- Opowiadanie: Cień Burzy - Potwór jak każdy inny

Potwór jak każdy inny

Praca Jurorska

 

Opowiadanie (a może jeszcze szort?) z samej swej genezy jest nawiązaniem do utworu “Pani Jeziora”, zespołu Leśne Licho i próbą odpowiedzi na pytanie, które zadaję sobie za każdym razem, gdy słucham tej cudownej pieśni. Jakie to pytanie i jak brzmi odpowiedź? Żeby się tego dowiedzieć, musicie posłuchać pieśni , a potem przeczytać poniższe opowiadanie (w tej właśnie kolejności ;).

Główni bohaterowie utworu są tu tak naprawdę tylko smaczkiem, który postanowiłem wpleść dla większego funu i, przede wszystkim, po to, by... no cóż – by rzucić wyzwanie temu, kto powiedział: “Nie próbuj zostać drugim...”

 

Przyjemnej lektury.

 

Dziękuję Moim betom z ekipy Jurkująco-sekretarzującej za nieocenioną pomoc przy tekście, a zwłaszcza za to, że dali się wrobić w całą tę zabawę.

Uwielbiam Was, Ludzie!

 

Peace!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Potwór jak każdy inny

– To tutej, panie. – Rybak wskazał ręką przed siebie. – Już widać jezioro, więc dalej nie pójdę. Powodzenia… i wróćta szczęśliwie.

Odwrócił się i już chciał odejść, ale lodowaty głos zatrzymał go w miejscu.

– Runt… Zapomniałeś o czymś. – Siedzący na koniu mężczyzna nawet nie spojrzał na swojego przewodnika. Ten jednak skulił się jak pod ciosem. Po chwili, zbierając całą odwagę, rzekł błagalnie:

– Wybaczcie szczerość, panie, ale sami wiecie, co mówią… Ponoć nikt nie jest w stanie się jej oprzeć, a przecie szkoda by było, coby i trzosik na dno poszedł, w razie gdyby, pfu! pfu! – splunął teatralnie – wasza magia też okazała się na nią zbyt licha. Cała wieś łożyła, by was nająć, a my są biedne ludzie…

– Połowa od razu, druga po wykonaniu zadania – przerwał mu jeździec. – Czy nie taką zawarliśmy umowę?

– Tak, ale…

– Więc radzę ci jej dotrzymać.

– Miejcież rozsądek, dobry panie! Na cóż wam teraz te pieniądze? U mnie bezpiecznie przeleżą, a jak wrócicie, to dostaniecie całość, co do grosza…

– Runt, nie drażnij mnie. – Najemnik spojrzał na przewodnika nieludzkimi oczyma. – Jeśli nie dostanę sakiewki, nim doliczę do trzech, utnę ci rękę jak zwykłemu złodziejowi. Jeśli nie zobaczę pieniędzy, nim doliczę do czterech, sam zdecyduję, która to będzie łapa. A jeśli przyjdzie mi liczyć do pięciu, stracisz obie. Raz…

Chłop rozejrzał się, jakby oceniając swoje szanse na ucieczkę.

– Dwa…

– No już, już! Po co te nerwy? – zapiszczał. – Przecież wiecie, że nie chciałem kraść… Po prostu muszę myśleć o sobie i o swoich…

– Runt… Marnujesz mój czas.

Chłop westchnął i podał czarownikowi sakiewkę; nie taką znowu ciężką.

– Reszta po wykonaniu zadania – zaznaczył.

Jeździec skinął głową i schował trzos.

Umowa nabrała mocy prawnej.

– Czekaj tu na mnie o wschodzie słońca – Czarownik rzekł na pożegnanie.

 

***

 

Mężczyzna zjechał z traktu i zatrzymał się na skraju polany, z której miał doskonały widok na jezioro.

– No, Rybka, ty zostaniesz tutaj. To nie potrwa długo. – Uwiązał konia do młodej brzozy i rozkulbaczył go. Potem sam zaczął się rozbierać.

Zdjął przewieszone przez plecy miecze i z lekkim wahaniem odłożył je w trawę. Zawsze czuł się fatalnie, kiedy wzbudzający poczucie bezpieczeństwa ciężar oręża zniknął z muskularnych ramion. Wiedział jednak, że tym razem broń mogła mu bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Obok oręża, na ziemi wylądowało ubranie najemnika – znoszone do granic nieprzyzwoitości, ale względnie czyste – oraz ciężki medalion.

Woda była przyjemnie chłodna i zdumiewająco przejrzysta. Mężczyzna widział, jak maleńkie wiry, wywołane jego własnymi krokami, podrywają z dna mgiełkę miękkiego piasku. Zanurzył się po pierś i stał tak przez chwilę, uspakajając zmysły.

Jezioro ze wszystkich stron otoczone było borem i wydawało się zupełnie dzikie, jakby człowiek nigdy nie dotarł do tego pięknego, ochoczo wychwalanego przez leśne ptaki zakątka. Wystarczyło jednak, że czarownik spojrzał w lewo, wprost na zachód, i czar prysł. Gładkie lico jeziora szpeciła tu bowiem długa blizna pomostu i krosty łodzi rybackich; teraz pustych i kołyszących się smętnie na niewidzialnej fali. Ich liczba doskonale tłumaczyła desperację w oczach mieszkańców Forbet: cała wieś żyła z darów jeziora. Odcięta od źródła utrzymania, była skazana na zagładę.

Rozmyślania nad losem osady przerwał najemnikowi nieznaczny ruch w pobliskich szuwarach. Mężczyzna zaczął ukradkiem obserwować otoczenie ze zwiększoną uwagą. Pozornie wciąż kontemplował zachód słońca, którego promienie odbijały się w tafli wody miriadami srebrnozłotych iskier.

Skrywająca się w gęstwinie istota co i rusz zdradzała swoją obecność nieostrożnymi ruchami, a w pewnej chwili uszu najemnika dobiegł cichy, lecz wyraźny plusk. Uznał, że tego znaku nie może już zignorować. Rozejrzał się więc, jakby szukając źródła tajemniczego dźwięku.

W tej samej chwili z tataraku wybiegła naga dziewczyna i rzuciła się do ucieczki wzdłuż brzegu, rozchlapując wodę bosymi stopami.

Czarownik poczuł, że tętno, wbrew jego woli, mocno mu przyspiesza i skrzywił się nieznacznie, niemal z obrzydzeniem. Wiedział jednak, jak powinien się zachować, więc bez zwłoki ruszył w pogoń.

Doścignięcie nieznajomej było kwestią chwili, znalezienie się w jej objęciach – kolejnej.

Dziewczyna była nierealnie wręcz piękna. Filigranowe ciało o pełnych kształtach, epatowało bolesną dla najemnika zmysłowością, a jednocześnie dziewiczą niewinnością. Pełne, czerwone wargi i czarne włosy, opadające wilgotnymi strąkami na plecy, ostro kontrastowały z jasną skórą i niebieskimi oczami. Dopełnieniem cudownego obrazu był uroczy dołeczek w brodzie i dwa kolejne, pojawiające się w policzkach nieznajomej, gdy ta uśmiechnęła się zalotnie do najemnika.

Magia zawibrowała w powietrzu, krew zawrzała w żyłach. Mężczyzna skrzywił się w duchu paskudnie. Wiedział jednak, jak powinien się zachować. Przygarnął dziewczynę do siebie i pocałował namiętnie.

Nie stawiała oporu.

Języki przygodnych kochanków rozpoczęły namiętny taniec, a rytmy ich serc i oddechów zespoliły się w jedność. Dłonie najemnika zaczęły żyć własnym życiem. Błądziły po nagim ciele dziewczyny, poznając jego najskrytsze tajemnice, wnikając w najgłębsze zakamarki, drażniąc, pieszcząc, wielbiąc dotykiem, rozpalając…

Szorstka dłoń zamknęła się na piersi nieznajomej, więżąc sztywny sutek między kciukiem a palcem wskazującym i rozcierając go delikatnie, jakby mężczyzna doprawiał ulubioną potrawę. Druga jego dłoń wśliznęła się natomiast między uda czarnowłosej. Grube palce wniknęły do wilgotnego wnętrza i zdumiewająco zwinnie zaczęły je pieścić, rozkosznie drażniąc przy tym najczulsze punkty. Jęk dziewczyny, stłumiony kolejnym ognistym pocałunkiem, niezauważalnie przeszedł w zmysłowe mruczenie. Dźwięk ten, niski i wibrujący, zdawał się przenikać ciało najemnika na wskroś, zatapiając go w odmętach ekstazy.

Czarownik w ostatniej chwili uświadomił sobie, że zaraz naprawdę utonie. Kochankowie weszli już bowiem do jeziora tak głęboko, że woda sięgała im niemal po szyje. Jeszcze krok czy dwa i boginka zdołałaby wciągnąć mężczyznę w głębiny. A wtedy byłby bezpowrotnie stracony, tak jak wielu rybaków z Forbet i mieszkańców innych okolicznych siół, którzy okazali się bezradni wobec mocy Pani Jeziora.

W tym momencie, co nie zdarzało mu się często, naprawdę był rad, że tak bardzo różni się od większości ludzi.

Otrząsnął się i sklął w duchu za nieostrożność.

– Myślę, że na trawie będzie nam wygodniej – rzekł, wykrzywiając usta w sztucznym uśmiechu. Poderwał dziewczynę na ręce i ruszył w stronę brzegu.

Przez twarz Pani Jeziora przemknęło bezgraniczne zdumienie. Trwało to nie dłużej niż uderzenie serca, ale i tak nie uszło uwagi czarownika.

Z początku boginka próbowała zatrzymać kochanka, jeszcze intensywniej uwodząc go pieszczotami i pocałunkami. Ten jednak, skoro już raz zdołał uwolnić się spod jej czaru, nie zamierzał ulegać mu ponownie. Odwzajemniał pocałunki, a jego ciało coraz silniej reagowało na dotyk smukłych dłoni, jednak wciąż parł w stronę suchej ziemi.

Z każdym następnym jego krokiem boginka traciła nad sobą kontrolę. W końcu zaczęła krzyczeć, wyrywać się i szarpać, a jej piękne dotąd oblicze zamieniło się w upiorną maskę, groteskowo wykrzywioną gniewem. Gryzła i drapała, zostawiając na ciele mężczyzny krwawe ślady, biła go pięściami gdzie popadnie, próbowała kopać, pluła i syczała.

Wszystko na nic. Mężczyzna pozostawał niewzruszony. Dopiero kiedy chciał wyjść z dziewczyną na brzeg, jakaś potężna siła odepchnęła go brutalnie, wrzucając oboje z powrotem do wody. Czarownik od razu zrozumiał, że popełnił błąd. Skoro Pani Jeziora nadal nie mogła opuścić swej dziedziny, jej klątwa wciąż musiała pozostawać w mocy. A więc nie wystarczyło zwyczajnie nie ulec bogince… Po tych wszystkich latach powinien się już nauczyć, że to nigdy nie jest takie proste.

Gdy tylko tafla wody zamknęła się nad nimi, demon, jakby obdarzony nową, niezwykłą mocą, zacisnął ręce na szyi najemnika, a jego zimne usta zaczęły wysysać zeń życie. Mężczyzna okazał się jednak znacznie silniejszy, niż przypuszczała Pani Jeziora. I – do czego nie była przyzwyczajona – walczył o swoje życie. Nie przyszło mu to łatwo, lecz w końcu odepchnął ją od siebie i wychynął na powierzchnię. Ze zdziwieniem stwierdził, że woda, której odmęty jeszcze przed chwilą wydawały się bezdenne, ledwie sięga mu pasa.

Pozwolił sobie na jeden szybki, głęboki wdech i ruszył w pogoń za boginką, która wreszcie zrozumiała, z kim ma do czynienia i rozsądnie rzuciła się do ucieczki.

– No już, daj spokój – mruknął, łapiąc ją w chwili, gdy miała zanurkować. – Oboje wiemy, że są tylko dwa sposoby, żeby to zakończyć, a miecz zostawiłem na brzegu, więc…

Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.

– Uwierz, dla mnie to będzie o wiele mniej przyjemne… – westchnął i pocałował demona prosto w usta.

Z początku Pani Jeziora, wyraźnie zaskoczona, opierała mu się, jednak już po chwili, rozpalona intensywnymi pieszczotami, ostatecznie uległa; jej usta wpiły się mocniej w wargi czarownika, a zwinne dłonie oplotły jego sztywną męskość. Mężczyzna zareagował cichym sapnięciem i przyciągnął kochankę do siebie. Wziął ją na ręce, zaniósł na brzeg i położył delikatnie na piasku, pilnując, by stopy wciąż miała zanurzone w wodzie. Rozchylił nogi dziewczyny, wszedł w nią mocno i zaczął pchać beznamiętnie, jakby spełniał niemiły obowiązek. Jednak Pani Jeziora szybko i skutecznie przejęła inicjatywę. To ona dyktowała warunki i wyznaczała rytm; to przyspieszała, to znów zwalniała, zmieniała pozycje i wprowadzała wciąż nowe, coraz bardziej intensywne pieszczoty, umiejętnie dozując i zwiększając rozkosz obojga.

Czarownik, ku własnemu zdumieniu, chętnie poddawał się jej woli.

Szczytowali w tym samym momencie. Mężczyzna westchnął tylko, lecz boginka krzyknęła głośno, nieludzko i osunęła się bez świadomości.

Cisza, która nastała, gdy ów krzyk przebrzmiał ostatecznie, była już inna od tej panującej nad jeziorem, gdy czarownik się tu zjawił. Coś się zmieniło, wyczuł to wyraźnie.

Odpoczął chwilę, a potem wziął dziewczynę w ramiona i wyszedł z wody.

 

***

 

– To wy żyjecie, panie? Ale jak wam się udało…

– Widać moja magia nie jest taka zła, jak ci się…

– Bogowie, to ona!? – Runt odskoczył na kilka kroków, gdy zawinięta w koc dziewczyna, którą czarownik przewiesił w poprzek siodła, poruszyła się przez sen. – Żywa!?

– I czego tak kwiczysz? Klątwę zdjąłem, pannica już nie jest groźna. A jezioro wasze na powrót. Zresztą, zabieram ją stąd – dodał najemnik, widząc, że chłop nadal trzęsie się ze strachu. – Nigdy więcej o niej nie usłyszycie, masz moje słowo! Tylko że i ty musisz mi przysiąc, Runt, że nie piśniesz nikomu, o tym, co tu widzisz. Już ja wiem, jaki los byście jej zgotowali, gdyby się wydało… A przecież i bez tego dosyć już macie tu śmierci, nie? Więc jak będzie, przysięgniesz? – dopytywał. W jego głosie, ku zaskoczeniu rybaka, nie kryła się groźba ani nawet ostrzeżenie, a jedynie szorstka prośba.

Wreszcie Runt nerwowo skinął głową.

– Przysięgam, panie…

– Dziękuję ci. To dla mnie bardzo ważne. I możesz być pewien, że nie zapomnę o twojej przysiędze… A teraz zapłać resztę i każdy będzie mógł ruszyć w swoją drogę.

Tym razem rybak nie wahał się ani chwili. Z ulgą wręczył najemnikowi pieniądze.

– Bywajcie, panie! Stokroć wam dzięki za wszystko! – Ukłonił się i ruszył w stronę osady.

– Runt…

Chłop zamarł w pół kroku, przerażony. A nuż najemny zechce jednak usunąć niewygodnego świadka? Przełknął ślinę i odwrócił się w stronę konnego, prosząc bogów o dobrą, szybką śmierć.

Tamten jednak siedział spokojnie i ważył w dłoniach obie sakiewki, które dostał od rybaka.

– Wiesz, za co mi płacą? – zapytał po chwili.

– Eeee… Za zabijanie potworów.

– Nie tylko. Płacą mi przede wszystkim za ratowanie ludzkiego życia. Bo po cóż zabijać potwory, jeśli nie po to, żeby one nie pozabijały nas?

– No tak… – ostrożnie przyznał Runt, a najemnik niespodziewanie rzucił mu jeden z mieszków.

– Ty, swoją przysięgą również ocaliłeś dzisiaj jedno życie, więc jesteśmy wspólnikami. Oto twoja dola. Bywaj w zdrowiu!

 

***

 

 

Nim najemnik dotarł do gospody, zapadła noc. Dziewczyna, otumaniona eliksirami, nadal pozostawała nieprzytomna.

Drzwi pokoiku zaskrzypiały donośnie, a czarownik zaklął bezgłośnie i obiecał sobie w duchu, że z samego rana pokaże karczmarzowi, dlaczego czasem nie warto oszczędzać na smarowidle.

Okazało się jednak, że martwił się niepotrzebnie; w pomieszczeniu płonęła świeca, a gospodarz nie spał, najwyraźniej wciąż czekając na niego.

– Wróciłeś… – Elegancko ubrany blondyn podniósł się z fotela i otaksował nowo przybyłego uważnym spojrzeniem. W dłoni ściskał pięknie wykonaną lutnię.

– Rozczarowany? – odparł czarownik. Dziewczynę, którą trzymał na rękach, złożył ostrożnie na łóżku i natychmiast o niej zapomniał.

– Nie bądź głupi! – burknął lutnista. – Martwiłem się! Wiesz przecież, co gadają o Paniach Jezior: żaden chłop się im nie oprze, kogo taka pocałuje, tego szukaj na dnie… tego typu bajdy. Tyle że… Jak kto spędził z tobą tydzień, to zaraz do tych bajd szacunku nabiera, wiesz? – dodał dziwnie miękko.

– Potwór jak każdy inny. – Najemnik wzruszył ramionami.

– Nie taki znowu potwór, jak widzę… – Blondyn pochylił się nad czarnowłosą.

– Zostaw! Niech śpi!

Bard skinął głową i spojrzał na przyjaciela.

– No dobra, to teraz opowiadaj!

– Co?

– Co, “co”!? Jak zdjąłeś z niej klątwę, głąbie, a co niby?

– A o czym tu gadać? Moja magia…

– Tere fere! Bajeczki o tej twojej magii, to ty kmiotkom sprzedawaj, po groszu za sztukę, a nie mnie!

– Weź się odpieprz, dobra?

– Nie ma mowy! – Lutnista ścisnął mocniej swój instrument. – Obiecałem sobie, że napiszę balladę o kolejnym twoim bohaterskim czynie i tym razem nie odpuszczę! Albo opowiesz po dobroci, ale zagram ci moją najnowszą serenadę. Napisałem ją na część księżnej Ellei z Burh… Utwór wielce udany, ale stara krowa usnęła w połowie i coś czuję, że prędko mnie tam nie zaproszą… – Skrzywił się, a potem przebiegł palcami po cienkich strunach. Łagodna melodia wypełniła izbę cichą groźbą.

– Zostaw! – Najemnik próbował złapać lutnię, lecz bard w porę odskoczył.

– Nie! Albo zdradzisz, jakim cudem zdołałeś oprzeć się bogince, albo zaśpiewam ci moją serenadę, wszystkie pięćdziesiąt siedem zwrotek! A jak będzie trzeba, to i na bis zagram…

Lutnia w jego rękach ożyła ponownie; ostro, prowokująco.

– Oj, no! Sam powinieneś się domyślić…

Blondyn dostrzegł tajemniczy uśmiech na twarzy przyjaciela i doznał nagłego olśnienia.

– A więc to było takie… proste?

– Jutro napiszesz tę swoją balladę. – Najemnik zmienił temat.

– Ale…

– Żadnych „ale”! – Złapał grajka i przyciągnął do siebie. – Jutro, Hiacynt… I pisz, że to była magia, jasne?

– Wiesz, Gelard… Uwielbiam, kiedy jesteś taki stanowczy… – odparł bard.

Następnie wplótł palce we włosy czarownicyna i namiętnie go pocałował.

Koniec

Komentarze

Zabawne podejście. Oj, ciężkie jest życie czarownicyna… Ciężkie i pełne poświęceń. Sympatyczna puenta. :-)

Babska logika rządzi!

Hi, hi, hi. A ja głupia myślałam, że on taki trochę, jak ten mój, co Jagnę ten tego… A on inny nieco.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Puenta fajna, czytało się przyjemnie, ale źródło inspiracji łypie na mnie z co drugiej przerwy reklamowej i czuję się nieco osaczona;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Niby potwór jak każdy inny, ale jakże wiele można osiągnąć właściwie go traktując. ;-)

 

Naj­mi­ta rzekł na po­że­gna­nie.Najmita, to dawne określenie człowieka, najmującego się do sezonowych prac rolnych, a tu mamy chyba do czynienia z najemnikiem.

Ten błąd występuje w opowiadaniu kilkakrotnie.

 

To nie zaj­mie długo. – Wolałabym: To nie potrwa długo. Lub: To nie zaj­mie dużo czasu.

 

Obok oręża, na ziemi wy­lą­do­wa­ły ubra­nia na­jem­ni­ka… – Obok oręża, na ziemi wy­lą­do­wa­ło ubra­nie na­jem­ni­ka

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach, w szufladach; to co nosimy na sobie, to ubranie/ strój.

 

umie­jęt­nie do­zu­jąc i zwięk­sza­jąc roz­kosz u oboj­ga. – …umie­jęt­nie do­zu­jąc i zwięk­sza­jąc roz­kosz oboj­ga.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zabawny tekst, fajnie się czytało. :)

Co prawda stosunek wielkościowy sceny erotycznej do reszty fabuły wydaje mi się (jak na konkurs) nieco za bardzo na korzyść tej drugiej, ale skoro to właściwie tekst pozakonkursowy, to przymykam oko i stwierdzam, że przeczytałam z przyjemnością. ;)

Czego to człowiek w robocie nie musi robić….

Niech Wszechświat Wam błogosławi...

Ciekawe, nie powiem. Nie czytałem Wiedźmina, więc ni cholery nie wiem, co tu jest parodią, co fanfikiem, a co inspiracją. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Szanowny Anonimowy raczył trafić w jedną z rzeczy, które Thargony lubią najbardziej. Zabawny, parodystyczny fanfik – super. Nie jest to oczywiście tekst wybitny, ale bawiłem się bardzo dobrze.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Porządne fantasy i erotyka zaprzęgnięta do pracy. Tyle, że mnie osobiście ten Geralt/Gelard i Jaskier/Hiacynt uwiera. Może dlatego, że miłośniczką prozy Sapkowskiego nie jestem.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pastisz zabawny i z pomysłem. Naprawdę całkiem niezłe :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Przeczytałem:0)

empatia

Fajny sposób na pozbywanie się potworów ; )

 

Znakomity tekst. Jak to możliwe, że nikt jeszcze biblioteki nie klepnął?

No cóż Wam rzeknę wszystkim? – Wpis obserwacyjny^^

 

Bardzo dziękuję wszystkim za przeczytanie, głosującym za głosowanie w ogóle, a głosowanie na mnie w szczególe, komentującym za komentarze, a zygfrydowi za zadawanie mądrych pytań^^ i odważne klepanie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Oj! Jak obserwacyjny, to coś czuję, że skończy się dłuższym komentarzem niż sam tekst. ;)

Przyszłam tylko wstawić ocenę, bo biblioteki klepnąć nie mogę. Piątka dlatego, że zakończenie wywołało u mnie konsternację, jak zresztą wiesz, ale opisy erotyczne i cała przygoda mi się bardzo, bardzo. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

No, po jeźdźcu i koniu się nie zorientowałam (Rybo, ukłony), ale po trzosiku i oczkach jak najbardziej – o kim mowa. Przyznam szczerze, że twist nastawił mnie entuzjastycznie do tekstu (wiedziałam, po prostu wiedziałam:)). Takie obrazoburcze fanfiki to ja lubię, o!

Dziękować, Pani i Pani. Dziękować.

 

Nie, Morgiano, nie planuję tu iść na rekord; wszystkim się podoba (mniej lub bardziej), każdy kontent z lektury, miejsca na polemikę niet.

 

Zapomniałem tylko nadmienić to, o czym Wy już wiecie, a czego reszta Czytelników jest nieświadoma.

Opowiadanie (a może jeszcze szort?) z samej swej genezy jest nawiązaniem do utworu “Pani Jeziora”, zespołu Leśne Licho i próbą odpowiedzi na pytanie, które zadaję sobie za każdym razem, gdy słucham tej cudownej pieśni. Jakie to pytanie i jak brzmi odpowiedź? Żeby się tego dowiedzieć, musicie posłuchać pieśni , a potem przeczytać poniższe opowiadanie (w tej właśnie kolejności ;).

Główni bohaterowie utworu są tu tak naprawdę tylko smaczkiem, który postanowiłem wpleść dla większego funu i, przede wszystkim, po to, by… no cóż – by rzucić wyzwanie temu, kto powiedział: “Nie próbuj zostać drugim…”

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bóg zapłać Bibliotekarzom, zarówno tym, o których wiem, jak i tym Anonimowym.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Kufa, nie zdążyłem poklepać…

 

A więc: już po trzecim zdaniu czułem fanfik lub parodię Wieśka (Cień był zachwycony, że ktoś jeszcze tak rozpoznaje Wiesława po samym nierzucaniu spojrzenia… :-D ) – i ciesze sie, że poszedłes w taką lekko prowokacyjną, dowcipną parodię. Bo czyta sie lekko, bo pióro masz dobre, bo pośmiałem się – jako Wieśkowy fan – od serca, bo przede wszystkim przy takich fanfikowych prześmiewajkach trudno utrzymać poziom, a tobie sie udało ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Cholibka, po takim komentarzu, to można spokojnie umrzeć. Dzięki Bogu, jakoś się jeszcze nie chce.

 

Kłaniam się nisko, Psycho.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Jako wierna fanka – od pierwszego numeru, w którym się pojawił, sprzed ponad dwudziestu laty, któryż to numer posiadam w domciu, jak i cały rocznik i kilka następnych i poprzedzających – zakochana w G. z R miłością wierną i absolutną, obrażam się na Ciebie doszczętnie, żeś go tak straszliwie potraktował. O!

Zauważyłeś, że to jedno zdanie było? Takie… Psychofishowe.

 

 

P.S.

I jak ktokolwiek mógł pomyśleć, że to ja bym taki uwłaczający mojemu idolowi tekst mogła napisać? No, kurna, jak????

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ah, ta końcówka! :o)

Bardzo sympatyczne, bardzo zgrabne i wciągnęło. Tylko “taniec języków”, “rytm oddechów” i “błądzące dłonie” trochę mnie zawiodły, bo to zbyt banalne zwroty w niebanalnie wymyślonym i napisanym tekście.

Dziękuje za miłe parę minut, pouśmiechałam się i ślę uśmiech do autora :o)

Emelkali moja miła, droga i, niestety, nieobecna (ciałem przynajmniej, bo duch Twój – złośliwa bestyjka – wciąż się unosi nad portalem), podziękowałbym Ci ślicznie za komentarz, ale że jest on się na mnie obrażający i przykry mi przez to wielce, toteż dziękuję zwyczajnie, poślednio, bez ukłonów i wymyślnych metafor na cześć Twojej zajebistości specjalnie obmyślanych, a ponadto, co też zapewne wypada uczynić, pragnę nadmienić, że póki nie zwróciłaś mojej uwagi, nie byłem świadom psychofiszowatości Twojego zdania, co z jednej strony źle o mnie świadczy, bom, widać, dupa, ale z drugiej strony nie stoi oczywiście w sprzeczności z tym, by Ci owego zdania pogratulować – jako że w sumie ładne – oraz, w ramach okazania, jak bardzo kunszt Twój doceniam, odpowiedzieć Ci zdaniem typowo cienioburzowym, co niniejszym właśnie czynię, kropkę stawiając już za chwilę, zupełnie niechętnie, ponieważ zanim skończę, wypadałoby jeszcze wspomnieć, że jest mi niemal przykro, iż uraziłem Twojego idola i z robiłem z niego, jak ująłby to Janusz Korwin, homosia, lub – jak ująłby to ktoś równie niepoprawny politycznie, a przy tym bliższy sercu pewnej Bochniaczki – homo nie wiadomo.

 

Werwenko, cieszę się Twoim uśmiechem, niczym kwiaty polne mi miłym i raduję się Twoją satysfakcją. A co do banałów – no cóż, i lepsi ode mnie bywają tandeciarzami.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka