądziłam, że mój tekst będzie cieszył się takim zainteresowaniem ;) Dziękuję za konstruktywną krytykę – muszę przyznać, że okazała się dla mnie bardzo motywująca. I naprawdę cieszę się, że już przy pierwszym tekście dostałam tyle cennych uwag od bardziej doświadczonych koleżanek :)

Morgiano – wydaje mi się, że chodzi Ci o grę “Murdered: Śledztwo zza grobu“ – zamordowany detektyw próbuje rozwiązać zagadkę swojej śmierci. W pewnym momencie zaczyna mu pomagać nastolatka, która jest medium. W każdym razie ja akurat tę grę miałam przyjemność przejść jakiś czas temu. Bardzo możliwe, że miedzy innymi ta gra była dla mnie podświadomą inspiracją :)

Nowa Fantastyka