- Opowiadanie: empatia - Mój rycerz

Mój rycerz

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Mój rycerz

Mojego rycerza znałam od najmłodszych lat. Był piękny, mądry i bogaty.

Matka co wieczór wpajała mi przekonanie, że szczęśliwe zakończenia są dla grzecznych dziewczynek, a każda panna powinna czekać na uśmiech losu. Chłonęłam jej opowieści i marzyłam o własnej. Gdy życie ją w końcu napisało, a sama zostałam rodzicielką, mówię córce o sobie. Przedstawiam historię jakich wiele, jednak mogę uczciwie powiedzieć, że nie opowiadam dziecku bajek.

Pierwszy raz ujrzałam swój wyśniony ideał, gdy napastnicy próbowali wciągnąć mnie do lasu. Jedno spojrzenie wystarczyło, by z radością zarejestrować lśniącą w słońcu zbroję oraz białego rumaka. Stał jak monument na niewielkim wzniesieniu i patrzył w kierunku boru.

Myśli o cnym rycerzu, który ratuje mi życie, były krzepiące. Pomogły przegonić demony strachu walczące o władzę nad ciałem.

Widok wybawcy dodał mi sił. Wyszarpnęłam się z uścisku zbójcy, wołając o pomoc. Sukienka pozostawała w dłoniach napastnika, gdy kilka kroków dalej uświadomiłam sobie, że jestem naga.

Eh, nie nadawałam się na krawcową. Szwy puściły zbyt łatwo. Nie było to jednak ważne. Gwałciciele, najwyraźniej nieświadomi obecności konnego na wzgórzu, ruszyli za mną momentalnie. Wyli z wściekłości, jeszcze bardziej upodabniając się do stada wygłodniałych wilków.

W gruncie rzeczy nie mogłam być pewna ratunku. Ot, zwykła dziewka i kłopot nie byle jaki. Zbóje nawiedzali okolice regularnie, a królestwo nie kwapiło się do patroli i ochrony okolicznych domostw. Mówiło się również, że na wielu rycerzy nie działał już widok powabnych panien w potrzebie.

Miałam szczęście trafić na normalnego wojaka. Wybawca ruszył z odsieczą.

Gdzieś tam zakołatało jednak w głowie, że reakcję rycerza zawdzięczam jedynie jędrnym pośladkom i falującemu biustowi, ale czasu na wątpliwości nie było wiele.

Jeździec miał rączego rumaka i sprawnie posługiwał się mieczem. Nim pomyślałam: „Nie wierzę we własne szczęście” ono stało już przede mną z orężem, z którego kapała krew.

*

Mój rycerz nie był zbyt wylewny. Ja też nie wiedziałam, jak się zachować, mimo że momenty pierwszych spotkań przeżywałam w przedsennych marzeniach setki razy. Rozumieliśmy się jednak bez słów. Wystarczyło spojrzenie, skinienie głowy, po prostu harmonia myśli.

Chciał mnie bezpiecznie odstawić do domu. W zasadzie to tylko spytał, gdzie mieszkam, ale wiedziałam, że przemawiała przez niego troska. Czekał cierpliwie, aż narzucę porwaną sukienkę, choć mogłabym przysiąc, że wolałby, bym usiadła przy nim naga.

Nie będę przesadzać ze skromnością. Wiem, że tyłeczek miałam niczego sobie. Chłopcy się za mną oglądali od dawna. Niejeden chciał mnie zbałamucić pocałunkiem, a potem zaciągnąć do stodoły. Były kwiaty i adoratorzy pod oknami. Ja jednak czekałam na księcia z bajki. I się doczekałam.

Był tajemniczy, prawie tak jak w moich marzeniach. Małomówny, jak ojciec. Mogłam się tylko domyślać, jaki może być naprawdę. Tam, pod zbroją, jak w łupinie orzecha mógł się kryć smakołyk, dla którego pościłam do ukończenia piętnastego roku życia.

Tak. Trzy dni wcześniej osiągnęłam ten wiek, po którym kobietę trzeba wydać za mąż, zanim nie zestarzeje się do reszty. Można powiedzieć, że to, co mi się przytrafiło tego dnia było gigantycznym szczęściem w niedoszłym nieszczęściu. Pomyślałam z ulgą, że matka przestanie mnie wreszcie swatać ze wsiowymi półgłówkami, co to mają trochę ziemi, czy śmierdzielami od owiec.

Byłam ciekawa, co pomyślą rodzice, gdy zobaczą mnie z rycerzem w lśniącej zbroi. Matka pomagała ojcu na targu. Wracali, gdy wszystko udało im się sprzedać. Odczułam lekki zawód, kiedy zobaczyłam zamknięte drzwi. Szybko jednak doszłam do wniosku, że nie ma tego złego.

Zeskoczyłam z wierzchowca i spojrzałam pytająco w przyłbicę. Słońce za plecami mężczyzny oślepiało. Widok był nieziemski. Anielski wręcz.

Mój rycerz zeskoczył z rumaka ze stęknięciem, głośniejszym od rumoru zbroi. Wtedy poczułam intensywny zapach zmęczenia. Gdy jechaliśmy nie przeszkadzał mi tak bardzo. Ot, koń z pianą na ciele i wybawca w metalowej puszce, który od rana musiał jeździć w słońcu.

– Czego się spodziewałaś? – skarciłam w myślach samą siebie. – Życie to nie bajka. – Odrzuciłam szybko wątpliwości i zaplanowałam balię z gorącą wodą; odszukałam w pamięci miejsce, w którym matka chowała mydło.

– Gdzie wychodek, dziewko? – Pytanie mnie zaskoczyło w momencie, gdy chciałam zaprosić wybawcę w nasze skromne progi. Zbita z tropu znów pozwoliłam, by drobne gesty przemówiły zamiast słów. Może wyszłam na nieokrzesaną, ale wskazałam mu kierunek palcem. Patrzyłam za odchodzącym, próbując zebrać myśli. Czy pierwsze wrażenie może być tak mylące?

Pobiegłam do domu napalić w piecu. Postawiłam nań gar z wodą, a także kociołek z zalewajką. Zrządzeniem losu dzień wcześniej była niedziela i zupę warzyliśmy na mięsie. Mój rycerz nie wyjdzie z domu głodny.

Nie wracał długo, więc zdążyłam jeszcze założyć odświętną sukienkę. Bucików nie miałam, więc postawiłam na dekolt i zabójczy uśmiech. Sprawdziłam oddech, przeczesałam włosy. Myłam je rano w leśnym stawie. Byłam gotowa. Na wszystko.

No, może nie na wszystko.

*

Mój rycerz wszedł do izby w momencie, gdy zalewajka zaczęła bulgotać, wypełniając dom przyjemnym zapachem mięsiwa, cebuli i grzybów.

– Pomóż mi zdjąć zbroję. Klamry są pod płytami.

Trochę nie podobało mi się protekcjonalne brzmienie głosu mojego rycerza, ale w końcu to mógł być książę. Ignorowanie wątpliwości było proste, gdy chciało się zobaczyć twarz tego jedynego.

Gdy szarpałam się z zapięciami, zawstydzona własną nieudolnością, jedynym pocieszeniem była myśl, że już wkrótce ujrzę blond loki najdroższego. Tak, tak. Mój rycerz musiał mieć przecież piękne włosy, które kaskadą spadały mu na ramiona, gdy ściągał hełm po walce.

Nic takiego się jednak nie stało, gdy zrzucił z siebie całe żelastwo. Możliwe, że napatrzyłam się na chłopców w moim wieku, ale faceta po trzydziestce to się nie spodziewałam. Masakra. Starzec mocno łysiał, a resztki włosów lepiły mu się do czaszki. Stałam za nim i mierzyłam rycerza od stóp do głów.

Mokre ubranie przylegało do krępego ciała, a jego odór przyćmił zapach przypalającej się zalewajki. Dziurawe onuce były niczym wobec tego, co ujrzałam, gdy się odwrócił i uśmiechnął. Miał większe braki w uzębieniu od mojego ojca.

Odgadując najwyraźniej myśli, rycerz wyszczerzył się jeszcze bardziej.

– Pamiątka po bitwie pod Bździochami. Chyba słyszałaś?

Jasne. Słynna bitwa i jej bohaterowie wracający z laurami wśród pisków rozgorączkowanych niewiast. Pamiętam. Byłam dzieckiem, gdy matka wzięła mnie na paradę. Herosi wracający z wojny. Czy oni wszyscy tak wyglądali pod zbrojami?!

– Może chciałbyś skorzystać z kąpieli, cny rycerzu? – zapytałam, wierząc, że jak ukochany zmyje z siebie trudy dnia, jego oblicze się odmieni.

Twarz mego rycerza tężała z każdą sekundą. Wystraszyłam się nie na żarty. Pomyślałam, że musiał się poczuć urażony sugestią o konieczności kąpieli.

– Chcesz mnie zabić, dziewko?!

– Co?! – zabłysnęłam elokwencją.

– Lekarz pozwolił mi się kąpać co najwyżej raz na miesiąc. Od wody robią się paskudne czyraki. Zobacz – powiedział z wyrzutem, a potem zdjął koszulę.

Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, by opisać ten widok. To był przypadek dla znachora, a nie dla mnie.

Nie wiem jak długo stałam, rozdziawiając usta.

– Co się gapisz? Rozbieraj się.

– Chyba żartujesz – pomyślałam – w życiu! – Na głos jednak powiedziałam:

– Może chciałbyś się posilić? Moja matka jest wspaniałą gospodynią.

– Zjem na zamku, dziewko! Rozbieraj się! Ale już!!!

*

Mój rycerz oczekiwał wdzięczności za uratowanie życia. Na nic zdał się płacz i wyjaśnienia. Wyznanie, że jestem dziewicą tylko go rozochociło. Próbowałam się bronić, jednak silny cios na odlew, roztrzaskał moje marzenia na drzazgi i odebrał wolę walki.

Na szczęście nie trwało to długo. Na szczęście bardziej skupiałam się na tym, by nie wdychać smrodu. Na szczęście zamykałam mocno oczy, żeby nie widzieć jego bezzębnego uśmiechu. Na szczęście po wszystkim odłożył nóż, który cały czas trzymał w dłoni. Na szczęście miałam tyle odwagi, aby go chwycić i wbić mu pod żebra.

Oczywiście córce opowiadam historię bez subiektywnych ocen i drastycznych szczegółów, zwłaszcza tych z alkowy. Powiedziałam, że nigdy więcej nie widziałam mojego rycerza i że w dowód wdzięczności zostawił mi piękny naszyjnik, bym mogła utrzymać córeczkę, która narodzi się w wyniku aktu miłości wielkiego wojownika i prostej dziewki.

Rzeczywiście więcej nie widziałam tego człowieka. Ojciec zajął się wszystkim. Ciało spalił razem z chałupą. Konia, zbroję i miecz sprzedał znajomemu handlarzowi, który opuszczał królestwo. Pojechaliśmy z nim na kraj świata. Żelastwo było warte więcej od niejednego naszyjnika. To dzięki temu żyjemy długo i szczęśliwie.

Młoda zna prawdę – moją prawdę. Dziadkowie bardzo się pilnowali, by dochować tajemnicy. Matce jednak czasem zdarzyło się coś chlapnąć. Dobra kobieta, ale odkąd pamiętam zawsze mówiła za dużo i bez zastanowienia.

Pewnego wieczoru córcia zaskoczyła mnie próbą dyskusji o życiu i wartościach. Muszę przyznać, że jest mądrzejsza niż ja, gdy byłam w jej wieku. Wyrosła na piękną szlachciankę. Jestem dumna i pełna wiary, że i ona ułoży sobie życie.

– Pamiętam, jak babcia mawiała, że nie jest ważna zbroja i piękny rumak, ale to, jaki jest rycerz. Prawda, mamo?

Babcia miewała rację, choć uważam, że w mojej historii to zbroja i koń okazały się ważniejsze od rycerza. Nie było sensu tego wyjaśniać i niszczyć autorytet seniorki rodu. W gruncie rzeczy nie myliła się bardzo, twierdząc, że trzeba czekać na uśmiech losu i wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Takie jest moje.

Koniec

Komentarze

No to już wiemy, skąd te rozczarowania, nawet tragedie. Wina rodziców, karmiących bajkami, zamiast realiami.

Ciekawa historia, wygląda na prawdziwą. Tak to już jest, że ocalonej przed potworem księżniczki nikt nie pyta, jak jej się wybawca podoba. Fajnie, że ta potrafiła wziąć sprawy we własne ręce. Trochę mało fantastyki.

Rękaw sukienki pozostawał w dłoni napastnika, gdy kilka kroków dalej uświadomiłam sobie, że jestem naga.

Sukienka składała się tylko z jednego rękawa? Osobliwa moda. ;-)

W zasadzie to tylko spytał, gdzie mieszkam, ale wiedziała, że przemawiała przez niego troska. Czekał cierpliwie, aż zarzucę porwaną sukienkę, choć mogłabym przyciąć,

Dwie literówki. Zarzucę?

Babska logika rządzi!

Nawet cztery. :-) Ach, jak szybko ta matma ulega zapomnieniu… :-)

Bardzo “realna” opowieść. 

Sądzę, że taki nóż przydał by się nie jednej kobiecie. 

F.S

Bardzo mi się podoba. Serdecznie gratuluję :)

Bardzo dziękuję za przeczytanie i pozostawienie opinii. 

Finkli dodatkowo dziękuję bardzo za czujność. Dwie literówki poprawione.

Z matmą Adama mam problem. Jeśli liczyć tą pierwszą wątpliwość z rękawami sukienki, to tam byłyby dodatkowe trzy poprawki:)

Ja jednak z tą ilością rękawów w sukience bym polemizował. To, że zbój trzymał ofiarę za jedno ramię i pociągnął za jeden rękaw nie znaczy, że sukienka była niekompletna. Ale zmieniam, bo w sumie przestało mi się podobać;)

Pozdrowienia dla Wszystkich.

 

empatia

Powiem, że ta opowieść miło mnie zaskoczyła. Spodziewałam się jakiejś durnej historyjki, a tu całkiem przyjemny kawałek tekstu. I prawdziwy nie tylko w świecie książąt i królów. A czemu anonimie nie odsłonisz przyłbicy? Toż tekst napisany jest tak, że nie stanie się przyczyną Twej hańby yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mówisz, dobra kobieto? Bardzo dziękuję i nie dam się długo niewieście prosić;)

Serdeczności.

empatia

Też mam problem z matmą Adama. Załóżmy, że trzecia to zarzucić/ narzucić. Ale czwarta?

Babska logika rządzi!

zwykła dziewką – znalazłam jeszcze jedną literówkę

 

Nie wiem, na co się zdecydować. Z jednej strony po tytule bałam się, że to będzie ckliwa bajeczka, ale z drugiej czegoś takiego mi dziś potrzeba. Czyli, typowo po babsku – chciałabym, a boję się. A teraz możecie się śmiać.

 

Z komentarzy wnioskuję, że opublikowałeś, Empatio, jako anonim – wstydź się uczynku, bo tekstu wcale nie musisz. Napisałeś to bardzo ładnie. I zawarłeś w nim zdecydowanie ponadczasową prawdę.

Wątpię tylko, by zbroja i koń mogły być tyle warta, by cała rodzina mogła latami z tego żyć jak szlachta, ale co tam. W końcu jakiś element fantastyczny musi być, prawda? ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Za ile to ostatnio poszedł ten koń w Janowie? ;-)

Babska logika rządzi!

» W zasadzie to tylko spytał, gdzie mieszkam, ale wiedziałaM, że przemawiała przez niego troska. Czekał cierpliwie, aż Narzucę porwaną sukienkę, choć mogłabym przySiąC, […]. « 

Cztery były?

Cytat za Finklą, bo już zmienione.

Aaaa, przysięganie policzyłeś za dwie. W sumie słusznie. :-)

Babska logika rządzi!

Całkiem słuszna historia. Dobrze operujesz archaizmami, na mój gust nie było ich ani za dużo ani za mało, tak w sam raz.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Finklo, Adamie,

No to się doliczyliśmy, a ja rumienię się poczwórnie:/

 

Śpioszko, Wicked,

Piękne dzięki za pozostawienie opinii.

 

Co do wartości rycerza to sprawa wygląda tak. Kilka lat temu, też się zdziwiłem, gdy jednen z przewodników na zamku powiedział, że rycerz w pełnym rynsztunku wart był kilka wsi. Zawsze gdy miałem okazję pytałem różnych fascynatów i zawsze padały stwierdzenia typu:

"kilka wsi robiło zrzutkę na wyprawę rycerza na wojnę", "niejednego szlachcica nie było stać na porządną zbroję i konia z rzędem". Możliwe, że wszyscy poddali się jakiemuś stereotypowi. Przyjąłem jednak, ze nie bez powodu mówi się, że konia z rzędem, co wykona jakieś trudne zadanie. Istotnie wartość konia wraz z rzędem to był koszt niebagatelny.

Na zamku w Gniewie miałem okazję porozmawiać z kilkoma mądrymi osobami i przyjąłem ich wersję jako tzw. złoty środek. Powiedzieli, że porządnie uzbrojony rycerz konny wart był ok. 200 tys. zł, biorąc pod uwagę ceny nabywcze. Ma to sens, bo skoro koń był kiedyś środkiem transportu i również potrzebował paliwa;) to jego cena wahała się na obecne od 20-80 tys. zł. Jeśli nie chciał jechać na wałachu, musiał się wykosztować;)

Nawet jeśli moi bohaterowie uzyskali podobną cenę, a dodatkowo parali się handlem, mieli szansę na skok społeczny, zwłaszcza, że udali się na kraj świata, a wówczas dochodzą nam jeszcze parytety związane z cenami walut i dóbr.

I tak oto własnoręcznie ogołociłem opka z fantastyki;)

 

Co do początkowej anonimowości, to po prostu dawno niczego nie napisałem, a odgrzebywanie szufladników ostatnio kiepsko mi idzie. Pojawił się pomysł i machnąłem coś na szybko. 

Tym bardziej się cieszę, że wyszło nie najgorzej.

empatia

Całkiem nowe, interesujące  spojrzenie na sprawę. Co prawda, Empatio, zepsułeś dotychczas obowiązujące wyobrażenie szlachetnego rycerza wybawcy, ale i pannę przedstawiłeś w innym, całkiem nowym, świetle. Jednak najbardziej podoba mi się, że można liczyć na rodzinę; rodzina zawsze pomoże i dochowa tajemnicy. ;-)

 

Trzy dni wcze­śniej skoń­czy­łam ten wiek, po któ­rym ko­bie­tę trze­ba wydać za mąż… – Trzy dni wcze­śniej osiągnęłam ten wiek

 

Mój ry­cerz ze­sko­czył z ru­ma­ka ze stęk­nię­ciem gło­śniej­szym od ru­mo­ru, który ro­bi­ła przy zsia­da­niu zbro­ja. – Zbroja zsiadała oddzielnie? ;-)

Proponuję: Mój ry­cerz ze­sko­czył z ru­ma­ka ze stęk­nię­ciem, gło­śniej­szym od ru­mo­ru zbro­i.

 

Ot, koń z pianą na ciele i wy­baw­ca, który mu­siał od rana jeź­dzić po słoń­cu w me­ta­lo­wej pusz­ce. – Ze zdania wynika, że słońce było w metalowej puszce, a wybawca jeździł po zamkniętym słońcu.

Może: Ot, koń z pianą na ciele i wy­baw­ca w metalowej puszce, który od rana musiał jeź­dzić w słoń­cu.

 

Po­bie­głam do domu na­pa­lić w piecu. Po­sta­wi­łam nań gar z go­rą­cą wodą… – A ja myślałam, że na piecu, w którym się właśnie napaliło, stawiamy gar z zimną wodą, aby ta się zagrzała. ;-)

 

Mokre ubra­nia przy­le­ga­ły do krę­pe­go ciała… – Mokre ubra­nie przy­le­ga­ło do krę­pe­go ciała

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą mamy na sobie, to ubranie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, pięknie dziękuję. Wskazane paluszkiem bije po oczach:) Poprawki oczywiście wprowadzone. Serdeczności.

empatia

Odwzajemniam serdeczności i cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tekst jest napisany bardzo przyzwoicie a historia płynie gładko. Tematyka też z takich co lubię.

Jednakże, będąc obsesyjno-kompulsywnym maniakiem detali i szczególików, nie mogę się nie przyczepić do tego zwierciadła w alkowie wioskowej chaty – bardzo mało prawdopodobne.

Niemniej – podobało się, więc, korzystając z niedawno nabytych przywilejów – klikam!

Hmm... Dlaczego?

Przyjemnie napisane i w klimacie jaki lubię. Okrutnie realne mimo iż fantasy. Ot, taka rzeczywistość, że kiedy szukasz cnego rycerza i koniecznie na białym koniu, zwykle trafiasz na toto.

Tak że, panny kochane, lepiej szukać Shreka. Nic nas wtedy nie rozczaruje.

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Na Facebooku dostaję wiadomości z takiej pewnej strony, której autorzy są zachwyceni gotykiem. I zazwyczaj wysyłają zdjęcia fantastycznej gotyckiej architektury, ale kiedyś mieli akcję “średniowieczny kociak” czy jakoś tak. I dawali zdjęcia ładnych dziewczyn w stylizowanych na średniowieczne kieckach, a czasem zdarzał się przystojny facet w zbroi. A pod spodem, w komentarzach, ochy i achy. 

Więc ja kiedyś też podzieliłam się swą refleksją na widok takiego uroczego młodego mężczyzny. Napisałam, że wszystko fajnie, tylko patrząc na takie zdjęcie nie mogę pozbyć się myśli – jak oni wtedy musieli cuchnąć! Chwilę panowało pełne oburzenia milczenie, a potem się zaczęło – co ja w ogóle piszę, chyba mi odbiło, jak ja generalnie śmiem! ;)

 

Przypomniało mi się to, gdy czytałam ten tekst, bo mam wrażenie, że bohaterka patrzy na swojego rycerza oczami współczesnej “średniowiecznej idealistki”. A prawdziwa średniowieczna dziewczyna ze wsi (nawet taka lewitująca gdzieś w chmurach) raczej nie dziwiłaby się, że rycerz śmierdzi. Więcej, pewnie nawet by tego nie poczuła. 

Ale to nie zmienia faktu, że miło czytało się ten dobrze napisany tekst. 

Fajne.

Realistycznie odmalowana parodia bajki o rycerzu. Podoba mi się.

Ja, po zastanowieniu, kliknę Ci punkt do biblioteki, ale poczekam na czwartego. Jak wiesz, czasem czynię cuda, dlatego wolę klikać jako ostatnia. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Naprawdę całkiem niezłe. Warsztat do szlifu, bo jest po prostu “ok”, a przydałoby się, żeby był lepszy niż przeciętna. Ale historia miło zaskoczyła i z fajnym morałem :)

Bemik – toś mnie wyprzedziła. Właśnie kliknęłam czwarty.

Tylko nie "Tęcza"!

Nie wyprzedziłam Cię, Tenszo, czekałam aż ktoś kliknie czwarty, żeby móc być spokojnie piątą. Bo wiesz, mnie się czasem zdarza czynić cuda – klikam raz, a punktów może się pokazać nawet cztery. Więc się trochę boję tego swojego czarowania.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Opowiadanie jest co tu dużo mówić dość demoralizujące ;) Bez wątpienia jest w nim nadspodziewanie dużo prawdy historycznej jak na fantastykę. Aczkolwiek jest to prawda historyczna nie dotycząca tak do końca słowiańszczyzny, u nas bowiem bywało inaczej. 

Władysław Jagiełło miał prawie 40 lat jak się ożenił z nastoletnią Jadwigą. Tu zaś rycerz po trzydzieste i od razu łysy, bezzęby, smierdzący “starzec” :D . Inna sprawa, że Jagiełło się mył codziennie i chętnie. Z tego co pamiętam w nawet w podróże ruszał z własną wanną. Królowi nie należało też przeszkadzać w codziennej porannej trwającej parę godzin kąpieli. 

Swoją droga ciekawe o tych kąpielach mogły by powiedzieć panny służebne ;)

 

Tak na marginesie w wieku około 70 lat Jagiełło ożenił się z Sonką, też nastolatką i jeszcze zdążył założyć dynastię :D

Akurat z tym wiekiem rycerza uznałam, że był stary w oczach młodej dziewczyny. :) A była tu kiedyś interesująca i gorąca dyskusja na temat średniowiecznej czterdziestoletniej "staruszki", która występowała w pewnym tekście.

Ciekawy tekst. Zaskoczyło mnie, w którą stronę powędrował. Tylko ta bitwa pod Bździochami jakoś tak zbyt komicznie brzmi i nie pasowała mi do bądź co bądź gorzkiej tematyki.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ciekawe opowiadanie, które dobrze się czyta. Co do szczegółów historycznych, to ludzie w średniowieczu, myli się dość często, przynajmniej w porównaniu z nowożytnością. No i raczej wiejska dziewczyna lustra nie miała. Ale w fantastyce wszyatko jest możliwe, więc mi to nie przeszkadza w żaden sposób.

Z jednej strony komiczne, z drugiej dramatyczne. Tylko coś mi się zdaje, że wieśniaczka a) byłaby raczej przyzwyczajona do niezbyt przyjemnych zapachów, b) sama pewnie nie miałaby ładniejszego uzębienia. ;p

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Witam wszystkich po weekendzie.

Przede wszystkim pięknie dziękuję za kliknięcie biblioteki. Nie spodziewałam się tak pozytywnego przyjęcia, podobnie jak nie planowałem pisania tekstu i jego spontanicznej publikacji.

Zgadzam się z Tenszą, że warsztatowo mogło być lepiej i obiecuję, że jeszcze nad opkiem posiedzę. Nie kontroluję ostatnio upływu czasu, a nadmiar obowiązków wypiera chciejstwo, co do pracy nad swoim hobby.

Teraz trochę wyjaśnień. Opowiadanie jest napisane z perspektywy kobiety, która relatywizuje swoją przeszłość, jednocześnie próbuje się rozprawić z mitem rycerza w lśniącej zbroi. Stąd dziwne może się wydawać połączenie wątku humorystycznego i tragicznego. Podobnie jest z kwestią przejaskrawiania wad rycerza, który mocno odbiegał od wyobrażeń dziewczyny karmionej bajkami. Po latach wszystko wygląda inaczej. Nazwanie bitwy tak ironicznie, może i nie pasuje do ogólnego wydźwięku opowiadania, ale przyjąłem, że nazwa “słynnej batalii”, właśnie tak mogła zostać zapamiętana / przedstawiona we wspomnieniach protagonistki.

Dlatego wszem i wobec oświadczam, że tekst nie ma na celu polemizowanie z „prawdami historycznymi”, czy też stawianie w złym świetle „naszego rycerstwa”. Biorąc jednak na warsztat wyidealizowany obraz średniowiecza i niemal bajkowy wizerunek rycerza, celowo uderzyłam w akcenty, które rzadko są eksponowane. Ot, nie wytrzymała przyłbica pod naporem maczugi. Bohater przeżył, ale pamiątka herosowi pozostała.

Co do higieny przyjąłem, że ludzie prości z dostępem do świeżej wody w odróżnieniu od rycerzy w zamkach i obozach, którzy dodatkowo mieli dostęp do „najlepszych medyków”, często niestety mieli problemy z czystością. Czy młoda dziewczyna w zwiewnej kiecce, która od rana była w lesie, pachniała tak samo jak rycerz pocący się od kilku godzin w zbroi? Nie sądzę:( Poza tym należy pamiętać, że jest to zderzenie oczekiwań z rzeczywistością, a nie pomiar zapachu oparty na chemicznych, czy obiektywnych miernikach.

Z postrzeganiem wieku, jest tak jak napisała Ocha. Dla piętnastolatki, facet po trzydziestce, jest już po prostu starcem. Uznałem, że sposób narracji, pozwala na taki relatywizm.

MPJ 78 napisał, jak cudnie jest przedstawiony w księgach nasz Jagiełło. Możliwe, że tak było, ale należy pamiętać, że o higienę i zdrowie króla dbał sztab ludzi, a i medyków zapewne miał lepszych;) Poza tym widać właśnie, jak na podstawie przekazu o możnych tego świata wytworzyliśmy wizerunek rycerstwa jako całej grupy społecznej. W opowiadaniu podważyłem stereotyp, a nie prawdę o tym, czy innym rycerzu, którego opisano (często za pieniądze) w księgach zachowanych dla potomności.

Jeszcze raz Wszystkim dziękuję za pozostawienie śladu przeczytania i opinie. Jeśli pominąłem, jakiś wątek to serdecznie przepraszam. Nad tekstem spróbuję jeszcze trochę przysiąść, a wówczas dokładnie wynotuję sobie uwagi i przemyślę na spokojnie to i owo.

Pozdrowienia dla Wszystkich.

empatia

Z tego co kojarzę, korzystanie z usług średniowiecznego medyka wcale nie zwiększało szans na przeżycie…

Babska logika rządzi!

Raczej zdecydowanie zmniejszało.

W wyjaśnieniach przyjąłem, że Jagiełło, miał tych lepszych. W pozostałych przypadkach, właśnie taką mam opinię o średniowiecznych medykach, co wyraziłem w tekście:)

Dzięki dziewczyny i przepraszam za późną odpowiedź. Ostatnio trochę się zaniedbuję na portalu. Ciężkie czasy dla pracownika roku i ojca wszechczasów ;)

empatia

Jeśli chodzi o smród w średniowieczu, to jeśli dobrze pamiętam “Straszną Historię” Terry’ego Deary czytaną w podstawówce, to ludzie średniowiecza trzymali odzież w latrynach, dla ochrony przed molami :)

Spodobała mi się myśl przewodnia tekstu, że kobieta powinna brać sprawy w swoje ręce! 

Jeśli zdamy się tylko na los, nigdy nie wiadomo, co będzie pod przyłbicą. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Witaj Nevazie,

W opowiadaniu skupiłem się głównie na opisie stopniowego odrzucania przez bohaterkę mitu o wspaniałości rycerza, który wpajała jej matka. Finał konfrontacji marzeń i rzeczywistości, w istocie, jest przekazem o kobiecej odwadze i odporności psychicznej, jednak rozprawianie się ze stereotypem szlachetnego rycerza i niewieściej słabości traktowałbym jednak jako dwa niezależne wątki historii. Pod przyłbicą zawsze jest niewiadoma, niezależenie od tego, czy niewiasta zda się tylko na szczęśliwy los. Problemem jest kwestia oczekiwań i ich konfrontacji z rzeczywistością.

Niemniej cieszę się, że się motyw spodobał:)

Pozdrawiam.

empatia

Nie wiem jakich medyków miał Jagiełło ale bodajże Długosz ganił królewskie przywiązanie do cielesnej czystości. ;) Stąd informacje o wannie i codziennej toalecie czyt. kąpieli. Z tego co czytałem w średniowieczu jako takim, to jeszcze zupełnej tragedii z myciem nie było. Dopiero zarazy z przełomu średniowiecza i renesansu sprawiły, że któryś z francuskich królów mył się w życiu wszystkiego cztery razy. Polscy medycy z czasów Jagiełły odbiegali od zachodnich standardów, stąd też zabraniali królowej Jadwidze umartwiania się w czasie ciąży np leżenia krzyżem na posadzce w kościele, i dodatkowych postów. Dużo to nie pomogło, bo królowa i tak zmarła w kilka dni po porodzie ale w porównaniu z zachodnią Europą, to byli prawdziwi eksperci. 

To ja już widzę, kogo można poprosić o betę, gdy zabiorę się za pisanie czegoś w polskich realiach:) Dzięki. Dobrze, że opowiadanie instynktownie umieściłem w bliżej niezidentyfikowanej krainie.

empatia

Przewrotna historia, jestem bardzo zadowolona z lektury. Dobra matka zadba o właściwą edukację córki .:)

:) Miło mi. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

empatia

Chłonęłam jej opowieści i marzyłam o własnej historii. Gdy życie ją w końcu napisało, a sama zostałam rodzicielką, opowiadam córce o sobie. Jest to opowieść jakich wiele, ale mogę przynajmniej uczciwie powiedzieć, że nie opowiadam dziecku bajek.

Auć :)

 

Myśli o cnym rycerzu, który ratuje mi życie, przegoniły demony strachu walczące o władzę nad ciałem.

Demony zostały przegonione przez myśli, czy na odwrót? Nie wiadomo :)

 

Niejeden chciał mnie złapać za piersi, zbałamucić pocałunkiem, a potem zaciągnąć do stodoły.

Najpierw buzi, potem macanko, tak to z reguły jest ;) Wolałabym zatem “Niejeden chciał mnie zbałamucić pocałunkiem (…)”

 

Trzy dni wcześniej osiągnęłam ten wiek, po którym kobietę trzeba wydać za mąż, zanim nie zestarzeje się do reszty.

Boskie :)

 

Byłam ciekawa, co pomyślą rodzice, gdy zobaczą mnie z rycerzem w lśniącej zbroi. Matka pomagała ojcu na targu. Wracali, gdy wszystko udało im się sprzedać. Byłam trochę zawiedziona,

Zbyt blisko siebie. Jak przeformułujesz, będzie ok.

 

Odgadując najwyraźniej myśli, rycerz rozszczerzył się jeszcze bardziej.

Wolałabym “wyszczerzył”.

 

Na szczęście nie trwało to długo. Na szczęście bardziej skupiałam się na tym, by nie wdychać smrodu. Na szczęście zamykałam mocno oczy, żeby nie widzieć jego bezzębnego uśmiechu. Na szczęście po wszystkim odłożył nóż, który cały czas trzymał w dłoni. Na szczęście miałam tyle odwagi, aby go chwycić i wbić mu pod żebra.

Super fragment!

 

Powiedziałam, że nigdy więcej nie widziałam mojego rycerza i że w dowód wdzięczności zostawił mi piękny naszyjnik, bym mogła utrzymać córeczkę, która narodzi się w wyniku aktu miłości cnego rycerza i prostej dziewki.

Dziadkowie bardzo się pilnowali, by zachować tajemnicę rodową.

Wolałabym, żeby było Dziadkowie bardzo się pilnowali, by dochować tajemnicy.

 

 

No dobra… To teraz wyjaśnienie, dlaczego tak się czepiam.

Otóż dlatego, że bardzo mi się podobało :) Świetna historia, świetne przesłanie, bardzo zgrabnie napisane. Tekst “połknęłam” już kilka dni temu, ale dopiero teraz mam chwilkę, by skomentować. Dołączam się do wszystkich komplementów i dziękuję za przyjemną lekturę.

Oby tak dalej, empatio!

 

EDIT:

Przestałem, kiedy zagościłem tutaj i okazało się, jak słaby mam warsztat:)

SAY WHAAAAT?!

Empatio drogi, nie filozuj, tylko pisz… Powieść zawsze można szlifować, pomysły masz świetne, a z warsztatem naprawdę nie jest źle. Rzekłabym wręcz, że jest całkiem nieźle :)

Zawsze możesz wrzucać w kawałkach do betowania, a nawet zaproponować od razu całość, bo wiem, że są na portalu użytkownicy, którym bardzo odpowiada Twój styl.

Tak więc proszę mi to nie marudzić, nie wymigiwać się, tylko zakasać rękawy i kontynuować!

Lubię takie czepianie się:) Dziękuję za łapankę i miłe słowa. Są bardzo krzepiące.

Mam ten problem, że nie jestem wzrokowcem i powtórzenia często mi umykają. To samo pewnie jest z interpunkcją. Może, gdybym czytał na głos byłoby łatwiej. Niestety mam czas na pisanie jedynie w pociągu, więc jest z tym mały problem;) Czytam x razy, a i tak łapię się za głowę, gdy pokazane paluszkiem babole rażą jak diabli.

Nad tekstem usiądę na pewno po południu. Teraz muszę lecieć na spotkanie.

Miłego dzionka.

empatia

Odmeldowuję, że usterki zostały usunięte. Jeszcze raz dziękuję za pomoc.

empatia

Leci piąteczka. Rycerz nie jest wymuskanym lalusiem, który na siłę zachowuje celibat i boi się wyjechać w czasie deszczu, bo ubrudzi błotem wypolerowaną zbroję. Jak wiemy w rzeczywistości rycerz był maszyną do zabijania, która ćwiczyła umiejętności w burdach i turniejach, przy okazji nie krępując się od wzbogacania genów poddanych wroga {za to “mity o pierwszej nocy” to raczej wymysł późniejszych czasów – coś takiego raczej nie miało miejsca, władca przeważnie dbał o swoich poddanych– no ale nigdzie nie ma by tutejszy gość był panem bohaterki, więc jest OK}. Szkoda tylko, że nie jest to dłuższe opowiadanie… Ale i tak jest fajnie! :)

Mateuszu, cieszę się, że znalazłeś coś dla siebie:)

Szkoda tylko, że nie jest to dłuższe opowiadanie…

Ostatnio pilnuję się, żeby nie przegadać tematu i zachować proporcje. W sumie to opowiadanie nie było tak do końca o rycerzu;)

empatia

Udana historia. Ładna dekompozycja mitu, nienachalnie podsumowania w puencie. Twoje krótkie historyjki mają urok dobrze ułożonych panien, u których wszystko jest na miejscu i w odpowiednim czasie. Dobra tendencja, ale prawdopodobnie kiedyś trzeba będzie spróbować złamać przepis i napisać coś na opak. 

I po co to było?

Serdecznie dziękuję i proszę o więcej informacji na temat nowego wyzwania:D

kiedyś trzeba będzie spróbować złamać przepis i napisać coś na opak.

Moja przygoda z pisaniem jest dużo młodsza od mojej pierwszej córki i zaczęła się materializować wraz z narodzinami drugiej, niemal dokładnie rok temu. Poprosiłbym o jakieś wskazówki lub wskazanie opowiadania, na którym mógłbym zobaczyć co i jak.

W myśl zasady, kto nie idzie do przodu, zaczyna się cofać, wziąłbym kolejnego byka za rogi. Nawet jeśli okaże się bydle jest za ciężkie, muszę spróbować:)

Jeszcze raz bardzo dziękuję za obie oceny i kopa do dalszej pracy.

empatia

Nowa Fantastyka