- Opowiadanie: Drewian - Dzieci wiatru

Dzieci wiatru

Widać Muzy lubią moją kanapę i zimną kawę :)

 

Tym razem na poważnie, obiecuję!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Dzieci wiatru

Zamyślona kobieta stała samotnie na brzegu rzeki. Wpatrzona w ciemność, przyciskała do piersi otulone chustą niemowlę. Po zapadniętych policzkach spływały łzy. Czy to jest miłość? – pytanie bez odpowiedzi wypełniało jej myśli.

Lotte była zmęczona. Przebyła długą drogę w poszukiwaniu lekarstwa dla swej córki. Zboża dopiero co dojrzewały, kiedy wyruszała z Nuegen, wioski położonej o dwa dni drogi od Bresteru, stolicy Cesarstwa. Teraz, daleko na północy, na brzegu szerokiej rzeki Stojnej, zimny wiatr porywał pierwsze opadające liście.

– Tak niewiele czasu miałyśmy razem, córeczko – powiedziała Lotte, całując czule główkę niemowlęcia. – Tak niewiele…

Lotte była za stara, żeby urodzić kolejne dziecko. Minionej jesieni nie przypuszczała nawet, że jest w ciąży. Kiedy krwawienia miesięczne ustały, pomyślała z ulgą, że to koniec, że Święta Panienka w końcu zlitowała się nad umęczonym ciałem starej kobiety. Nawet mąż Lotte się ucieszył. „Mniej głodnych gąb do wykarmienia!” – powiedział. – „W końcu będzie trochę spokoju”.

– A potem, Emmi, zaczęłaś kopać – kobieta, przez łzy, uśmiechnęła się do tulonego w ramionach zawiniątka. – Wierciłaś się jak mała pszczółka.

Poród nie był długi. Zaczął się późnym rankiem. Słońce stało jeszcze wysoko na niebie, kiedy Hilda, która zwyczajowo pomagała rodzącym, podała Lotcie niemowlę. „To podmieniec. Pomiot Złego” – powiedziała sucho. „Pozbądź się jej. Powiemy wszystkim, że umarła”. Potem akuszerka odeszła, ufając, że matka litościwie zabije noworodka, zanim dowiedzą się o nim wieśniacy.

Lotte wiedziała co czeka Emmi – jej maleńką córeczkę. Takie dziecko urodziło się już w Nuegen wcześniej. Tak jak Emmi miało skośne, różnokolorowe oczy, które przykryte były ciężkimi fałdami powiek; płaską twarz i zbyt maleńką buzię aby pomieścić duży język. Jego rączki i nóżki zdawały się za krótkie, a pojedyncza bruzda na dłoniach stanowiła nieomylny znak dotknięcia przez Złego. Tak jak Lotte, matka tamtego dziecka nie potrafiła się go pozbyć. Wieśniacy rozszarpali je więc na strzępy. Twierdzili, że pomiot Złego kwasi mleko w krowich wymionach, ściąga gradobicie i niechybnie sprowadzi nieurodzaj. Wtedy Lotte też tak myślała. Wprawdzie nie zabiła tego dziecka, ale wraz z innymi kobietami kopała jego martwe ciało i krzyczała przekleństwa, by odegnać Złego.

– Przepraszam, Emmi! – kobieta zaszlochała na samo wspomnienie krzywdy, jakie wyrządziła tamtemu niemowlęciu. – Przepraszam! Nie wiedziałam! Wybacz mi…

Kiedy jej mąż zobaczył swoją córkę, nie powiedział nic. Spakował kilka niezbędnych rzeczy i poszedł do pobliskiego klasztoru. Tam chciał odpracować winę, zmyć grzechy, za które Bóg tak bardzo go pokarał. Jej siostra zabrała starsze dzieci do siebie. „Pozbądź się jej” – rzuciła na odchodnym. Jednak żadne z nich nie powiedziało nikomu o narodzinach Złego. Lotte była im za to wdzięczna.

Następne kilka dni spędziła, rozmyślając nad dzieciobójstwem.

– Nie mogłam! Święta Panienko, wybacz mi, nie mogłam!

Nie potrafiła skrzywdzić tego maluszka. Wiedziała, że to grzech, że powinna ogniem i żelazem oczyścić dotknięte złem niemowlę. Lecz była tylko słabą, głupią kobietą. Skażoną, nieczystą, nędzną, nic niewartą. Zamiast posłuchać rozsądku, posłuchała serca. Spakowała jedzenie, kilka ubrań i pieluchy, zabrała wszystkie odkładane przez lata pracy miedziaki, po czym odeszła, z małą Emmi w ramionach. Zajęło jej dwa dni, aby oddalić się od okolicy, gdzie wszyscy ją znali. Potem, już bezpieczna, mogła zacząć kłamać. Mówiła, że idzie odwiedzić chorą siostrę. Czasem, aby trzymać ludzi z daleka, udawała szaleństwo. W końcu, po wielu dniach podróży, znalazła klasztor, w którym przyjęto ją gościnnie, ciepło. Jeden ze starszych braci, święty człowiek, odkrył jej sekret i zrozumiał. Nie patrzył na małą Emmi z odrazą lecz z miłością. Błogosławił ją i powiedział, że jest ratunek, że można odpędzić zło. Dla Lotte słowa tego zakonnika były jak objawienie, jak cud, o który modliła się tak długo. Posłuchała wskazówek brata i wyruszyła na północ, do przygranicznego miasteczka Dingen. Tam wznosił się klasztor, którego mniszki żyły w takiej świętości, że potrafiły wymodlić błogosławieństwo nawet dla podmieńca.

Podróż nie była łatwa, lecz Lotte z uśmiechem znosiła jej trudy. Gnana nadzieją, karmiona miłością i pierwszymi uśmiechami Emmi, nie zważała na głód, chłód i niewygody. W końcu, po wielu tygodniach, zapukała do bramy klasztoru Wortysek w Dingen. Mniszki przyjęły kobietę ciepło, jakby się jej spodziewały. Nakarmiły ją, zatroszczyły się o Emmi, a potem kazały się modlić. Padła więc Lotte na kolana przed kamienną figurą Najświętszej Panienki i modliła się, żarliwie upraszając o zmiłowanie. Nawet nie zauważyła, kiedy do kaplicy wkroczyła młoda mniszka. Położyła dłoń na jej ramieniu i wyszeptała:

– Chodź ze mną, Lotte. Weź Emmi i chodź ze mną.

Więc Lotte poszła. Podążała za zakonnicą na wschód, w stronę granicznej rzeki Stojnej. Tam kończyło się Cesarstwo, a zaczynały ziemie barbarzyńskich plemion. Za rzeką mieszkali poganie, którzy nie znali chwały Jednego Boga, lecz czcili ziemię, drzewa, wodę, ogień a nawet wiatr. Mieli wiele bóstw. Jednym z nich była Starucha, pani śmierci i zapomnienia. Żyjące za rzeką plemiona wierzyły, że dzieci takie jak Emmi są darem od tej bogini. Szanowali je, troszczyli się o nie i nazywali je dziećmi wiatru.

– Emmi nie jest podmieńcem – tłumaczyła mniszka. – Nie jest zła czy przeklęta. Jest darem, jak każde inne dziecko. Tam, za rzeką, znajdzie kochający dom.

Lotte początkowo nie chciała tego słuchać.

– Mówiłyście, że możecie ją uleczyć! – krzyczała z wyrzutem. – Że możecie ją naprawić!

– Lotte! Emmi nie jest chora! Nie jest zepsuta! Spójrz na nią! – upierała się zakonnica. – Jest darem. W oczach Boga jest doskonała! Tu, w Cesarstwie ludzie tego nie rozumieją. Dlatego Pan wysłał cię do nas, do Dingen. Tu kończy się twoja droga, lecz dla Emmi podróż się dopiero rozpoczyna. Będzie żyła, Lotte, twoja córka będzie żyła! Więcej! Będzie kochana. Bedzie szanowana.

Lotte nie odpowiedziała. Podążała za mniszką, bo nie miała dokąd iść. Nadzieja na uzdrowienie Emmi odpłynęła, pozostawiając pełną niemocy pustkę. Czym zgrzeszyłam Tobie, o Boże? – pytała milczącego nieba. - Czemuś mnie opuścił?

– Tutaj muszę cię zostawić – powiedziała zakonnica, kiedy dotarły na brzeg rzeki. – Pomyśl nad tym, co powiedziałam, sama zdecyduj. Masz tu koronkę. – Podała jej prosty, drewniany różaniec. – Zmów modlitwę, jeśli będziesz chciała wrócić do klasztoru. Jeśli postanowisz oddać Emmi… – Tu mniszka podała jej cisową gałązkę. – złam to. To przywoła kapłanki Staruchy.

Lotte nie odpowiedziała. Przyciskała uśpione niemowlę do piersi. Myśl o rozstaniu z Emmi była tak ostateczna… Jak śmierć. Nigdy już nie zobaczy słodkiej buzi córki, nie usłyszy jej głosu, jej śmiechu. Tak bardzo chciała nie wierzyć w słowa mniszki. Powędrować dalej, nie poddawać się, szukać. Ale przeszła już pół Cesarstwa, podróżowała od miesięcy. Wiedziała, że, nawet jeśli znajdzie odludne miejsce, nawet jeśli osiedli się tam z Emmi, wcześniej czy później ktoś je znajdzie. Spojrzy w twarz podmieńca i od razu rozpozna dotyk Złego. Zawoła innych, zawoła kapłanów. Razem, chwaląc Boga, przegonią zło z Emmi. Kiedy skończą… Kiedy skończą, nie zostanie nic.

Jak bardzo można kochać? Czy można kochać tak, żeby z radością umrzeć? Tak bardzo, żeby odejść, zostawić, porzucić? Czy to w ogóle jest miłość? Lotte miała męża i starsze dzieci. Czy miała prawo ich opuścić? Kto jest ważniejszy? Kogo kocham bardziej? – pytała się raz po raz, wpatrzona w szumiące wody rzeki.

Cisowa gałązka wysunęła się ze zdrętwiałych palców kobiety. Lotte, jakby przypadkiem, nastąpiła na cienkie drewienko. Rozległ się stłumiony trzask.

Przyszli znikąd. W jednej chwili ich nie było, a w następnej stali przed nią, dwie sylwetki na tle lśniącego nurtu rzeki. Jedna postać pochyliła się nieco, dało się słyszeć plusk wody, syczenie a potem jasny płomień pochodni rozświetlił noc.

– Matko Przenajświętsza – przeżegnała się Lotte, widząc rozpalony magicznie ogień i mężczyznę, który trzymał żagiew.

Wyglądał jak Emmi. Miał szeroką, płaską twarz, skośne, przykryte fałdami powiek oczy, usta niewielkie i nieco rozwarte, tak, jakby nie mieścił się w nich język. Był wzrostu młodego chłopca, lecz jego twarz pokrywała starannie przycięta broda. Ubrany w czystą tunikę i porządny płaszcz, w oczach wieśniaczki, wyglądał jak książę. Lotte nie miała jednak wątpliwości, że ten książę był podmieńcem. Był żywy. Dorosły. Czysty, zadbany i pewnie dużo bogatszy niż ona.

Obok podmieńca stała stara kobieta. Owinięta w zieloną chustę, wyglądała bardzo niepozornie. To kapłanka?

Podmieniec uśmiechnął się przyjaźnie, z szacunkiem skłonił się niepozornej staruszce i podał jej pochodnię. Potem podszedł do Lotte, wskazał na tulone przez kobietę dziecko i zapytał w języku cesarstwa:

– Mogę?

Oszołomiona Lotte nie wiedziała co powiedzieć. Ten książę, ten pomiot Złego, uśmiechał się do niej i uprzejmie pytał o pozwolenie. Skinęła głową, oniemiała. Mężczyzna delikatnie odchylił chustę otulającą Emmi, dotknął gładkiego policzka dziecka, uśmiechnął się czule i powiedział:

– Witaj, siostrzyczko! Jestem Mileszy. A jak ty się nazywasz?

Podmieniec wysławiał się składnie, lecz jego słowa brzmiały nieco dziwnie, jakby małe usta utrudniały płynną mowę..

– Emmi – odruchowo powiedziała Lotte. – Nazywa się Emmi.

– Emmi! – ucieszył się Mileszy. – To bardzo ładne imię.

Milcząca do tej pory starsza kobieta podeszła do towarzysza i położyła dłoń na jego ramieniu. Mężczyzna bez słowa przejął pochodnię od staruchy, po czym oddalił się nieco.

– Możesz z nami pójść, Lotte – powiedziała owinięta zieloną chustką kobieta.

Lotte pokręciła głową, przytuliła Emmi do piersi i oddaliła się o krok od staruchy. Myśl o oddaniu córki wydała się nagle nie do zniesienia. W tej chwili Lotte była pewna, że złamała cisową gałązkę przez przypadek. To przecież barbarzyńcy! Nie mogła celowo ich przywołać! Tyle razy słyszała od kapłanów, jakim bezeceństwom oddaje się ten pogański lud. Nie mogła przecież chcieć…

– Nie! Nie oddam jej – wykrzyknęła drżącym głosem.

Starucha spojrzała na Lotte w zamyśleniu. Po chwili odwróciła się do nagle posmutniałego Mileszego.

– Chodź, chłopcze – powiedziała. – Nic tu po nas.

Lotte odetchnęła z ulgą. Spojrzała na gładką buzię swojej córki.

– Jesteś bezpieczna – wyszeptała. – Nie pozwolę cię skrzywdzić.

Tylko, że to nie barbarzyńcy chcą ją skrzywdzić – uświadomiła sobie nagle. Nawet nie próbowali jej zabrać siłą. Uśmiechnęli się do niej. Ten podmieniec… Ten podmieniec był dorosły. Nikt go nie rozszarpał, kiedy był dzieckiem. Barbarzyńcy pozwolili mu żyć.

– Poczekajcie! – wykrzyknęła nagle Lotte. – Poczekajcie!

Starucha i Mileszy zatrzymali się. Odwrócili się powoli. Z uprzejmym zainteresowaniem patrzyli ku samotnej postaci matki.

– Będziecie o nią dbać? – zapytała Lotte nieśmiało. – Jak… jak.. – rozpłakała się, nie znajdując słów.

– Pani – odparł Mileszy z uprzejmym ukłonem. – To dziecię wiatru, jak ja. Będę o nią dbał! Przysięgam! Jest moją siostrą.

– Emmi jest błogosławieństwem Bogini – dodała starucha. – Będzie szanowana.

Lotte zacisnęła usta. Niemal zgięta wpół, z trudem powstrzymywała szloch. Wyciągnęła swoją córkę ku starszej kobiecie. Odwróciła wzrok, nie chciała patrzeć. Poczuła jak dłonie staruchy delikatnie wysupłują dziecko z jej ramion. Chwilę potem zimna dłoń dotknęła jej czoła i przyniosła ciemność.

 ***

Lotte otworzyła zapuchnięte od płaczu oczy. Pod kolanami czuła twardy kamień. Nogi zdrętwiały od długiego klęczenia. Zajęło jej chwilę, aby przypomnieć sobie gdzie jest i co tutaj robi.

Modliłam się całą noc! – uświadomiła sobie. – Emmi! Czemu nie płakała?

Emmi! – Rozejrzała się dookoła z niepokojem.

Wiklinowy koszyk stał tam, gdzie go zostawiła. Zawinięte w kocyk niemowlę wyglądało na pogrążone w głębokim śnie. Oczy nie poruszały się pod zamkniętymi powiekami. Nie widać było oddechu dziecka.

– Emmi! – przejęta grozą Lotte odchyliła kocyk.

Pod jej dotykiem malutkie ciałko rozpłynęło się w mgłę. Przejrzysty opar uniósł się, zawirował i zmienił w bajecznie kolorowy bukiet wiosennych kwiatów. Biało-srebrzyste pióro zachwiało się ponad lśniącymi rosą płatkami i miękko opadło na dłoń oniemiałej kobiety. Powietrze zaszumiało jakby poruszone niewidzialnymi skrzydłami.

Wybaczam ci – wyszeptał wiatr.

 

 

Koniec

Komentarze

Co mi się  w oczy rzuciło:  

 

powiedziała Lotte(+,) całując czule

zbyt maleńką buzię aby pomieścić duży język – jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić – za duży język, nie mieszczący się w buzi to pewne uduszenie i brak możliwości jedzenia 

ale, wraz z innymi kobietami – zbędny przecinek

Choć chłopcze – powiedziała. – Nic tu po nas. – :) 

 

Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam zakończenie, ale chyba wolałabym poczytać coś więcej o tych fascynujących ludziach żywiołów. A tak, to czuję się, jakbym przeczytała dopiero wstęp do prawdziwej opowieści :) 

Niemniej, napisane ładnie, czytało się w zasadzie samo. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

śniąca – poprawione!

 

zbyt maleńką buzię aby pomieścić duży język – jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić – za duży język, nie mieszczący się w buzi to pewne uduszenie i brak możliwości jedzenia 

Właśnie tak miało być. Opis jest zamierzony.

Hmm... Dlaczego?

Przepiękna historia. 

Nie chciałabym pisać żadnych szczegółów, bo pewnie ktoś będzie chciał czytać komentarze najpierw. W każdym razie, cała idea z chorym dzieckiem – kapitalnie rozegrana. I chyba znam źródła Twojej inspiracji. Z jednej strony – wciągająca historia, a z drugiej – przesłanie, które można interpretować jako rzecz obecną w naszej kulturze. Ale jak mówiłam – nie chcę robić spoilerów, ani pozbawiać przyjemności interpretacji.

Aż się boję, co jeszcze kryjesz w głowie ;)

 

EDIT: No i swój tekst zespoilerowałaś ;)

Deirdriu! Już skasowałąm spoiler!

Czy mam zatem rozumieć, że Ty zrozumiałaś o co chodzi?!

 

Jeśli tak – Ufff…. Już myślałam, że będę musiała jakąś ilustrację zrobić, czy coś!

Hmm... Dlaczego?

Kłaniam się Koleżance Autorce.

<><><>

Już raz to pisałem pod tekstem innej z Koleżanek: ujmująco kobieca opowieść.

@ Drewian, od razu załapałam. Dla mnie opis był idealny, bardzo celny. 

AdamKB – kłaniam się również Koledze :)

 

Deirdriu – super! Bardzo się cieszę, że udało mi się opisać problem należycie.

Hmm... Dlaczego?

No nareszcie. Doczekałam się i jestem bardzo zadowolona. Mam tak jak Śniąca: chcę więcej, bo zaczęłaś piękną, poetycką opowieść i nie możesz, nie powinnaś jej teraz zakończyć.

Oczywiście z przecinkami mogłoby być lepiej:-)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dobry tekst, chociaż zamieszanie w końcówce mnie skondundowało . Samo zarysowanie rozterek i tego konfliktu lojalności wobec członków rodziny w pełni by wystarczyło.

Fajnie wpasowałaś się w poetykę opowieści etnicznej, utrzymując jednocześnie zupełnie aktualny temat.

 

Zboża dopiero co dojrzewały(,) kiedy wyruszała z Nuegen, wioski położonej o dwa dni drogi od Bresteru, stolicy Cesarstwa

 

Jego rączki i nóżki zdawały się za krótkie(,) a pojedyncza bruzda na dłoniach stanowiła nieomylny znak dotknięcia przez Złego

 

Wprawdzie nie zabiła tego dziecka, ale(,)(-)wraz z innymi kobietami kopała jego martwe ciało i krzyczała przekleństwa, by odegnać Złego

 

Następne kilka dni spędziła(,) rozmyślając nad dzieciobójstwem.

 

Spakowała jedzenie, kilka ubrań i pieluchy, zabrała wszystkie odkładane przez lata pracy miedziaki, po czym odeszła(,)(-) z małą Emmi w ramionach – tutaj to nie kwestia błędu, tylko subiektywnego wyczucia,ale  moim zdaniem jest zbędny.

 

Padła więc Lotte na kolana(,)(-)przed kamienną figurą Najświętszej Panienki i modliła się, żarliwie upraszając o zmiłowanie.

 

Tam kończyło się Cesarstwo(,) a zaczynały ziemie barbarzyńskich plemion

 

Nadzieja na uzdrowienie Emmi odpłynęła(,) pozostawiając pełną niemocy pustkę.

 

Pomyśl nad tym(,) co powiedziałam, sama zdecyduj

 

Kiedy skończą(,) nie zostanie nic.

 

Wyglądał on jak Emmi – myślę, że lepiej będzie bez tego. Wiadomo, o kogo chodzi.

 

Oszołomiona Lotte nie wiedziała(,) co powiedzieć

 

– Emmi! – Rozejrzała się dookoła z niepokojem.

I znowu ja naknociłam – cztery głosy na bibliotekę są moje. Nie wiem, jak to zrobiłam, przede mną tylko Adam kliknął.

Przepraszam, meldujcie, kto ewentualnie popiera bibliotekę, bo podejrzewam, że nawet beryl tego nie odkręci. Potrzebne są jeszcze trzy głosy, żeby było uczciwie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Po zastanowieniu (znak zapytania i wahanie wynikały z niedosytu) – trzeci głos może być mój, a co – w końcu jednak ostatecznie się należy :) 

 

Edycja.

Za wcześnie kliknęłam, bo chciałam jeszcze dodać: Bemik – biblioteczna czarodziejka :)

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Klapaucjuszu – dzięki! Poprawione! 

Skofundowanie w końcówce – chodzi o scenę w kaplicy, czy wcześniej, po pojawieniu się staruchy i Mileszego?

 

Bemiku – ja tam nie narzekam :D

 

Edit:

Bemiku, dopiero zobaczyłam Twój wpis (przed biblioteczną czarodziejką). Cieszę się, że nie zawiodłam! Na pewno będzie kontynuacja, ale najpierw muszę odpocząć. Pisanie “Dzieci Wiatru” zrobiło  bowiem ze mnie emocjonalnego wraka.

Hmm... Dlaczego?

Dzięki Śniąca, jeszcze tylko dwa głosy i odetchnę.

Naprawdę nie wiem, jak to robię – najpierw kilknęło mi się podwójnie, więc wycofałam, a jak kilknęłam ponownie – dało cztery głosy i wtedy już była musztarda po obiedzie.

I nie biblioteczna czarodziejka tylko jakaś popaprana wiedźma. Na dodatek nieświadoma swoich umiejętności.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Samej ostatniej części, już po gwiazdkach. Ale mnie zawsze wystawiają na próbę takie przeskoki, więc to pewnie mój własny brak kumatości.

!!!!!!SPOILERS!!!!!!!!

Klapaucjuszu – Ten kawałek po gwiazdkach to wynik mojej słabości. Nie wyobrażam sobie, jak Lotte mogłaby ze sobą żyć, gdyby nie otrzymała zapomnienia i wybaczenia

Hmm... Dlaczego?

Za miękka jesteś. Trzeba żyć z konsekwencjami każdego wyboru. No, ale jeśli tylko o to chodziło, to nie zmienia mojego zdania o całości.

Klapaucjuszu – piekno fantasy polega na tym, że nie zawsze trzeba! Dobrze wykorzystana iluzja nie kosztuje aż tak wiele :)

Hmm... Dlaczego?

Na dodatek nieświadoma swoich umiejętności.

Może warto się uświadomić? Może masz jeszcze jakieś fajne moce? Może…?

 

Klapaucjuszu – piekno fantasy polega na tym, że nie zawsze trzeba! Dobrze wykorzystana iluzja nie kosztuje aż tak wiele :)

Podoba mi się to :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo ciekawy tekst. Porusza oryginalny temat, rzadko tykany w literaturze i jeszcze sugeruje tę tematykę nienachalnie. Podobało mi się.

Też bym kliknęła na Bibliotekę. A już się dziwiłam, że tekst tak błyskawicznie awansował. :-)

Babska logika rządzi!

A to znowu ja laugh

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mam pomysł – dać Bemiczce znacznik WIELKA MISTRZYNI, a jej atrybutem niech będzie poczwórny głos :) 

 

Drewian, mam nadzieję, że wybaczysz mi ten offtop, ale nie mogłam się powstrzymać :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Finkla – bardzo, bardzo cieszę się, że się spodobało. Aż wstyd, że temat nie jest poruszany w literaturze częściej. Większość bohaterów taka piekna, wysoka i niezwykle mądra. Potem się człowiek dziwi, że ma kompleksy!

 

Bemik – super! jeszcze tylko jeden! (powiedziała Drewian, zacierając ręce w oczekiwaniu na jeszcze jeden klik)

 

ps. bemik! widziałaś ten przecinek po “Drewian”?! Ja! Ja sama go wstawiłam!!! 

 

EDIT:

śniąca Go for it! Offtopy są najlepszym typem konwersacji laugh

Hmm... Dlaczego?

O tak, to bardzo ładny tekst. Tylko zdecydowanie za krótki :) Jakiś dalszy ciąg, ha?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

ps. bemik! widziałaś ten przecinek po “Drewian”?! Ja! Ja sama go wstawiłam!!!  – Maleńka, jesteś wielka, a ja znowu oplułam przez Ciebie ekran. yes

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo ładne, takie poetyckie i delikatne, chociaż temat smutny. Dobrze określił to Adam: ujmująco kobieca opowieść. Coś w tym jest, opowiadanie ma w sobie pewną delikatność, za którą normalnie nie przepadam, ale tutaj nie przeszkadza, bo dobrze się wpasowała w klimat tekstu. 

Podobało mi się, kliknęłabym na Bibliotekę, gdyby Bemik nie zmonopolizowała branży importowej ;)

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Oddycham z ulgą, tekst dostałby pięć klików. 

Wiecie, jaką traumę pozostawi to we mnie? Jak klikać, panie, żeby dobrze klikać?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Juhu!!! Bemik uratowana!!!

 

Dziękuję za miłe słowo, gravel!

Hmm... Dlaczego?

Drewian, a Ty mi tu nie juhuhuhuj, tylko smaruj dalej. Zgodnie uznaliśmy to opowiadanie za początek czegoś. Więc masz dwie opcje – piszesz ciąg dalszy albo piszesz nowe opowiadanie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Taa jesst, WIELKA MISTRZYNI! Pisać nowe, WIELKA MISTRZYNI!

Hmm... Dlaczego?

A pokłony gdzie? wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Aha, wcześniej zapomniałam dodać, że ta końcówka wydaje mi się taka całkiem z innej bajki. IMO – niepotrzebna. Ale Ty decydujesz.

Bemik, może po prostu, jeśli kliknie Ci się podwójnie, to już nie poprawiaj? ;-)

Babska logika rządzi!

Juz kiedyś mówiłam o tym berylowi. Zdaje się, że wtedy Cień Burzy dokończył dzieła. I tak jak tutaj zbieraliśmy wirtualne potwierdzenia klików. Wolałabym uniknąć takiej sytuacji w przyszłości. Może po prostu nie klikać? cheeky

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pamiętam, pamiętam. :-) Tak, to Cień Burzy wtedy doklepał. A jeszcze Twoje kliki jakimś cudem wyparły Adamowy.

Hmmmm. Tak źle, i tak niedobrze…

Babska logika rządzi!

Ładnie napisane i bardzo angażujące emocjonalnie. Trudny temat, ale bardzo mi się podoba,  jak do niego podeszłaś. Pomimo smutku, jest w tym tekście coś bardzo kojącego. Bardzo też mi imponuje jak dużo ważnych kwestii zmieściłaś w jednym krótkim tekście i to w tak naturalny i subtelny sposób.

 

Jeden techniczny drobiazg zgrzytnął mi na początku: skoro bohaterka wpatruje się w ciemność, to wyobrażam sobie scenę o zmroku – trudno w ciemności dostrzec ogorzałe policzki, wiec ta informacja się tutaj nie skleja ;)

No to wywalam ogorzałe policzki i zakończenie – z kobiecą logiką wszak sie nie dyskutuje!

 

Werweno – nie ukrywam, że Twoja Cesarzowa była tu dla mnie inspiracją. Nie sądzę abym rozważała nawet napisanie tekstu praktycznie bez dialogów, zanim nie przeczytałam Twojego opowiadania. Bo widzisz, ja to generalnie lubię gadać :D

Hmm... Dlaczego?

Jejku, cieszę się ogromnie! :D

To strasznie fajnie wiedzieć,  że ma się jakieś tam miejsce w łańcuchu przyczynowo -skutkowym z którego wynika coś dobrego ;)

jeśli masz ochotę,  to zerknij na Lio  i Króla, zupełnie bez dialogów ;)

O, wreszcie coś dłuższego i na poważnie. Ładne, ładne, choć pozostawia pewien niedosyt, bo pomysł na dzieci wiatru ma spory potencjał. Ale w takiej formie, jako głównie rozterki matki, też mi się podoba. Zwłaszcza że temat w fantastyce dosyć rzadki, a przy tym zawsze aktualny. A, i jestem już z tych, co wspomnianej końcówki na oczy nie ujrzeli, ale niczego mi nie brakowało, więc chyba tak jest ok.

A ja protestuję przeciw usunięciu zakończenia! Ono nadawało opowiadaniu drugi sens, podpowiadało inną interpretację, równie ciekawą, a nawet ciekawszą od od tak okrojonego tekstu.

Zgadzam się  z Adamem. 

Gdzie zakończenie?! 

Proszę nie psuć tego, co jest dobre. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Już wstawiłam z powrotem!

Wychodzi na to, że pewności siebie jako autor w ogóle nie mam… Teraz mi głupio, że biedne „Dzieci” gotowa byłam pociąć :(

Hmm... Dlaczego?

:-) No, uratowałaś się w moich – i, jak widać powyżej, nie tylko w moich – oczach. :-)

Emocjonalny, poetycki, bardzo kobiecy tekst. Napisane sprawnym, lekkim językiem. Przedstawiony świat jest ciekawy i moglabys go rozwinąć w kolejnych opowiadaniach.

Dobrze, że końcówka wróciła. Zrobiła na mnie ona bardzo duże wrażenie i dała bardzo kojący wydźwięk. Oczami wyobraźni widziałam tę scenę i byłam wzruszona :)

:D Autorka miotana sprzeczynymi wymaganiami czytelników. Niech sie koją, chociaż dobry happy end to taki, który ma jakieś lepsze umocowanie niż tajemniczą magię w żaden sposób nie zahaczoną we wcześniejszej części tekstu.

Dla wszystkich zainteresowanych światem przedstawionym w “Dzieciach Wiatru” – zapraszam do rzucenia okiem na “Szeptuchę”, która wisi na betaliście. 

Akcja “Szeptuchy” odbywa się w tym samym świecie, tylko po drugiej stronie rzeki. To jakieś 50tys znaków, ale według opinii Tenszy i Deirdriu opowiadanie nie jest nudne.

Wszelkie uwagi mile widziane!

Hmm... Dlaczego?

O! Klapaucjusz dobrze prawi! A nie taki wiatr ex machina

Babska logika rządzi!

Trzeba było otagować, dać fragment, bo tekst wcale nie wyświetla się na głównej, a moim zdaniem w 100% na to zasługuje.

Mam dwa zarzuty:

Następne kilka dni spędziła,[+] rozmyślając nad dzieciobójstwem.

Pomijając przecinek, zdanie brzmi zbyt lekko – take se o rozmyślała o dzieciobójstwie. Zgrzyta mi to.

 

No i zakończenie totalnie mną zamotało. Ale tak czy siak traktuję to jak wstęp do większej całości. Dobry wstęp.

ale według opinii Tenszy i Deirdriu opowiadanie nie jest nudne.

Jest więcej niż “nie nudne”. Jest naprawdę bardzo dobre. I już pierdołowatych błędów chyba nie ma ;)

Tylko nie "Tęcza"!

O! Klapaucjusz dobrze prawi! A nie taki wiatr ex machina

No i teraz nie wiem, kurczaki, co zrobić… Może monetą rzucę, czy jak?

Hmm... Dlaczego?

Bo Drewian pewnie nie wiedziała o fragmencie. I dlatego teraz nie widać. 

Drewian, poproś beryla, żeby to nadrobił.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

I już pierdołowatych błędów chyba nie ma ;)

Dzięki wspaniałym Betującym! 

 

Drewian, poproś beryla, żeby to nadrobił.

Eee… A jak?

Fragment dopiero co wstawiłam. Tagi chyba już były wcześniej. 

W sumie, czy się wyświetla na głównej stronie czy nie, to nie ma dla mnie większego znaczenia. Najważniejsze, że WIELKA MISTRZYNI zadowolona!

Hmm... Dlaczego?

No, ale na przyszłość wrzucaj fragment reprezentatywny, żebym mogła się chwalić, że to dzięki moim naciskom jesteś na głównej. 

Napisz do beryla na priv (taka kopertka w prawym górnym rogu) cheeky

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No dobra, może i z końcówką lepiej. Kurczę, Drewian, zacznij się przyzwyczajać, że wszystkich nigdy nie zadowolisz :p

 

Bemik, chyba wychodzisz z formy. Najpierw cztery głosy do biblioteki, a teraz tylko dwa te same komentarze na raz… Fstyd!

Cholera, nie zauważyłam. Ja się multiplikuję czy co?

Już usuwam. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Naprawdę mi się podobało i bardzo czekam na jakiś ciąg dalszy, bo aż się prosi, żeby opisać historię Emmi! :) Przepraszam, że tak lakonicznie, ale szczerze!

O! Klapaucjusz dobrze prawi! A nie taki wiatr ex machina

No i teraz nie wiem, kurczaki, co zrobić… Może monetą rzucę, czy jak?

 

Nic nie rób. Zakończenie, jakie Klapaucjuszowi oraz Finkli wydaje się ex machina, bynajmniej takim nie jest. Dodam, że rozumiem i Klapaucjusza, i Finklę, ale nie rozumiem, czego oni nie zrozumieli.

Ładnie napisane, ciepłe opowiadanie, z wyczuciem poruszające trudny temat. Co do końcówki: mi poczatkowo trochę nie pasowała, ale że otwiera inne możliwości interpretacyjne – inna sprawa, że nie wiem, czy przez Autorkę zamierzone – lepiej, że wróciła.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Teyami: bo ja to zwykle piszę, potem moja siostra czyta i mówi czy dobrze czy źle. Jak mówi, że źle to poprawiam, bo się nie chcę kłócić. Poza tym, siostra mądrzejsza ode mnie, to zakładam że ma rację.

 

Blodeuwedd: o Emmi na pewno jeszcze będzie! W końcu jej podróż dopiero się zaczyna.

 

AdamKB – i tak rzuciłam monetą laugh Wyszło, żeby zostawić. Ale jak rzucałam to powiał wiatr, więc całkiem możliwe, że ktoś w tym wyniku palce maczał.

 

AlexFagus – bardzo dziękuję! Starałam się, jak mogłam!

 

Hmm... Dlaczego?

» […] więc całkiem możliwe, że ktoś w tym wyniku palce maczał. «

:-) Chyba nie muszę przypominać, kto tu ma chody u Quetzalcoatla? :-)

Mądra moneta, wiedziała, jak upaść.

Dołączam do grona zadowolonych. W tekście jest naprawdę dużo emocji i nie mniej mądrości. Napisany również co najmniej sprawnie.

Dziękuję Zygfrydzie za dobre słowo. Zwłaszcza ta mądrość mnie połechtała! Nawet nie pamiętem, kiedy ostatni raz ktoś użył tego słowa w stosunku do mnie, lub popełnionych przeze mnie dzieł :D

Hmm... Dlaczego?

Taki tam drobiazgi:

przynosi gradobicie i niechybnie ściągnie nieurodzaj – ściaga gradobicie i przynosi nieurodzaj (czasowniki na odwrót bardziej pasują)

Wprawdzie nie zabiła tego dziecka

Podobała mi się końcówka. To największy plus. Całość czytało się nieźle. Tkliwa historyjka, ale też nie głupawa, nie płytka. I pokazuje, że można pisać ciekawie bez większej akcji i mordobicia.

Wiesz, SIrin, że chyba masz rację. Zmieniłam na: “ściąga gradobicie i niechybnie sprowadzi nieurodzaj.” 

Co do tego dziecka – jesteś pewien? Wydaje mi się, że bez zaimka nie będzie wiadomo którego dziecka nie zabiła.

Hmm... Dlaczego?

Bardzo oszczędnie napisane opowiadanie.

Dziękuję, Drewian, że ta szalenie emocjonalna historia doskonale obyła się bez nadmiaru zbytecznych słów.

Fabuła, zwięźle okrojona do niezbędnych informacji o tym, co wydarzyło się wcześniej i sprowadzona do wędrówki zdesperowanej Lotte, a zatrzymująca się w chwili, kiedy bardzo chciałabym wiedzieć, co dalej… Czy aby na pewno chciałabym wiedzieć? Właśnie pomyślałam, że dzisiaj wystarczy mi dobra nadzieja, że Lotte postąpiła właściwie, że ona i Emmi będą szczęśliwe.

I choć na tym mogłabym zakończyć komentarz, bo dla mnie opowieść jest pełna, to, prawdę powiedziawszy, nie miałabym nic przeciw temu, Drewian, by móc bliżej poznać ledwie zasygnalizowany przez Ciebie świat.

Aha, jeszcze jedno – nie zgadzam się ze zdaniem Deirdriu: W każdym razie, cała idea z chorym dzieckiem – kapitalnie rozegrana. – Emmi nie była chora!

Polemizowałabym też z opinią AdamaKB: …ujmująco kobieca opowieść. – Bo choć opowieść napisała kobieta, jej bohaterem, z równym powodzeniem, mógłby być ojciec. Opowiadanie, moim zdaniem, jest bardzo uniwersalne.

 

Po jej za­pad­nię­tych po­licz­kach spły­wa­ły łzy. Czy to jest mi­łość? – py­ta­nie bez od­po­wie­dzi wy­peł­nia­ło jej myśli. – Kobieta stoi samotnie, czy zaimek w pierwszym zdaniu jest niezbędny?

 

Lotte była dużo za stara, żeby uro­dzić ko­lej­ne dziec­ko. – To zdanie wydaje mi się dość niezgrabne.

Może: Lotte była już za stara/ miała zbyt wiele lat, żeby uro­dzić ko­lej­ne dziec­ko.

 

Po­dą­ża­ła za mnisz­ką, bo nie miała gdzie iść.Po­dą­ża­ła za mnisz­ką, bo nie miała dokąd iść. Lub: Po­dą­ża­ła za mnisz­ką, bo nie miała gdzie się podziać.

 

– py­ta­ła mil­czą­ce­go nieba. - Cze­muś mnie opu­ścił? – Po kropce, zamiast dywizu, powinna być półpauza.

 

Masz tu ko­ron­kę – po­da­ła jej pro­sty, drew­nia­ny ró­ża­niec. – Zmów mo­dli­twę, jeśli bę­dziesz chcia­ła wró­cić do klasz­to­ru. Jeśli po­sta­no­wisz oddać Emmi – tu mnisz­ka po­da­ła jej ci­so­wą ga­łąz­kę. – złam to. To przy­wo­ła ka­płan­ki Sta­ru­chy. – Zapis dialogu kuleje.

Masz tu ko­ron­kę. – Po­da­ła jej pro­sty, drew­nia­ny ró­ża­niec. – Zmów mo­dli­twę, jeśli bę­dziesz chcia­ła wró­cić do klasz­to­ru. Jeśli po­sta­no­wisz oddać EmmiTu mnisz­ka po­da­ła jej ci­so­wą ga­łąz­kę. – Złam . To przy­wo­ła ka­płan­ki Sta­ru­chy.

Proponuję, byś zajrzała tutaj: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Kogo ko­cham bar­dziej? py­ta­ła się raz po raz… – Po pytajniku powinna być półpauza.

 

Lotte, jakby mi­mo­cho­dem, na­stą­pi­ła na cien­kie dre­wien­ko. – Wydaje mi się, że raczej: Lotte, jakby bezwiednie/ niechcący/ przypadkiem, na­stą­pi­ła na cien­kie dre­wien­ko.

 

lecz jego wy­mo­wa była nieco dziw­na, jakby małe usta utrud­nia­ły płyn­ną mowę. – Powtórzenie.

Może: …lecz jego słowa brzmiały nieco dziwnie, jakby małe usta utrud­nia­ły płyn­ną mowę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy – nawet nie wiem, co napisać… Bardzo, bardzo dziękuję za przeczytanie, zrozumienie i pochwałę. Wiele to dla mnie znaczy.

 

Melduję, że poprawki prowadzone.

Przy okazji dowiedziałam się co to jes dywiz i półpałza – wstyd nie przyznać, ale nie wiedziałam wcześniej!

Hmm... Dlaczego?

Drewian, bardzo się cieszę, że Ty też się cieszysz. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie trochę przeszkadzał styl narracji. Taki zbyt prosty i trochę infantylny. Skojarzył mi się z bajkami, co w opowiadaniu, które bajką nie jest, nie do końca pasowało. Finał też jakiś taki… nie jestem pewien, czy go w ogóle zrozumiałem. Mam wrażenie, że coś mi umknęło, a jednocześnie graniczące z pewnością przekonanie, że jednak nie i to z opowiadaniem jest coś nie tak…

Technicznie nie jest doskonale – przecinki i te pierdy – ale łapanki nie robiłem, bo nie przeszkadzało mi to aż tak, by odrywać od, było nie było, pięknej opowieści i przyjemnej lektury, którymi to przymiotami nie zawaham się obdarzyć Twojego opowiadania.

Mówiąc krótko – masz kolejny głos do biblioteki. I nawet nie szkodzi, że, z technicznego punktu widzenia, bezużyteczny.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

@regulatorzy: bardzo niefortunnie się wyraziłam. Dziękuję, że zwróciłaś na to uwagę. :)

 

Koniec offtop’a ;)

Deirdriu, ależ to nie offtop! Mówimy o Emmi, bohatereczce opowiadania. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mnie trochę przeszkadzał styl narracji. Taki zbyt prosty i trochę infantylny

Hihi! A to jest akurat stwierdzenie, które często słyszę pod moim adresem :) Robię coś, co mi się wydaje super-zabawne i niezmiernie fascynujące (jak np łączenie kałuży wyrafinowanym systemem kanałów i tam) a ludzie się pytają "Ile tym masz lat, dziewczyno? Osiem?".

Czasem to nawet moja córa się mnie wstydzi, twierdząc, że zachowuję się niepoważnie i to jest obciach.

 

Doceniam jednak, Cieniu Burzy, głos do biblioteki :)

 

Sława!

Hmm... Dlaczego?

Mniej, a nawet wcale nie przejmuj się takimi pytaniami. Zdolność do zabawy – byle nie szkodzącej nikomu – nie świadczy automatycznie o braku powagi i rozwagi, objawianej wtedy, gdy są potrzebne.

Nie powiązywałem Cię, Autorko, z obranym przez Ciebie sposobem opisania świata, bynajmniej, ale skoro sama się przyznajesz, że masz w sobie wciąż łakome świata dziecko, to mogę rzec tylko jedno: jestem z Tobą!

 

Peace!

 

P.S.

Nie musisz doceniać tego, że Cię doceniają. Zasłużyłaś i tyle.

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Hej, a wpuścicie mnie do swojej piaskownicy?

Zamiast rekomendacji przytoczę dialog rodziny na widok Finkli w śmigusowo-dyngusowym rynsztunku (kurtka nieprzemakalna, czepek pływacki, okulary na basen, arafatka na twarzy, rękawiczki chirurgiczne…):

– Jakbym dziesięciolatka widział…

– Nieee, dzięsięciolatek by się tak nie przygotował…

Babska logika rządzi!

Ech… Zakochałem się!

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Lubisz kobiety w lateksie… na rękach? ;-p

Babska logika rządzi!

Do piaskownicy to prosimy, jeśli nie będziesz biła nas łopatką, ale do zabawy modelami pociągów to nie ma mowy bez zaliczenia kursu i zdania egzaminu kwalifikacyjnego. :-)

PKP Cargo chyba jakieś nabory i szkolenia dla maszynistów robi – taki kurs się liczy? ;)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A ja mam zdalnie sterowaną łódkę motorową i się z nikim nie podzielę! cheeky

Hmm... Dlaczego?

Obiecuję nie bić łopatką (Ha! Jeszcze mam w odwodzie grabki!) i nie sypać piachem. ;-)

Babska logika rządzi!

---> śniąca. Liczyłby się.

---> Drewian. :-) Gdybyś zmieniła zdanie, skądinąd słuszne i usprawiedliwione, to ja proszę o fragment z motorkiem. :-)

Edycja:

:-) No tak, cała Finkla. Grabki w odwodzie… Formalistka. Jak nie wymienisz, człowieku, calutkiego potencjalnego arsenału, to zdrowiej do piaskownicy nie podchodzić… :-)

Fifi, uwielbiam! I te w lateksie, bijące łopatką, i te śmigające na motorówkach, i te z grabkami…

Ale Adam ma rację – od kolejki to mi wara! I żadne Cargo nie pomoże ;P

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ha! Jeszcze mam w odwodzie grabki!

Aż mam ochotę się z Tobą zaprzyjaźnić :). Jak chcesz, to możesz mieć rundę motorówką po jeziorze! 

to ja proszę o fragment z motorkiem

A co ja z tego będę miała? (I nawet nie próbuj oferować mniej niż 10 kaczorów donaldów!)

Hmm... Dlaczego?

Jak chcesz, to możesz mieć rundę motorówką po jeziorze! 

Wow! Fajowo! To pozwolę Ci postrzelać z mojej procy. ;-)

Babska logika rządzi!

I żadne Cargo nie pomoże ;P

Cieniu, tak mnie rozczarowałeś, a już myślałam, że dwie pieczenie przy jednym ogniu upiekę – zdobędę nowy fach i dostęp do zabawy :(  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A łoj! Cieniu, ty też “mały kolejarz”?

No to klops, Drewian. Kaczory Donaldy “poszły” swego czasu w łapki następcy tronu i ślad po nich zaginął… :-) Ale zostały dwa zeszyty do kolorowania. Styknie? :-)

<><><>

Tu powinna zajrzeć Koleżanka Jesień. Ostrzegano Ją przed tym portalem… Czy nas można się bać???

Ale zostały dwa zeszyty do kolorowania.

jak dołożysz ten czerwony napój w przeroczystej, plastikowej torebce (za Chiny nie mogę sobie przypomnieć jak to się nazywało) – to styknie!

Czy nas można się bać???

Hmm, pomyślmy… Ubrana w lateks grabkowa wojowniczka z arafatką na twarzy?

Ło Jezu!!! TERRORYŚCI!!!!!! 

Hmm... Dlaczego?

laughyeslaugh

(doceń, że dla Ciebie złamałem zasadę nie stosowania emotek)

Pozwolę sobie zacytować naszego zachłannego kolejarza:

Nie musisz doceniać tego, że Cię doceniają

 

Kurczaki, wychodzi na to, że forum NF sobie potwora hoduje!

Hmm... Dlaczego?

Dlaczego zaraz zachłannego? Można kochać i uwielbiać Was wszystkie, Drogie Panie – wszak jesteście całym pięknem tego świata – nie pragnąc przy tym żadnej szczególnie.

 

Adamie, jeśli chodzi o przynależność do zacnego grona Małych Kolejarzy, to jestem, niestety, wierzący ale, obecnie, niepraktykujący. Za to Kaczorów Donaldów mam skitrane pod łóżkiem dobrze ze dwadzieścia kilo (serio serio). Zapytam rodziców, czy możecie wpaść je pooglądać.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ciekawy tekst… Bardzo ładnie zawiązana akcja – dynamicznie, przejrzyście, płynnie. Zaciekawia….. Ładnie w kilku zdaniach opisana bohaterka.

Nieźle…

Jeszcze wrócę.

Pozdrówka.

Niezły tekst. Przede wszystkim – jest literacki. Początek jest bardzo dobry, później autor chyba zbyt natrętnie wprowadza nutę sentymentalizmu i dość oczywistego i taniego dydaktyzmu. To minus opowiadania, i to spory. Gdyby bardziej skupić się na psychice matki, byłoby chyba znacznie lepiej.

 

Pozdrówka.

natrętnie wprowadza nutę sentymentalizmu

wiesz, RogerRedeye, też się trochę obawiałam, ze będzie zbyt sentymentalnie. W sumie to, co przeczytałeś to dość okrojona wersja pierwszego szkicu, który skupiał się na przeżyciach matki. Po kilku godzinach wczuwania się w postać, doprowadziłam się do takiego stanu, że na oczy nie mogłam patrzeć, bo się tak straszenie poryczałam. W końcu dałam sobie spokój z próbami głębszego analizowania Lotte. Pomyślałam sobie, że lepiej przedstawić wydarzenia i pozwolić czytelnikowi wczuć się w sytuację.

 

dość oczywistego i taniego dydaktyzmu

czy chodzi Ci o wypowiedź mniszki?

Hmm... Dlaczego?

Tak. między innymi o to, bo to jest wykład. W tym tekście są wykreowne dwa światy. Jeden jest znany, i to wspólcześnie znany.. Ten świat został przedstawiony bardzo dobrze – świat ludzi przyjmujących jakieś twierdzenia za aksjomaty i ściśle się im  podporządkowujących.  Drugi świat okazuje się być światem bajkowym. Na to wychodzi. Jeden świat jest światem ludzi zwykłych, zaślepionych, może indoktrynowanych, drugi  światem ludzi – istot… – aż do bólu dobrych.. Hmm… Może tak być, jednak trzeba chyba byłoby wyraźniej wyspecyfikować tę opozycję. Może to świat ludzi wygnanych? Gdyby przedstawić ten świat realistycznie, efekt byłby lepszy. 

Poza tym – oddanie dziecka jest słabo wygrane. Szast, prast i już – jednak matka oddaje. Ta scena winna być bardzo dramatyczna. 

Tekst, jak dla mnie, jest materiałem do rozszerzenia. Mogłoby powstać bardzo dobre opowiadanie, z wieloma odniesieniami do współczesności. Zmiana tytułu, wprowadzenie nowych postaci, rozszerzenie finału – i można tekst gdzieś wysłać. 

Jeszcze jedna sprawa – gdzieś w tekście należałoby uzasadnić pisownię drugiego wyrazu tytułu duża literą.

Pozdrawiam. Miło było. 

Mi również bardzo miło! Zabieram się w takim razie do pracy i spróbuję rozwinąć tę historię w coś większego. Pozwolę sobie jednak zostawić powyższe opowiadanie jak jest, aby nie zmniejszać szans na publikację rozszerzonej wersji.

Co do tytułu – to moja wina. Widać, za dużo czytam literatury anglojęzycznej i uwidziało mi się, że w tytułach każde słowo powinno być z dużej litery. Wiem… Wstyd…

 

Również pozdrawiam serdecznie!

Hmm... Dlaczego?

Poprzynudzam. Brakuje rozwinięcia, aż żal, że urwało się (bo zakończeniem nijak tego nazwać nie mogę) w takim momencie. Następnym razem proszę o więcej i z zamknięciem całej historii.;) Podobało mi się.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bajkowo, ładnie. Podobało mi się. :)

 

Morgiano – następnym razem się postaram!
 
Rooms – dzięki! Zwłaszcza, że dobre słowo mi dzisiaj wyjątkowo potrzebne :)

Hmm... Dlaczego?

Opowiadanie rzeczywiście czyta się bardzo przyjemnie, ma ten rodzaj urokliwości, który sprawia, że w tekst zapada się jak w bagno. Warsztatowo jest naprawdę nieźle, chociaż nie idealnie. Inspirację chyba zrozumiałam, końcówka wydaje mi się – po wyjaśnieniu Autorki – niepotrzebna. A przynajmniej nie w takiej formie.

Nie zmienia to jednak faktu, że to ciekawy tekst.

Dziękuję, Ocho, za miłe słowa.

 

Co do końcówki – parafrazując prawo rzymskie: Moneta locuta, causa finitalaugh

Hmm... Dlaczego?

O! Jaka ładna, wzruszająca bajka. Jestem pod wrażeniem. 

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, bardzo się cieszę! Zwłaszcza, że poprzednie moje dzieła nie wywarły na Tobie najmniejszego wrażenia. Super!

Hmm... Dlaczego?

Ładnie napisane, przyjemnie się czytało.

Niedługi tekst, a dużo w nim emocji i uczuć. Bardzo spodobał mi się opis matczynej miłość, jej rozterki, bolączki, którym musi stawić czoła. 

Miła lektura. 

Piękne! Czytałam z zapartym tchem. Nie zapoznałam się ze wszystkimi komentarzy więc pewnie się powtórzę, chcę więcej! Zwłaszcza o ludziach wszystkich żywiołów. Opis dziecka tak sugestywny, że nie zostawia najmniejszych wątpliwości co do trisomi ;)

 

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Dziękuję domku! Dziękuję KK! Super, że się "Dzieci" podobają! :) :D

Hmm... Dlaczego?

Hmm, należę do tych, którzy zdecydowanie wolą tekst z końcowką. Zwłaszcza że zinterpretowałam go zupełnie inaczej, tak w sposób nieskończenie smutny. Dla mnie matka po prostu zrobiła to, czego oczekiwano od niej od początku, sama jednocześnie popadając w swego rodzaju obłęd (schizofrenię?), stworzyła sobie rzeczywistość w którą bezgranicznie uwierzyła.

Nie wiem, co autor miał na myśli pisząc to zakończenie, ale ja to w ten sposób zinterpretowałam. I jest mi jest smutno. Dla mnie, jako matki, tekst jest nieskończenie smutny.

Dlatego tekst jest świetny. Tak, mam mało profesjonalne podejscie do literatury. Jeśli jakiś tekst potrafi wzbudzić takie emocje, bezwzględnie należy uznać go za dobry.

Niech Wszechświat Wam błogosławi...

Tekst jest bardzo ładnie napisany i czytało się go ze sporym zainteresowaniem. Ale to już wiesz. Właśnie na tym polega problem z odkopywaniem tekstów, które już skomentowała cała masa ludzi – nie można powiedzieć nic odkrywczego, bo wszystko już zostało powiedziane. 

Powiem tyle – opowiadanie napisałaś w sposób bardzo plastyczny i profesjonalny. Pełen emocji, składny, ładny. Tym bardziej dziwi to, że dydaktyzm wpleciony jest w tekst w sposób dość niefortunny i trochę nachalny. Bo wiesz, człowiek czyta tekst, zachwyca się i liczy, że wszystkie jego elementy będą fajne, a tu szok. Szokujący szok. Szokująco zszokowany szok?

Karamalo – Twoja interpretacja zakończenia jest bardzo ciekawa i zaczynam się zastanawiać, czy nie lepsza od zamierzonej przeze mnie! Zdecydowanie obłęd Lotte jest bardzo prawdopodobny. Na dodatek – być może nawet bardziej interesujący niż iluzje mniszek. Dzięki!

Vyzarcie – sama się zastanawiałam, czy nie przegięłam w wypowiedzią mniszki (bo zakładam, że jest to główne źródło nadmiernego dydaktyzmu). Miałam nadzieję, że jeśli włożę te słowa w usta mniszki nie będzie to aż tak razić. Doszłam do wniosku, że taka łopatologia w stosunku Lotte, prostej kobiety z małej wioski, będzie bardziej wiarygodna. Cóż… wychodzi na to, że nie każdy czytelnik odbiera to w ten sposób. Jak już pisałam wyżej (do RogeraRedeye) pracuję obecnie nad rozszerzoną wersją „Dzieci” która (mam nadzieję) będzie równie dobrze napisana a mniej dydaktyczno-nachalno-szokująca :)

Hmm... Dlaczego?

Gdyby to było możliwe, zagłosowałbym na „tak” trzy razy. Raz za brak długiego i rzewnego rozwodzenia się nad nieszczęściem matki, dylematem ostatecznym; to, co napisane, otwiera drzwi empatii, domysłom i refleksjom. Drugi raz za rozwiązanie problemu Lotte, rozwiązanie zrazu jak gdyby optymalne i niepodważalnie logiczne – i jeszcze trzeci raz za zakończenie, nagle stawiające pod znakiem zapytania rzeczone rozwiązanie dylematów, otwierające pole przed domniemaniami, które mogą pobiec trzema drogami, różnymi, ale równoprawnymi… Niestety, reguły głosowania pozwalają na tylko jeden TAK…

Kurczaki! Trzy razy tak jeszcze nigdy nie dostałam! Super! Aż mi przeszło roztrzęsienie związane z tematem ofiar holokaustu.

 

W sumie, biorąc pod uwagę dotychczasowe opinie, wychodzi na to, że następnym razem będzie trzeba zrobić coś w stylu Klapaucjusza, tylko z opcją wyboru wątków i zakończenia :D

Hmm... Dlaczego?

Obawiam się, że tekstu interaktywnego nie da się zrealizować na tym portalu. To znaczy – nie da się tego zrobić w prosty sposób, w jednej lokalizacji. Ale zamiar ho ho…

Krótka, ładna opowieść. Zakończenie na początku trochę mnie zbiło z tropu, ale po namyśle też mi się podoba.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Mądrze wybrany temat, zwracający uwagę na różnicę między brzydotą a pięknem.

Przyjemna narracja.

Przyczepiłbym się może odrobinę do postawy mniszki, ponieważ z mojej perspektywy świat przedstawiony jest bardzo, bardzo podobny do średniowiecznych Niemiec i zachodnich rubieży Słowiańszczyzny przed upadkiem pogaństwa. Trudno uwierzyć, że chrześcijańska mniszka z lekkim sercem oddaje dziecko poganom, ryzykując zbawienie jego duszy – skoro mniszkom nie przeszkadzała odmienność dziecka, czemu nie wychowywały ich w klasztorze, zwłaszcza, że była to dziewczynka?

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

SzyszkowyDziadku – z ogromnym opóźnieniem, ale bardzo dziękuję za miłe słowa!

 

Nevazie – bardzo się cieszę, że temat i narracja przypadły Ci go gustu!

 

Co do mniszek – to, że zamieszkują chrześcijański klasztor nie oznacza, że są one chrześcijańskiej wiary. Przecież porozumiewają się z pogańskim ludem, pomagają znaleźć dzieci wiatru, pomagają chronić matkę “pomiotu Złego”. Kto wie, może tak naprawdę są one wiedźmami, wyznającymi pogańskich Bogów? Albo szpiegami pracującymi dla pogańskiego państwa po drugiej stronie rzeki? A może, po prostu ich przeorysza nie zgadza się z surową doktryną religii Cesarstwa?

Hmm... Dlaczego?

Przeczytałam z przyjemnością.

Historia klasyczna, i chociaż przewidywalna, pozostawia pole wyobraźni.

Można było nieco bardziej uwolnić się chrześcijańskich konotacji.

Przy końcu pojawiły mi się pytania o świat, do którego trafiła Emmi i o jej dalsze losy, znaczy, zaciekawiło mnie.

Irene Write

Witaj IreneWrite! Super, że zajrzałaś, i że moje jesienne nastroje sprawiły choć trochę przyjemności i zaciekawiły.

Eh, te nasze chrześcijańskie konotacje… Nie wiem jak Ty, ale ja jestem nimi tak przesiąknięta, że czasem nawet nie zauważam, jak mi, cholery, w opowieść włażą :D

Hmm... Dlaczego?

Bardzo pod wrażeniem. Piękna historia spisana pięknym językiem :)

IzS – dziękuję za pozytywny komentarz! Super, że historia przypadła Ci do gustu!

Hmm... Dlaczego?

W pierwszej chwili opatrznie zrozumiałam tekst, na szczęście przesłanie dotarło do mnie niedługo po tym. Poruszasz bardzo trudne tematy, ale robisz to umiejętnie. 

Bardzo ujmująca historia w może nie tyle lekki, co baśniowy i nastrojowy sposób traktuje o bardzo poważnych sprawach. Dobrze zagrane na emocjach. Zgrabne opisy wzbogacają uczuciowość tekstu zbudowaną na relacji Lotty i Emmi. 

Zakończenie mi się :) Dzieci Wiatru zaintrygowały, ale potraktowałeś ich wątek, jak na mój gust, zbyt oszczędnie. 

Przed oddaniem Emmi Lotty rzeczywiście jakoś krótko się wahała. No i rada mniszki, żeby oddać dziecko poganom wyglądała jakoś dziwnie. Ale takie drobne dyzonanse nie nadszarpnęły mojej dobrej opinii o Twoim opowiadaniu :)

Podobało mi się :)

O! Jak miło, że ktoś tu jeszcze zagląda!

Lenah, Anet – ​bardzo dziękuję za komentarze. Co do dziwności zachowania mniszki, chciałaby, Lenah, abyś postawiła się w sytuacji tej kobiety. Wybrała zakon z miłości do Boga i wiedziona obietnicami, iż Bóg jest miłością. A tu nagle okazuje się, że dogmat jej religii nakazuje jej zabijać dzieci. Myślę sobie, że rozterki moralne nie są tylko przywilejem współczesności. Jestem przekonana, że w średniowieczu (lub też jego fantastycznym odpowiedniku wink), ludzie również zastanawiali się i kwestionowali tak zwane prawdy objawione na temat dobra, zła czy też zwykłego człowieczeństwa.

Hmm... Dlaczego?

Nowa Fantastyka