- Opowiadanie: AdamKB - Straszne skutki znajomości z driadami

Straszne skutki znajomości z driadami

Tak w pewnego rodzaju opozycji wobec Drewian, której dziękuję za niesłyszalny podszept.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Straszne skutki znajomości z driadami

 

Wygrzebałem się spod pierzyny, zaszczękałem zębami, pocwałowałem do kuchni, zajrzałem do skrzyni na węgiel oraz drewno i przekląłem własne lenistwo.

– Jutro! – warknąłem pod nosem. – Masz, baranie, to swoje jutro! Trzy węgle na krzyż, jedna szczapa i nic drobnego na rozpałkę. Nawet wody na herbatę nie ma na czym zagotować, a na dworze dujawica!

Nie przestając wyburkiwać przeróżnych antykomplementów pod swoim adresem, ubrałem się jak najcieplej i poszedłem do szopki. Nie tak od razu poszedłem… Najpierw powalczyłem z drzwiami, zasypanymi śniegiem do połowy wysokości. Potem pobrnąłem w śniegu prawie po pas do wspomnianego budynku gospodarczego – po szuflę, żeby przekopać dróżkę do domu. Sapiąc jak bardzo stary i bardzo ciężko pracujący parowóz wróciłem, rozpinając po drodze kożuch, do składnicy rzeczy przeróżnych – fizyka prawdę mówi, każdej pracy towarzyszy wydzielanie się ciepła… Napełniłem dwa wiadra węglem, trzecie i czwarte drewnem, grubym i drobnym, zapaliłem papierosa. Jakaś nagroda za poranny trud się należy!

Po wypuszczeniu bodajże siódmego kłębu dymu usłyszałem coś jakby cichutki kaszel, a po chwili kątem oka spostrzegłem poruszenie się czegoś małego i kolorowego przy lewym ramieniu. Odruchowo spojrzałem – zimujący motyl poczuł ciepło i wyfrunął z kryjówki?

Nie, nie motyl. Skrzydełka toto miało, ale jak ważka, było zieloniutkie jak wczesnowiosenne listki i człekokształtne.

– Stary, doigrałeś się – pomyślałem. – Nadmiar fantastyki rzeczywiście szkodzi na mózg.

– Nie wiem, czy to ta fantastyka każe ci robić tyle smrodu, ale jeżeli ona, to tak, szkodzi – usłyszałem. – Zgaś to! Nie dość, że trzęsiemy się z zimna, to jeszcze nie mamy czym oddychać.

Podjąć grę z własną, sfiksowaną wyobraźnią?

– A ty kto i skąd, że mi palić zabraniasz?

– A nie wiesz? O Asmodeuszach i Huitzilopochtlich piszesz jakieś głodne kawałki, a nie masz pojęcia o naszych, słowiańskich analogach hamadriad?

Aż podrapałem się po głowie. Pod czapką, oczywiście.

– Córki, kuzynki Leszego? I żadne tam głodne kawałki, czterem osobom się podobało.

– Fakt, niewiele brakuje do światowego rozgłosu. Krewne. Wyrzucisz to śmierdzidło czy mamy sprawić, że drewno nie zajmie się ogniem i będziesz miał mróz w domu?

– Mała, ja nie lubię szantażystów…

– To wyrzuć po dobroci. Proszę…

– No widzisz, to zupełnie co innego. Już wyrzucam.

– Dziękujemy. Słuchaj… Bo właściwie byśmy wcale nie przeszkadzały… A tu naprawdę zimno jak nie wiem… Nasze drzewka jeszcze takie malutkie, ciepła nie dają, same marzną…

Zaczęło mi coś świtać, ale wolałem się upewnić.

– Dziewiątka was jest? Po trzy wiśniowe, śliwkowe i jabłonkowe?

– Po trzy.

– I chcecie mi się wgrandzić do chaty, tak?

– Jakie wgrandzić! – zapałała oburzeniem miniaturowa driada. – Delikatnie podsuwam ci myśl o pozwoleniu, żebyśmy się chociaż ogrzały, a ty z wpraszaniem się na siłę wyjeżdżasz!

– Oj, tak w przenośni… No dobra, ja łapię za wiadra, a wy fruwajcie ze mną…

Pofrunęły, a jakże, pofrunęły. Bardzo wdzięczne za zgodę usiadły, zbite w gromadkę, na szafce kuchennej i siedziały cichutko, póki nie zrobiło się ciepło. Wtedy zachciało im się pić. Po malutkiej kropelce wody, więc dużej straty nie poniosę. Ponownie posiedziały jak myszki pod miotłą, póki nie spytałem, czym mogę poczęstować, bo na obiad robię sobie to a to. Nie, nic z tych rzeczy, bardzo jesteśmy wdzięczne za pamięć i dobre chęci, ale to nie dla nas. Chyba że masz miód albo chociaż coś słodkiego, tak po maluśkim okruszku… Miałem miód – wtranżoliły pół łyżeczki, uderzyły w kimono do późnego wieczora, a że na noc, wiatr i mróz wstyd wypraszać, zaproponowałem, żeby pojadły i podrzemały sobie, ile zechcą.

Ile zechcą. Te dwa słowa uruchomiły lawinę nieszczęść. Palić możesz, przecież nie zabraniamy, ale byłoby miło, gdybyś pokopcił na dworze. Dobra, pokopcę na dworze… Kwiatowy nektar jest zdrowszy od miodu, mógłbyś jakiś kwiatek, albo dwa kwiatki skombinować. A gwiazdki z nieba i kafla z pieca nie chcecie? Nie, wystarczyłyby ze trzy kwiatki. Ja się z wami mam… Dobra, pojadę do miasta po jakieś chabazie, tylko powiedzcie, jakie. No no no, tylko nie chabazie! Jakie znajdziesz, byle kwitły i były dość duże. Słuszajuś, Wasze Błagarodija, duże i kwitnące!

To były kosaćce w czterech odmianach. A jak te małe, skrzydlate pacanice sprawiły, że nie tylko kwitły na okrągło, ale jeszcze się rozrastały, nie pytałem. Podlewałem, nawoziłem, rozsadzałem do następnych doniczek, w końcu na wszystkich oknach pyszniły się wszystkimi kolorami, w jakich występowały. Weselej jakoś w domu się zrobiło…

Wiosną za to posmutniało. Czarodziejki od drzewek i kwiatów coraz dłużej przebywały na świeżym powietrzu, wreszcie, gdy noce też już były ciepławe, chowały się u mnie tylko przed deszczem, zbyt silnym wiatrem albo burzą, a spotykane na dworze zawsze gdzieś, do czegoś się spieszyły, parę słówek zamieniały i już ich nie było…

Zauważyłem, że drzewka, do których niejako należały, lecz chyba z wzajemnością, rosły zdrowo i szybko. Miałem i ja w tym zasługi, podlewałem, gdy miały za sucho, nawoziłem regularnie… Właśnie tym byłem zajęty, gdy usłyszałem zza pleców: – Pan musi lubić zajmować się ogródkiem…

Odwróciłem się. To ta bardzo ładna wczasowiczka od Maliniaków…

– Dzień dobry panu.

– Dzień dobry pani. Chyba lubię, bo starcza mi cierpliwości, nie męczy mnie to.

Odgarnęła z twarzy pukiel złotobursztynowych włosów, rozburzonych silniejszym powiewem wiatru.

– Chciała bym mieć taki ogród, ale mieszkam w bloku… Pan ma taką wspaniałą kolekcję irysów… Zgodziłby się pan odsprzedać mi chociaż jednego? Są takie piękne…

…za sam kolor włosów, jeśli prawdziwy, oddałbym wszystkie…

– Jest, widzi pani, pewien kłopot. One nie są tylko moje. Musiałbym zapytać, bez pewności, że otrzymam zgodę.

Chociaż na niebie nie było ani jednej chmurki, osobliwy cień spoczął na twarzy mojej rozmówczyni.

– Rozumiem… Jeśli pan pozwoli, jutro zapytam…

Zapytała pojutrze. Takim tonem, jakby robiła to z obowiązku, dla spokoju sumienia. Wiadomość, że może wybrać dwa i nic jej nie będzie to kosztowało, nie wywarła oczekiwanego wrażenia. Poszła ze mną wybrać kwiaty bez entuzjazmu – a dlaczego, wyszło na jaw podczas spacerów od okna do okna. Strzelała oczami na wszystkie strony, jej spojrzenia stopniowo rozjaśniały się, spytała, czy mam coś do picia, mineralną na przykład, bo nie chce robić kłopotów… Znalazły się cosie do picia, kawa, kilka łyków wina też, jak pan ma na imię, a jak pani, to ja, panie Longinie, jeszcze z raz przyjrzę się irysom, przecież dopiero w dniu wyjazdu będę mogła przyjąć podarunek od pana, ależ kiedy pani zechce, pani Klaudio, ile razy pani zechce, codziennie… Omal nie dodałem, że co noc także, ale i bez tego wiedziała, przejrzała mnie na wylot; trzeba być dobrym aktorem, żeby zwieść kobietę, a ja, jeśli grałem, to w rytm muzyki duszy…

– Damy sobie radę ze wszystkim – oznajmiła rano z całkowitą pewnością siebie. – Nie wiem, jak szybko mi pójdzie z pozałatwianiem spraw związanych z pracą i tą nieszczęsną kawalerką, ale najdalej na wiosnę przyjadę do swoich kosaćców.

– To nie do mnie, a do nich?

Uśmiechnęła się diablikowato.

– Do ciebie, przy okazji, też.

Urlopy mają tę paskudną cechę, że zawsze są zbyt krótkie. Cóż, mówi się trudno i kocha się dalej, również tę nieobecną. Lecz nie na samym wzdychaniu schodził mi czas. Co może się Klaudii nie podobać, czego może jej brakować? Szafki w kuchni trochę niżej, żeby wygodniej było sięgać, większy zlewozmywak, większa lodówka, boazeria w sieni i tak dalej, a przy okazji zimowy, ciepły, ogrzewany domek dla dziewięciu skrzydlatych dziewczyn. Podrosły od zimy, jak ich drzewka…

– Domek domkiem, ale jak ja mam się nie wygadać, że widzę was, rozmawiam z wami? Klaudia za świra mnie weźmie i poszuka normalnego…

– Spoko, spoko. Świrka od świra nie odejdzie.

– Jak mam to rozumieć?

– Na razie jak chcesz, a potem zobaczysz.

Zobaczyłem, gdy Klaudia przyjechała na dłużej, na święta. Pochwaliła zmiany słownie i czynnie – za wiele tych czynów nie było, trzy buziaki, ale okazało się, że to jedynie zaliczka była… – potem ułożyła listę zleceń, co i jak jeszcze, a trzeciej nocy zobaczyłem. Jedne minidriady pożywiały się nektarem, drugie fruwały wokół Klaudii, a ona sama siedziała w fotelu, przysuniętym do okna i ślicznie wyglądała w księżycowym świetle.

– Widzisz, do jednego się nie przyznałeś, i ja też nie przyznałam się. Do pisania fantastyki. Więc nie rób już takiej miny, bo ja się bardzo cieszę z zawarcia znajomości z twoimi podopiecznymi przyjaciółkami. A najbardziej z ich obietnicy, że Agnieszka też będzie ich przyjaciółką.

– Jaka Agnieszka???

Klaudia pogłaskała się po brzuchu, a ja rozdziawiłem się.

– Ech, mężczyźni… – powiedziała Klaudia i westchnęła. Zbyt głęboko, by nie krył się pod tym śmiech. – Zawsze was to zaskakuje. Słyszałam od babci, mamy, ciotek i starszej siostry, a teraz widzę na własne oczy…

Koniec

Komentarze

Oooo! Jakie słodkie!

Najbardziej podoba mi się, jak przepięknie kobiety dogadują się ze sobą – bez względu na wzrost, pochodzenie czy brak/obecność skrzydeł. 

Hmm... Dlaczego?

Co do dogadywania się, kobieca solidarność jest ponadczasowa, w ogóle ponad wszystkimi podziałami. No, niemal wszystkimi, ale cicho sza…

:-) Pogryzałem czekoladę podczas pisania i dlatego takie wyszło. :-)

Taa… kobieca solidarność…

 

Ale czekolada dobra rzecz! Zostało naukowo udowodnione, że jest naturalnym antydepresantem,  a do tego mnóstwo magnezu, więc i koi nerwy. Samo zdrowie!

Hmm... Dlaczego?

:-) Ja to wiem i dlatego jem! :-)

Żarty żartami – nie przepadam za tragediami, niełatwo mi przedstawić je w sposób przekonywający a pozbawiony patosu – patrz opowiadanie Teyami… – wolę trochę przymrużyc oko i “dopieścić” postaci. Co im będę żałował, niech mają lepiej i łatwiej, są w końcu mieszkańcami fantazji…

Trochę przekorne ale zabawne. Tylko koniec nieco smutny, bo dowodzi, iż wobec kobiecych koalicji jesteśmy bezradni. 

Oj, joj, joj, to kolega takie ładne rzeczy pisze? A czemuż, ja pytam, tak rzadko, ha?

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Bo kolega, Koleżanko, cierpi na deficyty czasowowenowe. Buuu :-(

Ach, rozumiem. U mnie tylko wenowe, ale też buuuu ;) Czasu, dzięki uczynności byłego pracodawcy, mam w czorty.

Kolega weźmie i czas znajdzie, bo, kurcze, szkoda :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Cieszę się, Emelkali, że uznałeś obiektywnie, jako dotychczas jedyna,  ów tekścik za wart biblioteki. 

Sam go nie dodam do owej, gdyż sądzę, że byłoby to swego rodzaju nadużycie, wobec kogoś, kto już dawno wyrósł z tego rodzaju głupawej konkurencji… ;)

Nie biegam, bo nie lubię

Za ciepło, pozytywne zakończenie i ogromną życzliwość dla nie pozbawionych tych drobnych, ludzkich wad bohaterów – przyklasnę. Rzadko ostatnio spotykam takie wesołe, krzepiące historie.

Czeskie filmy po polsku pisz, Adamie! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Psycho. Za odwiedziny, przyklaśnięcie oraz zachętę. Problem tylko w tym, że większym wzięciem cieszą się historie z drugiego bieguna, więc tym milej, że odbierasz pozytywnie.

Kiedyś już pisałem, że uwielbiam te “czeskie komedie”, chociaż sam tak nie umiem. Ale niestety, pp “ Butelkach zwrotnych” nie zobaczyłem już nic w tym stylu :-( 

Mam więc takie radosne krociaki w wysokim powazaniu, o ile są dobrze napisane :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z tym ostatnim to problem, z drżeniem czekam na odwiedziny regulatorów, bo okaże się, że czytał nie czytał, poprawiał nie poprawiał… No, sam wiesz. :-)

Podeślij mi natchnienie i osiem kilogramów wolnego czasu, aha, temat też się przyda… :-)

Może ja wystarczę… ;-p

AdamKB napisał szorta. Drugiego z rzędu. Tym razem fantasy. Koniec świata i okolic!

Utworek sympatyczny. W środku trochę się krzywiłam na romansidło, ale puentą nadrobiłeś. Chociaż te wspólne schematy z innymi Twoimi utworami… No dobra, tym razem trochę przełamany. OK. Misie, ale nad poprzeczką przeszedłeś ledwo, ledwo.

Sapiąc jak bardzo stary i bardzo ciężko pracujący parowóz wróciłem, rozpinając kożuch, do szopki

Sam znajdziesz brakujący przecinek czy paluszkiem pokazać? I nie wydaje Ci się, że trzy imiesłowy w barszczu to odrobinę karkołomna konstrukcja?

O Asmodeuszach i Huitzilopohtlich piszesz jakieś głodne kawałki

Huitzilopochtlich?

Babska logika rządzi!

Bardzo sympatyczny szort i fajnie napisany :)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

W jednym akapicie masz trzy razy coś o szopce i chyba to ostatnie wydaje się być zbędne. Chciałabym piszemy razem. Sympatyczny tekst napisany z odpowiednią dawką humoru.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Przeczytałem z uśmiechem. Opowiadanko typowo portalowe, w komercji dużych szans by nie miało. Zbyt miękkie, zbyt mało dramatyczne, trochę senne w fabule. Ale są czytelniczki, które takie łagodne teksty lubią. Pozdrawiam.

To właśnie ja dałam ostatniego klika. I ja bardzo takie teksty lubię, od dzieciństwa zresztą. Zawsze mnie urzekały opowieści o małych ludzikach, a książka “Państwo Pożyczalscy” i kolejne tomy na zawsze pozostaną w mojej pamięci. 

Jest tu urzekająco, słodko i jakoś tak marząco, Adamie – dałaś ujście kobiecej części swojej natury i bardzo mi się to podoba. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałem, bo sam miałem ostatnio do czynienia z driadami, ale tu mnie nie wciągnęło. Za duże stężenie prozy, humor taki uładzony, dalej odniesienia do portalowej nierzeczywistości i nieliczne błędy, przy czym to kwestia korekty, więc się nie liczy. Na plus spójność: klimat oraz konsekwencja wizji.

Gratuluję błyskawicznego dostania się do biblioteki. Ja bym nie kliknął, dla mnie za dużo miodu tutaj :)

 

Nie przestając wyburkiwać przeróżnych antykomplementów pod swoim adresem ubrałem się jak najcieplej i poszedłem do szopki. Nie tak od razu poszedłem… Najpierw powalczyłem z drzwiami, zasypanymi śniegiem do połowy wysokości. Potem pobrnąłem w śniegu prawie po pas do wspomnianej szopki – po szuflę, żeby przekopać dróżkę do domu. Sapiąc jak bardzo stary i bardzo ciężko pracujący parowóz wróciłem, rozpinając kożuch, do szopki

Nie za dużo aby tej szopki? :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Tytuł sprawił, że uparcie doszukiwałem się w tekście elementów horroru, thrillera, dramatu, czy ironiczno-gorzkiej puenty choćby. Nie znalazłem, co mnie, o dziwo, ucieszyło. Bardzo przyjemny szorcik. Tylko dlaczego "Straszne skutki"?

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, jesteś żonaty i dzieciaty? Jeśli tak, to już powinieneś wiedzieć, jeśli nie – to się pewnie dowiesz.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przyjemnie sie czytało. Zdarzyło sie kilka wpadek który wymienili juz przedpiscy. Całkiem zgrabny szorcik.

Taki kobiecy ten tekst… lekki, przyjemny, taki… no damski, nie wiem jak to określić :) jakby nie było napisane jak byk kto jest autorem, to dalabym sobie rękę uciac, że pisała to kobieta. I bym reki nie miala :)

Ha ha, jestem Bemik, jestem! Być może należę jednak do nielicznego grona szczęśliwców, do których nie dociera (jeszcze) tragedia takiego stanu rzeczy ;-)

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Zaiste, straszne skutki :) Lubię takie ciepłe opowieści. Niby nie ma serii prześmiesznych gagów, a człowiek chodzi uśmiechnięty, jak przeczyta.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Thargone, to grono szczęśliwców jest bardzo liczne, ale większość chce trochę pozować, stąd takie gadanie o strasznych skutkach wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zgodzę się z ryszardem, że mało dramatyzmu, dla mnie tempo opowiadania za spokojne. Sporo ciekawych sformułowań, ale szczerze mówiąc, nie widzę konsekwencji w stylizacji języka. W sensie nie wiem jaki efekt miały osiągnąć te wszystkie “cosie”, “wgrandzić” i “błagarodia”.

Bemik, rozszyfrowałaś bardzo wielu z nas. :-)

Dziękuję wszystkim za komentarze, krytyczne też. Za Bibliotekę też dziękuję – zwłaszcza, że nie spodziewałem się aż takiego wyróżnienia.

No i przyznaję, że sprawdzanie własnego tekstu czymś się różni od gmerania w nie swoim. Na niekorzyść tego pierwszego. Samo życie… :-)

Taki kobiecy ten tekst… lekki, przyjemny, taki… no damski, nie wiem jak to określić

Taki… ekhm, chyba wiem, o co ci chodzi, ale w ten sposób obrażamy pewne mniejszości ;)  

 

Na poważnie, to nie jest damskość, czy męskość, Anabelle. To po prostu jest dojrzała empatia :) Uuuu, strzeżcie się, gdyż ta zaraza to największy wróg pisania!

 

Wracam tu, by nie być, jak zwykle, źle zrozumianym.

 

Napisane bardziej niż sprawnie, ale chyba nie tym chciałeś zaskoczyć? Choć rzeczywiście zaskoczenie przecież nie może być wartością samą w sobie, a poprawność, styl i owszem, a wręcz przeciwnie (przynajmniej patrząc z szeroko rozwartymi oczami na ostatnie nominacje pewnej części loży)  O.o

Fantastyki, jako kreacji, a nie translacji rzeczywistości, prawie brak ;P

Wybacz, iż nie jestem w stanie z siebie wydusić, że takiej, dobrze napisanej, ciepłej, zabawnej historyjki mi właśnie brakowało. Wiem, wiem,  tak byłoby prościej i lepiej. 

Żałuję, choć pragnąłbym bardzo, z racji o których, jako empata, sam najlepiej wiesz.

Cóż, muszę się zgodzić, że “pisz”. Rozumiem przy tym, że autocenzura jurora-lożanina może być trudna do pokonania – “no bo trza sprostać image” :) Dlatego oponowałem przeciw piórku, ale to już zupełnie inna, megalomańska historia. :D

Zatem pisz, Pisz! – miasto w północnej Polsce.

;)

 

Nie biegam, bo nie lubię

Bardzo sympatyczne i ciepłe, czytałam z uśmiechem. A przy końcu, gdy driady mówią "potem zobaczysz", pomyślałam przez chwilę, że Klaudia okaże się jakąś driadową wersją Fiony – to by dopiero były straszne skutki, gdyby im z dzieciaka chimera wyszła :D

Ależ, Teyami, ja takich numerów swoim postaciom nie wycinam. Chimera? Uchowaj Quetzalcoatlu…

Chyba zrozumiałem aluzję ;)

Nie biegam, bo nie lubię

Sympatyczny, fajny szorciak :)

 Wodzu, prowadź!

Kontent jestem nielicho (a właściwie, to nie licho, a driady). A mimo to odejdę stąd… Nie, nie smutny – melancholicznie zadumany.

 

Peace!

 

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Po wszystkich ochach i achach nad tym, jakie to opowiadanie słodkie, ciepłe, sympatyczne i kobiece, pozwalam sobie wyrazić żal, że wszystko jest tu takie słodkie, ciepłe, sympatyczne i kobiece. Brakło mi w opowiadaniu kawałka chłopa, który nie tylko odgarnie śnieg, przyniesie węgiel i zasadzi kosaćce, ale pozostanie panem we własnym domu. Choć przyjmuję do wiadomości, że Longinowi właśnie taki układ bardzo odpowiadał. ;-)

Nie rozumiem, w czym tytułowy dramat.

 

czwar­te drew­nem, gru­bym i drob­nym […] kątem oka spo­strze­głem po­ru­sze­nie się cze­goś drob­ne­go przy lewym ra­mie­niu. – Jedno krótkie zdanie dzieli coś drobnego od drobnego drewna.

 

No dobra, ja łapię za wia­dra, a wy fru­waj­cie ze mną… – No dobra, ja łapię wia­dra, a wy fru­waj­cie/ fruńcie ze mną

 

Słu­sza­juś, Wasze Bła­ga­ro­di­ja, duże i kwit­ną­ce! – Wybacz, Adamie, ale to zdanie wygląda jak barszcz Sosnowskiego, wyrosły na świetnie utrzymanej rabacie irysów bródkowych.

 

Chcia­ła bym mieć taki ogród, ale miesz­kam w bloku… – Dlaczego chciała bym, a nie chciałabym?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:-) A nie pisałem, że przyjdziesz i spuścisz mi manto? :-) Ale wzmianka o rabatce irysów bródkowych zadziałała jak balsamiczne panaceum… :-)

 

Pierwsze poprawię – jak się jakieś słowo “przyczepi”, to jak z tą szopką w cytacie beryla. Za chwilę poprawię.

Drugie to świadomy kolokwializm regionalny: chwyć / złap (się) za coś – za pracę, za sprzątanie, za przedmiot w celu jego na przykład przemieszczenia. Narrator jest pierwszoosobowy, a regionalizm, myślę, nie aż taki straszny… Bo zrozumiały na pewno jest.

Trzecie – Longin żartobliwie “zameldował” driadom, że prośbę, właściwie sugestię driad traktuje jak rozkaz. Dlaczego miałby tego nie robić? Weselej mu było w towarzystwie, to i delikatnie ze sublokatorek oraz ich życzeń zakpił.

Czwarte – przysłuchaj się, jak często ludzie wyraźnie oddzielają w mowie tę cząstkę, wbrew zasadom… Czy Klaudii, chcącej poderwać Longina, nie mógł się z przejęcia trochę język plątać?

>>>>><<<<<<<<<

Dramatu nie ma, bo nie miało go być. Pozwoliłem sobie na ukryty żart. Z nas, mężczyzn…

Ogromnie mi się podoba, ile ja bym dała za takie skrzydlate istotki pod swoim dachem!

… Chociaż nie. Jednak nie. Ja należę do tych dziwnych kobiet, które nie wierzą w damską solidarność, bo zawsze jedna drugą wygryzie albo obrazi się z tajemniczego powodu. A te kobiece koalicje, tworzenie grupek… nie. Zdecydowanie bardziej wierzę w przyjaźń z mężczyznami! ;)

Ale to tak na marginesie, bo całość – naprawdę sama przyjemność dla czytelnika!

Drugie to świadomy kolokwializm regionalny: chwyć / złap (się) za coś

No właśnie, jak to niby z tym regionalnym? U mnie w Radomiu tak mówią, u mnie w Łodzi tak mówią, u mnie w Krakowie tak mówią i pewnie wszędzie indziej też :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nieco zawstydzony pochwałą autor wychodzi na proscenium i kłania się w podziękowaniu… :-)

Miło mi, naprawdę, Blodeuwedd.

Takie zwroty “rozłażą się” z czasem tak szeroko, że praktycznie przestają być regionalizmem. “Podłapałem” to już jako smarkacz, w rodzinnej Łodzi. Dawno to było, powiedzonko, jak piszesz, nawet w Krakowie się zadomowiło.

A może było na odwrót? :-)

Jakie tam manto, toż to tylko delikatna sugestia. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczny szort, Adamie, w Twoim stylu ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

:-) A nie pisałem, że przyjdziesz i spuścisz mi manto? :-)

w rodzinnej Łodzi…

 

O! Czy to nie ta mieścina zamieszkiwana przypadkowo przez Regulatorów? Pszipadek?

<nuci>….Tą da da dą, tą da da dą… <i bazgroli po murze>:  Ad+Re=WNM

 

Eee, mimo wszystko wyczuwam odrobinę ściemy. Mam wrażenie, Adku, że doskonale orientujesz się, na czym polega prawdziwy łomot :)

 

Nie biegam, bo nie lubię

Wiem, że nie nadrobię wszystkiego, co w czasie mojej nieobecności się pojawiło, ale tekstu autorstwa Adama nie odpuściłabym za żadne skarby. 

Cudna historia, pięknie opisana. Panowie mogą (niektórzy  przynajmniej) narzekać, ale mnie się bardzo, bardzo podobało. Zwłaszcza, że pewne rzeczy pokazane nie wprost, ale lekko tylko zasugerowane – prawdziwy dżentelmen z tego Longina :)  Lekkie i z fantastycznym poczuciem humoru. 

I pozostaje mi tylko jeden zarzut – dlaczego tak mało? Niby wiem – czasu brak, ale jednak…

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pochwała, komplement spod palców kobiecych zaszczyca mnie.

No jakoś tak mi się udało, Koleżanko śniąca… :-)

Ciepły, sympatyczny i pięknie napisany szort. Zbyt słodki, co prawda, jak na mój gust, ale to już problem mrocznego serduszka;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Bo to jest tak, Alex: dookoła tyle kwasów, goryczy, innych niemiłych smaków międzyludzkich, że pomimo wiedzy, iż łyżka miodu nie poskutkuje, to chociaż na chwilę pozwala zapomnieć, odpłynąć w krainę dobrych snów na jawie. A jeśli w dobrym, jak Twoje , towarzystwie, to czego chcieć więcej…

pod swoim adresem ubrałem się jak najcieplej – ubrał się pod swoim adresem, czy zabrakło przecinka? : P

– Chciała bym ; )

 

Faktycznie, ładna i urocza historia. Nie powiem – jak wiadomo – żebym był fanem uroczych historii, ale Twoja ma ten plus, że jest napisana również za pomocą ładnych i ciekawych słów; a to już przykuwa uwagę. Czyli na plus. 

I po co to było?

Tym bardziej się cieszę z Twojej akceptacji tekstu. Fanem nie jesteś, wiem, a jednak… Dzięki!

Edycja: no wiesz, tak rozwinięty imiesłów… Poprawiłem.

Tak na wesoło? Z happy endem? Driady nie spuściły bohaterowi łomotu? Łee, za słodko! Z drugiej strony jest dzisiaj taki ponury dzień, wicher wieje, zimno, także przyjemnie było przeczytać coś pozytywnego. ;)

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Pomyślę, czy nie przygotować na zimę czegoś podobnie pozytywnego. :-)

No jakże mogłyby spuścić łomot? Jeszcze takie malutkie…

Przygotuj, przygotuj. :-)

Babska logika rządzi!

Zastanawiam się, czy tekst ma jakieś głębsze przesłanie, czy to tylko bagatelka. Może chodzi o to, że wspólne pasje pozwalają rosnąć miłości jak szept driad : >?

Ponadto spodobało mi się znaczenie roślin w utworze i ciepłe, przyjemne zakończenie: miłość i szczęśliwe macierzyństwo. 

 

Skorzystam z okazji, Adamie, byś w kilku słowach, jeśli zechcesz, wyjaśnił czemu otagowałeś jako “fantasy” a nie “inne”. Znalazłem tutaj dyskusję o tagach

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/8765 .

Kojarzy mi się, że gdzieś jeszcze czytałem o tagowaniu tekstów na fantastyce.pl jako fantasy i że powinniśmy to ograniczać do rzeczy typu magia i miecz, lochy i smoki itp. Ja swoje teksty osadzone w świecie współczesnym z elementami nadprzyrodzonymi oznaczałem jako inne : >. Wybacz, głupie być może pytanie, ale pożera mnie ciekawość.

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

No widzisz, odruch że tak napiszę odwrotny. Cokolwiek / ktokolwiek ze świata nierzeczywistego lub spoza ScienceF to dla mnie fantasy.

Raczej bagatelka, bo i co w tym poważnego… Jak przyznałem, szort Drewian mnie “sprowokował”.

Ciepłe zakończenie – miło, że przypadło Tobie do gustu i przekonania. Jak napisałem w innym tekście, nie skąpię “swoim” postaciom happy endów.

Takie ciepłe, że ośmielę się gruchnąć stwierdzeniem: zupełnie jakby kobieta to napisała. ;-)

Opowiadanie przeczytałem z dużą przyjemnością. Klimatyczne, poruszające mocje, uśmiechałem się często. Odnoszę wrażenie, że Klaudia wdarła się “siłą” w jego kawalerskie życie. Gratuluję.

Nie sądziłem, że po dość długim czasie pojawi się gwiazdka, a tu proszę…  Tym milsza niespodzianka.

Zupełnie jakby…  Hm. Ala ja na pewno nie byłem, nie jestem i nie zostanę kobietą. Zastanawiające  :-)

Znam, serio, znam takie przypadki, że to Ona i tak dalej – i jakoś żadna ze stron tego nie żałuje.

“Nie przestając wyburkiwać przeróżnych antykomplementów pod swoim adresem,” – hm, zastanawiam się czy nie powinno być “wyburkiwać przeróżne antykomplementy” ?? Czyli “kogo, co”? Ale nie jestem pewien czy mam rację.

 “Chciała bym mieć taki ogród, ale mieszkam w bloku…” Chciałbym?

 

Nie do końca zrozumiałem przesłanie (pewnie chodzi o jakiś rodzaj przymierza pomiędzy duszkami i kobietą-człowiekiem cool). Dałem ocenę 6, ponieważ bardzo mi się spodobał język – bogate, oryginalne slownictwo oraz wyszukana konstrukcja zdań. To opowiadanie byłoby niezłym wyzwaniem dla kogos, kto chciałby dokonać przekładu na angielskismiley.

»  To opowiadanie byłoby niezłym wyzwaniem dla kogoś, kto chciałby dokonać przekładu na angielski. « ===>  :-)  dlatego nigdy nie podbiję tamtejszych rynków… :-)

Myślę, że jednak dopełniacz…

Miło mi, że zainteresowałeś się tekścikiem oraz że się Tobie spodobała forma wraz z językiem.

Nowa Fantastyka