- Opowiadanie: Emelkali - Spóźniona wróżka

Spóźniona wróżka

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Spóźniona wróżka

Wróżki nie istnieją. Wszyscy to wiedzą. Wszyscy dorośli. Co innego jeśli, mając siedem lat, wcisnąłbym ząb pod poduszkę i czekał. Oczywiście, gdybym… Nie, o tym nie będę myślał. Nigdy więcej wspomnień. Już nigdy.

Gdybym jednak jako siedmiolatek zobaczył wróżkę, wtedy to miałoby sens. Wtedy tak, ale teraz?

– Będziesz się tak gapił, czy otworzysz to durne okno?

Gapił, zdecydowanie gapił.

Ma z metr osiemdziesiąt wzrostu, nogi do szyi i włosy do bioder. No i skrzydła. Nie, nie takie anielskie… Bez żartów, anioły nie istnieją. Dobra, może jednak istnieją. W sumie co do wróżek też byłem przekonany, że ich nie ma. A tu niespodzianka. Cudna blondynka w kusej kiecce i z połyskującymi przejrzystymi skrzydłami wisi za moim oknem. Siedem pięter nad ziemią.

– Rany, człowieku, zimno mi i skrzydła ciążą. Weźże otwórz to okno… albo polecę dalej. Nie będę czekała wiecznie.

Cholera, nie powinienem jeść przed snem. I jeszcze te dwa drinki, w barze, po pracy. I co? I teraz mam jakieś dziwaczne wizje. Nie, żebym narzekał. Panna niebrzydka, ciało więcej niż doskonałe. Może jednak ruszę tyłek i wpuszczę ją do środka…

– No, cholera, nareszcie! – Wpada do pokoju, opuszczając skrzydła. Przez chwilę, kiedy te cudeńka nikną za ramionami dziewczyny, wydaje się, że to jakaś kunsztowna peleryna. Elegancka, połyskująca w mocnym świetle lampy. Tylko przez chwilę, bo zaraz wróżka rozpościera skrzydła, by otrzepać z nich krople wody. Długie palce magicznego stworzenia pieszczotliwie przesuwają się po przejrzystym materiale czy z czego tam mogą być zrobione te śliczności.

– Wiesz, że tam leje? – pyta chłodno gość, nie patrząc na mnie. –  A wiesz, jak długo one schną? I ile ważą, kiedy są mokre? Ileż można trzymać kobietę na chłodzie i deszczu? Mamusia nie uczyła gościnności? Nie, nie odpowiadaj, pamiętam, że uczyła. No – podnosi wreszcie wzrok i siada na moim łóżku, wyciągając przed siebie długie nogi – przywitasz się, czy dalej będziesz tak stał, rozdziawiając buzię?

– Dzień dobry – mówię wreszcie.

– Raczej dobry wieczór. – Uśmiecha się złośliwie. – I nawet to się nie sprawdza. Jest zimno, mokro, brzydko, a na dodatek trafił mi się głupawy gospodarz.

– Nie jestem głupawy.

– A tak, masz IQ powyżej przeciętnej. I co z tego? Stoisz przy oknie z niemądrym wyrazem buźki i okrągłymi ze zdumienia oczami. A ja widzę ciężko pracujące w twojej mózgownicy trybiki. Wymyśliłeś już coś? Bo przecież wróżki nie istnieją, prawda?

– Czytasz w moich myślach?

Śmieje się głośno, a ja czuję się jak wioskowy głupek.

– Zdurniałeś? Za dużo kiepskiego fantasy, mój drogi. Nikt nikomu nie potrafi czytać w myślach. Ot, takie prawo do prywatności.

– To skąd wiedziałaś…?

Wzrusza ramionami. Wstaje, podchodzi do regału z książkami. Przez chwilę mknie wzrokiem po półkach, jakby czegoś szukała. Wreszcie krzywi się, bo najwyraźniej tego nie znajduje. Długie palce dotykają grzbietów, pukają w papier, a ich właścicielka marszczy brwi z niesmakiem.

– Tiaa, żadnych zdjęć czy pamiątek rodzinnych, ale dziesiątki kiepskiego fantasy. Zacznij czytać coś inteligentnego. Tak się chwalisz tym swoim IQ…

– Słuchaj – zbieram się wreszcie na odwagę – nie wiem jak w twoim świecie, ale u nas nie obraża się gospodarza. Przynajmniej nie w czasie pierwszej wizyty.

– A u nas gospodarz nie każe moknąć gościowi, a gdy ten już zmoknie, częstuje go czymś na rozgrzewkę… – Pochyla się, żeby sięgnąć do najniższej półki, a kusa spódniczka podnosi się o centymetr, może półtora.

Głupia sprawa, podniecać się na widok omamów.

– No, Filip, zaproponuj mi kieliszek tego chardonnay, które wczoraj otworzyłeś. – Ton głosu dziewczyny łagodnieje.

Nie pytam, skąd wie. Ostatecznie jest wróżką.

Kiedy wracam z kieliszkiem schłodzonego wina, mój gość znów siedzi na łóżku. W skrzydłach zasłaniających stary koc odbija się światło zbyt mocnej żarówki, skrząc się niczym w setkach drobniutkich brylantów. Dziewczyna podnosi głowę, znad czytanej książki i, uśmiechając się, wyciąga dłoń po alkohol.

Cholera, wypada usiąść obok niej? Łóżko jest dość wąskie, a wróżka wpół leży na środku. Czy uzna to za narzucanie? I czy to ważne? Przecież i tak tylko mi się śni. Tak myślę…

– Siadaj. – Rozwiewa moje wątpliwości i przesuwa skrzydło, robiąc miejsce obok siebie. A potem wypija łyk wina. Chyba jednak nie jest omamem. Wytwory wyobraźni nie piją. – Dobre. I wino, i ta lektura. – Przekłada strony za szybko, żeby zdążyła przeczytać. – Jestem Ariana – przedstawia się, nie podnosząc oczu. Ostatnie dwie kartki i książka ląduje obok niesamowitego uda, na skrzydlatej kapie. – I jestem… hmmm… wróżką. Łatwo się irytuję, dlatego byłam niemiła. Pracuję nad tym, ale wolno mi idzie. Sporo rzeczy… wolno mi idzie. Tak mówią. Trudno w to uwierzyć, skoro nieruchliwość wszystkich innych tak mnie drażni. A ja rzeczywiście nie lubię się spieszyć. Na wszystko przyjdzie właściwa pora. Nie uważasz?

– Wróżką?

– Twoją osobistą, dokładnie rzecz ujmując. Wiesz, taką, która spełni twoje marzenia.

– Eeee? Jak to osobistą?

– To znaczy, że tylko dla ciebie.

– Wiesz… Ariano, jestem dość bystry, żeby wiedzieć, co znaczy osobista.

– Więc po co pytasz?

– Nie o to. Jak to moją?

– No, przecież prosiłeś. – Wzrusza ramionami. Ostatni łyk wina i oddaje mi pusty kieliszek. Uśmiecha się niepewnie. Alkohol już chyba krąży w jej żyłach… o ile wróżki mają żyły… bo ciężkie powieki dziewczyny powoli opadają. Zdumiewające, że ta mała ilość trunku tak na nią podziałała. Wciąż się uśmiecha, ale już przez sen.

Nie bardzo wiem, czy wstać, czy położyć się obok niej. Moja osobista wróżka oddycha regularnie przez lekko rozchylone usta. Krótka spódniczka podsuwa się wyżej, prawie odsłaniając to, co powinno zostać ukryte. Wystarczyłoby sięgnąć…

Okrywam Arianę kocem, żeby pozbyć się pokusy. A potem siadam na fotelu i, nie odrywając wzroku od mojego gościa, próbuję przypomnieć sobie, kiedyż to mogłem poprosić o wróżkę…

 

***

 

Koledzy Filipa podskakiwali, krzyczeli, markowali udawane ciosy nieistniejącymi szpadami, a nauczycielki próbowały zapanować nad dzieciakami szalejącymi w drodze z kina do szkoły. Spośród chłopców tylko Filip nie biegał po całym chodniku, udając, że jest Piotrusiem Panem walczącym z kapitanem Hookiem. Szedł na końcu grupy, powoli, lekko utykając, pogrążony w marzeniach. Noga wciąż go bolała, po tym, jak dwa dni temu nie zdążył uciec przed kopniakiem taty. Ubrany w golf, mimo gorącego czerwcowego dnia, już nie zerkał na boki, zastanawiając się, czy ktoś domyśla się, że pod ubraniem ukrywa siniaki. Pochłonięty rozmyślaniami, w ogóle nie zwracał na nikogo uwagi. Szedł dobrze sobie znaną drogą, kompletnie nieobecny. W przeciwieństwie do kolegów nie zachwycał się sprytem latającego chłopca z bajki, nie chciał również być taki jak Piotruś Pan, czy jego przyjaciele. Jedyne, co zapamiętał z filmu, to Dzwoneczek i jej magiczny pył. O tak, Filip chciałby spotkać taką wróżkę, chciałby, żeby sypnęła nad głowami Filipa i jego mamy, żeby mogli odlecieć. Daleko, daleko stąd. Może i do Nibylandii, a może tylko do innego miasta. Tak, Filip chciałby mieć taką wróżkę. Tylko dla siebie…

Koniec

Komentarze

[…]  centymetr, może półtorej. ---> półtora. Półtora…

Bardzo spóźniona ta wróżka. Ale, skoro włosy do bioder, nogi do szyi, to chyba można wybaczyć te kilkanaście głupich lat spóźnienia. :-)

:-) Ale znowu bez krasnoludów? :-)

Ano, bez. A ostatnie było z, a Waść nie przeczytał. O!

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

 

 

Moim zdaniem takie przygnębiające zakończenie w wesołym, lekkim tekście po prostu nie pasuje. Ładnie napisane, acz wróżka rzeczywiście zachowuje się, jakby od tygodnia nie przestawała cisnąć Mocarza. Za szybko. Oprócz tego wszystko ok. + lepiej byłoby bez ostatniego fragmentu. 

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Bo widzisz, Kwisatzu, to jest bajka o tym, że i bez wróżki człowiek daje radę :) A i zakończenie, tak po prawdzie, jest początkiem.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Przeczyta, przeczyta. Może nawet przed wymianą komputera zdąży…

Bardzo mi się spodobało. 

(Każdy może mieć swoją wróżkę. Może nie latającą, ale czyniącą małe cuda już tak.)

F.S

Jak Ty ładnie potrafisz, Emelkali. Ja mam jak Kwisatz – też mi to zakończenie nie pasuje. Poczułam się nim niemiło zaskoczona. Ja wiem, życie takie bywa, dzieci są krzywdzone, uciekają w marzenia przed realnym światem, ale tu rzeczywiście rozdźwięk między pierwszą, a drugą częścią opowiadania jest zbyt duży. I mnie to zabolało, tym bardziej że wróżka trafia do Filipa jak jest już absolutnie dorosły. A co z jego mamą? Przecież dla niej też prosił!

Z technikaliów – dwa razy wróżka Ci się krzywi i to krzywienie jest bardzo blisko siebie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

FoloinStephanus – dziękuję :)

Bemiku, już się nie krzywi. Rozumiem Twój punkt widzenia. Jednakowoż, a tu już musisz mi wierzyć na słowo, czasami bardzo skrzywdzone dzieci, wyrastają na zwykłych, w miarę poukładanych ludzi. Nie tylko dzięki samozaparciu, ale i… wyparciu. I to właśnie taki przypadek. Świadomie podkreślony nie tylko ciężarem tekstu, ale i kompozycją :)

A co do mamy… a tu już czytelnik sam sobie dopowiada. Kojarzysz, że Filip nie ma ani zdjęć, ani pamiątek?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ok, rozumiem wyparcie. Nie rozumiem, dlaczego nie ma tych zdjęć?

Mamę też sobie wyobrażał?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Raczej przeniósł na nią winę. Wiesz, matka nie obroniła, więc i jej wina… Wyrzucamy z pamięci.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Chyba za słabo to zaznaczyłaś, bo bez Twojego tłumaczenia wątpię, abym zrozumiał.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Ok, rozumiem Emelkali, co wyjaśniasz, ale ciężarem oba fragmenty nijak nie przystają do siebie. Z jednej strony doceniam takie łamanie konwencji, z drugiej uważam to za w jakiś sposób niedopasowane. To jakby na malutkiej plastikowej łyżeczce położyć kilogram ziemniaków i do tego usiłować je wepchnąć naraz komuś w usta.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zapewne, Kwisatzu, ale bardziej nie zamierzam :)

Bemiku, wolę myśleć, że doceniasz ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ciekawa i dobrze napisana wprawka pisarska. Niestety, zabrakło zakończenia… Szkoda.

Pozdrówka.

Też mam wrażenie, że brak tu puenty. Przyszła wróżka i co? Podobnie jak Bemik i Kwisatza, też gryzie mnie diametralnie odmienny klimat obu części. Rozumiem wyparcie, ale zamiast pociągnąć uroczą opowiastkę o spotkaniu z wróżką, walisz między oczy ciężkim dzieciństwem… Ale scenka z wróżką fajnie napisana (przecinki trochę fiksują, ale co tam). :) 

Roger, Rooms, bo za każdym razem, kiedy zaczynałam pisać ciąg dalszy… klimat szlag trafiał. A klimat rzecz ważna. I tekst miał zostać niedopowiedziany.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dopędza Cię szara rzeczywistość…? Są na to sposoby, z procentem na ten przykład. :D

Swoją drogą, wiem, że zupełnie od czapy porównanie, gdyż teksty zgoła o czym innym, ale skojarzyło mi się To się jeszcze okaże Adama.

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

O, proszę, specjalnie dla Rooms, Rogera i innych też. Alternatywne zakończenie.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Nie bardzo rozumiem, Emelkali, o co tu chodzi. Zachodzę w głowę i nie umiem się domyślić, co chciałaś osiągnąć, zestawiając tak bardzo różne scenki. Przeczytanie komentarzy też niczego nie rozjaśniło, więc pogodziłam się z myślą, że to chyba nie na mój rozum.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ładny kontrapunkt, ale zgodze się z Rogerem – brak zakończenia. Namalowałaś dwie mocno kontrastujące scenki, klimat łamiesz świetnie, tylko… No, co dalej? Gdzie rozwinięcie tematu, kulminacja, zakończenie?

 

Ale jako wprawka, kolejne potwierdzenie dojrzałego warsztatu.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hmmm. Zapewne, gdyby wróżka nie miała nóg do szyi, protagonista pogoniłby ją ze świstem za takie spóźnienie.

Ciekawe, co będzie w alternatywnym zakończeniu. Jak się wróżka obudzi, to zacznie namawiać na porcję magicznego proszku? ;-)

Ale jednak fakt, że facet poradził sobie bez wróżki, jest optymistyczny. Misie. :-)

Babska logika rządzi!

Się cieszę, Finklo, się cieszę :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

“I wino, i ta książka. – Przekłada strony za szybko, żeby zdążyła przeczytać. – Jestem Ariana – przedstawia się, nie podnosząc oczu znad książki. Ostatnie dwie kartki i książka ląduje…“

Bój się bogów, Emelkali!

 

Mam mieszane uczucia. ładnie napisane, jest dysonans między częścią pierwszą w drugą (ale chyba zamierzony), morał w miarę czytelny… Ale jakiś niedosyt pozostaje. Ot, miła do przeczytania, choć melancholijna, scenka.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Książkomanii już niet. A jeśli masz niedosyt, zawsze możesz zajrzeć do alternatywnego zakończenia. ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Emelkali, tekst jest niedopowiedziany? Tekst jest, niestety, niedokończony.

Drugi rozdział jest bardzo dobry, podobnie jak pierwszy. Radykalna zmiana klimatu, retrospekcja, pokazanie realiów młodzieńczego czy też dziecięcego, życia bohatera, jednak w kontekście baśniowym. Wyjaśnia tajemnicę, o której mowa w rozdziale pierwszym. No i cóż dalej? Należało po prostu wrócić do opowiadania dalszego ciągu historii. Zabrakło jeszcze chyba dwóch, może trzech, rozdziałów. Wróżka mogła, na przykład,  zachorować na zapalenie płuc, bo za długo mokła na deszczu za oknem. Zdrowieje, jednak traci swoje czarodziejskie umiejętności. I bohatera ma już gdzieś. Wychodzi, trzaskając drzwiami. Mogło być też tak, że po wyzdrowieniu ma nadal te umiejętności, jednak proponuje bohaterowi przeniesienie się do swojej krainy. Boi się życia w innym świecie. Dla niej jest to radykalna zmiana,, choroba jesj to uświadamia. Czy on się na to zgodzi? Powiedzmy, że się waha – i tutaj tekst się kończy. Wtedy byłoby wyraźne niedopowiedzenie.

Istnieje sporo możliwości kontynuacji fabuły. 

Pisanie wymaga cierpliwości…

Popracowałbym jeszcze nad tym opowiadaniem, jednak na spokojnie.

Pozdrówka.

Opowiadanie jest niedokończone wink

A na serio, to tekst budzi pewne refleksje, niedopowiedzenia spełniają swą role.

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Klimat, styl, zakończenie faktycznie trochę odbiega od pierwszej części. Ogólnie podobało mi sie.

Napisane oczywiście ładnie, jednak zdziwiła mnie ciężka końcówka przy takim tekście. Rozumiem zamysł, ale nie do końca mnie to przekonuje.

Pisanie wymaga cierpliwości…

Dziękuję za komentarz, acz teraz rozumiem słowa Joseheim pod dyskusją na temat przyszłości Loży… Rogerze, obawiam się, że nikt nie lubi być pouczany w taki sposób. To, że Ty uważasz, iż opowiadanie jest niedokończone, jest Twoim prawem. To, że moja wróżka nie ma zapalenia płuc – moim. Insynuowanie, że tylko Ty masz rację, z poziomu mentora, wszechwiedzącego nauczyciela, jest IMO odstręczające. Powiem więcej – nie daję Ci takiego prawa. Jesteśmy na tym samym poziomie amatorstwa, co już kiedyś uzgodniliśmy.

 

Nazgulu, Belhaju – dziękuję.

Teyami – może wersja B bardziej Ci się ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Każdy mój komentarz byłby w tym momencie nie na miejscu, więc tylko dziękuję Ci, Emelkali ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ano, pisanie naprawdę wymaga cierpliwości… A każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii, w tym krytycznych. Opinie krytyczne zawsze są cenne. I nie ma co się denerwować, gdy jakiś czytelnik, na przykład ja, uważa, że tekst został doprowadzony zaledwie do połowy. 

Wielu publikacji. 

Pozdrówka.

Pierwsza część była – MOIM ZDANIEM (co wydaje się oczywiste, bo przecież nie wyrażam opinii np. Elvisa; wolę to podkreślić, by uniknąć dyskusji o tym, co komu wolno, a czego nie) – interesująca. Druga – zbyt pobieżna i pospieszna – za krótka, by zbudować więź z bohaterem; ot, kolejna klisza o marzeniach dzieciaka ze złamanym dzieciństwem. W związku z powyższym lektura całości dzieła doprowadziła mnie jedynie do wzruszenia ramionami. 

Sorry, taki mamy klimat.

Ciekawe. Z początku mamy taką lekko humorystyczną historyjkę, a potem całkiem poważny kompleks Pigmaliona. który według mnie jest bardzo interesującym motywem. Ogólnie tekst OK.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ej, to ja też poproszę osobistego wróża! Może mieć włosy do uszu i nogi do ziemi, ba, nawet skrzydła i silne ramiona. 

Tekst mi się podobał. Zakończenie psuje tę lekkość, po golfie można było się domyśleć co tatuś robi. A mamusia to ze swoja wróżką poszła w siną dal – o tak sobie to zinterpretuję.

Od Mikołaja zamawiam wróża! Młody Mikołaj też może być wink

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Seth, słoneczko, to nie była dyskusja o tym, co komu wolno, tylko JAK komu wolno, ale rozumiem prztyczka :P Ty weź, Ty wersję B przeczytaj… znaczy się ŁADNIE PROSZĘ i w WOLNEJ CHWILI ;)

 

Wicked – :)

KK – a pewnie, takiego każdy… to znaczy każda by chciała ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Druga część mnie rozczarowała. Jak dla mnie za duży kontrast.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Mi kontrast nie przeszkadza, ładny szorcik, tylko że ta końcówka imho zapętla całość. Do niczego tekst nie prowadzi, a tajemnica pojawienia się wróżki nie jest tak “hacząca” by mogła stanowić oś całej opowieści :) Niemniej nie żałuję spędzonego na lekturze czasu.

Tylko nie "Tęcza"!

Szyszkowy – to może następnym razem :)

Dzięki, Tenszo, bo to chyba Tobie wróżka zawdzięcza Bibliotekę ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ano mi :)

Tylko nie "Tęcza"!

Nie wiem dlaczego, ale jednak pierwsza wersja mi bardziej przypasowala. Oj te wróżki, jak ich trzeba to nie ma, a później przychodzi taka na gotowe.

No nie? Zupełnie jak niektórzy faceci… ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Fajnie zapowiadający początek w lekkim humorystycznym stylu, zwiastował równie zabawną i przyjemną puentę. A na koniec wielkie łup, które pokazało zupełnie co innego. Niby pasuje, ale pozostaje niedosyt. Trochę przykro, że pierwsza część nie została zakończona jak należy.

 

 

Zapraszamy wszystkich do głosowania: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/14838 . :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

“Cudna blondynka w kusej kiecce”

Nie pasuje mi ta ‘kiecka’ do męskiego narratora, w sensie wszystkie użycia tego słowa w życiu słyszałem od kobiet.

 

“Cholera, nie powinienem jeść przed snem. I jeszcze te dwa drinki, w barze, po pracy. I co? I teraz mam jakieś dziwaczne wizje. Nie, żebym narzekał. Panna niebrzydka, ciało więcej niż doskonałe. Może jednak ruszę tyłek i wpuszczę ją do środka…“

Trochę ten narrator taki Captain Obvious.

 

“Okrywam Arianę kocem, żeby pozbyć się pokusy.“

So gay;)

 

Nie wiem, czy dobrze kombinuję, ale chyba końcówkę z resztą w całość spaja to, że siniaki powstały, bo tato alkoholik, a tutaj syn alkoholika w barze drinki, w domu chardonnay, to i wróżki mu się śnią. Czy chodziło o to, żeby tym lekkim tonem podstępnie wciągnąć czytelnika w dramat spirali alkoholizmu?

Jest pomysł na zestawienie idei spełniania cudów dla dziecka i dla dorosłego, pomysł nawet fajny. Z tym, że kreacja wróżki jest taka jakaś – nie wiem – niekonsekwentna. Z jednej strony jest bucowata, ale z drugiej rodzi u bohatera pozytywne skojarzenia, mimo że wpadła, upiła się i zasnęła. Więc trudno mi określić, co ona ma symbolizować – bo gdyby faktycznie się nawaliła i zgrzygała potem bohaterowi na łóżko, to przynajmniej wiadomo by było, że facet ma pecha i przed klątwą przeszłości nie ucieknie  : P

A tak to coś mu się przypomniało i koniec. 

I po co to było?

Ooo, nie spodziewałem się zupełnie takiego obrotu sprawy. Myślałem, że do końca będzie fajnie. Czuję się, jakbym przeczytał dwa teksty za jednym zamachem, więc w sumie to chyba dobrze :)

Nowa Fantastyka