- Opowiadanie: SzyszkowyDziadek - Śladami Kartezjusza

Śladami Kartezjusza

Krótki tekst. Nieśmiało acz namiętnie zapraszam do lektury.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Śladami Kartezjusza

 Kuba zainteresował się filozofią w bardzo wczesnym wieku. Dość powiedzieć, że mając lat zaledwie dwanaście, zdążył zapoznać się z “Metafizyką” Arystotelesa, “Myślami” Pascala i “Erystyką” Schopenhauera. I nie zrobił tego tylko po to, by popisywać się na lekcjach języka polskiego. Gdy polonistka zachwycona i onieśmielona wiedzą chłopca, pochwaliła Kubę przy całej klasie, ten tylko ukłonił się nisko i odparł:

– Bo w życiu chodzi o to, by żyć szybko i umierać młodo.

Kiedyś też fascynował się samochodami, piłką nożną i gadżetami. Ale potem przyszedł kryzys egzystencjalny i wszystko się zmieniło. Nastąpiło przewartościowanie wartości, jak powiedziałby jeden z późniejszych idoli chłopca. Wspomniany kryzys przybył podczas piątych urodzin malca. Rzecz jasna, nie dostał zaproszenia.

Po zdmuchnięciu świeczek i pomyśleniu życzenia nadszedł czas na zjedzenie tortu i odpakowanie prezentów. Kolejny błyszczący resorak dołączył do kolekcji. Kuba bardzo nie chciał iść jeszcze do łóżka, więc rodzice zaproponowali zabawę w chowanego. Rozpoczęło się dramatyczne odliczanie.

– Sto, dziewięćdziesiąt dziewięć…

Chłopak najpierw próbował zmieścić się pod łóżkiem, lecz po zjedzeniu połowy tortu okazało się to niemożliwe.

– …sześćdziesiąt siedem…

Lodówka zdecydowanie nie była najlepszym pomysłem.

– …czterdzieści pięć…

Dostanie się do środka regału wymagałoby wyjęcia dwóch tuzinów książek. Chłopak nie dawał za wygraną i biegał po domu w poszukiwaniu kryjówki.

– …dwadzieścia osiem…

Gdy usłyszał liczbę mniejszą od trzydziestu, w przypływie adrenaliny wskoczył na łóżko i po odbiciu od materaca złapał za krawędź szafy.

– …szesnaście…

Wdrapał się na stary mebel i ukrył pod kolekcją beretów, szalików i czapek.

– …trzy…dwa…jeden… Szukam!

Mama sprawdziła pod łóżkiem, podczas gdy tata przeszukiwał lodówkę. Potem przyszła kolej na regał, ale i tam nie znaleźli zguby.

– Henryku, chyba już go nie znajdziemy – powiedziała mama, bezradnie rozkładając ręce.

Henryk jeszcze bardziej bezradnie złapał się za głowę. Opierał się plecami o szafę, na której, schowany pod gromadą nadgryzionych zębem czasu i paszczami moli ubrań, chował się Kuba.

– Krystyno, a co jeśli nasz syn zniknął? – zapytał tata, mrugnął do żony i dyskretnie skierował palec w górę.

Twarz Krystyny ozdobił lekki uśmiech, gdy spostrzegła, że kolekcja beretów na szafie aż za bardzo próbuje się nie ruszać.

– To całkiem możliwe, ostatnio wyglądał niewyraźnie.

– Wręcz przeźroczyście – dodał Henryk. – A co, jeśli tak naprawdę nigdy go nie było? Nigdy nie istniał? Co, jeśli nigdy nie mieliśmy syna?

– Żarty żartami, ale teraz trochę przesadziłeś…

Przerwała, bo wzgórze starych beretów aż za bardzo usiłowało nie wybuchnąć płaczem.

 

***

 

Henryk był matematykiem i pewnie dlatego miał dość abstrakcyjne poczucie humoru. Przez prawie godzinę pocieszał syna, który nie zrozumiał dowcipu i naprawdę wyobraził sobie, że mógłby zniknąć albo nawet nigdy nie istnieć.

– Już dobrze, Kubuś, ja tylko żartowałem.

Chłopiec wziął kolejną chusteczkę i wytarł łzy.

– Nie płacz, synku. Jesteś naszym kochanym dzieckiem – powiedziała Krystyna, rzucając mężowi wściekłe spojrzenie.

– Naprawdę? – zapytał Kuba.

– Tak, kochamy cię. Jak mógłbyś w to wątpić?

– Ale czy naprawdę jestem?

– Tak, jesteś kochany najmocniej na świecie!

– Ale czy jestem?

 

***

 

I w takich okolicznościach wtargnął kryzys egzystencjalny. W urodziny. Gdyby przybył w wigilię, może znalazłoby się chociaż miejsce dla niezapowiedzianego gościa. Kuba nie mógł przestać myśleć o własnym bycie i niebycie. Wątpliwości nie pozwalały zasnąć. Lęk odwiedzał głowę w każdej wolnej chwili. Ciekawe, czy w szpitalach ontologicznych zatrudniają pediatrów.

– Dlaczego jestem? – myślał Kuba. – Czy jestem?

I podawał kilka mniej lub bardziej sensownych argumentów.

– Jestem, bo oddycham. Jestem, bo śpię. Jestem, bo robię siusiu. Jestem, bo zjadłem szarlotkę i mi smakowała. Jestem, bo rodzice tak mówią.

I tak wątpił i tak myślał, aż w końcu…

– Jestem, bo… myślę!

Nie miał pojęcia, że spóźnił się o jakieś czterysta lat. Ale przecież zawsze mogło być gorzej. Dobrze przynajmniej, że nie wiedział, że nic nie wie.

 

***

 

Kuba po dokonaniu epokowego odkrycia, nieświadomy, że odpowiednia epoka już minęła, rozpłynął się w marzeniach. Wyobrażał sobie siebie jako geniusza, otoczonego gromadą wielbicielek. Zaczął nawet ćwiczyć rozdawanie autografów. Jakub, chłopiec, który udowodnił własne istnienie.

A rok później poszedł do szkoły i postanowił pochwalić się nauczycielce. Pani Wilczek klasnęła i powiedziała dziwne zdanie o jakimś sumie.

Cogito ergo sum – powtórzyła, widząc zmieszany wyraz twarzy dziecka. – To wspaniałe, że rodzice uczą dzieci o Kartezjuszu.

– Ale ja sam… Naprawdę…

Zacisnął piąstki i w jednej chwili znienawidził starożytnego rzymskiego filozofa, który miał czelność go uprzedzić, sprzątnąć sprzed nosa wywiady i piski fanek. Dopiero po powrocie do domu, zajrzał do encyklopedii i zdał sobie sprawę, że tak naprawdę gardzi siedemnastowiecznym francuskim myślicielem. Pewnie w swej bezczelności specjalnie obrał mylący pseudonim.

Jakub tak łatwo się nie poddał i kolejne lata spędzał na zgłębianiu filozoficznych traktatów. Próbował znaleźć choć jeden otwarty problem. Świętego Graala, nietkniętego brudną myślą jakiegoś brodatego Greka, znudzonego Rzymianina, lubieżnego Francuza czy posępnego Niemca. Ale po kolejnych lekturach pogrążał się w coraz większym smutku. Wszystko zdążyli odkryć i to po dwadzieścia razy. Nic nowego pod słońcem. I nawet na to już ktoś wpadł.

Ograbiony z wiecznej sławy przez mędrców z minionych epok, poszedł poskarżyć się ojcu.

– Tato, bo mam problem.

Henryk oderwał wzrok od notatek i spytał:

– Ktoś ci dokucza?

– Nie… to znaczy tak…

– Już ja się z nimi policzę!

– Nie, tato. Oni już nie żyją.

Ojciec wytrzeszczył oczy. Kuba już chciał opowiedzieć o swoim problemie, gdy jego wzrok przykuły notatki na biurku taty. Niewiele mógł z nich zrozumieć, bo większość zabazgranych kartek zajmowały zawijasy, przypominające podwodne żyjątka lub arabskie ornamenty. Jednak z tych kilkunastu linijek napisanych normalnym alfabetem pojął, że ojciec zajmuje się mniej więcej twierdzeniem o istnieniu i jednoznaczności jakichś tam rozwiązań czegoś tam w przestrzeni blabla-ziew.

– Synku, co się stało? – spytał Henryk najbardziej czule, jak potrafił. – Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. Ale pamiętaj, że jesteś naszym kochanym synkiem. Jedynym w swoim rodzaju.

– Dzięki, tato.

Kuba pobiegł do swojego pokoju, zostawiając ojca i jego ponownie wytrzeszczone oczy.

 

***

 

Nalał do kubka soku pomarańczowego, puścił z głośników muzykę pop i usiadł w fotelu, oddając się we władanie myśli.

– Twierdzenie o istnieniu i jednoznaczności, jakie to piękne. Niech stary Kartezjusz udławi się swoim połowicznym rozwiązaniem. Myślę, więc jestem. Ale dlaczego jestem jeden? Czy jestem jeden? Czy nie ma mnie więcej?

Siedział więc w fotelu i zastanawiał się, jak najzgrabniej udowodnić swoją jedyność.

– Jestem jeden, bo ten koleś z lustra to też ja. Jestem jeden, bo mam numer PESEL. Jestem jeden, bo rodzice tak mówią.

Wiedział, że zbliża się do rozwiązania, że już za chwilę dorzuci małą cegiełkę do zmurszałego gmachu filozofii. Jakub, chłopak, który udowodni własne istnienie i jednoznaczność.

 

***

 

Tymczasem w alternatywnym wszechświecie alternatywny Kuba myślał przy dźwiękach alternatywnego jazzu. Doszedł do zgoła odmiennych wniosków.

Koniec

Komentarze

A o! Szyszkowy Dziadku, kłaniam się w pas. Pożartowałeś bardzo serio – i niezwykle lekko z całkiem poważnych dylematów. I nareszcie zrobiłeś to tak, że nawet ja zrozumiałem!

Bardzo mi się. Lekko, zgrabnie i przyjemnie, choć jeśli się dłużej zastanowić, to ciężkie tematy poruszyłeś. Dobrze to ujął Adam: bardzo poważne żartowanie. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Nie zauważyłem tagu “humor” i do końca spodziewałem się jakichś poważnych wniosków, a tu taka bomba na zakończenie…  Ale nic to, bo tekst jest spoko.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Aha, bardzo lekko napisane i bardzo zabawne. 

And one day, the dream shall lead the way

Adamie, dziękuję za komentarz, punkt i ukłon. Cieszę się, że tym razem za bardzo nie odleciałem. :)

Gravel, cieszę się, że tekst się spodobał.

Wicked, no to spoko. Miałem nadzieję, że i bez taga można się dopatrzeć humoru. ;)

Rex, dzięki za punkt do biblioteki i miły komentarz. Fajnie, że rozbawiło.

Bardzo lubię sobie mieszać humor z filozofią. No i z matematyką. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nie mam się do czego przyczepić. ;-)

Mogę tylko wyrazić szczery podziw za tak przystępne i dowcipne przedstawienie opowieści i oświadczyć, że jej lektura sprawiła mi wielką przyjemność. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Serdecznie dziękuję. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dołączam do grona usatysfakcjonowanych. Mnie też się. Szczególnie opisy, jak to wzgórze beretów czegoś nie robiło, a także przemiana Kartezjusza z Rzymianina we Francuza. :-)

A w ogóle dzieci stanowią wdzięczny materiał do snucia opowieści. Mają taki uroczo inny punkt widzenia. :-)

Babska logika rządzi!

To mnie też się, że wam się. ;)

Tak, jest coś fascynującego w dziecięcym postrzeganiu świata. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

– Synku, co cię stało?

Literówka.

 

Kapitalne. Nie mam więcej uwag, tak naprawdę.

Teraz trochę abstrahując od tekstu. Sprowokowałeś mnie do sięgnięcia po jakąś rozprawę z podstaw filozofii. Dzięki za to. Z konsternacją muszę przyznać, że jakakolwiek dłuższa lektura z tej dziedziny jeszcze przede mną. Trochę z lenistwa, a trochę z obawy, że mogę trafić na coś, co wymaga do zrozumienia jakiegoś wcześniejszego przygotowania. Możesz coś polecić na początek?

Dobry tekst. Moze nie wybitny, ale puenta go w moim odczuciu ratuje. Bo już obwiałam się, że to kolejny na portalu szort bez fabuły, ładu i składu, a jednak do czegoś prowadził :)

Do biblioteki, sio!

Tylko nie "Tęcza"!

Lordzie, z takich przystępnych książek o filozofii mogę polecić "Ułamki filozofii" Kołakowskiego. Taki przewodnik po słynnych cytatach z komentarzami.

Tenszo, dzięki za bibliotekę i komentarz. Miło, że puenta się spodobała. Bałem się, że ktoś pomyśli, że doczepiam na siłę element fantastyczny. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Tekst czytało się lekko i przyjemnie, ani razu podczas lektury nie miałem ochoty go odłożyć. Końcówka i zabawna, i zaskakująca. Nie narzekałbym, gdyby było trochę dłużej, może znalazłoby się miejsce na większe wyeksponowanie emocji chłopca.

Czyli to nie była literówka?

Ciekawy, pomysłowy, dobrze napisany tekst. Wielki plus za zakończenie które i zaskakuje i skłania do myślenia.

Lubię tę pańską filozoficzną gimnastykę artystyczną trenerze Szyszkowy;) Laurka za określenie „szpital ontologiczny”! Usilne starania Kubusia by być nieobecnym wśród beretów na szafie, skojarzyły mi się troszkę z „kociokartonicznym” paradoksem Schrӧdingera. Puenta spowodowała, że czym prędzej odkurzyłem album "Everything She Touched Turned Ampexian" Prefuse 73. 

Przyczajony użyszkodnik

Dziękuję bardzo za nowe komentarze i oceny. Tak, końcówka jest bardzo ważna w tym opowiadaniu.

A! Już poprawiam literówkę. Dzięki. :)

Edit: Mechaniszkinie, aż sobie sprawdzę z ciekawości ten album. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Kubuś wymiata :) 

SzyszkowyDziadku, bardzo mi się podobało. Ciężki, jak dla mnie, temat podany w bardzo przyjemny i lekki sposób.

Dziękuję za miłych kilka minut przy tej lekturze :) 

 

PS. Zapraszam do głosowania tu: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/14838 – Morgiana ma dwa super teksty, więc nie dajcie się dwa razy prosić :) 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję bardzo. Cieszę się, że udało się podać coś ciężkiego w lekki sposób. :)

Zerknę do tego głosowania wkrótce. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Bardzo dobry szort. 

Osobiście wyczułem humor, ale nie mój. To znaczy uśmiechnąłem się, ale…

Bardzo fajnie podane problemy. Prosto, bez owijania. 

F.S

Dziadku, należysz do ścisłej czołówki moich ulubionych autorów portalowych. Ten tekst tylko ponownie to potwierdził. :) Piszesz coś na konkurs bajkowy? Te fragmenty, gdy bohater miał pięć lat pokazują, że masz potencjał na autora współczesnych bajek dla współczesnych dzieci. ;)

Zdecydowanie dobry tekst. No, ale czego spodziewać się po szorcie Szyszkowego?

I zdumiewająco zrozumiały, tak dla odmiany. Aż szkoda, że na Bibliotekę nie zdążyłam…

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Bardzo satysfakcjonująca lektura. Udane opowiadanko. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Dziękuję za wszystkie miłe słowa. To bardzo motywuje do dalszego pisania. :) Z klikaniem biblioteki trzeba się było wyjątkowo pośpieszyć.

A jakiż to konkurs bajkowy? Nigdy nie pisałem dla dzieci, ale warto kiedyś spróbować. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Jest taki, im. Astrid Lindgren, ale termin już tuż-tuż, bo 30 września.

Ciekawie, z humorem, lekko i przyjemnie. I zakończenie, super. Nie dało się oderwać od czytania.

To nawet nie zdążę się zapoznać z regulaminem. Ale raczej i tak nie dałbym rady napisać książki dla dzieci. :)

Sikorko, dziękuję za wizytę i witam na portalu. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Bardzo mi się podobało. Przyjemny i zabawny króciak z dobrym zakończeniem. :)

Ps. Trochę pooftopuję sobie. Śniąca zareklamowała pewien mały konkursik i głosowanie. A ja powiem tylko, że warto zajrzeć i poczytać nasze kilkuzdaniowe wypociny. Pozostaje mi jedynie podziękować za reklamę, ale proszę się nią nie sugerować. Śniąca, Fishu i Finkla też coś wymyślili, ale to samemu trzeba przeczytać. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dzięki, do tego konkursu na zajawki jeszcze zajrzę. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Kawał bardzo dobrego tekstu. Zgadzam się, że zadziwiająco lekko opowiedziałeś historię o nielekkich tematach.

Co poradzę, że taka egzystencjalna tematyka wydaje mi się szalenie komiczna i nie mógłbym podejść do niej ciężko. :)

Pozostając w klimacie żartów filozoficznych: https://www.youtube.com/watch?v=6QgCfnBtF7M

 

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Cudna piosenka. Zwłaszcza zwrotka o Kartezjuszu mnie ujęła. :-)

Babska logika rządzi!

W końcu Monty Python. :) Można się zastanawiać, jakie spiritus movens kierowało niektórymi filozofami. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Cóż, opowiadanie niewątpliwie zabawne, a przy tym chyba dość przemyślane i całkiem refleksyjne. I takie… hmm…. zrozumiałe. To miło. 

I taki właśnie miał wyjść ten tekst. Zabawny, przemyślany, refleksyjny i zrozumiały.

Dobrze, że się udało. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Bardzo fajny tekst – w przystępny sposób wprowadziłeś główne zagadnienia filozofii, sympatycznego bohatera o sympatycznym imieniu i równie sympatycznych rodziców (mój faworyt – tata)… Mimo filozoficznego zabarwienia historyjki, miałem niezmiernie satysfakcjonujące wrażenie, że wszystko rozumiem! 

Rozczarowałem się lekko tylko zakończeniem – liczyłem na znacznie bardziej wyrazistą puentę, zwłaszcza, że oznaczyłeś tekst jako humorystyczny : >. No, ten tag ma tu trzeciorzędne znaczenie – w moim odczuciu końcówka jest po prostu słabsza od reszty, która była bardzo fajna. W szczególności nie spodobało mi się, że zamiast konkretnego rozwiązania akcji, pozostawiasz czytelnika z nierozstrzygniętym problemem.

 

Zanim kliknąłem “gotowe” zastanowiłem się raz jeszcze. To zakończenie nie jest złe i nawet pasuje do tematu, a kwestia rozstrzygnięty/nierozstrzygnięty jest bardziej subiektywna, niż mi się na początku wydawało… ale i tak nie wyprę z pamięci pierwszego wrażenia i podtrzymuję opinię, że końcówka powinna być lepsza ^ ^.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Szyszkowy jak zwykle w formie. Podobało się, dzięki. 

Sorry, taki mamy klimat.

Nevazie, dzięki za przeczytanie. Ja tam lubię to zakończenie, w pewnym sensie jest rozstrzygnięciem problemu. No i załatwia element fantastyczny. ;) Fajnie, że mimo filozoficznego mumbo-jumbo nie wyszło niezrozumiale. :)

Seth, dzięki. Staram się być w formie. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Świetne, świetne, świetne! Czy zakończenie jest słabsze? Wywołało we mnie pewne drgnienie zawodu, ale chyba głównie przez to, że to już koniec.

No, może najfajniej by było, gdyby problem rozwiązujący problem powtarzalności problemów faktycznie był niepowtarzalny (a dziewczyna kręciła nosem, że jedyność też już jest “zajęta” przez Locke’a – ale jej też się podobało) – ale wiadomo, Kuba nie był taki wyedukowany, jak mu się zdawało.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Trochę mnie nie było na portalu, Diriadzie, więc odpowiadam z dużą obsuwą. Dzięki za wizytę, tak, wiedza Kuby była raczej powierzchowna i mógł coś przeoczyć. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Zaglądam ponownie. ;) Ten szort też przyjemny, humorystycznie i błyskotliwie napisany (z wyróżnieniem dla “szpitali ontologicznych” i “nie wiedział, że nic nie wie”). Może tylko trochę szkoda, że to jednak szort – fajnie byłoby pociągnąć rozterki Kuby jeszcze przez kilka scenek, coby bardziej wyczerpać temat. Nieco rekompensuje to jednak sprytny twist w zakończeniu.

Ogólnie bardzo mi odpowiada Twój styl i tematy, jakie się u Ciebie przewijają. Po przeczytaniu “Robaczywego miasta” nie było to jeszcze do końca oczywiste, ale teraz rozumiem, co i jak, i podoba mi się taki kierunek. Świetnie poruszasz się w tej konwencji przemyślanego, uporządkowanego (rygorystycznie wręcz) absurdu.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Witam ponownie. :) Miło mi, że i ten tekst Cię nie rozczarował. A że krótki, jakoś nie miałem pomysłu na więcej scen. W zasadzie prawie wszystkie moje teksty opierają się na rygorystycznym absurdzie, bo uwielbiam takie uporządkowane szaleństwo. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nowa Fantastyka