- Opowiadanie: KaWu - Kronikarz

Kronikarz

Jako nowa osoba w gronie użytkowników fantastyki.pl witam Was wszystkich tym krótkim tekstem. W niedzielę  natchnęło mnie i oto moje debiutanckie opowiadanie. Mam nadzieję, że poruszy Waszą wyobraźnię. 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kronikarz

 

Spłoszona pluskiem zerwała się do lotu. Wzbijając się ponad wodę zatoki podjęła daremną próbę szaleńczej ucieczki. Być może przeczuwała zagrożenie. Pisk mewy i trzepot jej skrzydeł były wyraźnie słyszalne, tak, jak gdyby przybrzeżne miasto jeszcze spało. A przecież jak zwykle, każdego poranka, aglomeracja tętniła życiem.

 

Przyroda uczciła ten ostatni dzień lata grzejącymi promieniami Słońca i bezchmurnym niebem. Lekkim, prawie niewyczuwalnym wiatrem. Spokojną i życzliwą atmosferą, która dawała nadzieję na przepiękną, tulącą do zimowego snu jesień.

 

Człowiek zadrwił z przyrody. Na krótką chwilę ruch powietrza ustał zupełnie. Słońce zostało przyćmione sztucznie wywołaną iluminacją. Mewa, niczym pozbawiona siły nośnej, zawisła w bezruchu.

 

Na ułamek sekundy zapanowała cisza. Jakby wszelkie dźwięki zostały wessane przez niewidzialną czarną dziurę. Pióra mewy zapłonęły nagle i gwałtownie, zmieniając ptaka w pochodnię, popiół, a wreszcie wspomnienie.

 

Miasto wydało z siebie okrzyk przerażenia. Tym razem nie odrodzi się niczym feniks – na nowo. Głośna kakofonia została zagłuszona przez potężny ryk nadchodzącej fali. Po chwili zurbanizowana gardziel zachłysnęła się gwałtownie spiętrzonym i wypchniętym z zatoki żywiołem. Budząca podziw i dumę Statua upadła niczym Wieże, stając się następczynią Muru. W szaleńczym tańcu: ogień i woda, pustoszyły wspólnie każdy napotkany skrawek architektonicznego ciała. Agonia trwała krótko.

 

Miasto umarło.

 

Jego wypalone i zatopione serce stało się kolejną ofiarą złożoną na ołtarzu „wolności”. Niepewność, trwoga i chęć rewanżu. Prognoza na jesień i zimę tego oraz wiosnę następnego roku.

 

Zazwyczaj błysk eksplozji jądrowej oślepia. Widział go jednak wyraźnie. Oczami wyobraźni. Wiedział, że to obraz przyszłości. Podobnie jak wielu innych. Jakie znaczenie jednak ma fakt, że Mały Człowiek nosi w sobie Wielką Tajemnicę? Żadne. Małego Człowieka nikt nie słucha. Mały Człowiek nie jest w stanie niczemu zapobiec. Może jedynie krzyczeć do głuchego Świata.

On nie był Małym Człowiekiem. Podobnie jak reszta członków Loży. Ceremonia miała osiągnąć swój finał. Spojrzał po zebranych, uchylił wieko bezpieczeństwa, po czym nacisnął przycisk. Wpisane w trójkąt oko zabłysło krwistą czerwienią. Skonstruowana przez umysł wizja zagłady opuściła sferę myśli i zmaterializowała się setki kilometrów dalej w mieście przeznaczenia. W Nowym Mieście.

 

Spłoszona pluskiem mewa zerwała się do lotu…

 

Uderzenie rakiety w taflę zatoki. Wybuch. Dotarcie do poszczególnych zabudowań dwóch następujących po sobie fal. Wszystko to mógł odtwarzać na ekranie. Sekunda po sekundzie. Klatka po klatce. Cud tej technologii polegał na tym, że można było zobaczyć Ziemię dokładnie taką, jaka kiedyś była. W dowolnym momencie historii. Przekleństwem oglądającego zaś było poczucie bezsilności wynikające z braku możliwości zmiany biegu wydarzeń. Patrząc na ekran wiedział, że miliony ofiar są jedynie narzędziem w rękach kilku zbrodniarzy. Jako historyk, chciał dotrzeć do prawdy. Ujawnić ich nazwiska. Rozszyfrować plany, które być może sięgały nawet czasów mu współczesnych. A jeśli Loża wciąż funkcjonowała? Nie wykluczał tego, jednak teraz skupił się na wydawaniu maszynie precyzyjnych poleceń. Słabo znał się na inżynierii, jednak zdołał zrozumieć podstawy działania technologii, którą właśnie operował.

Patrząc w nocne niebo, ludzkie oko widzi przeszłość gwiazd. W przestrzeni kosmicznej zasada ta działa w obie strony. Umieszczony odpowiednio daleko od Ziemi satelita, odczytuje obraz z przeszłości Świata. Każdy tysiąc kilometrów przekłada się w kosmosie na kolejne opóźnienie wizji. Biorąc pod uwagę czas niezbędny na przesłanie danych pomiędzy satelitą, a teleskopem, można dokładnie sprecyzować położenie satelity tak, by ukazywała on konkretny wycinek historii.

Mężczyzna wskazał palcem punkt wyświetlany przez holograficzny ekran. Satelita zmniejszył nieco swoją odległość od Błękitnej Planety. Kronikarz poprosił komputer o zbliżenie obrazu w wybranych przez siebie miejscach. Paryż. Berlin. Moskwa. Ofiary oplecione mackami tej samej ośmiornicy. Kolejne okruchy prowadzące do wielkiej zagłady. Trzecia Wojna Światowa była najgorszą w dziejach ludzkości. Historyk zamyślił się. Miał tylko nadzieję, że chociaż ona nie zakończyła się dokładnie tak, jak życzyli sobie tego członkowie Loży. Dlatego robił to, co robił. Bo chciał mieć tego pewność.

– Uprzejmie przypominam, że za kwadrans Polski Instytut Pamięci Światowej zostanie zamknięty w celu archiwizacji bazy danych oraz sprawdzenia poprawności odczytów z dostępnych sond – poinformował komputer, nadając wiadomość wprost do umysłu kronikarza.

„Piętnaście minut. Dość czasu, by przyjrzeć się jeszcze upadkowi meteoru.” – pomyślał mężczyzna, po czym ponownie rozwinął holograficzny panel sterowania…

 

Koniec

Komentarze

Tekst wymagał ode  mnie sporej uwagi, kiedy chciałem oddać się treści i odpłynąć, wtedy gubiłem wątek i traciłem rozeznanie. Całość trochę… fragmentowa? (skąd ja to znam?) Poczułem się jakbym czytał fragment czegoś większego, co jednak nie zostało w pełni ukazane. Brakowało mi samego sedna historii, czułem się tak, jakbym czytał relację z jakiegoś wydarzenia. 

Technicznie może być, acz fragmenty w powyższym drażniły okropnie. Oprócz tego brak zaskakującej puenty, która powinna definiować dobrego szorta. Tutaj jest fragment, a na dodatek tak opisany, że dwukrotnie przeżyłem brak jakiegokolwiek “wow” czy choćby odrobiny zdziwienia/zaskoczenia.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Satelita przybliżyła się […] ---> niespodziewana zmiana płci.

Od nieco enigmatycznego ogółu do szczegółu. Może być, chociaż niczym nie zaskakuje, nie porywa.

Aha, jeszcze to: Wzbijając sylwetkę ponad wodę […]. ---> znaczy co? Mewa wzięła w dziób albo w pazury swoją sylwetkę i wzbiła ją ponad wodę?

Tekst wygląda jakbyś wylał z siebie zlepek niezwiązanych ze sobą przemyśleń i koncepcji. Ja zagubiłem się w tym gąszczu.

Jakiś pomysł w tym jest i napisane dość sprawnie. Może przekuj to w coś dłuższego.

Faktycznie, nieco zagmatwany ten tekst. Zrozumiałam, że historyk znajduje się gdzieś daleko od Ziemi. Ale dlaczego Instytut jest w takim razie polski? Ziemianie dali radę założyć kolonię gdzieś cholernie daleko, ale nie mają komunikacji szybszej niż światło i nie wiedzą, co dalej działo się u nas? W takim razie zanim statki doleciały na miejsce Instytutu, to Statua sama się rozsypała, a o Wieżach nikt już nie pamiętał.

I żywo interesuje mnie, jakiego końca wojny chciała Loża. ;-)

Każdy tysiąc kilometrów przekłada się w kosmosie na kolejne opóźnienie wizji.

Tysiąc kilometrów to opóźnienie tak małe, że nie warto o nim wspominać.

Babska logika rządzi!

Witam, dziękuję za komentarze. Rzeczywiście satelitę dopadł chirurg… Poprawiłem do stanu przed kastracją. Co do “wzbijania sylwetki”, również mi to zgrzytało, jednak próbowałem uniknąć podwojenia “się”. Pomyślę jeszcze nad tym.

Odnosząc się do reszty uwag. Zgadzam się w pełni. Fragmentacja nie ułatwia czytania, a wszystkie trzy koncepcje mogą wydawać się pozornie niezwiązane. Liczyłem się z tym. 

Pozdrawiam i.. do jutra.

 

KaWu

Mam wrażenie, że to, co przeczytałam, to zwiastun opowieści. Czy teraz powinnam czekać na opowieść?

 

Wy­ła­do­wa­nie ła­dun­ku. – Czy to celowe powtórzenie?

 

Umiesz­czo­na od­po­wied­nio da­le­ko od Ziemi sa­te­li­ta… – Umiesz­czo­ny od­po­wied­nio da­le­ko od Ziemi sa­te­li­ta

 

można do­kład­nie spre­cy­zo­wać po­ło­że­nie sa­te­li­ty tak, by uka­zy­wa­ła ona kon­kret­ny wy­ci­nek hi­sto­rii. – …można do­kład­nie spre­cy­zo­wać po­ło­że­nie sa­te­li­ty tak, by uka­zy­wa­ł on kon­kret­ny wy­ci­nek hi­sto­rii.

 

Męż­czy­zna wska­zał pal­cem na punkt wy­świe­tla­ny przez ho­lo­gra­ficz­ny ekran.Męż­czy­zna wska­zał pal­cem punkt wy­świe­tla­ny przez ho­lo­gra­ficz­ny ekran.

 

Sa­te­li­ta przy­bli­żył się nieco do Błę­kit­nej Pla­ne­ty. Kro­ni­karz po­pro­sił kom­pu­ter o zbli­że­nie ob­ra­zu… – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jest fajnie. Koncentrat miodku. Ładne (i krótkie) opisy oraz zabawna (z potencjałem do bycia przerażającą) puenta. Hard SF to to nie jest, a technologia obrazowania holograficznego nie mogłaby działać w taki sposób jak opisany, ale to pomniejszy problem.

na emeryturze

Witam nową użytkowniczkę. Niestety, ale ja przy tak napisanych opowiadaniach po prostu się wyłączam. Szczegółowe opisy zachowań ujętych klatka po klatce i lekka poetyzacja zdań to nie moja bajka.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Na ile się znam na fizyce – mocno pobieżnie – opowiedziana historyjka nie jest zbyt naukowa. Poza tym mało oryginalna. No i w jakim celu została napisana: jako ilustracja spiskowej teorii dziejów?, satyra na IPN?

Nowa Fantastyka