- Opowiadanie: BardzoGrubaLola - Ludzka rzecz

Ludzka rzecz

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Ludzka rzecz

§ 8 Sny antypaństwowe, wywrotowe, lubieżne, podburzające jedną część ciała przeciw drugiej, zagrażające ustrojowi państwa lub moralności publicznej oraz sny przekraczające zdolności wyobraźni komisji podlegają opodatkowaniu, przy czym komisja zastrzega sobie prawo do uzasadnionego podejrzenia, iż miały one miejsce, choćby zeznający twierdził, że śnił w myśl § 7.

– Julian Tuwim

*

– … nawet brudne ręczniki składa w kosteczkę! Co wieczór, zanim wejdzie do łóżka, musi koniecznie wygładzić prześcieradło i przetrzepać kołdrę, nieważne, że ja stoję obok i marznę! Mówi, że porządek musi być! Trudno czasem wytrzymać z panem urzędnikiem ze skarbówki. Ostatnio poddenerwowany chodzi, bo go przenieśli służbowo do nowego działu. Podobno straszny tam chaos, to jakiś eksperyment…

Gosia strzepnęła ze stołu niewidzialne okruszki i sięgnęła po filiżankę.

– Z wynalazcą też nie ma lekko. Co prawda nie składa ręczników ani w kosteczkę, ani w nic innego…

Urwałam na moment, przytłoczona wizją stad brudnych skarpetek, stosów naczyń do umycia i innych niezidentyfikowanych obiektów, pojawiających się znienacka wszędzie tam, gdzie przebywał mój ukochany.

– …ale nigdy nie wiesz, czego możesz się spodziewać po powrocie do domu. Biegające króliki. Zardzewiałe części, których absolutnie nie wolno ruszać. Klienci ze skargami. Zachwyceni klienci błagający o więcej. Nieodebrane wynalazki. Od jakiegoś czasu jeszcze gorzej – podejrzana cisza. Nie mówiąc już o pieniądzach. Jedni płacą, inni nie. A króliki i kółka zębate swoje kosztują.

Przyjaciółki pokiwały ze zrozumieniem głowami. Tak naprawdę wszystkie trzy uwielbiałyśmy obecnych w naszych życiach mężczyzn, ubarwiające naszą codzienność kobiety i wszelkie inne nadarzające się wspaniałości, ale takie drobnostki nie były w stanie podkopać tradycji cotygodniowych spotkań na plotki.

– Ja ostatnio… – zaczęła Anka.

*

– Jestem!

– Mmm…

Mój pomysłowy mąż leżał z zamkniętymi oczami na kanapie. Na uszach miał słuchawki podłączone do czegoś, co wyglądało jak olbrzymi wzmacniacz z klawiaturą i kilkoma rzędami diod. Pudło buczało jednostajnie.

– Co robisz?

– Zaraz zobaczysz!

Zsunął słuchawki na szyję.

– To taki poboczny projekt, nie na zamówienie. Nie będę ci tłumaczył, jak to dokładnie działa, ale w skrócie chodzi o to, że możesz wybrać, co będzie ci się śnić. Wystarczy podłączyć się do Władcy Snów i ustawić odpowiednie parametry. Zrobiłem dwa wejścia na słuchawki, więc możemy podzielić się snami!

– Czyli trzeba podłączyć się do tego pudła?

– Nie do pudła, tylko do Władcy!

– Jak zwał, tak zwał. Wspólne sny. Zakładamy słuchawki i co dalej?

– Wprowadzamy ustalone treści do systemu. Tym zajmę się ja. Potem zasypiamy, a Władca robi swoje.

– I śni nam się to samo?

– Zakładam, że tak.

Pogłaskałam M. po rozrzuconych włosach. Powoli przesunęłam palcem wzdłuż bruzdy między jego brwiami i rozchyliłam lekko jego wargi.

– O czym chcesz śnić?

M. przyciągnął mnie do siebie.

– O tobie. Bez ubrań. Całą noc będziemy się kochać pod wodą.

– Jak delfiny?

– Jak my. Nie wiem, jak się kochają delfiny – odpowiedział trzeźwo M.

– Czas się przekonać?

Pierwsza miłosna rozgrywka tego wieczoru nie miała jednak nic wspólnego z fauną egzotycznych mórz. Na podłogę pofrunął płaszcz i cienka sukienka, a zaraz potem koszulka, dżinsy, bielizna. Ręce M. przesuwały się po moich plecach, aż zatrzymały się na biodrach. Czekałam posłusznie, aż pozwoli mi poczuć swój dotyk jeszcze niżej. Zamruczałam. On dyktował warunki tego wieczoru. Moim zadaniem było tylko dostarczanie mu przyjemności, i sama tego świadomość sprawiała, że oddychałam coraz głośniej i szybciej. Władca Snów musiał poczekać na swoją kolej.

*

– Dziewczyny, odwołuję każde złe słowo dotyczące wynalazków Chudego! On jest jednak genialny!

Anka i Gosia spojrzały pytająco. Złożyłyśmy szybko zamówienie i zaczęłam opowiadać o wrażeniach z ostatniego tygodnia.

– … nie wiemy dokładnie, czemu tak się dzieje, ale czujemy wszystko mocniej. On czuje to, co ja, a ja to, co on, a wszystko razem się zapętla. Mało mnie obchodzi, JAK to działa. Ważne, że działa…

Gosia zakaszlała lekko i poprawiła włosy. Anka uśmiechnęła się znacząco, bawiąc się stojącą między nami świeczką. Przez chwilę siedziałyśmy w rozmarzonej ciszy.

*

– Chudy? Dzisiaj delfiny, cooo?

– Znowu? A może kwiatki?

– Kwiatki?!

– No… na przykład maki. Mogłabyś być pszczółką.

– Mhm… i latać z kwiatka na kwiatek…

– Halo, halo! To ja ci nie wystarczam? Zaraz założę blokadę na inne kwiatki!

– Zaraz tam blokadę, nie potrzeba żadnej blokady – prychnęłam. – Obiecuję zapylać ciebie i tylko ciebie. Ale… nigdy nie lubiłam maków. Bądź piwonią, dobrze?

Mój wynalazczy mąż nachylił się nad klawiaturą Władcy Snów i szybko coś wystukał.

– Gotowe!

Wierciłam się pod kołdrą, podekscytowana jak dziecko, chociaż najchętniej zaczęłabym kręcić się z rozłożonymi ramionami aż do zawrotu głowy. M., przyzwyczajony do wieczornych dziwactw i napadów gadulstwa, objął mnie mocno. Maszyna szumiała usypiająco, łóżko wydawało się falować i uginać, aż poczułam, że unoszę się nad niekończącą się łąką. Kolejne rośliny otwierały się przede mną, czekając, aż w poszukiwaniu nektaru otrę się o pylniki. Z przyjemnością patrzyłam na pełne kielichy o kuszących kolorach. Lśniące włoski wskazywały drogę do wnętrza, ale ja szukałam pewnej dobrze znajomej byliny. I był tam, czekał na mnie w pełnym słońcu. Bez zbędnych ceregieli rozgościłam się w najwyższym kwiecie. Purpurowe płatki otaczały mnie ze wszystkich stron. Uginały się lekko i drżały pod moim ciężarem. Powoli piłam piwoniowy nektar, a pyłek skapywał do poduszek przy moich nogach. Nie zmierzaliśmy donikąd, napięcie nie rosło. Była tylko ta ociężała słodycz i kołysanie, i drżenie, i ciepło słońca przenikające przez cienkie płatki… nasycona, wyleciałam z pustego kwiatu.

– Chudy, ty potworze! Jak śmiałeś zrobić ze mnie trzmiela?!

Ukochany uśmiechnął się szeroko.

– Pomyślałem sobie, że jako trzmiel lepiej się wpasujesz w moje, ekhm, kwiaty. Nie przewidziałem tylko, że będziesz taka ciężka…

Zmarszczyłam groźnie brwi. M. wyczuł niebezpieczeństwo i pocałował mnie w czoło.

– Śliczne miałaś futerko, wiesz? W kolorowe paseczki. Milutkie w dotyku.

*

– Chudy… tak sobie myślałam o tej fantazji z tramwajem. Może masz rację, może zawsze ktoś by wsiadał i psuł zabawę. Nawet na pętli. Ale jakby tak najpierw wypróbować to we Władcy…

Nie musiałam dwa razy powtarzać.

– Życzy sobie pani przejechać jakąś specjalną trasą?

– Przez samo centrum – zachichotałam. – Od rynku do urzędu miasta, a zaraz za mostem w prawo. Przejazd tryumfalny!

*

– Płyty tektoniczne.

– Słucham?

– Płyty tektoniczne. Zderzenia. Wulkany. Stulecia. Nowe lądy. Wyspy. Dryf. Wybuchy! Lawa! Magma!

– Tak, kiedyś o tym czytałam.

W oczach wynalazcy płonął już jednak ogień. Zdawało mi się też, że dostrzegam zaczątki zderzeń, dryfujących wysp i potoków lawy, więc zostawiłam popisy erudycji na bardziej sprzyjający moment, i dołączyłam do wycieczki w głąb ziemi.

*

– Chyba żartujesz! Jak oni to wyliczyli?!

M. podał mi złowieszczy świstek.

– Tu jest wypisane. Głównie za lubieżność. Z niewielkim dodatkiem za moralność publiczną i wykraczanie poza wyobraźnię komisji.

– Jakbyśmy sprzedali moje książki i twoje śrubokręty, to byłoby akurat na jedną trzecią moralności.

– Albo połowę wyobraźni.

– Nisko się cenią…

– Już jutro będziesz mogła im to powiedzieć. Może dadzą nam spokój, jak zobaczą, że to nic wielkiego. I że nie mamy z czego zapłacić.

– Chudy, Chudy, naprawdę wierzysz w to, co mówisz?

*

– Z uwagi na regularne dokonywanie czynu zabronionego, brak okoliczności łagodzących i wysokie prawdopodobieństwo powtarzania procederu utrzymuje się naliczoną opłatę. Od opinii nie przysługuje odwołanie.

Przygryzłam wargi. Sala powoli pustoszała. Najważniejszy urzędnik sortował niespiesznie dokumenty i umieszczał je w różnokolorowych teczkach. Gdy tylko ostatni z jego kolegów zamknął za sobą drzwi, mężczyzna uniósł głowę i kiwnął na mnie palcem.

– Bardzo mi przykro, że ponieśli państwo tyle nieprzyjemności… i do tego ta kara. Przesada, powiadam, przesada. Musimy co prawda przestrzegać przepisów, także – może powinienem powiedzieć a zwłaszcza – punktu ósmego… ale myślę, że tym razem mógłbym zrobić wyjątek. To musiałoby pozostać między nami.

Wyłożył na stół sprawozdania i protokoły.

– Miałbym tylko pewną drobną prośbę. Ta państwa maszyna. Dałoby się ją pożyczyć na tydzień czy dwa? Ciekawość – ludzka rzecz, rozumieją państwo, żona prosiła…

Koniec

Komentarze

Przeczytałam.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Niezłe, niezłe. Fajny wynalazek i wpisanie się w reguły zabawy przepiękne. Bardzo mi się.

Ale żeby z tramwajem…

Powodzenia w konkursie. :-)

Babska logika rządzi!

Finklo, dziękuję za czytanie i punkt do biblioteki. Mam wrażenie, że w swoich tekstach poszłyśmy w podobną stronę :-)

Przeczytałam.

No nie wiem, nie wiem. Ja tam dostrzegam pewne różnice. ;-)

Babska logika rządzi!

Różnica być musi ;) ale ogólny kierunek “bez śmiertelnej powagi” – moim zdaniem widać tu i tu. A czy to potem tramwaj, czy jaszczur z ogonem rozdwojonym, to już inna sprawa :)

No i moja motywacja znów oklapła…

Chyba przestanę czytać konkursowe teksty, bo w końcu się poddam i swój do kosza wyrzucę. 

 

A żeby nie było, że offtopuję – uśmiałam się, Lolu. Bardzo mi się podobało. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A ja, ograniczony ertotyzacyjnie muminek, myślałem, że chodzi o seks W tramwaju, nie Z tramwajem… Człowiek się uczy całe życie. Bardzo dobry tekst. Chętnie bym spunktował, gdybym mógł.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Uśmiałem się. Przyznaję otwarcie, że nie bardzo wiem, z czego – stąd wniosek, że ze wszystkiego po trochu – ale chyba niczemu i nikomu to nie przeszkadza. BGLolu, dziękuję i kłaniam się.

Dziękuję za czytania wszystkie i za punkt :-)

 

thargone: wiesz, z takim Władcą Snów to i W tramwaju, i Z tramwajem…

Też się uśmiałam. Ale z trzmiela zamiast pszczółki albo osy zabiłabym faceta, no bo jak? Nawet we śnie nie można mieć gabarytów jak anorektyczna modelka?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

E tam, trzmiele są milusie, no i maja najdłuższe trąbki, więc co się chłopakowi dziwić;)

Bardzo sympatyczne opowiadanie.

Powodzenia:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Motyle mają, a co najmniej miewają, dłuższe ssawki. Przyjrzyj się przy okazji, z jakiej odległości od kwiatka spija nektar fruczak gołąbek.

A trzmiele są po prostu ładniutkie i trochę zabawne, bo takie z nich baryłki pasiaste i kosmate…

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Adamie, chodziło mi o wybór z wymienionych błonkówek. A furczaki są świetne – jak widziałam pierwszy raz, a okaz był naprawdę dorodny, to wzięłam za kolibra:D

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Przy zawężeniu wyboru do błonkówek – tak. Ale tego zawężenia brakowało, akcent padł na stary jak świat problem długości… ;-) Ssawki w tym przypadku. :-)

Dziękuję za czytanie i pouczające dywagacje o owadach, na temat których moja wiedza jest baaardzo ograniczona ;-)

 

AdamieKB i AlexFagus – nie tylko o długość poszło! ssawki jak ssawki, trzmiele się tak fajnie tulą do całego kwiatka! jak na zdjęciu z Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82onkoskrzyd%C5%82e

Znaczy, nie gniewasz się, BGLolu, za offtopik? Bo się do niego jak gdyby przyłączyłaś, linkując fotografię, bardzo ładną. :-)

Znaczy – się nie gniewam :-)

O CURVUM MACIUM!

 

Gdzie tu Biblioteka…

 

A, już?

 

Szybko doszła ;-D

 

Ale nic dziwnego ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Haloszka, Bardzo Grube Lolo*!

Uprzejmie informuję, że wypełniłem wobec Ciebie obowiązek mój jurorski; veni, vidi, legi.

 

Peace!

 

* – Wybacz, ale skojarzenie jest tak natrętne, a przy tym miodne, że nie mogłem się powstrzymać, by nie zamienić tych kilku literek.

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Haha, dzięki – PsychoFiszu i Cieniu Burzy! :-)

Podoba mi się takie oryginalne podejście do tematu. Lubię takie splątanie absurdu z państwem policyjnym.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Fajne to było! Gratuluję pomysłu i wykonania.

Sorry, taki mamy klimat.

Dziękuję, Dziadku i Sethraelu.

A ja tylko tak, jedynym wolnym palcem (resztę okupuje dwuletnia dama i jej zabawki), przypomnę użytkownikom, że udział w konkursie nie oznacza, że tekstu nie można nominowac – tylko Dragoneza miała takie obostrzenie.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo mi się podobało, z każdym kolejnym opowiadaniem dostrzegam twój indywidualny styl. Dobre dialogi, pomysłowe scenerie kolejnych miłosnych przygód. Tylko ta korupcja na końcu… Już wcześniej porównywano twój sposób pisania do Kafki, natomiast mnie te urzędy i przepisy pasowały tu jak pieprz do banana.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

PsychoFiszu – :-)

 

Nevazie, dziękuję. Jak dla mnie bez urzędów i przepisów całe opowiadanie byłoby tylko serią wesołych przygód łóżkowych, ale rozumiem Twoje stanowisko – na banana z pieprzem też bym się nie skusiła ;-)

A podobno czekolada z chili jest dobra…

Babska logika rządzi!

Z solą morską – tak. Z cynamonem – mhm. Biała – jak najbardziej. Ale chili… zostawiam innym. Może i lepiej :-)

Nie podobno, a bardzo dobra jest :-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie bardzo rozumiem, co złego byłoby w serii “wesołych przygód łóżkowych“ – desygnaty każdego z tych słow odbieram bardzo pozytywnie, a razem tworzą wyjątkowo przyjemną kompozycję :P.

 

Czekolada z chili jest bardzo dobra! Nie mam pojęcia, co ryby mają wspólnego z czekoladą, ale ten Ryba ma rację.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Pomysł na maszynkę snów wyśmienity, szczególnie w kontekście konkursu. Fantazje, co prawda na mnie nie podziałały, ale całe opowiadanie pomogło mi wprawić się pozytywny nastrój. Czytałem kilka dni temu podczas obiadu i pamiętam nadal nie tylko samo opowiadanie, ale własny nastrój po lekturze. Bardzo dziękuję. Rzadko kiedy można tak skutecznie poprawić sobie humor w godzinach pracy;)

empatia

Nevazie, co do serii wesołych przygód łóżkowych – jasne, wszystko pięknie i fajnie, ale czy dobrze by się czytało osobie trzeciej? ;)

 

empatio – to się cieszę też :-)

Przeczytałam bez przykrości i to chyba wszystko, co mogę powiedzieć. Mimo że pomysł niezły, jakiegoś specjalnego wrażenia opowiadanie na mnie nie zrobiło.

Wykonanie mogłoby być lepsze. Szczególnie zauważalny jest nadmiar zaimków, trafiają się też powtórzenia.

 

–… nawet brud­ne ręcz­ni­ki skła­da w ko­stecz­kę! – Brak spacji przed wielokropkiem.

Błąd powtarza się w dalszym ciągu opowiadania.

 

Cięż­ko cza­sem wy­trzy­mać z panem urzęd­ni­kiem ze skar­bów­ki. – Wolałabym: Trudno cza­sem wy­trzy­mać z panem urzęd­ni­kiem ze skar­bów­ki.

 

Tak na­praw­dę wszyst­kie trzy uwiel­bia­ły­śmy obec­nych w na­szych ży­ciach męż­czyzn, ubar­wia­ją­ce naszą co­dzien­ność ko­bie­ty… – Życie nie występuje w liczbie mnogiej. Powtórzenie.

 

Na pod­ło­gę po­fru­nął mój płaszcz i cien­ka su­kien­ka, a zaraz potem jego ko­szul­ka, dżin­sy, bie­li­zna. Ręce M. prze­su­wa­ły się po moich ple­cach. Zła­pał mnie mocno za bio­dra. Cze­ka­łam po­słusz­nie, aż po­zwo­li mi po­czuć swój dotyk jesz­cze niżej. Za­mru­cza­łam. On dyk­to­wał wa­run­ki tego wie­czo­ru. Moim za­da­niem było tylko do­star­cza­nie mu przy­jem­no­ści… – Przykład nadmiaru zaimków.

 

także – może po­wi­nie­nem po­wie­dzeć a zwłasz­cza… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – dziękuję za czytanie. Dobrze, że chociaż bez przykrości – a słabsze miejsca poprawię. W scenach plus minus erotycznych przesadziłam z zaimkami, żeby było jasne, co się w ogóle dzieje. Wiem, na co zwracać uwagę w przyszłości :-)

Zabawa tematem – rewelacja. Aczkolwiek nie ukrywam, że zabrakło w tym wszystkim jakiegoś mocniejszego akcentu. Mało to erotycznie jednak. I finał, jakkolwiek nie jest zły, to jednak nie dorasta do całej reszty. Rozumiem, że taki od początku był zamysł, ale mimo wszystko, w mojej opinii, spłyca on całe opowiadanie. Liczyłem po cichu, że maszynka okaże się genialniejsza niż przypuszczał jej twórca i nagle wyszło na to, że jest kilku świadków przygody w tramwaju, czy coś w ten deseń…^^

Duże plusy za wykonanie, styl – wyszedł Ci bardzo fajny, lekko napisany tekst – humor i pomysłowość. Ogólnie, kontent żem jest z lekturki nielicho.

 

Gratuluję wyróżnienia.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bardzo lubię Twoje teksty, Lolu. Podoba mi się absurd, w którym umieszczasz perypetie swoich bohaterów i ten także to ma. W szczególności zwróciłam uwagę na nowe podejście do seksu. Pozazdrosiłam, jak urzędnik, urządzenia nowej generacji. ;)

Podoba mi się także wątek związany z opodatkowaniem wszystkiego. Szort lekki i przyjemny, a swoje przesłanie ma.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Cieniu, dziękuję! Za czytanie i – zwłaszcza – za uwagi. Tak sobie myślę teraz, że dużo bardziej można było ten tekst podkręcić. I zerotyzować, bo faktycznie poszłam tu na łatwiznę. Chciałam nawet dorzucić do konkursu trochę poważniejszy tekst, ale skończyło się na chceniu – podobnie jak ze zgadywaniem :(

 

Morgiano, cieszę się, że tekst Ci się spodobał. Urządzenie nowej generacji pozostaje w sferze marzeń. Może to i lepiej, bo trzeba się zdać na inwencję własną :-) A opodatkowanie wszystkiego jest pomysłem nienowym, ale wciąż popularnym ;-) – tekst Tuwima, którego fragment cytuję, pochodzi chyba jeszcze z dwudziestolecia międzywojennego…

Lolu, nic nie stoi na przeszkodzie byś teksty nasze i tak przeczytała. :P ( Kryptoreklama:P)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Lolu, pisz i publikuj jak najwięcej – uwielbiam ten Twój absurd. Moim zdaniem tekst lekki i zabawny. Ciekawy pomysł na wynalazek. Tropienie marzeń sennych trochę mi nie pasuje do frywolnego tonu szorta, ale na pewno służy puencie.

Ot, co znaczy kiedy nauka współpracuje z wyobraźnią. Bardzo, bardzo na tak. Co prawda erotyka taka trochę domyślna… Przynajmniej dla mnie. Jakoś ten tramwaj… no, nieważne. W każdym razie bardzo mi się. Bardzo, bardzo ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

rooms – dziękuję, miło mi czytać taki komentarz! Chociaż tym razem absurd nie jest tak do końca mój (patrz Tuwim w cytacie…). :-)

 

Emelkali – fakt. Tak naprawdę ominęłam tu erotykę szerokim tramwajowym łukiem – cieszę się, że tekst mimo to dostał Twoje “tak”.

Nie wiem Lolu czy tu jeszcze zaglądasz, ale ja tu sobie latam i odgrzebuję stare teksty :D Powiem krótko, że bardzo fajnie się czytało. Opowiadanie przyjemne, lekkie i z pomysłem, świetny wynalazek :) a fragment opisu z kwiatami jest cudny, bardzo obrazowy i niedosłowny, a jednocześnie konkretnie sugestywny, na mnie takie coś działa bardzo.

Kolejne rośliny otwierały się przede mną, czekając, aż w poszukiwaniu nektaru otrę się o pylniki. Z przyjemnością patrzyłam na pełne kielichy o kuszących kolorach. Lśniące włoski wskazywały drogę do wnętrza, ale ja szukałam pewnej dobrze znajomej byliny. I był tam, czekał na mnie w pełnym słońcu.

no mniam! heart

Nowa Fantastyka