- Opowiadanie: Miętus - Gorące noce w Tenebee

Gorące noce w Tenebee

Podziękowania dla KPiacha, który udzielił mi wielu cennych rad.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Gorące noce w Tenebee

Przez wiele lat miałem żal do ojca, że zostawił mnie dla życia pełnego pieniędzy, zabawy i kobiet. A teraz ja szedłem jego śladem. Miliony mil od domu, od wiernej i nieświadomej niczego żony i dziecka. Z wygodnym kłamstwem na ustach podczas codziennych rozmów z bliskimi. Od lat uzależniony od swobodnego życia.

Samantę, tak jak wiele innych kobiet, spotkałem na biznesowej kolacji. Od pierwszej chwili wiedziałem, że wylądujemy w łóżku. Patrzyła na mnie w niezwykle intrygujący sposób: z uległością, fascynacją, oddaniem. Nade wszystko jednak z obietnicą. Wydawało mi się, że lubiła mieć świadomość, że podnieca mnie jej ciało, erotyczne gesty podczas posiłku; jak oblizuje palce, podnosi muszelkę z ostrygą i – z błyskiem w oku – wysysa jej zawartość. Raz za razem dotykała mnie wyswobodzoną z czerwonej szpilki stopą. Zanim zabrałem ją do pokoju, w hotelu Tenebee, wypiła hektolitry szampana. Położyłem ją na łóżku i przy dźwiękach cykad doprowadziłem na skraj orgazmu. Zastygłem na chwilę, by przytrzymać jej skrzyżowane dłonie nad głową i uszczęśliwić. Nie mogłem powstrzymać radości. Znalazłem idealną kochankę. Pierwszego ranka przysłałem jej płonące róże, a ona przez tydzień, w windzie, w restauracji, w hotelowym hallu, patrzyła na mnie rozmarzonymi oczami.

Handlowała lokalną rudą, a ja miałem do dyspozycji spory budżet i tydzień na zawarcie dealu z jedną z kompani wydobywczych. Wykorzystywałem swoją pozycję w negocjacjach, żeby zaciągnąć partnerkę w interesach do łóżka. Była uległa, gotowa na wszystko, abym poczuł się zadowolony. Jeszcze nigdy nie prowadziłem interesów w tak przyjemny sposób. Któregoś dnia, Galimedejka zabrała mnie do kopalni. Tam, po krótkim audycie przedsiębiorstwa, czekając w urządzonej ze smakiem sali biurowca, widziałem, jak tysiące ton minerału wędruje z głębi globu na wzniesione na setki metrów hałdy. Obraz był doprawdy imponujący. Wszystko skrzyło się w blasku większej od Słońca gwiazdy, jak skrzy się na Ziemi śnieg w słoneczny i mroźny poranek. Była w tym widoku jakaś radość płynąca z piękna tego świata.

Długo pozostawałem pod urokiem ukrytych w płaszczu planety skarbów Galimedesa. Aż wróciła Samanta z rozmowy z szefem wydobycia i uśmiechając się nieco smutno, podała mi rękę. Wtedy tamto wrażenie zniknęło. Zastąpił je inny obiekt fascynacji – moja nowa dziewczyna. Objąłem ją czule i pocałowałem w odkryte ramiona. Przylgnęła do mnie i poczułem jak drży na ciele.

 – Czy coś się stało? – spytałem.

Nie odpowiedziała. Jej ciałem wstrząsnął spazm płaczu.

 – Co ci jest, dziecinko?

 – Tam na dole pracuje mój ojciec – wyznała.

Zaskoczyła mnie tak osobistym wyznaniem. Rodzinny dramat zwierzyła komuś obcemu.

 – Jak do tego doszło? – spytałem.

Wówczas opowiedziała mi historię swojego życia. Straciła rodziców. Matka zginęła, a ojciec szuflował kopaliny pod ziemią.

 – Nie miałam jeszcze szesnastu lat, kiedy mama uciekła z nauczycielem fizyki – zaczęła. – Znienawidziłam ją i wzgardziłam – jak facetem, który zniszczył moje rodzinne szczęście. Ojciec dotarł do korespondencji, tych potworów. Facet pieprzył się z matką odkąd poszłam do gimnazjum. Poznali się na wywiadówce – obym nigdy nie poszła do szkoły. Gdyby nie moja edukacja wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej – wyznała i zwiesiła głowę.

– On ich któregoś dnia wytropił i zabił – wyszeptała. – Złapali go i zesłali za tę zbrodnię do kopalni.

Byłem wstrząśnięty. Nie wiedziałem jak rozpocząć rozmowę, jak znaleźć słowa pocieszenia. Sam miałem żonę, którą uparcie i przez lata zdradzałem. Ukrywałem prawdziwe oblicze przed światem. Bawiłem się i zażywałem przyjemności, która moralnie mnie niszczyła. Zdobywałem kobiety dla sportu, dla rozładowania napięcia. Potrafiłem uwieść niemal każdą dziewczynę. To sprawiało mi radość i wbijało w dumę. Byłem panem życia. Uwielbiano mnie i niemal czczono. Ale, czy dla którejkolwiek kochanki zostawiłbym rodzinę? Nie, ponieważ żadnej z nich nie kochałem.

Miałem skrzywioną psychikę, za co winiłem ojca, który rozstał się z mamą. Wyrosłem wśród nieustannych awantur, wymówek, pretensji, drobnych złośliwości będących skutkiem długotrwałego cierpienia. Życie Samanty mogłem zestawić ze swoim życiem. Rozumiałem ból tej dziewczyny, ponieważ sam go doświadczyłem. Cierpiałem na syndrom ofiary, która zamieniła się w sprawcę. W Samancie dostrzegałem ucieleśnienie przeszłości na której się mściłem. W konsekwencji swoich działań stałem się rozwiązły. Uzależniłem się od przyjemności płynącej z obcowania z kobiecym ciałem, od nabrzmiałych sutków, pełnych piersi, które ważyłem w dłoni; od łonowego wzgórka, różowych ust i języczka. Zachowywałem się jak kot, który dostawał śmietankę. Nie mogłem przestać się oblizywać.

Byłem draniem. Nad ranem, wtulony w niewieście ramiona, myślałem o żonie i synu. Rozmyślałem o niewinności swojego dziecka i jego przyszłym żalu, kiedy dorośnie, kiedy dowie się prawdy; kiedy tyle piękny, co kłamliwy mit o ojcu rozwieje się jak prawda o Świętym Mikołaju. Nie należało mi współczuć. Sam wybrałem ten los. Uświadamiałem sobie to mocno wówczas, kiedy dawałem i odbierałem rozkosz od obcych i uwiedzionych kobiet. Do Samanty zaczynałem czuć coś więcej niż pożądanie. Fascynował mnie jej ból, słabość, beznadziejny los ojca, któremu chciała przynieść wolność. To przy niej doznawałem najsilniejszych wyrzutów sumienia. To poczucie winy wchodziło do mego umysłu i zatruwało  myśli. Zerwałem rozmowy z pozostałymi kompaniami wydobywczymi, żeby móc więcej czasu poświęcić Galimedejce. Czym dłużej z nią przebywałem, czym częściej się z nią kochałem, okazywałem czułość, słuchałem jej historii, tym większy odczuwałem wstyd i wyrzuty sumienia. A jednak nie mogłem niczego zmienić. Nie miałem dość siły, żeby ją zostawić. Nie chciałem, by jeszcze teraz, ktoś inny położył na niej swoje brudne łapy.

Straciłem dla niej głowę. Podpisałem kontrakt na niekorzystnych zasadach, tylko po to, aby mogła wcześniej wykupić ojca z kolonii karnej. Fascynowała mnie jej krzywda, poświęcenie, oddanie, miłość i ból. Żyłem z nią siedem galimedejskich dni, dwieście ziemskich godzin. Żyłem z nią jak mąż z żoną. Kochaliśmy się na dziesiątki sposobów, uprawialiśmy miłość na każdym z hotelowych mebli. Robiliśmy ze sobą i dla siebie wszystko, co oznacza seks. Aż pewnego dnia, a było to po podpisaniu kontraktu, ona zniknęła. Ulotniła się jak mgła nad lasem, kiedy wschodzi słońce. Rankiem. Otworzyłem oczy i ujrzałem puste miejsce na łóżku. Nie zostawiła nawet kartki. Ale w ustach wciąż czułem słodycz jej ust, delikatną skórkę wewnętrznej strony warg. Jej pot wchłonęło już prześcieradło, ale zapach – mieszanka perfum z naturalną wonią ciała – znaczył jeszcze atmosferę pokoju w Tenebee. Kilka godzin temu ta dziewczyna oddawała mi się na satynowej pościeli. Tutaj po raz ostatni całowałem zgięcie jej rąk, aksamitne wnętrze dłoni. Tutaj po raz ostatni kreśliłem palcem spirale na jej perłowych piersiach, ssałem nabrzmiałe z pożądania sutki, gładziłem krągłości jej pupy. Tutaj po raz ostatni przykuwałem ją swoją męskością do łóżka.

Szalałem z niepokoju i rodzącej się z zazdrości. Wypytywałem obsługę hotelową, recepcjonistkę, windziarza. Nikt jej tego dnia nie widział. Dopiero w górniczej firmie, jeden z dyrektorów departamentu sprzedaży, w obszernym gabinecie, przy lampce armaniaku, poinformował mnie, że przedstawicielka firmy, z którą negocjowałem kontrakt, to android identyfikujący się siedmiocyfrowym ciągiem cyfr, z dodatkiem ludzkiego imienia – Samanta.

– Jeśli pan sobie życzy, Samanta może być obecna podczas kolacji inaugurującej naszą współpracę – powiedział.

Koniec

Komentarze

Tekst dostarcza jakiejś ponurej satysfakcji. W konkursie chyba jeszcze nic takiego nie było. Pomysł niby nienowy, ale jednak twist zaskakujący. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki Finklo za opinię :)

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

Całkiem niezłe. Szoku może nie przeżyłam, ale zdumienie i owszem.

 

Przez całe życie mia­łem żal do ojca, że zo­sta­wił mnie dla życia peł­ne­go pie­nię­dzy… – Powtórzenie.

 

Raz za razem do­ty­ka­ła mnie wy­swo­bo­dzo­ną z czer­wo­nych szpi­lek stopą.Raz za razem do­ty­ka­ła mnie wy­swo­bo­dzo­ną z czer­wo­nej szpi­lki stopą.

Jedna stopa = jedna szpilka. ;-)

 

Pierw­sze­go ranka przy­sła­łem jej pło­ną­ce róże… – Pierw­sze­go ranka przy­sła­łem jej pło­mienne róże

Mam nadzieję, że chodzi o kolor kwiatów, nie prawdziwe płomienie, które je trawiły. ;-)

 

Wy­ko­rzy­sty­wa­łem swoją po­zy­cję w ne­go­cja­cjach, żeby za­cią­gnąć ją do łóżka. – Dlaczego bohaterowi zależało, by do łóżka zaciągnąć pozycję? ;-)

 

Zła­pa­li go i ze­sła­li za tę zbrod­nie do ko­pal­ni. – Literówka.

 

przy lamp­ce fran­cu­skie­go ar­ma­nia­ku… – …przy lamp­ce ar­ma­nia­ku

Armaniak jest wyłącznie francuski.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przyjemna i łatwa lektura smiley Zapachniało Ex Machiną (2015)

Jesteś pisarzem? Mień się najlepszym. Ale nie jesteś nim, póki ja jestem w pobliżu. Masz wątpliwości? To włóż rękawice, sprawdź z czego jesteś ulepiony. Zacznij wymierzać ciosy za to w co wierzysz. Boksuj w klawiaturę, na litość boską!

No i dobrze mu tak, zaślepionemu seksem cymbałowi. Nie wiedział, że nie ma ideałów, i jeśli “jest aż za dobrze”, trzeba uważać?

Dyrektor też niedociapszy. Takich tajemnic nie zdradza się. Szczególnie oszukanemu.

Razem – praktyczna ilustracja, że bez nielogiczności czasami nie można się obejść.

Regulatorzy – cieszę się, że zostałaś zaskoczona:) Dziękuję za wyłapanie baboli. Płonące róże pozostawiłem. Na Galimedesie pewien rodzaj róż ma tę właściwość, że “ogień” nie trawi przedmiotów (takie “rozwiązania” już istniały – vide płonący krzew w ST). Pozdrawiam.

SHADZIOWATY – Nie oglądałem, ale nadrobię, nadrobię.

AdamKB – Masz rację. Kolejny raz. To byłoby nierozsądne zdradzać strategię negocjacji. Można, oczywiście założyć, że dyrektor ujawnił informację celowo, na przykład z powodu zatargu z firmą. Odchodził do konkurencji i to było mu na rękę. No, ale należałoby napisać o tym coś więcej. W tej wersji masz słuszność.

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

Przeczytałam.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Przeczytałam i nie żałuję  głównego bohatera. Dobrze mu tak. A tekst też dobry.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki Bemik. Bo to zły facet był:)

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

Dobrze się czyta.

Podoba mi się motyw wykorzystania słabości bohatera. Czyste sku*****o, z jednej i z drugiej strony.

Przeczytałam.

Miętusie, tekst dobry i sprawnie napisany, chociaż widziałem bodaj trzy czy cztery problemy interpunkcyjne. Tylko pomysł oklepany i szablonowy, chłopie (!) – przygody pana na delegacji; dymający zostaje wydymany. Spodziewałem się dokładnie takiego twistera – może z tego powodu, że sam zastosowałem go w opowiadaniu Sen wampira. Tylko, że tam było to w formie dowcipu, a Ty tutaj – na poważnie…

 

Aaale, może marudzę… Ogólnie – całkiem nieźle.

 

Mnie końcówka zaskoczyła, ale i trochę rozczarowała. Wydaje mi się zbyt oderwana od reszty tekstu, nic jej w sumie nie zapowiadało.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Mróz – dzięki za opinię. Jak to się mówi, kto czym wojuje… itd.

Emelkali – dzięki.

Rooms – też dzięki.

Ambroziak – że pomysł oklepany i szablonowy, to wiadomo. Ale niektórych i tak zaskoczył. Jak życie :) A Twój drabbelek zacny, i kto wie, może był moją inspiracją. Dzięki za wizytę i opinię.

SzyszkowyDziadek – pewnie powinienem dać – choćby nieznaczne – wskazówki o poziomie technologicznym. Będę pamiętał na przyszłość.

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

Miętus, masz potencjał. Dawaj dalej… Liczę na Ciebie. Będzie z Ciebie Autor!

O proszę, przyszła Kryska na Matyska… :-) 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ha! Galimedejki dalej broją, jak widzę…

 

.

 

Miętusie, zabawa w ocenianie i zgadywanie prac jurorskich trwa. Ale już raczej końcówka czasu, więc do dzieła!

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Miło znów spotkać galimedejskiego lachona, a jeszcze milej widzieć, jak się rozwijasz. Nie wątpię, że KPiach też miał swój udział w dopieszczaniu opowiadania i to pewnikiem nielichy, niemniej, jeśli porównać ten tekst z pierwszymi wersjami “Niełatwej codzienności”, to słowo daję, niebo a ziemia. Jest i ładniej, i bogaciej, i pełniej, i bardziej szczegółowo i staranniej i ciekawiej i erotyczniej… No co tu dużo gadać, jest bardziej (może poza jednym wyjątkiem, ale o tym za moment), a ja pozostaję pod wrażeniem progresu, którego dokonałeś. Naprawdę świetna sprawa, gratuluję.

Żeby nie było jednak za różowo – są jakieś tam drobne potknięcia, a sama historia nic nowego tak naprawdę nie wprowadza. Zakończenie niezłe (tylko i aż niezłe); dałem się zaskoczyć, a to na mocno na plus, choć końcowa scena – “właśnie się dowiedziałem: ona jest pedałem… system operacyjnym smartfonów^^” – nie wydaje mi się sensowna. Bohater mógłby się tego dowiedzieć inaczej, przypadkiem albo w wyniku tajnego śledztwa; efekt byłby ten sam, a tekst zyskałby na wiarygodności. No i jednak finał “trudnej codzienności” wywarł na mnie mocniejsze wrażenie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bardzo przyjemny tekst. Zakończenie jest świetne, zrobiło cały klimat. Postać dziewczyny i robota – pierwsza klasa. Bardzo ładnie wyszedł Ci nakreślony świat i relacje, a zakończenie zbiło mnie z tropu. Choć mogło być podane delikatniej, w końcu przez to bohater wyszedł na głupka, a szkoda. Szkoda, że troszkę nie rozwinąłeś tekstu, może mogłoby być ciekawiej. Erotyka w tekście całkiem mi się podobała. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

W moim odczuciu bardzo poprawny tekst konkursowy – erotyka w sam raz, jest twist i opowieść. Dobrze mu tak, no :)

O kurcze, dawno tu nie zaglądałem, a tu tyle komentarzy. Wszystkim bardzo dziękuję.

PsychoFish, Ambroziak, Morgian89, Cieniu Burzy – cieszę się, że tekst przypadł Wam do gustu.

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

Tak, wiem, naiwna fabuła, sztampowy bohater, zakończenie z d…

A co tam, mnie się podobało. Czytałam z przyjemnością i nawet nieco pożałowałam niewiernego kretyna, co to się w androidzie bujnął. I, żeby Ci za tę przyjemność podziękować, dodaję punkt :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No bo ja wciąż naiwny jestem:) Dzięki Emelkali.

Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawy same się komplikują.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka