- Opowiadanie: MPJ 78 - Efekt Brzęczyszczykiewicza–Puchalskiego

Efekt Brzęczyszczykiewicza–Puchalskiego

Taki mój swoisty komentarz bardziej do tytułu niż do treści opowiadania “Zabić wszystkich Hitlerów”

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Efekt Brzęczyszczykiewicza–Puchalskiego

Wiedeń, 10 listopada 1910

Noc była wyjątkowo podła nawet jak na tę porę roku. Zimny wiatr od strony Dunaju niósł wciskającą się wszędzie wilgoć. Jakby tego było mało, z nieba mżyło coś pomiędzy mgłą a deszczem. Ulica skąpo oświetlona gazowymi latarniami była na peryferiach Wiednia i mieszkańcy centrum uważali ją za dość podłą. Powoli kroczył nią jakiś człowiek. Nie było to rozsądne, nawet teraz z w bramach wystawali miejscowi złodzieje i dziwki. Nikt jednak nie zwracał na idącego większej uwagi. Wytrawne oko ludzi półświatka szybko katalogowało go jako jednego z wielu młodych niespełnionych artystów. Cesarsko–królewska stolica przyciągała ich niczym świeca ćmy. Tutaj kręcili się wyłącznie tacy, dla których sukces oznaczał sprzedanie choćby kilku obrazów. Po idącym było jednak widać, iż nie ma grosza przy duszy. Przygarbiona sylwetka, stare cerowane ubranie, szkicownik pod pachą, słowem biedak.

Młody człowiek wyprostował się. Chwile się wahał, po czym skręcił w mroczną uliczkę prowadzącą do rzeki. W najbliższej bramie zaczęto obstawiać zakłady czy się rzuci do rzeki czy też nie. Nikt jednak nie zamierzał wychodzić z bramy i moknąć, by to sprawdzić. Jeśli się utopi, jutro albo pojutrze opowiedzą o tym rybacy.

Niespełniony artysta skręcając w stronę Dunaju miał zamiar utopić w nim szkicownik, jednak z każdym krokiem bardziej pociągała go myśl, by samemu skończyć w mrocznych odmętach rzeki. Może to będzie najlepsze rozwiązanie, godne bohaterów wagnerowskich oper? Gdzieś z tyłu rozległ się trzask, jakby żagiel pękał na wietrze, a potem ktoś zaczął biec w dół ulicy. Normalnie sięgnąłby po nóż ukryty w rękawie. Teraz jednak zignorował te dźwięki, niech się dzieje co chce, za chwilę wody Dunaju obejmą go niczym Ren i wszystkie ziemskie troski znikną. Poczuł lekkie ukłucie i zwalił się ciężko na ziemię tracąc władzę w rękach i nogach. Człowiek w dziwnym ubraniu pochylił się nad nim:

– Kim jesteś? – wyszeptał niespełniony malarz.

– Amerykaninem, który uratuje świat przed tobą. – Nieznajomy mówił z dziwnym akcentem ale nawet teraz można było wyczuć, iż to człowiek z misją.

– A co światu może zrobić taki nędzarz jak ja?

– Jesteś potworem.

– Co prawda moje akwarele nie cieszą się dużym uznaniem, ale aż tak źle nie maluję by mówić o mnie potwór.

– No tak, ty nic nie rozumiesz?

– Więc mi wyjaśnij.

– Jestem z przyszłości. Cofnąłem się w czasie.

– Zwariowałeś, przecież czas biegnie tylko w jedną stronę. – Mimo niesprawnych kończyn umysł artysty działał bez zarzutu

– Jak się ma odpowiednią technologię, można w nim podróżować.

– I ty ją masz?

– Niestety nie, ale ukradłem Polakom. Wszystko po to, ażeby cię wymazać z historii .

– Co!? – Malarz patrzył na człowieka z przyszłości jak na rzadki okaz kompletnego idioty.

– Nie możesz tego wiedzieć, ale w moich czasach Polacy będą mieć imperium, od wybrzeży Atlantyku, po dzikie stepy Ukrainy. Stworzą maszynę do podróży w czasie i będą ją wykorzystywać do postarzania wina i wódki.

– Polacy z Galicji lubią wypić, to fakt.

– Przecież to chore, mogliby zrobić tyle dobrego dla świata, a marnują ją na pierdoły. Uwierzysz, udało mi się włamać do laboratorium tylko dzięki temu, że połowa wartowników pojechała na pielgrzymkę do Częstochowy a reszta zalała się w trupa?

– Ale co to ma wspólnego ze mną? Dlaczego chcesz mnie zabić?

– Bo to wszystko, twoja wina.

– Przecież ja nic nie zrobiłem!

– Jeszcze nie zrobiłeś! Dlatego tu przybyłem. Tylko niestety nie umiem cię tak po prostu zabić, chcę byś rozumiał dlaczego to robię.

– To powiedz mi co zrobię? – Mrowienie w palcu sugerowało powrót władzy w kończynach. Trzeba zyskać na czasie. – Nie chcę być potworem, może uda się tego uniknąć.

– Więc tak, w tysiąc dziewięćset czternastym pójdziesz na wojnę światową, zostaniesz kapralem, dostaniesz nawet medale za odwagę.

– Służba w cesarsko–królewskiej armii uczyni mnie potworem?

– Służyć będziesz w armii kajzerowskiej, w dywizji z Bawarii.

– Aha.

– Doświadczenia z wojny, a zwłaszcza klęska sprawią, że zaczniesz wygłaszać po piwiarniach przemówienia.

– To znaczy, że światu nic nie grozi. Jestem kiepskim mówcą, rzadko kiedy udaje mi się przekonać kogokolwiek do kupienia moich pocztówek, nie mówiąc o obrazach.

– Będziesz dużo ćwiczył. W latach trzydziestych całe tłumy będą wsłuchiwały się w twoje słowa. Badacze obserwując zdjęcia i filmy z twoich przemówień dojdą do wniosku, iż twoje popisy oratorskie doprowadzały kobiety do orgazmu.

– Kobiety do orgazmu… – głos artysty nieco się rozmarzył. – A dużo ich będzie?

– Tysiące, dziesiątki, może nawet setki tysięcy.

– I ja się z nimi wszystkimi prześpię? – W pytaniu było autentyczne zainteresowanie ocierające się o euforię. – To, o to chodzi z tym potworem? – głos malarza był już opanowany.

– Nie, no skąd. Będziesz dyktatorem…

– Najpierw dokończ mi o tych kobietach. Dużo ich będę miał?

– Kilka, może kilkanaście kochanek i żonę, ale to nieważne.

– Tylko kilkanaście z setek tysięcy – zawodu w głosie nie dało się ukryć – szkoda. To teraz mi powiedz, o co chodzi z tym dyktatorem?

– Twoje przemówienia wypromują ideologię, która będzie kosztowała życie milionów ludzi.

– Co ja takiego będę głosił?

– Będziesz dzielił ludzi na nadludzi i podludzi, oraz głosił, że podludzi można traktować jak bydło, odbierać im wszystko.

– I to jest ta moja wina? Przecież wszyscy tak mówią i robią. Anglicy, Francuzi a nawet Belgowie dokładnie w oparciu o taką ideologię zbudowali imperia. W takim razie dlaczego chcesz mnie zabić, a nie króla Belgów, albo królową angielską?

– To skomplikowane. – Człowiek z przyszłości zamyślił się. – W każdym razie, to ty jesteś potworem, który zabije miliony ludzi, więc muszę ciebie wymazać z historii

– Jak to zrobię? – paraliż powoli ustępował, jeszcze trochę i kończynom wróci sprawność. – Chcę wiedzieć czego mam nie robić.

– W latach trzydziestych odbierzesz niemieckim Żydom majątki, a w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym napadniesz na Polskę.

– To imperium, od Atlantyku po stepy Ukrainy?

– Polacy stworzą swoje imperium dopiero w dwa tysiące dwudziestym piątym roku, przy okazji udzielania pomocy mniejszości polskiej prześladowanej przez Kalifat. Tak się zakończy trzecia wojna światowa.

– Kalifat? Turcy podbiją Europę?

– Długo by tłumaczyć. Ciebie i tak to nie dotyczy, bo umrzesz w maju tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego. Popełnisz samobójstwo, kiedy Rosjanie będą zdobywać Berlin. W każdym razie tak by było, gdyby nie to, iż dziś cię zabiję.

– Nie musisz tego robić.

– Dla dobra świata muszę.

– Nie to miałem na myśli. Miejscowi tę ulicę nazywają aleją topielców. Ja chciałem popełnić samobójstwo zanim mnie sparaliżowało. Pomóż mi dojść na brzeg rzeki, a sam wymażę się z historii.

– Dobrze.

 

Dwaj mężczyźni z trudem poczłapali w stronę Dunaju. Człowiek z przyszłości wyraźnie nie był herosem pod względem kondycji, ciężko sapał, kiedy w końcu stanęli na brzegu.

– Skacz – Amerykanin z trudem łapał oddech.

– Odpowiedz mi jeszcze tylko na jedno pytanie.

– Co jeszcze chcesz wiedzieć?

– Czy, gdybym dziś nie utonął, miałbym żonę i dzieci?

– Twoją żoną byłby jakaś fotografka Ewa, ale o dzieciach nic mi nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że prezydent Argentyny ma bardzo podobny do twojego zestaw genów.

– Co to są geny?

– Jakby ci to wytłumaczyć, to takie coś we krwi, co się dziedziczy po rodzicach.

– Rozumiem.

 

Malarz zachwiał się pozornie, a jego nóż gładko przebił aortę człowieka z przyszłości. Wyraz zdziwienia zabłysł w gasnących oczach, usta wyszeptały.

– Dlaczego?

– Wiesz, szczerze miałem wszystkiego dość i chciałem się zabić, ale skoro za ćwierć wieku mam być władcą absolutnym całych Niemiec, to chyba mogę z tym trochę poczekać.

– Zginą przez ciebie miliony …

– Przeze mnie, przez gruźlicę, przez głupotę, przez syfilis, co za różnica.

 

Adolf H. sprawnie obszukał ciało podróżnika w czasie, zgarniając wszystko co miało jakąkolwiek wartość, po czym zepchnął je do rzeki. Ruszył w górę alei topielców powtarzając jak mantrę „tysiąc dziewięćset czternaście, zaciągnąć się w Bawarii do wojska. W latach dwudziestych nauczyć się przemawiać. Znaleźć sposób by móc się przespać z częścią tych kobiet co dostaną orgazmu na od moich przemówień. Odebrać Żydom majątki. Tysiąc dziewięćset trzydziesty dziewiąty, napaść na Polskę. Żonę Ewę i dzieci najdalej w kwietniu tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego wysłać do Argentyny”

 

Z łodzi na rzece śledziły go dwie pary oczu.

– Panie poruczniku skąd pan wiedział, że ten suczy syn wyżyje i załatwi tego Amerykańca.

– Efekt Brzęczyszczykiewicza–Puchalskiego, wachmistrzu.

– To znaczy? Bo wie pan porucznik, jakoś tak nie do końca pamiętam.

– Im skuteczniej usiłujesz zmieniać przeszłości, tym masz większy opór kontinuum czasoprzestrzeni. Powoduje to utratę formy materialnej w przeszłości, którą usiłujesz zmieniać. Amerykaniec miał cały czas ciało, a to oznaczało, że nie ma szans zabić Hitlera.

– Znaczy się jakbym tego Hitlera, chciał stuknąć z lasera to…

– To was wyrzuci z przeszłości do naszych czasów i dostaniecie jeszcze tydzień paki za niesubordynację. Wachmistrzu zamiast dywagacjami o czasoprzestrzeni zajmujmy się zadaniem, kapsuły z wódką i winem do postarzenia nie zatopią się same.

– Się robi panie poruczniku.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Jest jakiś pomysł na lekki tekst, ale mam wrażenie, że zbyt pospieszyłeś się z realizacją. Z wykonaniem słabo – literówki, powtórzenia, znaki zapytania zamiast kropek i na odwrót… Czytałeś opko porządnie przed opublikowaniem? Interpunkcja kuleje. Na przykład wołacze, MPJ, oddzielamy od reszty zdania przecinkami. Zapis dialogów do przeglądu.

Noc była wyjątkowo podła nawet jak na tą porę roku.

Tę porę. Noc była podła czy pogoda?

jednak z każdym krokiem bardziej pociągała go myśl w samemu skończyć w mrocznych odmętach rzeki.

Chyba powinno być “by” zamiast “w”. A przed tym przecinek.

Gdzieś z tyłu rozległ się trzask jakby pękło powietrze a potem ktoś zaczął biec w dół ulicy.

A jaki dźwięk wydaje pękające powietrze? Bo jakoś się nie zdarzyło usłyszeć. A tu brakuje dwóch przecinków.

– Więc tak, w 1914 pójdziesz na wojnę światową,

Liczby w beletrystyce raczej słownie, a już w dialogach to obowiązkowo. Chyba że potrafisz wytłumaczyć, jakimi dźwiękami oddaje się 1914. ;-)

Babska logika rządzi!

Noc w dużym mieście przy złej pogodzie potrafi być podła

 

Dźwięk pękającego powietrza w skali makro to odrzutowiec przechodzący barierę dźwięku, w skali mikro to dźwięk wydawany przez końcówkę bata która na ułamek sekundy też osiąga taka prędkość. W opowiadaniu powietrze pękało w skali mikro ;) 

Byłoby fajne, gdyby nie wykonanie. Błędów wytykać nie będę, bo zrobiła to już Finkla, ale potwierdzam, że przeszkadzały w czytaniu. 

Jak je poprawisz, to będzie całkiem do uśmiechnięcia – bo już i w takim stanie końcówka potrafiła mnie rozbawić.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Przypomina mi to opowiadania Pilipiuka. Sam pomysł ciekawy, z wykonaniem jest o wiele gorzej. Drażnią przede wszystkim naiwne dialogi między Hitlerem, a jego niedoszłym zabójcą.

Bije się w piersi przyznając, że z interpunkcją mam problemy od zawsze. Staram się jednak nad tym pracować, choć efekty są problematyczne. Tak samo ma niestety literówkami.

 

Co do naiwności dialogów. Ktoś kto podróżowałby w przeszłość by ją zmienić, w moim prywatnym odczuciu nie może być za bystry. Przecież gdyby mu się udało, to zmieniłby też przyszłość i skąd by wiedział ze ma coś w przeszłości zmienić? Np skoro zapobiegłeś II wojnie światowej to skąd będziesz wiedział, że trzeba się udać w przeszłość by jej zapobiec? 

Z drugiej strony Hitler. Dziś jest dziś elementem popkultury władowanym w stereotyp wyrachowanego sukinsyna, geniusza zła, szaleńca. Tyle, że w wieku jakiś 20 lat był on bezdomnym, sprzedającym pocztówki. To też jakoś nie pasuje do wizerunku geniusza. Stąd dialogi z założenie miały być takie ciut naiwne.

Podpisuję się pod komentarzem Finkli. Pomysł jest, nawet niezły, odrobinę przewrotny, nieco zabawny jak dla mnie – ale to wykonanie… MPJ, uwierz mi, opanowanie ortografii, interpunkcji oraz składni jest sześć milionów osiemset tysięcy razy łatwiejsze od stworzenia świata.

Tylko widzisz ja czasem mam tak, że łatwiej przychodzi mi stworzyć w miarę poukładany świat, uniwersum, niż dojść do ładu z przecinkami. :(

 

No i jeszcze szybkie korekty w ostatniej chwili, chyba też powinienem sobie dać z nimi spokój, bo wychodzi mi to jak z końcówką rozmowy porucznika z wachmistrzem.

MPJ – korzystaj z bety i serwuj ogółowi bardziej dopracowane dzieła. I szybciej się też wtedy nauczysz dochodzić do ładu z przecinkami – między innymi.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Co nieco poogarniałem. Do rad postaram się zastosować, aczkolwiek i tak najczęściej pisze w openie na kompie i dopiero jak mi tam nic nie świeci na czerwono wrzucam tutaj. 

Żaden edytor nie wskaże Ci wszystkich usterek i błędów, do tego potrzebny jest jednak człowiek.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To prawda

Przeczytałam, uśmiechnęłam się i… to chyba wszystko. Bo to, że masz przed sobą jeszcze sporo pracy, już wiesz.

 

Ce­sar­sko – kró­lew­ska sto­li­ca przy­cią­ga­ła ich ni­czym świe­ca ćmy.Ce­sar­sko-kró­lew­ska sto­li­ca przy­cią­ga­ła ich ni­czym świe­ca ćmy.

 

Chwi­le się wahał, po czym skrę­cił w mrocz­ną ulicz­kę, pro­wa­dzą­ca do rzeki. – Literówki.

 

Po­czuł lek­kie ukłu­cie i zwa­lił się cięż­ko na zie­mię tra­cąc wła­dze w rę­kach i no­gach. – Literówka.

 

Ame­ry­ka­ni­nem, który ura­tu­je świat przed tobą. – nie­zna­jo­my… – Po kropce, zdanie rozpoczynamy wielka literą.

Nadal nie wszystkie dialogi są zapisane prawidłowo.

 

Prze­cież to chore, mogli by zro­bić tyle do­bre­go dla świa­ta… – Prze­cież to chore, mogliby zro­bić tyle do­bre­go dla świa­ta

 

Służ­ba w ce­sar­sko – kró­lew­skiej armii uczy­ni mnie po­two­rem?Służ­ba w ce­sar­sko-kró­lew­skiej armii uczy­ni mnie po­two­rem?

 

Ko­bie­ty do or­ga­zmu … – Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Te im­pe­rium, od Atlan­ty­ku po stepy Ukra­iny?To im­pe­rium, od Atlan­ty­ku po stepy Ukra­iny?

 

Po­la­cy stwo­rzą swoje im­pe­rium do­pie­ro w 2025 roku… – Po­la­cy stwo­rzą swoje im­pe­rium do­pie­ro w dwa tysiące dwudziestym piątym roku

 

Tak się za­koń­czy III wojna świa­to­wa.Tak się za­koń­czy trzecia wojna świa­to­wa.

 

Miej­sco­wi ulicę na­zy­wa­ją aleją to­piel­ców.Miej­sco­wi ulicę na­zy­wa­ją aleją to­piel­ców.

 

Nie­któ­rzy twier­dzą, że w pre­zy­dent Ar­gen­ty­ny… – Literówka.

 

Efekt Brzę­czysz­czy­kie­wi­cza – Pu­chal­skie­go wach­mi­strzu.Efekt Brzę­czysz­czy­kie­wi­cza-Pu­chal­skie­go, wach­mi­strzu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To i owo poprawione.

– Kim jesteś? – wyszeptał niespełniony malarz?

Pytasz czytelnika o to, czy na pewno był niespełnionym malarzem? ; )

 

Wszystko po to, ażeby cię wymazać z historii ?

I znowu? A gdzieś tam indziej kropki zabrakło…

 

– Co!? – malarz patrzył na człowieka z przyszłości jak na rzadki okaz kompletnego idioty.

Malarz dużą literą.

 

– Polacy z Galicji lubią wypić to fakt.

Przecinek przed “to fakt”.

 

który zabije miliony, ludzi,

Bez przecinka.

– To skomplikowane. – człowiek z przyszłości zamyślił się.

Człowiek dużą. Masz tam przecież kropkę przed tym myślnikiem, postawioną dobrze, skąd zatem ten brak konsekwencji?

 

Człowiek z przyszłości wyraźnie nie był herosem jeśli idzie o kondycję

A “jeśli o co idzie” można być herosem? To bardzo proste i nieskładne zdanie.

 

– Wiesz szczerze miałem wszystkiego dość

Przecinek po wiesz.

 

– Panie poruczniku skąd pan wiedział, że ten suczy syn wyżyje i załatwi tego Amerykańca.

Brak pytajnika w pytaniu. Poza tym przecinek przed skąd.

 

– To znaczy, bo wie pan porucznik jakoś tak nie do końca pamiętam.

Pytajnik po to znaczy, nowe zdanie, przecinek przed jakoś.

 

– Im skuteczniej usiłujesz

Usiłowanie nie może być skuteczne. Jeżeli usiłowanie jest skuteczne, to staje się dokonaniem. Dlatego nie można czegoś usiłować mniej bądź bardziej skutecznie. Przynajmniej nie z czysto logicznego punktu widzenia. Można usiłować bardziej wytrwale i chyba o to Ci tutaj chodziło.

 

Niestety, ale odnoszę wrażenie, że nawet nie przeczytałeś tekstu po napisaniu, a z pisaniem się spieszyłeś. Trochę nieładnie oddawać tekst z takimi prostymi błędami czytelnikom.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Ciekawe ile z tych błędów to wynik nie do końca udanych poprawek?

 

Niemniej znalezione błędy skorygowałem.

Widzę, że przeczytałem już po poprawkach i ostateczny efekt naprawdę mi się podoba. Dobra robota, MPJ 78. Tylko pod koniec za bardzo łopatologicznie wcisnąłeś tego Adolfa H. W takich przypadkach lepiej zdać się na domyślność czytelnika. :)

Nowa Fantastyka