- Opowiadanie: Dzio - Drapieżnik, stwórca wiecznego życia

Drapieżnik, stwórca wiecznego życia

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Drapieżnik, stwórca wiecznego życia

Po długim oczekiwaniu, delikatnym drżeniem, system alarmowy zawiadomił drapieżnika. Czujny łowca szybko zareagował ruszając w stronę ofiary. Przystanął w bezpiecznej odległości, by ocenić przeciwnika. Mucha desperacko miotała się, ostatkiem sił próbując przerwać lepką nić. Jej los został przesądzony. Taka zdobycz nie stanowiła dla pająka dużego wyzwania. Błyskawicznie zaatakował wbijając się w ciało za pomocą ostrych szczękoczułek. Wprowadził silnie trujący jad, który wraz z substancją wytwarzaną przez pajęczy gruczoł wątrobowy, sparaliżował układ nerwowy ofiary i nadtrawiał jej tkanki wewnętrzne. W wyniku tej czynności powstała luźna, półpłynna papka, którą pająk wyssał poprzez silnie umięśnioną gardziel, by następnie strawić w swoim organizmie.

 

***

 

– Karina, obiad! – krzyknęła przez okno czterdziestoletnia kobieta.

– Już idę! – odpowiedziała dziewczynka.

Żegnając się pospiesznie z towarzyszami zabaw, ruszyła biegiem w stronę domu. Jej żółta sukienka powiewała delikatnie na wietrze. Długie blond włosy upięte niebieską spinką, teraz w lekkim nieładzie, złociły się w promieniach słońca. Buzia pyzata, z lekko zadartym, obsypanym kilkoma piegami noskiem, śmiała się radośnie. Już dobiegła do drzwi, wpadła zdyszana, lecz szczęśliwa do mieszkania. Zrzuciła nieco przybrudzone tenisówki i popędziła do łazienki, przemyć w chłodnej wodzie buzię, i rączki. Nie było czasu na mydło, bo przecież trzeba szybo wrócić do zabawy w berka, chowanego, podchody. Tyle zaplanowała na dziś rozmaitości. Siadła przy stole, chwyciła łyżkę i zaczęła wcinać pomidorową z makaronem.

– Pomału, nikt cię nie goni. – Strofuje ją mama.

– No, ale… – odpowiedziała niezrozumiale, jednocześnie nie przerywając jedzenia.

– Ech… – Z niezadowoleniem kręci głową kobieta. Lecz się nie złości, bo mimo iż córka pełna energii, ciągle się wierci, je szybko i mówi nie połknąwszy jedzenia, to kocha nad życie tę swoją latorośl. Wszak to jedyne, długo oczekiwane dziecko, które jest oczkiem w głowie małżeństwa z dwudziestoletnim stażem.

– Dzięki mamo! – Zerwała się gwałtownie i pobiegła włożyć buty.

– Wolniej. – Lecz w odpowiedzi usłyszała tylko trzask zamykanych drzwi. Pokręciła głową i podeszła do okna, by ujrzeć swoje żółte szczęście biegnące do czekających kolegów. Jeszcze przez chwilę obserwowała, delikatnie się uśmiechała, by po chwili powrócić do codziennych obowiązków. Sprzątnęła ze stołu. Ma na dziś jeszcze pranie i prasowanie. Niedługo zacznie się szkoła, musi pomyśleć o tornistrze. Ten zeszłoroczny, w różowe koniki, nie sprawdził się. Był zbyt mały na książki, zeszyty i inne przybory. Jakież ciężary musiała dźwigać córeczka, a przecież to była dopiero pierwsza klasa.

W tym czasie, na placu zabaw, można było usłyszeć wyliczanki, śmiech i krzyki. W głowach małych ludzi pełno było jeszcze wakacyjnych przygód. Nikt nie myślał o szkole, książkach czy plecaku. Jeszcze tyle babek z pisaku do zrobienia zostało, tras rowerowych do przejechania, psot do wymyślenia. W całym tym zgiełku nikt nie zwrócił uwagi na człowieka, od dawna siedzącego na ławce pod drzewem. Przyglądał się w skupieniu każdemu dziecku, jakby czegoś szukał. Z lekko przymrużonymi, brązowymi oczami, dojrzał małe, ruchliwe stworzenie. Nie pierwszy raz je zobaczył. Wszak przychodził w to miejsce już od miesiąca, wyczekując na odpowiedni moment. Wie, że nie może działać pochopnie, nie może pozwolić, by poniosły go emocje. Wyrównał oddech, uspokoił rosnące napięcie. Podniósł różową piłkę, która niespodziewanie przyturlała się do jego nogi. Uśmiechnął się przyjaźnie do ślicznej dziewczynki w żółtej sukience, jego długo wyczekiwanej dziewczynki.

 

***

 

ZAGINĘŁA

Aldona Piotrkowska lat 24 wyszła z domu do pracy we Wrocławiu dnia 23 listopada br. i do tej pory nie wróciła. Ktokolwiek ją widział, lub wie gdzie przebywa proszony jest o kontakt z rodziną, bądź pod nr policji.

Rysopis:

Wzrost: 170cm, szczupłej budowy ciała, kolor oczu niebieski, włosy długie, lekko faliste blond naturalny. W dniu zaginięcia była ubrana w zieloną jesienną kurtkę, spodnie dżinsowe i czarne kozaki. Na głowie miała zieloną czapkę. Przy sobie średniej wielkości, czarną torebkę.

PROSIMY O POMOC W JEJ ODNALEZIENIU!!!

 

***

 

Jest. Znowu przyszła, jak zwykle punktualna. Wyrównaj oddech, uspokój się, nie możesz tego spieprzyć. Zbyt długo ją obserwowaliśmy, żebyś teraz dał się ponieść emocjom. Bądź czujny, jeszcze nie teraz. Dziś jest ten dzień, już czuję jej aromat. Spokojnie. Bez zbędnych ruchów. Nie wolno ci jej wystraszyć. Nie wystraszyć, czekać. Idzie. Zbliża się. Teraz. Nie! Nie? Tak! Teraz! Już!

– Och, najmocniej panią przepraszam. Jaki ja niezdarny jestem – powiedział ze skruszoną miną, jednocześnie sięgając po jednorazowe, białe serwetki.

– Nic się nie stało. – Zerknęła na przystojnego mężczyznę. – To tylko woda – uśmiechnęła się zalotnie.

– Naprawdę nie wiem, jak to się mogło stać – zaczął się tłumaczyć. – Zazwyczaj jestem bardziej uważny. – Podał kilka serwetek, które kobieta przyłożyła do mokrej, niebieskiej sukienki.

– Ależ to nic takiego, zapewniam pana. – Odgarnęła za ucho długie pasmo blond włosów.

– To może w ramach przeprosin, zechce pani napić się ze mną kawy? – Zapraszającym gestem wskazał stolik.

– Z przyjemnością. – Usiadła na odsuniętym, przez nieznajomego, krześle.

– W takim razie kawa, a do kawy może…– Zastanowił się przez chwilę. – Szarlotka?

– Tak! To znaczy… – Lekko się speszyła. – Poproszę. Ja przeważnie zamawiam czarną kawę i szarlotkę. Trafił pan w dziesiątkę – uśmiechnęła się.

– Miałem szczęście, może powinienem w coś zagrać – odpowiedział z zadowoleniem. Tak szczęście. Tylko, że to, niby szczęście, nie ma tu nic do rzeczy. Wszystko zostało dopracowane co do najmniejszego szczególiku. Przecież wszystko o niej wiemy. Nie rozpraszaj się! Nie odpływaj, jeszcze nie teraz. Skup się. – Jeśli pani nie ma nic przeciwko, to proszę mi mówić Olaf. – Wyciągnął zachęcająco rękę.

– Nadia – odpowiedziała, pochwyciwszy w uścisku jego dłoń.

– Pójdę zamówić, zaraz wracam. – Zaczekał jeszcze na potwierdzenie od kobiety i ruszył w stronę kasy. Złapała się. Jest moja, tylko moja. Jeszcze nie jest twoja, jeszcze może uciec. Weź się w garść! Tyle planowania i chcesz to zaprzepaścić! Nie wolno ci! To ostatnia taka zdobycz. Wiem, nie uciszaj mnie! Kurwa, za kogo ty mnie masz! Nie spierdolę tego! No to opanuj się! Dobra, dobra. Nie dobra dobra tylko wdech i wydech, powoli, wdech i wydech. Tak, dokładnie tak trzymaj. Nie zapomnij wsypać jej tego do kawy. Pamiętam, ale czy to nie zepsuje smaku? Nie chcę popsuć takiego rarytasu. Czujesz jej zapach, czujesz jaką ta dziwka zapewni rozkosz. Palce lizać. Ta słodka woń, ta miękkość, ależ jestem podniecony. Nie chcę, żeby jakieś proszki odebrały mi przyjemność pochłaniania jej cudownego wnętrza. Może jednak zmienimy plan? Przecież mogę ją siłą zaciągnąć… Ani się waż! Ma być nieuszkodzona! Już zapomniałeś, co było ostatnim razem? Uszkodziłeś materiał, mój piękny i delikatny materiał. Co miałem zrobić, jak się kurwa rzuciła z pazurami? Musiałem złapać za kudły i przypierdolić parę razy o ścianę. Przez twoje brutalne metody zniszczyłeś klika cennych próbek. Moich próbek! A wiesz jaka jest umowa. Chyba nie muszę ci przypominać? Nie trzeba, pamiętam. Ty planujesz, ja działam. Do mnie należy smakowity kąsek, do ciebie reszta. Tak więc nie wprowadzamy żadnych modyfikacji, masz się trzymać planu. Zrozumiano!? Zrozumiano.

– Proszę Nadio, oto kawa. – Postawił filiżanki delikatnie na stoliku. – Szarlotkę zaraz nam doniosą – dodał zerkając jej w oczy. Doniosą. Możesz sobie pomarzyć. Jakby nie było na coś lepszego kasy wydawać, tylko na jakieś pieczone owoce. O wiele smakowitsza jesteś ty. Mam nadzieję, że to gówno zacznie szybko działać. Już mi ślinka leci. Pamiętaj, trzymaj się planu.

– Dziękuję – odpowiedziała z uśmiechem, sięgając po parujący napój. Upiła kilka małych łyczków. – Jaka aromatyczna.

– Zgadzam się, bardzo aromatyczny zapach. Skoro jesteśmy po imieniu, to może uchylisz rąbka tajemnicy i powiesz czym się zajmujesz? – spytał zachęcająco.

– To żadna tajemnica – zapewniła z rozbawieniem. – Pracuje w… – Zaczęła opowiadać, a mężczyzna potakiwał głową. O szarlotce całkiem zapomnieli, a kawy w filiżance ubywało z każdym łykiem.

– To masz fascynującą pracę – stwierdził i spostrzegł, że dziewczyna stara się ukryć ziewnięcie. – O, widzę, że rozmowa nieco cię zmęczyła. – Tak, w końcu! To działa! Już dość mam jej paplania. Z jedzeniem się nie rozmawia, to wstrętne. Jeszcze chwila. Wytrzymaj.

– Ależ nie, bardzo przyjemnie się z tobą rozmawia, ale faktycznie coś senna jestem. Dziwne, bo po kawie nie powinnam.

– No to może mały spacerek? Taka piękna i ciepła noc. Może to, nieco cię rozbudzi – zachęcał ciepłym głosem.

– Z przyjemnością skorzystam z takiej propozycji. – Wstała i lekko się zachwiała.

– Oj! – Podtrzymał ją za łokieć. – Widzę, że zmęczenie zwycięża.

– Sama nie wiem, co się dzisiaj ze mną dzieje. – Ruszyła niepewnie w stronę wyjścia.

– Nic się nie martw. Ze mną jesteś bezpieczna – zapewnił. Tak, bezpieczna, powiedział kot do myszy! Teraz jest już moja! Ten zapach, dalej taki sam, dalej cholernie kuszący. Już wytrzymać nie mogę! Chcę jej spróbować! Teraz! Zaraz! Już! Nie wolno! Co z ciebie za zwierzę! Panuj nad sobą. Nie potrzeba nam publiki. Pierdolić publikę. Już nie wytrzymam, ta chęć mnie rozsadza! Chce skosztować jej wnętrza, wbić zęby w ten jasny, aksamitny kawałek skóry. Poczuć metaliczny posmak krwi, a potem zanurzyć się i odpłynąć w cudownym smaku jaki dla mnie schowała w skorupie swojego ciała.

 

***

 

Mały dzwoneczek, przyczepiony nad drzwiami, oznajmił przybycie klienta. Sprzedawca odsunął delikatnie kotarę, by sprawdzić kto przyszedł. Do lady zbliżała się, lekko niepewnym krokiem niewysoka, szczupła kobieta. Miała na sobie zieloną, zwiewną sukienkę, a na stopach delikatne, płaskie sandałki. Jedyna część stroju, która przyciągała wzrok, to kolorowa, jedwabna chusta zmyślnie związana na głowie. Rozglądała się z zaciekawieniem pięknymi, niebieskimi oczami.

– Witam – rzekł mężczyzna wychodząc z ukrycia. – W czym mogę pomóc?

– Dzień dobry – odpowiedziała zaskoczona. – Ja tylko… To znaczy… – wzięła głęboki wdech i już nieco opanowana kontynuowała. – Przyszłam po perukę. Czy jakąś u pana dostanę?

– Ależ droga pani, przecież to jest sklep z perukami. Oczywiście, że coś znajdziemy dla tak ślicznej osoby – uśmiechnął się zachęcająco. – Jeśli pani nie ma nic przeciwko, to mam coś szczególnego. Najnowszy nabytek. Będzie pięknie podkreślał pani oczy. Spróbujemy?

– Dobrze, zdaję się na pana. – Po czym udała się na wskazane przez mężczyznę miejsce. Usadowiła się na wygodnym stołeczku przed olbrzymim, podświetlanym lustrem. Pełna napięcia obserwowała profesjonalne ruchy sprzedawcy. Zauważyła, z jaką delikatnością i czułością zdjął ze stojaka perukę. Uśmiechnął się, jak do najdroższego dziecka.

– Proszę. – Podszedł i czekał, aż klientka będzie gotowa zdjąć chustę, i przymierzyć jego cenny towar. Dziewczyna niepewnym ruchem ściągnęła okrycie ukazując gołą, po chemioterapii głowę. Zerknęła wystraszonym wzrokiem w lustro.

– Pani pozwoli, że pomogę. – Zachęcił niezrażony jej widokiem.

Po chwili, kobieta przyglądała się odbiciu pięknej blondynki z długimi włosami. W pewnym momencie dotarło do niej, że tą kobietą jest ona sama. Jej nieśmiały uśmiech, przeradzał się, w pełen zadowolenia, wybuch radości. Oczy zaczęły niebezpiecznie błyszczeć. Delikatnie, opuszkami palców, dotknęła włosy.

– Jest pan cudotwórcą! Piękna peruka. Co ja mówię, to nawet nie wygląda jak peruka. – Podekscytowana wstała i uścisnęła mężczyznę. – Och, przepraszam, to z emocji.

– Wszystko w porządku – odpowiedział zadowolony. – Miło mi, że podoba się pani moja własnoręczna robocizna.

– To pan je sam robi? – Popatrzyła, z niedowierzaniem, w brązowe oczy rozmówcy.

– Tak, naturalnie – to mówiąc podeszli do kasy, by zrealizować transakcję.

– Do widzenia. Jest pan niesamowity. – Udała się w stronę wyjścia. – Niech pan dalej tworzy takie cuda. Dużo zdrowia życzę i pomyślności. – Zniknęła za drzwiami.

– Dziękuję. Żegnajcie moje piękne – szepnął w przestrzeń pustego sklepu. Nie rozumiem cię. Co ty w tym widzisz? Zachwycać się włosami. To nie ma smaku, nie ma życia. Jak możesz czerpać z tego przyjemność? Jesteś jakiś psychiczny. Czego nie rozumiesz? Dałem im wieczne życie! Dzięki mnie, te martwe, wspaniałe włosy będą stale piękne! Nie pozwoliłem im zgnić z ciałem. Ja je stworzyłem! Świr. Ty nie zrozumiesz tego piękna, tej idei. Nie muszę, wystarczy, że nie będziemy sobie wchodzić w drogę. Każdy dostaje co chce. A ja znowu zaczynam odczuwać głód. Masz już coś na oku? Może. Co myślisz o rudych? Będzie ostro. Już doczekać się nie mogę.

Koniec

Komentarze

Trochę mało fantastyki. Właściwie, jeśli to jakieś rozdwojenie jaźni, a nie telepatia, to nie ma jej wcale.

Interpunkcja leży i kwiczy.

Mucha desperacko miotała się ostatkiem sił próbując przerwać lepką nić.

Oto dowód, że w zdaniach tego typu przecinek jest konieczny. Mucha ostatkiem sił się miota, czy próbuje zerwać nić?

już przebiera małymi stópkami po schodach nie zważając na ból po niedawno obdartych kolanach.

Tu też brakuje przecinka. Ból po kolanach? Dość makabrycznie to brzmi; jakby dziewczynka nie miała kolan, ale męczyły ją bóle fantomowe.

– Pani pozwoli, że pomogę – zachęca niezrażony jej widokiem.

Po chwili przygląda się odbiciu pięknej blondynki z długimi włosami. W pewnym momencie dociera do niej, że ta kobieta, to właśnie ona.

A kto jest podmiotem w drugim zdaniu? Bo z początku wynika, że mężczyzna, a z końca, że kobieta.

Babska logika rządzi!

Interesujący tekst. Podoba mi się kreacja tytułowego bohatera, jego relacja z samym sobą. Za to nie do końca przekonują mnie reakcje kobiet. Wydają mi się trochę zbyt emocjonalne i ufne. Jaka kobieta zgodziłaby się pójść nocą na spacer z nieznajomym mężczyzną? 

Przecinki poszły w dzikie tango. I, co mnie zdziwiło, w pewnym momencie następuje zmiana czasu z przeszłego na teraźniejszy. To celowy zabieg? 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Zrobiła kilka łyków kawy. Czy można prosić o licencję na technologię robienia łyków kawy?

Dotyka palcami delikatne włosy. A ja byłem do tej chwili przekonany, że słowniki prawdę mówią, że dotykamy czego, nie co.

Przecinkologia – jeżu kolczasty…

>><<<

Pomysł Autorki wart uwagi, bo nie taki zużyty, jak większość pomysłów na wampiry i pokrewne im stwory. Oparty na nim tekst śmiało można wzbogacić o wątek kryminalny, tworząc dłuższe opowiadanie.

 

Nawet ciekawy pomysł – wampir z rozdwojeniem jaźni i nietypowym hobby.

Szkoda tylko, że tak bardzo skrzywdzony przez wykonanie. Makabrą są dla mnie takie kwiatki jak pomieszanie czasów:

Siadła przy stole, chwyciła za łyżkę i wcina pomidorową z makaronem.

Plus w tym samym zdaniu: chwyta się łyżkę, nie za łyżkę. 

 

Dialogi też pozapisywane niezgodnie z wpojonymi mi (TU) zasadami, przykład:

– Nic się nie stało – zerka na przystojnego mężczyznę.

O interpunkcji nawet już nie wspominam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Faktycznie, czułam się prawie jak po Zmierzchu cheeky a do tego nowa wersja Golluma i jego Skarbu.

O błędach się nie wypowiadam, bo się nie znam. Faktycznie, jak śniąca zauważyła, dialogi niezgodne z panującymi zasadami wink

np.

– To pan je sam robi? – Wpatruje się z niedowierzaniem w brązowe oczy rozmówcy.

Odpaszczowców i niegębowych nie zapomnę do końca życia smiley

 

Ponadto na rysopisie cieszyłam się, że ścięłam włosy i zafarbowałam się na rudo, a na koniec taka niespodzianka cheeky

 

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Pomysł niezgorszy. Niestety, jak już wspominali moi przedpiścy, wykonanie kiepściutkie. Interpunkcja leży, czasy się mieszają, zapis dialogów do poprawy.

Generalnie mogło być lepiej.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Aaaa, to wampir był? A mnie się skojarzyło z Hannibalem Lecterem…

Babska logika rządzi!

Tytuł, Finklo, tytuł… Generalnie tak, Hannibal, jak malowany, ale w tytule stwórca życia, więc…

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

To wampiry stwarzają życie? Pierwsze słyszę… Czekaj, uważasz, że kobiety to wampiry?! ;-)

Babska logika rządzi!

Pierwszy cios, zwany potocznie, z liścia wykonała Finkla. Rozdwojenie jaźni, telepatia, brak fantastyki. Potem jeszcze z kopa dostałam ;/

Drugi o włos mnie minął. AdamKB „…wampiry i pokrewne im stwory.” Dzięki za te stwory!

Śniąca walnęła, niespodziewanie i z wielką siłą, celnie trafiając w splot słoneczny. Padłam na kolana i ryczę z bólu. Poważnie, wampir? Ten sługus nocy, ta popierdółka słońca!?

KK leżącego kopiesz!? Litości! „Zmierzch”? Znowu wampir?

Mój malutki Olaf – łachmytą wampirem? Biedny Olafek. Toć na samym początku wstawiłam śliczny fragment o pajączku. Jeśli by to był wampir, to po co ten fragment? To by sensu nie miało ;/

Opisy typu: „…przyjemność pochłaniania jej cudownego wnętrza.”; „Chcę skosztować jej wnętrza…”; „…zanurzyć się i odpłynąć w cudownym smaku jaki dla mnie schowała w skorupie swojego ciała.” Zostały źle zrozumiane… Olafek, to typ mniej więcej jak Dr Jekyll & Mr Hyde. Sprzedawca peruek & bestia pająk. Innymi słowy poległam ;/ Jeśli nikt tego tak nie odczytał, to znaczy, że muszę bardzo popracować nad ubieraniem myśli w słowa.

Bardzo proszę już mnie nie kopać stwierdzeniami o wampirze. Już zrozumiałam swój błąd. Ubolewam nad słabym przekazem.

Emelkali, odnośnie tytułu to drapieżnik – bestia, pająk; stwórca życia – sprzedawca, daje życie włosom.

Gravel, takich naiwniaczek jest multum! Umiejętnie oczarowane stają się idiotkami. Ta dodatkowo była nafaszerowana proszkiem, więc…

Mam nadzieję, że rozwiałam wszelkie wątpliwości. Jeszcze długa droga przede mną, jeśli chodzi o czytelne opisy.

Co do przecinków, to je powyrywałam. Niestety zaszkodziło to tekstowi ;/ Już je sadzę na nowo.

Czasy pomieszałam eksperymentalnie, co też okazało się niewypałem. Zmienię.

Błędy w pisowni dialogów – wybaczcie! Postaram się na przyszłość ich nie robić.

Niech moc edycji da mi władzę! ;p (Niestety, dopiero późnym wieczorem ;/)

Dziękuję wszystkim, za poświęcony czas, na przeczytanie opowiadania i podzielenie się uwagami. To wiele dla mnie znaczy.

8-)

Ja zawsze mam rację. Nawet gdy nie mam racji, to ją mam.

To teraz ja się tłumaczę. Zawiało Zmierzchem w momencie ślinienia się na ofiarę, jak ona go kręci i ledwo może się powstrzymać. A mówiłam, że jak Gollum – gada ze sobą wink 

Tak poważnie, widziałam w tym prędzej opętanie przez demona.

Ponadto jakoś tak skojarzyło mi się teraz z pająkiem Wardęgi cheeky

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

To i ja się potłumaczę: z jakiego liścia?! To Jekyll/ Hyde nie miał rozdwojenia jaźni?

Babska logika rządzi!

KK, dzięki za tego demona ;D “Zmierzchu” nie czytałam/oglądałam, więc o ślinieniu nic nie wiem. A kolor włosów to przypadek, nie celowe zagranie ;p

Finkla, z tego liścia bez fantastyki ;/

8-)

Ja zawsze mam rację. Nawet gdy nie mam racji, to ją mam.

Tekst zastałam już po remoncie, z grubsza posprzątany, więc czytało się nie najgorzej. Olaf wprowadził mnie w błąd, bo moje pająki mają na imię Henryk, ale przecież wiadomo, że nie każdemu psu Burek. ;-)

Pomysł niezły i mimo że wykonanie pozostawia nieco do życzenia, lekturę uważam za dość satysfakcjonującą.

 

to kocha nad życie swoją la­to­rośl. – …to kocha nad życie swoją la­to­rośl.

 

Ze­rwa­ła się gwał­tow­nie i po­bie­gła ubie­rać buty. – W co miała zamiar ubrać buty?

Butów, tak jak odzieży, nie ubiera się, a zakłada lub wkłada.

Za ubieranie butów – dwie godziny klęczenia na grochu!

 

nie może po­nieść się emo­cjom. – …nie może pozwolić po­nieść się emo­cjom. Lub: …nie może po­zwolić, by poniosły go emocje.

 

włosy dłu­gie, lekko fa­li­ste blond na­tu­ral­ne. – …włosy dłu­gie, lekko fa­li­ste blond na­tu­ral­ny.

 

Co z cie­bie za zwie­rze! – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dzięki za wyłapanie byczków ;D Już zagoniłam, niesforne, do zagrody ;p

Z tym ubieraniem, to bym nie znalazła. Taki skubany, zakamuflował się. Jakbyś palcem nie wskazała, to by dalej biegał rozbuchany. Taka to nasza potoczna mowa w domu. Od małego: ubierz buty, ubierz czapkę, ubierz kurtkę itp. Nie to, że się usprawiedliwiam, ale może z tego grochu to ja grochówkę zrobię? Co będzie się obijał o moje kolana, nieszczęsny ;p

8-)

Ja zawsze mam rację. Nawet gdy nie mam racji, to ją mam.

Cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Jeśli obiecasz, że nie będziesz ubierać butów, zrób zupę; dobra grochówka nie jest zła. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie zaciekawiło.

Intryga może i słaba, bo przewidywalna, ale sama koncepcja niezła. Perukarz morderca. Mam słabość do potworów z ideą, choćby szaloną.

 

Dobre opowiadanie!

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Pomysł z perukarzem niezły, ciekawe, że obie osobowości szalone. Męczyły zmiany czasów i nagminne gubienie podmiotu, zwłaszcza na początku – buzia pyzata, która dobiegła do drzwi; córka, która kocha swoją latorośl, i takie tam.

No i jak rozumiem babską naiwność, ale żeby zapomnieć o obiecanej darmowej szarlotce – absolutnie niemożliwe!

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nowa Fantastyka