- Opowiadanie: badi - Dupy nie urywa

Dupy nie urywa

Witam.

Troszeczkę już jęczałam na forum, a nie pochwaliłam się jeszcze umiejętnościami. Jest to trzeci napisany przeze mnie utwór, pierwszy szort. Po raz pierwszy skusiłam się na narrację pierwszoosobową.

Życzę miłej lektury i zapraszam do krytykowania.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Cień Burzy, Corcoran, zygfryd89

Oceny

Dupy nie urywa

Jak w każdy piątek przyszli do domu z zakupami. I jak co tydzień, uważnie obserwuję rytuał wypakowywania, segregowania, układania i chowania. Byłoby nieuprzejmie nie towarzyszyć im w tej czynności. W końcu to będą też moje posiłki. Do następnego piątku. Pudełko z ryżem – łups, do szafki; worek kaszy – bach, tuż obok; zielony pióropusz pora, ładniutki, świeży, pewnie była dostawa, ląduje w lodówce. Niby pychotki, ale dupy nie urywa. I wtedy zamieram. Z szeleszczącej reklamówki wyciąga pękaty, błyszczący słój. Dżem, uwierzycie? Dżemik, dżemuś, dżemuniuś. Szybko łykam ślinę, bo rozochocone gruczoły pracują już pełną parą. Niecierpliwe nogi chcą biec a koniuszki palców świerzbią z chęci, by chwycić, złapać i porwać. Dobrze wie, jaki skarb trzyma w ręku. Przygląda mu się przez chwilę, gładzi kolorową nalepkę, stawia na stole. Na samym środku blatu. Łajza jedna. Jeśli myśli, że nie dosięgnę, że to dla mnie przeszkoda nie do pokonania – zdziwi się chytruska.

Do wieczora myślę tylko o jednym. Tam jest dżem. Walczę z pokusą, by pójść do kuchni i choć na niego spojrzeć. Tylko raz, na pewno nie zauważą. A później grzecznie poczekam na odpowiednią chwilę. Ale wiem, że to łakomstwo przeze mnie przemawia. Omijam kuchnię szerokim łukiem. Nie mogą nabrać podejrzeń.

Ciemno, wątłe światło z telewizora kładzie się kolorami na wykładzinie. Skradam się tuż przy ścianie. Wiem, powinienem zaczekać aż wcisną się w nocną bieliznę i położą do łóżka, i jeszcze dać im chwilę na zaśnięcie. Ale oni grają nie fair. Właśnie dziś uznali, że obejrzą film. Dlaczego dziś? Podłość ludzka nie zna granic. Nie mogli obejrzeć go wczoraj? Albo choćby jutro? Padalce jedne. Ile mam czekać? Nie ma, niech siedzą i oglądają. Ja tymczasem po cichutku, pomalutku, szu, szu, myk, myk i już jestem w kuchni. Nikt mnie nie zauważył, nikt się nie zorientował. Ha, jestem geniuszem zła.

Stół jest wysoki jak diabli. Staję na czubkach palców i rozpoczynam mozolną wspinaczkę. Przyznaję, że nie jest łatwo, ale cóż trudy i przeszkody, kiedy jest motywacja? Jeszcze jedno podciągnięcie i jest. Tadam, zdobyłem szczyt, czyli blat stołu z deską do krojenia i stojakiem najeżonym nożami. A pośrodku stoi on. Gładki, dumny pękatością, po prostu piękny. Nie jestem naiwny, nie łapię się na marketingowe sztuczki, ale lniany gałganek zamotany na wierzchu jest naprawdę miłym akcentem. Zrywam go odkrywając wieczko. Wieńczy słój niczym błyszcząca korona łeb otyłego króla. Jakże ono lśni, no łza mi się ze wzruszenia w oku zakręciła. Mam małe dłonie, wygodne, gdy trzeba sięgnąć w ciasne i wąskie miejsca, ale tu, irytująco nieprzydatne. Twardy metal, którego nijak nie mogę odkręcić, uparcie odgradza mnie od słodyczy. Tłumię burzę uczuć i metodycznie uwalniam smakołyk z ciasnej zbroi. Jest. Rozkoszny, słodki, pyszny.

Pospieszną degustację przerywa ostre światło niespodziewanie włączonej lampy i krzyk.

– Zabij go! Zabij! – wrzeszczy jak opętana.

No bez przesady. Spoglądam na nią znad krawędzi słoika. Jednym susem dopadam poręczy krzesła i sprawnie balansując ogonem biegnę do kuchenki. Wrzask przechodzi w świdrujący, wysoki pisk albo krzyk. Taki piskokrzyk albo krzykopisk. Bam, bam, bam nogi wielkości i kształtu pali nadmorskich falochronów bębnią w podłogę. Nawet puchate, miękkie bambosze niewiele są w stanie wytłumić. On wpada do kuchni i decyduje, że pozamiata. Też sobie znalazł porę. Ludzie nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Ale zaraz, o co chodzi?

– Cholerny szczur – syczy i zbliża się na lekko ugiętych nogach.

Miotłę wymierzył jak rycerz kopię, ale trzyma ją jak ostatnia pierdoła. Zwyczajnie się za nią chowa.

Ooo, na to nie pozwolę. Żarty żartami, ale wyzwisk tolerował nie będę. Skok na kuchenkę i już po chwili jestem za kredensem. Aż z nerwów się umyję. Głupie sknery. O co tyle szumu? O dżem? Nawet nie był truskawkowy, tylko jakiś agrest albo coś w tym stylu. No w każdym razie, dupy nie urywa. 

Koniec

Komentarze

Masz zdublowany tytuł.

Czasy ci się mieszają – raz piszesz w teraźniejszym a raz w przeszłym.

Nieźle napisane, ale to taki tekścik o niczym. Dupy nie urywa.

Tłumacz przysięgły własnego mózgu

A mi owszem, urwało to i owo.

Brakuje kilku przecinków i takie tam, a historia sama w sobie, choć fajna, wielkiego szału nie robi, oryginalnością nie zabija. Niemniej jest napisana po prostu rewelacyjnie. Przynajmniej jak dla mnie. Nie, że się uśmiałem, bo się nie uśmiałem, ale taki ogólny banan podczas czytania – a czytało się lekko, łatwo i bardzo przyjemnie – z ryja mi nie schodził.

Dziękuję.

 

Peace!

 

P.S.

Myślę, że powinnaś wywalić połowę z tych tagów (Afganistan?), zwłaszcza te o zwierzętach i złodziejach, bo sama sobie sabotujesz puentę.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nie urywa, ale i tak fajne :)

Zdecyduj w jakim czasie piszesz. Tutaj nie przeszkadza, ale na dłuższym odcinku zmęczyłbym się. No i jak kolega u góry – za wiele tagów do tak krótkiego tekstu.

Na początku myślałem, że bohaterem jest jakieś małe, psotne dziecko. Takie było moje pierwsze skojarzenie. Dopiero pod koniec zajarzyłem XD

 

lol

Pomysł miałaś, badi, doskonały. Wykonanie również byłoby nie najgorsze, gdyby nie te czasy. W przeciwieństwie do janadalberta – mi przeszkadzało.

Jednakże, abstrahując od wykonania, szczurowy bohater jest bomba! Przepięknie zbudowany – osobowość, zachowanie i przemyślenia tak ogonkowe jak tylko się da. Tylko trochę brakowało mi nerwowego zacierania łapek. Z moich obserwacji wynika, że szczurki robią to często, zwłaszcza kiedy planują przebiegły zamach na kuchenny stół :D.

 

Hmm... Dlaczego?

Badi, świetnie, że się w końcu pochwaliłaś umiejętnościami, bo całkiem one imponujące są ;) Zgadzam się z przedmówcami, że tekst napisany świetnie (poza tym czasowym zamętem), gładziuchno, narracja współgra z “osobowością” bohatera i choć historyjka fabularnie banalniutka, to podana bardzo ciekawie i zabawnie.

Zaciekawiło mnie tylko to:

Bam, bam, bam łydki wielkości i kształtu pali nadmorskich falochronów bębnią w podłogę.

Jakoś sobie tych łydek bębniących nie potrafię zwizualizować, albo w jakiś absurdalny sposób – że są pozbawione stóp, które to zwykle za bębnienie są odpowiedzialne, albo że kobieta klapnęła na podłodze i tak sobie nóżkami macha, uderzając w nią ;) 

 

PS Ja obstawiałam psa, choć ten apetyt na dżem średnio pasował

PPS Zastanawiam się jeszcze, czy szczurza narracja zapewnia niezbędne minimum fantastyki ;)

 

Zgadzam się z przedpiścami: nie urywa, wątki poruszasz dość stare, ale napisane bardzo przyjemnie i lekko.

Powoli, tłumiąc burzę uczuć, opanowałem się i metodycznie uwalniam smakołyk z ciasnej zbroi.

A tu mi już wzmiankowane pomieszanie czasów mocno zgrzytnęło.

Babska logika rządzi!

Tjaaa, szczurek jako narratorobohater – niezły pomysł. Ale nie wiem, czy szczurki lubią dżemiki. Toż to gryzonie. Ale, powiedzmy, na potrzeby fantastyki i uśmiechu…  Bo uśmiech wywołuje.

No, nie wiem, czy to faktycznie szczurek. W końcu na przezwisko szczur się oburza, wspomina, że ma małe dłonie…

Jakaś małpka by pasowała, ale nie wiem, który z naszych kuzynów może żyć w Afganistanie.

Babska logika rządzi!

Ładnie napisane, ale wszystkie części ciała pozostały na miejscu. ;-)

 

i jesz­cze dać im chwi­lę na za­snię­cie. – Literówka.

 

Przy­zna­ję, że jest cięż­ko, ale cóż trudy i prze­szko­dy, kiedy jest mo­ty­wa­cja?  – Przy­zna­ję, że nie jest łatwo, ale cóż trudy i prze­szko­dy, kiedy jest mo­ty­wa­cja?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gratuluję udanego debiutu. Pomysł może dupy nie urywa, bo reveal (będę wdzięczny, jeśli ktoś mi powie, jak to się po polsku nazywa jednosłownie) w stylu “nie wiedziałeś, czytelniku, że jestem szczurem” jest trochę oklepany, ale…

Ale wykonanie, poza problemem czasów, bardzo bardzo przyjemne. Jest tu kilka fajnych zmian tempa, które powodują, że tekst czyta się błyskawicznie i właściwie bez potknięć.

Czasy są problemem, bo zmieniają się zbyt często. Wyobrażam sobie za to zmianę czasu z przeszłego na teraźniejszy, żeby zagęścić akcję, mniej więcej w połowie tekstu (kiedy bohater wyrusza “na polowanie”).

Słyszałem, że niektóre małpki potrafią odkręcić wieczko słoika. Pozdr.

Od początku wiedziałem, że będziesz chciała zaskoczyć narratorem. Dobrze napisane, ale średnio mi się podobało. 

Taki tam, dłuższy kawał. Komentarz aż się prosi o skopiowany tytułu tekstu, ale cóż… już ktoś to zauważył, a ja się nie lubię powatrzać ;)

 

Tylko nie "Tęcza"!

Bardzo dziękuję za uwagi i opinie. Postaram się przeprowadzić zalecane korekty i ustosunkować się do waszych wypowiedzi.

Zdublowany tytuł 

Dziękuję za zwrócenie mi na to uwagi.

Tagi

Bardzo się cieszę, że można dać mniej. Serio, myślałam, że trzeba skrupulatnie zaznaczyć wszystko. “Afganistan” musiałam kliknąć przypadkiem. Dziękuję.

Mieszanie czasów

Macie absolutną rację. Łatwiej jest mi pisać w czasie przeszłym. Muszę nad tym popracować.

Tekścik o niczym 

Tu nic nie poradzę. Literatura zaangażowana jest mi ideologicznie obca. Moje teksty z założenia mają być rozrywkowe. Nie będzie w nich prawd objawionych, odpowiedzi na odwieczne pytania ani tłuczenia moralizatorską pałą.

Bębniące łydki

Postaram się to poprawić. Faktycznie, wyszło bardzo niezręcznie.

janadalbert – Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Chciałam zasugerować czytelnikowi, że to dziecko. Widać, udało mi się.

Drewian – Przez większość utworu, czytelnik ma myśleć, że bohaterem jest dziecko (przynajmniej taki był pomysł) Musiałam zrezygnować z opisu zachowań, które zbyt szybko zasugerowałyby, iż jest to szczur. Stąd zresztą te nieszczęsne “dłonie”. Słowo “łapki” zbyt mocno kojarzy się ze zwierzętami, “ręce” z ludźmi.

Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi. Cieszę się, że przynajmniej niektórym z was się spodobało. 

Milutkie, proste i przyjemne. Czyta się szybko, można się pośmiać, być może dupy nie urywa, ale na pewno nie było to zmarnowane pięć minut. Podobało mi się :)

PS. Może to dziwne, ale przez większość tekstu myślałam, że bohaterem jest pies… może dlatego, ze mój uwielbia dżem.

Kaczy kuper, podobało mi się:D 

Lekko napisane, przyjemne, ale to też kwestia nastawienia. Raczej nie spodziewałem się czegoś baaardzoo ambitnego:)

F.S

Tytuł kusi, żeby go użyć w komentarzu ;) Ale z drugiej strony nie każdy tekst musi być głęboki, zaangażowany i swoim przesłaniem urywający dupę. Czasami bardzo miło się czyta takie proste, humorystyczne historyjki, szczególnie jeśli są – tak jak Twój tekst – dobrze napisane i dowcipne. 

Ogólne wrażenia na plus. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Fajnie napisane, ja w ogóle przyjąłem, że narratorem jest jakieś fantastyczne żyjątko.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Bardzo sympatyczne, ale że jestem osobą niesympatyczną, to oznajmię, że niezbyt mi się podobało, mimo, że nie jestem w stanie sformułować żadnego konkretnego zarzutu pod adresem tekstu. Zdecydowanie nie jest to mój rodzaj humoru.

na emeryturze

Potencjał warsztatowy – masz. Widać, że jeszcze nie panujesz do końca nad rzemiosłem słowa, że narracja “wylewa się z tekstu” tak jak jej się (a nie Tobie) podoba. Może to kwestia interpunkcji, może jeszcze czegoś, czego teraz do końca nie potrafię sprecyzować. Napisz coś dłuższego… Wtedy się zobaczy jak radzisz sobie z dłuższymi historyjami… A tak w ogóle to fajny tekst… Szkoda tylko, że trochę o niczym… Pzdr.

...always look on the bright side of life ; )

Sympatyczne, radosne, zabawne no i “akszyn” nawet jest. Dobra wprawka przed czymś dłuższym i z sensem. :)

Pozdrawiam.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dziękuję bardzo. Cieszę się, że jednak komuś się podoba. Wiem, że nie wstrzelę się w gust każdego, więc  miło przeczytać, że komuś się podoba.

Opowiadanie dość miłe, choć generalnie zgadam się, że tytuł oddaje jego sedno. Od początku było wiadomo, że skończy się tego typu twistem, ale czytelnicza droga do tego twistu była dość miła, więc narzekać nie będę.

Kurcze, a przecież pisałem tu już komentarz, więc gdzie on się podział? ;)

 

Zatem w skrócie: sympatyczne i zabawne. 

 

Byłoby nieuprzejmym – nieco razi: nieuprzejmie?

Kasza na pewno w workach?

 

Tak czy siak: klap!

 

Nie biegam, bo nie lubię

Dziękuję, już zmieniłam. Nie wiem, skąd mi się taka “poprawka” wzięła.

Przyjemny tekst. W pewnym momencie domyśliłem się, że chodzi o zwierzaka, obstawiałem jednak kota. Bo o kotach jest tyle opowiadań, ile obrazków w Internecie :P Potem okazało się, że zwierze ma rączki i zacząłem obstawiać… jakąś małpę ;] Nie było blisko.

To jak już mówimy, kto co obstawiał, to ja byłam pewna muchy :D

Tylko nie "Tęcza"!

Dziękuję wam ślicznie za miłe słowa. Faktycznie, początek, choć w założeniu miał sugerować dziecko, można dopasować do przeróżnych stworzonek. I bardzo dziękuję za punkty :)

Podejrzewałam karalucha, bo przez lata toczyłam z nimi wojnę w mieszkaniu w bloku. 

wielkości i kształtu pali nadmorskich falochronów – ten szczurek to jakiś szczur wędrowny, bo domowy nie mógł wiedzieć, jak wygląda falochron

Przed albo stawiamy przecinek tylko wtedy, gdy pojawia się po raz drugi w zdaniu, przed pojedynczym nigdy nie stawiamy.

Milutkie, przeczytałam z uśmiechem. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję, już poprawiłam. 

Szczur, jak najbardziej, wędrowny :)

Czytało się nieźle, nie spodziewałem się tożsamości głównego bohatera. Natomiast ani się nie śmiałem, ani nie zadumałem nad przesłaniem – więc… dupy nie urywa ;P (wydaje mi się, że jest trochę przekory w tym tytule :P). 

Z drobiazgów: mogłabyś wyjustować pierwszy akapit. 

 

Ed.: Po namyśle, chciałbym Cię jeszcze pochwalić za bardzo ładne porównania – o nogach jak pale falochronu, koronie na głowie króla, w ogóle, bardzo zachęcająco opisywałaś dżemik… ten lniany gałganek :D. Jeżeli nie uda Ci się zostać pisarką prozy (na pewno się uda!) spróbuj sił jako copywriterka.  

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję bardzo. :) Ten fragment, o zostaniu pisarką, wydrukuję i powieszę nad łóżkiem. 

Przesłania w tej opowieści nie ma, więc nie dziwota, żeś nad nim nie dumał.

Przykro mi, że nie rozbawiło. Jego jedynym zadaniem było rozbawić. Może nie do łez, ale chociaż troszeczkę.

Nowa Fantastyka