- Opowiadanie: gravel - Wieszcza najjaśniejszy szlag trafia

Wieszcza najjaśniejszy szlag trafia

Właściwie, to nie jestem pewna, czy to parodia, czy jakiś humorystyczny moralitet czy co... Czy to w ogóle humorystyczne... Pewna nie jestem. Ale udzielił mi się nastrój i jakoś tak wyszło.



 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Wieszcza najjaśniejszy szlag trafia

Nie od dziś wiadomo, że jeśli Polak nie wie, co robić, powinien zawezwać na pomoc wieszcza. I to najlepiej nie jednego – Polska w dziedzinie wieszczów narodowych wyposażona jest wcale nieźle i przebierać można między trzema ofertami. Do wyboru, do koloru.

Cóż ma literat począć pośmiertnie? Zbyt awangardowy na Niebo, zbyt natchniony na Piekło, kłopotliwy ze swym wiecznym smętem na szarej z niewyspania gębie, tu komuś złośliwą łatkę przypnie, tam znów obsmaruje w wydanej własnoręcznie broszurce (ci, którzy własnym nakładem wydawali tomiki poezji, bez wyjątku trafili do piekła). Puścisz samopas, to się schleje, poślesz za nim anielską przyzwoitkę, to zdeprawuje i zdemoralizuje. Okropnie kłopotliwe stworzenia z tych literatów.

Wszechmogący i Diabeł, po raz pierwszy od wieków zasiadłszy wspólnie przy wódce, zdecydowali, że tak dłużej być nie może.

– Najgorsi są Polacy! – gardłował Diabeł. – Szczególnie teraz, kiedy nazbierali sobie taki bagaż doświadczeń: rozbiory, Rejtany, reduty, powstania, konfederacje, krzyże i Krzyżacy, kuchnia powodująca wzdęcia i ciężkostrawna literatura. Doprawdy, czasami się zastanawiam, jak w całym tym zamieszaniu mają czas zauważyć, że wolności im brakuje. Żyją w tym kraju jak w domu wariatów; pomyśl, co by było, gdyby im faktycznie większe prawa przysługiwały.

Pomyślał Bóg, i zatrwożył się.

– A ci ich poeci i pisarze – kontynuował Diabeł, osuszając kieliszek za kieliszkiem. – Nie do wiary. Zatrważająca większość jest jak ślimaki: obła, łysa, bezdomna i pozbawiona kręgosłupa. Moralnego. I do celu też pełźnie jakoś wolno, w dziewięciu przypadkach na dziesięć dając się po drodze rozdeptać na miazgę.

– I nie oprą się wiaderku piwa – wtrącił Bóg.

Dwie butelki później zdecydowali, że coś z plagą rozślimaczonych poetów trzeba zrobić. Połączywszy siły, stworzyli Halę Wieczystej Sławy Poetyckiej.

Ogromny balkon pod wiecznie rozgwieżdżonym niebem (żeby poeci mieli co kontemplować w przypływie melancholii), otoczony kamiennym murkiem (żeby mieli się o co opierać). Sama Hala hali nie przypominała – raczej przestronny gabinet obdarzonego dobrym gustem arystokraty, z fotelami obitymi czerwonym materiałem i niskimi stoliczkami na kawę rozsianymi tu i ówdzie, jakby czekały, by ktoś się o nie potknął. Pod jedną ze ścian stał, oczywiście, barek z bogatą ofertą trunków do wyboru.

Przeniesienie literatów dokonało się bez większych problemów, a ewentualne spory zamarynowano w wódce.

Z biegiem czasu zaczęło się jednak wydawać, że atmosfera w Hali Wieczystej Sławy Poetyckiej panuje w miarę przyjazna, choć zanieczyszczona dymem tytoniowym. Diabeł i Bóg z ulgą odetchnęli na widok spokojnych jak nigdy dotąd literatów, po czym poświęcili całą swoją uwagę innym sprawom, bardziej aktualnym niż tłum martwych poetów: mianowicie, poruszeniom na wschodzie Europy.

Poeci i literaci innych rodzajów, okrutnie wynudzeni, na sprawę polską nie pozostali obojętni.

Zgromadzenie Polskich Literatów Przeklętych i Potępionych zaczęło się od butelki szkockiej, którą wytrzasnął skądś obrotny Julek Tuwim. Każdy z literatów – łącznie z Wisią Szymborską, która siedziała w fotelu z dłońmi grzecznie złożonymi na podołku – pociągnął po solidnym łyku, ale ile by chłeptali, butelki opróżnić nie daliby rady. Diabeł wpadł na pomysł magicznie odnawialnych zapasów alkoholu.

– Na wypadek, gdyby zdecydowali się wyjść na poszukiwania – powiedział do Boga, z nieznacznym drżeniem głosu.

Siedzieli zatem poeci i literaci wszelkiej maści, wyciągnięci w fotelach, oparci o ściany, gzymsy i półki pełne książek, a co młodsi podłożyli pod głowy miękkie poduchy i leżeli wprost na podłodze. Norwid wyszedł poza schemat i z pokoju – stał na balkonie, kontemplując rozgwieżdżone niebo. Gombrowicz go zawstydził, zasnął w fotelu.

Pierwszy odezwał się zawsze zwarty, gotowy i uporządkowany Reymont.

– Panowie, Polacy nas potrzebują.

Mickiewicz, niczym zjawa wywołana przez guślarza, wysunął się z cieni i rzekł:

– Nasz naród jak lawa… – zaczął z emfazą, ale nie skończył, bo zaraz koło niego przepchnął się na środek pokoju Słowacki.

– Szczytem snobizmu – oznajmił z przekąsem – jest cytować swoje własne dzieła.

– Gdybyś był wieszczem mnie dorównującym talentem, nie potrafiłbyś się oprzeć cytowaniu własnych dzieł – odparł Mickiewicz, zbierając poły płaszcza i resztki godności.

– Gdybym dorównywał talentem tobie, z litości dla ewentualnych czytelników strzeliłbym sobie w łeb.

Przewidując rękoczyny, między poetów wstąpił Władysław Reymont.

– Panowie, przyszliśmy tu losy Polski omawiać, a nie licytować nasze talenty.

– Słusznie, niektórzy nie mają się czym chwalić – powiedział Mickiewicz i zaliczył od Słowackiego fangę w nos.

– Panowie! – zagrzmiał Reymont. – Sromota!

– Hańba! – dodał wyraźnie rozbawiony Miłosz. – Po cóż tłuc się z wrogiem, skoro między sobą zabawniej?

– Proponuję przejść do rzeczy. – Reymont stanowczym gestem odsunął buzującego słusznym gniewem Słowackiego i dyszącego chęcią zemsty Mickiewicza, i zajął miejsce na środku pokoju. – Polska nas potrzebuje. Rozchwiana jak ząb zaatakowany przez szkorbut, wstrząsana wiatrem wiejącym ze wschodu…

– Ostrzegałem – szepnął z któregoś kąta Żeromski.

– Rozdarta niczym…

– Niczym sosna…

– Panie Stefanie! – zawołał Reymont. – Na litość boską! Tak nie można. Chciałem zobrazować sytuację, w jakiej znaleźli się nasi rodacy, a nie mogę, bo ciągle mi pan w słowo wchodzi…

– Ja panu pomogę – zaofiarował ochoczo Słowacki. – Ujmijmy wszystko w czterech słowach: Polska ma zamaszyście przejebane.

Tu i ówdzie rozległy się oburzone pofukiwania lepiej wychowanych poetów, a także tych nieskorych do stawienia czoła brutalnej prawdzie.

– Aleście się zdziwili – ironizował Słowacki. – Zupełnie, jakby to nie była norma w naszej ojczyźnie mlekiem i miodem płynącej.

– Ani się waż obrażać mojej ojczyzny. – Mickiewicz wystąpił przed szereg, wciąż z chusteczką przyciśniętą do rozbitego nosa. – Bo ja i ojczyzna to jedno, nazywam się Milijon…

– Och, zamknij się już, proszę, bo zaraz ci takie katusze sprawię, że pożałujesz, iż faktycznie za miliony nie cierpisz – odparł Słowacki. – Czas otworzyć oczy, księżniczko. Całe życie udawałeś, że Polska bez zmazy i skazy, Mesjasz narodów, państewko święte wybrane, ale tak nie jest, zdobądź się na trochę szczerości chociaż po śmierci.

Odwrócił się w stronę poetów i rozłożywszy ręce, powiedział:

– Próbowaliśmy zamachów – rzekł. – Próbowaliśmy powstań. Próbowaliśmy walczyć i godzić się z klęską, i płakać po przegranej i śmiać się w czasie pokoju. Nie chcę teraz brzmieć gorzko, nie chcę was skłaniać do oddania pola walkowerem, ale… Niech oni działają. Żywi.

Przez jego bladą, wynędzniałą twarz przemknął cień uśmiechu; czułego, pełnego troski, a jednak smutnego. I na ten widok nawet Mickiewicz, klnący pod nosem na czym świat stoi, umilkł nagle.

– Mieliśmy swoją szansę, panowie – mówił Słowacki. – Każdy z nas swoją szansę dostał, każde pokolenie. I, śmiem twierdzić, wszyscy z tu zgromadzonych, zrobili co mogli. Ciągnąc za sobą wór wypełniony grzechami ojców, w każdej szafie znajdując trupa, co i rusz potykając się o zabawki porzucone przez tych, którzy dawno odeszli. Nie tędy droga. Proponuję… proponuję oddać stery w ręce młodych i żywych. Niech sami powalczą. Nie zakładajmy im więcej wędzidła, niech nie wloką za sobą naszych krzyży.

Po jego słowach zapadła cisza. Słowacki grzecznie skłonił głowę i wyszedł na balkon, a odprowadzały go oczy milczących poetów.

Na zewnątrz panował miły chłód, a lśniący jasno księżyc oświetlał sylwetkę opartego o kamienną balustradę Norwida.

– Gorzki to chleb jest, polskość – rzekł ochryple, gdy Słowacki stanął obok.

– Ano, gorzki.

– Mnie już nie oskarżysz o snobizm? – zapytał Norwid z iskrą złośliwości w ciemnych oczach. – Za cytowanie samego siebie…

– Och, wybacz, nie rozpoznałem.

Norwid skłonił głowę. Do tego typu uwag był przyzwyczajony.

– Wiesz, nie powinieneś podcinać skrzydeł Mickiewiczowi – odezwał się łagodnie. – To zdolne bydle, choć nieco napuszone, ale stara się… Czasy mamy ciężkie. Powinniśmy trzymać się razem.

– Jesteśmy Polakami. – Słowacki parsknął, choć jego mina zdradzała, że nie jest mu do śmiechu. – To w ogóle możliwe? Spójrz na nich tylko.

Norwid zerknął przez ramię, zaglądając do wnętrza pokoju.

Po wyjściu Słowackiego, rozpętała się żarliwa dyskusja. Literaci krzyczeli jeden przez drugiego: jakże to, tradycję porzucać? Jakże to, tradycji kurczowo się trzymać? Jedni: futuryzm! Drudzy: konserwatyzm! Padły wyzwiska.

Gombrowicz, wyrwany ze snu i zapytany o zdanie, uniósł smętny wzrok i rzekł zrezygnowany:

– Łydki.

Literaci natychmiast podzielili się na dwa obozy: tych, którzy twierdzili, iż jego uwaga ma głębsze znaczenie i drugie dno oraz tych, którzy uznali, że wręcz przeciwnie, pisarz bredzi, zmordowany pijackim snem.

– Kopnij go tam który w łydkę – poradził uprzejmie Prus, zwolennik metod brutalnych jak samo życie. – Może zacznie gadać z sensem.

Przypomnieli sobie wówczas poeci i literaci wszelkiej maści o Wokulskim, wzorze cnót różnorakich i poczęli zadawać pytanie: a co zrobiłby Wokulski?

Słowacki i Norwid, przyglądający się awanturze w pokoju, spojrzeli po sobie znacząco.

– Założę się o marmurowy nagrobek, że Wokulski wysadziłby w powietrze Krym – powiedział Norwid.

Słowacki nie podjął wyzwania.

– To nie ma sensu – mruknął, z rezygnacją zwieszając głowę. – Na dłuższą metę nic nie ma sensu. Starałem się ich przekonać, wskazać drogę, ale, niech ich wszystkich szlag trafi, takiej bandzie nie da się przewodzić. Zresztą, cała ta dyskusja nie ma sensu, skoro i tak wszyscy siedzimy w tej izolatce zaświatów, a ręce mamy związane.

– Mój drogi – powiedział Norwid, nachylając się w stronę kolegi – weltschmerz cię dopadł.

– Polacy nie gęsi – odezwał się nagle bardzo słaby głos gdzieś za ich plecami. – Swój język mają.

Mikołaj Rej, wsparty na laseczce, przyczłapał do poetów i zachwiał się niebezpiecznie. Słowacki i Norwid w ostatniej chwili chwycili go pod łokcie i podprowadzili do stojącej przy ścianie ławeczki.

– Usiądź sobie, staruszku – powiedział łagodnie Słowacki. – Nie powinieneś był wychodzić, za zimno tutaj dla ciebie. Złapiesz przeziębienie.

– Pewnie mu było za głośno w środku – zauważył Norwid. – Towarzystwo widać uznało, ze dyskusję wygrywa ten, kto najgłośniej krzyczy.

Słowacki na chwilę zajrzał do pokoju. Wrócił kręcąc z niedowierzaniem głową.

– Mickiewicz chciał wszcząć rewolucję – oznajmił. – Dobrze, że mu amigos wyperswadowali ten pomysł. Zgodził się. Teraz pisze list z zażaleniami do Boga.

Kucnął obok ławeczki i z niepokojem spojrzał na Reja. Głowa staruszka opadła na pierś, jakby zasnął. Oddychał ciężko i chrapliwie. Siwe włosy rozwiewał wiatr.

– Co z nim? – zapytał cicho Słowacki.

Norwid wzruszył ramionami.

– Grunt, że nie umrze bardziej.

Z wnętrza Hali Wieczystej Sławy Poetyckiej dobiegł naraz dziki wrzask, odgłos tłuczonego szkła i czyjeś donośne głosy, domagające się stanowczo spokoju i opamiętania, a podpierające się autorytetem Boga i Jego litości.

– Proszę pana! – Nawet na balkonie rozpoznali głos Reymonta. – Gdyby nie to, że jesteśmy w zaświatach, kazałbym pana stąd na taczkach wywieźć!

Słowacki westchnął, jakby nie miał już nawet sił na komentowanie. Norwid położył mu dłoń na ramieniu.

– Wiesz co, przyjacielu? Ty masz rację. Literat nie literat, człowiek pozostaje człowiekiem. Żywy czy martwy, Polak, Niemiec czy Francuz… Wszędzie jest taki sam. Wszędzie tak samo durny. Wiem, bo swoje widziałem, w Polsce, w Ameryce, po całej Europie się ludziom przyglądałem. I jeden tylko nasuwa mi się wniosek.

Rzucił pełne niechęci spojrzenie w stronę drzwi. A potem z nadspodziewaną łagodnością i czułością pogładził wysuszony, pomarszczony policzek Reja.

– Wszędzie byłem – powtórzył zduszonym głosem. – Wszystko widziałem. Dobre, złe i takie sobie. I powiem ci, Julek, że Polska ani dupą świata nie jest, ani jego zbawcą. Polska jest, jaka jest, można to zaakceptować, można próbować zmienić. Ale masz rację. Zmiany już nie do nas należą. My musimy je tylko zaakceptować.

Poklepał Słowackiego po ramieniu i wstał.

 

Koniec

Komentarze

Hmm. Parodią to chyba nie jest, bo i co niby naśladuje? Jako niezależny utwór – tekst ciekawy (zwłaszcza podoba mi się koncepcja zebrania naszych literatów w zaświatach). Tylko ta końcówka jakaś taka bezpłciowa. Ale może i to celowe…

Ech, Lema im trzeba. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, dzięki za komentarz i klika ^^ 

Właśnie też mam wątpliwości, czy opko to parodia (chociaż może jako autorka nie powinnam się do nich przyznawać), ale ostatecznie uznałam, że może przejdzie. 

Końcówka – może trochę… Od betaczytacza usłyszałam, że życiowa :D 

A Lemowi chciałam napisać jakieś cameo, ostatecznie jednak nie pojawił się. Mam wrażenie, że na tle innych literatów brzmiałby aż zbyt rozsądnie :D

********

Końcówka – może trochę… Od betaczytacza usłyszałam, że życiowa :D 

No właśnie – tak to wszystko się skończyło… na niczym. Jak w życiu. Jak na tekst słabo – ale może to efekt zamierzony? Bądź tu mądry i pisz wiersze komentarze. ;-)

Babska logika rządzi!

Bądź tu mądry i pisz opowiadania ;)

********

Ano, życiowa ta końcówka. I smutna, niestety. Tak, jak cała historia.

Tekst zdecydowanie nie jest parodią, ale jest dobry, ciekawy i nieciekawy jednocześnie – ze względu na wytknięcie oczywistych przywar naszego ukochanego narodu. Nie tylko Adasiowi M. się zdawało/zdaje żeśmy zbawicielem Europy… Ba! Świata całego.

 

Starałem się ich przekonać, wskazać drogę, ale, niech ich wszystkich szlag trafi, taką bandą nie da się przewodzić.

A nie takiej bandzie? Zdawało mi się, że przewodzisz komu? czemu?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

HWSP , Limbo dla literatów. :)

Co będzie, gdy współczesne “głosy pokolenia” zaczną wymierać? Też trafią do HWSP?

Z rapowanym protestsongiem? :D

 

Dobrze się bawiłem, czytając.

 

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Emelkali, dzięki :) Oczywiście, że przewodzi się komuś, czemuś. Głupota dopada w najbardziej oczywistych miejscach ;)

 

Kostka, cieszę się, że Cię rozbawiłam :)

 

Pytanko do wszystkich mądrzejszych ode mnie: powinnam odmetkować opowiadanie i wycofać z konkursu jako niewpisujące się w założenia parodii?

********

Bardzo ciekawy tekst. Parodia to to nie jest, a i śmiechu tu mało, raczej taki przez łzy. 

Z drobnych uwag – ząb raczej rusza się przy szkorbucie alb innej chorobie dziąseł

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Okay, wycofałam.

Bemik, dzięki :) Zmieniłam na szkorbut. 

********

Bardzo dobry tekst, świetnie napisany, zabawny, a i zastanowić się nad tym i owym po lekturze można. A końcówka… Jak to zgrabnie ujął poeta – "Moi drodzy, po co kłótnie, na cóż wasze swary głupie, Wnet i tak zginiemy w zupie!" Tekstu chyba nie dałoby się zakończyć inaczej, niż konkluzją, że cała dyskusja jest z gruntu bezsensowna. No chyba, że wyposażyłabyś to Stowarzyszenie Umarłych Poetów w możliwość tworzenia zza grobu. Albo wysadzania w powietrze.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki wielkie :) A cytat rzeczywiście pasuje, mogłam wykorzystać jako motto :D

Cóż, niestety, poeci zza grobu to już co najwyżej inspirować mogą ;)

********

Bardzo solidna proza, momentami błyskotliwa, momentami rozśmieszająca, osadzona na solidnym fundamencie sztampy, choć ponad się wzbijająca. Nie jestem fanem ani tematyki, ani formy, ale jako absolwent klasy humanistycznej nie mogę nie docenić.

Dziękuję, Bartoszu, cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu :)

********

Prześmiewczy i zabawny poniekąd tekst, jednak nie śmieszny, bynajmniej. Parodią, potwierdzam i ja, też nie jest. Jest za to gorzki, smutny, piękny i fenomenalnie napisany, choć tak naprawdę, poza tym, że raduje serce formą, jego treść nie niesie ze sobą nic naprawdę nowego ani świeżego. No, ale odgrzać kotleta też sztuka. A Tobie wyszło danie smaczniejsze niż niejedna świeżyzna.

Początek, Diaboła z Bogiem pogadanki, jest, choć też fajnie napisany, generalnie na tyle taki se, że pod koniec lektury zupełnie zapomniałem, iż miał on w ogóle miejsce. A może to druga część jest po prostu tak dobra, że zupełnie przyćmiewa pierwszą, jako ten Słowacki Norwida? Bo wieszcze dysputy wyszły Ci naprawdę świetnie: czuć w tym żywych (umownie), pełnokrwistych (umownie) bohaterów, a nie tylko postaci rzucające dopasowanymi do własnej marki frazesami.

Zakończenie, choć zbyt patetyczne i ckliwe nawet jak na opowieść o zgromadzeniu martwych poetów, a więc romantyków naprawdę ciężkiego kalibru, też mocno in plus. Wprowadza taki nastrój, że w Hala Wieczystej Sławy, prócz Norwida, znalazł się właśnie jeszcze jeden… Poeta Smutny Śmiertelnie.

Na szczęście ja, przynajmniej jeszcze na jakiś czas, mogę ją opuścić.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki, Cieniu, cieszę się, że Ci mój kotlet smakował. Kurczę, nieważne ile człowiek będzie myślał, nic nowego już chyba nie wymyśli. Ja przynajmniej tak mam: wydaje mi się, czasami, że nihil novi a przez to omnia vanitas. 

Tekst pisany a la Mickiewicz, co znaczy mniej więcej tyle, że jest jedną wielką improwizacją. Dlatego zarzutu o nierówność nie będę nawet odpierać. Do Diaboła jako postaci literackiej, jak pewnie już wiadomo, żywię niewyjaśniony sentyment, więc ku własnej głównie uciesze dałam mu epizodyczną rolę :D 

Patetyczne i ckliwe zakończenia to moja specjalność! :D

Dzięki za komentarz :)

********

Jest za to gorzki, smutny, piękny i fenomenalnie napisany,

 

Hej, no, Cieniu! No to gdzie pkt do Biblioteki, ha!???

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

z rezygnacją zwieszając głowę między ramiona. ---> nie widzę tego, nie umiem tego zwizualizować. Albo czegoś tu brak, albo miałaś na myśli inny ruch.

Żaden to absurd. Groteski jest w tym sporo, ale najwięcej niewesołej prawdy. Jednak pod politagitprop jeszcze nie daje się podciągnąć, chwała Tobie za to.

Z powodu istnienia w tekście wstawek nawiasowych wiadomego kliku, przykro mi, podwójnie nawet, nie będzie.

Że co, kurde!? Ten cymboł zaś nie kliknął?

 

To ja dziękuję za przyjemną lekturę.

 

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Adamie, dzięki za komentarz. Gdybym wiedziała, że wstawki nawiasowe aż tak Ci działają na nerwy, to bym ich unikała jak ognia ;D

Cieniu, dzięki jeszcze raz, tym razem za kliknięcie ;)

********

Ty, dziewczyno, weź nie obiecuj, tylko usuwaj zaraz! Potem donieś Adamowi i klik będzie, prawda Adamie? ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Cholibka, dziwnie to wyszło. Żeby jasność i klarowność była i zgoda na świecie, poczuwam się zaznaczyć iż mój “cymbał” komentatorski, to objaw, zdrowej mam nadzieję, samokrytyki, a nie komentarz na gusta adamowe. Zmitrężyłem albowiem z dodaniem swej wypowiedzi i Adaś wstrzelił się między wódkę a zakąskę.

 

Peace!

 

P.S.

Grav, masz tylko to, na co zasłużyłaś.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Interesujący tekst, bardzo porządnie napisany. Podobało się:)

Nigdy nie mów nigdy!

Dzięki, cieszę się :)

********

Świetne! Aż szkoda, że usunęłaś z konkursu, bo parodii tu wcale nie mniej, niż w niektórych z tych biorących udział opowiadań. Za to humoru zdecydowanie więcej. :)

Realizacja bardzo dobra, z poetów aż bije za duże ego, cytowanie samych siebie wyszło świetnie. Mickiewicz to największy świr z nich wszystkich, Gombrowicz też dobrze podsumował..

Cóż, jedyny minus jak dla mnie (i tylko dla mnie!), to że sam wpadłem na pomysł, do którego lekko nawiązujesz.. Pozostaje mi mieć nadzieję, że jeśli ktoś się zainspiruje Twoim opowiadaniem, to nie pójdzie w moim kierunku ;P

Dzięki za rozrywkę!

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dzięki za rozrywkę!

A ja dziękuję za komentarz, bardzo mi miło :)

********

Gravel, ależ bardzo zgrabnie to wyszło! Czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem i nieustającym zadowoleniem, jednocześnie nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że jasna przyszłość przed Tobą. ;-)

 

Każdy z li­te­ra­tów – oprócz Wisi Szym­bor­skiej, która sie­dzia­ła w fo­te­lu z dłoń­mi grzecz­nie zło­żo­ny­mi na po­doł­ku – po­cią­gnął po so­lid­nym łyku… – Z tego co mi wiadomo, Wisława Szymborska nie odmawiała wódeczki, a Ty, każąc poetce siedzieć grzecznie, krzywdzisz ją, bo w dobrym towarzystwie lubiła sobie siorbnąć i, niestety zapalić. ;-)

 

Gdy­byś był wiesz­czem mnie do­rów­nu­ją­cym ta­len­to­wi… – Gdy­byś był wiesz­czem mnie do­rów­nu­ją­cym ta­len­tem

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kurcze blade, mam dziś wieczór naprawdę dobrego czytania na portalu! Znakomity tekst, Gravel. Wszystko Ci się tu udało: nieżywych ożywić, czytelnika (mnie) i rozśmieszyć i zadumać i zachwycić Twoim rzemiosłem pisarskim. 

Z tego co mi wiadomo, Wisława Szymborska nie odmawiała wódeczki, a Ty, każąc poetce siedzieć grzecznie, krzywdzisz ją, bo w dobrym towarzystwie lubiła sobie siorbnąć i, niestety zapalić. ;-)

Zawsze wiedziałam, że to równa babka była ;) Poprawione!

Dziękuję, Regulatorzy, bardzo się cieszę, że Ci się podobało. No i mam oczywiście nadzieję, że Twoje wrażenie okaże się słuszne ;D

 

Werweno, dziękuję, bardzo mi miło :D

 

 

********

Gravel, Ty masz nadzieję, ja przekonanie graniczące z pewnością. ;-D

 

Cieszę się, że pani noblistka już może się przynapić, jak na prawdziwą poetkę przystało. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gravel, Ty masz nadzieję, ja przekonanie graniczące z pewnością. ;-D

Pierwsze proroctwo bogini Regulatorzy? ;D

********

Ale ciężar jego spełnienia spoczywa na Tobie, Gravel. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ech, wiedziałam, haczyk jest zawsze…

********

Pomysł ciekawy. Nie lubię jednak tekstów dotyczących wieszczów, mesjanizmu i innych tego typu rzeczy. Styl w jakim napisany jest utwór też mi za bardzo nie podszedł. Twoje inne opowiadania bardziej mi się podobały.

Belhaj, dzięki za zajrzenie i komentarz :) 

********

Podobały mi się te rozmowy naszych literatów :) Całkiem zgrabnie wyszło i przyjemnie się czytało, tylko liczyłam na ciekawszą końcówkę :p

Dzięki, Bellatrix :) 

********

Ech… Ci poeci! ;)

Pozornie żartobliwe, a kryjące w sobie pełno gorzkich prawd.

Dobry tekst!

 

Pozdrawiam!

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dzięki! :)

********

Dobry tekst, choć odniosłam wrażenie, że mógłby być lepszy. Początek świetny – padłam przy porównaniu wieszcza do ślimaka. I ta ciężkostawność diety i literatury (Varga chyba coś podobnego napisał w “Nagrobku z Lastryko”)! Super. Później bywa różnie: dyskusja Mickiewicza ze Słowackim fajna (aż się dziwię, że nie padło zdanie o kościele bez Boga, ale może to za duży banał ;)), chociaż mam wrażenie, że samego Słowackiego można by jednak trochę podrasować. Cięty miał chłop dowcip, a przy tym jednak dla mnie był zawsze trochę maminsynkiem no i, że tak to współcześnie ujmę, lubił się lansować. Z kolei Gombrowicz całkowicie mnie rozczarował… niby aluzja do twórczości, ale ja bym go jednak wystylizowała bardziej na “Dzienniki”, gdzie podkreślał, jak lubi się wygłupiać i wkładać w towarzystwie kij w mrowisko. Może chociaż kwestię z “Przeciw poetom”? Rej też mi się nie do końca podoba. Myślę, że tak gromadząc tych wszystkich poetów wzięłaś za dużo fajnych, charakterystycznych postaci (nawet Szymborska! Mogłaby chociaż coś wyklejać, albo opowiadać anegdotę, była w tym świetna) i nie dało się ich po prostu w tak krótkim tekście wykorzystać. Norwid jest za to dobry, dowcip z nieznajomością jego twórczości też ok, konkluzja trochę banalna, ale w sumie prawdziwa. 

To był dobry pomysł i mam cichą nadzieję, że kiedyś do tego wrócisz i albo zawęzisz krąg postaci, podrasowując tylko kilka, albo rozbudujesz samo opowiadanie. Bo zadatki ma.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Dziękuję, Mirabell, za obszerny komentarz.

Myślę, że tak gromadząc tych wszystkich poetów wzięłaś za dużo fajnych, charakterystycznych postaci (nawet Szymborska! Mogłaby chociaż coś wyklejać, albo opowiadać anegdotę, była w tym świetna) i nie dało się ich po prostu w tak krótkim tekście wykorzystać.

Rozumiem o co chodzi, masz rację. Z jednej strony literaci, tacy barwni i charakterystyczni, ale z drugiej – trzeba wszystko jakoś poskładać do kupy w tekście rozsądnej długości. Przyznam jednak, że chętnie rozwinęłabym ten pomysł ;)

Przy kreacji poetów kierowała mną sympatia do niektórych i nięcheć do drugich, tak mi się zdaje. Zresztą można było pewnie wyczuć, że Słowackiego lubię, a za Mickiewiczem nie przepadam ;) A na przykład dzieł Gombrowicza, poza “Ferdydurke”, kompletnie nie kojarzę, więc wolałam nie szarżować i ograniczyć się tylko do małego nawiązania do jego twórczości. 

Dzięki jeszcze raz! :)

********

Wiesz co, to może warto tego Gombrowicza wyciąć, on by się zresztą za nazwanie wieszczem raczej obruszył ;) A twórczość – polecam, z “Dziennikami” na czele. Wydaje się, że to cegły, ale czyta się super, a i człowiek co chwilę ma ochotę krzyknąć “genialne!” :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Chyba dostrzegłem profanację!

Gombrowicz wielkim wieszczem był! Powtórz, Mirabell! ;)

 

Hmm, nie wiem, czy ktoś już o tym wspomniał, ale nabieram podejrzenia, że Ty chyba, Gravel, nie jesteś fantastką. 

Zbyt dobrze piszesz, by uciekać się do polegania na  samych pomysłach. Czy nie pora na Szerokie Wody?  

;)

 

Nie biegam, bo nie lubię

Corcoranie, suchego przestwór oceanu? ;) Powiosłuję w tamtym kierunku.

Dzięki za komentarz :)

********

Zawsze to lepiej niż wystąpić na działo ;) Pozdr. 

Nie biegam, bo nie lubię

Czytałem tekst zaraz po pojawieniu się (jego, nie mnie, oczywiście), komentarz miał pojawić się następnego dnia… no i widzisz. Ale poprawiam się. ;P

 

Złotą zasadą kapeli muzycznych jest to, by najlepsze kawałki grać na początku i na końcu koncertu – pal licho środek. Mam wrażenie, że z opowiadaniami bywa podobnie, niezależnie od poziomu zazwyczaj mają w miarę interesujący początek, zakończenie też w większości przypadków stanowi najlepszą część tekstu.

A u Ciebie wszystko na odwrót.

Początek bazujący na znanym motywie (cały czas miałem przed oczami występ jakiegoś kabaretu o Polakach w zaświatach) jakoś specjalnie nie powalał, zakończenie też takie bez fajerwerków. Ale za to środek – mniam! Samo mięsko! ;) Literaci naprawdę tworzyli zabawną (i barwną) zgraję. Szkoda, że zostali przedstawieni dość pobieżnie, bo przyjemnie sobie dogryzali. Tuwim ledwo się pojawił, a Sienkiewicza w ogóle nie dostrzegłem, a szkoda, bo z tego co wiem to całkiem wredny typek był. ;)

W każdym razie, literackie swary górą!

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Dzięki, Elanar, cieszę się, że chociaż środek był ok :D

********

Przeczytałem z uśmiechem; zgrabne, ładne, sympatyczne. Aż tyle i tylko tyle.

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, dziękuję. Najważniejsze, że opowiadanie wywołuje uśmiech, to był jego główny cel :) 

********

Nie lubię sprawiać przykrości nikomu z publikujących, ale samo to nielubienie jest argumentem za słabym, by powstrzymać mnie od głosowania przeciw nominacji. Tak niewiele pozostało w pamięci po pierwszym czytaniu, odświeżenie żywszych emocji nie wywołało; jest w opowiadaniu trochę dowcipu, trochę prawdy, ale nie aż tyle, bym widział tekst na wyższym od Biblioteki podium.

Adamie, nie sprawiłeś mi przykrości. Sama się nie spodziewałam, że ktoś to opko nominuje :) Jak już wcześniej pisałam, było całkowicie improwizowane, pisane w jeden wieczór i miało na celu wyłącznie wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Jeśli się udało, super. Jeśli nie – może innym razem :)

********

Uśmiech tak, wywołało. Liczę na więcej, na coś takiego, że komplementy będą się “same pisały”.

Tekst niewątpliwie jest lekko i przyjemnie napisany. Początkowy etap kłótni jest nawet ciekawy; później jednak historia – jak i kłótnia – zaczyna zmierzać donikąd. Pomysł w ogólności jest dość ryzykowny, znaczy się już wiele podobnych opowieści było – finał ostatecznie nie wnosi nic nowego. Szkoda, choć wyobrażam sobie, że takie opowiadanie trudno inaczej zakończyć. Dodam, że trochę przeszkadzał mi zbyt uwspółcześniony język niektórych wypowiedzi. 

I po co to było?

A ja liczę, że kiedyś uda mi się coś takiego napisać :) Dziękuję, że poświęciłeś czas na powtórne przeczytanie.

EDIT: Syf.ie, dzięki za komentarz. Inna końcówka jakoś mi nie pasowała. I starałam się unikać stylizacji i archaizmów w dialogach, może faktycznie przedobrzyłam i za bardzo je uwspółcześniłam. 

********

Czemu Hala Slawy Poetyckiej, a prozatorskiej juz nie : ) ?

 

Nieźle wplotłaś sławnych twórców w jeden tekst, plastycznie przedstawiając ich charakterystyczne cechy, a nawet osobiste niesnaski. Wyobrażam sobie twój tekst jako materiał na skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju.

Spory plus za porównanie ze ślimakiem, o którym wspomniała już Mirabell.

 

Natomiast puenta jest równie odkrywcza, co sól w roli przyprawy do ziemniaków : (.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, dzięki za komentarz. Puenty i zakończenia to moja pięta achillesowa, niestety. Może powinnam pójść w ślady Latającego Cyrku Monty Pythona i całkiem z nich zrezygnować ; )

 

********

Ja tam znalazłem tu dużo humoru, a nie smutku. Choć i smutek tu jest. Ale on chyba tylko przebłyskuje, jak zawsze u Ciebie. To taki specyficzny rodzaj smutku, zdajesz sobie z tego sprawę?

Opowiadanie bardzo mnie rozbawiło. Aluzje do literatów na odpowiednim poziomie, bo pomimo niesłuchania na polskim dałem radę większość wyłapać :D Ponawiam pytanie spod “Świąt Hamleta” – ty lektury kochasz czy nienawidzisz? ;)

No ale, żeby tylko nie chwalić – zakończenie znowu jest do kitu. Musisz coś z tym zrobić, jeśli chcesz pisać naprawdę zajebiste historie. (Wiadomo, może opieprz przedwczesny, bo nie czytałem tych dłuższych). 

Liczę, że ten mój rajd po Twoich opowiadaniach (jestem na jego półmetku) Cię jakoś zmotywuje. Bo po jakichś 8-10 dziełach Gravel widzę, że masz dryg do słów, do snucia opowieści. Nie wiem, na ile coś z tym robisz, na ile podchodzisz do pisania po rzemieślniczemu, a na ile po artystycznemu. Nie wiem też, do czego zmierzasz z pisaniem. Wiem za to, że często Ci się nie chce i pisanie nie jest przyjemnością. To wszystko Twoja sprawa. Może będę kolejną osobą, która to powie, ale chciałbym czytać Twoje książki. Więc jeśli chcesz być pisarką pełną gębą, bierz się do roboty. Zawsze możesz być lepsza. 

 

Wyszła mi coachingowa gadka, nie? Ale po prostu fajnie się czyta Twoje opowiadania, a jeszcze fajniej byłoby mieć je na papierze :D

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/

Czołem! Dzięki za odwiedziny i komentarz. Fajnie, że aluzje czytelne. 

Co do lektur – różnie. Było parę książek, które mi się naprawdę podobały (Szekspir całościowo, uwielbiam gościa; Mistrz i MałgorzataZbrodnia i kara), ale były i takie, które przyprawiły mnie jeno o ścisk dupy. Na przykład Pan Tadeusz – może i bluźnię, ale Tadzik mnie usypiał po góra dwóch stronach ;)

Generalnie dziękuję za rady i uwagi. Wiem mniej więcej nad czym muszę pracować, wiem, że zakończenia mam do kitu i staram się coś z tym robić. Ale ostatnio brak mi jakoś motywacji do uczciwej pracy nad tekstami, więc nie wiem, jak to będzie :D

********

Jeśli z radami i uwagami powtarzam to, co już słyszałaś, to wybacz. Komentarze przeglądałem jedynie pobieżnie, bo sporo ich było. Ale mam nadzieję, że to zawsze jakaś cegiełka wsparcia i coś tam z tego wyciągniesz. Choćby troszkę motywacji. Czekam na efekty tego, do czego rozruchem było ostatnie opowiadanie. 

 Do zobaczenia pod kolejnymi tekstami ;)

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/

Niezłe. Ale wolę własne spojrzenie na artystów. 

Wszyscy kiedyś spotkamy się pod jakimś memem.

Nowa Fantastyka