- Opowiadanie: janadalbert - Głuchy Paladyn

Głuchy Paladyn

Taka tam opowiastka “dla beki”. Mam nadzieję że się spodoba :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Głuchy Paladyn

Pewnego dnia przejeżdżał traktem podstarzały, niechlujnie ubrany rycerz. Ci którzy go mijali, pozdrawiali go, lekko się kłaniając. Z przeciwnej strony szedł bard, wystrojony w kryzy i kolory jak szewc na bal. Podszedł do rycerza i przywitał go.

– Witaj, szlachetny panie.

– Hę? – Stary rycerz przystawił dłoń do ucha i przekrzywił głowę – Wypchaj się bałwanie? Ładnie tak starego człeka wyzywać?

Bard zaczerwienił się i skrzywił jakby ugryzł jabłko za kwaśne na jego podniebienie. Przyjrzał się ponownie rycerzowi, z mniejszą uwagą niż za pierwszym razem, za to bezczelniej.

– Ach ach… Poznaję cię! – zawołał – Przecież ty jesteś Głuchy Paladyn!

– Ballady? – spytał głośno rycerz – Dajże mi spokój. Nie chcę żadnej twojej ballady, tępy rozpustniku.

– Ale o co ci chodzi?

– Cooo? To się GODZI? Ja ci pokażę…

Głuchy Paladyn chwycił barda za kołnierz i popchnął. Bard poleciał do tyłu i z głośnym pluskiem wpadł do kałuży. Przechodzący obok ludzie zaczęli się śmiać ze sponiewieranego grajka.

– Aaa!!! – Bard bezskutecznie wołał o pomoc.

– Co? Gra? – zdziwił się Głuchy Paladyn i wyciągnął miecz – Teraz grać ci się zachciało…

– Aaa!!!

– A niech mnie! – zawołał Głuchy Paladyn, pochylił się nad bardem (wciąż z dobytym mieczem) i spytał – Młody człeku, twierdzisz zatem, że wiesz gdzie jest święty Graal?

– Aaa!!! – darł się spanikowany grajek, machając rękami jak błazen.

– Co? Tam? – Stary rycerz obejrzał się na wschód, gdzie bard machnął ręką – Życzę szczęścia i wybaczam twe wcześniejsze szorstkie słowa. Z drogi, kmiecie! Czas by Głuchy Paladyn swe odnalazł przeznaczenie!

Z takim okrzykiem na ustach, Głuchy Paladyn spiął wodze swego rumaka i pogalopował na wschód. Ludzie obserwujący całe zajście, stali oszołomieni, nie wiedząc, czy się śmiać, czy bać.

Po niecałej minucie ciszy, ktoś w tłumie parsknął śmiechem.

Koniec

Komentarze

Hmmm, nie wiem, co o tym napisać. Z jednej strony pomysł na Głuchego Paladyna ciekawy. Z drugiej, no, nie najwyższych lotów ten dialog i humor.

Napisane nieźle, tylko interpunkcja kuleje.

Babska logika rządzi!

Przeczytawszy Głuchego Paladyna chwilę siedziałam oszołomiona, nie wie­dząc, czy się śmiać, czy bać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł jest, wykonanie niezłe, tylko tytuł odkrywa wszystkie karty w tym opku.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Przykro mi, ale pomysł kiepsko rozegrany. Od momentu wrzucenia barda do kałuży widać, że ciągnięte na siłę, aby dojść do Graala.

Uśmiechnąłem się i to chyba najlepsze co mogę powiedzieć o tym tekście.

Zdecydowanie za krótkie.

Hm, mnie nie rozbawiło. Takie to troszkę jakby ciut wymuszone. 

 

Bard zaczerwienił się i skrzywił jakby ugryzł jabłko za kwaśne na jego podniebienie. Przyjrzał się ponownie rycerzowi, z mniejszą uwagą niż za pierwszym razem, za to bezczelniej. – powtórzenia

 

Czas by Głuchy Paladyn swe odnalazł przeznaczenie! – a czemuż taki dziwny szyk?

Dzięki… Humor zawarty w tym tekście okazał się tak durny, że nie liczyłem na krytykę. Dlatego w przedmowie jest “dla beki“. Głuchy Paladyn miał pierwotnie wyjść jako cykl luźno powiązanych szortów. No, ale zgodzę się, że żart jest przygłupi i tym razem przeleciał zdecydowanie za nisko :P

Jakby co robię przerwę w publikowaniu. Teraz zaczęły się zajęcia i po odhaczeniu wszystkiego, nie mam wiele siły. Wolę więc skupić się na maźnięciu czegoś dłuższego i ciekawego, niż (jak mawiał mój dawny nauczyciel) dalej rzeźbić w g…nie, tylko po to by coś działo się na moim profilu. Co nie znaczy, że nie będę śledzić tekstów innych autorów (nawet tych, którzy wytknęli mi błędy :P)

lol

Siedział na koniu i szarpal bardem? Zapis dialogów Ci niestety szwankuje. A żart może i się jakiś za tym kryje, ale mnie akurat nie rozbawił.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

bard, wystrojony w kryzy i kolory jak szewc na bal.

Z ciekawości pytam: szewców zapraszano na bale? :-)

 

Absurdalne, ale rzeczywiście, jak zbyt długo przeciagnięty dowcip, czyli pointa zanadto rozwleczona.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Króciutkie i nie czytało się źle. Niemniej, muszę się zgodzić z Zalthem, że mimo pomysłu z pewnym potencjałem, tytuł odkrywa wszystkie karty, i z Fishem, że całokształt sprawia wrażenie przeciągniętego dowcipu. 

Z tej cytrynki dało się wycisnąć więcej lemoniady : >.

 

A poza tym, zawsze myślałem, że paladyni to święci mężowie i potrafią cierpliwiej znosić urazy, o ile ktoś nie obraża ich bóstwa albo zakonu ;P.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A ja się zastanawiam jak można ubrać się w kolor? 

Mnie nie porwało :(

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka