- Opowiadanie: empatia - Jon i Jane

Jon i Jane

„Jon i Jane” to skrócona historia z szufladowego archiwum x, która powinna wypełnić kryteria konkursu. Mam nadzieję, że Wam się spodoba nie tylko „erotyka”, ale i klimat „mojego świata”. Od jakiegoś czasu zastanawiałem się, w jaki sposób zacząć go pokazywać. Będę wdzięczny za informację zwrotną pod opowiadaniem, czy widzicie w tym potencjał.

Do przedmowy załączam tradycyjne, serdeczne podziękowania dla Bemik za jej nieocenione wsparcie i sokole oko. Niskie ukłony.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Jon i Jane

Bez trudu przebył labirynt korytarzy i schodów. Jon doskonale wiedział, po co tu idzie. Zanim zrozumiał, kim jest, stronił od takich miejsc. Relacje międzyludzkie nie były jego mocną stroną. Nie znał jednak lepszego sposobu, by dostać szybko i bez kradzieży to, czego potrzebował. Tu ludzie zostawiali bardzo dużo. Wystarczyło iść za zapachem endorfin.

Gdy otworzył ostatnie drzwi, uderzyła go fala dźwięków. Gorąco biło z rozpalonych ciał. Dostosowując ruchy do rytmu, przeciskał się przez falujący tłum. Gdy dotarł na środek parkietu, zamknął oczy. Światła stroboskopu trochę rozpraszały zmysły, ale przebijając się przez powieki, pomagały utrzymać trans. Jon delikatnie unosił się na palcach i opadał wraz z innymi. Rozstawił ręce, by wykorzystując ciągły ruch, dotknąć jak największą ilość ludzi.

Nadzieja i radość przechodząca w euforię. Wola życia i rodzące się pożądanie. To, co czuł, napawało szalonym optymizmem. Wszyscy wymieniali się tu energią. Każdym dotykiem szczodrze oddawali nadmiar sił witalnych. Czerpał. Był jak rybak, którego zadaniem jest tylko umiejętne rozłożenie sieci.

Czuł się naprawdę szczęśliwy. Nie zawsze tak było. Cały okres dorastania nazwałby samotnym pogrążaniem się w rozpaczy. Nie potrafił utrzymać na dłużej dziewczyny, ani przyjaciół. Gdy poznał prawdę, zrozumiał, dlaczego kobiety przy nim więdły, a znajomi źle się czuli. Brał od nich zbyt wiele, krzywdził, zabierając im radość życia i szczęście. Wówczas jednak nie rozumiał, że z ludźmi trzeba się dzielić, a przede wszystkim nie wiedział, jak ma to robić.

Jon zawsze uważał, że przekleństwem rezydenta jest obudzić się za późno. Ileż to razy planował skończyć ze sobą. Nie chciał być wampirem, za jakiego uważał się przez długi czas. Do dziś pamiętał uśmiech pierwszej dziewczyny, a zaraz potem jej łzy. Przez kolejne lata widział jedynie cień radosnej nastolatki snującej się po szkolnych korytarzach. Po rozstaniu unikała go jak ognia.

Kiedy nauczył się kontrolować absorbcję energii, przetwarzać ją i kierunkować na pomoc innym, poczuł się spełniony. Regularnie odwiedzał dzieci w hospicjum i domy starców. Zrozumienie własnych możliwości było przebudzeniem z głębokiego snu. Odnalezienie w sobie światła –  ponownym narodzeniem. Pogodził się z losem, jaki mu wyznaczono.

Jedyne, czego przez lata nie zaakceptował, to sposobu, w jaki rzucano takich jak on w ziemski świat. Uważał, że zbyt późne przebudzenie, lata samotności i brak akceptacji samego siebie na zawsze odcisnęły na nim piętno, które z trudem udźwignął.

*

Jane nie pamiętała już prawie rodziców. Gdy zamykała oczy, widziała uśmiech pochylonego nad nią ojca i wilgotny, ciepły pocałunek na czole. Właśnie tak go zapamiętała. Matka nigdy się nie uśmiechała. Gdy ojciec umarł, rodzicielka bez żadnych emocji powiedziała, że tak będzie lepiej dla wszystkich. Jako mała dziewczynka nie rozumiała, dlaczego matka była tak bezduszna.

Sierotą została kilka miesięcy później. Jane najpierw trafiła do domu dziecka, a potem do kolejnych rodzin zastępczych. Zawsze było tak samo. Radość i euforia, uśmiechy i dobre słowa, szybko zamieniające się w smutek, łzy i odrzucenie. W końcu uciekła od ciągłych nadziei na znalezienie rodzinnego ciepła.

Jako jedenastolatka na ulicy szybko znalazła opiekunów. Uśmiechali się tak samo jak tata. Po latach pojęła, co z nią robili. Ale nie żałowała niczego. Dzięki nim zrozumiała, kim jest. Wierzyła, że sama ich wykorzystywała. Mając trzynaście lat zabiła pierwszego pedofila. Lekarze stwierdzili zawał, ale Jane wiedziała swoje. W wieku piętnastu lat nauczyła się w pełni kontrolować swoje moce. Odbierała kochankom całą wolę życia, zostawiając jedynie tyle, by byli w stanie do niej wrócić. Przychodzili i żebrali o każdy uśmiech, życzliwy dotyk. Tak zapewniła sobie sponsorów w całym kraju. Mieli niestety wadę. Popełniali samobójstwa.

Przez pewien czas nie brakowało chętnych na młode jędrne ciało, zawadiacki uśmiech i perspektywy spełnienia najdzikszych żądz. Jednak, gdy stała się dorosłą kobietą, zainteresowanie gwałtownie spadło. Nie żałowała. Potrafiła radzić sobie sama.

Teraz miała już ponad trzydzieści lat, a znowu wyglądała jak nastolatka. W klubach ciągle żądali od niej dowodu. Ochroniarze bardzo często nie wierzyli, że jest prawdziwy. Wątpiących dotykała lubieżnie poniżej pasa i wątpliwości znikały.

Kiedy poczuła się samotna? W gruncie rzeczy zawsze była. Podświadomie szukała w mężczyznach ojca, choć doskonale wiedziała, że nie było to uczucie, jakiego powinna i mogła szukać, będąc dorosłą kobietą. W głębi duszy nie była jednak potworem. Często, gdy zostawała sama, zwijała się w kłębek i szlochała.

Tego wieczora wyszła z domu z nadzieją. Zwykle wracała z niesmakiem i nowym nabytkiem. Nie tego jednak potrzebowała. Jej serce było jak bryła lodu. Marzyła, by ktoś ją dotknął i rozgrzał, żeby choć przez chwilę zapomniała, że jest zimną suką.

Piła kolejnego drinka, gdy go zobaczyła i momentalnie zapragnęła.

Stał na środku parkietu i tańczył z zamkniętymi oczami. Uśmiechał się. Ten uśmiech był innych od tych, które Jane tak dobrze znała. Wydawał się po prostu dobry. Czy tak wyglądają ludzie naprawdę szczęśliwi? Musiała wiedzieć. Potrzebowała tego. Pierwszy raz patrzyła na mężczyznę i chciała czegoś więcej.

Gdy usiadł przy barze, podeszła do niego i zapytała:

­– Postawisz mi drinka? ­– Położyła mu rękę na udzie i delikatnie ścisnęła. Nie poczuła pożądania. Nie zobaczyła iskry w spojrzeniu. – Jesteś gejem? – zapytała chwilę po tym, gdy spojrzała mu w oczy.

– Jesteś pełnoletnia? – odpowiedział momentalnie, zabierając jej dłoń ze swojego uda.

– Mam ci pokazać dowód osobisty?

*

Nie potrzebował żadnego dowodu. Z każdą sekundą trzymania jej dłoni Jon przekonywał się, że dziewczyna ma olbrzymi bagaż doświadczeń. Co prawda wyglądała na nastolatkę, a z aury emanowała niedojrzałość emocjonalna, lecz wiedział, że nie kłamała. Gdy wypowiedział wątpliwość co do autentyczności dokumentu, odebrał wibracje; mroczne, wywołujące gęsią skórkę. Ale, gdy wyrwała swoją dłoń, poczuł żal.

*

Początkowo była wściekła. Dotąd żaden facet nie oparł się jej urokowi. Próbowała zaaplikować mu pożądanie, ale szybko przyszła złość, której nie potrafiła opanować. Gdy uwolniła dłoń, stała przez chwilę w milczeniu, wwiercając się wzrokiem w ciemne oczy. Był nieodgadniony. Uśmiechał się serdecznie, ale w spojrzeniu widziała troskę.

Co on sobie, do cholery, myśli? Palant. Wzięła zamach, by wymierzyć mu policzek, odreagować złość.

*

Bez trudu złapał zmierzającą w kierunku twarzy dłoń. Wyczuł intencje. Agresja emanowała z niej na odległość. Nieznajoma była rozchwiana, a on zdezorientowany. Rzadko mu się to zdarzało. A jednak odbierał jej emocje jako mieszankę nienawiści i pragnienia. Oba uczucia niezbyt ostro rysowały się w aurze. W dotyku zaś… jasna cholera.

*

Blokuje mnie. Skurwiel jest jak skała. Zimny i nieprzenikniony.

Nie potrafiła wyłuskać z dłoni niczego, co wskazywałoby na to, że mężczyzna w ogóle coś czuje. O kradzieży energii mogła zapomnieć.

W co ja się wpakowałam?

Uciekła. Zawsze tak robiła, gdy nie wiedziała, jak ma się zachować.

Gówniara! Zawsze będziesz tylko małą, wystraszoną dziewczynką!

*

Jon wyczuł zbyt wiele, by dać za wygraną. Była tak samo zagubiona, jak on kiedyś. Nie miał wątpliwości, że była jedną z nich. Żaden człowiek nie potrafił wzbudzić absorbcji energii w taki sposób. Dał sobie radę tylko dzięki refleksowi i wytrzymałości. Mali pacjenci, mimo ludzkich dusz, potrafili być bardzo zachłanni na życie. Nie mógł im dać jednorazowo zbyt wiele, by nie wzbudzić podejrzeń. Przychodził regularnie, a cudowne ozdrowienia przychodziły z czasem. Doświadczenia w blokowaniu źródła uratowały go od niespodziewanego ataku.

– Znasz kobietę, z którą przed momentem rozmawiałem? Zostawiła telefon – skłamał, pokazując własny. Gdy barman przecząco pokręcił głową, pytał ludzi siedzących przy barze.

W końcu uśmiechnęła się do niego dziewczyna, która podała mu wizytówkę, mówiąc:

– Tam ją znajdziesz, ale uważaj, jest nie do zdarcia.

*

Gdy zobaczyła go w drzwiach, zamarła. Czarny płaszcz i poważna mina nie napawały optymizmem. Spojrzenie wyrażało jednak zatroskanie. W drzwiach stała największa zagadka, z jaką kiedykolwiek się zetknęła, mężczyzna, którego pragnęła bez racjonalnych powodów.

Nie spodziewała się, że może ją odnaleźć i to następnego dnia. Wiedziała jednak, że szef dobrze sprawdza wszystkich interesantów, a w pokojach jest monitoring. Miała świadomość, że w każdej chwili może liczyć na pomoc. Z drugiej strony musiała zachować pozory. Nie wolno było sprowadzać do lokalu znajomych.

Wstała i podeszła do niego, kokietując kocimi ruchami. Zarzuciła delikatnie ręce na szyję. Przylgnęła do niego. Drgnął nieznacznie. Reagował. To był zawsze dobry znak. Twarzą w twarz stali przez chwilę, patrząc sobie w oczy. Czuli swoje oddechy. Rytmiczne, ale coraz dłuższe i głębsze. Była pod wrażeniem. Nieznajomy czekał na to, co ona zrobi. Mało kto potrafił wytrzymać.

Była bardzo ostrożna. Dobrze pamiętała, co wydarzyło się podczas ostatniego spotkania.

*

Nie zdradzała intencji, które go wówczas tak zaniepokoiły. W gruncie rzeczy liczył na to, że pomylił się w ocenie. Miał nadzieję, że okaże się jedynie napaloną kobietą, której ludzkie możliwości wydały mu się tak podejrzane. Z drugiej strony chciał wierzyć, że udało mu się odnaleźć niewybudzoną. Spłacić kredyt, zaciągnięty wobec nieznajomej, która zbudziła jego samego. Nie wiedział, jak to rozegrać. Przyjął więc strategię ukrytych intencji i stopniowego ujawniania.

*

– Co będziemy robić? – zapytała czując, że hipnotyzowanie spojrzeniem i chemia ciał na niewiele się zdały. Uwielbiała flirtować. Kokieteria dodawała smaczku codzienności. Szczyciła się tym, że już po kilku sekundach wiedziała o kliencie wszystko. Czego chce od życia i czego pragnie od niej. Nie tym razem. Nieznajomy wciąż był dla niej zagadką. Trochę ją to niepokoiło. Uczucia jednak zdominowała narastająca ciekawość.

– Chciałem porozmawiać, ale to może poczekać – odpowiedział z niewinnym uśmiechem.

Tak! Uległ.

Odetchnęła z satysfakcją i nadzieją.

Może pomyliłam się co do niego?

Pocałował ją delikatnie, jakby czekał na to, by to ona pokazała mu, jak lubi być całowana. To było piękne. Lubiła francuską głębię, ale tak delikatny pocałunek był jak pierwszy raz. Poprowadziła go. To jej język zaprosił do wspólnej zabawy i ustalał reguły.

To będzie niesamowity wieczór, pomyślała, czując napływające podniecenie. Własne i jego. Był jak najbardziej normalnym facetem. Czuł, a ona odbierała żywe, piękne emocje. Pozytywna energia spijana delikatnie, nienachalnie była dziewiczą wyprawą w nieznane. Poszła w ciemno. Zamknęła oczy i oddała się przyjemności. Pierwszy raz w życiu nie kontrolowała przepływu fluidów. Niebywałą przyjemnością okazało się wydobywanie uczuć z dna serca. Jej własnych uczuć. Czystych i dobrych.

*

Dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo można pragnąć kobiety. Nie wierzył przez chwilę, że dziewczyna w takim miejscu może mieć tak czyste uczucia. Cieszył go taki obrót sprawy. Niemniej wiedział, że jest tu w dość konkretnym celu. A jednak zachowanie dziewczyny spowodowało wywołanie jednoznacznych i niekontrolowanych sygnałów. Nie potrafił opanować pożądania. Mimo pogardy dla poddawania się pierwotnym instynktom przyznał, że to było bardzo przyjemne uczucie. Ciekawość i niemożność opanowania się. Był jak dziecko stojące przed choinką, które nie może się doczekać, kiedy będzie można rozpakować prezenty. Chciał jak najszybciej zobaczyć, co jest w środku, ale wiedział, że celebrowanie tego może być piękniejsze od ostatecznego efektu. Mocowanie się z kokardą, zdzieranie papieru, dobieranie się do pudełka – narastające podniecenie. Słodkie wspomnienie było jak najbardziej na miejscu.

*

Nie spieszył się. Spijał z ust to, co pragnęła mu dać. Nie był zachłanny. Mężczyzna, który pożądał jej z tak czystymi intencjami, był wzruszający. Niemal się rozpłakała. Była tak szczęśliwa, że chciała oddać mu się cała. Bez analizy i roztrząsania konsekwencji.

*

Rozpinał jej bluzkę, guzik po guziku, niespiesznie, patrząc to w oczy niesamowitej kobiety, to na własne dłonie i odsłaniany dekolt. Celebrował każdy gest, każde muśnięcie dłonią skóry. Dotyk  był symfonią doznań, możliwość pocałunku nagrodą za cierpliwość.

Pozwolił jej czerpać bez ograniczeń, choć starał się kontrolować sytuację. Wydawało mu się, że może to w każdej chwili zakończyć. Jednak nie chciał tego robić.

*

Nie musiała tłumić głodu. Uczuć, które ją dotychczas w życiu karmiły miała dosyć. Dziś przekonała się, że czyste pożądanie może być bardziej sycące. Jeden taki pocałunek wystarczyłby jej na tydzień. A on otwierał się dla niej całą duszą. Jednak w tej jednej chwili więcej chciała mu dać niż zabrać.

Niesamowite uczucie.

*

Oboje się nie spieszyli, zupełnie jakby czas się zatrzymał tylko dla nich. Nie ograniczali sobie niczego. Akceptowali się takimi, jakimi byli. Dawali i brali bez zastanowienia. Pasowali do siebie niemal idealnie. Połączeni rozpalonymi ciałami i własnymi pragnieniami. Czuli swą bliskość, wychwytywali myśli. Zatracali własną świadomość i odnajdowali ją w sobie nawzajem. Odkrywali zakamarki swoich ciał. Chcieli być wszędzie. Poznać wszystko. Być razem.

Czas wydawał się nie mieć znaczenia.

*

Tak bardzo pragnęła każdego kolejnego ruchu. Była na górze. Teraz ona musiała wykrzesać jeszcze trochę sił. Nie mogła się już poruszać, bez zauważalnego bólu mięśni. Płonęły. Nigdy nie była tak wycieńczona, a jednocześnie spełniona. Świat wirował wokół, a oni jak w oku cyklonu, unieruchomieni ciężkimi ciałami nie mogli odlecieć. Niesamowicie było wciąż chcieć. Unosić się i opadać. Próbować bez końca, z wiarą, że to możliwe.

*

Pierwszy raz od przebudzenia pożałował, że jest człowiekiem. Przez chwilę uwierzył, że mogliby wznieść się w niebiosa, jednak ciała tak bardzo im ciążyły. Ziemskie powłoki, dające tyle przyjemności, teraz nie pozwalały na sięgnięcie absolutu. Opadła na niego. Długo leżeli bez ruchu. Teraz, gdy ich zwarte ciała odbierały nawzajem emitujące z siebie ciepło, było to podwójnie odczuwalne. Płonęli.

W płomieniach zaś zobaczył całe jej życie i poczuł się za nie odpowiedzialny.

*

Niemal uwierzyła, że naprawdę trawi ją ogień. Akceptowała ten stan. Nawet gdyby za chwilę miała z niej zostać garść popiołu, wiedziała, że jest to dobre. Była jak Feniks.

*

– Nie jesteśmy ludźmi, prawda? – zapytała, gdy leżeli w bezruchu.

– Myślę, że znasz odpowiedź.

– Do tej pory tylko przeczuwałam. Nie mam jednak pojęcia, kim jesteśmy.

– Jesteśmy tym, czym jesteśmy, Jane. – odpowiedział w zamyśleniu. Nie mógł powiedzieć całej prawdy. Musiał wszystko dobrze przemyśleć. Zdał sobie sprawę, jak bardzo się dotychczas mylił. To nie zbyt późne przebudzenie było przekleństwem. Było nim, zbudzić się za wcześnie. Zostać na zawsze dzieckiem, niedojrzałym i rozchwianym emocjonalnie panem życia i śmierci.

– Różnimy się od ludzi i od siebie nawzajem. Ale odnosząc się do twojego pytania, uważam, że oboje w tej chwili wiemy więcej o człowieczeństwie od większości mieszkańców Ziemi.

Koniec

Komentarze

Drugi rozdzialik wydaje mi się skądś znajomy.

Czy spełnia kryteria, niech martwi się jury. Moje – spełnia.

Przeczytałam.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Łał. Resztę niech skrywa zasłona milczenia. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ech, Empatio, jak Ty się bierzesz za wampiry, to przekraczasz barierę “Zmierzchu”. Nie, to nie ma być zarzut, w odróżnieniu od sagi napisane bardzo ładnie (i pod względem językowym, i dobrych bohaterów), ale zbyt słodkie jak dla mnie. Zbyt wspaniale wszystko się układa. Chociaż, w tym konkursie pewnie tak musi być.

Babska logika rządzi!

Takie spokojne, ale pełne emocji. Wszystko niby toczy się dobrze, ale mi podczas czytania było jakoś tak… smutno. Ciekawy pomysł z tymi krótkimi rozdzialikami, na bieżąco konfrontującymi ich doznania. Bardzo mi się.

Może trochę zbyt cukierkowe, ale napisane tak, że czytanie przypomina jedzenie spaghetti – siurp, plask i pamiątka na koszulce;)

Klep:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

O kufa :-)

 

Ale twarz! ;-)

 

Skrócenie chyba zrobiło historii dobrze – wyrżnąłeś esencję i na niej zbudowałeś, brutalnie rzecz ujmując.

 

No nic, mi wolno, klepać, cieszyć się, a Żury niech się martwią – jam tylko heroldem :-D

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kochani (chyba użycie zwrotu nie będzie wielkim nadużyciem, konkurs jakby zbliża ludzi;),

Bardzo dziękuję za przeczytanie i miłe słowa. Bałem się trochę reakcji, bo „świat” umyśliłem sobie kiedyś lekko zakręcony, a przedstawienie choćby klimatu i mechanizmów w piętnastu tysiącach znaków nie było łatwe.

Wielu zarzutów się spodziewałem, ale cukierkowatość, jakoś nie przyszła mi do głowy;) Niemniej cieszyć mi się tylko zostaje, że to na razie jedyny minus.

 

Adamie,

To, że Twój komentarz jest taki krótki, odebrałem z wielką ulgą i zdecydowanie za dobrą monetę, a serce me wystukuje marsza dziękczynnego dla Bemik.

Lakoniczna opinia, że spełniam Twoje kryteria, wbrew pozorom, daje mi sporo satysfakcji. Pięknie dziękuję.

Zaniepokoiłeś mnie trochę informacją, że drugi rozdział wydaje się „znajomy”. Moje pół książki kurzy się od prawie dwóch lat w szufladzie. Prócz szorciaka „Czy boisz się dotyku?”, nie publikowałem niczego z „moich koncepcji”. Mam nadzieję, że Twoje czujne oko, nie wychwyciło zbieżności z czyjąś odrębną twórczością. Z drugiej strony poruszyłem problem, który mógł już się pojawić, a jeśli tak, to bardzo bym chciał przeczytać. Uważam, że za mało pisze się o problemie wykorzystywania dzieci.

 

Emelkali,

Nie wiesz nawet, jak bardzo chciałbym dowiedzieć się więcej. Rozumiem jednak reguły i czekam cierpliwie na opinię.

 

Śpioszko,

Bardzo mi miło z powodu „Łał”. Czasem tak niewiele potrzeba, żeby powiedzieć, że było dobrze. Trochę niepokoi ta „zasłona milczenia”, która kojarzy mi się z jakimiś niedoróbkami, o których lepiej nie mówić, by nie psuć ogólnego obrazu. Jeśli coś jest w tekście nie tak, daj, proszę, znać. Spróbuję poprawić lub wyjaśnić.

 

Finklo,

Wiem, jak bardzo różnimy się w kwestii smaków, Dziękuję, że tak delikatnie mi to uświadamiasz. Doceniam to.

Co do wampirów energetycznych, to skojarzenie wykorzystałem jedynie, by pokazać, za kogo protagoniści się uważali. „Mój świat” to nie „Zmierzch”:)

 

Emtri,

Masz rację. W „moim świecie” dominuje gorzki smak, choć jak widać podświadomie próbuję go osłodzić. Historii Jon’a i Jane jeszcze nie zamknąłem. Nie wiem czy „potoczy się dobrze”.

Dziękuję za pozytywną opinię, również w zakresie konstrukcji. Chciałem pokazać, że podczas zbliżenia dochodzi do interakcji nie tylko fizycznej. Krótkie informacje o odczuciach, rwane jak oddechy kochanków, mam nadzieję pozwoliły na lepsze wczucie się w nastrój.

 

Alex,

Spaghetti na słodko? Zjedzone na raz? Cała przyjemność  po mojej stronie:) Mam nadzieje, że pamiątka na koszulce, pozwoli się sprać;) Sos truskawkowy, chyba lepiej schodzi od pomidorowego. Ale szef kuchni dodaje tajny składnik, więc jeśli zostanie na dłużej daj znać.

 

Rybo,

Dziękuję, że nie przebiłeś opinii o cukierkowatości;)

Masz rację, rżnięcie było brutalne, ale jeśli efekt końcowy uznałeś za satysfakcjonujący, kamień z serca.

 

Alex, heroldzie,

Dziękuję za bibliotekę. Wasze klepnięcie dało mi dużo satysfakcji z rana:)

 

 

Wszystkim jeszcze raz bardzo dziękuję i życzę miłego weekendu.

empatia

Empatio, pierwsza część Twojej odpowiedzi sprawiła, że poczułem się jak Cygan z workiem, którym kiedyś straszono niegrzeczne dzieci, zapowiadając, iż rzeczony przyjdzie i porwie. Niemożliwe, żebyś się mnie obawiał – bo z jakiej niby przyczyny?

Lakoniczność stwierdzenia – czasami jestem zdania, bynajmniej nie własnego, że gdzie wiele słów, tam mało treści. Gdy, z punktu widzenia czytelnika, “wszystko gra”, trzy słowa i / lub ukłon mówią wszystko.

Podobieństwo. Empatio, nie pytaj, bo nie jestem w stanie odpowiedzieć – przez te już kilka lat przeczytałem tak wiele tekstów, że mizerną ich cząstkę pamiętam z jakichś tam powodów, drugą ich garść jako tako kojarzę, a reszta – cóż, czasami kojarzy się, zwykle dość mgliście, nieostro, że “takie coś to ja skądś znam…”.

Niemożliwe, żebyś się mnie obawiał – bo z jakiej niby przyczyny?

Chodzi o szacunek wobec doświadczenia i wiedzy, a jednocześnie świadomość popełnianych przez siebie błędów. Lokomotywa czasem jak przejedzie, zagwiżdże, to nie ma przebacz;)

empatia

Na opak mnie zrozumiałeś, ale może to i moja wina. Mogłam nieco jaśniej się wyrazić. 

Nie muszę Ci pisać, że stylistycznie i warsztatowo bardzo dobrze, bo to już wiesz. A – zwłaszcza – w tym konkursie tekst powinien chyba jeszcze bardziej i mocniej wywoływać emocje. I wywołał. I na tym zakończę, bo jednak nie przywykłam (nawet niby anonimowo w Internecie pod pseudonimem) wszystkich uczuć i odczuć wyjawiać i uzewnętrzniać.

I pozwól, że na tym zakończę, bo zaraz zacznę się coraz bardziej zapętlać :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jeśli o taką kurtynę się rozchodzi, to mogę tylko jeszcze niżej się ukłonić za “Łał“. Dziękuję.

empatia

To ja się trochę wyłamię. Tekst raczej mi się dłużył. Ale plus za całkiem  ciekawy świat i bohaterów.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Jakkolwiek przeczytałam bez przykrości, bo opowiadanie napisane bardzo porządnie, to uważam je za nieco nużące.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wybacz, Empatio, ale Twój tekst wydał mu się zbyt ckliwy, a przez to nudny.

Sorry, taki mamy klimat.

Mnie z kolei tekst wydał się bardzo wciągający. Większość akcji dzieje się w głowach głównych bohaterów, ale uważam, że zrealizowałaś ten zabieg w sposób bardzo zadowalający. Sama koncepcja, na której opiera się tekst również zrealizowana jest bardzo zacnie. Daje do myślenia, pozostawia czytelnikowi pole do interpretacji, a jednocześnie nie knoci wszystkiego jakimś beznadziejnym totalnie otwartym zakończeniem.

Jestem pod wrażeniem i wcale nie obraziłbym się, gdyby ta koncepcja doczekała się rozwinięciai kontynuacji.

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Witajcie,

Nadrabiam zaległości po weekendzie.

 

Szyszkowy, Reg, Seth,

Nie zaskakuje mnie bardzo krytyczna ocena. W gruncie rzeczy rozumiem i nie mam żalu. Już dawno zauważyłem, że nie potrafię pisać opowiadań z akcją przyciągającą i podtrzymująca nieustannie uwagę czytelnika. Pogodziłem się z tym trochę i na razie nie walczę z własnymi ograniczeniami. Być może wynikają one z faktu, że większą przyjemność sprawia mi analiza ludzkich zachowań, a sam czytając innych zawsze mam niedosyt wewnętrznych motywacji i uczuć bohaterów.

Może kiedyś dorosnę do innego pisania, ale na razie cieszę się z tego, co robię. Gdy znajdują się ludzie, którym się podoba to, co napisałem, jestem wniebowzięty. Widzę i rozumiem jednak potrzeby innych czytelników, a także różne style pisania.

Sam często podziwiam, jak inni potrafią nakręcić samą akcję tak, że czytelnik ocenia bohaterów po czynach, postrzegając ich przez pryzmat własnych wartości, czy doświadczeń. Rozumiem, że warto czasem czytelnikowi zostawia analizę motywacji protagonisty.

Dopiero zaczynam przygodę z pisaniem i robię to na wyczucie, nie mając ani wiedzy, ani doświadczenia literackiego. Robię to, co sprawia mi przyjemność. Wiem jednak, że trzeba się rozwijać i uczyć od lepszych.

Dziękuję za pozostawienie opinii. Daje mi to jasny przekaz, że trzeba nad sobą pracować, jeśli chce się usatysfakcjonować szersze grono czytelników. Dziękuję i pozdrawiam.

 

Vyz,

Serdeczne dzięki za kontropinię. Nie ukrywam, że pozwoliła mi odzyskać równowagę po trzech celnych trafieniach użytkowników z dużym doświadczeniem, którzy przymierzyli w ten sam punkt.

Opisałeś sedno moich intencji. Dla mnie akcja rozgrywa się w głowach bohaterów, ich świecie wewnętrznym, gdzie liczy się dynamika i kierunek zmian nastawienia, a nie tylko to, co fizycznie robią. Dla mnie zawsze było ważne, co zrobi protagonista, dopiero wówczas, gdy wiedziałem kim jest jakie ma rozterki i motywacje. Może piszę tak bo sam jestem lekko skrzywionym czytelnikiem;)

Pamiętam ze szkolnych czasów, jak znajomi złorzeczyli na „Zbrodnię i karę”, a ja byłem zauroczony lekturą, jedną z niewielu w szkole;)

Pięknie dziękuję za zachętę. Nie będę ukrywał, że bardzo jej potrzebuję. W sumie SzyszkowyDziadek również zostawił iskierkę nadziei, że to co robię ma jakiś potencjał. Jak tylko się ogarnę w pracy i złapię trochę dystansu do wszystkiego, spróbuje pokazać coś więcej.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Acha. W kwestii wspaniałej bibliotecznej niespodzianki. Bardzo mi miło. W sumie to nie wiem komu dokładnie powinienem podziękować. Przez weekend przegapiłem trzy dodatkowe klepnięcia. Zatem kłaniam się nisko wszystkim odwiedzającym i dobrym duszyczkom.

 

Morgiano,

Mam nadzieję, że tym razem nie zawiodłem oczekiwań. Szkoda, że trzeba czekać na opinię Jurorów:(

empatia

Myślę, że na opinie nie będziesz musiał czekać pół roku. ;) 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Wierzę w “sprawność” Jury. Ramy konkursu w końcu zobowiązują;) Zakładam, że nie będzie wymówek w stylu bolała mnie głowa:) a wstrzemięźliwość oceniających zaowocuje w efekcie płodnością komentarzy.

empatia

Empatio, nie było moja intencją bardzo krytykować i do głowy mi nie przyszło, że tak odbierzesz jednozdaniowy komentarz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Eh, zdarza mi się nadinterpretować. Może tak podziałała na mnie kumulacja opinii idących w tym samym kierunku. Jestem jednak wdzięczny za wpis. Krytyka, niezależnie od tego, czy jest mniejsza, czy większa, lepsza jest od obojętności:) A ja potrzebuje bodźców i informacji zwrotnych, by móc się rozwijać. Jak widać jedno zdanie skłoniło mnie do całkiem rozbudowanych refleksji;) i nie narzekam:)

empatia

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uważam, ze pomysł z podziałem tekstu na fragmenty jest w porządku, tyle że dla mnie mogłyby być nieco dłuższe. Częste przeskakiwanie od jednej postaci do drugiej zatarło nieco płynność tekstu.

Twoje opowiadanie nie do końca przypadło mi do gustu, ale nie ma w nim przesady i wiadomo o co chodzi:).

Dracoo,

Dzięki za przeczytanie i informację zwrotną. W sumie to cieszę się z komentarza i uśmiecham do wspomnień, dotyczących pierwszych prób z pisaniem. Lubię zakręcone historie, w których nie zawsze wiadomo o co chodzi, a przesada jest przyrodnią siostrą mojej empatii. Na szczęście obie są już trochę dojrzalsze:) Pozdrawiam.

empatia

., Ziom. .

 

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

:) Bałem się, że tylko kropka będzie;)

empatia

Bardzo podoba mi się to, że została ukazana perspektywa ich obojga. Poza tym opowiadanie jest interesujące, a fabuła, tak jak lubię, jest ważniejsza niż sama erotyka. :)

"Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę."

Przeczytałam.

Aedan, Rooms,

Dzięki za przeczytanie. Miło, że się podobało:)

empatia

 

Pokazanie emocji bohaterów działa dla mnie na plus, ale brakuje mi jakiegoś “noża w serce”, Pomysł ma niezły potencjał – nie mam dużego doświadczenia literackiego, więc mogę się wypowiadać jedynie z perspektywy przeciętnego konsumenta literatury – spotkałam na swej drodze życiowej kilkoro ludzi, którzy, gdyby im na to pozwolić, wyssaliby energię życiową do cna…

Niech Wszechświat Wam błogosławi...

Karamalo,

Dzięki za przeczytanie i informację zwrotną.

Masz rację. Mnie też czasem wydaje się, że tacy ludzie są wśród nas, a ja lubię sobie zadawać pytanie, a co jeśli to nie są ludzie, tylko o tym nie wiedzą. Kim w takim razie są. Mam swoją koncepcję i powoli będą ją pokazywał. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu:)

Pozdrawiam

em

empatia

Pierwsza moja myśl powędrowała od razu do „Czy boisz się dotyku?”. W konkursie, w którym startowało tamto opowiadanie, również miałem honor rządzić, dzielić, chwalić i gnoić, więc tym bardziej jest mi miło wrócić do Twojego uniwersum w identycznej roli. Zwłaszcza, że tym razem mamy do czynienia z próbką bogatszą i zdecydowanie lepiej wpasowującą się w założenia konkursu.

Technicznie – choć wciąż nie idealnie – też jest o wiele lepiej. Czepiać się w każdym razie nie zamierzam.

Pomysł na świat masz bardzo fajny, chętnie poznałbym historię tych „wampirów energetycznych”. Z drugiej jednak strony trochę odrzuca mnie filozoficzny toń opowieści; próby rozgryzienia świata i ujęcia w ramy nękających go problemów: nie to, że nieudolne, bo ujmujesz swoje myśli ładnie, zrozumiale i z pazurem, co po prostu wtórne – do jakich wniosków byś nie doszedł, gdzieś to już było. Więc nuży.

I uważaj, żeby z tym nie przesadzać. Wielki, niesamowity, genialny, i koszmarnie przereklamowany Głukchowski, dokładnie w ten sam sposób ostatecznie, po mocno rozczarowującym Metrze2033, skreślił się z listy autorów wartych choć cienia Cienia uwagi – Metrem2034, które było tak beznadziejnie nudne, przegadane i wypchane do granic absurdu filozofią, czy raczej mędrkowaniem bohaterów, że miałem kilka momentów, w których szczerze pragnąłem przekonać się, jak ta mądrość zniesie konfrontację ze ścianą. A to nie zdarzyło mi się chyba od lektury Moby Dicka. Możliwe, nawet prawdopodobne, że jestem w tych moich poglądach w zdecydowanej mniejszości, więc nie poradzę Ci: „unikaj tego jak ognia”, jednak miej baczenie, że problem w przyrodzie występuje.

Scena erotyczna w sumie fajna, choć te już ciut nazbyt przegadana i przemędrkowana, jak na moje upodobania.

Niemniej, opowieść jest nie tylko dobrze napisana, ale też bardzo wciągająca (choć biorę pod uwagę, że może po prostu teks jest na tyle krótki, że nie zdążył mnie naprawdę zagadać); losy bohaterów naprawdę angażują czytelnika – sam zastanawiałem się, które z nich zwycięży w tym pojedynku charakterów (choć powinienem był się domyśleć od razu) i jak się to skończy (i znowu: choć powinienem…). (Nadużywam nawiasów, wiem ;)

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Pomysł zaiste oryginalny, ale… No, niestety jakieś ale jest. Empatio, ja wiem, że masz w sobie duuuuużo empatii, ale Twoi bohaterowie są tacy jacyś płascy (może nie Jon, ale dziewczyna na pewno). Jestem bardzo niezadowolona z Jane no po prostu jest straszna. Tu niby taka zimna suka, która po wielu złych uczynkach robi się od razu dobra. Ta nieskończona miłość i uczucie rodzące się po pięciu minutach także mi jakoś nie podeszło. Wiem, że nie jest to najsympatyczniejszy komentarz, ale jak dla mnie wszystko poszło im za gładko! Choć scena seksu była ładnie opisana.

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Cieniu,

Na taki komentarz warto było poczekać:) Nie to, żebym popadł w mega zachwyt, ale:

– po pierwsze: bardzo mi miło, że zapamiętałeś tamtego szorta;

– po drugie: cieszę się, że dostrzegasz plusy;

– po trzecie: jestem Ci bardzo wdzięczny za konstruktywną krytykę.

Właśnie po to startuję w takich konkurencjach, żeby otrzymać ocenę osób z doświadczeniem, rady poparte solidnym komentarzem, oparte na wnikliwej lekturze. Bardzo za to dziękuję.

Nie obiecuję, że wezmę sobie wszystko do serca i zmienię sposób pisania z dnia na dzień, ale przyjdzie taki moment, w którym posumuję zdobyte doświadczenie, wrócę do otrzymanych rad i podejmę decyzję, czy jestem w stanie pisać inaczej.

Na tą chwilę piszę to, co sobie umyślę, w sposób, w jaki mnie przede wszystkim sprawia przyjemność. Nie kalkuluję, czy jest to w pełni czytelne, czy się będzie podobać. Jeśli tak się dzieje, cieszę się, jeśli nie, staram się nie podłamywać. Na razie piszę dla przyjemności, tak jak czuję.

Jeśli kiedyś podejmę decyzję, że pora się zdecydować, czy robię to dla siebie, czy dla innych, Twoje opinie będą jednymi z pierwszych, do których wrócę. Na tą chwilę, kłaniam się nisko wdzięczny za poświęcony czas.

 

Morgiano,

Cieszę się, że chociaż scena podeszła;)

Co do tego, czy poszło im za gładko, odniosę się tak: przy takim limicie znaków, ciężko było rozpisywać znajomości na randki :p Plan był taki, żeby poprzez doświadczenia z przeszłość pokazać kim są bohaterowie i doprowadzić ich do konkursowej poprzeczki:) Czy szybko i gładko? Może. Znam jednak wiele przypadków, gdy pierwsze randki były bardzo udane i istotnie szły gładko;)

Nie zgodzę się, że Jane jest opisana zbyt płasko. Wydaje mi się, że problem tkwi właśnie w empatii:p Nie jest tak, że Jane była zła, a nagle stała się dobra. Opisałem jej dzieciństwo, które jednoznacznie wskazuje, że emocjonalnie jest niedojrzała, nikt nie nauczył jej miłości, a jeśli próbował to była ona brudna, zepsuta i zła. Ale to, że Jane była zupełnie zła, to się nie zgodzę. Ona działała tak, jak nauczono ją żyć.

Czy w kontakcie z Jonem zmienia się? Trochę tak. Ale nie dziwiłbym się nikomu, kto przez lata karmi się zgniłymi owocami, że daje się porwać czemuś odmiennemu. Jon uśmiecha się inaczej niż jej dotychczasowi kochankowie, nie ślini się na jej widok, potrafi opanować emocje, pomimo tego, że ona próbuje je na wszystkie sposoby podsycić. Jest więc dla niej czymś nowym, czego pragnie nie tylko ze względu na to, że jest inne, piękniejsze, ale właśnie dlatego, że nie potrafiła tego zdobyć.

A potem przychodzi scena finałowa, gdzie Jon pozwala jej czerpać ze swoich emocji, Jane może go czytać jak otwartą księgę. Podoba jej się to, jak również możliwość otwarcia się na kogoś innego, kto jej nie skrzywdzi. Może nie udało mi się przy takim limicie uwiarygodnić tego wszystkiego, ale będę bronił profili bohaterów, bo są mocno przemyślane.

 

Pozdrowienia dla Was obojga.

empatia

Empatio,

po pierwsze, myślę, że znajdziesz lepszych i mądrzejszych (a już na pewno bardziej doświadczonych) “doradców”, niż ja.

Po drugie, jestem zdania, że rozwój pisarski to raczej ewolucja, nie kwestia świadomego wyboru. I chwała Bogu, jakkolwiek dać Mu na imię. Dlaczego? Dlatego, że rozwijamy się cały czas, na bieżąco i niejako automatycznie. Żadne wybory nie są potrzebne. Pisz więc dalej tak jak potrafisz i jak lubisz. A przede wszystkim pisz z takich pobudek, jakie Ci najbardziej odpowiadają, czerp z tego radość i satysfakcję. Twórz, nie produkuj. Reszta przyjdzie sama. Już przychodzi, jak widzę.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ładnie napisane, czytanie nie sprawia przykrości, choć trochę mnie znużyło. Zbyt dobrze się tu wszystko układa jak na mój pesymistyczny gust. :) Lubię zaglądać bohaterom do głowy, jednak na dłuższą metę jednostajność mnie męczy. Dlatego myślę, że limit dobrze tekstowi zrobił. Erotyka zmysłowa i skupiona na doznaniach bardziej duchowych niż cielesnych (bliskość, jedność) mi pasuje, za to duży plus (tak, ja jestem ten żur, co tępi dosłowność;)).

Empatio, ustalmy, że to wina limitu…. Choć swoje zdanie mam i bronię go niczym lew. Tłumaczenie do mnie nie trafia, bo brakuje mi realizmu, wszystko jest takie cukierkowe, nawet to jak Jane została pokrzywdzona przez los. O!

Przy tylu pozytywnych komentarzach, mój nie ma znaczenia, jestem tylko jednym z wielu czytelników…. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Technicznie jest, jak wspomniał Cień, coraz lepiej. Niestety reszta mnie nie wzruszyła. Za łatwo i trochę za naiwnie. I, jak to chyba Morgiana wspomniała, pięciominutowa miłość na całe życie… Niestety nie to opowiadanie konkursowe, w Twoim wykonaniu, mi się podobało.

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Kłaniam się nisko oceniającym i pozdrawiam serdecznie.

empatia

Końcowe zdanie nie przypadło mi do gustu, zbyt głębokie, aż po deficyt naturalności ;P.

 

A tak bardziej ogólnie, to całkiem ciekawy motyw, choć przyjąłbym z uznaniem poszerzenie tekstu o jakiś dodatkowy wątek : >. Pamiętam, że był konkurs na erotykę (ba, nawet sam wziąłem udział ^ ^), ale przydałoby się coś jeszcze – przeszłość bohaterów, zwłaszcza Jane, aż kipi od ciekawych szwarccharakterów, którzy mogliby pokrzyżować plany bohaterów. Inaczej odczuwam, że tekst leci po łebkach.

Natomiast przemiana Jane pod wpływem Jona jest do zaakceptowania – dość dobrze opisałeś ich przeżycia wewnętrzne i można sobie wyobrazić, że odkrycie własnego ja z pomocą drugiej osoby było dla niej wyzwalającym doświadczeniem. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, fajnie, że skusiłeś się na oba opowiadania. Dziękuję również za obszerną opinię.

A co z Twoim opkiem?

empatia

Nowa Fantastyka