- Opowiadanie: Anna Kowalska - Życzenie

Życzenie

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla, Emelkali

Oceny

Życzenie

W Jamboree kilku stałych bywalców zajęło już swoje ulubione miejsca przy stolikach i przy barze.  W powietrzu unosił się charakterystyczny, klubowy zapach tytoniu.  W przytłumionym świetle nie dostrzegało się jednak wiszącego smogu, czy choćby mgiełki, dzięki klimatyzacji, ratującej cichutkim szumem pod sufitem, atmosferę lokalu. Tworzyła ją głównie winylowa muzyka, w nie przytłaczającej dawce. Coś pomiędzy saksofonem Jana Garbarka, a cudownymi równaniami, niemal pozbawionymi linii melodycznej Johna Coltrane’a.

Ignacy zachodził do Jamboree kilka razy w tygodniu, zresetować się i odprężyć, jednym, czy dwoma głębszymi, przed powrotem do domu.

Wszedł, przywitał się z barmanem Rychem, zamówił to co zwykle i usiadł przy stoliku, tym co zwykle. Zapalił papierosa, pociągnął spory łyk ze szklanki i osiągając stan spokoju, w którym życie przestawało być trudne, kontemplował zaciek na ścianie, malowniczo wpasowany w plakat ubrany w antyramę, zmatowiały i nadgryziony już zębem czasu, a mimo to interesujący i klimatyczny. Słuchał i rozmyślał.

Gdy szklanka wyschła, poszedł do Rycha po następną porcję ognistego płynu. Jak na rasowego barmana przystało, Rychu budził tyleż samo szacunku, co sympatii, nie był zbyt rozmowny, wolał słuchać i robił to bardzo dobrze. Ignacy nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Wziął więc napełnione od serca szkło i zamierzał wrócić do stolika.

Ku swemu niepomiernemu zdziwieniu stwierdził, że ktoś przy nim siedzi.  Ktoś okazał się piękną kobietą, z klasą znacznie przewyższającą możliwości tego lokalu i towarzystwa w nim przesiadującego. Ignacy wątpił, że kobieta, roztaczająca wokół tak niecodzienną, intrygującą aurę, usiadła przy jego stoliku celowo. Był raczej skłonny sądzić, że uznała to miejsce za wolne i je po prostu zajęła. Wybrał więc inny stolik i usiadł tak, by móc nienatrętnie obserwować niezwykłą istotę. Zorientował się po chwili lekko zażenowany, że sam okazał się obiektem obserwacji i to wcale nie dyskretnej.

Wreszcie wstała i podeszła, pytając czy może się przysiąść.  Wyglądała zjawiskowo, jak z innego świata. Artystyczny nieład na kruczoczarnej ufryzowanej w rozwichrzone fale głowie, dopieszczony głęboką czerwienią ust i błyszczącym antracytem oczu. Miała suknię rozciętą do połowy bardzo zgrabnego uda, z gorsetem podkreślającym nieskazitelną figurę i kuszącym niezupełnie skrytymi, kobiecymi wdziękami. Całości dopełniały wysokie szpilki z czerwonej, lakierowanej skóry, podkreślające idealną linię smukłych stóp i kostek, których widok przyprawiał o zawrót głowy.

Pozwolił, usiadła.

– Mam na ciebie zlecenie, więc załatwmy to sprawnie i bez zbędnej zwłoki. Jestem dziś bardzo zajęta – wyjaśniła, obdarowując go uśmiechem pięknym, lecz zapowiadającym brak tolerancji dla jakiegokolwiek sprzeciwu.

Nie od razu zdołał się odezwać, odpowiedział dopiero po dłuższej chwili.

– Jestem nikim i o ile pamiętam, ostatnio nie nadepnąłem na czyjś odcisk i nie wszedłem komuś w drogę. No i nie jestem jeszcze gotów … – próbował grać na czas, intensywnie zastanawiając się, kto chciałby jego śmierci i czy dałby radę uciec.

– Bredzisz, uważasz mnie za płatnego zbira? Nazywam się Jena. Jestem dyplomowaną i utytułowaną wróżką. Specjalizuję się w spełnianiu życzeń i mam spełnić dziś jedno twoje. Zastanów się więc, o co mnie poprosisz. Wrócę za pięć minut.

Zniknęła. Zdziwił się, że nikt tego nie zauważył, nawet Rychu. Z jakiegoś powodu wiedział jednak, że to się dzieje w rzeczywistości, że to nie alkoholowe omamy, ani nie sen.

Nie wierzył w magię, nie wierzył w spełnianie życzeń. Ktoś pewnie zrobił mu mało subtelny dowcip. Pociągnął łyk i wrócił do kontemplowania zacieku na ścianie i do rozmyślania.  Mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy jest coś czego by pragnął, czy o czymś ostatnio marzył. Po raz kolejny doszedł do wniosku, że nic takiego nie istnieje. Lepiej nie marzyć, bo marzenia, jeśli spełniają się, to zawsze opacznie, nigdy tak, jak tego chcesz. Zawsze dopada w końcu rozczarowanie, jak wtedy, gdy stracił wszystko co kochał.  Niczego nie chciał, nie pragnął. Uważał, że ma to, co mu do życia potrzebne. Zajęcie zapewniające dach nad głową, zaspokojenie głodu i kilka szklaneczek nie najgorszej whisky w Jamboree. Dbał o to, by rzeczy, które uznał za niezbędne, zmieściły się do jednego małego worka podróżnego, tak by w każdej chwili mógł odejść, nie żałując, że coś zostawia. Jedyną ekstrawagancją, na jaką sobie pozwalał, były książki. Początkowo je gromadził, ale przestał, bo wiedział, że gromadzenie, posiadanie w nadmiarze czegokolwiek, zniewala. Dlatego przeczytane oddawał chętnym, zostawiając sobie tylko jedną, ulubioną, co jakiś czas zastępowaną następną. Do nikogo i niczego się nie przywiązywał, żeby nie doświadczyć bólu utraty. Przekonał siebie, że jeśli nic i nikogo nie będzie miał, to nic i nikogo nie utraci. Tylko zniewolenia i utraty bał się naprawdę. Przyjęcie czegokolwiek od nieznanej istoty wytrąciłoby go z trudem osiągniętej równowagi, zaburzyłoby spokojną egzystencję.

Pięć minut minęło i dokładnie w tym momencie pojawiła się Jena, siedząc naprzeciw niego, w pozycji szczególnie nie pozwalającej na skupienie.

– Wypowiedz życzenie, proszę – jej uśmiech był tym razem bardzo łagodny.

– Szczerze dziękuję za propozycję, ale nie mogę z niej skorzystać. Ja niczego nie chcę, nie potrzebuję. Mam wszystko. Nie można chcieć więcej, niż wszystko – mówiąc, Ignacy widział, jak piękny uśmiech zmienia się w grymas, pełen dezaprobaty i odrobinę zdziwiony.

– Targujesz się? Nic z tego, zlecenie obejmuje tylko jedno życzenie. Stanowczo nalegam, żebyś wymienił je i gwarantuję ci, że będziesz zadowolony – powiedziała z surową miną.

– Nie, nie targuję się. Dobrze, uznajmy, że moim życzeniem jest, żebyś nie spełniła żadnego mojego życzenia – powiedział, wątpiąc, że ją przekona i wątpiąc w pozorną logikę tej wypowiedzi.

– Jesteś dziwny, albo z jakiegoś powodu takiego udajesz. Możesz we mnie nie wierzyć, to bym zrozumiała. Nie rozumiem i nie wierzę jednak, że nie chcesz niczego. Każdy czegoś pragnie, najczęściej więcej, niż potrzebuje i więcej, niż zasługuje. Wstydzisz się? Naprawdę, nie musisz. Jakbym ci opowiedziała, czego pragnął Pan … Ale nie opowiem, tajemnica zawodowa. Zastanów tylko, w jaki sposób niektórzy stali się w krótkim czasie, bez inteligencji, talentu i środków, ekspertami, uznanymi gwiazdami, milionerami, albo jak takie miernoty wygrywają wybory… i tak dalej. Proszę, nie kryguj się jak cnotliwa panna i wypowiedz wreszcie życzenie.

– Wybacz, ale ja naprawdę niczego nie chcę. Przeżyłem już swoje. Teraz jest mi dobrze tak, jak jest. Nie mam życzenia i nie chcę skorzystać z twoich usług. A możesz mi powiedzieć, kto zlecił ci to zadanie? – zapytał zaglądając do pustej już szklanki.

– Nie, nie mogę, to też jest tajemnica zawodowa. Uprzedzając twoje następne zdanie – wtrąciła widząc, że zamierzał drążyć – to nie może być przedmiotem życzenia. Obowiązuje mnie etyka zawodowa. Pójdźmy na kompromis. Poproś mnie o coś zwykłego, drobnego, choćby o kanapkę albo drinka. Jestem dziś bardzo zapracowana, następne zlecenie jest już spóźnione i choć chętnie bym się z tobą jeszcze poprzekomarzała, muszę już znikać.

Pomyślał, że przyjemnie jest na nią patrzeć i z nią rozmawiać, ale nieuprzejmie i może nawet niebezpiecznie, byłoby zatrzymywać ją dłużej, niż sama tego chciała. Przemknęło mu przez myśl, że w szklance znowu wyschło, więc pomysł z życzeniem sobie drinka nie był niedorzeczny.

– W takim razie uroczyście życzę sobie drinka i z góry dziękuję – powiedział i uśmiechnął się, jak dawno już tego nie robił.

– Dobry wybór – odpowiedziała, stawiając przed nim taką samą szklankę, z jakiej pił dotychczas, wypełnioną wybornie pachnącym i wyglądającym trunkiem – jestem pewna, że ci posmakuje. Żegnaj i korzystaj mądrze.

Zniknęła, zanim zdążył posmakować.

Patrzył na niczym nie wyróżniającą się szklankę, bez żalu uświadamiając sobie monotonię swojego życia, ale i bezcenny spokój, bezpieczny rytm. Był zadowolony, że nic się nie zmieni, że nie będzie musiał znowu toczyć beznadziejnej walki o zachowanie posiadania jakichś dóbr i wartości. Nic nie miał, nic w przyszłości nie utraci.

Upił spory łyk wyjątkowo smacznej whisky.

Nie wiedział, że została przyprawiona sporą porcją talentu, odrobiną sławy, szczyptą miłości, niewielką dawką szczęścia i wiecznej tęsknoty.

Podarunek od wróżki. Złośliwej wróżki.

 

Koniec

Komentarze

Nie porwał mnie ten szort – ani fabuła, ani styl, ani warsztat. Jak dla mnie scenka przekomarzania się na temat życzenia, to za mało by cokolwiek z niej wynikało. 

Wybitnie nie spodobała mi się Jena – jest taka typowa z wyglądu – cud istota o idealnych kobiecych kształtach, w czerwonych szpilkach, sukni z rozcięciem po udo. I wypadła – jak dla mnie – mało wiarygodnie i mało “profesjonalnie” – odwołuje się do etyki i tajemnicy zawodowej, a jednocześnie papla stanowczo za dużo. 

 

– Wypowiedz życzenie, proszę – jej uśmiech – jej dużą literą, po proszę kropka

Jakbym ci opowiedziała, czego pragnął Pan … – pan małą literą (bo niby czemu dużą), brak spacji przed wielokropkiem 

Zastanów się tylko

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wybacz, Anno, brak entuzjazmu wobec Twojego szorta. Wynika ten brak z “zawieszenia” przez Ciebie historii, właściwie scenki, w połowie drogi między humoreską a dramatem. Do jednego i drugiego niedaleko, wystarczyłaby lekka zmiana charakterów postaci, treści życzeń, wzajemnych relacji… Sam pomysł, pomimo jego wykorzystywania na wszelkie sposoby, nadal ma w sobie potencjał, może więc popróbuj jeszcze raz, ale w zdecydowanej tonacji.

Interesujący szort, opowiadający o strachu przed zmianami, przed stawianiem, w życiu, wszystkiego na jedną kartę. Ludzie stojący zbyt długo z boku, zaczynają wierzyć, że to właśnie tam jest ich miejsce, mimo że nic im nie brakuje, by stanąć na środku sceny życia i… zatańczyć, kto wie, może nawet lepiej od tych co już tańczą tam od dawna?

 

Dobry tekst. Gdyby warsztat był lepszy, a treść bardziej dopracowana klikałbym bibliotekę bez zastanowienia. 

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Dziękuję i cieszę się, że ktoś jednak zrozumiał tę moją psycho-filozoficzną zajawkę.  

Mam świadomość braków warsztatowych i wasze uwagi są mi pomocne. Może samouk z czasem też cos osiągnie? Jeszcze się nie zniechęcę i coś napiszę. 

Pozdrawiam wszystkich komentatorów.

Mnie też się właściwie podobało. I nie dlatego, że przez połowę tekstu, zanim okazało się, iż wróżka to wróżka, wyobraźnia podsuwała mi obrazy z "Kto wrobił Królika Rogera". Wcale nie dlatego ;-) To raczej dzięki bardzo fajnej, słodko – gorzkiej końcówce. Pytanie tylko, czy ograniczenie potrzeb i emocjonalny marazm to sposób na szczęście… Wątpię. Wróżka, mimo swej domniemanej złośliwości, zrobiła bohaterowi przysługę.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Trafiłeś w sedno. Określenie “złośliwa” zostało użyte z przekąsem. Emocjonalny marazm i minimalizm nie był sposobem na szczęście, lecz raczej wynikiem wielu przegranych i strachu przed kolejną.  Dziękuję i pozdrawiam.

A mi się nawet spodobało.

nie zupełnie => niezupełnie

Otagować, po wykonaniu zameldować.

Babska logika rządzi!

Właściwie mogłabym podpisać się pod opinią Śpiącej, chociaż w końcówce widzę pewien potencjał.

 

Kłopoty z interpunkcją polegają zazwyczaj na tym, że przecinków jest za mało. Tu natomiast jest ich zdecydowanie za dużo. I to o tyle za dużo, że przeszkadza to w odbiorze.

Dziękuję ocha, uwagi przyjmuję z pokorą nowicjuszki. Interpunkcja bywa kapryśna i trudna, jak to kobieta.

Dziękuję szczególnie Finkli, poprawię, otaguję i zamelduję smiley 

Niezły klimat, nawet interesująco pokazane wycofanie się bohatera, ale tekstowi jak dla mnie brakło ikry, trochę chyba przez przegadanie. Lekturę utrudniały nadmiernie rozbudowane zdania, które czasem musiałam czytać dwa razy.

Ale potencjał jest, więc pisz:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Bardzo podobało mi się wykonanie; napisane ładnie, przyjemnie się czytało. 

Jakiś pomysł jest, ale może warto byłoby go rozwinąć, przeistaczając scenkę w knajpie w coś obszerniejszego. Ale sama rozmowa mężczyzny z wróżką naprawdę interesująca. 

Dziękuję AlexFagus i dziękuję domku. Bardzo krzepiące i zachęcające komentarze. Wasze uwagi są dla mnie cennesmiley

Mnie też się podobało. Zdałaby mi się taka wróżka. Mógłby ktoś… takie… maluśkie zleconko? Dla mnie?

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Droga Emelkali, pięć minut przed zaśnięciem skup się na swoim życzeniu. Szepnę komu trzeba w podziękowaniu, może da się coś zrobićwink

Opowiadanko raczej takie sobie, ale wydaje mi się, że mogłoby być niezłym wstępem do dalszej historii Ignacego. Chciałabym wiedzieć, jak zmieniło się i jak potoczyło jego życie po wychyleniu trunku.

 

Ar­ty­stycz­ny nie­ład na kru­czo­czar­nej ufry­zo­wa­nej w roz­wi­chrzo­ne fale gło­wie, do­piesz­czo­ny głę­bo­ką czer­wie­nią ust i błysz­czą­cym an­tra­cy­tem oczu. – Czy kobieta miała kruczoczarną i ufryzowaną głowę, a na niej nieład z czerwonymi ustami i antracytowymi oczami? ;-)

 

No i nie je­stem jesz­cze gotów pró­bo­wał grać na czas… – No i nie je­stem jesz­cze gotówPró­bo­wał grać na czas

Źle zapisujesz dialogi. Zajrzyj tu: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za zachęcający, wbrew pozorom, komentarz i za podpowiedzi dotyczące zapisu dialogów.

Może rzeczywiście to opowiadanko – obrazek ma potencjał na coś więcej i ciąg dalszy. Poszukam weny ;-)

Anno, życzę, aby Wasze spotkanie – Twoje z Panią Weną odbyło się w pełnej zrozumienia, miłej atmosferze i zaowocowało dobrymi opowiadaniami. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka