- Opowiadanie: aelithe - Żadnych świadków

Żadnych świadków

Na początku byli prastarzy. Nikt nie wie, kiedy pojawili się. Podobną tajemnicą jest, kiedy i dlaczego zniknęli.  O ich istnieniu wiemy tylko dlatego, że każda cywilizacja, która zdoła pokonać barierę trójwymiarowanej przestrzeni, musi spotkać wytwory ich cywilizacji.

Kolejne rasy poznawały i przyswajały ich wiedzę, jednak żadna z nich nie była jej w stanie dalej rozwijać. Nawet w czasach Złotego i Srebrnego Imperium, gdy wydawało się, że obce gatunki mogą pokojowo koegzystować.

Czasy idealistów pozostają już tylko legendą. Poszczególne rasy w Galaktyce walczą o przetrwanie, prowadząc bezlitosne, wyniszczające wojny. Jedynym wyjątkiem jest Imperium. Założyciele stworzyli niezwykle skomplikowany system, w którym możliwe stało się stabilne współistnienie trzech ras głównych i kilku epizodycznych.

Od ponad dwóch tysięcy lat trwa Dwunasta Wielka Regencja. Rasa założycieli powoli wymiera, a dominującą rolę w polityce Imperium zajmują rywalizujące ludzkie Wielkie Rody, które czują się coraz bardziej bezkarne.  Zwykli obywatele zapomnieli już o terrorze ostatnich cesarzy z dynastii Santi i oczekują nowego Władcy, który przywróci stary porządek.

W tym całym chaosie jedynie misterna praca anonimowych członków Piątego Sztabu Imperialnego zapobiega rozpadowi tworu. O większości z nich nigdy się nie dowiemy. Ocalały jedynie zapisy o legendarnym Adamskim, który nie zawsze był Mówcą Rady Imperialnej.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Żadnych świadków

Generał Aentril Caldwell – Tanender

 

– Kiedy patrzę na twoją ochronę, to wydaje mi się, że czują się zupełnie bezradni bez swoich dwustu dronów.

– Anti, to tylko żołnierze. A dronów zwykle jest troszkę więcej. Standardowe wyposażenie żołnierza piechoty to pięćset sześćdziesiąt dronów ofensywnych, plus sondy zwiadowcze i drony defensywne. Wszystkie mniejsze niż dwa centymetry. Musisz zrozumieć, że mając zaledwie kilkadziesiąt sztuk uzbrojenia bezpośredniego czują się prawie bezbronni. To dla nich, ta planeta, to obcy, nieznany świat.

– Dawno mnie nikt tak nie nazywał, Aentrilu. – Kobieta miała około czterdziestu lat, była ubrana w strój klasy wyższej. Wyglądała na osobę posiadającą sporą władzę, i co więcej, sprawiała wrażenie, jakby wiedziała, jak z niej korzystać. – Chyba jednak nie po to umawiałeś się ze mną na tym wzgórzu, aby omawiać szczegóły wyposażenia?

– Masz rację, Anti. Kiedy byliśmy dziećmi i bawiliśmy się na tym wzgórzu, obiecałem ci naszyjnik Skolwich.

– A ja obiecałam wyjść za ciebie z mąż, jak go przywieziesz. Zdajesz chyba sobie sprawę, że jestem mężatką. Poza tym wyrosłam już z wieku, w którym porywy serca zastępują zimną kalkulację.

Mężczyzna ubrany w mundur generalski armii uśmiechnął się. Widać spodziewał się takiej odpowiedzi.

– Masz rację. Jednak ten naszyjnik sporo dla mnie znaczy. Bardzo chciałbym, byś go zatrzymała. Możesz dać go synowi albo córce. To dla mnie ważne.

– Ae. Jest piękny.  – Spojrzała na naszyjnik – Ale dlaczego nalegasz, bym go przyjęła?

– Skoro zdecydowałaś się ze mną spotkać, myślę, że masz w tym jakiś cel. Wiem, że wy arystokraci nie robicie niczego, nie mając korzyści. Dlaczego cię proszę, byś przyjęła? Chwilę się zamyślił. – Chciałbym zakończyć pewien etap w życiu, potrzebuję jakiegoś symbolicznego gestu. Myślę, że ten gest będzie miał dla mnie pewna wymowę.

– Dziękuję. Jak mi się wydaje, powinnam go przyjąć. Jak ci się podobała relacja z oficjalnej części naszego spotkania? Czy chciałbyś jakichś zmian?

– Jestem tylko żołnierzem. Nie bawi mnie polityka. Widziałem ją. Zrobiona profesjonalnie. Z drugiej strony, szkoda, że to spotkanie stanie się lepem dla frajerów z marzeniami.

– Dlaczego nie chciałeś odwiedzić nas w pałacu i poznać mojego męża. Czyżbyś po tylu latach był dalej o mnie zazdrosny?

– Anti, to wzgórze to miejsce dla mnie wyjątkowe. Co do odwiedzin waszego pałacu, to byłby dla mnie zaszczyt. Jednak, chyba zbyt duży dla syna górnika z kopalni Camden.

– Twoja obecna pozycja pozwalałaby na znalezienie naprawdę atrakcyjnej partii. Dzięki swojemu awansowi i zdobytej klasie obywatelstwa możesz trafić nawet na dwór regenta imperium. Stopień generała jest dość atrakcyjną opcją dla rodziców córek w wieku zamążpójścia.

– Jestem dalej prostym chłopakiem z Camden Cree, a 3 Korpus Forteczny to raczej nie jest zbyt prestiżowa formacja pozwalająca na spektakularne awanse. Robi brudną robotę, którą ktoś musi wykonać. – Chwilę przerwał. – Będziesz musiała wybaczyć mi Anti. Mam niezwykle napięty kalendarz. Aby dać ci ten naszyjnik, znacznie opóźniłem swój wyjazd. – Mężczyzna w mundurze generalskim uściskał formalnie jej dłoń i odszedł nie oglądając się za siebie.

 

 

Szeregowy Adamski – Błękitna Poświata

 

Stary wbrew powszechnej opinii dbał o swoich żołnierzy. W czasie patroli chrzanił rozkazy i dbał, by po dwunastu godzinach łażenia zapewnić im dwanaście godzin odpoczynku. Potem wszystko zależało od szczęścia, a ściślej od tego kto był na cenzurowanym. Adamski miał już najgorszy czas za sobą, przez trzy miesiące jako nowy miał służbę w środku: cztery godziny snu, pobudka, cztery warty i koniec cztery sny. Obecnie na cenzurowanym byli Kuternoga i Grubas. Upili się na ostatniej przepustce, a stary stracił swój czas wolny, wyciągając ich z kicia na zadupiu. Szczerze mówiąc, to gdyby nie ta dość niespodziewana akcja, to dalej siedzieliby jako oskarżeni w areszcie. Pomógł, ale nie popuścił.

Dla Adamskiego, to że spadł z ostatniego miejsca, było jedynie niewielką zmianą na plus. Przesunął się na ostatnią wartę ze Śmierdziuchem. Obrzydliwy, nigdy niemyjący się troll. Oczywiście nie w sensie stwora z bajek, ale zachowania. Wrzucenie go pod prysznic, stanowiło nie lada wyzwanie. Co gorsza, co chwila próbował szperać w umyśle towarzysza. Adamski nauczył się wprawdzie go nie wpuszczać, ale oznaczało to konieczność dekoncentracji, która w warunkach bitwy, mogłaby decydować o życiu lub śmierci. Śmierdziuch o sobie wiele nie mówił. Co niektórzy twierdzili, że może być ze służby wewnętrznej.

Razem patrolowali teren wokół legowiska. Stary zawsze starannie dobierał kryjówki. Doświadczenie weterana do czegoś się przydawało. Po pierwsze zawsze musiała być alternatywna droga wyjścia; po drugie drogi dojścia musiały być łatwe do obrony; a po trzecie, miejsce zawsze było przytulne.

Taktyka warty różni się od taktyki marszowej lub bojowej. Nie można jej nawet porównać do taktyk eskortowej lub poszukiwawczej. Przede wszystkim podstawa jej jest oszczędność. Drony defensywne są z reguły nieruchome, maskowanie najczęściej ma charakter pasywny. One mają wykryć ruch i pozostać niewykryte. Drony ofensywne nie bronią określonej pozycji, mają tylko uniemożliwić dostanie się do kryjówki. Słowem nuda.

Karl. – Śmierdziuch po dwóch nieskutecznych próbach przeszperania mózgu Adamskiego zmienił taktykę. – Dlaczego służysz w tak gównianej formacji?

– Inisch – czasem warto pamiętać imiona – żołnierz imperium nie wybiera formacji, której służy. 

– Ty mógłbyś. Zanim wstąpiłeś do armii, byłeś już obywatelem.

– I co z tego wynika? Jak cię zamustrują, to nie masz wyboru.

– Możesz nie przedłużać kontraktu, wstępne są na kilka miesięcy.

– Co potem? Obywatelstwo 30 kategorii nie wiele daje. 30 punktów na miesiąc. Jak nie masz pracy, trudno związać koniec z końcem.

– 30 punktów na miesiąc! Mój ojciec był wyzwoleńcem grupy D. Harował za 2 punkty kwartalnie, by móc przedłużyć swój status. Aby mógł uzyskać status C, wszyscy musieliśmy iść do pracy w podziemiach od 12 roku życia.

-Dlatego wybrałeś armię?

-Nie wybrałem. „Dostąpiłem zaszczytu”. Chociaż nigdy nikogo o ten zaszczyt nie prosiłem.

-Nigdy nie mówiłeś o sobie.

-A o czym mam mówić. O rodzinie byłego niewolnika. Wiem, że nazywacie mnie śmierdziel. W podziemiach było przeraźliwie zimno. Inżynierowie z insygniami obywateli mieli ciepłe kombinezony ochronne. Ja miałem tylko spodnie i koszulę. Mi nic nie odmarzło, ale co kilka dni wynosili jakiegoś dzieciaka zamarzniętego na kość. 

-Współczuje ci, Inisch, ale każdy z nas ma jakieś własne problemy. Obywatelstwo w wielu ze światów znaczy mniej, niż status wyzwoleńca na pograniczu.

-Myślę, że nie rozumiesz tego. Szybko złapałeś srebrną Gwiazdę Poranną za drobną strzelaninę na Insane. Kilka strzałów. Ja tkwiłem trzy lata w błotach Anox 15 i nawet nie dostałem miedzianej blaszki. Wymieniłem kilka zestawów dronów i nikt tego nawet nie dostrzegł.

-Na Insane było troszkę inaczej niż podają oficjalnie w moich aktach.

-To powiedz.– Śmierdziuch wyskoczył ironicznie.

-Ty naprawdę wierzysz w to co wypisują w przebiegu służby?

 

 

 

Szeregowy Adamski – Areszt śledczy Żandarmerii. Stolica okręgu.

 

Obudził go ból. Narkotyki przestały działać. Mężczyzna w mundurze żandarmerii okręgu patrzył mu prosto w oczy.

Adamskie, czy wiesz o co jesteś oskarżony?

– Nie mam pojęcie. ( A kij ci w dupę. Nic ci nie powiem.)

Czuł jak ktoś próbuje się włamać do jego umysłu. Jednak do czegoś jego potyczki ze Śmierdziuchem się przydały.

– Zacznijmy jeszcze raz od tego kim jesteś.

– Jestem obywatelem klasy trzydziestej i żołnierzem imperium. Służę w batalionie 34 – 22 – 37 piechoty formacji. Pochodzę z rodziny obywateli z S Kastis Siedem, okręg Mullach, Trzydziesty Region, Dwunastej Federacji. ( Odwal się )

– To wiemy szeregowy z twoich akt. Nas obchodzi kim naprawdę jesteś.

W twarzy żandarma widział tylko sadyzm przesiąkający każdą zmarszczkę starej zmęczonej życiem twarzy.

– A kim mam kurwa być?

– Tym nam to powiedz.

– Szeregowy Karl Adamski. Batalion 34-22-37, piechoty formacji, armia.

– Spróbujmy inaczej.

Prąd wdarł się w okolicę genitaliów. Adamski zawył z bólu. Mimo to, odrzucił gwałtowny atak mentalny, wdzierający się do jego umysłu. W odpowiedzi podjął próbę kontrataku w umysł szperacza, ale kiedy poczuł dwóch innych, zrozumiał, że to tylko podpucha. Szybko wycofał się do defensywy.

– Opowiedz mi o wydarzeniach na Insane.

( Gówno się dowiesz.) –  Macie wszystko w oficjalnych raportach, co mogę podać więcej,

Jeszcze raz poczuł ból, tym razem w trzech dotychczas nie drażnionych miejscach.

– Chcemy wiedzieć, tego czego w nich nie ma.

( Nie dacie rady.) – W pobliżu Kotrix, to trzecie co do wielkości miasto Insane, demontowano slumsy. Jakiś wariat zaatakował ekipę telewizyjną. ( Nie chcecie znać prawdy.)

 

 

Szeregowy Adamski – Insane

 

Z akcji na Kotrix był początkowo zadowolony. Mieli w pięcioosobowym patrolu towarzyszyć ekipie serwisu informacyjnego. Dla pięciu wygłodniałych facetów po trzech miesiącach w kampie na meteorycie, gdzieś w pustce kosmosu, było to niczym orgia. Co prawda prezenterka dwudziestej drugiej klasy obywatelstwa była poza ich zasięgiem, pewnie posuwa ją jakiś dziadek z dziesiątką; ale przynajmniej mogli pooglądać znaną divę serwisu informacyjnego z bliska. Tak zjawiskowych ciał nie widzi się na biednych przedmieściach.

Szanowni Państwo jesteśmy w Inostranium. Dawnym slumsie Kotrix. Służby porządkowe ewakuowały już ostatnich mieszkańców przedmieścia. W chwili obecnej policja i gwardia przeszukują dzielnicę, by nie przeoczyć spóźnialskich.

Tekst był zredagowany przez specjalistów. Prezenterka dokładnie wiedziała, jak go odczytać, aby osiągnąć zaplanowane wrażenie na odbiorcy. Odpowiednio dobrany to i intonacja, według najlepszych standardów języka kurp.

 

Mężczyzna pojawił się dość niespodziewanie. Podszedł wolno, nie sygnalizując żadnych wrogich zamiarów. . Miał insygnia weterana i nie miał broni. Nie znaleźli niczego podejrzanego w jego ubiorze.

Skorzystam okazji, że jesteście na żywo – zaczął krzyczeć. – To co gada ta panienka, to stek bzdur. Ostatnie 3 dni wywalano uczciwych ludzi z ich domów. Nie pozwalano im nawet zabrać dorobku życia. A teraz, gdy ostatni z nich zaczęli protestować, nasłaliście siepaczy, by ich mordować. Czy tak ma wyglądać ta planeta?

W mózgach rozległa się komenda w języku anhil: Tamahak. – Żadnych świadków.

Pierwszy strzał trafił świeżo przybyłego mężczyznę w szyję na wysokości drugiego kręgu szyjnego oddzielając głowę od reszty ciała. Następne pozbawiły życia ekipę informacji. Strzelali wszyscy członkowie patrolu. Nikt nie zakwestionował rozkazu. Żadnych emocji, zero dramaturgii. Ściśle wyuczone działanie.

– Przyjęliście przenosiny do innych jednostek. Miło było z wami służyć. Wszyscy za godzinę z bagażem w kosmoporcie. Śledztwa nie będzie. – Sierżant wydawał się inny. – Jak chcecie żyć, to macie tam być. Zrozumieliście? Żadnego zakupów, ani żadnych ckliwych pożegnać. Tylko zbierać klamoty i prosto na prom.

 

 

 

Generał Aentril Caldwell – Tanender

 

Tanender zmienił się w ciągu 30 lat od jego wyjazdu prawie nie do poznania. Dawne eleganckie dzielnice podupadły, a okolice starego kosmoportu z zaniedbanych dzielnic handlowych stały się eleganckim siedliskim klasy średniej. Jedyne co nie uległo zmianie to pałace na Jasnym Płaskowyżu i slumsy Camdens Cree. Nędza i bogactwo pozostają niezmienne, nie ma systemu w który by się nie tworzyły. Generał Aentril Caldwell był chyba najwłaściwszym człowiekiem, by to rozumieć. Urodził się na dole i pamiętał codzienną drogę, którą pokonywał na płaskowyż każdego ranka. Pamiętał też codzienne powroty do nędzy doliny. Obiecał sobie, że nigdy tu nie wróci. Zmienił zdanie. Kiedy wrócił na Tanender wiedział, że ma jeszcze jedną sprawę do załatwienia.

W miarę zbliżania się do Camden Cree, byli coraz częściej zatrzymywani przez patrole. Policjanci byli mili i nie robili problemu, ale bez przerwy powtarzali, że jadą w kierunku Soto, wschodniej najniebezpieczniejszej części slumsu. Ostatni zatrzymał ich niemal na rogatkach dzielnicy. Gruby posterunkowy pożegnał ich ostrzeżeniem.

Powodzenia generale. Ostrzegałem, że to niebezpieczne miejsce. Po wyjeździe będziecie na pewno kontrolowani. Posiadanie narkotyków na Tanender może być karane śmiercią.

Nic się nie zmieniło od jego młodości. Soto to było miejsce gdzie szło się na dziwki, po narkotyki, tani podrabiany alkohol, a najczęściej, by dostać w mordę od miejscowych gangów.

Minęli sklep Rozemunda, czy raczej to co z niego zostało. Parę desek, jako ślad po tym, który próbował nie płacić haraczu. Od 30 lat nie zbudowano tu nic innego. Inne budowle też prawię się nie zmieniły, jeśli nie liczyć dodatkowych dziur po salwach różnych rodzajów broni i powolnej dewastacji nigdy nie remontowanych konstrukcji. Park Bohaterów zarósł chwastami, mimo to kłęby dymu ze spalanego tam białego anioła były dalej widoczne ze znacznej odległości.

Zatrzymali ich na czwartym skrzyżowaniu. Zaraz po skręcie w prawo wyskoczył skate z bronią miotającą w ręku. Jego eskorta zarejestrowała jeszcze kilkudziesięciu innych ukrytych wśród okien i na dachach budynków. Kilku wprawdzie miało działka plazmatyczne, a w powietrzu unosiły się pojedyncze drony, głównie górniczych, jednak większość napastników miała zaledwie lekką broń palną lub granatniki.

– Wysiadać skłiboki.

Eskorta wychodziła powoli z transportera wojskowego, starając się nie wyjść spoza zasięgu jego tarczy.

– Rozbierać się do naga.

Wydawało się, że wykonują polecenie, ku nieskrywanej uciesze skate’a. Rozpinali guziki ubrań. Zrzucali na ziemię. Napastnikom mogło się wydawać, że mają łatwy łup.

Nagle, kiedy na ziemi były już wszystkie niepotrzebne elementy strojów dekoracyjnych, a na żołnierzach pozostały jedynie mundury eskortowe, przykucnęli jednocześnie i wystrzelili salwę w kierunku napastników. Wystrzał z zaledwie kilku z rozmieszczonych na całym mundurze licznych działek osobistych unicestwił wszystkie drony oraz każdego z napastników, który nie zapewnił sobie dostatecznie grubej osłony. Generał wysiadł z transportera i w eskorcie trzech z pięciu towarzyszących mu żołnierzy skierował się pobliskiego burdelu. Eskorta strzelała z rzadka, ale ze stuprocentową skutecznością. Mury Camden Cree z jednej strony nie były w stanie zatrzymać salw działek personalnych żołnierzy, za to skutecznie ograniczały użycie broni palnej przez napastników.

Weszli do środka. Dziewczyny uciekły, a porozrywane strzępy ochroniarzy były porozrzucane po całej sali. Szerokie schody skierowały ich ku górze, tam skręcili w prawo wprost do drzwi z napisem biuro główne.

Starszy mężczyzna siedział na miękkich poduszkach na końcu pokoju i wydawał się nie mieć lęku, w przeciwieństwie do dwóch nagich młodych kobiet wtulających się ze strachem w oczach w jego stare, pomarszczone ciało.

– Myślę, że mnie nie pamiętasz, Tyrell. Mam mały dług do spłacenia. Nie spodziewałem się tylko, że tak łatwo cię sprowokować.

Generał wyciągnął zza pasy krótki nóż wibracyjny i pojedynczym szybkim ruchem dłoni przeciągnął drgające, nieco tylko mniej twarde od diamentu, podwójne dwusieczne ostrze wzdłuż obu tętnic szyjnych staruszka.

– Już po wszystkim dziewczyny. Nie mam do was żadnej osobistej urazy, ale same zdecydowałyście się na pracę w Soto. Żadnych świadków.

Na twarzy Aentrila nie było żadnych emocji. Żadnego okrucieństwa, żalu lub strachu. Dwa wyuczone, sprawnie wykonane cięcia nożem zmieniły dwie młode kobiety w wiotkie zwłoki.

Szybko wrócili do pojazdu i z maksymalną prędkością skierowali się najkrótsza drogą do starego kosmoportu. Nie było więcej odważnych próbujących ich zatrzymać.

 

Prom czekał na stanowisku startowym. Pojazd wojskowy wjechał do luku transportowego pełną prędkością i niemal zatrzymał się w miejscu. Jeszcze zanim lepka, miękka tkanka promu wypełniła całą wolną przestrzeń luku, poczuli jak stopniowo narasta przyspieszenie. Jak coraz bardziej są wgniatani w fotel i jak coraz trudniej złapać oddech. Potem wszystko nagle ustąpiło i nadszedł ból głowy i halucynacje wzrokowe. Dwóch z żołnierzy zwymiotowało. A to tylko druga czterowymiarowa przestrzeń. Wiedzieli, że po wejściu w trzecią, pięciowymiarową poczują się jeszcze gorzej. Jednak, kiedy okres wymiotów mieli już za sobą, mogli spokojnie dozować sobie sen. Mają kilka godzin podróży w martwej zimnej przestrzeni, w której umiera nawet światło.

 

 

Szeregowy Adamski – Błękitna Poświata

 

Zerwali się na równe nogi.

– Do ataku łajzy.

Staremu wydawało się, że jest to zabawne. Generalnie miał w dupie wszelkie zasady bezpiecznego marszu. Każdy podręcznik pisze. „Przemieszczaj drony szybko, a żołnierzy powoli.” Stary tylko skwitował uwagę Starego Unkwiqa kilkoma zdaniami.

– Byłeś tu kiedyś? Jeszcze kilka tygodni temu miasto tętniło życiem, a wokół kwitła gęsta tropikalna dżungla, a dziś to miasto duchów a wokół jest pustynia. To, że nie widzimy robali, nie znaczy, że ich tu nie ma. Lepiej przesiedzieć w dziupli na obrzeżach trzy dni, niż utknąć w środku miasta.

Gnali jak oszalali. Drony korzystając z żabich skoków w drugiej przestrzeni sprawdzały pomieszczenie za pomieszczeniem, a drużyna pędziła pełną prędkością po dachach budynków. Mózgi sprzężone z komputerowymi rozszerzeniami przerabiały tysiące danych. Ulice pokonywali zwykle na linach, ale w miejscach, gdzie zajęłoby to zbyt wiele czasu po prostu przeskakiwali na silnikach skafandrów ochronnych.

Miasto było wymarłe. Aseptycznie wymarłe. Żadnych zwłok, krwi, śladów obecności ludzkiej. A przecież jeszcze dwa tygodni temu, na początku ewakuacji działy się tu dantejskie sceny. Robale musiały uprzątnąć wszystko. Oni byli ostatnią drużyną. Jeszcze raz mieli sprawdzić, czy ktoś nie przeżył. Wydawało się niemożliwym, by mogło tu istnieć jakieś życie. Zgodnie z rozkazem sprawdzali jednak każde pomieszczenie. Kilka tysięcy dronów robiło to szybko. Sprzężone z nimi mózgi żołnierzy i ich elektroniczne rozszerzenia przerabiały niewyobrażalne ilości danych.

– Mam dwójkę dzieciaków.

Kokodril niemal eksplodował w umyśle Adamskiego.

– Co?

– W tym małym, czerwonym budynku zaraz przed Ringiem miejskim. Są na poddaszu na ósmym piętrze zabarykadowani w małym schowku. Drony dotarły do nich żabim skokiem. Udało mi się je uspokoić. Nic nie jadły od 3 dni, a od rana nie mają już wody.

– Ok! Idziemy do nich. Reszta przeszukuje inne pomieszczenia. Zostało nam już niewiele roboty.

Budynek znajdował się niedaleko krańca miasta. Za ringiem było tylko osiem przecznic, do fizycznego końca metropolii. Aby dotrzeć do dzieci musieli tylko przeskoczyć dwie wąskie ulice i zejść na poddasze. Największym problem było sforsowanie drzwi do pomieszczenia. Autor zabezpieczeń, musiał być członkiem rezistanz z dużym stażem, bo przepalenie ich wojskowym palnikiem zajęło ponad godzinę. Były głodne. Wyglądało to niemal na cud, że staremu udało się je zmusić, by posiłki przyjmowały zgodnie ze schematem refidingu. 

– Znalazłem dwójkę dzieci. Skończyłem przeszukiwania miasta Podbiegrodzie. Zgłaszam jedenaście osób do transportu – dziewiątkę żołnierzy i dwójkę dzieci. Podaje nasze dane lokalizacyjne.

Stary nadał komunikat, przekazując kopię wiadomości pozostałym żołnierzom.

– Za dwie godziny zabierze nas wiertolot. – Podał współrzędne wysokiego kwadratowego wieżowca zaraz po drugiej ringu. Na dachu budynku był płaski taras umożliwiający pobranie.

 

Generał Aentril Caldwell – Zespół okrętów armii w pobliżu Błękitnej Poświaty

 

Generał obudził się kilka minut przed lądowaniem na krążowniku. Z reakcji zmysłów wiedział, że są w drugiej. Był do niej dobrze zaadaptowany. Spędził tu większość życia. Trudno opisać doznania z przestrzeni czterowymiarowej osobie, która jej nigdy nie doświadczyła. Część ludzi, nawet przy wprowadzenie adaptatów do przestrzeni psychicznej, nie jest w stanie się niej przystosować. Caldwell należał do wybrańców, którym przystosowanie się do odmiennej percepcji nigdy nie sprawiało trudności. Czuł się jak ryba w wodzie. Wprawdzie każde przejście z jedynki do dwójki wywoływało bóle głowy, a czasem wymioty, to po przespaniu kilku godzin, nawet w trzeciej wstawał jak nowo narodzony.

Kiedy prom był już na pokładzie startowym, a tkanka statku wycofała się w sposób wystarczający na opuszczenie ciasnego transportera, Aentril rozprostował zesztywniałe nogi i szybkim krokiem skierował się ku stojącemu zaraz za wyjściem z promu pułkownikowi w mundurze Piątego Sztabu.

– Czy jest Pan pułkowniku zadowolony z naszej operacji?

– Idzie nawet szybciej, niż oczekiwaliśmy. Sądzę, że możemy wprowadzać już Pański korpus do akcji.

– Z tego co mi wiadomo, moje ultrabusy kursują już od pięciu dni.

– Teraz powinna wejść do akcji reszta twojej jednostki, Ae.

– No to na co czekamy, Res.

 

 

Szeregowy Karl Adamski – Błękitna Poświata

 

Przekroczenie ringu z dziećmi stanowiło duże wyzwanie logistyczne. Nikt z nas nie miał ochoty chodzić po gruncie. Niemniej odległość między budynkami po obu stronach ringu była zbyt duża by pokonać ją na linach lub na silnikach. Szczerze mówiąc nie było problemu z żołnierzami. Wyzwaniem był transport dzieci. Dwunastolatek i czternastolatka powinni wprawdzie poruszać się dość szybko, ale czy wystarczająco szybko dla robali? Drony zwiadowcze, w które wyposażenie bili żołnierze, były w stanie penetrować grunt planety na głębokość zaledwie dwadzieścia centymetrów. To mogło być za mało. Kiedy szukali rozwiązania Śmierdziuch odezwał się.

– Dekuri przyznaję się do złamania regulaminu wojskowego.

– Co ? Nie wydurniaj się. – Stary nie musiał udawać zdziwienia. Był wojskowym wygą i nie lubił głupkowatych żartów.

– Dekuri. Buchnęłem z magazynu górniczego kilka starych sond wojskowych.

– Co cię kurwa wzięło na wyzwania?

– Decuri, zabrałem z magazynu starą sondę wojskową

– Po co mi to mówisz?

– Pracowałem w kopalni. Nasza planeta miała podobne właściwości geomagnetyczne. Stosujemy te sądy do szukania złóż surowców.

– A co w nich szczególnego?

– Częstotliwość pięćset dwadzieścia. Nie ma jej na skali, ale można ustawić. Przenika grunt do kilkuset metrów. Poza tym, są trzy inne częstotliwości niedostępne w nowszych typach.

– OK. Posadź je.

– Trzeba je położyć ręcznie. 

– No to na co czekasz?

Śmierdziuch podszedł do krawędzi chodnika i rozrzucił na obszarze około pięćdziesięciu metrów trzy sondy. Odpalili je na trzech różnych częstotliwościach.

– Jeszcze raz. Zobaczymy, gdzie się przemieszczają.

Potem była chwila ciszy. Stary patrzył na wykresy na monitorze. Po czym wrzasnął.

– Natychmiast zbierać ten szmelc. Szybko.

– Co jest?

– Są wszędzie. Czekam na drugą analizę. Zbierać to gówno.

Trójka z Adamskim włącznie odpaliła silniki i nisko nad gruntem poleciała w kierunku sond. Żelastwo Adamskiego zaryło się głęboko. Wyłączył silnik i stanął na powierzchni szybko wyrywając urządzenie. Usłyszał ostrzeżenie. Wykonał żabi skok. Mimo że hełm i pancerz błyskawicznie okryły jego twarz i nieosłonięte fragmenty dłoni, nawet ułamek sekundy wystarczył, by rozpoczął się proces krystalizacji wody w jego tkankach. Nie czuł bólu, ale wiedział, że jeśli natychmiast nie wróci do przestrzeni zaczepienia, będzie mógł się pożegnać ze swoją ładną buźką. Wylądował dokładnie tam gdzie chciał. W środku szyku formacji. Odsłonił twarz i poczuł jak koledzy spryskują ją żelem zabezpieczającym.

Robal pojawił się dokładnie tam, gdzie był przed chwilą. Nie był duży, ale trzy metry długości w zupełności pozwoliłyby go pochłonąć bez najmniejszego szmeru. Drony ataku strzelały szybko. Ciało robaka rozpadało się na kawałki i płonęło, mimo to każdy z oderwanych skrawków kontynuował poruszanie się w kierunku grupy niesamowicie szybko przekształcając się w miniaturową kopię dużego robala. Zniszczenie tylko jednego osobnika zabrało im niemal piętnaście sekund.

– Poruszają się szybciej, niż biegnący człowiek i wszystkie kierują się do sondy z częstotliwością pięćset dwadzieścia. Adamski wywal swoje żelastwo na trawnik pięćset metrów od nas i ustaw na automatyczną impulsację. Inaczej za chwilę zaczną masowo wyłazić.

Poczekali chwilkę, potem stary kazał biec dzieciom jak najszybciej do wieżowca po drugiej stronie ringu, a swojej drużynie na silnikach ich osłaniać. Kilkuminutowy bieg wydawał się wiecznością. Walili we wszystko co drgnęło, ściągnęli wszystkie dostępne drony, ale robale nadchodziły. Poruszały się szybko i niemal majestatycznie. Mieli wrażenie, że na każdego spalonego wychodziło z ziemi pięć innych. Odetchnęli dopiero gdy dzieci i większość zespołu zniknęła w wielkiej windzie towarowej jadącej na szczyt budynku. Robaki podążały za nimi schodami. Wydawały się być obdarzone nie tylko inteligencją, ale również planem budynku. Wciskały się w każdą dostępną szczelinę, w każdy niedostatecznie zabezpieczony luk wentylacyjny, w otwarte klatki schodowe i niewypełnione szyby wind. Broniący się palili wszystko, ryzykując nawet zawalenie budynku byle nie dopuścić do siebie robali. Dopiero gdy wiertolot zjawił się nad lądowiskiem poczuli , że mają szansę. Minuty wydłużały się niemiłosiernie, zanim pilot ze znudzeniem w głosie rzucił:

– Mam tylko dziewięć miejsc.

– Mam dwójkę dzieci i dziewięcioosobową drużynę. Potrzebuję jedenastu.

– Nie mam miejsca. Mogę wziąć dziewięć osób. Dzieci mogę policzyć jako jedną osobę. Inaczej się rozbiję. Samobójcą nie jestem. 

– Pieprzony służbista. Lezą robale. Bierz wszystkich.

– Mogę wziąć dziewięciu, albo nikogo. Jak nie chcecie lecieć, możecie poczekać na następną okazję.

– Karl, Inisch wy zostajecie. Poruszajcie wzdłuż linii kolejki. Oszczędzajcie silniki. Macie pędzić ile się da do Glanisportu.

Oddział z dziećmi wskoczył na pokład statku powietrznego. Drzwi się zamknęły, a wszystkie sześć wirników przyspieszyło niemal w tej samej chwili. Oddalali się z dużą prędkością. Śmierdziuch i Adamski przeskoczyli przy pomocy lin na następny budynek i po dachach skierowali się w kierunku linii kolejki do stolicy. Dotarli do niej w około dziesięć minut. Składała się z dwóch równoległych konstrukcji zawieszonych około pięciu metrów nad gruntem planety oddalonych od siebie na około trzydzieści metrów.

– Adamski do Decuriego Ambrożego.

– Dawaj.

– Dotarliśmy do linii kolejki. Rozpoczynamy marsz po linii w kierunku Glanisport.

– Dawajcie znać co godzinę, gdzie jesteście. W razie kontaktu z rebeliantami nie podejmować walki jeśli to niekonieczne. Unikać walki z robali. Oszczędzajcie drony i silniki. Spróbuję skombinować wam jakiś transport.

 

Szeregowy Karl Adamski – areszt śledczy, stolica okręgu

 

Murzyn wbił mu szpilkę w palce. Drobne ukłucie, ale jad który wsączał się powoli zaczynał działać.

– Adamski, wiem kim jesteś.

Śledczy wydawał się beznamiętnie patrzyć na działania swojego podwładnego.

– Kapral Umfotzi wstrzyknął ci amlatoksynę. Działa powoli, ale ból będzie nasilał się z każdą chwilą. Zapragniesz umrzeć. I pomożemy ci. Tylko musisz nam powiedzieć wszystko co chcemy.

– Odwal się.

– I nawzajem. Masz interesujące akta. Służba na okręcie dowodzenia. Po 2 latach odchodzisz z Floty. Praca na stacji technicznej z uprawnieniami wojskowymi. Oskarżenie o gwałt na Kata Dwa przed ponownym wstąpieniem do armii. Naprawdę ciekawy życiorys. Kotrix Trzy, Błękitna Poświata, Amlagoidea. Można by było tym obdzielić tym pół pułku gwardii. Niezła z ciebie gnida.

– Jestem Karl Adamski. Jestem obywatelem klasy trzydziestej i żołnierzem imperium. Służę w batalionie 34 – 22 – 37 piechoty formacji. Pochodzę z rodziny obywateli z S Kastis Siedem, okręg Mullach, Trzydziesty piąty Region, Dwunastej Federacji.

 – Adamski. My zabijamy takie gnidy jak ty. Tylko powiedz nam, to co chcemy wiedzieć, a pozwolimy ci umrzeć. Inaczej trucizna rozpuści ci flaki i udusisz się gównem.

– Szeregowy Karl Adamski. Batalion 34 – 22 – 37 piechoty formacji.

 

 

 

Generał Aentril Caldwell – zespół okrętów Armii

 

Usiedli wygodnie w fotelach na pokładzie promu dowodzenia. Przed nimi Imis, inaczej zwana Błękitną Poświatą. Trzeci Korpus Forteczny generała Caldwella przejął już niemal całkowicie obowiązki kontroli planety. Zdołał ewakuować niemal osiemdziesiąt procent ocalałej populacji i prawie wszystkich żołnierzy z innych formacji. Pojedynczych maruderów będą zbierać jeszcze kilkanaście godzin, a potem rozpocznie się etap trzeci operacji.

 Prom dowodzenia był szybką jednostką transportu pomiędzy statkami gwiezdnymi lub na planety. Zabierał ośmiu członków załogi, w tym czterech ochroniarzy i do trzydziestu pasażerów. W razie awarii lub zestrzelenia błyskawicznie dzielił się na dziesięć jednostek ratunkowych. Pułkownik Horus Amenhoteb IV siedział obok generała i przeglądał wykresy z operacji. Aentril był pewien, że jego nazwisko jest fikcyjne, tak jak wszystko w Piątym Sztabie, jednak reprezentował on majestat Imperium. Teoretycznie samego Pierwszego Regenta. Co nie oznaczało, że nie uważał tego typu imię za całkowicie idiotyczne.

Powrót do Pierwszej oznaczał ograniczenie percepcji. Znowu stawali się zależni od podstawowych zmysłów. Przed oczyma pojawiła się demoniczna błękitna poświata planety, od której miała popularną nazwę.

Twój pilot się pomylił, Ae.

– Obawiam się, że nie. Jest po prostu ostrożny. Rebelianci dalej wykazują szczątkową aktywność. Prom po przejściu w Pierwszą w atmosferze na pewien czas się oślepia i w przypadku ataku nie ma ani możliwości wykonania uniku, ani zestrzelenia pocisku, ani też możliwości wystrzelenia pojazdów ratunkowych.

Wejście w atmosferę oznaczało wibracji i wciśniecie w fotel przez ujemne przyspieszenia. Tutaj podlegali już prawom klasycznej fizyki.

Pociski samonaprowadzające zaatakowały ich zaraz po przejściu bariery. Przełamały ochronę kamuflażu i leciały wprost na prom wykonując manewry przeciwstrąceniowe. Pierwszy z nich został trafiony i zniszczony. Gwałtowny unik pozwolił czasowo ominąć drugi, lecz trzeci trafił w prom w chwilę po wystrzeleniu z niego podjednostek ratunkowych z całą załogą i transportowanymi żołnierzami. Generał z pułkownikiem znaleźli się sami w jednej z nich. Ujemne przyspieszenie lądowania było trudniejsze do zniesienia niż na promie. Gwałtowne uderzenie w grunt rzuciło nimi przez cały pojazd.

Ubrali kombinezony ochronne i wyszli na zewnątrz.

 

Szeregowy Karl Adamski – Błękitna Poświata

 

Poruszali się po torach szybkim marszem. Konstrukcja była mocno zdekompletowana po wcześniejszych walkach z robali i nie mogła pełnić bez poważnych napraw roli transportowej. Z drugiej strony miało to też swoje zalety. Dawało pewność, że żaden zwariowany komputer nie wyśle im pociągu na odcinek z którego nie mieliby szansy odskoczyć.

Pojazd spadał zwalniając. Kucnęli na torach oczekując wstrząsu po przejściu fali uderzeniowej, która jednak nie nadeszła. Dron zwiadowczy pokazał kompletnie rozbitą podjednostkę ratunkowa.

Lecimy, Inisch.

– Po cholerę nadstawiać dupę. Pewnie i tak nie żyją.

– Ale to nasi. Trzeba im pomóc, zanim dopadną ich robale.

– Zostaw ich im na zakąskę. Dadzą nam spokój na następne dziesięć kilometrów.

– Chciałbyś by cię ktoś zostawił?

Mimo oporów Śmierdziucha podlecieli do statku. Z luku pasażerskiego gramoliło się dwóch ludzi w ciężkich skafandrach ratunkowych.

– Czy potrzeba wam pomocy? Jesteśmy żołnierzami Armii Imperium.

– Wszystko w porządku. Jestem pułkownik Horus Amenhoteb IV, a mój towarzysz to generał Aentril Caldwell dowódca Trzeciego Korpusu Fortecznego.

– Szeregowy Karl Adamski i szeregowy Inisch Moria. Ekscelencjo, czy macie silniki?

– Tak, ale mogą działać tylko około dwudziestu minut.

– Wystarczy. Proszę lecieć za nami na linię kolejki.

Kiedy byli na miejscu, oficjele zdjęli hełmy i skontaktowali się bazą.

– Szeregowy przestrzeń powietrzna jest chwilowo niebezpieczna z powodu aktywności rebeliantów. Musimy iść w kierunku Glanisportu. Co tu robicie we dwójkę?

Szli powoli po torach.

– Nasza drużyna robiła ostatni ogląd Podbiegrodzia. Znaleźliśmy dwoje dzieci, które zajęły nasze miejsce w wiertalocie.

– Głupia bajka.

– Może i głupia, ale prawdziwa. Gdybyśmy byli rebeliantami, to albo byśmy was zdjęli zaraz po wyjściu, albo już was byśmy torturowali.

– Odważny jesteś szeregowy.

– Panie pułkowniku, nie mam nic do stracenia. Zdegradować mnie niżej nie można. Jednostka fajna, ale bez rewelacji.

Robale zbiegały się w ekspresowym tempie. Błyskawicznie spenetrowały wrak i skierowały się stadem w kierunku kolejki. Ogień dronów nie spowolniał ich marszu. Ludzie rzucili się do ucieczki, lecz robaki były szybsze. W pewnym momencie, gdy wszyscy znaleźli się wewnątrz kręgu wijących się robali, do ich uszu doszedł niski przenikliwy gwizd. Pułkownik trzymał w ręku mały flet i grał jeden dźwięk. Robaki zatrzymały się i zaczęły rozchodzić się znikają w gruncie. Inisch skierował namierzył dronami oficjeli.

– Co jest grane? My walczymy z rebeliantami i ich robalami, a wy macie odstraszacze?

– Szeregowy. Robale są imperialne. Od początku wiedzieliśmy, jak je kontrolować. Sami je stworzyliśmy.

– Dlaczego pozwoliliście na śmierć tylu tysięcy niewinnych ludzi? Czy walki pomiędzy rodami są ważniejsze niż ludzkie życie?

– Piąty Sztab Imperialny z założenia nie wdaje się w wewnętrzne rozgrywki szlachty. Sytuacja na planecie wymknęła się spod kontroli i po wyczerpaniu wszystkich innych środków musieliśmy podjąć działania bezpośrednie.

– Ale dlaczego? Nie umiem zrozumieć takiego draństwa.

– Szeregowy, czy wyobrażasz sobie, że moglibyśmy zrobić nalot planetę i zabić bez sądu kilka tysięcy ludzi, bez wywołania skandalu w senacie i kongresie Imperium? Co innego, jeśli to zrobiły robale i rebelianci. Zapewniam cię, że urwaliśmy głowę hydrze. Wojny wygrywa się nie tylko na polach bitew, ale również na łamach serwisów informacyjnych.

– Jesteście bestiami, nie ludźmi.

Śmierdziuch osunął się na tory z rozwaloną pojedynczym strzałem głową. Adamski przykucnął.

– Żadnych świadków, ekscelencjo?

 

 

Szeregowy Karl Adamski – Błękitna Poświata

 

– Pocałujcie mnie w dupę. – Tym razem Adamski pozwolił sobie już jawnie na wulgaryzm. Miał już dosyć. Chciał umrzeć. Czekał na kolejny ból, który nie nadchodził. Światło się zapaliło i do sali wszedł znany mu już pułkownik Piątego Sztabu Imperialnego.

– Musisz mi wybacz to małe przedstawienie, ale takie są procedury. Jesteś naprawdę świetny. Musieliśmy przesłuchiwać cię wejściem pętlącym. Wszelkie ataki na twój umysł wprost lub bocznie odpierasz idealnie. Nigdy nie miałem takiego rekruta.

– Przyszedłeś mnie dobić?

– Ależ skąd, jesteś idealnym kandydatem do służby w Piątym Sztabie. Jesteśmy sługami Imperium i szukamy najlepszych.

– Czyli miałbym prać brudy Imperium bez pozostawienia świadków?

– To akurat zrozumiałeś opacznie. Będziesz pomagał rozwiązywać trudne problemy zapewniając jak najwięcej świadków, którzy jednak mają zobaczyć dokładnie to, co chcemy im pokazać.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Tekst nie rzucił na kolana. Nie przepadam za wojną, a wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

Początkowe dialogi dość drętwe.

Trochę się pogubiłam – mam wrażenie, że nowy w jednostce Adamski opowiada koledze o przeżyciach z poprzednich miejsc służby, w których wykorzystywał doświadczenie zdobyte z tym nowym kolegą.

Interpunkcja leży i kwiczy. Masz sporo literówek.

Standardowe wyposażenie żołnierza piechoty to 560 dronów ofensywnych plus sondy zwiadowcze i drony defensywne. Wszystkie mniejsze niż 2 cm.

Liczby raczej zapisujemy słownie, a w dialogach obowiązkowo. Skróty też. Mówisz “centymetry” czy “cm”?

jednoczasowo – a co to znaczy?

szybkim ruchem dłoni przeciągnął drgające, nieco tylko mniej ostre od diamentu podwójne ostrze wzdłuż obu tętnic staruszka.

Przecinek po “diamentu”. Powtórzenie. Człowiek zwykle ma więcej tętnic niż dwie. Jednym ostrzem (niechby nawet podwójnym) wzdłuż dwóch tętnic? Jakie to szczęście, że rozstaw się zgadza…

Ubrali kombinezony ochronne i wyszli na zewnątrz.

Ubrań się nie ubiera.

Babska logika rządzi!

Wymiękłem: dialogi sztuczne, mające za zadanie łopatologicznie przedstawiać wizję świata, powtórzenia oraz liczby, które powinny być zapisane słownie, zniechęciły mnie do dalszej lektury. 

Sorry, taki mamy klimat.

Odpadłem. Taki ten tekst jakiś… drętwy? Przejrzałem po kawałku, kiwając głową nad błędami oraz faktem, że nic mnie nie wciągnęło, nie skłoniło do systematycznej lektury – chociaż, o ile zrozumiałem z tych przeczytanych fragmentów, tak zwany potencjał jest, ukryty w pomyśle, lecz, niestety dla Autora, wykonanie ma drugie tyle do powiedzenia, co pomysł.

Zasiadłam do Żadnych świadków z zamiarem przeczytania całego opowiadania i zaczęłam oczywiście od samego początku, ale przebrnąwszy przez jedną trzecią tekstu, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że cały czas czytam coś, co zaczyna się od środka i raczej ku niczemu nie zmierza. Złego wrażenia dopełniają liczne błędy. :-(

 

Chwi­lę się za­my­ślił– Chciał­bym za­koń­czyć pe­wien etap w życiu… – Brak kropki i spacji przed półpauzą.

 

Oby­wa­tel­stwo 30 ka­te­go­rii nie wiele daje.Oby­wa­tel­stwo trzydziestej ka­te­go­rii niewiele daje.

 

-Dla­te­go wy­bra­łeś armię? – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Śmier­dziuch wy­sko­czył iro­nicz­nie. – Na czym polega ironiczny wyskok?

 

( A kij ci w dupę – nic ci nie po­wiem.) – Zbędna spacja po otwarciu nawiasu.

Ten błąd pojawiają się w opowiadaniu wielokrotnie.

 

W twa­rzy żan­dar­ma wi­dział tylko sa­dyzm prze­sią­ka­ją­cy każdą zmarszcz­kę sta­rej zmę­czo­nej ży­ciem twa­rzy. – Powtórzenie.

 

Prąd wdarł się w oko­li­cę ge­ni­ta­liów wy­wo­łu­jąc ostry ból. Zawył z bólu. – Powtórzenie.

 

co mogę podać wię­cej, Jesz­cze raz po­czuł ból… – Chyba miała być kropka zamiast przecinka?

 

Chce­my wie­dzieć, tego czego w nich nie ma.Chce­my wie­dzieć to, czego w nich nie ma.

 

ale przy­naj­mniej mogli po­oglą­dać znaną divę ser­wi­su in­for­ma­cyj­ne­go z bli­ska. – Masło maślane. Nie ma nieznanych diw.

Diwa, to słynna artystka, szczególnie śpiewaczka. Nie wydaje mi się, by prezenterkę serwisu informacyjnego można nazwać diwą.

 

Sza­now­ni Pań­stwo je­ste­śmy w Ino­stra­nium. – Zwroty grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uch, nic nie dodam.

Pomysł jest, zarżnięty wykonaniem.

 

Sztafaż space opera wymaga sprawnego prowadzenia narracji. Ogromna ilość błędów (literówki, nie usunięte wyrazy, interpuncja, liczebniki nie zapisane słownie etc.) plus sztuczne dialogi – zniechęcają czytelnika już po kilku akapitach.

 

A szkoda.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Finkla to nie jest opowiadanie o wojnie. Początkowe dialogi miały być “drętwe”. Miały pokazać dystans między dwojgiem ludzie, którzy kiedyś mogli być sobie bliscy, a teraz ich światy są tak odległe, że nawet nie wiedzą, o czym mówić. Szczególnie generał.

 

Własne teksty korygować trudno. Czyta się nie to jest napisane, ale to co chciało się napisać. Niestety tak już działa mózg.

 

Szyjne tętnice są dwie, w dodatku położone po przeciwnych częściach szyi. Z tego powodu świnia i człowiek są niekoszerni. Bardzo trudno przeciąć obie jednym cięciem. Muszę ci przyznać jednak rację, trochę zbyt dużo uproszczenie. Skoryguję w chwili wolnej.

Twardy jak diament. Tak miało być, nawet nie zauważyłem. Dwa równoległe ostrza, w niewielkiej odległości.

 

Jednoczasowe zwykle używa się w przypadku wykonywania dwóch niezależnych czynności w tym samym czasie lub bezpośrednim związku czasowym. Np. jednoczasowy przeszczep nerek i wątroby.

 

Regulatorzy – wyskoczyć w języku potocznym, to także odezwać się nagle. Wyskoczył, jak filip z konopi.

Gwiazdka błysnęła, więc zajrzałem.

» Jednoczasowe zwykle używa się w przypadku wykonywania dwóch niezależnych czynności w tym samym czasie lub bezpośrednim związku czasowym. Np. jednoczasowy przeszczep nerek i wątroby. « 

Jednoczesny, Autorze, jednoczesny. Nie wiem, skąd wytrzasnąłeś tego “jednoczasowego” dziwoląga…

Adam – jednoczasowy jest powszechnie używany w terminologii medycznej

…która to terminologia bardzo często ma niewiele wspólnego z językiem polskim.

Sorry, taki mamy klimat.

Może bardziej obrazowo. Jeśli jednocześnie cię ukąsiło pięćdziesiąt os, to znaczy, że pięćdziesiąt os w tym samym wbiło żądło. Jeśli jednoczasowo ukąsiło cię pięćdziesiąt os, to znaczy, że podczas 1 wydarzenia ( np. przy próbie usunięcia gniazda ) doszło do pięćdziesiąt użądleń, ale między pierwszym a ostatnim mogło minąć nawet kilkadziesiąt minut. Podobnie jednoczesny przeszczep można powiedzieć że bierzesz płuca i serca od jednego dawcy i wszczepiasz biorcy. Jednoczasowy bardziej odnosi się do przeszczepienia narządu w czasie jednej operacji. Więc najpierw wszczepiasz serca, a jeśli ono podejmie czynność, to w ramach drugiej części tej samej operacji wszepiasz mu wątrobę np. od innego dawcy. Nie są one dokonywane sensu stricto jednocześnie, ale oba są wykonane właściwie w jednym ciągu zabiegów.

 

Sathrael język jest tworem żywym i się rozwija. Nawet język stosowany przez polonistów odbiega już od ostatniej oficjalnej kodyfikacji języka polskiego z 1937 roku, a wprowadzonej do powszechnego użycia decyzją Gubernatora GG Hansa Franka. :)

Oczywiście nie będę się upierał co do celowości użycia słowa jednoczasowy i skoryguje w tekście.

Tak jest, język jest żywym tworem, zmienia się, rozwija i kurczy pod wpływem przesławnych uzusów – i warto oddzielać to, co środowiskowe, kolokwialne i tak dalej od tego, co wywodzi się z najlepszych tradycji polszczyzny.

» Jeśli jednocześnie cię ukąsiło pięćdziesiąt os, to znaczy, że pięćdziesiąt os w tym samym {w jakim, czym tym samym? – AdamKB} wbiło żądło. Jeśli jednoczasowo ukąsiło cię pięćdziesiąt os, to znaczy, że podczas 1 wydarzenia ( np. przy próbie usunięcia gniazda ) doszło do pięćdziesiąt użądleń, ale między pierwszym a ostatnim mogło minąć nawet kilkadziesiąt minut. « 

Naprawdę nie ma błędu w tym tłumaczeniu?

dlatego, pozwolę sobie, nie upierać się, co do jednoczasowości. :)

Nowa Fantastyka