- Opowiadanie: Scarlett - Sen

Sen

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Sen

Uciekałam przed nieznanym. To było jak pościg. Polowanie, na którym to ja byłam zwierzyną łowną. Udawało mi się pozostawać poza zasięgiem wzroku ścigających. Byłam niemalże pewna, że zdołam im się wyrwać. Sytuacja przybrała jednak z nagła niekorzystny obrót. Moje nogi stały się bardzo ciężkie. A może to nie była kwestia nóg, może to powietrze zgęstniało? Czułam się jakbym brnęła przez smołę. Przesunięcie ciała o choćby centymetr okupione było olbrzymim wysiłkiem. Wiedziałam, że w ten sposób nie dam rady uciec. Że zaraz mnie złapią…

Nagle, niczym ostrzegawcza lampka, zamigotała mi w głowie pewna myśl, której uchwyciłam się, jak ostatniego koła ratunkowego. „Zaraz, przecież pamiętam sytuację, w której nie byłam w stanie biec. Zdarzało się to nie raz, za to tylko w jednym miejscu – we śnie.”

W tym momencie zbliżające się zagrożenie zniknęło, a świat jakby zatrzymał się w miejscu. Nim zdążyłam się zastanowić, co dalej, poczułam że tracę kontrolę nad rzeczywistością. „Nie!” – chciałam krzyczeć, nic by to jednak nie dało. Świat wokół mnie przestawał istnieć, rozsypywał się jak budowla z kart na wietrze. Próbowałam ostatnim wysiłkiem woli zatrzymać proces destrukcji – to przecież mój świat, mój sen! Niestety nie potrafiłam nic zrobić. Już po chwili obudziłam się, leżąc we własnym łóżku.

Nie zamierzałam dać jednak za wygraną. Już naciągałam na głowę kołdrę, by spróbować wrócić do cudownej krainy Morfeusza, gdy coś przykuło moją uwagę i nakłoniło do zmiany planów.

Znajomy zapach. Świeży i rześki. Smaczny, o ile uznamy, że można tak powiedzieć o zapachu. Był delikatny, nienachalny. Momentami znikał, by po chwili znowu się pojawić. Zupełnie jakby nie chciał dopuścić, żebym się do niego przyzwyczaiła. Nie mogłam go zignorować. Był to niewątpliwie zapach truskawek.

Mniam! Truskawki. Ze śmietaną, z cukrem, na kanapce, w sałatce, w dżemie. Wszędzie! Ślinka pociekła mi na samą myśl o lśniących i soczystych, dojrzałych i dorodnych owocach. Usiadłam na łóżku i otworzyłam oczy. Dla miski truskawek byłam gotowa zrezygnować z przyjemnego wylegiwania się w łóżku.

Po chwili jednak zorientowałam się, że zostałam wywiedziona w pole i to w dodatku przez samą siebie. Każdy, kto kiedykolwiek jadł truskawki, komu dane było docenić ich wyjątkowość i magię, ich idealny smak, kształt i zapach, każdy, kto miał okazję jeść truskawki prosto z pola, kto miał szansę zakochać się w nich na zabój, musi rozumieć, jak bardzo byłam rozczarowana odkrywając, że cudowna truskawkowa woń w moim pokoju nie była prawdziwa. To znaczy, zapach ów istniał naprawdę, niemniej nie pochodził od truskawek. Wydzielało go małe, białe urządzenie, postawione na mojej szafie.

Eh, dałam się złapać we własne sidła. Sama postawiłam rozpylacz olejków zapachowych w pokoju. Nie, żebym specjalnie lubiła sztucznie wytwarzany aromat będący jedynie prymitywną imitacją tego, który chciałabym czuć naprawdę. Niemniej, zapach ten kojarzył się z truskawkami i to musiało wystarczyć do moich planów.

Nie było sensu ubolewać nad łatwością, z jaką zwieść można własny umysł. Udałam się do kuchni, gdzie mama, jak zwykle zresztą, krzątała się wokół śniadania. Przywitała mnie ciepłym uśmiechem.

– I jak skarbie, sztuczna truskawkowa woń podziałała? – spytała, z pozoru uprzejmie. Wiedziałam jednak, że nie podziela mojej fascynacji świadomym śnieniem. Skrzywiłam się.

– Nie za bardzo. Truskawki nie zaszczyciły mojego snu swoją obecnością. – Westchnęłam i zabrałam się do pałaszowania wczorajszego ciasta. – Niemniej mogę się pochwalić postępem. Udało mi się zdemaskować Sen!

Mama rzuciła mi spojrzenie, które miało być dowodem zainteresowania tematem.

– Zorientowałam się, że nie mogę biec – kontynuowałam. – To jeden z najłatwiejszych do rozpoznania sygnałów, że właśnie się śpi.

– Tak tak, wspominałaś – rzuciła mama nie przerywając zmywania. Jeśli miałabym skomentować jej zachowanie to nazwałabym ją mugolem. Sen wydaje mi się jedyną formą magii, jakiej człowiek jest w stanie doświadczyć. Jedynym miejscem, w którym potencjalnie możemy wszystko, musimy się tylko tego nauczyć. Mama jednak odcinała się od tego, wolała się trzymać szarej i nudnej rzeczywistości.

– I jak, udało ci się wyśnić tę twoją wymarzoną krainę? – Spytała ze sceptycznym, a zarazem pobłażliwym uśmiechem. Rzuciłam jej zrezygnowane spojrzenie.

– Jeszcze nie. Sen nie lubi, gdy się w niego ingeruje. Kiedy tylko zauważy, że ktoś go rozszyfrował natychmiast się zmienia bądź rozpada.

– Mówisz o nim jakby miał własny rozum. – Mama pokręciła głową. – Najedzona? To idź lepiej i sprawdź czy lunatykując nie odrobiłaś przypadkiem swojej pracy domowej.

Nikt mnie w tym domu nie rozumiał. Ruszyłam powoli w kierunku pokoju, ukradkiem zerkając na zegarek – siódma trzydzieści, gazetę – „Nadchodzi kolejna fala upałów!” oraz na własne dłonie. To były proste, ale skuteczne testy rzeczywistości. Wszystko wydawało się w porządku. Dla pewności zdałam sobie w głowie pytanie „czy to sen?”. Odpowiedź była z pewnością przecząca. Wiedziałam jednak, że im więcej razy spytam się o to w ciągu dnia, tym większą mam szansę na to, że pojawi się ono w mojej głowie, kiedy będę spała. A od tego pytania tylko krok do świadomego śnienia!

Lekcje nie odrobiły się same, zebrałam więc zeszyty z zamiarem wzięcia ich na taras. W pierwszej kolejności chwyciłam jednak Dziennik Snów. Był już w połowie zapełniony przygodami, których doświadczałam w snach. Dzisiejszy wpisy był jednak wyjątkowy. Zatytułowałam go „Świadomy sen 1” i opisałam dokładnie, co się dziś w nocy działo w mojej głowie. Spisywanie snów to ważny codzienny rytuał. Każdy wpis zbliżał mnie do celu, czego dowodem było moje pierwsze w życiu „przebudzenie we śnie”. Dopisałam krótki komentarz dotyczący tego, co czułam, gdy się obudziłam i tego, co chce jeszcze osiągnąć. Gdy następnym razem we śnie zorientuję się, że to nie rzeczywistość, spróbuję pofrunąć.

* * *

Kolejna noc, kolejny sen, kolejny sukces. Codzienne starania, tak krytykowane i bagatelizowane przez rodzinę, zaczęły przynosić wymierne efekty. W samym śnie nie było nic nadzwyczajnego. Szykowałam się właśnie do szkoły. Czesanie włosów, pakowanie zeszytów, te sprawy. Rzut oka na karteczkę-przypominajeczkę wiszącą przy lustrze. Rytualne pytanie, o którym ma mi ona przypominać – „czy to sen?” Oczywiście, że nie, przecież… I nagle coś mnie tknęło. Rozejrzałam się. Otaczający mnie świat, jeszcze przed chwilą tak zwyczajny i wiarygodny, wydał mi się nagle nie najwyższych lotów imitacją. „Jak mogłam wcześniej nie zauważyć?” Przecież odpowiedź sama się nasuwała!

– „Tak” – przeszło mi przez głowę. – „To jest sen.”

Zastygłam w bezruchu. Przez chwilę przestraszyłam się, że pomyślałam to za głośno. Sen mógł się zorientować, że ja już wiem i znów wszystko zniszczyć! Rozejrzałam się pospiesznie dookoła, nic się jednak nie zmieniło.

Odetchnęłam z ulgą i rozluźniłam napięte mięśnie. Do roboty! Zgodnie z oczekiwaniami, powinnam teraz móc zrobić, co tylko bym chciała. Szybkim krokiem pokonałam odległość dzielącą mnie od balkonu i stanęłam przy barierce. Miałam dobrze zaplanowane swoje pierwsze życzenie. „Chcę latać!” – pomyślałam i skoczyłam. Poczułam wiatr we włosach. To było prawie jak pływanie, z tym, że nie wymagało wysiłku fizycznego. Czułam się jak zawieszona w powietrzu. To naprawdę było możliwe! Szkoda tylko, że trwało ledwie chwilę. Musiałam zwrócić na siebie uwagę Snu, bo mój kontakt z senną rzeczywistością zaczął się urywać. Jeszcze przez chwilę czułam powietrze muskające moje ciało. Z każdą chwilą bardziej intensywny okazywał się jednak być dotyk pościeli.

Obudziłam się bijąc pięściami w materac. Gdybym tylko mogła jeszcze chwilę polatać. Po kilku minutach wylądowałabym i wymarzyła sobie dalszą część snu, tak jak planowałam już od dawna. Nie należało się jednak denerwować. W moim dzienniczku snów pojawił się kolejny wpis zatytułowany „Świadomy sen 2”. Następnym razem wytrzymam dłużej!

Nie zwlekając, pobiegłam do kuchni, gdzie spodziewałam się zastać mamę. Nie odwróciła się nawet jak weszłam. Niezrażona zaczęłam jednak opowiadać. Musiałam się z kimś podzielić sukcesem. Wiedziałam, że mamę bardziej absorbują naczynia w zlewie niż mój monolog, toteż gdy skończyłam nie zdziwiła mnie jej odpowiedź.

– To niesamowite, jaką ty masz pamięć do snów – powiedziała. – Gdybyś tylko potrafiła wykorzystać ją do nauki… – i pokręciła karcąco głową, wciąż skupiona na naczyniach.

Nie było sensu drążyć tematu. Mama była pod tym względem niereformowalna.

– Gdzie jest tata? – spytałam wyglądając przez okno na podjazd. Zdziwiona nie dostrzegłam samochodu. – Pojechał dokądś?

– Zabrał Matta do babci Jill. – odpowiedziała mama nie podnosząc na mnie wzroku. Powoli zaczynało mnie to irytować.

– Do babci Jill? – spytałam. Coś mi się nie zgadzało. – Ale on jest przecież uczulony na jej koty, nigdy tam nie jeździ. Po ostatniej wizycie przez miesiąc nie mógł sobie poradzić z alergią.

Mama w odpowiedzi wzruszyła ramionami. Postanowiłam nie wnikać i ruszyłam w kierunku pokoju. Biedny Matt, przez ich ignorancję zakicha się na śmierć.

Nagle zatrzymałam się, coś mi się przypomniało. Jeśli chcę żeby moje sny były coraz bardziej satysfakcjonujące nie mogłam odpuszczać codziennych rytuałów. Wróciłam szybko do kuchni. Mama dalej zajęta była zmywaniem naczyń. „Przecież mamy zmywarkę” – pomyślałam i zerknęłam na zegar. Już miałam ponownie ruszyć w kierunku pokoju, gdy zamarłam w pół kroku. „Zaraz, która właściwie jest godzina?” Spojrzałam na zegar raz jeszcze i już wiedziałam, co mi nie pasowało.

Zegar wisiał tam gdzie zawsze, wyglądał z pozoru normalnie. Przy każdym mrugnięciu układ wskazówek na tarczy ulegał jednak zmianie. Nie potrafiłam odczytać godziny. „Ha, mam Cię Śnie!” – zdążyłam pomyśleć i już ponownie leżałam w łóżku.

To dopiero historia! Podwójny sen! Niby się obudziłam, a to był tylko ciąg dalszy. Muszę to opisać! Powinnam była się wcześniej zorientować. Ten brak logiki. Matt u babci Jill? Co za nonsens!

Podbiegłam do biurka i otworzyłam dziennik snów. Sięgałam właśnie po długopis i odruchowo zerknęłam na ostatnią zapisaną kartkę. Widniał na niej dość sługi opis snu zatytułowany jako „Świadomy sen 2”.

„Dwa? Jak to dwa? Przecież tamten opis napisałam w trakcie snu! Nie powinno go tu być…” – zaczęłam się gorączkowo zastanawiać, kiedy mogłabym mieć okazję opisać dzisiejszą noc. – „Czyżbym spisała ten sen w czasie snu? Czy można pisać lunatykując? Zdarzało mi się czasem chodzić we śnie, ale opisanie całego snu śpiąc?” To wykraczało poza moje granice pojmowania.

Moje rozważania przerwało mi skrzypnięcie okna. Odwróciłam gwałtownie głowę w tamtym kierunku i… Trach! Leżałam na podłodze tuż obok łóżka. Właśnie dzwonił budzik. Godzina siódma, czas wstawać do pracy.

Podniosłam się z podłogi i usiadłam na łóżku. „Trzy sny w ciągu jednej nocy. Poprawka. Trzy świadome sny.” Radośnie zebrałam się i rozmyślając o nocnych przeżyciach ruszyłam w kierunku pola. Zabrałam ze sobą Dziennik Snów, żeby opisać wszystko w czasie przerwy w pracy. Dzisiaj była moja kolej na zbieranie truskawek. Musiałam się pospieszyć.

* * *

Na dworze było parno i gorąco. Wcześniejsze deszcze, w połączeniu z obecny słońcem, świetnie się spisały. Usiadłam na skraju pola, przy pierwszym krzaczku. Tak dorodnych truskawek dawno nie widziałam. Były ogromne i czerwone. Nie mogłam się powstrzymać i wsadziłam jedną do ust. Mniam!

„Takie duże i kształtne. Idealnie by się nadały na karetę, gdybym je tylko mogła powiększyć.” – pomyślałam, po czym dołączyłam do zbierających. Było już całkiem sporo robotników, których mój tata zatrudniał do pomocy przy truskawkach. Z większością z nich byłam w dobrej komitywie. Robiliśmy wspólne przerwy i rozmawialiśmy o wszystkim.

Czas leciał mi jak przez palce. Towarzyszyła mi nieustannie woń ziemi i dojrzałych owoców. Tak, trzeba było przyznać, że zapach truskawek był tego dnia wyjątkowo intensywny. Zupełnie jakby go ktoś… rozpylał?

Przez moje ciało przemknęła fala niepokoju. Nieufnie przyjrzałam się pobliskiemu otoczeniu.

– Rozpylał? – szepnęłam do siebie. – Czemu właśnie użyłam słowa rozpylał? To by mogło znaczyć, że… – lekko przestraszona przełknęłam ślinę. –Że ja się nadal nie obudziłam.

Normalnie ucieszyłabym się jak nigdy dotąd w życiu. Nie mogłam jednak powstrzymać skurczy mięśni, wywołanych przez zdenerwowanie. Chciałam, żeby Sen nakrył mnie na tym, że go nakryłam i wyrzucił mnie stąd. Chciałam się obudzić! Ale tym razem tak naprawdę.

– Który to już raz? – zastanawiałam się na głos. – Trzeci? Czy czwarty?

Pytanie samej siebie nie miało sensu. Podeszłam do stojącego najbliżej mnie znajomego.

– Evan – zagadnęłam niepewnie. Wiedziałam, że to, co teraz powiem będzie raczej głupie. –Wydaje mi się, że to jest sen.

Głos mi drżał, gdy wymawiałam te słowa. Chłopak rzucił mi tylko „co za brednie” przez ramię i odszedł. Nie spodobało mi się to. Dostrzegłam teraz, że inni zbierający patrzą na mnie nieprzychylnym wzrokiem. Normalnie nic takiego nie miałoby miejsca.

„Patrzą na mnie wrogo jak na intruza. A przecież to jest mój sen!” – pomyślałam. –„To ja mam tu władzę! O ile to sen, to mogę chcieć wszystkiego. To moja kraina!”

Odniosłam wrażenie, że słyszą moje myśli. Zupełnie jakby nie podobał im się mój sposób myślenia.  Ale to by oznaczało, że wiedzą, co się dzieje w mojej głowie.

Mój niepokój narastał. Musiałam za wszelką cenę zyskać pewność, czy to jest sen. Nie byłam pewna, co bym w tym momencie wolała. Otaczający mnie ludzie wyglądali jak zombie. Spowolnione ruchy, nieruchomy, przerażający, jakby złowrogi a zarazem bezmyślny wyraz twarzy. Jakby otępiali, a jednocześnie będący w stanie darzyć mnie niechęcią.

W mojej głowie pojawił się pomysł. Z plecaka, który ze sobą przyniosłam, wyjęłam Dziennik Snów. Niepewną ręką otworzyłam go i spojrzałam na ostatni zapis. Wciągnęłam ze świstem powietrze. Poczułam, że z przerażenia robi mi się niedobrze.

Ostatnie zapisane zdanie brzmiało „Jakby otępiali, a jednocześnie będący w stanie darzyć mnie niechęcią”, a poprzedzał je dokładny opis tego, co się właśnie działo. Wszystko napisane moim starannym charakterem pisma. Mrugnęłam, a na papierze pojawiło się kilka nowych zdań.

Chciałam krzyczeć ale nie mogłam. Miałam wrażenie, że otaczające mnie postacie ruszyły w moim kierunku. Rzuciłam Dziennik na ziemię i ruszyłam biegiem w stronę domu. A właściwie chciałam to zrobić, ale nogi miałam jak z ołowiu.

„Przynajmniej mam dowód, że to sen” – pomyślałam, walcząc z własnym ciałem. Przerażenie narastało. Czułam, że zagrożenie jest coraz bliżej. Zrozpaczona zaczęłam krzyczeć.

– Śnie! Wiem, że to Ty! Nakryłam Cię! Powinieneś mnie stąd teraz wyrzucić! Już to robiłeś, pamiętasz?

Łzy cisnęły mi się do oczu. Wokół nic się nie zmieniało. Zaczynałam tracić siły. Spróbowałam raz jeszcze.

– Obudź mnie! Proszę! Chcę żeby to był tylko sen! Obiecuję, nie będę więcej świadomie śnić!

Nagle poczułam, że opór zelżał, a świat dookoła zaczął znikać. „Udało się!” – pomyślałam. Zamknęłam oczy i po chwili poczułam, że leżę na ziemi.

* * *

Przerażona otworzyłam oczy. Spodziewałam się obudzić we własnym łóżku. Albo gdziekolwiek indziej, przy tak realistycznym śnie mogłam przecież lunatykować. Nie spodziewałam się jednak przebudzenia w takiej pozycji.

Moje ciało przytwierdzone było do podłoża przez liczne korzenie, oplatające mnie ciasno i uniemożliwiające ruch.

– To nie mogą być korzenie truskawek –powiedziałam na głos. – Wtedy z łatwością bym je zerwała.

– I tak i nie – usłyszałam rozbawiony głos.

„Wiem kto to” – pomyślałam. – „Mój książę z bajki! W wymarzonym śnie, który zaplanowałam, to on miał mnie uratować z wieży. Czyżby przybył…”

 – Nie, nie, nie, chyba sama w to nie wierzysz –przerwał mój tok myślowy pochylając się nade mną z drwiącym uśmiechem. – A nawet na pewno w to nie wierzysz. Muszę przyznać, że to dość zabawne, przecież znasz dobrze wszystkie odpowiedzi na dręczące Cię pytania, tylko nie chcesz się do tego sama przed sobą przyznać.

– Kim jesteś? – spytałam patrząc na „księcia z bajki” z rosnącym przerażeniem.

– Ja? Cóż, to zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. To przecież twój sen i ty tu dowodzisz. Sama tak powiedziałaś. Masz tylko mały problem. A konkretnie, twoje lęki przejęły kontrolę nad tym, co myślisz. A w krainie snów twoje wyobrażenia się urzeczywistniają. Na własne życzenie zawładnęłaś swoją podświadomością. Szkoda tylko, że nie potrafisz sobie z tą władzą poradzić. – Posłał mi kolejny drwiący uśmiech.

– Chcesz powiedzieć, że to ja sobie zażyczyłam by mnie przykuto do ziemi i uwięziono? – spytałam, zastanawiając się, czy gdybym się bardzo skupiła to udałoby mi się chociaż oswobodzić ręce.

– Udałoby Ci się – odpowiedział „książę”, z rozbawieniem obserwując moją szamotaninę, – ale musiałabyś najpierw opanować strach, który nad Tobą zapanował.

– Kim jesteś? – powtórzyłam pytanie. Przecież nigdy nie planowałam, żeby we śnie ktoś mi się przeciwstawiał.

– Nie planowałaś, z tym się mogę zgodzić. Ale stworzyłaś mnie ty sama. – usiadł obok i zaczął zrywać truskawki z okolicznych krzaczków. – Moja Truskawkowa Księżniczko, czy naprawdę sobie nie przypominasz? Już od tak dawna ze mną walczysz. To mnie przypisywałaś tworzenie blokady, która uniemożliwiała Ci władzę nad snem. To ja, w Twoim mniemaniu, niszczyłem sen, w momencie, w którym orientowałaś się, że to nie rzeczywistość.

– Rzeczywistość? Czyli to nie dzieje się naprawdę! – przez chwilę odetchnęłam z ulgą. To nie jest prawdziwe życie, wystarczy tylko, że się obudzę i wtedy…

– I wtedy zniknę? Nie sądzę. Odpowiem teraz na twoje pytania. Po pierwsze, jestem tym, którego nazywałaś Snem. Jednak wbrew temu, co myślisz nie jestem jakimś zewnętrznym tworem, a jedynie twoją podświadomością. Twoja podświadomość chciała Cię uchronić przed taką sytuacją. Jak widać ciekawość to faktycznie pierwszy stopień do bram piekielnych.

Wstał i zaczął się przechadzać, rzucając mi rozbawione spojrzenia.

– Ciągle nie możesz przyjąć do wiadomości, ze tak naprawdę rozmawiasz sama ze sobą, co? –zatrzymał się, jakby chciał podkreślić wagę tego, co za chwilę miało być powiedziane.– Nie czytam Ci w myślach. Przynajmniej nie w tym sensie, który masz na myśli. Otóż, ja jestem twoją myślą i jeśli ten wywód jest skomplikowany bądź niezrozumiały, podziękuj sobie, że nie umiesz wysławiać tego, co chciałabyś przekazać.

„Chcę się obudzić” – pomyślałam. Nie obchodziło mnie już, co mój „książę” mówi. Nie chciałam wiedzieć, nie chciałam rozumieć. Chciałam się obudzić i nigdy już tu nie wracać!

– Nie krzycz tak proszę, bo ogłuchnę – teatralnie zakrył uszy i zaśmiał się z własnego żartu. – „Jak będę za głośno myśleć, to się dowie, że wiem, że to sen. I wtedy z pewnością się obudzę” – przedrzeźniał moje słowa, a właściwie myśli. – Nie obudzisz się. Nie rozumiesz? Musiałabyś przezwyciężyć sama siebie. Przezwyciężyć lęki, uwierzyć, że nie istnieję, ponownie zapanować nad snem.

– Ale jak możesz nie istnieć, kiedy tu przede mną stoisz? – upierałam się. To, że kłamał było zbyt oczywiste. Przecież sama, z własnej, nieprzymuszonej woli nie zamknęłabym się we własnym śnie!

– I właśnie przez takie myślenie zostaniesz tu na zawsze – mrugną do mnie i rozpłynął się. Gdy zniknął wciąż słyszałam w głowie jego śmiech. Gorąca ziemia parowała, roztaczając wokół mnie woń truskawek, przypominającą mi o utraconym domu i szczęściu, i o truskawkowej karocy, którą miałam dotrzeć na bal. Znienawidziłam zapach truskawek.

* * *

– Czy istniał jakikolwiek powód by mogła chcieć się zabić? – zapytał lekarz, wpatrując się w nieprzytomną dziewczynę, leżącą na łóżku szpitalnym.

– To niemożliwe – odpowiedział stojący przy łóżku mężczyzna. – Była taka roześmiana i pełna energii…– głos uwiązł mu w gardle. Siedząca pod oknem kobieta spojrzała zapłakanymi oczami w kierunku córki.

– Znaleźliśmy na jej biurku to – podała lekarzowi mały zeszyt. – To jej Dziennik Snów. Ostatni wpis jest z dnia przed jej skokiem. Pisała, że udało jej się „obudzić we śnie”. Że następnym razem spróbuje latać – kobieta rozpłakała się przy ostatnich słowach. – Mówiła! Mówiła nam tyle razy o tej swojej chorej fascynacji! Opowiadała, że jak tylko jej się uda to najpierw pofrunie jak ptak, a potem stworzy sobie najpiękniejszą na świecie kreację i niczym Kopciuszek powiększy truskawkę, by zrobić z niej karetę. – Głos kobiety łamał się przy każdym wypowiadanym słowie. – Chciała, by ją tam nazywali Truskawkową Królewną.

– Księżniczką – poprawił mąż. – Truskawkowa Księżniczka. A potem miał być bal i wspaniały książę. Jestem pewien, że w tej roli obsadziła jednego z chłopców, ze swojej klasy. Następnie książę ten miał ją uratować z wieży. Moja biedna córeczka – wyszeptał, patrząc czułym wzrokiem na dziewczynę. – Mam nadzieję, że chociaż śni teraz o tym, co sobie wymarzyła.

– Niech państwo pójdą do domu i odpoczną – wtrącił lekarz. – Nie możecie teraz pomóc jej w żaden sposób. Taki przypadek wymaga czasu. Poinformujemy Państwa, gdyby stan córki uległ zmianie – zakończył i ruszył w kierunku wyjścia.

– Panie doktorze – zawołała jeszcze matka dziewczyny, zatrzymując mężczyznę. – Czy ja bym mogła zostawić tu ten rozpylacz? – wskazała na białe urządzenie. – Córka tak lubi zapach truskawek. Twierdziła, że ten rozpylacz pomoże jej wyśnić wymarzony sen.

– Oczywiście, proszę tylko postawić go gdzieś wyżej, żeby nie przeszkadzał pielęgniarkom.

Po tych słowach wyszedł, a chwilę po nim rodzice dziewczyny. Przychodzili jednak dość często, by spojrzeć na swoją najstarszą pociechę i uzupełnić w rozpylaczu zapas jej ulubionego olejku o zapachu truskawek.

 

 

Koniec

Komentarze

Zacznij od powstawiania spacji po dywizach, otwierających kwestie dialogowe. A jeszcze lepiej, gdybyś przy tej okazji pozamieniała dywizy na półpauzy. Nie zaszkodziłoby, wręcz przeciwnie, dostawienie brakujących przecinków…

To przecież Twój sen i Ty tu dowodzisz. ---> dużą literą piszemy Ty, Twój i tak dalej w listach, nie w dialogach.

Dziękuję za komentarz i zawarte w nim cenne uwagi. Mam nadzieję, że teraz już jest dobrze :)

Witamy w konkursie ; )

I po co to było?

Przykro mi, Scarlett, ale Twoje opowiadanie lekko mnie znużyło. Nie potrafię wykrzesać w sobie zainteresowania dla cudzych snów, tak jak nie lubię oglądać filmów z cudzych imprez.

Wymagane truskawki są, ale nie dopatrzyłam się horroru, nie wyczułam nastroju grozy. Prawdę mówiąc, fantastyki też raczej nie dostrzegłam. Mimo że bohaterka mogła wpaść w popłoch, czy nawet panikę, jakoś nie umiałam się tym wszystkim przejąć. Ponadto rozpraszały mnie liczne błędy, powtórzenia, szalejące zaimki czy nie zawsze poprawnie skonstruowane zdania.

 

„Zaraz, już prze­cież byłam w sy­tu­acji, w któ­rej nie byłam w sta­nie biec. – Powtórzenie.

 

Zda­rza­ło się to nie raz, za to tylko w jed­nym miej­scu – we śnie.” – Czy sen jest miejscem?

Może: Zda­rza­ło się to nie raz, za to tylko w jed­nej sytuacji – we śnie”.

 

cu­dow­ny za­pach w moim po­ko­ju nie był praw­dzi­wy. To zna­czy, za­pach ów ist­niał na­praw­dę, nie­mniej nie po­cho­dził od tru­ska­wek. […] Sama po­sta­wi­łam roz­py­lacz olej­ków za­pa­cho­wych w po­ko­ju. Nie, żebym spe­cjal­nie lu­bi­ła sztucz­nie wy­twa­rza­ny za­pach bę­dą­cy je­dy­nie pry­mi­tyw­ną imi­ta­cją tego, który chcia­ła­bym czuć na­praw­dę. Nie­mniej, za­pach ten… – Powtórzenia.

 

gdzie mama, jak zwy­kle z resz­tą, krzą­ta­ła się wokół śnia­da­nia. – Rozumiem, że mama już wróciła ze sklepu, w którym zrobiła zakupy i dostała wspomnianą resztę. ;-)

gdzie mama, jak zwy­kle zresz­tą, krzą­ta­ła się wokół śnia­da­nia.

 

I jak Skar­bie, sztucz­na tru­skaw­ko­wa woń po­dzia­ła­ła? – Dlaczego skarbie jest wielką literą?

 

Wes­tchnę­łam i za­bra­łam się za pa­ła­szo­wa­nie wczo­raj­sze­go cia­sta.Wes­tchnę­łam i za­bra­łam się do pałaszowania wczo­raj­sze­go cia­sta.

 

I jak, udało Ci się wy­śnić tą Twoją wy­ma­rzo­ną kra­inę?I jak, udało ci się wy­śnić tę twoją wy­ma­rzo­ną kra­inę?

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd występuje w całym opowiadaniu.

 

ukrad­kiem zer­ka­jąc na ze­ga­rek – 7.30… – …ukrad­kiem zer­ka­jąc na ze­ga­rek – siódma trzydzieści

Liczebniki zapisujemy słownie. Ten błąd powtarza się w dalszej części opowiadania.

 

chwy­ci­łam jed­nak swój Dzien­nik Snów. Był już w po­ło­wie przy­go­da­mi, któ­rych do­świad­cza­łam w snach. – Co to znaczy, że Dziennik był w połowie przygodami?

Czy mogła chwycić cudzy Dziennik?

 

Na­stęp­nym razem wy­trzy­mam dłu­żej! Nie zwle­ka­jąc dłu­żej po­bie­głam do kuch­ni… – Powtórzenie.

 

Tak do­rod­nych try­ska­wek dawno nie wi­dzia­łam. Były ogrom­ne i czer­wo­ne. – Tryskały wręcz sokiem!

Śliczna literówka. ;-)

 

A prze­cież to jest mój sen!” – po­my­śla­łam. –„To ja mam tu wła­dzę! O ile to sen, to mogę chcieć wszyst­kie­go. To moja kra­ina!” Od­nio­słam wra­że­nie, że sły­szą moje myśli. Zu­peł­nie jakby nie po­do­bał im się mój spo­sób my­śle­nia.  Ale to by ozna­cza­ło, że wie­dzą, co się dzie­je w mojej gło­wie. Mój nie­po­kój na­ra­stał. – Przykład nadużywania zaimków.

 

Spo­dzie­wa­łam się obu­dzić we wła­snym łóżku. Ale gdzie­kol­wiek in­dziej, przy tak re­ali­stycz­nym śnie mo­głam prze­cież lu­na­ty­ko­wać. – Pewnie miało być: …Albo gdzie­kol­wiek in­dziej

 

za­trzy­mał się na chwi­lę, jakby chciał pod­kre­ślić wagę tego, co za chwi­lę miało być po­wie­dzia­ne. – Powtórzenie.

 

Gdy znik­ną wciąż sły­sza­łam w uszach jego śmiech.Gdy znik­nął, wciąż sły­sza­łam jego śmiech.

Czy istnieje możliwość słyszenia inaczej, nie uszami?

 

Sie­dzą­ca pod oknem ko­bie­ta pod­nio­sła za­pła­ka­ne oczy w kie­run­ku córki. – Można spojrzeć w jakimś kierunku, ale w żadnym kierunku nie można podnieść oczu.

 

Chcia­ła­by ją tam na­zy­wa­li Tru­skaw­ko­wą Kró­lew­ną. – Pewnie miało być: Chcia­ła, ­by ją tam na­zy­wa­li Tru­skaw­ko­wą Kró­lew­ną.

 

Niech Pań­stwo pójdą do domu i od­pocz­ną – wtrą­cił le­karz.Niech pań­stwo pójdą do domu i od­pocz­ną – wtrą­cił le­karz.

Zwroty grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

za­koń­czył i skie­ro­wał kroki w kie­run­ku wyj­ścia. – Paskudne powtórzenie.

 

Po tych so­wach wy­szedł, a chwi­lę po nim ro­dzi­ce dziew­czy­ny. – Skąd w szpitalu sowy?

Urocza literówka. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mi się podobało!

Początek był trochę za infantylny i zbudowany na “banalnej obyczajówce”, ale później jest o wiele bardziej interesująco. 

Ten sen w śnie, pośrodku snu – znakomite. Czytelnik jak i bohaterka czują się zagubieni, przestają być pewni co jest prawdą, a co senną marą. To uosobienie Snu to jednak słaby chwyt. Wolałbym by ten “demon” pozostał niemy i niewidoczny, a bohaterka uwięziona nie sznurami, a w kolejnych snach, żyjąc nadzieją, że kolejny sen będzie tym ostatnim.

Zamknięcie historii też mi się podobało, z morałem.

 

Popracuj nad warsztatem i pisz, bo tekst jest niezły!

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Raz jeszcze dziękuję wszystkim za komentarze i wskazówki. Starałam się zastosować do wszelkich uwag. Mam nadzieję, że teraz już w tekście nie roi się od rażących błędów ;)

 

Nazgul

Dziękuję za ciepłe słowa. Potrzebowałam ich. Wiem, że tekst nie jest idealny i muszę jeszcze popracować nad techniką. Tak to jest na kierunkach ścisłych, że człowiek zapomina jak się zdania buduje :P Obiecuję, że następnym razem będzie lepiej ;)

Też kiedyś popełniłam tekst o świadomym śnieniu, stąd zainteresowało mnie od jakiej strony się wzięłaś :) Ten sen we śnie we śnie trochę mi pachnie ‘Incepcją’, no i, przynajmniej jak dla mnie, za dużo łopatologicznych wyjaśnień pt. ‘o co chodzi w świadomym śnieniu’ – nie wiem, może dla kogoś, kto nie doświadczał/nie interesował się tematem te wyjaśnienia są potrzebne, mnie jednak trochę zmęczyły.

Melduję, że przeczytałam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

:-) Je też melduję, że przeczytałem. Już po raz drugi… :-)

Od kiedy spotkałem się z tym, co nazywane jest świadomymi snami, zadaję sobie przy ponownych spotkaniach proste, a fundamentalne pytanie: czym “to” się różni od swobodnego snucia fantazji, od budowania niczym nie skrępowanych wyobrażeń, w których można zatonąć tak, że zapomina się o realnym świecie? (Nie, nie krytykuję, nie wyśmiewam, chcę tylko poznać różnicę, jeśli takowa rzeczywiście istnieje.) To pytanie, rzecz oczywista, towarzyszyło lekturze. Tyle wstępów. Sama zaś lektura – nie powiem, przyjemna – do finału. Co ja na to mogę, że wolę happy endy, a śpiączki za takowy uważać nie jestem w stanie…

Podobało mi się, mimo technicznych niedociągnięć. Podobała mi się ta pozorna władza nad świadomym snem, to złudne poczucie kontroli i bezpieczeństwa. I realne zagrożenie tym, że sen może zawładnąć śniącym. Końcówka -też mi się podobała. Lubię unhappy endy. Choć ten tutaj zostawiał przecież nadzieję… A co do odpowiedzi na pytanie Adama (wiem, skierowane było ono do Autorki, lecz nie mogę się powstrzymać) – różnica polega głównie na bardzo realistycznym odczuwaniu bodźców zmysłowych i emocji. Prawie jak w realu. Do tego dochodzi możliwość kontroli (w mniejszym lub większym stopniu) świata, w którym się znajdujesz… No i, co chyba najlepsze, można naprawdę zaszaleć. Bo Twoje działania nie niosą żadnych konsekwencji…

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A więc jednak nie ma różnicy, Kolego. Przynajmniej w przypadku mojej skromnej osoby. Kontrola nad światem marzeń? Sprawuję ją. Brak konsekwencji? Oczywiście, że tak, bo nic nie przenika do twardego realu.

Też się wtrącę i stwierdzę, że dla mnie nie ma żadnej różnicy. Świadome sny, w których wpływam na “akcję” towarzyszą mi od dawna. Potrafię też “śnić” na jawie – tak się zatracę w marzeniu, pozwalając myślom dryfować zupełnie swobodnie i sama się później dziwię rozwojem akcji :).  Odczuwanie w obu przypadkach jest takie samo. Bardzo fizyczne i realne. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To ja też się wtrącę – jak dla mnie różnica jest spora. Nie wiem jak Wy, ale mi w fantazjach nie udało się zmusić wzroku by widział fantazje – w śnie – także świadomym – ‘widzę’ jak w rzeczywistości.

Rozmawiałem kiedyś z psychologiem, utytułowanym, że proszę siadać. (Nie, nie trafiłem do niego, skierowany na badania; odwrotnie, to on miał tak zwany interes do człowieka z mojej branży i trafiło na mnie; przypadek.) Pomogłem mu w dziele, że tak ogólnikowo napiszę, a ponieważ owa pomoc wymagała kilku spotkań, naturalną rzeczy koleją zaczęliśmy rozmawiać o tym i owym. Padło, skierowane do mnie, sprowokowane leżącą na widoku książką, pytanie, czy dużo tego czytam. Praktycznie wszystko, co się ukazuje. I jak to odbiera? Różnie, zależy od tematu i talentu autorów… i tak doszło do wyobraźni. Jako tematu ogólnego. Skorzystałem z okazji, spytałem, z lekkim uśmiechem lekkiego zażenowania, czy taka a taka cecha mojej wyobraźni nie wyklucza mnie z grupy ludzi tak zwanych normalnych. Tak ogólnie, panie Adamie, to nie wyklucza, ale włącza do grona osób osobliwie nienormalnych – usłyszałem. Potem poszły wyjaśnienia, o które tu mniejsza.

O co chodziło? I chodzi nadal? Wyłożę to na przykładzie. Patrzę na twarz, widoczną w okienku awatara Bellatrix. Nic nadzwyczajnego, każdy to potrafi, zakpicie. To to tak, każdy, ale już nie wszyscy potrafią “doczepić” do tej twarzy odpowiednią do typu urody twarzy postać i zobaczyć, jak siedząca przy obiedzie ta wyimaginowana Bellatrix upuszcza na podłogę dajmy na to widelec, więc schyla się, podnosi, wyciera serwetką… Ogólnie to jest po prostu tak, że co raz widziałem lub wyobraziłem sobie na podstawie opisu, umiem niejako ożywić, lokując w każdej znanej mi sytuacji, każdym znanym otoczeniu.

Zbyt “fajne” to nie jest. Podczas lektury niektórych dzieUŁ z tego portalu chce mi się na przemian śmiać i płakać, bo mi się ta cholerna zdolność sama włącza, a wiadomo, nie wszystko chce się i lubi się oglądać…

Jak widzę po wpisie śniącej, cierpimy na podobną przypadłość…

Adamie, Śniąca – wypada więc tylko pozazdrościć takiej wyobraźni. Moja nie jest zdolna do takich harców. Na jawie. We śnie natomiast, zwłaszcza świadomym… Posłużę się użytym już przykładem. Załóżmy, że przyśniła mi się twarz z awatara Bellatrix. Mogę "dośnić" sobie odpowienią postać, otoczenie (lub pozostawić takie, jakie jest – nigdy jeszcze nie śniło mi się miejsce, które widziałem lub w którym kiedyś byłem), dorzucić do tego widelec, serwetkę i tak dalej. Rzecz w tym, że nie tylko zobaczę tę scenkę, ale też usłyszę upadający widelec, a nawet grającą w tle muzykę, poczuję zapach perfum wyimaginowanej Bellatrix oraz spożywanej przez nią potrawy, poczuję smak owego dania, jeśli zechcę go spróbować, a gdy wyśniona Bellatrix kolnie mnie widelcem, to będzie bolało. Pełny serwis. I dowolność ingerencji w przebieg scenki. Minus polega na tym, iż im bardziej staram się mieszać we śnie, tym łatwiej się obudzić, trzeba więc uważnie balansować… Cóż moja "zwykła wyobraźnia tego nie potrafi. A szkoda.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ale i tak można pogratulować tej nie-zwykłej…

A dziękuję. Niestety, świadome śnienie nie zdarza się co noc, normalnie muszę polegać na zwykłej wyobraźni.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Mnie tam zwykle w świadomym śnie łapie lenistwo :) Jak już stwierdzę, że śnię i mogę robić co chcę, to zazwyczaj stwierdzam, że bez sensu się wysilać, skoro to i tak tylko sen ;)

Ale następnym razem chyba uzbroję się w śnie w widelec :P

Dorzucę do dyskusji swoje trzy grosze ;) 

Wydaje mi się, że różnica między świadomym śnieniem a snuciem fantazji to kwesta raczej indywidualna. Potwierdzają to wasze wypowiedzi. Ze swojego punktu widzenia, nie postawiłabym nigdy między tymi pojęciami znaku równości.

W pewnym okresie życia, świadome śnienie zdarzało mi się bardzo często. Byłam jednak rozczarowana możliwościami, jakie mi ta przygoda oferowała. Być może powinnam była okazać się bardziej cierpliwa i poświecić więcej czasu na ćwiczenia. Niemniej, w świadomych snach notorycznie towarzyszyło mi uczucie otępienia. Nie byłam w stanie wymyślić ciekawego scenariusza, choć przed zaśnięciem miałam ich mnóstwo. Co więcej, moje zwykłe sny stały się nudne i zwyczajne. Zrezygnowałam więc z dalszych prób ingerencji.

Ze snuciem fantazji sprawa ma się zupełnie inaczej. Mam pełną kontrolę nad tym, o czym myślę. Wszystko dzieje się według stworzonego przeze mnie scenariusza. Jeśli chodzi o to, co widzę, to wrażenie jest nie gorsze niż we śnie. Widzę, czuję, słyszę. Dźwięk, czy zapach – wszystko jest na zawołanie, wystarczy tylko o tym pomyśleć. 

Byłam ostatnio na spotkaniu z Andrzejem Sapkowskim. Zdziwił mnie bardzo stwierdzeniem, że on nie widzi świata ani postaci, które tworzy. On tylko “stawia literki”. Możliwe też, że źle go zrozumiałam. W każdym razie, nie byłabym w stanie napisać opowiadania, gdybym nie “przeżyła” go najpierw w swojej głowie :P

Opowiadanie całkiem dobre. Fajny motyw z korzeniami oplatającymi bohaterkę – inspirowałaś się prawdziwym paraliżem sennym? Nie słyszałem co prawda nigdy, żeby złe doświadczenia ze świadomym śnieniem doprowadziło kogoś do próby samobójczej, lecz nie posiadam zbyt rozległej wiedzy w tym temacie. Osobiście nie miałem snu z “trybem boskim”, w którym mógłbym robić co chce, ale czasami zdarzają mi się takie, w których mam nieco większą kontrolę nad sobą np. mogę wybrać sobie w którą stronę idę itp.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Z jednej strony nie podeszła mi postać nastoletniej bohaterki – takiej infantylnej marzycielki. Z drugiej widzę jednak, jak dobrze się ona wpisuje w historię, całkiem zresztą przyjemną. Rzeczywiście kojarzy się z Incepcją, ale sen we śnie nie jest aż tak nowy, a film po prostu był głośny. 

Całkiem niezgorzej opisana próba zapanowania nad snami. Horroru wielkiego w tym nie ma, ale dreszczyku dodaje to zapętlenie – że w końcu nikt już nie wie, czy to jeszcze sen, czy już nie. I końcówka, która tak naprawdę też wszystkiego nie wyjaśnia.

Tekst trochę traci na wykonaniu – nie wszystkie błędy zostały poprawione.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Historia nie jest zła, można powiedzieć, że jej elementy są przemyślane i składają się w sensowną całość. Jak napisała śniąca – bohaterka jest trochę irytująca, ale jest jednocześnie dobrym nośnikiem dla całej opowieści. Opowiadanie po prostu nie jest przesadnie wciągające. Brakuje takiej bardziej emocjonalnej scenki, jakiejś zahaczki, która przykuje czytelnika. Jest pewien niepokój, grozy raczej nie ma. Natomiast truskawki są ładne wplecione.

I po co to było?

Sen – to oklepany motyw, ale wychodzisz z tego zgrabnie, nie przedłużasz i nadajesz wystarczająco sporo dynamiki do tego wstępu.

Co mi się nie podoba – to narracja pierwszoosobowa. Takie tu i teraz. Mnie to się strasznie źle czyta, kojarzy od razu z literaturą young adults. Może niesłusznie, ale jednak kojarzy.

Truskawki wprowadzone trochę za bardzo nachalnie (i za dużo tych o nich przemyśleń), ale okej, taka tematyka :) Trudna.

No… ogólnie poszło w sny. Hm. No, ja trochę poczytałem w temacie. I no (po raz trzeci już tak niechlujnie zaczynam), nie zaskakujesz, nie wprowadzasz swojego, nie rzucasz na kolana. Ostatnim tekstem, który ładnie wykorzystał motyw śnienia – podrasowany, oczywiście – był Podróże Guliwera Kruzoe. Zresztą warto.

No i fakt (znów to no!): nie ma tu grozy. Ale i mnie to nie wychodzi, więc kto jest bez winy, niech pierwszy…

Nowa Fantastyka