- Opowiadanie: Emelkali - Książęta Boranu

Książęta Boranu

Bo wena mnie opuściła...

Czekając więc na powrót zołzy, wrzucam starowinkę...  Cobyście mogli zobaczyć, jak wiele można się nauczyć, pracując dzielnie na portalu ;)

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Książęta Boranu

Popołudniowe słońce rozświetlało kamienną drogę i odbijało się od uderzających o siebie ostrzy. Oparta o pień drzewa Rosa podziwiała pojedynek. Na wargach młodej kobiety igrał ironiczny, nieco nieobecny uśmieszek. Walczący młodzieńcy tańczyli wokół siebie, krzycząc i nacierając mieczami. Sypały się skry. Pot spływając grubymi kroplami, znaczył przesiąkające nim koszule walczących. Drżały napięte mięśnie. Powietrze elektryzował zgrzyt ostrzy. Z lasu, za plecami dziewczyny, wybiegli dwaj olbrzymi. Potężni, długowłosi i zarośnięci jak niedźwiedzie. W biegu wyszarpnęli zza pleców miecze. Widząc spokój wojowniczki, zatrzymali się gwałtownie. Kobieta nawet się nie obejrzała. Wciąż patrzyła na walczących, z lekkim rozbawieniem oceniając ich umiejętności. Zarośnięci wojowie schowali ostrza. Stanęli kilka kroków za Rosą, by jak ona podziwiać widowisko. Ich brzydkie, duże twarze nie wyrażały żadnych emocji.

Zakonna poruszyła się, przesunęła dłonią po włosach i westchnęła lekko, bez skutku próbując zwrócić uwagę pojedynkujących się rycerzy. Wyższy z nich właśnie ugodził, a koniec jego miecza przeciął skórę na ramieniu przeciwnika. To zaskoczyło i rozgniewało rywala. Ciemne oczy błysnęły, a usta bluznęły wiązanką przekleństw. Oręż niższego zatoczył w powietrzu łuk, by błyskawicznie opaść na ofiarę. Ta jednak nie była bezbronna. Znów sypnęły skry, a do przekleństw dołączył zgrzyt żelaza. Ostrza ponownie uniosły się.

Obserwująca pojedynek kobieta złożyła palce. Zaklęcie rozświetliło czerwony kamień w medalionie wojowniczki. Miecze walczących zamarły na moment, a potem upadły na ziemię. Mężczyźni patrzyli, nie rozumiejąc, co się stało.

– Przepraszam, panowie – odezwała się dziewczyna, wychodząc z cienia drzew. Szła powoli, a za jej plecami, niczym cienie, podążali olbrzymi Yorhowie. Wysoka i szczupła kobieta niemal dorównywała wzrostem wyższemu z walczących. Niesforny kosmyk włosów wysunął się z czarnego jak smoła warkocza. Niesforny kosmyk białych włosów. Zgarnęła go spokojnie z policzka i wsunęła za ucho. Odwróciła się, spoglądając na idących z tyłu przybocznych. Zrobiła to specjalnie, żeby młodzieńcy, którym przeszkodziła, dostrzegli dwie, pokryte runami, rękojeści srebrnych elfich mieczy, wsunięte za pasy na plecach. – Przepraszam, panowie, ale bawicie się na królewskim trakcie, a nam się nieco śpieszy.

Mężczyźni patrzyli na wojowniczkę zaskoczeni. Naraz wyższy ruszył w jej kierunku

– Kim ty jesteś, kobieto żeby mnie pouczać? – krzyknął, stając przed wojowniczką.

Rosa uśmiechnęła się, a pozbawione koloru tęczówki nadały temu uśmiechowi straszny wyraz.

– Kim jesteś żeby pouczać księcia Rada, pana na tych włościach? – Mężczyzna wyciągnął szczupłą i nadal drżącą z wysiłku dłoń. Nie dotknął jednak wojowniczki, powstrzymany spojrzeniem kobiety.

– To Zakonna bracie – przedstawił Rosę drugi z walczących. Stanął u boku ciemnowłosego, z ciekawością wpatrując się w twarz dziewczyny. Na jego ładnych, niemal kobiecych ustach, pojawił się uśmiech rozjaśniający szczupłą piękną twarz. Tylko oczy, ciemne, ponure i niepasujące do anielskiego oblicza, pozostały chłodne i nieobecne.

– Zakonna? – Książę drgnął niespokojnie. Wyciągnięta dłoń naraz opadła. Ciemne oczy wpatrywały się niespokojnie w twarz wojowniczki.– Zakonna?

– Wybacz, pani, mojemu bratu. Od dziecka był nieco, jakby to ładnie ująć, opóźniony. – Młodszy książę uśmiechnął się złośliwie, a następnie wyciągnął dłoń do dziewczyny. – Witamy w księstwie Boran. Ten gbur, to mój straszy brat. Na nieszczęście dla naszego kraju, następca tronu. Ja zaś nazywam się Kieran i jestem, niestety, młodszym dzieckiem.

Starszy książę, jakby na potwierdzenie słów brata, wpatrywał się tępo w kobietę. Młodszy zachichotał, głośno i fałszywie. Dopiero ten dźwięk wyrwał Rada z zamyślenia. Potrząsnął głową, zrobił krok w kierunku gościa, ale nadal nie podał ręki wojowniczce.

– Co Zakonna robi w naszym kraju?– zapytał gniewnie.

– Przybywam na wezwanie waszego ojca… panie – ostatnie słowo powiedziała z wyraźnym rozbawieniem. Rad drgnął i zacisnął wargi. Oczy ciskały gromy. Milczał. Ojciec wezwał Zakonną, Kobietę Tradycji. I nic, że miała najbardziej niezwykłą twarz, a ciało odziane w męskie odzienie wydało mu się doskonalsze nawet od ciała Yoriny… Tak, może właśnie po to tatuś zaprosił wojowniczkę? Czas na zmianę warty. Na nową zabawkę pana Boranu. Matka Kierana już mu się znudziła. Albo… Na wspomnienie kochanki ojca, usta Rada zwarły się jeszcze bardziej, a domysły błyskawicznie ostudziły pragnienia młodego księcia.

– Dobrze więc, pani – podkreślił z wyraźną pogardą – zaprowadzimy cię do naszego ojca.

Zakonna uśmiechnęła się. Leciutko i niemal niezauważalnie. Jednak tym razem był to prawdziwy uśmiech, tak rzadki, że i ją zaskoczył.

Książę odwrócił się, sięgnął po wciąż leżący na murawie miecz i ruszył przed siebie traktem, nie obdarzając więcej kobiety ani brata spojrzeniem. Młodszy z książąt nadal wpatrywał się z zainteresowaniem w Zakonną. Nie przestał nawet wtedy, kiedy dziewczyna ruszyła śladem następcy tronu.

– Nigdy nie sądziłem, że kobiety z Zakonu bywają tak piękne. Jesteś pani cudniejsza niż Królowa Arsii, a nie sądziłem, że to możliwe – zauważył słodko, dostosowując tempo do jej kroków.

Rosa nie odpowiedziała. Wpatrywała się w wyprostowane plecy kroczącego przed nimi Rada, próbując odczytać jego myśli.

– A może to zwykła rzecz, taka uroda u was? Musi rozpraszać przeciwnika. Oczy niczym zimowe niebo i usta jak krew na śniegu…

Zakonna nadal milczała. Myśli starszego księcia płynęły do niej bolesną falą. Zmieszały się z jej wspomnieniami i paliły żywym ogniem. Rad poczuł ten ból tak samo intensywnie. Odwrócił się raptownie i skoczył ku kobiecie. Ciemne oblicze młodzieńca zbladło gwałtownie

– Nie rób tego – wyszeptał przez zaciśnięte zęby.– Nigdy tego nie rób.

Rosa skinęła głową bez słowa. Kieran przyglądał się im nie rozumiejąc. Następca tronu odwrócił się i ruszył przed siebie.

Zamykający grupę dwaj olbrzymi zareagowali na milczące polecenie swej pani i schowali miecze.

 

 

Oficjalna książęca kochanka starzała się. Tak, wiedziała, że to musi kiedyś nastąpić, ale nieustannie miała nadzieję, że jej nie spotka. A teraz z przerażeniem przyglądała się nagiemu odbiciu w sypialnianym zwierciadle. Piersi nie były już takie jędrne jak kiedyś, brzuch zaczął się zaokrąglać, a skóra straciła już ową sprężystość, którą zachwycił się Areghar. I chociaż stary książę wciąż obdarzał ją swoimi łaskami, czuła upływające lata jak ciężki garb na ramionach. Patrzyła w odbicie i gniew mieszał się ze smutkiem. Jaka przyszłość ją czeka, kiedy zniknie ten dar bogów? Uroda, jeden z dwóch skarbów, które posiadała.

Na myśl o drugim skarbie uśmiech rozjaśnił piękną twarz Yoriny. Zaiste bogowie, jeśli istnieli, byli dla niej łaskawi. Obdarowali ją przecież ślicznym synkiem. Cudownym, wspaniałym chłopcem, który wyrósł na doskonałego mężczyznę. Złe myśli pierzchły. Założyła szybko suknię w kolorze złota, kolorze, który idealnie podkreślał jej urodę. Upięła włosy i wyszła z sypialni. Musi porozmawiać z Kieranem. Zaraz.

Uśmiechnięta zbiegała po schodach. Hałas otwieranych pałacowych drzwi, zatrzymał ją w pół kroku. Wychyliła się, by zobaczyć wchodzącego Rada. Jak zwykle widząc go, Yorina zadrżała. Był taki…. Taki podobny do swego ojca sprzed dwudziestu lat. Taki podobny, tylko doskonalszy. Przez chwilę myśli wypełniały obrazy nagich ciał splątanych w pościeli. Żar rozlał się po ciele kobiety. Westchnęła cichuteńko, zaciskając palce na poręczy. Mężczyzna, chociaż nie mógł usłyszeć jęku Yoriny, podniósł wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Miękkie usta księcia wykrzywiły się. Pogarda była miażdżąca. Yorinę ogarnął gniew. Straszny, szarpiący. Przyjdzie taki dzień… Kiedyś, już wkrótce… Mściwe myśli przerwało wejście wysokiej wojowniczki. Przezroczyste oczy wpatrywały się przez chwilę w książęcą nałożnicę. Dziwne, wszystkowiedzące oczy. Yorinę przebiegł dreszcz. Słyszała o Zakonnych, czytała o nich, ale zobaczyła jedną z nich po raz pierwszy. Jeśli oczywiście nie brać pod uwagę Irin.

Nieproszone imię przemknęło przez głowę książęcej kochanki. Skrzywiła się. Nie będzie o tym myśleć.  Nie teraz. Nie będzie myśleć. Słowa odbiły się w jej umyśle jakby ktoś je powtórzył. Potrząsnęła głową. Nie, to niemożliwe. Spojrzała szybko w bezbarwne oczy, ale Zakonna już nie patrzyła na nią. Przeszła obok, a z nią dwaj Yorhowie. Na końcu szedł Kieran. Uśmiechnął się do matki i przesłał jej pocałunek. Yorina odwzajemniła ten gest. Zbiegła do syna.

– Muszę z tobą porozmawiać. – Dotknęła ramienia chłopca.

– Nie teraz, pani. Chcę wiedzieć, po co wezwał ją Książę.

– Jak to wezwał? – Yorina pobladła gwałtownie

– Później, matko.– Odepchnął ją delikatnie, by pobiec za bratem i gośćmi. Królewska nałożnica ruszyła za nimi. Przed salą tronową halabardnicy zagrodzili drogę. Zamknęli drzwi, nie wpuszczając do środka Yoriny. Kobieta zacisnęła pięści. Niestety wiedziała, że nic nie wskóra, wiedziała też, że dowie się później wszystkiego od Kierana. Wróciła więc do pokoju. Mogła trochę poczekać.

 

Zakonna przyglądała się władcy. Przypominał starszego syna. Był wysoki, szczupły i wciąż czarnowłosy. Ciemne oczy błyszczały ponuro pod gęstymi brwiami. Stał przy oknie, gdy weszli i patrzył na ogród. Odwrócił się i zmierzył wzrokiem wchodzących. Rosa wyczuła gniew między ojcem i starszym synem, wyczuła żal, niechęć i pogardę młodszego chłopca. Minęła młodzieńców i stanęła przed władcą.

– Witaj Aregharze. Zaprosiłeś mnie.

– Wezwałem – poprawił ją książę Areghar. – Witaj Kobieto Tradycji. – Przez chwilę milczał, a gniew i rozżalenie roziskrzyły mroczne spojrzenie mężczyzny. Nie próbował kryć uczuć, świadomy możliwości wojowniczki, więc ta czytała je z łatwością. Władca spojrzał na synów.– Wyjdźcie. Chcę porozmawiać z nią sam.

Książęta posłuchali bez słowa.

– Każ swoim wojom poczekać przed drzwiami – polecił Zakonnej.

Uśmiechnęła się, a Yorhowie wykonali milczące polecenie.

W ogromnej komnacie pozostali tylko starzejący się pan Boranu i Kobieta Tradycji. Przyglądali się długo, w milczeniu, jedno drugiemu. Mężczyzna skrzywił się z wyższością, oceniając gościa, a potem przeszedł na podwyższenie i usiadł na tronie. Rosa nawet nie drgnęła, widząc tak oczywiste podkreślenie władzy.

– Zapewne jesteś ciekawa, po co cię wezwałem – rzekł książę.

– Powinieneś wiedzieć, wasza wysokość, że Zakonnym obca jest ciekawość.

– Tak, wiem. Czytacie w myślach i wszystko wiecie, prawda? Jesteście pozbawieni uczuć. Ciekawości też.

– Właśnie.

Zapadła cisza. Książę przełykał swój ból. Bał się, że jeśli będzie mówił, nie zapanuje nad gniewem. Dziewczyna podeszła do okna. Ogród przed pałacem przypominał Zakon. Idealne rabatki z idealnymi kwiatami w tych samych kolorach, tej samej długości łodyżek i – była tego pewna– tej samej ilości płatków. Skrzywiła się niechętnie i odwróciła od okna.

– Rad ma dar, wiesz o tym? – zapytała.

Książę zaskoczony oderwał się od swoich myśli.

– Dar?

– Czyta myśli i potrafi blokować ich czytanie. Odziedziczył to po matce.

– Oczywiście – książę zacisnął zęby – tak jak obojętność i brak uczuć. Idealny syn Zakonnej.

Rosa uśmiechnęła się. Jasne oczy pozostały chłodne.

– Tak, idealny syn. Inny niż Kieran, prawda?

– To Kieran powinien być moim następcą! Jego matka przynajmniej potrafi kochać.

– Tak, Yorina ma bardzo otwarte serce. – Dziewczyna pozwoliła zabrzmieć ironii w swym głosie. Książę popatrzył na nią zaskoczony. Zmarszczył brwi, ale rzekł jedynie:

– Właśnie.

– Tylko, widzisz książę, Zakon nie może występować przeciw Tradycji. Nie mogę ci pomóc w osadzeniu nieślubnego i w dodatku młodszego syna, na tronie. A nawet gdybym mogła, nie chcę.

– Tradycja pozwala mi wybrać następcę!

– Tylko gdybyś nie miał syna z prawego łoża, a jak wiem, Irin była twoją żoną, kiedy Rad się urodził. Jak wiem, wciąż nią jest.

Książę posiniał z gniewu. Potem zbladł. Przez chwilę sądziła, że braknie mu powietrza i się udusi. Od lat nikt nie wymawiał głośno tego imienia w jego obecności. Nawet jej syn. Krew z krwi, tak samo obojętny, zimny i pozbawiony uczuć jak jego matka. Nawet on nie śmiał wspomnieć jej imienia, a ta ….

– Nie należy obrażać Kobiety Zakonu, panie. Zakon się mści, nawet za myśli.

– Myślisz, że nie wiem?! – wrzasnął książę. – Ona mnie nauczyła. Ukarała mnie za myśli! Za myśli, bogowie! Odeszła, bo ją zdradziłem w wyobraźni! Odeszła do waszego przeklętego Świętego Miejsca. Nawet nie mogę wziąć drugiej żony! Upewniła się, że jej przeklęty bękart zostanie moim następcą. Tylko on!

Zakonna przyglądała się chłodno władcy. Miotał się po całej sali, jak ranny zwierz. Gniew, żal i nienawiść pomieszane z miłością szarpały mu duszę. Niewypłakane łzy napływały do oczu i wysychały nie spływając. Wreszcie stary książę usiadł i ukrył twarz w dłoniach.

– Ja ją kochałem, wiesz? Była całym moim światem. Nic nie zmieniłem od czasów, kiedy odeszła. Ona stworzyła ogród, wiesz? Każdy kwiat jest jej dziełem. Kiedy urodziła Rada byłem najszczęśliwszym z ludzi. Nie mogła mieć więcej dzieci. Nie miało to znaczenia. A potem… Rad miał sześć lat, wybraliśmy mu nową opiekunkę…. Tylko pomyślałem… Tylko myślałem. A ona odeszła.

– Dla Zakonnych nie ma szarości, Książę, tylko czerń i biel. Jeśli zdradzasz w wyobraźni, zdradzasz, jeśli kłamiesz w myślach, kłamiesz… Zło jest złem, nawet niewypowiedziane, czy niewykonane. To dar i przekleństwo.

– Mówisz tak, jakby ciebie to nie tyczyło.

Rosa uśmiechnęła się smutno.

– Jestem Zakonną, książę.

– No tak.

Wstał i podszedł do dziewczyny.

– Nie wezwałem cię, żebyś zdetronizowała mojego starszego syna. Starzeję się. Medycy mówią, że moje serce jest słabe. Bardzo słabe. Moi synowie walczą ze sobą. To pewnie moja wina. Żadnego nie kochałem wystarczająco. Kiedy odejdę, zniszczą Boran. Chcę żebyś temu zapobiegła.

Zakonna westchnęła ciężko.

– Dlaczego?

– Zakon zabrał mi moje szczęście. Jesteście mi coś winni.

– Ile masz lat książę? Pięćdziesiąt, sześćdziesiąt? Możesz żyć przez lata. Nie mogę tak długo chronić twego kraju.

Książę roześmiał się.

– Ależ ja nie zamierzam umierać, kobieto. Przynajmniej nie od razu. Nie szybko, jeśli bogowie pozwolą. Zmęczyła mnie to dziwne małżeństwo. Zamierzam dołączyć do żony. Nie patrz tak na mnie. Znasz prawo. Żona może opuścić męża i wyjechać do Świętego Miejsca, ale nie może mu odmówić, jeśli zechce do niej dołączyć. Musi na powrót być żoną. Chcę wyjechać i zostawić mój kraj następcy. A ty dopilnujesz żeby moi synowie się nie pozabijali. Tego od ciebie wymagam i po to cię wezwałem.

Dziewczyna przyglądała mu się zaskoczona. Było to dla niej nowe uczucie. Wreszcie lekko się uśmiechnęła.

– Wiesz, że będę musiała stanąć po stronie starszego syna?

Kiwnął głową.

– Chcę tylko żeby Kieran nie ucierpiał. Jest młody i gwałtowny. Yorina wychowywała go w przekonaniu, że będzie księciem, panem tego kraju. Ukrywali to przede mną, ale wiem, że tak właśnie jest. Rad… Nie wiem, już jako dziecko był zamknięty w sobie. Nie wiem, co zrobi z bratem… I jeszcze Yorina… Nienawidzą się.

– Kiedy chcesz wyjechać, panie?

– Za dzień, może dwa.

– Kiedy ich poinformujesz?

– W dzień wyjazdu. Dość już. Zabierz swoich olbrzymów, lokaje wskażą wam pokoje. Porozmawiamy później.

Zakonna skinęła głową. Areghar patrzył za nią, kiedy wychodziła. Uśmiechał się smutno. Wspomnienia znów napłynęły, więc książę zobaczył swoje małżeństwo i kobietę, którą wciąż kochał, której nie widział od dwudziestu lat, a którą tak bardzo przypominała wychodząca właśnie wojowniczka.

 

Rad siedział w swojej komnacie. Ważył w dłoniach medalion, taki sam, jaki wisiał na szyi pięknej Zakonnej. Przesuwał palcami po zimnej powierzchni purpurowego kamienia. Chwilami zaciskał palce tak mocno, że szlify wrzynały mu się w ciało. Ten medalion zostawiła mu matka odchodząc. Kiedy rozpaczliwie płakał, błagając by nie odchodziła, albo zabrała go ze sobą. Patrzyła w taki sam sposób jak ta dziewczyna. Obojętnie, obco. Zawiesiła mu medalion na szyi i zniknęła z jego życia. Nie było dnia, by tego nie wspominał. Ojciec szalał, znienawidził go, znienawidził wszystko, co mu przypominało matkę Rada. I wziął sobie Yorina. Była ledwie dziesięć lat starsza od następcy tronu. Bardzo szybko urodziła Kierana i została oficjalną nałożnicą księcia. Przez lata unikała starszego książęcego syna. Aż dwa lata temu, gdy ojciec wyjechał, weszła do łoża Rada. Bogowie, jakaż była piękna, jakież cudowne miała ciało. Nie potrafił się oprzeć. Tradycja go za to przeklnie, ale nie potrafił. Ani wtedy, ani przez następne dni. Wydawało mu się, że to odpowiednia zemsta na ojcu. Tak myślał do powrotu władcy. Kiedy zobaczył jego zmęczoną twarz, wiecznie smutne oczy… jeszcze tego samego wieczoru wyrzucił kochankę ojca z komnaty. Yorina nigdy mu tego nie zapomniała.

Odłożył medalion. Służba wniosła wannę i wlała do niej gorącą wodę. Książę rozebrał się i zanurzył w kąpieli. Był zmęczony. Ćwiczenia z Kieranem wyssały z niego siły. Zamknął oczy i przysnął.

Nie usłyszał cichego skrzypnięcia drzwi. Kiedy otworzył oczy przy wannie stała Yorina. Powoli odpinała guziczki w powłóczystej sukni.

– Wyjdź – powiedział nie odrywając oczu od jej dłoni.

– Wcale tego nie chcesz.

– Chcę. Idź.

Suknia zsunęła się odsłaniając mlecznobiałą skórę, Rad wciągnął powietrze. Świece oświetlały wciąż piękne, dojrzałe ciało stojącej kobiety. Igrały cieniami na piersiach i biodrach, lizały miękkie rysy twarzy.

– Pragniesz mnie, przecież wiesz – szeptała książęca nałożnica przesuwając palcami po swojej skórze. Mężczyzna nie potrafił oderwać od nich wzroku. Był słaby, słaby jak dziecko. Tak bardzo chciał kazać jej wyjść. Drobne palce kobiety pieściły piersi, a młody książę płonął w chłodnej już wodzie.

– Ubierz się, Yorino – zabrzmiał naraz cichy głos, który zjeżył włosy nagiej kobiety.

Odwróciła się gwałtownie. W drzwiach stała Zakonna. Odziana tylko w rozpiętą pod  szyją koszulę, z na wpół rozplecionym warkoczem, trzymała dwa kielichy wina w dłoniach. I uśmiechała się zabójczo. Tak zapewne uśmiechałby się wilk, gdyby potrafił, widząc szaraka zagonionego pod skały i nie mogącego uciec.

Weszła do komnaty i usiadła na łożu młodego księcia. Dopiero teraz Yorina zauważyła leżący na nim kaftan wojowniczki. Rzuciła mężczyźnie wściekłe spojrzenie, podniosła suknię, wciągnęła ją na siebie i wybiegła z komnaty. Jej ciężkie myśli przez chwilę wisiały w powietrzu.

Rad przyglądał się zaskoczony siedzącej dziewczynie. Oddychał już spokojnie, a urok kochanki ojca zniknął wraz z zamknięciem przez nią drzwi. Rosa wstała i podeszła do wanny. Włożyła dłoń do wody. Wolniutko przesunęła spojrzeniem po pobudzonym nadal ciele młodego księcia. Mężczyzna poczuł wypływający mu na policzki rumieniec.

– Jesteś moim dłużnikiem, książę – szepnęła.

Ich spojrzenia się spotkały. Odbarwione oczy uśmiechały się ciepło. Wojowniczka wróciła na łóżko. Nie odrywając oczu od kąpiącego, bawiła się lekko guzikiem u swej koszuli.

– Woda ci stygnie – powiedziała cicho – zmarzniesz.

Nie czuł chłodu. Miał wrażenie, że wanna płonie. Był mężczyzną, wiele kobiet ogrzewało już jego łoże, ale takiego wieczoru jeszcze nie przeżył. Głos tej kobiety, oczy, podniecały go bardziej niż cokolwiek w życiu, łącznie z Yorina. Śledził ruchy długich palców bawiących się zapiętym guzikiem.

– Jak..?c– pytanie ledwie przeszło przez zaschnięte usta.

– Widziałam ją na schodach.

– A kaftan?

– Nie ma go tu. To złudzenie.

Mówiła miękkim cichym głosem, aksamitnym jak kocie futerko. Sięgnęła po kielich i patrząc w ciemne oczy napiła się z niego. Wino nie było złudzeniem.

Rad wstał, wyszedł z wanny i nagi stanął przed Rosą.

– Jak mam spłacić ten dług, pani?

Uśmiechnęła się.

– Coś wymyślimy… panie.

Guzik wysunął się z pętelki.

 

Wielki księżyc uśmiechał się zza okna książęcej sypialni. Rad spojrzał na niego i odwzajemnił uśmiech. Błogość i spokój rozlały się w jego duszy. Od dzieciństwa nie czuł takiego spokoju. Przyglądał się z czułością śpiącej kobiecie. Czarne włosy splątane namiętnością rozsypały się na jej ramionach i były jedynym okryciem. Czarne niczym noc z trzema białymi jak śnieg pasmami. Wyglądała tak pięknie. Tak doskonale. Zapragnął zajrzeć do jej snów, ale narzuciła blokadę nie do przejścia. Wyciągnął rękę, żeby dotknąć miękkiej, odkrytej skóry, ale palce nie dotarły do celu. Przestraszył się, że radość może być złudzeniem, a czar pięknego ciała w jego pościeli zniknie. Spoważniał na moment. Oddałby wiele lat, by zatrzymać czas. By ta chwila nie minęła i dzień nie wstał. Dziewczyna oddychała równomiernie. Każdy jej oddech odliczał mijające sekundy. Westchnął cichutko, by nie obudzić kochanki.

– Śpij już, książę – szepnęła, nawet nie drgnąwszy.

Następca tronu zamknął oczy. Na jego usta wypłynął uśmiech. Nie będzie spał, będzie na nią patrzył, będzie cieszył się tym czasem…

Zasnął, nie zauważywszy, że palce Zakonnej złożyły się w magiczny znak.

Dziewczyna nie otworzyła oczu. Nie spała. Pozwoliła myślom obudzić śpiących kilka komnat dalej wojowników. Olbrzymi wstali gotowi do walki.

Zaraz… Czekamy… Popłynęło do nich z sypialni młodego księcia.

Usiedli więc czekając.

 

Stary książę też przyglądał się leżącej obok kobiecie. Zaprosił ją do sypialni na pożegnanie. Nie robił tego od wielu tygodni. Nie odesłał dotąd Yoriny z zamku ze względu na młodszego syna. Jednak Areghar nie był głupcem. Widział spojrzenia swej kochanki rzucane starszemu synowi, wiedział, że dzieliła z Radem łoże. Był czas, gdy zabiłby kobietę, która go zdradzała. Ją i jej kochanka. Był taki czas i była taka kobieta. Nie była nią Yorina. Ta istota zbyt mało znaczyła. Dała mu syna i był jej za to wdzięczny. Na tyle wdzięczny, by dać niewielką posiadłość i małą rentę, a chłopca uznać. Nigdy wszelako nie kochał Yoriny, nie wystarczająco by być o nią zazdrosnym.

– O czym myślisz, mój panie? – zapytała książęca nałożnica, budząc się .

– O niczym, śpij. – Wstał z łoża i podszedł do wielkiego sekretarzyka, usiadł przy nim, wyciągnął papier, atrament i zdobione pióro. Yorina przyglądała mu się zaniepokojona. Usiadła na łóżku. Złote włosy płaszczem okryły ramiona, odgarnęła je, zrzucając na plecy i odsłaniając wspaniałe piersi. Areghar uśmiechnął się rozbawiony tymi próbami zwrócenia na siebie uwagi, ale nie przestał pisać. Dziewczyna wstała i podeszła do sekretarza. Starała się nie okazywać narastającego strachu. Czuła, że zbliża się coś strasznego. Kieran nie wiedział, po co ojciec wezwał Zakonną. Ta przeklęta kobieta była teraz z Radem, a Yorina drżała z lęku. Jej życie zmieniało się i nie miała na to wpływu.

– Dlaczego wezwałeś Zakonną, panie?

– Yorino, moja droga, czy wiesz dlaczego zostałaś książęcą nałożnicą? – Areghar wciąż pisał, nie patrząc na stojącą przed nim kobietę.

– Dlaczego, panie?

– Nie dlatego, że byłaś piękna, takich kobiet w Boranie mamy mnóstwo, nie dlatego też, że byłaś biegła w miłosnej sztuce, bo nie byłaś. I nie dla twego syna, bo nie musiałem nadawać ci tytułów, by go zatrzymać.

– Dlaczego więc?

– Bo umiałaś milczeć i nie zadawałaś niewłaściwych pytań. Z żalem stwierdzam, że i ta umiejętność u ciebie zanikła.

Lodowate macki paniki oklejały stojącą kobietę. Naraz poczuła chłód i sięgnęła po peniuar.

– Nie rozumiem, panie.

– Myślę, że rozumiesz, moja droga. Tak jak i ja rozumiałem, że się starzeję i wolisz ogrzewać łoże mojego dziedzica.

Yorina zbladła. Omdlewające naraz nogi odmówiły posłuszeństwa, więc usiadła gwałtownie. Milczała, ale jej bystry umysł pracował szybciutko. Nic rozsądnego jednak nie wymyśliła.

– Nie bój się, nie zamierzam cię zabić. Rad jest moim ukochanym synem, moim dziedzicem, nie mógłbym mu niczego odmówić. Dlaczego nie miałbym z nim podzielić się tobą?

Nie wiedziała dlaczego poczuła ból. Podwójny ból. Za siebie i za Kierana.

– Przygotowałem dla was Serbe. Podobała się Kieranowi. Nie jest to pół księstwa, ale nie sądziłaś chyba, że tyle dostanie?

Serbe była miasteczkiem w górach, wiecznie zimnym i odległym. Była wygnaniem.

– Kieran jest twoim synem – wyszeptała Yorina.

– Moja droga – książę wciąż się uśmiechał. Podpisał papier i odłożył pióro. Wreszcie spojrzał na kobietę. – Moja droga, Kieran jest bękartem. Może i książęcym, ale tylko bękartem.

Kieran, jej synek, skarb. Palący gniew, rozdzierający ból i wszechobecna nienawiść wybuchły w umyśle Yoriny. Rzuciła się z krzykiem na księcia. Areghar wciąż się uśmiechał.

Nawet wtedy, gdy sięgnęła po leżący na sekretarzyku nóż.

 

 

Rosę obudził błysk. Nagła jasność w umyśle. Otworzyła oczy. Księżyc odbijał się w ostrzu uniesionym nad śpiącym Radem. Zabójca pchnął.

Sztylet nie dotarł do celu.

Zakonna wybiła go, kopiąc gwałtownie. Przetoczyła się nad księciem, osłaniając go. Naga stanęła przed napastnikiem. Źrenice bezbarwnych oczu zwęziły się, uniesione wargi odsłoniły zaciśnięte zęby.

– Witaj, Kieranie.

Syn Księcia patrzył na nią z wahaniem. W jednej dłoni trzymał sztylet, w drugiej miecz. Anielska twarz wykrzywiała nienawiść.

– Powinnaś spać – powiedział wreszcie.

– Ale nie śpię.

– Nie chcę cię zranić.

– To źle. Ja ciebie chcę zranić, książę.

– On musi zginąć, zasłużył na to. Skrzywdził moją matkę. Zabrał mi ojca. Muszę go zabić. Nie stój mi na drodze.

Dziewczyna milczała. Nieskrępowana swoją nagością przyglądała się napastnikowi. Każdy mięsień ciała był napięty. Wyglądała na zupełnie spokojną.

– Odejdź. On umrze, musi umrzeć. Nic ci do tego – powtarzał młody książę. Ręce mu drżały, rozbiegane czarne oczy przyglądały się to wojowniczce, to śpiącemu bratu. – Takie jest moje przeznaczenie, muszę go zabić.

Rosa westchnęła ciężko.

– Jeśli podniesiesz na niego broń, skrzywdzę cię, mój chłopcze.

– Ty? Jesteś naga, nie masz broni… Odejdź, ostatni raz cię proszę, nie chcę walczyć z Zakonem.

– Za późno.

Kieran uniósł miecz i ciął. Dziewczyna uskoczyła. Książę wyrzucił dłoń ze sztyletem. Ostrze rozdarło powietrze i musnęło ramię wojowniczki. Jedna samotna kropla krwi spłynęła po białej skórze. Nim spadła na podłogę, młodzieniec znów ugodził mieczem. Rosa zatańczyła w powietrzu. Rozpuszczone włosy trzasnęły Kierana jak jedwabne pejcze. Zamknął oczy by się przed nimi uchronić. Zakonna kopnęła go w dłoń wybijając sztylet. Broń uleciała w powietrze. Wojowniczka skoczyła i złapała ją. Padła na kolana i jednym przeraźliwie mocnym cięciem rozpłatała Kieranowi udo. Trysnęła krew. Chłopak wrzasnął. Noga odmówiła mu posłuszeństwa. Książę runął na podłogę. Miecz wysunął się z omdlewającej dłoni.

Zakonna usiadła na nim i przyłożyła sztylet do jego szyi. Jej oczy były spokojne i całkowicie zimne.

– Powiedziałam, że będę musiała cię skrzywdzić, książę.

– Nie… – Łzy płynęły nieprzerwanym strumieniem. Młodzieniec już nie krzyczał. Uchodziło z niego życie.

– Nie?

– Nie zabijaj mnie – wyszeptał z wysiłkiem.

Dziewczyna uśmiechnęła się zimno.

– Dziś jeszcze wyjedziesz z Boranu. Zabierzesz swoją matkę i nigdy nie wrócisz. Nakładam na was klątwę. Jeśli kiedykolwiek zechcecie zranić Rada, pozbawić go tego, co się mu należy wedle Tradycji, umrzecie. Bez względu na to, które to zrobi, umrzecie oboje. To Święta Klątwa. Klątwa Zakonu. Nie ma od niej odwołania. Rozumiesz?

Chłopak słabo kiwnął głową.

Zakonna wstała. Złożyła dłoń w Znak Uzdrowienia. Krew przestała tryskać z rany młodego księcia. Kieran próbował się podnieść, ale ból pchnął go z powrotem na ziemię. Dziewczyna ubrała się, nie patrząc na pokonanego. Kiedy zapinała koszulę, drzwi komnaty uchyliły się i weszli dwaj olbrzymi. Bez słowa podeszli do młodzieńca i podnieśli go z podłogi. W milczeniu wynieśli rannego i zamknęli drzwi.

Rosa, już ubrana, usiadła obok wciąż śpiącego następcy tronu. Nie pozwoliła mu się obudzić, narzucając czar snu. Wyciągnęła dłoń, żeby go dotknąć.

– Jest podobny do matki, ale pewnie o tym wiesz – odezwał się Areghar stając w wejściu.

– Wiem – odpowiedziała, wstając.

– Obaj moi synowie są podobni do matek. Dziękuję, że nie zabiłaś Kierana.

– Byłam ci to winna. Zakon był ci to winien. Teraz jesteśmy kwita.

Książę uśmiechnął się. Wyciągnął dłoń do dziewczyny.

– Tak, jesteśmy kwita. A on?

Rosa spojrzała na Areghara obojętnie.

– On był moi dłużnikiem, książę. Spłacił swój dług – powiedziała, a potem wyszła nie oglądając się za siebie.

Yorhowie czekali przed komnatą. Podali Rosie kaftan i srebrne elfie miecze.

A później, jak zwykle bez słowa, ruszyli za nią.

 

 

 

Koniec

Komentarze

No, prawdę napisałaś w przedmowie.

Twoje aktualne teksty bardziej mi się podobają. Mniej patosu, więcej przecinków we właściwych miejscach. Dobrze wykorzystałaś lata na portalu. :-) Ale snuć opowieści potrafiłaś już wcześniej. :-)

Babska logika rządzi!

Ale szybka ta nasza Koleżanka F… Już zdążyła przeczytać i napisać, tuż przede mną… 

Emelkali, dałaś nam porównawczy wgląd w Twoją pisarską przeszłość. Różnica bardzo duża, ale, uwierz mi na słowo, już wtedy widać było tak zwane zadatki. Trochę za wiele, jak zauważyła Finkla, swoistego patosu, tragedia osobista na tragedii, tajemniczy Zakon i równie tajemnicze jego przedstawicielka, ale wszystko “trzyma się kupy”, nie razi dziurami.

Ależ dziękuję bardzo, kochani. No, to teraz trzymajcie kciuki za zaołzowaty powrót. Czasu mam od czorta – pracy ni ma, a i pogoda się sp…aprała ;) I jeszcze Męża mam dobrego i kupił mi laptop, bo stary spaliłam :) Mam więc kiedy, mam i na czym, żeby jeszcze o czym było :D

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Oj, na pewno jakiś temat znajdziesz. Wierzę w Ciebie.

O, choćby właśnie rozkręcający się konkurs o fantastach.pl. :-) A jak już na pomysł wpadniesz, to i zołza przyjdzie.

PS. Jakby co, to wolę być elfką niż krasnoludzicą… Chociaż, krasnoludy ładnie Ci wychodzą, nawet babskie. No, sama nie wiem. ;-)

Babska logika rządzi!

:-) Oj tak, Finkla na krasnoludkę! Uroczo Jej będzie z brodą do kolan… :-)

Ja tam pragnę ino wspomnieć, że moja Beneria to brody nie miała. O!

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

:-) Och, wada genetyczna, wyjątek potwierdzający regułę… :-)

Wiesz co? Usadź Koleżankę na tronie elfiego księstwa. Sprawdzi się w tej roli doskonale.

:-) Oj tak, Finkla na krasnoludkę! Uroczo Jej będzie z brodą do kolan… :-)

Jakby co, to mój awatar brodę ma, więc precedens jest. ;-)

Emi, pisz, jak chcesz, nic Ci nie narzucamy, ale z przyjemnością przeczytamy.

Babska logika rządzi!

Emelkali, rozumiem chwilową nieobecność Pani Weny, ale nie rozumiem dlaczego, zapewne świadoma niedostatków tekstu, wrzuciłaś tę starowinkę, nie dawszy jej szansy na godniejsze zaprezentowanie się?

 

Po­wie­trze elek­try­zo­wał zgrzyt ostrzy. – Powietrze elektryzowane zgrzytem? Czy to aby dobre określenie?

 

Ciem­ne oczy wpa­try­wa­ły się nie­spo­koj­nie w twarz wo­jow­nicz­ki.– Za­kon­na? – Brak spacji po kropce.

 

Co Za­kon­na robi w na­szym kraju?– za­py­tał gniew­nie. – Brak spacji po pytajniku.

 

a ciało odzia­ne w mę­skie odzie­nie wy­da­ło mu się… – Powtórzenie.

 

wy­szep­tał przez za­ci­śnię­te zęby.– Nigdy tego nie rób. – Brak spacji po kropce.

 

I cho­ciaż stary ksią­żę wciąż ob­da­rzał ją swo­imi ła­ska­mi… – Czy mógł obdarzać cudzymi?

 

Jak to we­zwał? – Yori­na po­bla­dła gwał­tow­nie – Brak kropki na końcu zdania.

 

Póź­niej, matko.– Ode­pchnął ją de­li­kat­nie… – Brak spacji po kropce.

 

Witaj Are­gha­rze. Za­pro­si­łeś mnie. – Przybyły nie wita gospodarza; to gospodarz wita gościa.

 

Wład­ca spoj­rzał na synów.– Wyjdź­cie. – Brak spacji po pierwszej kropce.

 

Nawet on nie śmiał wspo­mnieć jej imie­nia, a ta …. – Zbędna spacja przed tym, co udaje wielokropek. ;-)

 

Zmę­czy­ła mnie to dziw­ne mał­żeń­stwo. – Literówka.

 

I wziął sobie Yori­na. – Literówka.

 

pod­nie­ca­ły go bar­dziej niż co­kol­wiek w życiu, łącz­nie z Yori­na. – Literówka.

 

Jak..?c– py­ta­nie le­d­wie prze­szło przez za­schnię­te usta. – Nieprawidłowy wielokropek. Dlaczego po pytajniku, zamiast spacji, jest litera c.?

 

za­py­ta­ła ksią­żę­ca na­łoż­ni­ca, bu­dząc się . – Zbędna spacja przed kropką.

 

Dziew­czy­na wsta­ła i po­de­szła do se­kre­ta­rza. – …podeszła do sekretarzyka.

Zdążyłam się zorientować, że dziewczyną to Yorina raczej nie była.

 

Miecz wy­su­nął się z omdle­wa­ją­cej dłoni. Za­kon­na usia­dła na nim i przy­ło­ży­ła szty­let do jego szyi. – Niezbyt wygodnie jest chyba siedzieć na mieczu i grozić sztyletem jego szyi. ;-)

 

Kie­ran pró­bo­wał się pod­nieść, ale ból pchnął go z po­wro­tem na zie­mię. – Skąd wzięła się ziemia w sypialni?

Proponuję: Kie­ran pró­bo­wał się pod­nieść, ale ból pchnął go z po­wro­tem na podłogę.

 

po­wie­dzia­ła, a potem wy­szła nie oglą­da­jąc się za sie­bie. – Masło maślane. Czy można obejrzeć się przed siebie?

Proponuję: …po­wie­dzia­ła, a potem wy­szła, nie oglą­da­jąc się. Lub: …po­wie­dzia­ła, a potem wy­szła, nie patrząc za sie­bie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyznam, że średnio mnie wciągnęło, ale jako ciekawostka może być. Postęp rzeczywiście widać.

 

Kim ty jesteś, kobieto żeby mnie pouczać ->brakuje przecinka

Kim jesteś żeby pouczać ->tu też

Ciemne oblicze młodzieńca zbladło gwałtownie ->brak kropki

zęby.– ->i spacji

Kieran przyglądał się im nie rozumiejąc -> i przecinka

Witaj Kobieto Tradycji -> i przecinka

A ty dopilnujesz żeby moi synowie -> przecinka brak

łącznie z Yorina ->ą

Nie wiedziała dlaczego poczuła ból ->+,

No, postęp rzeczywiście widać. Napisane jeszcze przed “Zakonną”? Bo Rosa tu jeszcze taka mniej… wyrazista.

Ale już było czuć potencjał. Trzymam kciuki za wenę. Jak coś spłodzisz, chętnie betnę:)

 

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Nie przerzuciłaś chyba tego przez korektę, bo czasem brakuje spacji, czasem przecinków, a niektóre zdanka koślawe.

Jednak – wcale mi się nie podobało!

Bo historia mnie nie ciekawiła.

Mimo, że widać tu coś charakterystycznego: łatwość budowania postaci, naturalizm w opisywanych relacjach. Tego się nie wyuczyłaś, to intuicja. Jest tu stu i więcej piszących, którzy powinno Ci zazdrościć.

A weny – życzę Tobie i sobie, bo lubię czytać co spłodziłaś (nie wiem, czy gdzieś tego nie przeinaczyłem, albo czy nie mylę faktów, ale: jaki to był tytuł tego Twojego wydanego? myślałem o zajrzeniu do czegoś dłuższego, niż wrzucałaś na portal).

Nie będę się pastwić nad stroną językową i nad brakami fabularnymi. Naprawdę widać postęp, kiedy czyta się Twoje nowsze opowiadania, również postaci się rozwinęły, “pogłębiły”. 

 

Powinnaś może wrzucić gdzieś (nie wiem, w profilu?) jakiś spis treści do tego cyklu. Bo jak ktoś jest na portalu od niedawna to nie idzie się rozeznać.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Nowa Fantastyka