- Opowiadanie: Ramshiri - Widzący

Widzący

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla, PsychoFish

Oceny

Widzący

Billy McCoin był zwykłym pyzatym dzieciakiem, którego problemy zaczynały i kończyły się na szkole. Nie wyróżniał się niczym szczególnym wśród swych rówieśników, był wysoki, nie za szczupły o, niezwykle jasnej karnacji. Włosy miał krótko przycięte, a nosił na sobie zazwyczaj workowatą koszulę i dżinsy. Jego życie było podobne do życia zwykłego dziecka z przedmieścia. Billy i jego znajomi: Jenna, Tom, Alex i Max, spędzali większość swojego wolnego czasu na dworze – bawiąc i dokuczając innym.

W połowie sierpnia owej ferajnie został dostarczony nowy obiekt drwin. Tuż naprzeciwko domu Billy'ego wprowadził się ktoś nowy. Mimo iż było lato, nowy sąsiad wychodząc z domu zawsze miał na sobie garnitur, a wyglądem przypominał stupięćdziesięciolatka – zauważył błyskotliwie Alex. Tak, więc stupięćdziesięciolatek w garniturze, wychodził na ganek nowego domu i siedział tak przez cały dzień, aż do zapadnięcia zmroku. Nie wiedzieć czemu, stało się to ich główną wakacyjną atrakcją. Nie zmienił tego nawet fakt, iż ów mężczyzna okazał się być ślepcem. Wręcz przeciwnie, cała zabawa zdawała się być jeszcze ciekawsza.

Przez kolejne kilka dni ich gra polegała na tym, aby spróbować zakraść się jak najbliżej starca, a może nawet i przestawić kubek z wodą, który trzymał tuż przed sobą.

Okazało się, że to nie takie proste. Wyostrzone zmysły mężczyzny dawały mu znać o wszystkim, co się działo dookoła. Wtedy właśnie wstawał, opierał się o swoją laskę i unosił lekko okulary przeciwsłoneczne.

– Jedynka! – wrzeszczał skrzekliwie. – Wara od mojej posesji!

"Jedynka" – tego nigdy nie mogli zrozumieć, starzec zawsze na wszystkich, nawet i na dorosłych mówił Jedynka. Gdy jednak Billy po raz pierwszy spróbował swoich umiejętności skradania, stało się coś dziwnego.

– Dwójka! Czego tu? WON! – warknął staruszek.

Okazało się, że Billy był wyjątkiem, tylko on był nazywany dwójką. Choć nie miał pojęcia co to znaczy, to wiedział jednak jedno: sąsiad zaczynał go przerażać. Dostrzegał zrozumienie na twarzach kolegów, niektórzy podzielali jego opinie. Wyjątkiem był Tom, który godzinami mógł snuć opowieści o starszym mężczyźnie. Czasem opowiadał o nim jako o seryjnym mordercy na emeryturze, czasem jako o głowie rodziny mafiosów, a innym razem jako o kosmicie w ludzkiej skórze – co rzekomo miało wyjaśniać zmarszczki; nie do końca dopasowany strój. Gdy Tom zaczynał snuć swe ponure mordercze opowieści, Jenna natychmiast odcinała się od rozmowy ze stwierdzeniem:

– Głupi! – Jenna była dziewczyną nauki. Nie przerażały jej opowieści Toma, lecz nie miała zamiaru ich słuchać.

Nie trzeba było czekać zbyt długo, aby z tej sytuacji wyszło coś szalonego. Pomysłodawcą był oczywiście Tom, a kozłem ofiarnym… Billy. Jenna nie chciała się do tego mieszać, lecz pozostali, nawet jego najlepszy kumpel, Alex, przystali na propozycję. Billy miał za zadanie zwiedzić w nocy dom staruszka, a na dowód udanej eskapady, przynieść jakiś przedmiot.

– Laskę!

– Okulary mu zdejmij z nosa! – zaśmiał się Max.

– Z kim ja się zadaję? – pytała Jenna. – Nigdy nie udało nam się do niego zbliżyć choćby na parę metrów, a wy chcecie zrobić coś takiego. Nie wspominając już o nieodpowiedzialności, z jaką się zachowujecie, chcąc zabrać ślepcowi jedyne podparcie.

Billy zgadzał się z nią całym sercem, lecz nikt inny go nie słuchał. Nie chcąc zawieść swoich najlepszych kumpli, chłopak w końcu się zgodził. Przy okazji nie miał zamiaru wyjść na tchórza.

– Może jednak nie warto było grać takiego odważnego? – zastanowił się Billy, zeskakując głośno na posadzkę.

To był właśnie ten dzień. Max zauważył, że jedno okno staruszek zawsze zostawia otwarte. O zmroku, podsadzili więc biednego Billy'ego, aby mógł wejść się do środka.

– I jak? – Usłyszał szept z zewnątrz.

– Może to jednak nie był taki dobry pomysł? – zapytał z nadzieją w głosie chłopak.

– Chłop jesteś czy baba? – zapytał dobitnie Max.

– Odwal się! – krzyknął wściekły, lecz szybko zasłonił usta dłonią. Zdał sobie sprawę z tego, że zachowują się za głośno, i mogą obudzić sąsiada. – Zaraz wracam – szepnął do reszty uznając, że im szybciej będzie miał to wszystko za sobą tym lepiej.

Chcąc nie chcąc zaczął powoli zwiedzać skąpane w ciemności korytarze. Jego strach potęgowany był dodatkowo przez dziwne artefakty ozdabiające ściany domu. Były to zazwyczaj demoniczne maski i niepokojące obrazy krwawych masakr namalowane farbą olejną. Całe to otoczenie tylko utwierdzało Billy'ego w przekonaniu, że staruszek jest jakimś świrem, a do tego pewnie i seryjnym mordercą.

Skierował światło latarki na schody prowadzące na piętro. Z racji iż mężczyzna zamieszkujący dom był niewidomy, chłopak nie bał się używać oświetlenia. Natomiast kroczenie po starych drewnianych schodach, mogących wydać głośny, przenikliwy dźwięk z każdym krokiem, było zupełnie czymś innym.

Wtem, chłopak zauważył dziwne światełko tuż za schodami. Przez chwilę pomyślał, że staruszek go znalazł, lecz nic z tych rzeczy. Gdy Billy podszedł bliżej, zauważył laskę. Nigdy wcześniej nie przyglądał się jej z tak bliska. W tym jednak momencie przyprawiła go o gęsią skórę. Laska była zrobiona z drewna, w którym wyrzeźbione były różne dziwne znaki. Sama główka jednak, wykonana była z metalu, na którym widniał wizerunek jakiegoś stworzenia – demona, którego oczy jarzyły się czerwienią.

Przerażony chłopak wmawiał sobie, że nie ma w tym nic dziwnego – pewnie to nowy krzyk mody; laska na baterie, która świeci w ciemności. Po chwili wahania ruszył dalej, stwierdził, że nie może zabrać laski. Wmawiał sobie, że nie może przecież pozbawić niewidomego jedynego podparcia. Choć tak naprawdę chodziło o coś zupełnie innego.

Szedł powoli korytarzem, aż do momentu gdy natrafił na lekko uchylone drzwi. Z wywiadu przeprowadzonego wcześniej, wynikało iż staruszek śpi na piętrze. Dlatego nie należało spodziewać się żadnych niespodzianek za tymi drzwiami.

Lekkie skrzypienie przyprawiło włamywacza o palpitację serca. Zatrzymał na chwilę drzwi, po czym ponownie spróbował je uchylić – tym razem znacznie wolniej.

To był koniec. Cokolwiek będzie w tym pokoju, weźmie to i ruszy czym prędzej w stronę wyjścia – obiecał sobie.

Znalazł się w dużym pokoju bez okien, który został przerobiony na bibliotekę. Przy wszystkich ścianach znajdowały się regały z półkami uginającymi się od ciężkich tomów. Zadowolony Billy już miał wziąć pierwszą z brzegu księgę i czym prędzej uciec, zauważył jednak coś dziwnego. Nie były to zwykłe księgi, nie były to też tomy lektur ani powieści. Wszystkie były identycznych rozmiarów i koloru, a na grzbiecie każdej z nich widniała nazwa jakiejś miejscowości. Pod wpływem emocji, chłopak wziął pierwszą z brzegu i otworzył.

Obie strony zapisane były dziwnymi cyframi pisanymi od góry do dołu. Przekartkował szybko księgę i z przerażeniem stwierdził, że w całości jest wypełniona cyframi.

Przez kolejne kilka chwil otwierał następne woluminy, aby przekonać się, czy każdy z nich zapisany jest tym samym, lekko pochylonym pismem ręcznym. Wyjął swój telefon i sfotografował to dziwne zjawisko, lecz zaraz się skarcił – przecież miał coś zabrać coś z tego domu. Równie dobrze mogłaby to być książka.

Wziął ją więc i zaczął zbliżać się do wyjścia, gdy nagle usłyszał niepokojący hałas – ktoś się zbliżał. Rozpaczliwie zaczął szukać jakiejś kryjówki. Jedynym sensownym na tę chwilę schronieniem wydał mu się stół w rogu pokoju. Odrzucił książkę i czym prędzej popędził, aby się schować.

Obrus na stole, był o wiele za długi – sięgał mu prawie do kostek. Dzięki temu okryciu chłopiec czuł się bezpieczniej, nawet jeżeli ukrywać się miał tylko przed niewidomym starcem. Mógł się domyśleć, że jeżeli jego laska stoi na dole przy schodach, to i on sam musiał się czaić gdzieś niedaleko. Po raz kolejny przeklął swoją głupotę, choć miał nadzieję, że to jednak nie staruszek. Może jeden z jego kolegów pomyślał, że Billy znajduje się tam już zbyt długo i postanowił mu pomóc.

Może to Alex? – pomyślał z nadzieją chłopiec.

Niestety jednak nie był to Alex, ani żaden jego znajomy. Drzwi otwarły się szeroko; ktoś zapalił światło w pokoju.

Przymrużył oczy. Dopiero po chwili dotarło do niego kto wszedł do pokoju. A był to nikt inny jak jego sąsiad – przerażający starszy mężczyzna. Chłopiec zastanawiał się po co włączył światło, skoro i tak nic nie widzi. Najwyraźniej zorientował się, że coś jest nie tak, i zaczął zapalać je wszędzie, aby przestraszyć potencjalnych włamywaczy – tłumaczył sobie Billy.

Staruszek jednak ani myślał o opuszczeniu tego pokoju. Na dodatek zaczął krążyć po nim, jak gdyby nigdy nic. To co stało się chwilę później, wprawiło Billy'ego w osłupienie. Staruszek podszedł do porzuconej przez niego książki i podniósł ją.

Billy upewnił się czy aby na pewno nie widać go spod obrusu – wyglądało na to, że miał do czynienia z osobą, która tylko udawała niewidomego. Sytuacja stała się zarówno ciekawa jak i niebezpieczna.

Staruszek odłożył wolumin na miejsce, po czym powoli zaczął wodzić palcem po pobliskich księgach. Wyglądało na to że czegoś szukał. Po niedługim czasie znalazł to, gdyż szepnął:

– Ta będzie lepsza.

Podszedł do stołu i zaczął ją wertować, następnie wyjął z kieszeni pióro i zakreślił coś na jednej ze stron.

– To ci się spodoba – powiedział unosząc okulary i spoglądając prosto w stronę Billy'ego, oczami, które były kompletnie białe.

Billy prawie krzyknął z przerażenia. Już chciał się zrywać do biegu, gdy staruszek odwrócił się do niego plecami i wyszedł z pokoju zostawiając go zupełnie samego.

Minęła krótka chwila, która dla chłopca wydawała się wiecznością. Zdobył się wreszcie na odwagę, aby wyczołgać się spod stołu. Powoli zaczął zbliżać się do księgi, którą pozostawił mu sąsiad. Była otwarta mniej więcej w połowie i zawierała standardowe długie ciągi cyfr. Jedna kolumna była zaznaczona:

3 21 2 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 0

Po dłuższej chwili, chłopiec przestał zastanawiać się co to wszystko może oznaczać i czy staruszek był absolutnie świadom komu tę wiadomość zostawił. Zgarnął książkę z blatu stołu i pognał czym prędzej do wyjścia. Na każdym rogu musiał jednak zwalniać – na wszelki wypadek. Wyglądał wtedy zza ściany i próbował dostrzec cokolwiek w ciemności. Przestał używać latarki, gdyż teraz już wiedział, że jego przerażający sąsiad, ukrywa coś strasznego.

 

* * *

 

– No przecież nie kłamię! – ryknął wściekły. Nie dość że wysłali go samego do tego strasznego miejsca, to teraz jeszcze nie byli mu w stanie uwierzyć. – Był tam, wszedł do pokoju i najwyraźniej nie jest ślepy!

– Bajki opowiadasz. – Zlekceważył go Tom.

– To by tłumaczyło czemu nasze podchody na niego nie działały – wtrąciła się Jenna, a Billy był jej za to bardzo wdzięczny – nie mogliśmy do niego podejść choćby na kilka metrów. Wyjaśnienie jest tylko jedno.

– On widzi – skończył za nią Alex.

Pozostali spojrzeli ze zdziwieniem na swego kolegę. Nie wiedzieli co mają myśleć o tej sytuacji. Billy nie zawiódł ich, przyniósł jakąś rzecz z domu, nie mieli więc powodu aby wątpić w jego odwagę ani prawdomówność.

– Pokaż to!

Billy posłusznie wyjął zabrany wcześniej wolumin i podał go najbliższej osobie, a ona kolejnej. W ten sposób każdy zapoznał się z dziwną tajemniczą zawartością. Większość z nich otwierała szeroko oczy lub szeptała: "Co to ma znaczyć?" lecz na to pytanie mogła odpowiedzieć im tylko jedna osoba. Wzrok wszystkich skupił się właśnie na niej.

– No dobra – westchnęła zrezygnowana Jenna przyciskając księgę do piersi – wezmę to ze sobą i spróbuję rozszyfrować do jutra. – Wszyscy odetchnęli z ulgą, dziewczyna dodała jednak. – Pamiętajcie, że niczego nie obiecuję. Równie dobrze może się okazać, że to zwykłe bazgroły schorowanego umysłu.

 

 

Następnego dnia, z samego rana Billy został obudzony przez telefon od Jenny. Z tonu jej głosu wywnioskował, że była dość podekscytowana, choć i trochę zmartwiona. Zarządziła alarmowe spotkanie całej paczki. Na pytanie chłopca co do terminu spotkania, wykrzyknęła tylko:

– Natychmiast!

Zaintrygowany tym, co mogła odkryć, czym prędzej wstał z łóżka i już po piętnastu minutach był gotowy do wyjścia. Jako, że nie miał daleko, po kolejnych dziesięciu minutach był już na miejscu – w starej opuszczonej fabryce, produkującej kiedyś samochody, która obecnie służyła im jako tajna kryjówka.

– Szybko! – krzyknęła Jenna gdy tylko dostrzegła go z daleka. Wyglądało na to, że pozostali byli już na miejscu. Wszyscy spokojnie siedzieli na starej kanapie, którą kiedyś znaleźli i przytaszczyli do fabryki.

– Możesz wreszcie powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi? – zniecierpliwił się Alex.

Billy spokojnie usiadł i czekał aż dziewczyna zacznie mówić. Wiedział, że pośpieszanie nic nie da w jej przypadku.

– Pierwsza liczba w kodzie nigdy nie jest większa od dwunastu, druga od trzydziestu jeden – przemówiła w końcu Jenna rzucając opasły tom na ich prowizoryczny stół.

– Miesiąc i dzień – odpowiedział Max.

– Brawo – pochwaliła go dziewczyna. – Dodatkowo mamy do czynienia z wypisaną na grzbiecie nazwą miejscowości i rocznikiem co kilka kartek. Możemy więc założyć że chodzi i jakieś konkretne daty związane z naszą miejscowością – oznajmiła Jenna. – Tu kończy się łatwa część całej historii. Następna liczba osiąga maksymalną wartość cztery. Choć zazwyczaj przyjmuje wartość jeden.

– Co to więc może znaczyć? – dopytywał Alex.

– Dość łatwo zauważyć, że trzecia cyfra przyjmuje większe wartości jeżeli poprzednie liczby w kolumnach są takie same. – Jenna otworzyła księgę i pokazała im wcześniej przygotowany fragment.

 

9 3 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 0

9 3 2 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 0

9 3 3 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 0

 

– Jak dobrze pamiętacie – ciągnęła dalej dziewczyna – sąsiad Billy'ego zawsze zwracał się do nas "Jedynka", do wszystkich prócz samego Billego. Wiecie dlaczego? – zapytała retorycznie. – Nie jest tajemnicą, że urodziliśmy się tego samego dnia.

Miała rację. Jenna i Billy obchodzili urodziny tego samego dnia, czasem nawet urządzali je wspólnie.

– Czyli twierdzisz, że każda kolumna oznacza jedną osobę?

– Zgadza się! – odpowiedziała z przejęciem dziewczyna – jako że oboje jesteśmy z tego samego dnia, Billy został oznaczony w księdze jako drugi. – Tym razem otworzyła księgę na stronie na której staruszek zaznaczył jedną kolumną specjalnie dla chłopca.

3 21 2 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 0

– Dwudziesty pierwszy marca, dwójka – wyszeptał przestraszony chłopak. – Zakreślił kolumnę, która dotyczy mnie bezpośrednio. Czyli nie jest ślepy. Doskonale wiedział, że to ja byłem w jego domu.

Wszystkimi wstrząsnęła ta wiadomość. Co kierowało starszym mężczyzną, że postanowił udawać niewidomego? Jakie tajemnice jeszcze skrywał?

– Najstraszniejsze jeszcze przed nami – oznajmiła Jenna. – Zaraz powiem coś, w co sama mogę z trudem uwierzyć, a właściwie dalej nie wierzę.

Wzrok wszystkich obecnych ponownie skierował się w stronę dziewczyny. Zapanowała zupełna cisza. Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekali na wstrząsające wieści.

– Dalej mamy ciąg jedynek i zero na końcu. Tego nie mogłam rozszyfrować przez dłuższy czas, dlatego też zaczęłam szukać tych ludzi. Z tych których udało mi się odnaleźć, większość żyje, lecz to ci martwi mnie niepokoją. – Tutaj dziewczyna zrobiła efektowną pauzę. – Jedynki w ich przypadku oznaczały kolejne przeżyte lata, zera – śmierć.

– Czyli gościu wypisuje sobie wszystkich ludzi żyjących w naszym miasteczku i rejestruje ile przeżyli? – przerwał jej Alex.

– Nie do końca – odparła dziewczyna przygryzając dolną wargę. – Wszystkie te śmierci zgadzają się z rzeczywistością. Należy jednak zauważyć, że każdy ciąg jedynek zakończony jest zerem, wybiega w przyszłość. Wygląda to bardziej na księgę, w której śmierć jest określona z wyprzedzeniem.

Max i Tom zachichotali, lecz gdy tylko zobaczyli śmiertelnie poważną minę Jenny, natychmiast zamilkli.

– Chcesz nam wmówić – zaczął powoli Alex – że ten staruch jest jakimś medium?

– Tego nie powiedziałam – zarzekła się dziewczyna – mówię tylko, że te liczby nie kłamią. Nie wiem jak on to robi, zwłaszcza że najnowsze nekrologi pokrywają się z tymi liczbami, choć księga wygląda jakby spisana była dobre dziesięć lata temu.

– Czy to znaczy, że możemy sprawdzić kiedy zginiemy? – zapytał wesoło Tom.

– W tym miejscu pojawił się kolejny problem. Billy? – Jenna spojrzała na niego smutnym wzrokiem. – W tym roku skończyłeś trzynaście lat. Według księgi nie dożyjesz następnych urodzin.

Przestraszony chłopak szybko zerknął na cyfry.

3 21 2 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 0

Wszystko się zgadzało – trzynaście jedynek a potem śmierć. Przełknął głośno ślinę.

– Plus jest taki, że już wkrótce dowiemy się, czy to rzeczywiście działa – odrzekł wesoło Tom.

– To nie jest śmieszne – krzyknęła z wściekłością dziewczyna.

Krzyki stawały się coraz głośniejsze, lecz Billy już ich nie słuchał. Z przerażenia zaczęło mu dudnić w uszach. Błądził myślami zadając sobie kolejne pytania. Czy to już naprawdę koniec? Czy może staruszek przewidział włamanie do swego domu i w ramach okrutnego żartu przygotował sobie wcześniej tę księgę? Ksiąg w jego mieszkaniu było jednak dziesiątki, jak nie setki. Czy to wszytko było w ramach żartu – a może rzeczywiście rejestrował śmierć wszystkich mieszkańców. A ostatnią księgę lekko zmodyfikował, żeby go przestraszyć.

Mimo wszystko staruszek był dość przerażający i miał swoje sekrety. Przez to wszystko Billy bardziej skłonny był wierzyć w wątek paranormalny niż w racjonalne wytłumaczenie. Czyż informacja o swoim losie nie daje mu szansy na jego zmianę?

Spostrzegł, że oczy wszystkich obecnych od dłuższego czasu zwrócone były w jego stronę.

– Muszę się przewietrzyć.

Zdenerwowany chłopiec wybiegł na zewnątrz i odetchnął głęboko – tego było mu potrzeba. Promieni słonecznych i ciepła zamiast ciemnego, cuchnącego starością pomieszczenia i gawędzeniu o śmierci. Billy uśmiechnął się mimowolnie. Jak mógł uwierzyć w stek bzdur o niewidomym starcu i jego księdze z przepowiedniami.

Stał tak, z uśmiechem na twarzy, aż do momentu gdy nie zobaczył czegoś niepokojącego po drugiej stronie ulicy. W parku naprzeciw fabryki, na ławce pod starym dębem, siedział nie kto inny jak sprawca całego tego szaleństwa – niewidomy staruszek w swoim czarnym garniturze i okularach przeciwsłonecznych.

Gdy tylko zobaczył chłopca, uśmiechnął się do niego, unosząc przy tym lekko swoje okulary.

Nagle Billy'ego dopadł strach. A może starzec wpisał zero przy jego dacie urodzenia nie ze względu na jakieś jego paranormalne zdolności, lecz po prostu miał zamiar go zabić. W tym momencie w jego umyśle pojawiła się jedna jedyna myśl a brzmiała ona: "Nigdy mnie nie dostaniesz."

Zaczął uciekać, nie zastanawiał się dokąd biegnie. Chciał po prostu znaleźć się jak najdalej od zagrożenia.

– Billy! – Usłyszał za sobą krzyki – Billy! Czekaj! – Obrócił się za siebie i dostrzegł swoich przyjaciół, którzy wyłonili się właśnie z fabryki. – Uważaj!

Chłopak ponownie spojrzał przed siebie. Właśnie wybiegał na skrzyżowanie – tuż przed pędzący z dużą prędkością samochód.

 

* * *

 

– To należy do ciebie? – zapytał mężczyzna w czarnym garniturze podając siedzącemu na ławce starą księgę.

Benjamin Blue podniósł wzrok na przybysza.

– Istotnie – potwierdził a następnie wskazał na wolne miejsce tuż obok siebie. – Siadaj bracie.

Siedzieli tak jeden obok drugiego. Wyglądali przy tym prawie identycznie – taki sam garnitur i okulary, do tego laska która różniła się tylko wyżłobionym na niej wizerunkiem. Obaj byli niezwykle starzy, tak naprawdę jednak, wyglądali młodo jak na swój prawdziwy wiek.

– Nie sądzisz, że to było trochę nieroztropne?

– Chłopak i tak był bliski śmierci – odparł lekko Blue – poza tym, czemu miałbym nie odmówić sobie jakiejkolwiek rozrywki raz na kilkadziesiąt lat?

W tym momencie na miejsce zdarzenia, prócz karetki, pojawiła się także policja. Mężczyźni ze spokojem oglądali całą sytuację. Policja zatrzymała kierowcę srebrnego kombi, zarzucając mu niezachowanie odpowiedniej ostrożności na pasach. Koledzy zabitego płakali i krzyczeli coś o przeznaczeniu. W którymś momencie dziewczynka wyrwała się policjantowi i krzyknęła zrozpaczona:

– To jego wina! – Wskazując przy tym na odległą ławkę, na której jeszcze chwilę temu siedzieli mężczyźni w garniturach.

Szli wzdłuż ulicy na której znajdowała się fabryka.

-Wiesz że Rada nie będzie zadowolona z takiego obrotu spraw? – zapytał po chwili. – Będziesz musiał zmienić posterunek, na twoje miejsce przyślą kogoś innego. Złamałeś pierwszą zasadę. Ujawniłeś się.

– Zdaję sobie z tego sprawę – rzucił podirytowany staruszek – ale przyznaj. Czy ten spektakl nie był wart złamania kilku zasad?

Drugi mężczyzna patrzył na niego z surowym wyrazem twarzy. Po chwili jednak uśmiechnął się szczerze.

– Masz rację – przyznał – nie bawiłem się tak dobrze od ostatniej wojny.

– Widzisz bracie – zakrzyknął tamten – nawet nam od czasu do czasu przyda się rozrywka. Poza tym, dzieciak nie żyje, wolumin jest znów w moim posiadaniu, a smarkaczom i tak nikt nie uwierzy.

– Pamiętaj o tym, że możemy robić to co robimy, ponieważ nikt nie zdaje sobie nawet sprawy z naszego istnienia – ostrzegł go jednak przybysz – nasze księgi nigdy nie mogą trafić w ręce śmiertelników.

– Nie ma nawet takiej możliwości – odrzekł z uśmiechem Benjamin Blue.

 

Koniec

Komentarze

Fascynujący pomysł. Fajny kod, nigdy o czymś takim nie słyszałam. Wprawdzie dziwne, że dziewczynka złamała go w ciągu nocy, ale niech tam…

Popraw zapis dialogów, to kliknę Bibliotekę.

Pierwsza cyfra w kodzie nigdy nie jest większa od dwunastu, druga od trzydziestu jeden.

Cyfry to 1, 2, aż do 0. Dwanaście albo trzydzieści jeden to liczby.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za pozytywny komentarz.

Już poprawiłem zapis dialogów. Niestety na razie jest to dla mnie mało intuicyjne, wciąż jednak nad tym pracuję. Być może wrzucę kolejną aktualizację za godzinę, bądź z rana.

 

31 to rzeczywiście marna cyfra. Dziękuję jeszcze raz.

No, zapis jeszcze nie jest idealny, ale niech będzie. Uważam, że warto przeczytać ten tekst.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za motywację. Biorę się natychmiastowo za poprawianie oraz ‘tutoriale’ dialogowe (zapewne się przydadzą)

Mnie także spodobał się nietuzinkowy pomysł i cała historia na nim oparta. Przeczytałam z przyjemnością, która byłaby znacznie większa, gdyby nie liczne usterki utrudniające lekturę i skutecznie rozpraszające uwagę.

Mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadania będą równie zajmujące, ale napisane staranniej i dostarczą mi wyłącznie przyjemności. ;-)

 

Wara z mojej po­se­sji!Wara od mojej po­se­sji!

 

jego są­siad za­czy­nał go prze­ra­żać. Po­wo­li za­czął do­strze­gać zro­zu­mie­nie na twa­rzach swo­ich ko­le­gów, nie­któ­rzy po­dzie­la­li jego opi­nie. – Powtórzenie. Nadmiar zbędnych zaimków.

 

Jenna na­tych­miast uci­na­ła się od roz­mo­wy ze stwier­dze­niem: – …Jenna na­tych­miast odci­na­ła się od roz­mo­wy stwier­dze­niem:

 

Nie chcąc za­wieść swo­ich naj­lep­szych kum­pli, chło­pak w końcu się zgo­dził. Przy oka­zji nie chciał wyjść na tchó­rza. – Powtórzenie.

 

O zmro­ku, pod­sa­dzi­li więc bied­ne­go Billy'ego, aby mógł wła­mać się do środ­ka. – Jeśli wszedł przez otwarte okno, to nie było to włamanie, a raczej wtargnięcie.

 

lecz szyb­ko za­sło­nił sobie usta dło­nią. Zdał sobie spra­wę… – Powtórzenie.

 

Sam chwyt był jed­nak wy­ko­na­ny z me­ta­lu… – Literówka.

 

zauważył jednak cos dziwnego. – Literówka.

 

Je­dy­nym sen­sow­nym na chwi­lę…– Je­dy­nym sen­sow­nym na chwi­lę…

 

Sta­ru­szek jed­nak ani my­ślał opusz­cze­niu tego po­ko­ju.Sta­ru­szek jed­nak ani my­ślał o opusz­cze­niu tego po­ko­ju.

 

Sta­ru­szek pod­szedł o po­rzu­co­nej przez niego książ­ki i pod­niósł ją.Sta­ru­szek pod­szedł do po­rzu­co­nej przez niego książ­ki i pod­niósł ją.

 

Zdo­był sie wresz­cie na od­wa­gę… – Literówka.

 

był ab­so­lut­nie świa­dom komu wia­do­mość zo­sta­wił. – …był ab­so­lut­nie świa­dom, komu wia­do­mość zo­sta­wił.

 

Rów­nie do­brze mogą się to oka­zać zwy­kłe wy­my­sły cho­re­go umy­słu. – Trochę koślawe zdanie.

Proponuję: Równie dobrze może się okazać, że to zwykłe wymysły chorego umysłu.

 

przy­go­to­wał sobie wcze­śniej księ­gę? – …przy­go­to­wał sobie wcze­śniej księ­gę?

 

Obaj byli nie­zwy­kle staży,  tak na­praw­dę jed­nak, wy­glą­da­li młodo jak na swój praw­dzi­wy wiek.Obaj byli nie­zwy­kle starzy

 

W tym mo­men­cie na miej­scy zda­rze­nia… – Literówka.

 

za­rzu­ca­jąc mu nie za­cho­wa­nie od­po­wied­niej ostroż­no­ści na pa­sach. – …za­rzu­ca­jąc mu nieza­cho­wa­nie od­po­wied­niej ostroż­no­ści na pa­sach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję bardzo za ‘tę’ analizę :) Na pewno bardzo mi pomogła.

Liczba błędów właśnie zmalała drastycznie, choć nie wykluczam dalszego ślęczenia nad tekstem. Ufam, że już teraz przyjemność z czytania poprawiła się chociażby nieznacznie?

Problemy z zapisem jeszcze są, ale opowiadanie podobało mi się. Pojawił się ciekawy klimat – tajemniczy, zagadkowy – i, mimo błędów, przeczytałem z dużym zainteresowaniem.

Jest zagadka, stopniowania tajemnica, nie ma happy endu – i to w tekście “wycelowanym” do młodszej młodzieży. Napisane całkiem sprawnie i z pomysłem. Gdzieś tam jeszcze walają się nadmiarowe przecinki no i “przy okazji nie chcenie” też brzmi średnio, ale to drobiazgi.

Wrzucam głos do Biblioteki, bo fantastyka dla szóstoklasisty też powinna się pojawiać.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziękuję Wam za dobre słowa.

Każde uwagi biorę sobie do serca, postaram się żeby było coraz lepiej.

 

fantastyka dla szóstoklasisty

 

Brzmi to dziwnie?

… ale dziękuję za punkt :)

Nie brzmi dziwnie – protagonistami uczyniłeś trzynastolatków, zakotwiczając docelową grupę odbiorców…

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mieszane odczucia po lekturze: z jednej strony historia momentami wciągała, z drugiej nieco wynudziła, ponadto odniosłem wrażenie (podobnie jak Rybosław), że to takie typowe opowiadanie dla młodzieży – i jako takie jest zdecydowanie na plus, mimo występujących usterek (głównie przecinkologia).

Sorry, taki mamy klimat.

“…był wysoki, nie za szczupły[+,] o niezwykle jasnej karnacji. Włosy miał krótko przycięte{+,] a nosił na sobie zazwyczaj[-,] workowatą koszulę i dżinsy.“

 

Z interpunkcją jesteś niestety na bakier. Przecinki to niewdzięczny temat, ale trzeba go przerobić, bo tekst z nadmiarem bądź niedoborem znaków interpunkcyjnych czyta się równie przyjemnie co pije się wodę z odłamkami szkła.

 

“Strach jego potęgowany był dodatkowo“ – A dlaczego nie “jego strach”?

 

“Po chwili wahania ruszył dalej, stwierdził[+,] że nie może zabrać laski. Wmawiał sobie, że nie może przecież pozbawić niewidomego[-,] jedynego podparcia.“ – powtórzenia

 

“Lekkie skrzypienie przyprawiło włamywacza o palpitację serca.“ – palpitacja serca to masło maślane

 

“Przekartkował szybko księgę i z przerażeniem stwierdził, że w całości jest wypełniona cyframi.“ – czemu księga wypełniona cyframi jest przerażająca? W ogóle słowo “przerażający” pojawia się bardzo często w Twoim tekście.

 

Nie przyłączę się do zachwytów nad opowiadaniem. Jak dla mnie niestety historia została poprowadzona w sposób dość dziecinny (cały początek aż do wejścia do domu po fant włącznie), aczkolwiek jeżeli to młodzież ma być grupą docelową, może i tak miało być. Ja jednak na dodatek nie kupuję pomysłu z liczbami, wybiegnięcia pod samochód i tej rozmowy na koniec. Może czegoś nie zrozumiałam – co zdarza mi się dość często – ale jakoś lektura mnie nie wciągnęła, ani nie zaskoczyła na koniec. Aczkolwiek brak happy endu zawsze jest dobrym zabiegiem ; )

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

był wysoki, nie za szczupły[+,] o niezwykle jasnej

 

Włosy miał krótko przycięte[+,] a nosił zazwyczaj,[-,] workowatą koszulę i dżinsy

 

Mimo iż było lato, nowy sąsiad wychodząc z domu,[-,] zawsze miał na sobie

 

wychodził sobie na ganek swojego nowego domu i siedział tak przez cały dzień, aż do zapadnięcia

lepiej bez “sobie" "swojego" a najlepiej też "nowego domu" i "tak przez" 

 

Nie zmienił tego nawet fakt[+,] iż ów mężczyzna okazał się być ślepcem.

 

Przez kolejne kilka dni ich gra polegały na tym, aby spróbować zakraść się jak najbliżej starca, a może nawet i przestawić kubek z wodą, który trzymał tuż przed sobą, w inne miejsce.

 

gry polegały czy gra polegała? koniec zdania w sumie zbędny, bo wiadomo, że nie przestawia się czegoś w to samo miejsce

 

Okazało się nie być to jednak takie proste.

Czemu nie po prostu: "Okazało się, że to nie takie proste”

 

Wyostrzone zmysły mężczyzny dawały mu znać o wszystkim[+,] co się działo

 

Wtedy właśnie wstawał, opierał się o swoją laskę

nie wiem, czemu służy tu "właśnie”

 

tylko on został nazywany dwójką.

nazwany?

 

Choć nie miał pojęcia co to znaczy, to wiedział jednak jedno: jego sąsiad

lepiej krócej "znaczy, wiedział jedno: sąsiad" zwłaszcza zaimek "jego" jest tu zbędny 

 

Gdy Tom zaczął snuć swe ponure mordercze opowieści, Jenna natychmiast odcinała się od rozmowy ze stwierdzeniem:

raczej "gdy Tom zaczynał snuć"

 

Głupiś ty!

dość archaicznie : > 

 

Nie przerażały ją opowieści Toma,

jej 

 

Nigdy nie udało nam się do niego zbliżyć choćby na parę metrów[+,] a wy chcecie zrobić coś takiego

 

Nie wspominając już o nieodpowiedzialności[+,] z jaką się zachowujecie, chcąc zabrać ślepcowi jedyne podparcie

 

zastanowił się Billy[+,] zeskakując głośno na posadzkę.

 

Laska była zrobiona z drewna[+,] w którym wyrzeźbione były różne

 

demona[+,] którego oczy jarzyły się czerwienią.

 

Przerażony chłopak wmawiał sobie[+,] że nie ma w tym nic

 

Najwyraźniej zorientował się[+,] że coś jest nie

 

– To by tłumaczyło czemu nasze podchody na niego nie działały – wtrąciła się Jenna[+,] a Billy był jej za to bardzo wdzięczny

 

alarmowe spotkanie całej ich paczki.

niepotrzebne “ich”, wiadomo o którą paczkę chodzi

 

Zaintrygowany tym[+,] co mogła odkryć,

 

Jako, że nie miał daleko. Po kolejnych dziesięciu minutach był już na miejscu

przecinek zamiast kropki

 

daleka. Wyglądało na to[+,] że byli już na miejscu.

 

Możesz wreszcie powiedzieć[+,] o co w tym

 

Zaraz powiem coś[+,] w co mogę z trudem uwierzyć, a właściwie dalej nie wierzę.

 

Wygląda to bardziej na księgę[+,] w której śmierć jest określona

 

Plus jest taki, że już wkrótce dowiemy się[+,] czy to rzeczywiście działa

 

wolumin jest znów w moim posiadaniu[+,] a smarkaczom nie uwierzy.

 

Sporo błędów nawet mnie rzucających się w oczy, a nie jestem szczególnie spostrzegawczy. Nie były niestety bez wpływu na wrażenia czytelnicze. Prawdopodobnie można się tego wyzbyć pisząc dużo i utrwalając sobie zasady rządzące polską gramatyką i interpunkcją.

Zachwytu nie ma, ale jest pewien ciekawy pomysł z księgą, widać, że potrafisz wyobrazić sobie dobry zaczątek opowieści. 

Nie bardzo kupuję dialog dwóch tajemniczych panów na końcu – myślę, że byliby w stanie wymyślić sobie lepszą rozrywkę : > ale to twoi bohaterowie, może nie znam ich upodobań.

Nie zgadzam się też z przedpiścami, że opowiadania o młodzieży są dla młodzieży. Mogą być, ale nie muszą, więc tym się nie przejmuj. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

O błędach językowych było sporo, nie dołożę niczego od siebie, nie ma się co powtarzać.

Coś za łatwo poszło Jenny z rozszyfrowaniem zapisów w księdze.

Widzę w tych księgach analogię do klepsydr Śmierci z na pewno znanego Tobie cyklu o Dysku.

Podobała mi się racjonalizacja strachu – myśl o czarach odgonił Billy myślą o lasce z bateriami i jakiegoś rodzaju lampkami. Przytomny chłopak…

Ale na koniec zachował się nieprzytomnie. Czy nie logiczniejsze byłoby, gdyby ponownie zracjonalizował strach, podszedł do Starca i zapytał? Twoja wersja jest, przyznaję, całkowicie uprawniona, taka reakcja może nastąpić niemal instynktownie, ale ciekawiej by było, i otwierałoby drogę do kontynuacji, gdyby podszedł i wszczął rozmowę…

Całościowo: nie takie złe, jak może się w pierwszej chwili wydawać. Jest w tym pomysł, zagadka i jej rozwiązanie.

Biorę się powoli za poprawianie opowiadania. Mam nadzieję, że wrażenia czytelnicze poprawią się wtedy jeszcze bardziej.

Dziękuję za konstruktywną krytykę. Wygląda na to, że najbliższe dni spędzę nad przecinkologią.

 

Cześć!!!

 

Od razu na wstępie mogę ci powiedzieć, że bardzo mi się opowiadanie podobało. :) Czytałem wiele tekstów tutaj na portalu i chcę naprawdę szczerze powiedzieć, że ty masz talent. Tworzysz bardzo fajne pomysłowe historie. To mnie bardzo wciągnęło. Z tymi liczbami nie mogłem się doczekać rozwiązania. 

 

Super!

Pozdrawiam! :)

Jestem niepełnosprawny...

Hej, dawidiq150 :)

Cieszę się, że zajrzałeś i że Cię wciągnęło. To chyba mój najbardziej doceniany tekst na tym portalu :) Dziękuję za komentarz. Za jakiś czas to opowiadanie będzie betowane. Wtedy postaram się o nim przypomnieć w jakimś wątku.

 

 

P.S. Wkrótce będę miał coś nowego i krótkiego. Kwestia około tygodnia…

Pozdrawiam :)

 Hej, to znowu ja, z nową porcją uwag, które pewnie nie do końca są poprawne ;P Nie ufaj mi do końca, bredzę.

Tak, więc stupięćdziesięciolatek w garniturze, wychodził sobie na ganek swojego nowego domu i siedział tak przez cały dzień, aż do zapadnięcia zmroku.

 

wyrzuciłabym to sobie, bo nie pasuje mi obok “swojego”.

Przy okazji nie miał zamiaru wyjść na tchórza.

Wydaje mi się że nie musisz tłumaczyć, wiadomo z kontekstu.

Niestety jednak nie był to Alex, ani żaden inny jego znajomy. Drzwi otwarły się szeroko; ktoś zapalił światło w pokoju.

Przymrużył oczy. Dopiero po chwili dotarło do niego kto wszedł do pokoju. A był to nikt inny jak jego sąsiad – przerażający starszy mężczyzna.

za dużo słowa “inny”

 

Co kierowało starszym mężczyzną, że postanowił udawać niewidomego? Jakie tajemnice jeszcze skrywał?

Dla mnie nieco zbędne zdania, czytelnik sam je sobie zada ^^

No i interpunkcja, nawet ja to widzę, a uwierz, to już coś xD

 

Ale teraz pochwały ^^

Opko czytało się świetnie i szczerze mnie zaintrygowało rozwiązanie całej tej sprawy. Nie zawiodłam się, do końca było ciekawie, fajnie że nie zdradziłeś kim był Pan Blue, to by popsuło klimat ;P Co mogę powiedzieć, brawa za wyobraźnię, i oby tak dalej!

Hej, Gruszel :)

Częściowo wprowadziłem zmiany. Zorientowałem się, że mam dwie wersje tekstu w dwóch różnych miejscach. :)

 

No i interpunkcja, nawet ja to widzę, a uwierz, to już coś xD

Interpunkcja – na pewno ten tekst chciałbym poprawić jak trochę się jeszcze podszkolę. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest bardzo słabo. Ciągle z tym walczę :) Jak już zrobię gruntowne zmiany to postaram się odkopać to opowiadanie.

 

Ale teraz pochwały ^^

Serdeczne dzięki. Cieszę się bardzo, że Ci się podobało.

Interpunkcja to akurat koszmar, więc wiem co przeżywasz ;P Troszkę pracy i będzie naprawdę nieźle, bo pomysły masz świetne ^^

więc wiem(+,) co przeżywasz

Bo wprowadzamy zdanie podrzędne. Innymi słowy: jeśli masz w zdaniu dwa czasowniki (na przykład wiem i przeżywasz), potrzebujesz dobrego powodu, żeby nie oddzielić ich przecinkiem.

PNSP.

Babska logika rządzi!

Serdeczne dzięki, Gruszel :) Pomysłów na razie dużo, czasu malutko :)

Dziękuję za zajrzenie, Finkla. Takie rozłożenie zdania na części, zawsze się przydaje :)

Ciężki jest żywot grafomanki (jeśli napisałam to dobrze, teraz już sobie nie ufam). Ale z tego chyba da się wyjść. Oby ;P

Hehe :) Ja miałem tak DUŻE problemy z ortografią, że z tymi przecinkami też już sobie poradzę. Wszystko jest kwestią czasu, wszystko się da :)

P.S. Nauczyciele wysyłali mnie na testy wykrycia dysleksji. Kto miałby na to czas?! xD

Nowa Fantastyka