- Opowiadanie: Fajrom - Pędzlem i gryfem

Pędzlem i gryfem

Na samym początku chciałbym podziękować moim betom – bez poprawek i wytykania błędó przez Cienia Burzy, Drewian, Sirin i Tenszę to opowiadanie byłoby najzwyklejszym flakiem nie wartym czytania. Jeszcze  raz WIELKIE DZIĘKI

 

Wszystkim czytelnikom życzę miłego czytania ;) Liczę, że wam się spodoba.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Pędzlem i gryfem

Czasem nawet najbardziej niepozorne miejsca stają się arenami, na których rozgrywają się wielkie dzieła Historii. Zapomniane przez polityków, zamieszkane przez dzikusów – takie właśnie były Ziemie Niczyje. Żadne z wielkich mocarstw tego świata nie połasiło się na pozbawione dóbr naturalnych tereny. Do czasu…

 

Grupa odzianych w zwierzęce skóry wojowników, ukryta za wzgórzem, przygotowywała się do nadchodzącego starcia. Przewodził im wysoki i muskularny barbarzyńca o niezwykle poważnym spojrzeniu, noszący szatę bregera – najszybszego zwierzęcia świata. Wódz przemawiał do swych ludzi, używając prostych słów, lecz sam ton głosu oraz niezwykła determinacja kryjąca się w jego oczach wystarczały, by rozgrzać serca do walki.

– Przyjaciele i towarzysze! Od lat naszą przepiękną krainę pożerają demony w ludzkiej skórze! Przez nich nasi bracia i nasze siostry głodują, muszą chować się w jaskiniach jak szczury! Dziś nadszedł dzień, gdy odzyskamy, co nasze! Dziś zadamy wrogowi cios, którego się nie spodziewa!

Gdyby wojownicy spojrzeli w niebo, gdyby posiadali lepszy wzrok, może dostrzegliby oczywistą lukę w planie. Wtedy pokornie wróciliby do swych domostw, nie przelewając ani kropli wrogiej krwi. Jakąś milę nad ich głowami, ukryty w chmurach i niezauważony przez nikogo unosił się bowiem gryf. Samo w sobie, to majestatyczne stworzenie nie stanowiłoby aż tak dużego zagrożenia. Ta konkretna bestia nosiła jednak na swym grzbiecie znacznie groźniejszą istotę – człowieka. Barbarzyńcy mieli jednak szczęście – ta konkretna osoba nie była w żaden sposób niebezpieczna. Fanim Tyreaw, gdyż to on był jeźdźcem, nie opowiadał się po żadnej ze stron konfliktu. Chciał jedynie na własne oczy ujrzeć dzieła ponad pięćsetletniej wojny, by wykorzystać to jako inspirację dla swojej malarskiej twórczości.

Przez lunetę obserwował ruszających do ataku buntowników. Cały oddział biegł w stronę miasta. Artysta wiedział, co za chwilę nastąpi. Latał ponad Ziemiami od ponad trzech dni. Miał więc wielokrotnie okazję, aby na własne oczy zobaczyć, jak wygląda walka partyzancka. Rdzenni wojownicy plemienni wpadali do miast okupantów, łupili co się da, a następnie uciekali ze zdobyczami. Ta taktyka sprawdzała się od trzystu lat, więc nabrali ogromnej wprawy. Bardzo rzadko dochodziło do otwartych bitew na dużą skalę.

Nawet w trakcie wypadów partyzanckich ginęło bardzo wielu ludzi. Malarz nie miał najmniejszej ochoty być świadkiem kolejnej rzezi. Pod wpływem nagłego impulsu zmienił jednak zdanie. Poczuł, że za chwilę wydarzy się coś ważnego.

Celem ataku było otoczone kamiennym murem miasto Stanica. Z początku wszystko zdawało się iść po myśli wojowników. Dzięki znakomitemu kamuflażowi dotarli do bram niezauważeni. Kilku z nich postrzeliło strażników na murach. Atakujący postępowali w głąb miasta. O dziwo, nie wykazywali zainteresowania żadnymi magazynami, ani rabunkiem. Biegli tylko naprzód. Gdy oddziały Cesarstwa w końcu zareagowały na intruzów, atakujący zmienili strategię. Podzielili się na dwie grupy: jedna biegła wzdłuż wschodniego muru, druga zachodniego.

Zaczynały się pierwsze starcia pomiędzy obrońcami, a atakującymi. Fanim nie przywyknął do widoku zabijanych ludzi. Tak naprawdę to wątpił, żeby kiedykolwiek mógł się przyzwyczaić .

Tyle starć widziałem, że mógłbym do końca życia poświęcić się batalistyce. Kto jednak w Oświeconym Cesarstwie kupiłby takie dzieła? – stwierdził w myślach z gorzką ironią.

Obrońcy zaczynali odzyskiwać przewagę. Szturmujący powoli wycofywali się na południe. Nagle, przez otwartą północną bramę, do miasta wpadły kolejne oddziały barbarzyńców. Osaczeni na ulicach i atakowani z dwóch stron cesarscy tracili kolejnych ludzi. Zawrócili ku wschodniej bramie.

To już nie partyzantka tylko otwarty szturm! Ile ich tu jest! Wyrżną wszystkich obrońców!

W ostatniej fazie bitwy obie atakujące grupy połączyły siły, by zadać ostateczny cios i tym samym "wyzwolić miasto". Nie był to jednak koniec. Nagle zabrzmiał dźwięk rogu bojowego. Fanim, zaskoczony, prawie spadł z gryfa. Nacierający od południa buntownicy zostali zaatakowani przez liczne oddziały cesarskich. Ich liczba była przytłaczająca.

Jakim cudem? Przecież tak duża grupa nie może pojawić się znikąd!

Wówczas zauważył odzianych w srebrne zbroje ludzi, stojących na południe od miasta.

Triadasept! Cesarska elita! Buntownicy musieli wkurzyć kogoś tam na górze…

Widząc, jak Biegli skandują wspólnie Słowo, Fanim wiedział, co zaraz nastąpi. Triadasept słynął z ogromnej mocy. Jeden samotny Biegły nie miał dużych możliwości. Jednak dwudziestu jeden Słowomistrzów połączonych w dużą grupę mogło praktycznie wszystko. Fanim nakazał gryfowi wznieść się jak najszybciej. W samą porę. Usłyszał tylko jedno Słowo – „Pal!”. Sekundę później potężna eksplozja dosłownie zdezintegrowała oddziały barbarzyńców. Paradoksalnie, ocaleli tylko ci, którzy w momencie wybuchu stali najbliżej cesarskich. Centrum znajdowało się bowiem w wewnątrz szeregów barbarzyńców.

Taa… To oni nazywają wojną defensywną… Niesieniem "światła cywilizacji". Trafniejszą nazwą byłaby kompletna rzeź…

Po chwili pożar zaczął trawić miasto oraz ukrytych w domach cywili. Artysta poczuł zapach palących się ciał. Odwrócił wzrok. Skierował swego wierzchowca w kierunku Miasta Ogromu – stolicy Cesarstwa, gdzie miał swoją pracownię… Czekała go długa droga z północy do serca kontynentu…

Pora wracać. Jak dla mnie, to wystarczy przemocy na dziś.

Jego poszukiwania okazały się bezowocne. Nie znalazł nic wartego namalowania. Na „światło cywilizacji” również się nie natknął. Zobaczył za to wojnę. Dużo wojny. Więcej, niż spodziewał się ujrzeć przez całe życie.

 

***

 

Lot z powrotem zajął mu aż tydzień. Musiał zatrzymać się w połowie drogi na dwudniowy odpoczynek w karczmie, by gryf mógł odzyskać siły.

Co bym zrobił bez tego zwierzęcia. Szybkie jak orzeł, miękkie jak poduszka i wierne jak pies… Mam go od trzech tygodni i już nie żałuję zakupu. Szkoda tylko, że musiałem żyć praktycznie o samym chlebie i wodzie przez ponad rok, żeby było mnie na niego stać.

Obecnie Cesarstwo siało propagandę państwa nowoczesnego, szanującego edukację i kulturę wysoką. Wspominanie faktu, że większość obecnej potęgi zdobyło dzięki krwawym podbojom i rządom mrocznych Czarnoksiężników, było ogromnym towarzyskim nietaktem. Nie krytykowało się czegoś tak potężnego…

Gdy Fanim w końcu dotarł do stolicy, chciał jak najszybciej odwiedzić swego przyjaciela – mistrza iluzji Hwana. Iluzjonista był typowym przedstawicielem cesarskiej warstwy ludzi wykształconych: posiadał tytuł podwójnego magistra oraz niezliczone licencjaty – gwarancję sukcesu i zatrudnienia w tym kraju. Hwan całe dnie spędzał w swojej pracowni, gdzie eksperymentował z lustrami, zasłonami i iluzjami. Fanima zawsze dziwił fakt, że w całym mieście wprost roiło się od osób skłonnych do wynajęcia iluzjonisty. Być w dwóch miejscach naraz? Wyłgać się z posiadania kochanki na boku? Ukryć przed innymi krępujący sekret? Mała petarda, sugestia podprogowa, projekcja i gotowe! Malarz zastał przyjaciela w pracowni. Hwan rozstawiał właśnie lustra na środku pomieszczenia. Odwrócił się, a zobaczywszy artystę, tylko pstryknął palcami. Momentalnie zmienił się wystrój sali. Obaj znaleźli się na łące. Wokół beztrosko pasły się białe jak śnieg owieczki.

– Coraz lepiej ci to wychodzi – przyznał Fanim. – Ale tamten baran ma tylko jeden róg…

– Jestem prawie pewien, że to nie burzy realizmu iluzji. Na pewno w przyrodzie również występują takie "jednorożce" – skontrował uczony.

– A gdzie wszechobecne odchody? Ty chyba nigdy na żadnym pastwisku nie byłeś!

 – Nie marudź! Opowiadaj, jak ci minęła podróż – uciął uczony.

 – Pomyślmy… Na północy mają lepsze jedzenie, niż tu w stolicy… Idzie wiosna od wschodu… Ceny ziemi rosną i najwyższy czas zakupić jakieś małe pole pod budowę domku na starość… A! No i Cesarz wysłał tradasepty na północ, by paliły wsie i miasta! – Ostatnie zdania Fanim niemalże wykrzyczał.

– Czy aby nie ponosi cię fantazja? Po mieście wprawdzie krążą pewne plotki… Generał Teran wrócił dziś rano z północy, wykorzystując usługi Gildii Portali. Podobno pojmał jakiegoś ważnego wodza jako zakładnika, co ma przechylić szalę zwycięstwa na "naszą korzyść".

– Zawsze tak mówią, gdy ktoś wraca z wojny: „Cesarstwo zawsze wygrywa”. To typowa propaganda… – W głosie artysty nie brakowało sceptycyzmu.

– Wiesz… Gdy mowa o największym kraju kontynentu, to chyba nie można się specjalnie dziwić, że wszyscy jego przeciwnicy zostają zmiażdżeni… Ale może darujmy sobie tematy polityczne. – Nagle sielska łąka zniknęła, a iluzjonista kontynuował swój wywód – Widzisz… Dostałem ostatnio zamówienie, ale nie wiem, czy iluzja…

 

Pogawędka z przyjacielem przeradzająca się w wyliczanie kąta padania promieni świetlnych. Tylko Hwan potrafi być tak okrutny wobec gości…

 

– Znasz barona de Roulie? – spytał uczony. Gdy Fanim zaprzeczył, Hwan kontynuował wywód – Nie masz co żałować… Arystokrata to mój stały klient. Z wykształcenia jest Mówcą, ale marnym. Powiedziałbym, że nawet własnego psa nie potrafi zmusić do posłuszeństwa. Czasem jednak przychodzi mu wygłosić jakąś mowę dla szerszej publiki. Gdyby miał jakikolwiek talent, sam potrafiłby podbić serce tłumu… Ale nie umie… więc wynajmuje mnie.

– Chcesz powiedzieć, że zatrudnia cię, żebyś rzucał iluzje na nieświadomych tego obywateli?

– Och! Nie obrażaj mnie! Stosuję tylko te same sztuczki, co wszyscy. Zwiększony pogłos, akcentowanie tonu… Takie tam…

– A te lustra? Do czego zamierzasz je wykorzystać? – Tyreawa od zawsze ciekawiła praca przyjaciela.

– Konwent iluzjonistów opublikował ostatnio dość ciekawą teorię, że nasze samopoczucie zależy od barwy światła wokół nas. Niebieskie światło pobudza, czerwone usypia. Zamierzam wypróbować tę tezę…  I przydałaby mi się pomoc…

Oho… zaraz się zacznie…

 

***

 

-Bardziej na lewo! Nie! Drugie lewo! – wydzierał się Hwan stojąc na drabinie półtora metra nad ziemią.

– Twoje lewo, czy moje? O… może tak? – Fanim usiłował ustawić przyrząd, podejrzanie podobny do pryzmatu, w odpowiednie miejsce na ścianie.

– Nie! Nie ruszaj kondensatora! Przeciążysz projekcję! Aaaa… – Hwan potknął się o jakąś dźwignię na podłodze.

– Słuchaj, to lustro jest chyba krzywo… – powiedział Fanim i wskazał na jedno ze zwierciadeł.

– Poczekaj… sinus z kąta… Hm… przesuń je… – odparł Hwan, gdy nagle obaj przyjaciele usłyszeli dziwny dźwięk pękającej liny.

– E.. Weź lepiej spójrz na górę! – Fanim jako pierwszy dostrzegł, że wielkie urządzenie zawieszone pod sufitem nagle niebezpiecznie zakołysało się.

– Na moją matkę! Astrolabium się zaraz na nas przewróci! – Uczony podniósł się szybko z podłogi i z przerażeniem zaczął prowadzić jakieś obliczenia. Nagle, metalicznie brzmiący huk wstrząsnął pomieszczeniem.

– Po kiego grzyba ci astrolabium!? – Fanim usiłował przekrzyczeć hałas.

– Długo by tłumaczyć. Szybko, chwytaj linę matrycową! – Odkrzyknął przerażony Hwan.

– To coś, co wygląda jak wielka wstążka?

– Tak! Jakiś idiota musiał przesunąć lewarek zabezpieczający…

– Ty jesteś tym idiotą! Patrz, co masz pod nogami! – Odpowiedział poirytowany artysta… Gdy nagle jasnym stało się, że nie uda im się uratować sytuacji. Liny mocujące naprężyły się niebezpiecznie,  a astrolabium poleciało w dół i zawisło tuż nad ich głowami.  – Niedobrze! – Zdążył tylko krzyknąć malarz, gdy nagle drzwi wejściowe otworzyły się i do pomieszczenia wszedł mężczyzna w pelerynie gońca.

– Witam, czy zastałem…? – spytał nieznajomy, gdy nagle rozległ się głośny trzask.

– Aaaaa! – krzyknął Hwan i w ostatniej chwili rzucił zdezorientowanego posłańca na ziemię.

W tym momencie astrolabium runęło na ziemię. Biedny posłaniec został przygnieciony do podłogi przez upadające kawałki metalu. Na szczęście nic złego się nie stało. No, może poza utratą godności przez co najmniej jedną osobę i kompletnym zniszczeniem astrolabium.

– Witam szanownych panów. Me imię brzmi Tyrb. Przybywam w imieniu urzędu Poczty Wojskowej – goniec przywitał się uprzejmie i zaprezentował swój błękitny płaszcz oraz amulet cechowy. – Bardzo mnie cieszy, że zastałem was tu razem – Z torby zawieszonej przez ramię wyciągnął dwie koperty. Jedną podał malarzowi, a drugą iluzjoniście. – Nie będę przeszkadzał dłużej. Widzę, że są panowie bardzo zajęci. – Skłonił z szacunkiem głowę, odwrócił się i odszedł.

Hwan stwierdził, że jest teraz zbyt zajęty, by czytać korespondencję. Za to Fanim otworzył swój list z zainteresowaniem. Była to wiadomość od samego generała Terana.

 

„Mistrzu,

Będąc pod wielkim wpływem Twej sztuki, pragnę prosić Cię o wykonanie dla mnie obrazu. Me spektakularne zwycięstwo winno być uwiecznionym przez artystę Twego pokroju. Ma wdzięczność nie będzie znała granic. Jestem gotów zapłacić każdą sumę pieniędzy, aby Twój pędzel pracował właśnie dla mnie.

Przybądź, proszę do mnie jak najszybciej – ustalimy, jakie są nasze wzajemne oczekiwania.

 

Z wyrazami szacunku

gen. III armii cesarskiej

 

Teran Kastelath

 

PS: Jeżeli szukasz "wyjątkowej perspektywy", odszukaj mnie dziś w Głównych Koszarach. Ktoś specjalny będzie pozował do twoich obrazów tylko dziś wieczorem.”

No dobra… coś za bardzo słodzisz, generale. Ale trzeba ci przyznać, to mile łechta moje ego.

– Wybacz, przyjacielu, ale muszę cię zostawić samego. Generał Teran wzywa mnie do siebie – powiedział Fanim, szukając we wszechobecnym bałaganie swojej torby.

– To aż tak pilne? Ludziom przy władzy trzeba czasem kazać poczekać, żeby nie zrobili się zbyt pewni siebie…

Fanim pokazał przyjacielowi list. Hwan przyjrzał się mu przez chwilę i wydał swój werdykt.

– No idź… Porzuć mnie… Ale jutro z samego rana pomożesz mi to posprzątać! – Iluzjonista zaśmiał się. Odprowadził przyjaciela do wyjścia i pożegnał go ciepło.

 

***

 

Tyreaw ruszył szybkim krokiem w stronę koszar. Im bardziej zbliżał się do celu, tym jego ciekawość bardziej rosła. Pogrążony w rozmyślaniach, nie zdawał sobie sprawy, że w połowie drogi prawie zaczął biec.

Generał mimo nadmiernej pewności siebie może się okazać osobą, której szukam. Być może to właśnie obraz zamówiony przez niego okaże się moim wielkim dziełem… Tylko kim jest ten „ktoś specjalny?”

Przybył do koszar w mgnieniu oka. Budynek został zbudowany nad brzegiem rzeki i był drugim najlepiej ufortyfikowanym miejscem w mieście. Grube ściany z kamienia pokryte były złotymi ornamentami przedstawiającymi największe zwycięstwa w historii Cesarstwa. Fanim wielokrotnie podziwiał kunszt, z jakim została wykonana budowla, czasem nawet przybywał tutaj ze sztalugą.

Generał najwyraźniej spodziewał się wizyty artysty. Fanim został bowiem natychmiast przechwycony przez pełniących wartę żołnierzy i zaprowadzony do Terana. Wojskowy czekał na niego w prywatnym pokoju. Pomieszczenie nie było specjalnie luksusowe. Stojące tu meble nie wyglądały na cenne.

– Witaj, Mistrzu. Przybyłeś w samą porę. Napijesz się czegoś? – Teran powitał uprzejmie malarza i poprosił, aby ten usiadł. Gdy artysta taktownie odmówił picia wina, dowódca przeszedł od razu do konkretów: – Bardzo się cieszę, że przybyłeś jeszcze dzisiaj. Widzisz… udało mi się przekonać dowódcę gwardii więziennej, by pozostawił mi mojego więźnia jeden dzień dłużej. Nie znam się na malowaniu… Czy wystarczy ci, aby przyjrzeć się danej osobie i naszkicować ją, by później móc umieścić jej wizerunek na obrazie?

– Tak, to niewygodne i mało profesjonalne… ale wykonalne. O kogo konkretnie chodzi panu generałowi? – zapytał Fanim, starając się pohamować rosnący entuzjazm i nie zacząć piszczeć jak mała dziewczynka.

Musi chodzić o tego barbarzyńskiego wodza! Starcie tytanów! Prawo i chaos! Dzikus i generał! To będzie majstersztyk! Dzieło mojego życia!

– Dajcie mi tu więźnia! – krzyknął generał do żołnierzy za drzwiami. Po chwili wprowadzili kolejną osobę.

Był zakuty w kajdany, wysoki i muskularny. Mimo, że malarz wcześniej nie miał okazji, by przyjrzeć się jego twarzy, to po postawie od razu rozpoznał więźnia. Był to ten sam wojownik, który tydzień wcześniej, ubrany w skórę bregera, prowadził barbarzyńców na bitwę.

– Mistrzu, poznaj Doroga Pokonanego. Byłego – podkreślił – buntowniczego wodza. Ten głupiec myślał, że może stanąć na drodze Sprawiedliwości oraz Prawa. Moc Porządku go jednak przerosła. Dzięki mojej znakomitej strategii pojmaliśmy go podczas starcia – dowódca rozpoczął swój wywód. Artysta skupił się jednak na własnym zajęciu i szybkimi ruchami dłoni szkicował obydwu wojowników, zachwycony ogromnym kontrastem pomiędzy postaciami. Dziki wódz milczał przez cały czas z groźnym grymasem na twarzy, ale był zaciekawiony osobą Fanima. Najwyraźniej nigdy wcześniej nie widział żadnego cywilizowanego artysty.

W głowie Tyreawa krążyły kolejne wizje idealnego dzieła. Czuł, że właśnie dziś przesądza się jego przyszłość. Nakreślił w wyobraźni kilka scen, które mogły uzewnętrznić cechy obu.

Szkicowanie pochłonęło całą jego uwagę. Oczami wyobraźni widział dwie potężne siły ścierające się ze sobą. Cesarstwo symbolizowało postęp, cywilizację i wykształcenie, ale również człowieka skrępowanego licznymi obowiązkami oraz ograniczonego skomplikowanymi prawami. Buntownicy byli za to żywą alegorią chaosu i wolności. Ich życie było krótkie, spędzone w ciągłym zagrożeniu, nieunormowane żadnymi zasadami – nawet moralnością. Jednak w głębi swej duszy człowiek tęsknił za takim żywotem, gdzie każdy dzień należy dobrze wykorzystać i nikogo nie obciążają myśli o przyszłości.

Prawo czy Chaos? Bezpieczeństwo czy Wolność?

W takich chwilach Fanim czuł się prawdziwym artystą. Jego rolą nie było wyłącznie spełnienie wymagań estetycznych innych ludzi, lecz obserwacja. Lepiej niż inni dostrzegał odwieczne pytania, na które nigdy nie będzie istniała jednoznaczna odpowiedź. Poprzez swoją sztukę chciał opowiedzieć o nich całemu światu.

Entuzjazm powoli opadał, gdyż Fanim zdał sobie sprawę z jednej rzeczy. Wiedział, jak okrutnych chwytów użyło Cesarstwo by pojmać wodza. Barbarzyńca wyglądał teraz bardziej jak zwierzę postrzelone podczas polowania niż dzielny wojownik.

 

Po godzinie Fanim miał już świetnej jakości szkice – dobrą bazę do dalszego malowania. Gdy rysunek był kompletny, Tyreaw wiedział, że nie będzie w stanie namalować obrazu zgodnie z życzeniami generała. Nie mógł ukazać buntowników jako krwiożercze bestie pokonane przez siły porządku…

Cholera! Musisz być zawsze taki wrażliwy, głupku? To tylko obraz, a nie współudział w zbrodni.

wyobrażasz sobie nieczułego artystę?

Ech… To byłby hipokryta… Niech to. Wyobraziłem sobie idealny obraz, a oni wszystko zniszczyli! Prawdziwa sztuka pochodzi z prawdziwych uczuć, a nie wymyślonych. Nie można tworzyć wbrew sercu, prawda?

Malarzowi nie wypada jednak obrażać klienta i mówić mu prosto w twarz: „Nie namaluję ci tego, bo nie zgadza się to z moimi przekonaniami.”. Szczególnie, gdy klient jest bogaty, wpływowy i może jednym rozkazem doprowadzić do twojej egzekucji.

– Eee… Muszę już iść. – Dręczony przez sprzeczne myśli Fanim postanowił czym prędzej opuścić koszary. - Skontaktuję się z panem generałem później. Potrzebuję trochę czasu, aby wszystko przemyśleć.

– Czemu uciekasz tak szybko, mistrzu? – Generał nie ukrywał zdziwienia nagłą zmianą w zachowaniu artysty.

– Eee… Szczerze mówiąc, to trochę zgłodniałem. Usiądę gdzieś w karczmie, zamówię coś do zjedzenia i ostatecznie zdecyduję jak będzie wyglądał mój obraz. – Fanim miał nadzieję, że dowódca uwierzy w wymyślone na szybko kłamstwo.

– W takim razie przyjrzyj się Dorogowi ostatni raz. – Generał najwyraźniej dał się nabrać. – Więcej go nie ujrzysz – dodał, po czym zaśmiał się. – Za kilka godzin biorą go na męki. Poznamy wszystkie nazwiska, lokalizacje kryjówek… Można powiedzieć, że to już koniec buntu. Ale ciebie na pewno nie interesują takie wojskowe szczegóły… Idź już w takim razie. Życzę ci smacznego.

Generał wręczył malarzowi sakiewkę z monetami w ramach zaliczki, a następnie wezwał jednego ze swych podwładnych. Rozkazał mu zaprowadzić artystę do Płonącego Oszczepu – karczmy w pobliżu koszar. Mimo lekkiego sprzeciwu ze strony Fanima, wojskowy uparł się, żeby postawić malarzowi obiad w swojej ulubionej gospodzie. Twierdził, że znajduje się ona całkiem blisko stąd i szczegółowo opisał trasę dojścia do niej. Gorąco zachwalał jakość podawanej tam dziczyzny. Nalegał tak bardzo, że Tyreaw nie śmiał mu odmówić.

 

***

 

Fanim pożegnał generała i wyszedł wolnym krokiem. Zamierzał mimo wszystko udać się do swojego domu, jednak gdy wychodził z koszar, spotkał grupkę żołnierzy. Twierdzili, że Teran wysłał ich, by pokazali mu drogę do Oszczepu oraz opłacili u karczmarza posiłek. W odpowiedzi artysta westchnął tylko głośno i bez słowa podążył za swoją nową obstawą.

Masz ci los. Generał jako mój mecenas… Chyba zaczął stosować wobec mnie manewry wojskowe. Eskorty? Organizowanie wyżywienie? Ciekawe, kiedy przepuści szturm na mój dom…

Otoczony przez uzbrojonych żołnierzy, Fanim nie śmiał nawet myśleć o wymknięciu się do domu. Tak naprawdę, to nie miał na to wcale ochoty. Malowanie było dla niego sztuką wyrażania siebie, a trudno uzewnętrzniać swoje uczucia, gdy są one sprzeczne z wymową obrazu.

I tak oto rozgoryczony artysta znalazł się w karczmie. Wielopokoleniowa tradycja wielkich twórców sztuki wymagała teraz od niego opicia się do nieprzytomności, namalowania jakiegoś bohomazu będąc w stanie mocno ograniczonej świadomości, odciąć sobie jakiś przydatny narząd (na przykład ucho lub… nogę), a na koniec obudzić się półnagim z głową w rynsztoku. Tyreaw cenił sobie jednak swoje części ciała oraz garderoby, dlatego zignorował nakazy tradycji. Zamówił tylko poprawkę oraz napar ziołowy. Oczywiście wszystko na koszt Terana, ponieważ z hojności generała głupio byłoby nie skorzystać.

Spędził w gospodzie dobrych kilka godzin. Gdy już wyszedł, było późno w nocy. Wracając do domu, Fanim został zaczepiony przez dziwną, zakapturzoną postać. Rzecz jasna, artysta zachował niewzruszony spokój. Absolutnie nie przejął się tą sytuacją.

Niee! Nie chcę umierać! Jeszcze tyle obrazów czeka na namalowanie!

– Ty! Malarzu! Musisz mi pomóc! – rozkazał nieznajomy. Sam zaczepiony nie zdążył nawet krzyknąć. Tajemniczy osobnik zasłonił mu usta dłonią, a następnie zdjął swój kaptur. To był nikt inny, jak Dorog we własnej osobie.

Już mnie prześladujesz! Jeszcze cię nie zdążyli wykończyć, a już widzę twoje widmo! O Losie!

– Udało mi się uciec, ale moi wybawcy gdzieś zniknęli – zaczął szeptem tłumaczyć wojownik, starając się panować nad nerwami. Fanim wyraźnie był jednak w stanie jakiegoś obłędu. Widocznie nie wierzył w to, co widzi. Muskularny wojownik zdenerwował się i potrząsnął nim z całej siły. – Nie jestem zjawą! Ale chętnie poślę cię do krainy duchów, jeżeli mi nie pomożesz.

Jakim cudem on uciekł z CESARSKIEGO więzienia, ŻYJE i do tego jeszcze ROZMAWIA ze mną?! To przecież praktycznie niemożliwe! Co on?! Cudotwórca?

Artysta w pierwszej chwili chciał się zbuntować i odmówić Dorogowi. Argumentem rozstrzygającym okazała się jednak ogromna przepaść jaka dzieliła zabójczą siłę barbarzyńcy i wątłe zdolności bojowe Fanima (a raczej ich kompletny brak).

– A słyszałeś o czymś takim, jak zdrada stanu?! No dobrze… Znam jedną drogę. Tylko mnie puść. – Artyście udało się wyswobodzić usta. – Jaką mam gwarancję, że mnie nie zabijesz po wszystkim?

– Posłuchaj, przyjacielu… – To zapewnienie jakby uspokoiło Doroga. – Nie mogę cię teraz puścić. Uciekniesz mi i tyle z mojego żywota… Wybacz mi tę niehonorową zagrywkę, ale od mojego powrotu zależy wolność wszystkich buntowników.

Jeżeli mówi prawdę… Może to jego powinienem uwiecznić jako wielkiego bohatera, walczącego z honorem do końca? Zaryzykować powieszenie? Chociaż.. Gdyby nas złapali, powinno mi się udać wyłgać, że zostałem zmuszony siłą.. O ile w ogóle zostaniemy odnalezieni.

Artysta zabrał Doroga do stajni, gdzie wypoczywał gryf. Zdecydował, że pomoże mu w ucieczce. Malarz osiodłał wierzchowca i ruszyli. Już po kilku minutach byli daleko za (i nad) stolicą. Barbarzyńca dalej chciał ruszyć samemu, ale artysta postanowił mu towarzyszyć. Ciekawość pchała Fanima w stronę przygody. Chciał poznać zakończenie tej historii i uwiecznić ją na swoim płótnie.

Podróż na północ zajęła dwóm osobom (i gryfowi) ponad dwa tygodnie. Nie było mowy, by biedne zwierzę niosło na grzbiecie ciężar dwóch osób przez dłuższy czas. Zmuszeni byli ukraść wierzchowca dla barbarzyńskiego wodza. Dorog jechał więc konno. Opóźniła ich też konieczność wybierania słabo uczęszczanych szlaków. W drodze mężczyźni poznali się trochę lepiej. Z każdym kolejnym dniem, Fanim przekonywał się, że to dzikus jest poszukiwanym przez niego bohaterem-inspiracją. To właśnie wódz pogodził zwaśnione dotąd klany. Udało mu się zebrać tak liczną armię, że pierwszy raz w ciągu tych kilku wieków, barbarzyńcy mieli realną szansę na wyzwolenie.

 

 ***

 

Na Ziemiach Niczyich zwolnili tempo i rozpoczęli poszukiwania oddziałów barbarzyńców. Błądzili po okolicy przez jakiś czas. Dorog w końcu trafił na ślad swoich kompanów. Gdy znali już ogólny kierunek ich ruchu, Fanim mógł wypatrywać rozproszone odziały z góry. Po tygodniu poszukiwań, w końcu odnaleźli buntowników. Nie przypominali już tego zorganizowanego oddziału, który brał udział w bitwie. Najwyraźniej porażka oraz pojmanie przywódcy doszczętnie zniszczyły ich morale.

Przy pierwszym spotkaniu zwiadowcy dzikich zareagowali gwałtownie na widok dwóch wędrowców. Napięli łuki i rozkazali powoli podejść bliżej. Dopiero wtedy rozpoznali twarz swego wodza. Natychmiast wybuchnęli ogromną radością.

– Przywódco! Rozkazuj! – wojownicy stanęli w jednej linii i zaczęli skandować imię swojego herosa.

 

Artysta oraz wojownik zostali zaprowadzeni do obozowiska, gdzie skupiła się większa część ocalałych buntowników. Dorog zostawił Fanima samego i udał się na naradę. Malarz spędził resztę dnia szkicując barbarzyńców. Dopiero wieczorem odnalazł wodza siedzącego przy ognisku. Zapowiadała się chłodna noc, dlatego Fanim podszedł bliżej, aby się ogrzać. Płomienie tańczyły po kłodach w ognisku, przy akompaniamencie cichych trzasków. Tyreaw zatęsknił za domem, za kominkiem w swojej pracowni.

– Dokąd zamierzasz się udać, gdy już zbierzesz swych ludzi? – zapytał Fanim, siadając obok przywódcy buntu.

– Jest jedno miasto, które nadal znajduje się pod naszą kontrolą. Musimy tam dotrzeć i skupić rozproszone oddziały w jednym miejscu. Nie pozwolę drugi raz się zaskoczyć. Wygramy tę wojnę i wypędzimy Cesarstwo z naszych domów.

Fanim spochmurniał na myśl o kolejnych zabitych w trakcie tego bezsensownego konfliktu. Nie umknęło to uwadze Doroga. Wódz szturchnął przyjaźnie artystę.

– Współczujesz swoim ziomkom, prawda? Rozumiem cię, w końcu moje oddziały też poniosą straty… To jest jednak konieczność. Walczymy o dobrobyt dla naszych rodzin. – Zapadła cisza. Gdy rozmówca nie odpowiedział, wojownik westchnął ze smutkiem. Czyżby sam sobie nie wierzył? – Fanimie? Czy jesteś po mojej stronie?

– Ja… Nie wiem, Dorogu. – odparł nieco zaskoczony malarz. – Twoje ideały wydają się szczere, ale takie samo wrażenie chciał wywrzeć na mnie generał Teran. – Z torby zawieszonej na ramieniu wyciągnął swoje szkice. Na białych kartkach widniały podobizny różnorodnych postaci, między innymi żołnierzy Cesarstwa, barbarzyńców, cywili. Uwagę przykuwały powtarzające się szkice generała oraz wodza: raz jako zwycięzców, raz jako przegranych. Czasem bohaterowie, czasem łotry, tak wiele zależało od punktu widzenia.

– Cieszę się, że to mówisz, przyjacielu – odparł wojownik. Patrząc na zdziwioną twarz artysty, dodał – To znaczy, że chcesz myśleć, szukasz prawdy na własne oczy. Może uda mi się zasłużyć na twoje zaufanie

Do Doroga podszedł jeden z wojowników, po czym przekazał mu szeptem jakąś wiadomość. Dowódca skinął tylko głową. – Dobry pomysł. Tak zrobimy – powiedział. Następnie zwrócił się do malarza. – Po drodze wstąpimy jeszcze do jednej wioski. Jest bezpieczna. Odpoczywaliśmy tam przed ostatnią bitwą.

Fanim próbował dowiedzieć się czegoś więcej, ale wojownik milczał. Stwierdził tylko, że ma złe wspomnienia związane z tym miejscem. Mieszkańcy wioski zhańbili niegdyś jego honor i nie ma ochoty o tym rozmawiać. Pocieszył tylko artystę, że wszystko wyjaśni się na miejscu. Rozmowa urwała się.

 

 Chcą po prostu uzupełnić zapasy. Mam nadzieję, że nie spowolni to nas za bardzo.

 

 ***

 

 Po dwóch dniach jazdy, dotarli do wsi. Wydawała się bardzo spokojną osadą, z dala od niebezpieczeństw i zagrożeń świata. Sielskie widoki i rosnące na polach zboże dodatkowo zwiększało uczucie spokoju. Fanim wyciągnął szkicownik, aby uchwycić swoje pierwsze wrażenia związane z tym miejscem.

Może powinienem namalować tu jakiś pejzaż? Postój potrwa pewnie z dzień albo dwa.

Wojownicy wcale nie zamierzali rozkoszować się atmosferą. Sytuacja zaczynała być niepokojąca… Niektórzy zapalili pochodnie i dobyli broń. Wyobraźnia Fanima podpowiadała mu najgorsze możliwe scenariusze.

– Na demony, co wy robicie! – krzyknął artysta. Nikt nie zwracał na niego jednak większej uwagi. Barbarzyńcy rozproszyli się po osadzie. Dwóch z nich weszła do jakiejś chaty. Chwilę później wyszli, siłą ciągnąc jakiegoś mężczyznę w starszym wieku. Fanim zdenerwował się i zaczął głośno protestować.

– Co tu się wyprawia!?

– To on wydał mnie Cesarskim. Przed bitwą o miasto, zatrzymaliśmy się w tej wiosce na kilka dni. Myśleliśmy, że mieszkają tu porządni ludzie, a nie ZDRAJCY! – odpowiedział poważnie Dorog. Z obnażonym mieczem wyglądał teraz naprawdę przerażająco.

– Panie! Litości! Nie miałem wyjścia… Zaraz jak odjechaliście, wpadł tu oddział okupantów. Chcieli wiedzieć, dokąd się udaliście… Grozili nam bronią… – Próbował tłumaczyć wieśniak.

– Milcz! Zdradziliście nas! To przez was Cesarscy wiedzieli, że chcemy zaatakować miasto i zastawili na nas pułapkę! Trzeba było się przeciwstawić najeźdźcy, a nie mu ulegać! To przez takich, jak wy nasz lud jest zniewolony! Ty i cała twoja nędzna wiocha zasługujecie na jedno! -Wbił mężczyźnie miecz w żołądek. – Śmierć!

Na rozkaz wojownicy zaczęli galopować po wsi, podpalając chaty. Uciekających bezlitośnie zarzynali. Krew zamordowanych obficie zraszała ziemię.

Z jednego z domów wybiegła kobieta, z około rocznym dzieckiem na rękach. Stanął przed nią muskularny podkomendny Doroga. Fanim wiedział, co zaraz nastąpi. Szturchnął gryfa. Zwierzę skoczyło na zamachującego się mieczem dzikusa i ocaliło kobietę. Wierzchowiec chwycił wojownika i szponami rozerwał go na pół. Fanim podał kobiecie rękę i pomógł jej wdrapać się na grzbiet latającego wierzchowca.

– Malarzu, powstrzymaj swojego potwora! My chcemy tylko sprawiedliwości! Nie możesz odmówić mi prawa do ukarania ich za pomaganie nieprzyjacielowi! – Dorog zauważył całe zajście. Dał dyskretny sygnał łucznikom, by zastrzelili Fanima i jego zwierzę.

– To nie gryf jest bestią! To wy! – wykrzyknął malarz i nakazał wierzchowcowi szybki odlot. Uratowana matka trzymając swą pociechę w jednej ręce, drugą mocno chwyciła się Fanima. Gryf wzniósł się w powietrze. Zanim łucznicy zdążyli przygotować się do ostrzału, w kierunku „pasażerów” podniebnego stwora poleciały kamienie rzucane przez barbarzyńców. Na szczęście byli już poza zasięgiem pocisków.

Nagle łucznicy zwolnili serię strzał. Jedna z nich trafiła kobietę w samo gardło. Postrzelona, zaczęła się trząść w konwulsjach. Zanim Tyreaw zdążył się odwrócić i chociaż chwycić dziecko… Matka ze swym potomkiem spadli w dół. Po chwili gryf znalazł się tak wysoko, że był już poza zasięgiem strzał.

Wioska stanęła w ogniu. Nawet na tak dużej wysokości, Fanim usłyszał krzyki i płacz mordowanych. Ten widok… To było za wiele dla niego. Po raz drugi w swoim życiu był świadkiem palenia ludzi żywcem. Bez słowa nakazał swemu gryfowi odlecieć. Nieważne dokąd. Byle daleko.

Jakaś część jego serca zmieniła się w kamień, po tym, co ujrzał. Z torby wyciągnął swój pędzel. Złamał go na pół. Rzucił odłamki w dół i odleciał.

Weź go sobie! Bohater do cholery!

Mogłoby się wydawać, że spadające z takiej wysokości odłamki, mają nikłą szansę trafienia. Jednak niewidoczne siły, utrzymujące świat w porządku, postanowiły przechylić szalę losu. Ten jeden, jedyny raz Moc Życzeń, zazwyczaj chroniąca żywe istoty, zadziałała, by kogoś skrzywdzić…

 

***

 

Pół roku później, w Szczęściu – stolicy Złotych Ziem, kraju odległego od Ogromu o tygodnie drogi, Los zetknął ze sobą dwie postaci. Iluzjonista Hwan krążył przez jakiś czas wzdłuż ulicy, starając się zlokalizować poszukiwany przez siebie dom. Niestety, wszystkie budynki były identyczne i uczony był zmuszony do mozolnego przeliczania, jaki kolejny adres ma jakie mieszkanie. Nagle dostrzegł znajomą twarz. Twarz swojego przyjaciela.

Spojrzenia mężczyzn spotkały się zupełnie przypadkowo, lecz natychmiast się rozpoznali.

– Po tym, jak nagle zniknąłeś, nie spodziewałem się ujrzeć cię ponownie – zaczął Hwan, podchodząc do Fanima z uśmiechem. – Myślałem, że zbiry napadły cię gdzieś w nocy. O tym, gdzie zamieszkałeś dowiedziałem się zupełnie przypadkiem podczas pobytu w mieście.

– Żyję. Czemu opuściłeś Ogrom? Coś się wydarzyło? – zapytał Fanim. Jego twarz nie ukazywała żadnych uczuć, co bardzo zmartwiło Hwana.

– Cóż…Oficjalnie nie postawiono mi żadnych zarzutów. JESZCZE nie… – Iluzjonista zamyślił się. – Widzisz… teraz najlepiej jak po prostu opowiem ci całą tę historię… Generał Teran miał bardzo ambitny plan. Zamierzał zdobyć pozycję naczelnego dowódcy cesarskiego wojska, prawej ręki Cesarza. Ponad siedem miesięcy temu zatrudnił mnie, bym zorganizował dla niego triadęsept złożoną z Iluzjonistów. Tak. To była TA triada, którą spotkałeś podczas bitwy.  

Hwan westchnął głośno, najwyraźniej żałując podjętych wcześniej decyzji. -Nie byli odpowiednio przeszkoleni i używali w bitwie Słów, które już dawno wycofano. Chociażby to "Płoń!", które wyrządziło takie szkody… Nie zdawałem sobie sprawy z podstępu Terana. Przekupił on moich ludzi. Mieli oni najpierw pomóc w pojmaniu wodza buntowników, by następnie umożliwić mu ucieczkę z cesarskiego lochu. W ten sposób Teran miał stać się bohaterem i geniuszem strategicznym, obecny dowódca cesarskiego garnizonu nieudolnym tępakiem, a ja kozłem ofiarnym, który wynajął zdrajców.

– Czy twoja historia ma jakieś zakończenie? – zapytał Fanim patrząc na przyjaciela spode łba.

– O wszystkim dowiedziałem się zbyt późno – kontynuował uczony. – Gdy mnie ostatnim razem odwiedziłeś, dostałem cynk, że Iluzjoniści chcą uwolnić Doroga. Było jednak za późno. Zanim zorganizowałem sobie pomoc, dzikus był już na wolności. Nie udało nam się go złapać. Ktoś musiał wyprowadzić go z miasta… Na szczęście nie na długo. Ponoć zmarł jakiś czas temu w tajemniczych okolicznościach. Miejscowi wspominają o gromie z nieba, albo innych zabobonach… Cesarscy szpiedzy nadal nie poznali prawdy.

Widząc, że przyjaciel milczy, iluzjonista zakończył swój wywód.

– Muszę się przyczaić przez jeszcze kilka miesięcy, aż cała sprawa ucichnie… Potem… może wrócę do stolicy. A co ty robiłeś przez cały ten czas?

– Malowałem. – odpowiedzi Fanima były zdawkowe. – Chcesz, to pokażę ci coś. Niedawno skończyłem moje wielkie dzieło

Hwan kiwnął tylko głową na potwierdzenie. Malarz zaprowadził przyjaciela do swojego domu. Razem weszli po schodach na piętro. Tyreaw otworzył przyjacielowi drzwi pracowni i wprowadził go do środka. Znaleźli się w dość dużym pomieszczeniu. Poza małym łóżkiem nie było tu żadnych mebli. Uwagę zwracały jednak wszechobecne płótna i pusta sztaluga. Artysta podszedł do ściany, którą w całości zakrywała wielka tkanina.

– Zanim go odsłonię. Odpowiedz mi najpierw na jedno pytanie – powiedział ponuro Tyreaw. – Pewien władca zajmuje ziemie, które nigdy nie należały do żadnego kraju i wprowadza tam swój porządek. Jednak rdzennym mieszkańcom to nie odpowiada i wywołują krwawe powstanie by pozbyć się władzy nad sobą. Pytanie brzmi: kto ma rację? Ci, którzy okupują ziemię ale przynoszą jej nowe technologie i prawo, czy ci, którzy wcześniej na niej mieszkali, a teraz zabijają wszystkich, którzy stoją im na drodze do jej odzyskania?

Zapytany milczał, nie potrafiąc jednoznacznie wskazać odpowiedzi.

 – Nikt nie ma racji! – krzyknął Fanim. – Na demony! Na wojnie nigdy nie ma słusznej strony! Są tylko mordercy… – Pociągnął zasłonę. Ciężki materiał spadł na ziemię, ukazując ogromny obraz, zajmujący całą powierzchnię ściany.

 

Płótno podzielone było na trzy części, każda w innych odcieniach. Po prawej, utrzymanej w błękitnych i srebrnych kolorach stała postać bliźniaczo podobna do generała Terana. Wojskowy trzymał w jednej ręce lampę, a drugą ręką kierował swoimi żołnierzami. Na lewo od generała stały szeregi jego podkomendnych oraz kilkoro Biegłych. Na lewym skraju obrazu znajdował się barbarzyński wódz. Hwan podejrzewał, że jest to Dorog. Nie spotkał nigdy wojownika osobiście i nie mógł stwierdzić na pewno. Dzikus trzymał oburęczny topór i wskazywał nim szeregi wroga. Na prawo od Doroga walczyli odziani w zwierzęce skóry barbarzyńcy. Lewa część obrazu składała się z odcieni zieleni i złota. Skrajne części dzieła były wyróżnione, przez co iluzjonista dopiero po chwili skupił się na centrum malowidła. To, co zobaczył przeraziło go. Szeregi barbarzyńców i Ogromnian nie ścierały się ze sobą bezpośrednio. Rozdzielał je pas czerwieni, na który wszyscy walczący intensywnie nacierali. Ta czerwień – to byli cywile. Dopiero teraz Hwan dostrzegł, że te powykręcane, krwawiące postacie pośrodku to zwykli ludzie: rdzenni mieszkańcy Niczyich Ziem o ciemniejszej skórze i ostrych rysach twarzy, a także osadnicy przybyli z Cesarstwa, wyróżniający się jaśniejszą cerą. Byli oni bezbronni wobec atakujących zewsząd sił. Fanim na swoim obrazie przedstawił masowy mord, który dokonywały obie strony konfliktu, by zapewnić sobie przewagę nad przeciwnikami.

Po chwili milczenia Fanim odezwał się głosem przepełnionym goryczą.

– Nadałem mu tytuł: "Na wojnie nie ma bohaterów."

 

Koniec

Komentarze

Zanim przeczytam i przejdę do meritum, mam jedną prośbę – zlikwiduj te odstępy między akapitami! Wprowadzają zamieszanie.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Zgodnie z prośbą – zrobione :)

"When I became a man I put away childish things, including the fear of childishness and the desire to be very grown up." C.S.Lewis

Dlaczego przy tym opowiadaniu wyświetla 25 komentarzy? O_o 

 

A! No i Cesarz wysłał tradasepty na północ, by paliły palili wsie i miasta! 

– Aaaaa! – krzyknął Hwan i w ostatniej chwili rzucił zdezorientowanego posłańca na ziemię.

 

W tym momencie astrolabium runęło na ziemię

 

Mógłbyś trochę uszczegółowić niektóre partie, choćby tą:

Dzięki znakomitemu kamuflażowi dotarli do bram niezauważeni. Kilku z nich postrzeliło nieuważnych strażników na murach. Atakujący postępowali w głąb miasta.

Bo samo dotarcie w kamuflażu nic czytelnikowi nie mówi, dlaczego udało im się przedostać? Jaki był to kamuflaż, skoro pozwalał zostawać niezauważonym? Przebrali się za kupców czy zaczaili w krzakach? Moim zdaniem, warto rozwinąć. Dalsza część bitwy w Stanicy też bardzo skrótowa i szybka.

– Muszę już iść. Skontaktuję się z panem generałem później. Potrzebuję trochę czasu, aby wszystko przemyśleć. 

To było bardzo dziwne zwieńczenie rozmowy. Usuń wszystkie monologowe wstawki i przeczytaj ten dialog. Facet ledwo co przyszedł do generała, ten zaczyna jakieś tyrady na swoją cześć, a malarz strzela mu w twarz tekstem “muszę już iść”.

 

Sam pomysł z artystą na gryfie bardzo mi się podobał. :D Wykonanie już mniej, głównie przez brak szczegółów, ale też przez monolog pierwszej części, który wydał mi się drętwy. Dialogi były już nieco lepsze. Twoja historia jest trochę podobna do “Ani słowa Prawdy” Piekary. Z piekarowego składziku wziąłeś poczucie humoru, które starałeś się wymieszać z poważną tematyką puenty. Wychodziło to różnie, raz szczerze się uśmiechnąłem, innym razem poczułem się dziwnie. Puenta trochę skopana, niepotrzebnie wyjaśniałeś symbolikę obrazu. Zabrałeś tym samym czytelnikowi przyjemność interpretacji i możliwość wyciśnięcia morału. Wystarczyłoby przedstawić sam obraz, a resztę pozostawić wyobraźni czytającego. :)

 

rozgrywają się wielkie dzieła Historii, ujrzeć dzieła ponad pięćsetletniej wojny – dzieła historii i wojny jakoś dziwnie dla mnie brzmią

 

Wódz przemawiał do swych ludzi – moim skromnym zdaniem zbędny zaimek, bo do cudzych ludzi nie mógł przemawiać

 

dostrzegliby lukę w swym planie – ten zaimek wcale nie pasuje, lepsze – jeśli musi być – byłoby tym

 

Samo w sobie, to majestatyczne stworzenie nie stanowiłoby aż tak dużego zagrożenia. Ta konkretna bestia nosiła jednak na swym grzbiecie znacznie groźniejszą istotę – człowieka. Barbarzyńcy mieli jednak szczęście – ta konkretna osoba nie stanowiła dla nich bezpośredniego zagrożenia.

 

Oboje znaleźli się na łące. – jeśli dobrze zrozumiałam malarz i iluzjonista są mężczyznami, więc obaj

 

Cesarz wysłał tradasepty na północ, by paliły palili wsie i miasta

 

Biedny posłaniec, został przygnieciony do podłogi – po co ten przecinek? 

 

Zamówił tylko poprawkę – a nie potrawkę?

 

Taka sobie, dość prosta bajka o wojnie. Widzę, że próbowałeś nadać żartobliwy, dowcipny ton, ale na mnie to nie podziałało. Tytuł był przyciągający, głównie przez gryfa, którego mi w tekście jednak brakło. 

Intryga, która wydawała się w pierwszej chwili bardzo prościutka, na koniec pokazała jednak pazurek :) Jak to się wszystko potrafi spleść. 

Pisz dalej i rozwijaj się, bo nie ma źle, a dalej może być tylko lepiej :) 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dlaczego przy tym opowiadaniu wyświetla 25 komentarzy? O_o 

Wyświetla się ilość komentarzy łącznie, w tym tych napisanych w trakcie betowania. Same komentarze z bety jednak nie są wyświetlane ogółowi użytkowników. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Podobało mi się, zwłaszcza końcówka. Taka cholernie prawdziwa…

Sprawiedliwość oraz Prawo… Czyżby nawiązanie do polityki? ;-)

Dziwne i trochę naciągane wydaje mi się podejście generała do sztuki. Jeszcze zamówić swoje popiersie, to zrozumiałe, ale prezentować pacykarzowi cennego więźnia? Toż byle kto może zostać modelem…

Fanim na swoim obrazie przedstawił masowy mord, który dokonywały obie strony konfliktu

Napisałabym “którego”.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za komentarze :)

 

@Jared – mam nadzieję, że następnym razem uda mi się napisac bardziej wnikliwe opisy, które zadowolą twoje wymagania

 

@śniąca – rozumiem, że za mało gryfa ;) Czy coś jeszcze? Jestem otwarty na wszystkie sugestie.

 

@Finkla – Cieszę się, że się spodobało. Hm… z tym modelem to był tylko pretekst – dało generałowi możliwość upozorowania ucieczki więźnia :)

"When I became a man I put away childish things, including the fear of childishness and the desire to be very grown up." C.S.Lewis

Stary, przepraszam, że nie zajrzałem ponownie do bety na czas i w ogóle. Urwanie głowy u samego pępka mam ostatnio. Chciałem, nie zdążyłem. Teraz jednak nadrobiłem i klikam Ci bibliotekę z czystym sumieniem. Po pierwsze dlatego, że wyszedł naprawdę wart przeczytania tekst, a po drugie niejako w nagrodę za Twoją pracę i zaangażowanie w opowiadanie. Chyba to w jakiś sposób nieetyczne i mijające się z celem, ale czniał to, bo widziałem, że włożyłeś w swoją historię bardzo wiele pracy i bardzo się przy okazji rozwinąłeś. Świetna sprawa.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Trochę zmęczył mnie sposób narracji. IMO nieco mdły. Odkryłam też z przykrością, że podzielam Adamową niechęć do nawiasów. Jakoś nie wyglądają dobrze w opowiadaniu…

IMO określenie dostać cynk czy po kiego grzyba źle się komponuje w fantasy.

Ogólnie rzecz biorąc: złe nie jest, ale nie porywa.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ty mnie, Fajromie, nie pytaj co jeszcze, tylko popraw wskazane paluszkami usterki. Po co mają straszyć kolejnych czytelników.

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Z jednej strony wyczuwam spore staranie, by opowiadanie było zajmujące i niebanalne, z drugiej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Autor nie sprostał zadaniu. Mam odczucie, że zamiast barwnej opowieści o konflikcie między tępionymi tubylcami i panoszącymi się przybyszami, przeczytałam relację malarza patrzącego na wszystko z boku i raczej niezdecydowanego, która ze stron ma słuszność. W dodatku wnioski zostały wyłożone w mało efektowny sposób, bo łopatologicznie.

Pędzlem i gryfem to lektura nie do końca satysfakcjonująca, także z powodu wykonania. W opowiadaniu pozostało wiele usterek i sporo nie najlepiej skonstruowanych zdań. Interpunkcja zaledwie taka sobie. Nie zawsze prawidłowo zapisujesz dialogi. Zajrzyj tutaj: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550. Raziły mnie niektóre słowa i sformułowania, np.: wkurzyć kogoś, siać propagandę, sugestie podprogowe, po kiego grzyba, zagrywka, dostałem cynk, które, moim zdaniem, zupełnie nie pasują do tego tekstu.

Mimo wszystko, Fajromie, nie tracę nadziei, że Twoje przyszłe opowiadania będą coraz lepsze.

 

Chciał je­dy­nie na wła­sne oczy uj­rzeć dzie­ła ponad pięć­set­let­niej wojny, by wy­ko­rzy­stać to jako in­spi­ra­cję dla swo­jej ma­lar­skiej twór­czo­ści. – …by wy­ko­rzy­stać je jako in­spi­ra­cję dla swo­jej ma­lar­skiej twór­czo­ści.

 

La­ta­jąc ponad Zie­mia­mi od trzech dni miał wie­lo­krot­nie oka­zję… – Czy latał od trzech dni, czy od trzech dni miał okazję?

 

Ta tak­ty­ka spraw­dza­ła się od trzy­stu lat, więc na­bra­li praw­dzi­wej wpra­wy. – Brzmi jak powtórzenie.

Może: Ta tak­ty­ka spraw­dza­ła się od trzy­stu lat, więc na­bra­li ogromnej wpra­wy.

 

Dzię­ki zna­ko­mi­te­mu ka­mu­fla­żo­wi do­tar­li do bram nie­zau­wa­że­ni. Kilku z nich po­strze­li­ło nie­uważ­nych straż­ni­ków na mu­rach. – Powtórzenie.

 

Fanim z za­sko­cze­nia pra­wie spadł z gryfa. – Raczej: Fanim, za­sko­czony, pra­wie spadł z gryfa.

 

Epi­cen­trum znaj­do­wa­ło się bo­wiem we­wnątrz sze­re­gów bar­ba­rzyń­ców.Cen­trum znaj­do­wa­ło się bo­wiem we­wnątrz sze­re­gów bar­ba­rzyń­ców.

Za SJP: epicentrum «miejsce na powierzchni Ziemi leżące bezpośrednio nad ogniskiem trzęsienia ziemi»

 

chciał jak naj­szyb­ciej od­wie­dzić swego bli­skie­go przy­ja­cie­la… – Chyba masło maślane. Czy przyjaciel może być daleki?

 

Hwan całe dnie spę­dzał w swoim warsz­ta­cie, gdzie eks­pe­ry­men­to­wał z lu­stra­mi, za­sło­na­mi i ilu­zja­mi. – Wolałabym: Hwan całe dnie spę­dzał w swojej pracowni

 

Być w dwóch miej­scach na raz?Być w dwóch miej­scach naraz?

 

W gło­sie ar­ty­sty nie bra­ko­wa­ło scep­ty­zmu.W gło­sie ar­ty­sty nie bra­ko­wa­ło scep­ty­cyzmu.

 

Do­sta­łem ostat­nio za­mó­wie­nie, ale nie wiem, czy ilu­zja … – Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Gdy Fanim za­prze­czył, Hwan kon­ty­nu­ował swój wywód… – Czy mógł kontynuować cudzy wywód?

 

-Stań bar­dziej na lewo! Nie! Dru­gie lewo! – wy­dzie­rał się Hwan sto­jąc na dra­bi­nie… – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Powtórzenie.

 

Hwan po­tknął się o jakąś dźwi­gnię na pod­ło­dze i upadł na zie­mię. – Skoro potknął się na podłodze, to dlaczego upadł na ziemię?

Wystarczy: Hwan po­tknął się o jakąś dźwi­gnię na pod­ło­dze i upadł/ przewrócił się.

 

Uczo­ny pod­niósł się szyb­ko z ziemi… – Uczo­ny pod­niósł się szyb­ko z podłogi… Lub: Uczo­ny pod­niósł się szyb­ko

 

go­niec przy­wi­tał się uprzej­mie i po­ka­zał swój błę­kit­ny płaszcz… – Czy wcześniej płaszcz nie był widoczny?

 

Me spek­ta­ku­lar­ne zwy­cię­stwo winne być uwiecz­nio­nym przez ar­ty­stę Twego po­kro­ju.Me spek­ta­ku­lar­ne zwy­cię­stwo winno być

 

Ty­re­aw ru­szył szyb­kim kro­kiem w stro­nę ko­szar. Z każ­dym kro­kiem jego cie­ka­wość rosła. – Powtórzenie.

 

Teran po­wi­tał uprzej­mie ma­la­rza i wska­zał, aby ten usiadł. – Raczej: Teran po­wi­tał uprzej­mie ma­la­rza i poprosił, aby ten usiadł.

 

O kogo kon­kret­nie cho­dzi panu ge­ne­ra­ło­wi? – od­po­wie­dział Fanim… – Raczej: O kogo kon­kret­nie cho­dzi panu ge­ne­ra­ło­wi? – zapytał Fanim

 

Na­kre­ślił w wy­obraź­ni kilka scen, które mogły uze­wnętrz­nić cechy oboj­ga. – Piszesz o mężczyznach, więc: Na­kre­ślił w wy­obraź­ni kilka scen, które mogły uze­wnętrz­nić cechy obu.

O obojgu powiemy wtedy, gdy będziemy mieć na myśli kobietę i mężczyznę.

 

Re­pre­zen­to­wa­li krót­kie życie, w cią­głym za­gro­że­niu… – Nie wydaje mi się, by życie można było reprezentować.

 

Po go­dzi­nie Fanim miał już wy­so­kiej ja­ko­ści szki­ce… – Raczej: Po go­dzi­nie Fanim miał już świetnej/ dobrej/ znakomitej/ doskonałej ja­ko­ści szki­ce

 

karcz­my w po­bli­żu ko­szar. Mimo lek­kie­go sprze­ci­wu ze stro­ny Fa­ni­ma, woj­sko­wy uparł się, żeby po­sta­wić ma­la­rzo­wi obiad w swo­jej ulu­bio­nej go­spo­dzie. Twier­dził, że znaj­du­je się ona cał­kiem bli­sko ko­szar… – Powtórzenie.

 

– Ty! Ma­la­rzu! Mu­sisz mi pomóc! – roz­ka­zał nie­zna­jo­my. Sam py­ta­ny nie zdą­żył nawet krzyk­nąć. – Kto kogo i o co pyta?

Może w drugim zdaniu: Sam zaczepiony nie zdą­żył nawet krzyk­nąć.

 

Naj­wy­raź­niej po­raż­ka oraz poj­ma­nie ich przy­wód­cy do­szczęt­nie znisz­czy­ły ich mo­ra­le. – Pierwszy zaimek jest zbędny.

 

Do­pie­ro wtedy roz­po­zna­li twarz swego wodza. Na­tych­miast wy­bu­chli ogrom­ną ra­do­ścią.Do­pie­ro wtedy roz­po­zna­li twarz wodza. Na­tych­miast wy­bu­chnęli ogrom­ną ra­do­ścią.

 

Pło­mie­nie tań­czy­ły po drew­nia­nych kło­dach… – Masło maślane. Kłoda jest drewniana z definicji.

 

Twoje ide­ały wy­da­ją się szcze­re, ale takie same wra­że­nie… – Twoje ide­ały wy­da­ją się szcze­re, ale takie samo wra­że­nie

 

Do Do­ro­ga pod­szedł jeden z jego wo­jow­ni­ków… – Do Do­ro­ga pod­szedł jeden z wo­jow­ni­ków

 

Stwier­dził tylko, że ma złe wspo­mnie­nia zwią­za­ne z tym miej­scem. Miesz­kań­cy tej wio­ski zhań­bi­li nie­gdyś jego honor i nie ma ocho­ty o tym roz­ma­wiać. Po­cie­szył tylko ar­ty­stę, że wszyst­ko wy­ja­śni się na miej­scu. Na tym roz­mo­wa się urwa­ła. – Nadmiar zaimków.

 

Bar­ba­rzyń­cy roz­pro­szy­li się po osa­dzie. Dwój­ka z nich we­szła do ja­kiejś chaty. Chwi­lę póź­niej wy­szli…– Raczej: Dwóch z nich we­szło do ja­kiejś chaty.

Powtórzenie.

 

w kie­run­ku „pa­sa­że­rów” la­ta­ją­ce­go stwo­ra po­le­cia­ły ka­mie­nie rzu­ca­ne przez bar­ba­rzyń­ców. Na szczę­ście byli już poza za­się­giem rzu­ca­nych po­ci­sków. – Powtórzenia.

 

Po­trze­lo­na, za­czę­ła się trząść w kon­wul­sjach. – Literówka.

 

Ilu­zjo­ni­sta Hwan krą­żył przez jakiś czas wzdłuż ulicy, sta­ra­jąc się zlo­ka­li­zo­wać po­szu­ki­wa­ny przez niego dom. – …sta­ra­jąc się zlo­ka­li­zo­wać po­szu­ki­wa­ny przez siebie dom.

 

O tym, że tu za­miesz­ka­łeś do­wie­dzia­łem się zu­peł­nie przy­pad­kiem pod­czas po­by­tu tutaj, w mie­ście. – Czy wszystkie zaimki są niezbędne?

 

Ktoś mu­siał wy­pro­wa­dzić go z mia­sta…Na… – Brak spacji po wielokropku.

 

Razem we­szli po scho­dach na pię­tro. Ty­re­aw otwo­rzył przy­ja­cie­lo­wi drzwi pra­cow­ni i wpro­wa­dził go do środ­ka. We­szli do… – Powtórzenie.

 

Po­cią­gnął za za­sło­nę.Po­cią­gnął za­sło­nę.

 

Lewa część ob­ra­zu sku­pia­ła barwy zie­le­ni i złota. Skraj­ne czę­ści dzie­ła były wy­róż­nio­ne, przez co ilu­zjo­ni­sta do­pie­ro po chwi­li sku­pił się na cen­trum ma­lo­wi­dła. – Powtórzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cytując Cienia:

Teraz jednak nadrobiłem i klikam Ci bibliotekę z czystym sumieniem. Po pierwsze dlatego, że wyszedł naprawdę wart przeczytania tekst, a po drugie niejako w nagrodę za Twoją pracę i zaangażowanie w opowiadanie. Chyba to w jakiś sposób nieetyczne i mijające się z celem, ale czniał to, bo widziałem, że włożyłeś w swoją historię bardzo wiele pracy i bardzo się przy okazji rozwinąłeś. Świetna sprawa.

Nie widziałam drugiej osoby, która by się aż tak napracowała nad tekstem i przy okazji aż tyle nauczyła. Między wersją początkową i końcową jest ogromna przepaść, a wiem, ile razy Fajrom przepisywał wszystko od nowa. Efekt moim zdaniem wciąż ma swoje usterki, ale historie jest niezła, na poziomie biblioteki. Więc z równie czystym sumieniem, co Cień… klik :)

Tylko nie "Tęcza"!

@ Śniąca – Gotowe.  :) Wskazane przez Ciebie błędy są poprawione. 

 

@ Jared – Dodałem też małą zmianę, żeby lepiej uwydatnić nagłą zmianę w zachowaniu Fanima, gdy  szkicując w koszarach uświadomił sobie, że z arcydzieła nici. (Na co zwrócił uwagę Jared).

Wcale nie było tak, że ledwo się przywitali, to zaraz się żegnali :) – wyraźnie jest napisane “Po godzinie”. Następnym razem spróbuję przedstawić upływ czasu bardziej obrazowo.

 

@ Regulatorzy – Uff… udało mi się wszystko poprawić (aczkolwiek w niektórych przypadkach byłem przerażony twoją spostrzegawczością). Dziękuję za wszystkie uwagi. Też mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej :D

 

@ Tensza & Cień – Dziękuję za kliknięcie biblioteki :) Ale najbardziej jestem wdzięczny za wszystkie znalezione błędy i Wasze porady. 

 

 

"When I became a man I put away childish things, including the fear of childishness and the desire to be very grown up." C.S.Lewis

Skoro jest to wersja po poprawkach,to nawet nie chcę wiedzieć, jak wyglądała wersja przed poprawkami. Wszystkie wstawki kursywą nadają się do usunięcia.

 

Fajromie – ostateczna wersja “Pędzlem i gryfem" nie​ jest może doskonałym opowiadaniem ale jest opowiadaniem dobrym. Całkowicie zgadzam się z opinią Cienia i Tenszy – to jak bardzo rozwinąłeś się jako pisarz jest imponujące, a Twój upór i ciężka praca – inspirujące. Gdybym mogła, również bym kliknęła bibliotekę :-D
 
Gwidonie – może mógłbyś rozwinąć/uzasadnić swoją opinię? W końcu wszyscy na tym forum jesteśmy po to, aby się wzajemnie wspierać i pomagać w rozwoju. Krytyka konstruktywna, zwłaszcza od osoby “opierzonej", byłaby dużo bardziej pomocna niż krytyka totalna.

Hmm... Dlaczego?

Drewian – przecież masz piórko xD Powinnaś móc kliknąć…

Tylko nie "Tęcza"!

O kurcze! Mogę kliknąć! W mordę jeża, ale numer!

Dzięki Tenszo – pojęcia nie miałam, że z piórkiem można. Myślałam, że trzeba być dyżurnym, albo Lożą :-D

Hmm... Dlaczego?

Miło mi, Fajromie, że uwagi okazały się przydatne. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezłe!

 

Intryga może na kolana nie powala, ale finalny obraz piękny. Morał odrobinę zbyt bezpośredni, ale sam miewam z tym problem. Poza tym lepiej, gdy puenta jest jasna, niż gdyby miało w ogóle jej nie być.

 

Dobre opowiadanie. Tym razem jeszcze wstrzymam się z biblioteką, ale następnym razem, kto wie…

;-)

 

Pozdrawiam! 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Czytało się nieźle, choć nie porwało. Pomysł pokazania dwóch stron konfliktu fajny choć nienowy, ale jakoś nie potrafiłam się zaangażować emocjonalnie i przejąć ani walką zwaśnionych narodów, ani smutną dolą cywili. Może dlatego, że i głównemu bohaterowi przypisano role obserwatora? Końcowy morał powinien być pokazany imho delikatniej, a nie wyłożony szpachelka i przyklepany łopatą. No i tytułowy gryf trochę słabo wykorzystany.

Ale źle nie było, więc czekam na kolejne teksty:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Przeczytanie tego tekstu dostarczyło mi szczerej i niekłamanej przyjemności. :)

 

Nie biegam, bo nie lubię

Zamysł tego tekstu mi się podoba, chociaż jest nienowy. Ale takie dylematy można opisywać tysiące razy i jeżeli zrobi się to dobrze – to ja mogę je czytać, czytać, czytać… Lubię takie historie, po prostu. Tylko, właśnie, muszą zostać dobrze napisane, mieć ciekawych bohaterów, których dylematami się przejmuję, rzeczywistość w odcieniach szarości.

U Ciebie szarości są, ale inne elementy niestety zawiodły. Tekst jest napisany pewnie gramatycznie nawet dość poprawnie, jednak w tekstach literackich to nie wystarczy. Nie tworzysz klimatu, wydarzenia gnają na łeb, na szyję, jedno goni drugie. Główny bohater jest chwiejny, ale nie to jest problemem, bo rozumiem, że jego niezdecydowanie było zamierzone. Ale ja mam wrażenie, że jego chwiejność nie wynika z tego, że on za dużo myśli, tylko raczej nie myśli w ogóle. Jest nijaki, nieokreślony. To jest jeden z tych bohaterów, który swoich cech nabiera, bo autor napisał wprost, że jest on taki i taki. Z fabuły niestety to nie wynika. 

A może problemem jest po prostu to, że opowiadanie wyszło zanadto łopatologicznie. Zgadzam się, że wstawki kursywą są zbędne. Autor – ponownie – za pośrednictwem bohatera chce czytelnikom najkrótszą drogą przekazać jakąś myśl. Myśl słuszną, z literackim potencjałem. Ale czytelnicy to nie idioci, nie trzeba do nich z łopatą. ;)

 

Więc – zamysł słuszny, wykonanie niestety go skrzywdziło. To mógł być naprawdę fajny tekst i wierzę, że – jeżeli jak piszą Twoi betujący – tak poważnie podchodzisz do pisania, to i naprawdę dobre teksty w Twoim wykonaniu się pojawią.

 

Aha, i nie bardzo rozumiem, jak długo bohater latał, obserwując wojnę. Na początku, przed szturmem, piszesz, że od trzech dni, a widział już mnóstwo partyzanckich walk i czuje się niemal znawcą balistyki. Po trzech dniach? A potem nagle powrót zajął mu tydzień.

@ Nazgul – Cieszę się, że opowiadanie przypadło ci do gustu. Następnym razem spróbuję być troszeczkę bardziej subtelny w kwestii puenty :D 

 

@ AlexFagus – Hm… Z tym gryfem to rzeczywiście poległem. Rola obserwatora bohaterowi również nie pomogła, ale mam nadzieję, że następnym razem uda mi się lepiej przedstawić moje pomysły.

 

@ Corcoran – ja z kolei miałem ogromną radość z czytania twojego komentarza ;)

 

@ Ocha – Dziękuję za wyczerpujący komentarz :) Niestety (dla mnie), ale masz stuprocentową rację w kwestii sztuczności bohatera. Zawiódł już na poziomie samego założenia – jego osobowość była zbyt bierna i pomimo dziejących się wokół niego wydarzeń on nie wykazuje żadnej inicjatywy. Trochę jakby przyjść na imprezę po to, żeby całą noc siedzieć w kącie :)

"When I became a man I put away childish things, including the fear of childishness and the desire to be very grown up." C.S.Lewis

Ha, widzisz, ja – jak się zorientowałam, w przeciwieństwie do części komentujących – niespecjalnie zauważyłam, że przewidziałeś dla bohatera rolę obserwatora. Raczej stanąłeś okrakiem nad dwiema postawami – obserwatora i wahającego się uczestnika. Ta pierwsza rola też by mogła być ciekawa, gdybyś zaniechał właśnie tej łopatologii, tych wstawek kursywą, a skupił się na chłodnej, beznamiętnej obserwacji. Bo często jest tak, że okropne rzeczy opisywane “na zimno” mają większą siłę rażenia. Zerknij sobie może do ostatniego opowiadania Hanzo – “Komunia”. Opisuje on tam tragedię, ból małego chłopca, używając prostych, pozornie pozbawionych emocji zdań. A efekt jest. :)

Pozdrawiam.

 

Przeczytałam i jestem nieco zaskoczona tak pozytywnymi ocenami.

Owszem, wierzę, że autor włożył dużo pracy w to opowiadanie, zaangażował się, doceniam to. Natomiast to nie zmienia faktu, że całość wydała mi się nijaka. Wybacz, autorze, ale miałam wrażenie, że czytam jakąś relację, zabrakło mi emocji, jakiegoś bardziej ludzkiego (jakiegokolwiek) bohatera. Nie wiem, czy potrafię to właściwie nazwać, po prostu nie wystarczy mi, że powiesz, że jest ładna pogoda. Namaluj mi słowami słońce i chmurki na niebie.

Gdzieś jest pytanie z kropką na końcu, dwie kropki kończą zdanie, takie usterki.

No i pomysł z gryfem wydaje mi się niewykorzystany.

Znam tylko pięć liter ;)

@Anet Dziękuję za komentarz :D Miło, że ktoś do tego tekstu zajrzał po (zerka na datę) 3 latach :)

 

Myślę, że na dzień dzisiejszy mogę się zgodzić ze wszystkimi uwagami :D Sporo minęło od tamtego dnia, mam nadzieję, że moje umiejętności się poprawiły ;)

 

Nad przyszłymi bohaterami pracuję już trochę inaczej i mam nadzieję, że wychodzą bardziej trójwymiarowi. :D Podobnie sama kwestia narracji.

Jeżeli chodzi o gryfa… Hm… Mogłem go bardziej opisami potraktować, a nie jako “plot device” latające w tle. To na pewno. Co nie znaczy, że pomysł zmarnowany ;) To nie koniec przygód Fanima, chociaż jeszcze nie planuję do niego wracać.

 

Chciałbym napisać ten tekst kiedyś od nowa, ale jeszcze nie przyszedł na to czas. Wciąż jest zbyt wiele do nauczenia. ^^

"When I became a man I put away childish things, including the fear of childishness and the desire to be very grown up." C.S.Lewis

Tak to jest, jak sięgam do archiwum ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka