- Opowiadanie: Jesień - Bajka o Murze

Bajka o Murze

Lekka i pro­sta (w za­mie­rze­niu) opo­wiast­ka o kilku Bar­dzo Waż­nych Rze­czach. Tym razem tekst ma fa­bu­łę ;)

In­spi­ro­wa­ne pewną znaną mi oso­bi­ście per­so­ną, wy­da­rze­nia­mi hi­sto­rycz­ny­mi, pio­sen­ką Llu­isa Lacha “L’es­ta­ca” (i jej dwoma pol­ski­mi in­ter­pre­ta­cja­mi – Kacz­mar­skie­go i Ze­spo­łu Re­pre­zen­ta­cyj­ne­go) oraz twór­czo­ścią Bank­sy’ego.

Uwagi bar­dzo mile wi­dzia­ne!

 

PS:

Ser­decz­ne po­dzię­ko­wa­nia dla moich bet (z por­ta­lu i z realu), bez któ­rych ten tekst nie byłby na pewno taki dobry. A także dla wszyst­kich Użysz­kod­ni­ków, któ­rzy dys­ku­sja­mi pod po­przed­ni­mi opo­wia­da­nia­mi dali mi mnó­stwo po­my­słów i mo­ty­wa­cji :)

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Bajka o Murze

Grażynce

 

Mur istniał od zawsze. Zwinięty w nierówny okrąg, otaczał Miasto tłustym, ceglanym cielskiem niczym duszący swą ofiarę wąż.

Nie zawsze był tak wielki. Dawno, dawno temu, kiedy Miasto było tylko małą Osadą, Mur był małym Murkiem, koślawą linią ułożoną z polnych kamieni. Jeden człowiek oddzielił nią swoje pole od pola sąsiada, by wiedzieć, gdzie kończą się czyje uprawy. Murek był tak mały, że owce, szukając zielonej trawy, bez trudu przechodziły na jego drugą stronę. Ktoś więc dołożył kilka większych głazów na górę, by żywina nie rozbiegała się za daleko. Jednak wilki przeskakiwały Murek i porywały zwierzęta, które nie miały dokąd uciec; podwyższono więc Murek po raz kolejny.

Potem przyszła powódź, która przelała się przez krawędź Murku i zatopiła pola. Następnie okazało się, że Murek jest zbyt niski, by powstrzymać nadciągające z dzikich ostępów bandy rzezimieszków. Przez lata zdarzyło się jeszcze wiele takich nieszczęść, więc do Murka dokładano kolejne warstwy kamieni i cegieł. W końcu Murek zamienił się w Mur. Urósł tak duży, że ludzie musieli zajmować się nim bez przerwy, zaniedbywali więc pola i gospodarstwa. Widząc to, jeden z nich, zwany potem Wielkim Budowniczym, rzekł:

– Wiem, że budowa i naprawa Muru zajmuje wszystkim wiele czasu i sił, które można by przeznaczyć na swoje sprawy. Jeśli każdy poświęca murowaniu trochę dnia, to czemu nie zrobić tak, że tylko niektórzy będą poświęcać temu cały swój dzień? Reszta będzie zajmować się tym, czym chce. Trzeba zebrać tyle żywności i materiałów, żeby budowniczowie nie musieli martwić się o swój byt, tylko ciągle ulepszać Mur!

– Dobrze! – odpowiedzieli ludzie. Wybrali spomiędzy siebie najbardziej pracowitych, dali im narzędzia i jedzenie, a potem poszli zajmować się swoimi sprawami. Ci, którzy zostali, zabrali się zaraz do pracy przy budowie pod nadzorem Wielkiego Budowniczego. Tak oto powstała Brygada Robotników.

Robotnicy nie robili nic innego, tylko cały czas podwyższali i naprawiali Mur. Z czasem Mur zaczął wymagać coraz więcej uwagi, Robotników też przybyło.Dlatego potrzebowali więcej jedzenia, narzędzi i materiałów. Inni ludzie musieli pracować ciężej, żeby utrzymać i siebie, i Brygadę. Jeśli ktoś się skarżył, Wielki Budowniczy zaraz przypominał, jak to kiedyś było: powodzie, wilki, bandyci – i dodawał, że tylko Mur pozwala żyć ludziom w spokoju. Poza tym od ciągłej pracy przy cegłach i łopatach Robotnicy byli duzi i silni; mało kto miał tyle śmiałości, by zwrócić im jakąkolwiek uwagę.

Byli jednak tacy, którym bardzo nie podobało się, że Robotnicy zabierają mieszkańcom aż tyle jedzenia i zapasów. Jeden z nich, zwany potem Wielkim Niszczycielem, zebrał wszystkich niezadowolonych i rzekł:

– To nie w porządku, że musimy pracować na Brygadę Robotników, która nic innego nie robi, tylko zajmuje się Murem. Tak dłużej być nie może! Jeśli zburzymy Mur, Robotnicy nie będą mieli zajęcia, wrócą na rolę i wszystko będzie jak dawniej. Trzeba zebrać tyle żywności i materiałów, by burzyciele nie musieli się martwić o swój byt, tylko mogli ciągle niszczyć Mur!

– Dobrze! – odpowiedzieli ludzie. Wybrali spomiędzy siebie najbardziej zezłoszczonych, dali im narzędzia i jedzenie, a potem poszli zajmować się swoimi sprawami. Ci, którzy zostali, zabrali się zaraz do spiskowania pod przywództwem Wielkiego Niszczyciela. Tak oto powstała Brygada Rozbójników.

Rozbójnicy nie robili nic innego, tylko przeszkadzali Robotnikom w pracy i niszczyli Mur. Kradli narzędzia, rozwadniali zaprawę, a nawet rozbijali cegły. Ale Mur był bardzo duży, i nie można było go tak od razu zniszczyć. Poza tym Brygada Rozbójników cały czas się powiększała. Rozbójnicy zabierali więc ludziom coraz więcej rzeczy, których potrzebowali do walki z Murem. Jeśli ktoś się skarżył, Wielki Niszczyciel zaraz krzyczał, że taki człowiek popiera Brygadę Robotników i trzeba by go wysadzić w powietrze; nikt nie chciał tak marnie skończyć, więc ludzie bali się zwracać Rozbójnikom jakąkolwiek uwagę.

I tak mijały lata.

Jednak mimo wysiłków Rozbójników, Mur wciąż rósł. Robotników było zawsze więcej; mogli też pracować w dzień, bo to, co robili, większość ludzi uznawała za dobre. To, co robili Rozbójnicy, większość ludzi uznawała za złe, więc ich Brygada mogła działać tylko w nocy, a po ciemku było im trudniej pracować.

W końcu Mur był bardzo gruby i tak wysoki, że rzucał głęboki cień na pola, które otaczał. Zboże wcale nie rosło bez światła; ludzie porzucili więc rolę i zaczęli zajmować się rzemiosłem i przemysłem. Tam, gdzie kiedyś były gospodarstwa, zaczęły powstawać fabryki, kopalnie i huty. Wiele zakładów produkowało to, co było potrzebne Robotnikom do pracy przy Murze: cegły, zaprawę, kielnie i taczki oraz żółte kaski. Pozostałe wytwarzały zaś to, czego potrzebowali Rozbójnicy do burzenia Muru: proch, dynamit, młotki i dłuta oraz czarne płaszcze.

Od tego czasu do Miasta, które wyrosło wewnątrz Muru, można było się dostać tylko z powietrza. Raz na jakiś czas przylatywały wielkie sterowce: odbierały z miejskich fabryk różne towary i zostawiały w zamian jedzenie, wodę czy inne dobra, których potrzebowali mieszkańcy. Jednak większość rzeczy zabierały obie Brygady w formie różnych podatków. Ludzie w mieście byli słabi od ciągłej pracy, głodni i zmęczeni. Chodzili też smutni i bladzi, bo dawno nie widzieli słońca: ze wszystkich fabryk straszliwie dymiło i nad Miastem cały czas unosiły się czarne chmury. Nikt jednak nie miał odwagi wyjść na zewnątrz; Robotnicy cały czas powtarzali, że poza Murem grasują wilki, bandyci i są inne groźne rzeczy. Rozbójnicy zaś tak zapamiętali się w walce z Robotnikami, że głowy mieli pełne prochu, wybuchów i ognia; nie potrafili rozmawiać o niczym innym jak tylko o wysadzaniu, wyburzaniu czy sabotowaniu i zupełnie zapomnieli, jak wygląda świat poza Murem.

I tak mijały lata.

Któregoś dnia jeden ze sterowców zgubił się w czarnej chmurze i rozbił się o komin fabryki; z płonącego wraku uratował się tylko jeden człowiek. Był Alchemikiem i opowiadał niezwykłe historie o rzeczach za Murem: o zielonej trawie, błękitnym niebie i złotym słońcu. Jednak ludzie wcale mu nie wierzyli, a nawet kpili sobie z niego za plecami. Potem zaczęli traktować Alchemika jak szaleńca i unikać, bo obie Brygady patrzyły krzywo na każdego, kto słuchał jego opowieści. Przybyszowi uwierzyła tylko jedna, mała Dziewczynka: poprosiła rodziców, by pozwolili mu zamieszkać pod swoim dachem. I tak też się stało.

Alchemikowi udało się sprzedać złom ze sterowca za dobrą cenę; dzięki temu miał dość pieniędzy, by wynająć mieszkanie i kupić mnóstwo odczynników. Miał dobre serce i bardzo przejął się losem mieszkańców Miasta; chciał pomóc im i sprawić, by nie musieli tak dużo płacić na Mur. Siedział więc w domu rodziców Dziewczynki – których nigdy nie było, bo pracowali w fabryce na trzy zmiany – i pichcił jakieś tajemnicze wywary. Dziewczynka chętnie zaglądała do jego pracowni, bo wszystkie alchemiczne substancje były kolorowe i miały niezwykłe właściwości. Najbardziej jednak lubiła słuchać historii Alchemika o świecie poza Murem.

I tak mijały lata.

Kiedy Alchemik wydał już połowę swojego majątku na badania, poszedł do Brygady Robotników i tak rzekł Wielkiemu Budowniczemu:

– Ciężko pracowałem przez ostatnie lata i myślę, że mam rozwiązanie wszystkich twoich problemów! Ta oto substancja – pokazał przyniesioną ze sobą flaszkę – dodana do zaprawy sprawi, że nic nie będzie w stanie zniszczyć cegieł. Naprawicie Mur raz – i gotowe!

Wielki Budowniczy wysłuchał Alchemika i strasznie się przeląkł. Wiedział bowiem, że kiedy Mur nie będzie wymagał żadnych napraw, Robotnicy stracą zajęcie, a nie umieli robić nic innego, jak tylko budować. Nie uśmiechało mu się też, że ludzie mogą przestać płacić podatek na naprawę Muru, bo lubił dobrze zjeść i wydawał mnóstwo pieniędzy na wyszukane dania. Przegnał więc Alchemika i ogłosił, że to hochsztapler i podejrzana persona, a uczciwi obywatele nie powinni się z nim spotykać. I ludzie go posłuchali.

Niepocieszony Alchemik wrócił do swojej pracowni i zamknął się w niej na długo. Siedział tam i siedział, pichcąc kolejne tajemnicze wywary. Tylko Dziewczynka zaglądała do niego raz na jakiś czas.

I tak mijały lata.

Dziewczynka w końcu dorosła i stała się Dziewczyną; pracowała w fabryce, tak jak jej rodzice, ale nie czuła się tam dobrze. Zawsze była najgorszą robotnicą na zmianie, bo zamiast pilnie pracować przy taśmie, wolała marzyć o tych wszystkich fantastycznych krainach, o których opowiadał jej Alchemik i wyobrażać sobie kolorowe rzeczy zza Muru.

W końcu Alchemik wydał na badania drugą połowę swojego majątku; nie zostało mu już nic, poza odczynnikami. Był już stary i bardzo podupadł na zdrowiu. Poszedł jednak do Brygady Rozbójników i tak rzekł Wielkiemu Niszczycielowi:

– Ciężko pracowałem przez ostatnie lata i myślę, że mam rozwiązanie wszystkich twoich problemów! Ta oto substancja – pokazał przyniesioną ze sobą flaszkę – dodana do prochu sprawi, że jeden wybuch zniszczy cały Mur! Podłożycie bombę raz – i gotowe!

Wielki Niszczyciel wysłuchał Alchemika i strasznie się przeląkł. Wiedział bowiem, że kiedy Mur runie, Rozbójnicy stracą zajęcie, a nie umieli robić nic innego, jak tylko burzyć. Nie uśmiechało mu się też to, że ludzie mogą przestać płacić podatek na niszczenie Muru, bo lubił się dobrze ubierać i wydawał mnóstwo pieniędzy na modne ubrania. Przegnał więc Alchemika i ogłosił, że to oszust oraz prowokator i nikt nie powinien się z nim zadawać. I ludzie go posłuchali.

Alchemik wrócił więc do swojej pracowni i wkrótce ciężko zachorował ze zgryzoty i nędzy. Zawołał więc Dziewczynę i tak jej rzekł:

– Zostawiam ci warsztat; przyjmij go jako zapłatę za te wszystkie dni, w których tylko twoje towarzystwo ratowało mnie przed szaleństwem i beznadzieją. Niech służy ci lepiej niż mnie; może uda ci się wynaleźć coś lepszego, coś co naprawdę pomoże ludziom.

I z tymi słowami zmarł.

 

***

 

Dziewczyna bardzo się zasmuciła odejściem staruszka. Pracowała przez to jeszcze gorzej, aż w końcu wyrzucili ją z fabryki. Siedziała więc całymi dniami w pracowni Alchemika i próbowała zrobić coś dobrego z tych wszystkich odczynników. Któregoś dnia zauważyła, że Mur, w miejscu, gdzie wylewała pozostałości swoich nieudanych eksperymentów, zrobił się bardzo kolorowy. Zastanawiała się długo i odkryła, że jeśli połączy się obie wynalezione przez Alchemika substancje z jakimś barwnikiem, to taka mieszanina nie łuszczy się i nie zacieka, a jej kolor nigdy nie blaknie.

Zaczęła więc robić farby. Nikt jednak nie chciał ich kupować, ponieważ ludzie uważali, że takie robione ręcznie w domu będą gorsze niż te, które produkują wielkie fabryki albo przywożą sterowce. Poza tym mieszkańcy Miasta nadal pamiętali to, co Wielki Niszczyciel i Wielki Budowniczy opowiadali o Alchemiku i jego wynalazkach. Uważali, że Dziewczyna jest taka sama – szczególnie, że była najgorsza w fabryce. Plotkowali nawet, że jest leniwa i nic jej się nie chce robić, tylko naciągać uczciwych obywateli na kolejne wydatki.

Dziewczyna się jednak nie poddała. Miała dużo farb i mnóstwo czasu tylko dla siebie, więc malowała niestrudzenie wszystkie rzeczy, o których słyszała od Alchemika. W końcu doszła do takiej wprawy, że potrafiła namalować wszystko, co tylko sobie wymyśliła, a jej obrazy wyglądały jak żywe.

Któregoś razu przyszedł do Dziewczyny sztygar z wielkiej kopalni węgla i powiedział:

– Ja i moi towarzysze spędzamy całe dnie pod ziemią. Słyszeliśmy, że potrafisz namalować wszystko tak, że wygląda jak prawdziwe. Chcieliśmy cię poprosić, żebyś namalowała nam w kopalni okno, przez które widać błękitne niebo i słońce. Może wtedy nasza praca będzie choć trochę znośniejsza.

Dziewczyna zgodziła się, bo żal jej było górników. Nie stać jej już było na pędzle i inne przybory, więc malowała palcami; bardzo się jednak przyłożyła i namalowała obraz najlepiej, jak tylko potrafiła. Efekt jej wysiłków przeszedł wszelkie oczekiwania: przez namalowane okno do środka kopalni wpadało prawdziwe słoneczne światło. Nawet pogoda za oknem się zmieniała, a czasem na namalowanym parapecie przysiadał kolorowy ptaszek.

Górnicy byli bardzo zadowoleni i lżej im się kopało; do domów wracali uśmiechnięci, choć ich praca była bardzo ciężka. Dziewczyna pomyślała więc, że może w ten sposób uszczęśliwi więcej osób z Miasta, bo wszyscy wokół mieli ponure miny od dymu, biedy i harówki ponad siły. Zaczęła więc malować na Murze kolorowe, fantastyczne obrazy, radosne i pełne słońca.

Ale dorośli wcale nie chcieli ich oglądać; dawno przestali wierzyć, że takie rzeczy w ogóle istnieją. Poza tym byli ciągle zajęci pracą w fabrykach, hutach i kopalniach i na nic więcej nie mieli czasu. Jednak dzieci chętnie towarzyszyły Dziewczynie i wpatrywały się jak zaczarowane w jej dzieła. Potem wracały do domów i zagadywały rodziców, czemu w Mieście nie ma takich pięknych kolorów, a ludzie nie chodzą uśmiechnięci? Dorośli nie umieli im na to odpowiedzieć, bo nie wyobrażali sobie innego życia, niż to, które znali. Dzieci jednak drążyły ten temat nieustępliwie i niektórzy rodzice też zaczęli się nad tym zastanawiać. Rozmawiali więc o tym ze swoimi towarzyszami z fabryk, kopalni i hut; potem – bo nikt nie znał odpowiedzi – zaczęli naciskać na swoich nadzorców, ale nikt z nich też nie umiał odpowiedzieć na to pytanie; nadzorcy pytali więc swoich dyrektorów, ale oni też niczego nie wiedzieli.

W końcu sprawa doszła do Wielkiego Budowniczego i Wielkiego Niszczyciela; mieszkańcy bardzo chcieli dowiedzieć się, czy to, co maluje Dziewczyna, jest prawdziwe i czemu takich rzeczy nie ma w Mieście. Bardziej odważni ludzie mówili nawet, że najwyższy czas zobaczyć, czy takich rzeczy nie można znaleźć za Murem; twierdzili, że czasy się zmieniły i być może nie ma już tam wilków i bandytów – jest za to zielona trawa i niebieskie niebo.

Wielki Budowniczy i Wielki Niszczyciel bardzo się przestraszyli tych pytań; żaden z nich nie chciał dopuścić do tego, by ludzie za dużo myśleli o tym, co jest za Murem lub zastanawiali się, czy Mur i Brygady są nadal potrzebne. Spotkali się więc potajemnie i postanowili, że zrobią porządek z malunkami Dziewczyny. Ale jej obrazów nie dało się tak łatwo zniszczyć: farby Dziewczyny wnikały tak głęboko w Mur, że nie można było ich skuć, a ich żywe kolory wychodziły zawsze spod czarnej farby, którą próbowano je zakryć. Nawet jeśli z wielkim trudem udało się usunąć jakiś mural, to Dziewczyna zaraz malowała nowy, zachęcona prośbami dzieci.

W końcu bardzo zdenerwowani Robotnicy i Rozbójnicy postanowili położyć temu kres. Uzgodnili, że zabiorą Dziewczynie farby, by nie mogła więcej malować, a ją samą zamkną w ciemnej celi, by ludzie o niej zupełnie zapomnieli. Bardzo bali się, że Dziewczyna im ucieknie i się gdzieś schowa; poszli więc wszyscy razem w długiej linii, żeby nie dać jej na to najmniejszej szansy. Po raz pierwszy ludzie mogli zobaczyć obie Brygady maszerujące razem, ramię w ramię; okazało się, że w ogóle się od siebie nie różniły, poza tym, że członkowie jednej nosili żółte kaski, a drugiej czarne płaszcze. Robotników i Rozbójników było strasznie dużo i wyglądali bardzo groźnie; nikt nie miał odwagi im się przeciwstawić. Maszerujące tłumy robiły jednak tyle hałasu, że Dziewczyna została zawczasu ostrzeżona.

Ale z Miasta nie było jak uciec; Mur był za wysoki, a ukryć się nie było gdzie, bo po całym Mieście krążyli Robotnicy i Rozbójnicy, przetrząsając wszystkie kąty i zaglądając pod każdy kamień. Kiedy byli już bardzo, bardzo blisko, Dziewczyna przypomniała sobie okno, które namalowała w kopalni; wzięła więc swoje farby i poszła pod Mur. Namalowała na nim małe, drewniane drzwiczki, takie jak te, które prowadziły do pracowni Alchemika; wyglądały jak prawdziwe i można je było otworzyć. Dziewczyna przeszła nimi na drugą stronę Muru i zamknęła za sobą, żeby źli ludzie nie mogli jej dłużej ścigać. Z drugiej strony Muru drzwi były po prostu ceglaną ścianą; Dziewczyna, uciekając w pośpiechu, zostawiła swoje farby w Mieście i nie miała już jak wrócić do środka.

Świat po drugiej stronie Muru był zupełnie inny od tego, jaki Dziewczyna znała z Miasta, a nawet inny od opowieści Alchemika. Na początku była trochę onieśmielona tą nową sytuacją, ale w końcu uznała, ze oto spełniły się jej marzenia i nie ma co dłużej zastanawiać się nad tym, co ją spotkało w Mieście. Chciała zobaczyć wszystkie te cuda, o których tyle marzyła, na własne oczy, wyruszyła więc w długą podróż; po drodze miała wiele różnych przygód, ale to temat na zupełnie inną opowieść.

 

***

 

Tymczasem w Mieście za Murem Robotnicy i Rozbójnicy ogłosili, że aresztowali Dziewczynę. Zarekwirowali też wszystkie farby i pędzle z całego Miasta. Wszystkie kolorowe malunki zniszczono albo zakryto. Namalowane drzwi zamurowano; zabroniono też ludziom wspominać o Dziewczynie i jej obrazach, a każdy, kto o tym mówił, był wsadzany do więzienia. Robotnicy i Rozbójnicy przestali nawet zajmować się Murem, tylko razem ścigali wszystkich, którzy domagali się odpowiedzi na pytanie, co znajduje się na zewnątrz. W końcu nawet dzieci straciły nadzieję, że coś może się zmienić.

Ale Dziewczyna nie zapomniała o Mieście. Dla mieszkańców innych krain jej radosne obrazy były bardzo piękne i chętnie je kupowali; Dziewczyna skrzętnie odkładała wszystkie zarobione pieniądze i kupowała za nie kolejne farby, drabiny i pędzle na długich trzonkach. Zdobyła wielu przyjaciół; każdy, kto chciał, mógł przyjść do jej domu i nauczyć się malować. Dziewczyna opowiadała też wszystkim o tym, jak ciężko żyje się za Murem i namawiała innych ludzi do pomocy, a wszyscy chętnie jej słuchali.

I tak mijały lata.

Pewnego dnia mieszkańcy Miasta za Murem usłyszeli wielki hałas i głośne skrzypienie; wszyscy wybiegli z domów, kopalń, hut i fabryk, myśląc, że dzieje się coś złego. Byli ogromnie zdziwieni, kiedy zobaczyli, że w Murze otwierają się wysokie wrota, przez które było widać niebieskie niebo i zieloną trawę oraz wiwatujących, uśmiechniętych ludzi. To Dziewczyna ze swoimi przyjaciółmi namalowała wielkie drzwi na zewnątrz Muru i otworzyła je na oścież. Teraz wszyscy mogli swobodnie wchodzić i wychodzić z Miasta.

Wielki Budowniczy i Wielki Niszczyciel zaczęli od razu krzyczeć, że nikomu nie wolno opuszczać Miasta, ale w radosnej wrzawie, jaka wybuchła, nikt ich nie słuchał. Nawet niektórzy Robotnicy i Rozbójnicy pościągali swoje żółte kaski i czarne płaszcze i zaczęli wychodzić na zewnątrz, bo byli bardzo ciekawi tego, jak wygląda świat. Dziewczyna i jej przyjaciele rozdawali wszystkim pędzle i farby, by każdy, kto chciał, mógł namalować na Murze swoje własne drzwi albo różne kolorowe rzeczy.

I tak i Miasto i Mur zyskały Bramę.

Miasto przestało być szare i brudne; ludzie malowali swoje domy we wszystkie kolory tęczy, wielkie fabryki zamknięto, bo nikt już nie potrzebował tyle zaprawy, narzędzi i materiałów wybuchowych. Przez Bramę mógł wlatywać do środka wiatr, który przegnał czarne chmury. Ludzie przestali płacić podatki na Mur, mieli więc więcej pieniędzy i nie musieli tak ciężko pracować; mogli też chodzić na wyprawy do dalekich krain i wracać, kiedy chcieli. Nawet obie Brygady znalazły sobie nowe zajęcia: Robotnicy przy budowaniu nowych domów, a Rozbójnicy przy produkcji fajerwerków.

Z czasem Mur rozebrano; jeden mały kawałek jednak zostawiono, by przypominał wszystkim o dawnych czasach. Stoi w Mieście do dziś; spotykają się pod nim dwaj starsi panowie – były Wielki Budowniczy i były Wielki Niszczyciel – by wspominać jak to kiedyś było i marzyć o wielkim nieszczęściu, które sprawi, że mieszkańcy zechcą znów odbudować Mur.

I być może kiedyś tak się stanie. Ale tak długo, jak nauczeni przez Dziewczynę ludzie będą mieli w dłoniach pędzle, a w sercach odwagę, by podążać za swoimi marzeniami, nigdy w żadnym murze nie powinno już zabraknąć drzwi.

Koniec

Komentarze

Problem sprowadza się do tego, że tych uczniów Dziewczyny jest niewielu…

Dzięki, Jesień. Za przyjemnie spędzone kilka minut, za mądrą bajkę. Za taką ładną i głęboką , a przy okazji subtelnie podaną metaforę iluzji braku wolności i bezsensowności wielu zajęć, które pochłaniają tyle czasu i energii, tęsknoty za wolnością i swobodą. Dla mnie to cholernie ważne tematy. Bardzo, bardzo mi się podobało. 

 

Wiele zakładów produkowało to, co było potrzebne Robotnikom do pracy przy Murze: cegły, zaprawę, kielnie i taczki oraz żółte kaski. Pozostałe wytwarzały zaś to, czego potrzebowali Rozbójnicy do burzenia Muru: proch, dynamit, młotki i dłuta oraz czarne płaszcze.

 

Genialne! :)

 

Podobała mi się symetryczność wydarzeń po stronie Robotników i Rozbójników, oraz powtarzane “I tak mijało kilka lat” – nadawało to smakowitości i płynności kompozycji, widziałam wszystko jak na przesuwającej się niespieszne taśmie. Ładnie :)

 

Z takich tam pierdółek:

 

Zwinięty w nierówny okrąg, otaczał Miasto swoim tłustym, ceglanym cielskiem niczym duszący swą ofiarę wąż.

 

Murek był tak mały, że owce, szukając zielonej trawy bez trudu przechodziły na jej drugą stronę.

 

Wcześniej była “linia”, ale tu juz pojewił sie “murek”, więc raczej na jego drugą stronę, albo po prostu “bez trudu go przekraczały”.

 

Robotnicy zabierają mieszańcom aż tyle jedzenia i zapasów. – Literówka

 

Dzieci pytały jednak nieustępliwie i niektórzy rodzice też zaczęli się nad tym zastanawiać. Pytali więc o to samo swoich towarzyszy z fabryk, kopalni i hut; potem – bo nikt nie znał odpowiedzi – zaczęli pytać swoich nadzorców, ale nikt z nich też nie umiał odpowiedzieć na to pytanie; nadzorcy pytali więc swoich dyrektorów, ale oni też niczego nie wiedzieli.

 

 

ludzie malowali swoje domy w wszystkie kolory tęczy – może raczej “na wszystkie kolory…”

 

***

 

I jeszcze skojarzenie ode mnie – Leśmian:

 

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,

A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.

 

I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,

I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…

Autorko, mimo sympatii do Ciebie muszę napisać, że ta alegoria nie bardzo mi się spodobała. Mimo niezłego pomysłu, fabuła rozwlekła się tak bardzo, że mniej więcej w połowie straciłem zainteresowanie tekstem. Moim zdaniem powinien być znacznie odchudzony i zwarty fabularnie. Poza tym bardzo szwankuje logika – dlaczego namalowane okno w kopalni uzyskało aplauz, a obrazy na murze nie?.

Plusem tej alegorycznej bajki jest spostrzeżenie, że w społeczeństwach są grupy żerujące na innych, wykonujących tylko pozornie pożyteczne zadania. Tak więc dobry pomysł został zamordowany przez kiepskie wykonanie, a szkoda. Pozdrawiam życzliwie.

Wiem, że to bajka i rozumiem postawienie na schematyzm, ale jak powiedział Ryszard – do tej prostoty jest zdecydowanie za długie, a przez to nużące. Myślę, że połowa użytych znaków w zupełności wystarczyłaby na opisanie świata i przedstawienie problemów i rozwiązań.  Tak rozbudowane tłumaczenie mechanizmu działań społeczeństwa sprawiło, że od połowy skanowałam tylko tekst. I z fajnej bajki zrobił się tekst dydaktyczny.  

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Na początku myślałem, że to będzie tylko jakaś naiwna bajka, na którą jestem już za duży, ale im dalej w tekst, tym lepiej się czytało. Kliknę Bibliotekę, a co tam :) Spodobał mi się pomysł ze sztuką ratującą świat, takiego przedstawienia rzeczy jeszcze nie czytałem.

 

Niemniej, parę uwag:

Ja wiem, że tekst jest z założenia naiwny, jednak dziwi mnie fakt, że Alchemik mógł sprzedać złom sterowca, w końcu mieszkańcy mogli sobie ten złom zarekwirować.

Potem piszesz, że za te pieniądze Alchemik sobie wynajął mieszkanie, jednak dalej mamy informację, że siedział u dziewczynki. No i coś na długo mu tych pieniędzy starczyło, nie wiedziałem, że złom potrafi być taki drogi… :)

Kiedy dziewczyna ucieka, piszesz, że zabrała farby i pędzle, potem maluje nimi drzwi i nagle mówisz, że jak uciekała z miasta i zostawiła je w nim. Przecież do pokonania miała już tylko te drzwi, spieszyła się aż tak, że jej przyrządy z rąk wyleciały? :P I to dość ważne przyrządy.

Poza tym, wydaje mi się, że byłoby trochę bardziej realistycznie, gdyby jakieś drzwi na początku istniały. A potem, bach, najazd zbójów czy cokolwiek i drzwi zburzone, dziura zamurowana. Ale może to by było zbędne rozciągnięcie tekstu.

 

Co do języka – masz gdzieś w tekście mieszańców zamiast mieszkańców.

No i to:

nie chciał dopuścić do tego, że ludzie będą za dużo myśleć

Wydaje mi się, że bardziej po polsku jest “nie chciał dopuścić do tego, by” i dalej “by ludzie za dużo myśleli”. W ten sposób pozbywasz się również “będą”, którego zawsze warto się pozbyć.

 

EDIT: Proszę, nowy użytkownik, a już ile komentujących zdobył :) Tak jak bardzo nie lubię dłużyzn i przegadania, tak tutaj nie mam nic przeciwko długości tekstu. A to dlatego, że ma on orientację nieco bajkową, a bajki już tak mają.

 

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Dziękuję za czytanie i uwagi! Literówki będę poprawiać za chwilę, “na szybko” odniosę się do konstrukcji:

 

dlaczego namalowane okno w kopalni uzyskało aplauz, a obrazy na murze nie?

Bo górnicy chcieli (aktywnie szukali) jakieś odmiany, a ludzie z Miasta – nie. Bali się myśleć, że może być lepiej/inaczej.

 

połowa użytych znaków w zupełności wystarczyłaby na opisanie świata i przedstawienie problemów i rozwiązań

Tak rozbudowane tłumaczenie mechanizmu działań społeczeństwa sprawiło, że od połowy skanowałam tylko tekst

To ma być bajka dla dzieci. Prawdziwych :) I jako taka powinna być “autonomiczna”, by dziecko, nie mając pełnego obrazu świata, z którego może sobie “dopowiadać” brakujące elementy, miało wszystko przedstawione od razu.

 

Alchemik mógł sprzedać złom sterowca, w końcu mieszkańcy mogli sobie ten złom zarekwirować.

Przecież mieszkańcy nie byli jakimiś dzikusami bez prawa. Nie kradli i nie oszukiwali ;) Co najwyżej zapłacił spory podatek ;)

 

Potem piszesz, że za te pieniądze Alchemik sobie wynajął mieszkanie, jednak dalej mamy informację, że siedział u dziewczynki.

W tym sensie, że wynajął mieszkanie u rodziców Dziewczynki – zapłacił za nie.

 

No i coś na długo mu tych pieniędzy starczyło, nie wiedziałem, że złom potrafi być taki drogi… :)

To był bardzo wielki sterowiec, a wszystko zza Muru (min. metal) było okropnie drogie, bo przywożone drogą powietrzną. No, a poza tym biedował i niedojadał.

 

Przecież do pokonania miała już tylko te drzwi, spieszyła się aż tak, że jej przyrządy z rąk wyleciały? :P I to dość ważne przyrządy.

Zostawiła tylko farby, bo pędzli dawno nie miała. A kubełki z farbą są bardzo duże i ciężkie, nie można z nimi szybko biegać, a ona się bardzo bała że ją złapią. No i nie mogła zabrać wszystkich, więc nie zabrała żadnej.

 

Poza tym, wydaje mi się, że byłoby trochę bardziej realistycznie, gdyby jakieś drzwi na początku istniały.

No nie. Taki jest sens: drzwi od początku nie było, bo mieszkańcy tak się przejęli swoim bezpieczeństwem, że o nich zapomnieli albo uznali, że nie są w ogóle potrzebne. Kiedy Mur był niski, nie było to problemem… a kiedy urósł, wszyscy pamiętali że “tak zawsze było” i się nie zastanawiali nad tym, czy drzwi powinny być.

 

Zachęcam do dalszych uwag ! Szerzej rozpiszę się potem :)

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Mam nieco mieszane uczucia co do tej bajki. Z jednej strony czytało mi się z przyjemnością i nawet machnęłam ręką i nie notowałam drobnych zgrzytnięć (zresztą Beryl już je wskazał), bo wciągnęło. Przypomniał mi się przy okazji Zaczarowany ołówek :) 

Jednak z drugiej wszystko z każdym słowem robiło się coraz bardziej przewidywalne, ale to jeszcze nic. Najbardziej przeszkadzał mi wspomniany już przez kogoś dydaktyzm i moralizatorstwo. 

Ogólnie jednak bardziej na plus niż minus :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Murek był tak mały, że owce, szukając zielonej trawy bez trudu przechodziły na jej (jego) drugą stronę.

Nie bardzo rozumiem skąd zarzuty o infantylność i nieskładność tej bajki, bo to przecież… bajka, i to dla tych raczej mniejszych dzieci – czyli gatunek, który z prawa nie podlega tej nudnej, dorosłej logice. Wyskakiwanie z tego typu zarzutami, to trochę jakby czepiać się, że Tata Muminka ma na imię Tata Muminka. My, stare ludzie, możemy rozkminiać jak ów jegomość miał na imię nim spłodził Młodego, ale kiedy byłem dzieckiem, podobne bzdury nie zaprzątały mojej płowej główki.

Z długością też problemu nie miałem, bo historia jest na tyle fajna, ładna i fascynująca, a przy tym sympatycznie napisana, że nie poczułem się znużony. Przeciętne dziecko, obdarzone o wiele większą i żywszą wyobraźnią od nas (a przy tym nie wstydzące się z niej korzystać), też pewnie miałoby masę radochy, gdyby mamusia poczytała mu “Bajkę…” na dobranoc.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przecież mieszkańcy nie byli jakimiś dzikusami bez prawa. Nie kradli i nie oszukiwali ;) Co najwyżej zapłacił spory podatek ;)

Rozbiło się u nich, więc było ich :) Poza tym, nigdzie nie jest napisane, że to był jego sterowiec, więc może nie miał prawa nim rozporządzać. Twoje tłumaczenia majątku ze złomu mnie nie przekonały, ale to w sumie nie ma wielkiego znaczenia. Dla mnie też – w końcu to tylko bajka.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Rozbiło się u nich, więc było ich :) Poza tym, nigdzie nie jest napisane, że to był jego sterowiec, więc może nie miał prawa nim rozporządzać.

Kolega jest libertarianinem? ;)

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Prawnikiem, raczej :P

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

To się nie wyklucza ;)

 

No, ja nie jestem, stąd takie karygodne błędy formalne, Wysoki Sądzie! ;D

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Okoliczność łagodząca w postaci tego, że tekst jest bajką, przemawia na Twoją korzyść ;)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

to trochę jakby czepiać się, że Tata Muminka ma na imię Tata Muminka.

Hyhy, totalnie – mój mąż czepia się tego za każdym razem, gdy ja się zachwycam Muminkami :)

(Choć poza tym jednym przypadkiem raczej jest bajkolubny)

 

 

Zgadzam się, bajka rządzi się własnymi prawami – mi nie przeszkadzała ani naiwność, ani morał. Były, bo miały być, a zaserwowane zostały zacnie.

Mnie się spodobało. Faktycznie, mam wrażenie, że trochę redakcji – by zachować treść, a skrócić – przydałoby się. Alegoria czytelna, przesłanie dydaktyczne, zakładam więc, że to nie są bajki filozoficzne a po prostu baja dla malców. I jako taką, z przesądzony happy endem, chyba powinna im się spodobać.

 

Cholera, wychodzi, że mentalnie jestem bajtel.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

to nie są bajki filozoficzne a po prostu baja dla malców. I jako taką, z przesądzony happy endem, chyba powinna im się spodobać

Mam nadzieję! Bajka będzie (podobno) przeczytana kilku maluchom, więc to będzie dopiero jej prawdziwy crashtest ;)

 

Wielkie dzięki za opinie. Zauważyłam, że odbiór tej formy zależy od oczekiwań, więc podkreślę jeszcze raz, z całą mocą: to ma być bajka dla dzieci. Prawdziwa bajka dla prawdziwych dzieci, nie zabawa z formą, wariacja na temat czy opowieść dla dorosłych, schowana pod płaszczykiem dobranocki ;) Stąd pewne “łopatologiczne” zabiegi fabularne czy opisowe, które dla niektórych wyrobionych czytaczów są zbyt nużące.

 

No ale każdy ma swoje gusta, a wasze uwagi są ze wszech miar słuszne. Zachęcam więc do komentowania ze swojej perspektywy, bo wiem, że wiele pracy na pisarskim froncie przede mną :)

 

EDT: Zgłoszone wcześniej kiksy językowe poprawiłam. Beryl, Werwena – thnx za czójność ;P

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Mnie się bardzo podobało. Urokliwa bajka. Fajnie napisana i na samym początku skojarzyła mi się z murem z książki “Gwiezdny pył” Gaimana. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bajka o Murze skojarzyła mi się z pewnym murem, który, choć na zewnątrz pokryty barwnymi muralami, bajką wcale nie był.

A bajka, jak to bajka – jednym podoba się bardziej, drugim mniej. Mnie nieco znużyła, choć lektura nie była przykrością.  

 

Potem przy­szła po­wódź, która prze­la­ła się przez kra­wędź Murku i za­la­ła pola. – Powtórzenie.

Wydaje mi się, że to nie powódź zalewa pola. Pola zalewa woda i wtedy jest powódź.

Może: Potem przy­szła po­wódź, woda prze­la­ła się przez kra­wędź Murku i za­topiła pola.

 

a potem po­szli zaj­mo­wać się swo­imi rze­cza­mi. – Raczej: …a potem po­szli zaj­mo­wać się swo­imi sprawami

 

Ro­bot­ni­ków też przy­by­ło.Dla­te­go po­trze­bo­wa­li wię­cej je­dze­nia… – Brak spacji po kropce.

 

Roz­bój­ni­cy za­bie­ra­li więc lu­dziom coraz wię­cej rze­czy, któ­rych po­trze­bo­wa­li na walkę z Murem. – …któ­rych po­trze­bo­wa­li do walki z Murem.

 

Niech służy ci le­piej niż mi;Niech służy ci le­piej niż mnie;

 

w miej­scu, gdzie wy­le­wa­ła nie­uda­ne po­zo­sta­ło­ści swo­ich eks­pe­ry­men­tów… – To nie pozostałości były nieudane, a eksperymenty.

Proponuję: …w miej­scu, gdzie wy­le­wa­ła po­zo­sta­ło­ści swo­ich nieudanych eks­pe­ry­men­tów

 

Bar­dzo bali się, że Dziew­czy­na im uciek­nie i się gdzieś scho­wa; po­szli więc wszy­scy razem w dłu­giej linii, żeby nie dać jej na to naj­mniej­szej szan­sy. – Bardzo dziwnie poszli, tak dziwnie, że nie bardzo umiem to sobie zwizualizować. :-(

 

Po raz pierw­szy lu­dzie mogli zo­ba­czyć obie Bry­ga­dy ma­sze­ru­ją­cych razem, ramię w ramię… – Brygada jest rodzaju żeńskiego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za łapankę, poprawię rano. Odpowiadając na szybko:

 

Bardzo dziwnie poszli, tak dziwnie, że nie bardzo umiem to sobie zwizualizować. :-(

Poszli tak jak dzieci w we Władcy Much ;) Zakładając, że Miasto było koliste, to po cięciwie koła, od brzegu do brzegu :)

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Krótka historia państwowości. Podobało mi się.

Babska logika rządzi!

Brak czepialstwa o u Finkli traktuję jako największy komplement z dotychczas otrzymanych (przepraszam, Werweno… ;P )

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Zakładając, że Miasto było koliste, to po cięciwie koła, od brzegu do brzegu :)

I tak, od brzegu do brzegu, szli, depcząc po drodze wszystkie budynki i co tylko napotkali przed sobą? Bo nie wydaje mi się, by, będąc w mieście, poruszali się w terenie niezabudowanym.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli ma to być przypowieść, alegoria, to tekst jest za długi i zbyt zagmatwany. A inna interpretacja byłaby naciągana. Pozdro, u

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

Kiksy poprawione. Regulatorzy, dziękuję! Podziwiam i czczę twoje korektorskie zacięcie (jeszcze nie dopisuję się do kultu Wielkiej Bogini R., ale jestem blisko ;)

 

I tak, od brzegu do brzegu, szli, depcząc po drodze wszystkie budynki i co tylko napotkali przed sobą? Bo nie wydaje mi się, by, będąc w mieście, poruszali się w terenie niezabudowanym.

Dokładnie tak właśnie poszli. W końcu byli groźnymi Brygadami i było ich dużo, prawda? Więc mogli sobie chodzić jak chcieli :) Naprawdę sobie tak to sobie wyobrażałam :)

 

Jeśli ma to być przypowieść, alegoria, to tekst jest za długi i zbyt zagmatwany. A inna interpretacja byłaby naciągana. Pozdro, u

No nie. NIE ma być to przypowieść czy alegoria. To ma być bajka dla dzieci. Naprawdę ;)

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Się podobało i to nawet bardzo. Zwłaszcza początek, o powstawaniu muru i potem, o kolorach i obrazach zmieniających rzeczywistość i ludzkie umysły.

Od początku założyłem, że to bajka, i to nawet dla dzieci, więc pozwolę sobie pójść w przeciwną stronę, niż niektórzy z przedpiśców, domagający się logiki. Myślę nawet, iż miejscami zbyt mocno starałaś się uprawdopodobnić tekst. Jak we fragmencie o Alchemiku – rozbił się, zamieszkał u Dziewczynki, tworzył eliksiry, chciał pomagać ludziom. I wystarczy. To czy sprzedał złom, za ile, czy stać go było na wynajęcie mieszkania, na jak długo mu wystarczyło pieniędzy… Z punktu widzenia malucha nie ma to żadnego znaczenia. Podobnie z Murem – było za nim ciemno, ponuro, kominy dymiły, więc ludzie chodzili smutni i chorzy. Wyjaśnienia, że zboże nie rosło z powodu braku słońca, że podatki, że handel… Dzieci mają gdzieś ekonomię.

No ale klimat znakomity. Przeczytałem z wielką przyjemnością.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, dzięki za świetny komentarz, nad którym na pewno się zastanowię. Bardzo słuszne uwagi :)

 

Reszta: wczoraj wieczorem zaglądam na główną i widzę… moje opowiadanie na niej. Umm… dziękuję wszystkich, którzy kliknęli w bibliotekę, to dla mnie wielkie wyróżnienie i wielki motywator do kolejnych prób pisania :) Jesteście wspaniali :D

 

Pozdrawiam,

J.

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

Przychodzę pogratulować Biblioteki! Tekst zasługuje na to, bo mimo, że adresowany do młodszego czytelnika, osoba dorosła też może coś znaleźć dla siebie. Nie zmieniłam zdania i uważam, że to kawał ciekawego tekstu. Mam nadzieję Jesień, że weźmiesz sobie do serca, że umiesz pisać dobre fabuły, a do tego porwałaś się o literaturę dla dzieci – to dopiero trudna sztuka. Jestem ciekawa jak pójdzie test na dzieciach. Mam nadzieję, że się odbędzie. 

Podobało mi się przesłanie i taka antyutopijność tekstu. Mniej sama fabuła, w której zabrakło mi jakichś większych tąpnięć i zaskoczeń. Ale, skoro bajka jest przeznaczona dla dzieci, to prostota historii też może być zaletą. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Serdeczne podziękowania dla moich bet (z portalu i z realu), bez których ten tekst nie byłby na pewno taki dobry.

No, no, pomyślałem sobie wielce odkrywczo, gdy tylko zapoznałem się z tym jakże skromnym wstępem, to będzie dopiero literacka, intelektualna uczta! 

I cóż?

Otóż trafiłem na całkiem niezły obiad, ale do uczty to daleko. Tekst ma swoje momenty i jest dobrze napisany; dobrze w sensie ładnie, ale…

…jeśli to ma być przypowieść i alegoria – jak to uradowanczyk zasugerował – to przesłanie jest zbyt oczywiste, a całość przegadana. Jeśli natomiast ma to być bajka – to przesłanie jest w porządku, ale całość nadal przegadana. Jeśli zaś Twój twór ma być przegadanym, nieco dydaktycznym, ładnie napisanym nie-wiadomo-czym, to z pewnością spełnia założenia. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Mam wrażenie, że jest to jedna z twoich pierwszych prób literackich. Nie obraź się, ale masz na prawdę fajny pomysł, ale styl pisania jeszcze nie jest dojrzały. Uważam, że powinnaś ( ze stylu mniemam, że jesteś kobietą – zapewne młodą) wrócić i poprawić ten tekst za jakieś dwa lata. A w międzyczasie pisać , pisać i pisać. Życzę powodzenia.

A możesz wytłumaczyć, czemu tak sądzisz? Stylizacja języka i konstrukcji fabularnej jest celowa, bo to bajka przecież. Dla maluchów :)

W moim profilu możesz przeczytać dwa moje inne opowiadania, “trochę” różniące się stylem. Mam nadzieję, że (być może) nieco zmienisz zdanie ;)

A za “młodą” dziękuję. Nie ma to jak komplement, którego dawno się już nie ma prawa usłyszeć :P

Chyłkiem przez życie przemykam i drżę, gdy ktoś woła...

No cóż, przed 40 każdy jest młody. Potem, to kręgosłup boli, aparatura szwankuje, kobietom klimax palmą odbija, a facetom, to się dopiero we łbach mieszka.

Styl pisania kobiecy. Czasem można odróżnić, choć nie zawsze, kobiety i mężczyźni zwracają uwagę na inne szczegóły. A może po prostu, gdzieś mignął mi napis kobieta. Świadomie tego faktu nie rejestrując wyciągnąłem go gdzieś z hipokampa. Już po zapisaniu tekstu zauważyłem, że płeć jest przy opisie.

 

Spróbuje zajrzeć. Co do opowiadania, to wciągnął mnie początek. Gdzieś kiedyś coś podobnego popełniłem. Szczerze mówiąc nie wiem, czy to puszczałem, czy pozostało w moim kompie. Albo na jakichś kartkach.

Pomysł jest dobry, ale jeśli pozwolisz mi na szczerość, i na troszkę plastyczności opisu. Brak mi trochę dosmarowania. Coś trzeba poprawić, bo momentami narracja nie wciąga. MHO raczej chodzi o kosmetyczne poprawki, niż całościowy retusz.

Bardzo podobał mi się tekst, jeden z najlepszych jakie do tej pory czytałem na tym portalu, choć w zasadzie nie lubię takiego, hmmm, optymizmu? Uważam, że tekst daje pewne pole do interpretacji, poza dość oczywistym i głównie zaakcentowanym na końcu tekstu morałem: sztuka czy idea uratują świat. Zgadzam się w pewnym stopniu z negatywną oceną władzy i jej mechanizmów. Wciąż społeczeństwo buduje wokół nas Mury, są wśród nich takie, które służą tylko utrzymaniu systemu. Jednak wilki i bandyci, przed którymi chronić ma mur, kryją się w każdym człowieku, są częścią jego natury. Społeczeństwo chce je ograniczać. Obawiam się, że bajka mogłaby mieć zakończenie, w którym Dziewczynka opuszczając miasto, kończy rozerwana przez wygłodniałą sforę… 

"Ora et Labora"

“…kiedy Miasto było tylko małą Osadą, Mur był małym Murkiem…” – powtórzenie, n dodatek “mały murek” to masło maślane

 

“…krawędź Murku i zatopiła pola. Następnie okazało się, że Murek jest zbyt niski, by powstrzymać nadciągające z dzikich ostępów bandy rzezimieszków. Przez lata zdarzyło się jeszcze wiele takich nieszczęść, więc do Murka dokładano…“

– w obu przypadkach stosujesz rzeczownik w dopełniaczu; obie formy odmiany są poprawne murka/murku, ale wypadałoby zachować konsekwencję

 

‘Robotników też przybyło.Dlatego“ – brak spacji

 

“oraz żółte kaski.“ – XD Czy efekt komiczny był zamierzony?

 

“Od tego czasu do Miasta, które wyrosło wewnątrz Muru, można było się dostać tylko z powietrza.“ – A tak właściwie to niby dlaczego? Przecież Mur był już bardzo duży już wcześniej, a rolnicy na pola musieli się jakoś dostawać. W końcu uprawiali rolę przez wiele lat. Musiały być jakieś bramy…

 

“Któregoś dnia jeden ze sterowców zgubił się w czarnej chmurze i rozbił się o komin fabryki; z płonącego wraku uratował się tylko jeden człowiek.“ – drugie się jest zbędne. Zgubił się i rozbił.

 

“poprosiła rodziców, by pozwolili mu zamieszkać pod swoim dachem.“ – raczej pod ich dachem

 

“w końcu uznała, ze oto spełniły się” – że

 

Mam mieszane uczucia. Czytało mi się generalnie przyjemnie, ale sama opowieść do mnie nie przemówiła, fabuła niezbyt mnie przekonała. Początkowo losy Muru mnie zainteresowały, ale rozwinięcie z Dziewczyną – już nie.

Zgadzam się z głosami wspominającymi wcześniej, że całość jest jednak nieco zbyt rozwleczona jak na bajkę. Niemniej czas spędzony na lekturze uważam za udany.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nowa Fantastyka