- Opowiadanie: Kostka - Pierwszy

Pierwszy

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Pierwszy

Światła na piętrze stojącego w centrum miasta biurowca zaczęły migotać; niektóre przygasły i zaświeciły się ponownie, inne już nie odżyły, sucho strzelając przepalonymi żarówkami. Adam zorientował się, że coś jest nie tak dopiero gdy z sąsiedniego korytarza zaczęły dobiegać go przytłumione krzyki przerażenia, przekleństwa mężczyzn i piski kobiet. Wcześniej tak bardzo pochłonięty był pracą nad nagraniem wypowiedzi prezesa, że nawet nie zauważył kiedy sąsiednie boksy opustoszały, a jego koledzy albo pochowali się pod biurkami z telefonami przy uszach, albo przepychali wrzeszcząc w ciasnym przejściu ewakuacyjnym.

– Tom! – Zdjął z uszu słuchawki i złapał za ramię przebiegającego obok analityka. – Co się dzieje do cholery?!

– Nie wiem! – odkrzyknął ten. – Pożar, jakiś wybuch, albo terroryści! Czy to ważne?! Trzeba spieprzać! Całe piętro już szaleje, zaraz ludzie wpadną w panikę, a wtedy w życiu się stąd nie wydostaniemy! – Wyrwał się z uścisku kolegi i pobiegł w stronę szamoczących się z zamkniętymi drzwiami ludzi.

Gdy do nich dobiegł, robiąc sobie łokciami miejsce pośród tłumu, drzwi głównego holu otworzyły się gwałtownie i stanęła w nich blada niczym papier szefowa działu, Magda Wirtz.

– Pomocy! – krzyknęła na całe gardło i kuśtykając ruszyła w stronę wyjścia. – Niech mi ktoś pomoże! – błagała, przyciskając do tonącego we krwi brzucha skłębione warkocze uwolnionych ze środka wnętrzności.

Adam powstrzymał torsje i nie czekając aż szefowa dowlecze się do jego miejsca pracy, uciekł w stronę najdalszego biurka w sali, chowając się pod nim niczym mały chłopiec przed wyimaginowanym zagrożeniem.

– Ludzie! – kwiliła ranna kobieta, próbując zwrócić na siebie uwagę uciekających z biura podwładnych. – Miejcie litość! – zaklinała.

– Nie będzie litości! – Drzwi do sali rozpadły się z hukiem. – Nie będzie dla nikogo! – wyła unosząca się nad podłogą drobna postać niepozornej księgowej, której imienia Adam nie pamiętał, a którą całe biuro ze względu na dużą głowę i jeszcze większe okulary przezywało za plecami Sową.

– A ty! Suko! – zawyła dziewczyna, patrząc na przerażoną panią dyrektor. – Ty ostatnia zasługujesz na mą litość! Okażę ci jej tyle, ile ty okazałaś mi życzliwości! To za wolne, którego nie dostałam na sabat! – Machnęła pulchną dłonią, a ramię kobiety oderwało się od tułowia i z mokrym plaśnięciem uderzyło w wyjący z przerażenia tłum sekretarek i pracowników biurowych. – To za niepłacone nadgodziny! – Nogi nieprzytomnej z bólu szefowej załamały się pod nią i rozjechały w upiornym szpagacie, świecąc spomiędzy poszarpanych tkanek bielą wyłamanych kości. – A to za głupie komentarze na temat rozmiarów mojej głowy! – Włosy księgowej rozwiał nagły podmuch powietrza, ona sama uniosła się jeszcze wyżej, zawirowała brązową spódnicą, a jej dłonie klasnęły jedna o drugą, jakby miały zabić nieistniejącego komara; w tej samej chwili ekrany stojących w szeregu komputerów pokryła różowa maź wyduszonego z dyrektorskiej czaszki mózgu, a Sowa aż zapiszczała z radości. – Teraz wy! – Odwróciła się do oszalałych ze strachu ludzi. – Moi drodzy koledzy i kochane koleżanki z pieprzonej pracy! Gniłam tu z wami tyle lat! Znosiłam szydercze uśmieszki i szeptane za plecami uszczypliwości, ale wiecie co?! Zawsze miałam to w dupie! Tak! W mojej wielkiej, pokrytej cellulitem dupie! – Spojrzała na Toma, znanego w budynku ze złośliwych komentarzy dotyczących kobiecej anatomii.

– Nie ujdzie ci to na sucho! – powiedział zduszonym głosem analityk. – Policja jest już w drodze, ty, tyyy… wiedźmo! – wydusił.

– Jakże naiwni jesteś! Wy wszyscy! Jacy jesteście koszmarnie naiwni! – zaśmiała się Sowa, a z jej wyciągniętej dłoni wystrzeliła wiązka zielonkawych błyskawic.

Tom szarpiąc się w pętach wyładowań, uderzył najpierw o ścianę; później jego pogruchotane ciało zamiotło stojące w rzędzie biurka i rozbijając po drodze okno wyleciało na zewnątrz.

– Tak jest! – wrzasnęła Sowa. – Taką właśnie odpowiedzialność poniosę! – Skinęła małym palcem w stronę biurowej piękności, sekretarki Agnes, a ta jakby na rozkaz wyjęła ze stojącego przybornika zaostrzone ołówki i po kolei zaczęła wbijać je sobie w wypielęgnowaną twarz. – A takie ładne były, takie duże, lazurowe! – śmiała się Sowa, patrząc jak po policzku dziewczyny spływają wyłupione oczy. – Nikt mnie nie powstrzyma! Nikt mnie nie osądzi! – Darła się na całe piętro. – Mój pan już nadchodzi! Nastał dzień zapłaty dla was, chwila radości dla mnie! Jeszcze tej nocy świat spłynie krwią, a ja usiądę przy jego czarnym tronie! Ja, jego wierna służebnica! Cierpliwa! Gorliwa! Przewyższająca oddaniem resztę oblubienic! – Z każdym wypowiedzianym zdaniem mordowała kolejne osoby.

Jednym urywała głowy, innym kończyny, kilka osób zmusiła do okaleczenia się, kanibalizmu, lub samopodpalenia.

Adam siedział skulony pod biurkiem i zaciskał zęby. Wiedział, że gdy ostatni z jego kolegów wypluje z siebie życie, Sowa rozejrzy się po biurze, wyczuje jakimś cudem tłumiony strach i jego wnętrzności dołączą do krwawego obrazu, malowanego od kilkudziesięciu minut na ścianach i podłogach biura.

Wiedźma nadal zabijała, bez przerwy sącząc w uszy przerażonych ofiar upiorny monolog o nocy sądu, władcy ciemności, który ma się objawić światu o północy, ją wynieść na wyżyny, a tych, którzy mu się sprzeciwią zgładzić, lub pokarać udręką wiecznej niewoli.

– Jeszcze tylko trzech – pomyślał Adam, patrząc na uciekających przed rozchichotaną czarownicą kolegów. – Tych trzech, a później ja … – Nie dokończył grobowej myśli, bo Sowa nagle zatrzymała się i odwróciła zdziwiona w stronę rozbitego Tomem okna.

Na wysokości parapetu unosiły się na sękatych miotłach trzy podobne do niej, jednak nieco starsze kobiety. Klepały się z radości po udach i zaśmiewały do łez.

– Witajcie siostry! – odezwała się niepewnie Sowa. – Wy też ruszyłyście na miasto? Siać grozę? Budzić trwogę w tę nieświętą noc przyjścia naszego pana?

Wiedźmy na te pytania wybuchnęły dzikim rechotem, a najstarsza z nich, ruda matrona o skołtunionej fryzurze, omal nie spadła z kostura.

– Z czego się śmiejecie? – zapytała księgowa. – Mam coś na twarzy? – Otarła odruchowo pokryty krwawymi kropkami policzek.

– Aleś ty głupia! – powiedziała przez łzy ruda. – Taka strasznie głupia!

– Dzisiaj nie ma Dnia Przyjścia idiotko! – rozchichotała się inna wiedźma.

– Jak to nie ma? – Oczy Sowy zrobiły się tak duże, że naprawdę zaczęła przypominać puszczyka. – Przecież dzwoniłyście do mnie pół godziny temu?! No co wy?! To co jest, jeśli nie Dzień Przyjścia?!

– Prima aprilis! – zaniosły się śmiechem czarownice.

Koniec

Komentarze

Groteska pełną gębą.

Choć to lawirowanie tekstu między dosadnymi opisami, a około dowcipnymi wstawkami niepotrzebnie rozbija opowiadanie. Szort zbudowany na skrajnościach, które nawzajem sobie przeszkadzają. Wolałbym konsekwentnie obraną drogę, niż taki “ping-pong”…

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Przefajnowane, jak dla mnie, do tego stopnia, że nie wzrusza. Poza tym końcowy dowcip jakoś słabiutko mnie bawi…

No dobra, końcówką trochę podratowałeś ten tekst. :)

Chociaż, zważywszy na to, że ratuje go wyłącznie finał, opowiadanie śmiało można by moim zdaniem skrócić. Bo przy opisie kolejnego groteskowego okropieństwa przewracałam już oczami.

Taki pomysł na zabawny drabel, o!

Przykro mi, ale Pierwszy nie dostarczył żadnych emocji.

Czytając, czekałam na jakiś zwrot, na coś zaskakującego, ale niczego takiego się nie doświadczyłam. Końcowy prima aprilis jest chwytem poniżej pasa. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za komentarze. Dotychczas nikt nie oceniał moich opowiadań, dziwne uczucie, że tak powiem;)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Może i dziwne za pierwszym razem, ale nie tylko przyzwyczaić się do tego można, ale nawet polubić za dalsze skutki. Poznajesz wachlarz gustów czytelników, a to pomaga w wyborach tematów i stylów pisania…

Nie wiem z jaką częstotliwością wypada zamieszczać tutaj swoje prace, ale ostatnim wpisem trochę mnie zachęciłeś.

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

“Wypada”? Chyba nie ma czegoś takiego. Choć hiperaktywnych grafomanów pewnie nikt nie czyta. Warto pisać dużo i często prosić innych o opinię. Nie ma innego sposobu na lepsze pisanie niż pisanie. 

 

Co do tekstu – faktycznie trochę za długi. Pointa-twist w ostatniej linijce to para w gwizdek. No i trochę zbyt grubymi nićmi to wszystko szyte. Co najmniej od Adam siedział skulony… da się wyczuć, że nie tak to się skończy, jak byś chciał, żeby czytelnik się spodziewał.

Możliwe, że zdecyduję się kiedyś na korektę opowiadania, skrócę je, zmienię … a może nie? Może niech zostanie? Zawsze to jakaś pamiątka po pierwszym wpisie na NF.

Nie piszę niestety dużo, ale piszę już jakiś czas, trochę się tego w szufladzie nazbierało, ale czy toto do czegoś się nadaje? 

Pewnie dowiem się po kolejnych publikacjach. laugh

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Za znanym reżyserem: “nie ma grozy w wybuchu, jest jedynie w jego oczekiwaniu”. Tu nie ma oczekiwania na wybuch, a końcówka to raczej coś w stylu “a potem się obudził”. Zamysł zatem średnio mi się widzi, chociaż samo wykonanie, nie można powiedzieć, dość porządne.

Zemsta, spełnienie marzeń korporacyjnych popychadel. Zabawny i jednocześnie makabryczny tekst. Niestety pointa jest słaba.

Szukałem wczoraj w nocy innego opowiadania (epoka PC i płyt CD) i trafiłem na chyba najstarszą wersję “Pierwszego” – tam dopiero była rzeź! devil

Nie pamiętam kiedy opowiadanie okroiłem, ale patrząc na komentarze, cieszę się, że to zrobiłem. laugh

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Opis krwawej zemsty nader plastyczny. Końcówka z lekka ironiczna. 

Przyjemna makabreska. 

Dzięki. Cieszę się, że komuś jednak przypadło do gustu.wink

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Od strony odpisów jest nawet fajnie, chaos i szał. Osobiście jednak nie lubię takich opowiastek na lekkim zakwasie, więc nie zrobiło na mnie większego wrażenia.

I po co to było?

Dzięki za przeczytanie. :)

https://www.youtube.com/watch?v=76SCx2PVzwE

Nowa Fantastyka