- Opowiadanie: BarbaraJ - Dłonie i usta

Dłonie i usta

Temat wspaniały, zmuszający do myślenia i uruchomienia najgłębszych pokładów nie tylko wyobraźni, ale i zrozumienia innego człowieka, tak odmiennie postrzegającego świat. Zainspirował mnie. Tyle w tym świecie miejsca dla emocji, różnych sposobów odczuwania, tak głębokiego, że może zkręcić się w głowie...

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Dłonie i usta

„Nie mogę bawić się z tobą – odparł lis. – Nie jestem oswojony.”

 (Antoine de Saint-Exupery "Mały Książę")

 

Wyciągnięcie ręki, ból i przyjemność, ciepło i gorąco, twardość i miękkość określają granice mojego poznania. Smak, węch, dotyk. Teraz też wychylam się przez okno, oddycham głęboko, daję się oszołomić chłodnemu aromatowi trawy, mokrego kamienia chodnika, słono-gorzkiego powiewu znad morza. Stoję tak przez pewien czas, aż coś mi mówi, że już pora. Powoli wracam na miejsce, siadam prosto, nieruchomieję, tylko ręce niecierpliwie przesuwają się po poręczach fotela, przenoszą na kolana i gniotą materiał sukienki.

 

Ruch powietrza i zmiana napięcia przestrzeni zwiastują twoje nadejście. Jeszcze zanim wyczuję znajomy zapach, a podłoga przekaże rytm kroków, serce drży w oczekiwaniu osoby, która zdefiniowała mój świat. Od początku istnienia zanurzona w ciemnej ciszy, tkwiłam otoczona nienazwanym. Twoje cierpliwe usta i delikatny dotyk pozwoliły nadać rzeczom ich imiona.

 

Przynosisz ze sobą niespodzianki. Układasz mi na języku twarde, gorzkie ziarna kawy, podsuwasz parującą filiżankę. Innym razem po palcach spływa owocowa słodycz lodów, kapie na odsłonięte kolana, aż dostaję gęsiej skórki. Z każdym dniem nadajesz kształt kolejnej myśli, darujesz mi słowo i zakotwiczasz je w świadomości.

 

Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy dotknięcie otrzymało znaczenie. Szok, niedowierzanie, zachwyt. Pragnienie.

 

I ten, kiedy odważyłam się do ciebie zbliżyć. Najpierw delikatnie, nieśmiało, samymi opuszkami palców dotknęłam twarzy. Potem sięgnęłam śmielej, odkryłam zmarszczkę na czole, krzywiznę policzka, miękkość warg. Twój śmiech połaskotał mi skórę i sama musiałam się roześmiać.

 

Nasze ręce otwierają przede mną drogę do poznania, uczą porozumiewać się ze światem. Przesączam wrażenia przez palce, nadaję im kontekst.

 

Twoje usta, wtulone w zagłębienie mojej dłoni, uczą nieme wargi słów. Posłusznie układam je w oczekiwany kształt, zmuszam gardło i język do wysiłku. Pot spływa mi z czoła, piecze w oczy. Przecieram je z niecierpliwością. Na początku nieporadnie, raz za razem wypowiadam dźwięki, których brzmienie wibruje w krtani, w głowie do momentu, aż twój dotyk potwierdzi, że odniosłam sukces.

 

Dzisiaj przychodzisz, przynosząc ze sobą zapach letniej rosy, we włosy zaplątał się aromat kawy i słonego wiatru.

 

„Tym razem mam dla ciebie coś szczególnego.” Czuję na skórze twój szept. Odsuwasz się delikatnie. Podnoszę głowę i marszczę nos. Wyczuwam lekko zakurzony zapach pluszu, słodki aromat drewna i żywicy, na języku czuję delikatny posmak metalu. Wahasz się przez chwilę, odkładasz trzymany przedmiot i wracasz do mnie. Chwytasz moją dłoń i wystukujesz na niej słowa. MUZYKA. SKRZYPCE. Uśmiecham się w oczekiwaniu.

 

Nagle sztywnieję. Powoli moje ciało opanowuje drżenie, kiedy powietrze wibruje, nabiera kształtu. Wstrząśnięta, wyciągam dłoń, jednak tym razem droga do poznania jest inna, szersza. Dźwięki uderzają w całe ciało, obejmują je w posiadanie, wędrują dalej, głębiej. Z gardła wyrywa się krzyk. Widzę! Wypełniona ciszą, niematerialna ciemność, która mnie do tej pory otaczała, wybucha. Rozpada się na kawałki, po czym opada, zmieniona w kaskadę pulsujących barw. Kolory drgają, splatają się ze sobą. Jęczę, zszokowana, jednak ty nie przestajesz. Nie chcę, żebyś przestała. 

 

Ostra, czysta niczym strumień źródlanej wody muzyka przenika mnie na wskroś. Jej źródło i centrum stanowisz ty. Zwracam się w tym kierunku całą sobą, serce bije jak szalone. Szlocham. Czerwienie, pomarańcze i błękity drżą wokół twojej sylwetki, tworząc żywą, zmienną aurę. Otaczają instrument i ruchliwe ręce, płyną w powietrzu, ukazują mi nową twarz świata.

 

Unoszę się z krzesła i podchodzę bliżej. Poruszam się pewnie. Delikatnie zbliżam dłonie do instrumentu. Nie dotykam go, nie chcę ci przeszkadzać, nie chcę zburzyć tworzonego przez ciebie piękna. Umarłabym, gdybyś teraz przestała. Czuję, widzę, jak wibracje rozbłyskują kolorami, przepływają między palcami, drżą na skórze.

 

Dźwięki płyną nieprzerwanie, mieniąc się barwami. Mijają minuty. Czuję ciepło letniego dnia, wpadające przez otwarte okno. Świeże, jednak teraz już lekko zakurzone powietrze miesza się ze słodko-słonym zapachem twojego potu, kiedy starasz się utrzymać rytm. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak muszę wyglądać, skoro za wszelką cenę nadal próbujesz grać.

 

Muzyka rwie się, powraca, nasyca powietrze, aż staje się gęste niczym tęczowa zupa. Unoszę się na fali euforii do momentu, kiedy wielka, kolorowa bańka pęka mi tuż przed twarzą.

 

Brakuje mi tchu. Upadam na kolana. Odrzucasz instrument, w końcu przestraszona, jednak jest już za późno. Umysł przerwał ograniczające go tamy i teraz w mojej głowie wirują wizje, doprowadzając mnie niemal do szaleństwa. Jęczę z bólu, kiedy twoja śmierć, tak nieunikniona, ukazuje mi się w najdrobniejszych szczegółach. Nie, nie chcę widzieć! Proszę, zabierz swój dar!

 

Jesteś taka piękna, mój aniele, moja przewodniczko. Taka słodka w swojej dobroci i cierpliwości. Rozpacz rozsadza mi pierś, ale pociesza mnie myśl, że zapach kawy, tak często zaplątany w twoje włosy, będzie mi ciebie przypominał. I zawsze będę kochać jej gorzki smak na języku… 

Koniec

Komentarze

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Kolejna wizja tak poetycka, że trudno zrozumieć, o co w niej chodzi.

Na pewno napisane porządnie. :-)

Babska logika rządzi!

Przynajmniej krótkie ;)

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bosh, co za sht! Po co w ogóle pisać takie badziewie i zaśmiecać nim portal? Tylko czas, kurna, straciłem na te bzdety, dzięki wielkie, ej!*

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

* – Dobra, prima aprilis w tym roku odhaczone.

 

Jak tylko zobaczyłem cytat z Exuperego, już wiedziałem, że spodoba mi się wizyta u Ciebie. I, jakkolwiek nie do końca cytat ten pasuje mi do całego opowiadania, teraz, po lekturze, nie zostaje mi nic innego, jak z satysfakcją skinąć głową własnym myślom i wrażeniom.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wykonanie. Nie wiem ile w tym Twojej zasługi, a ile roboty bardzo zacnej – jak widzę – ekipy betującej, ale warsztatowo – jak dla mine – szpilki nie wsadzisz. Po ubogich w słowa, ale za to przebogatych w treści komentarzach Pań Regulatorzy i Finkli, wnoszę, że są podobnego zdania.

Kolejna rzecz, to styl. A ten jest równie imponujący, co warsztat, przy czym tu już nie mam wątpliwości, komu przypisać zań zasługę – Autorka jest tylko jedna.

Jakkolwiek, co ostatnio zdarza mi się zauważać dosyć często, nie jestem sympatykiem opowieści opierających się na opisach emocji, a za to wyprutych z akcji, u Ciebie, mimo wyraźnej przewagi formy nad treścią oraz doznań nad zdarzeniami, nie miałem tego problemu. No, może minimalnie. Nie poczułem się jednak znużony opowiadaniem. Dlaczego? No cóż, myślę, że ma to coś wspólnego z tym, że forma piękna, a zaklęta w niej treść – bardzo interesująca. Emocje, podobnie fantastyka, są zgrabnie wplecione w nurt wydarzeń, więc – choć tak naprawdę w opowiadaniu dzieje się bardzo niewiele – nie męczą i nie przytłaczają.

Co do samej treści, nie mam pewności, czy ją w pełni pojmuję. Ale – jak to bywa z poezją – odrobina wieloznaczności tylko podkreśla jej smak.

Bardzo podobało mi się, jak oddajesz miłość bohaterki i jej dobrodziejki; jak opisujesz jej powolny, nieśmiały rozkwit… Te wszystkie drobne gesty, cierpliwość i upór, oddanie, namacalne wręcz poczucie bliskości… Przez większą część opowiadania – co zapewne było zamierzone – byłem przekonany, że jest to opowieść o pięknej, romantycznej miłości między skrzywdzoną przez los dziewczyną a chłopakiem, który jest niemal zbyt dobry, by nie kroczyć prostą drogą na zbudowany pracą rąk własnych szafot. I, prawdę mówiąc, chyba taką wersję bym wolał. I wcale nie szkodzi, że trąciłaby ona żenującym banałem. Niemniej, tak jak jest, też jest dobrze. A nawet lepiej niż dobrze – jest bibliotecznie. (Musisz jednak zaczekać kilka godzin na ten mój głos, bo oddając go teraz, byłby doskonale widoczny na samej górze i sam sobie spaliłbym ten i tak już przecież wieśniacki żart. A to byłoby doprawdy żenujące. Głos jednak będzie, żadne tam prima aprilis, masz na to moje słowo. No, chyba że już wcześniej zbierze się komplet albo nie dożyję okazji, by go oddać. Niemniej, jakkolwiek pierwszą opcję oceniam za bardziej niż prawdopodobną, to jednak drugiej nie zakładam wcale).

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Chyba za mało znaków na konkurs, Barbaro :<

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Dolny limit znaków został jakiś czas temu zniesiony.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przeczytałem i poczułem. Pięknie zrozumiany i pokazany świat osoby głuchoniewidomej.

Zastanawiałem się przez chwilę, co Ci napisać, w podziękowaniu za miłą lekturę. Może wykorzystam fragment Twojego tekstu:

„Jesteś taka piękna, mój aniele, moja przewodniczko.”

Byłabyś wspaniałym przewodnikiem.

Pozdrawiam

em

empatia

Ponieważ komentarzy w trakcie bety było kilka, teraz niech przemówi punkcik do biblioteki. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Po ubogich w słowa, ale za to przebogatych w treści komentarzach Pań Regulatorzy…

;-) – Cieniu, to nie jest komentarz, to już widoczna odpowiedź jeszcze bety na niewidoczny wpis Autorki. Komentarzem właściwym jest głos do Biblioteki. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cieszę się, że utwór się podoba. Napisałam już przy becie, że powstał głównie dla mojej przyjemności – bawienie się słowem, melodią, znaczeniem, wplatanie wątków to coś, co sprawia mi ogromną radość. No i ten temat – początkowo myślałam, że nie jestem w stanie wczuć się w sytuację takiej osoby, jednak im dłużej szukałam, czytałam, analizowałam, tym bogatszy świat stawał mi przed oczami… nie, nie oczami. Tym bardziej moje zmysły otwierały się na doznania i przekazywały je do mojego umysłu, domagając się ubrania w odpowiednie słowa :) Eh… nadal mnie to rusza :) 

Czasami przy tym zapominam, że czytelnik nie ma w głowie tego, co ja, że powinnam dać więcej informacji, wyjaśnić pewne rzeczy. Dziękuję za wszystkie uwagi, które skierowały mnie w odpowiednim kierunku :) No i cieszę się, że limit znaków został zniesiony, dzięki temu mogłam ten utwór tutaj umieścić, podzielić się nim. Gdyby nie to, pewnie wylądowałby w szufladzie, bo nie zdobyłabym się na jego przedłużenie, byleby tylko pasował do wytyczonych ram. 

 

Cieniu… eh :) 

Bardzo ładnie napisane, takie delikatne i działające na zmysły. Nie pisz, że powinnaś dać więcej informacji i coś wyjaśniać, bo taka oszczędna forma wyszła temu opowiadaniu na dobre, a resztę można sobie samemu dopowiedzieć.

Jak Seth, swoje powiedziałam podczas bety, to tylko wkleję punkta i odlatuję ;)

Tylko nie "Tęcza"!

Nu!

I tym oto sposobem, stałem się jednocześnie pierwszym i ostatnim, który przyklepnął Ci bibliotekę, tym samym, z niekwestionowaną przyjemnością, dotrzymując danego słowa.

 

;-) – Cieniu, to nie jest komentarz, to już widoczna odpowiedź jeszcze bety na niewidoczny wpis Autorki. Komentarzem właściwym jest głos do Biblioteki. ;D

Ergo, miałem jeszcze więcej racji niż przypuszczałem, droga Reg.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przybyłam, poczułam, przeczytałam. Tylko co właściwie poczułam? Zgadzam się z Finklą – poetycka ta wizja że hej, opisana ładnie i nawet dość przekonująco. Tylko to zakończenie jakieś takie… znaczy co, dar przewidywania przyszłości wpleciony po to, by tekst spełniał warunek fantastyczności? Bo jak dla mnie to trochę niepotrzebnie i na siłę dodane jest. Nie ogarniam też koncepcji “czucia” muzyki przez powietrze, przyznam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie no, coś tam poczuć można. Kiedyś, bywało, że jak dałam się wyciągnąć na dyskotekę, to czułam, jak mi ubranie drży. Ale to raczej basy niż skrzypce…

Babska logika rządzi!

Cały czas się zastanawiam, czym był instrument : >.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

No basy rozumiem, rozumiem drgania które docierają przez podłoże… ale przez powietrze? Ja niefizyczna jestem, więc może i jest to możliwe, tylko ja po prostu nie ogarniam ; )

 

Chyba że to element fantastyczny ; D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ah, jak już się tak wszyscy zastanawiają, taki mały cytat z opisu warsztatów muzycznych dla niesłyszących (http://firlej.wroc.pl/program/2014,10,506.html)

Uczestnicy warsztatów mieli możliwość dotknięcia powierzchni skrzypiec, wiolonczeli, gitary czy saksofonu. Dzięki temu dźwięk przestał być dla nich pojęciem abstrakcyjnym, a stał się zjawiskiem rozpoznawalnym przez inny zmysł – zmysł dotyku. Dodatkowych wrażeń dostarczały drgania powietrza oraz drgania powierzchni samych instrumentów, które wprowadzały osoby niesłyszące w świat muzyki i dźwięków.

Oczywiście, można się spierać o intensywność odczuć itd. Dla mnie moje badania były wystarczające, bym zechciała wykorzystać ten wątek. Jes piękny i chciałam go wpleść w moją historię. Tak samo było z widzeniem muzyki w postaci kolorów i jasnowidzeniem. Ktoś widział, ktoś badał… Spodobało mi się, moim zdaniem tworzy ciekawą całość. A ludzki umysł jest na tyle tajemniczy, że wszystko wydaje się możliwe :) 

Przepiękne. 

Bardzo ładnie napisane. Klimatyczny tekst.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Piękny tekst.

edit: Synestezja, opis rzeczywistości przy użyciu treści wszystkich zmysłów – jest mi wyjątkowo bliski. Sam zacząłem używać “opisu synestetycznego” jakiś czas temu – i nie żałuję. Uważam, że to bardzo dobre narzędzie do opisu aury ludzkich przeżyć – szczególnie tych duchowych, “nadzmysłowych”. Jeśli dołożymy do tego wrażliwość Autora i dobry warsztat – dostaniemy spójny i nade wszystko świeży obraz skojarzeń, w którym emocje i nastroje będą odgrywać decydującą rolę w kreowaniu świata przedstawionego. W tym tekście widać to jak na dłoni. Pzdr.

...always look on the bright side of life ; )

podoba mi się bardzo

Elegancki tekst. Treścią i formą trafiający do przekonania, że każdego lisa można oswoić.

Chyba nie bez powodu zacytowałaś Saint-Exupery’ego?

AdamKB oczywiście. Bardzo lubię formę szorta, bo tutaj wszystko musi być przemyślane, nie ma miejsca na “wypełniacze”, każde słowo ma swoje znaczenie.

Lisem może być nasze życie, ułomność, z którymi powoli się oswajamy, uczymy się akceptować, ale i drugi człowiek, który przez swoje poświęcenine, cierpliwość i prayjaźń staje się częścią naszego świata… Trochę tych myśli się tam u mnie przeplata :)

Przyznam się, że mam podobne odczucia jak Finkla. Przeczytałem, ale nie będę ukrywał, że wolę tradycyjnie napisane opowiadania.

Dobrze napisana poetycka opowieść, wywołująca prawdziwe wzruszenie i pobudzająca emocje. Dla niektórych ta poetyckość może być wadą, ale taki już los poezji :)

Bardzo spodobało mi się wykorzystanie muzyki. I wtrącę się w dyskusję o “czuciu” muzyki. Przecież to nic innego, tylko fala, fizycznie rozchodząca się w powietrzu. Już mamy ustalone, że osoby pozbawione jednych zmysłów, znacznie mocniej rozwinięte mają inne. I też już słyszałam i czytałam, że osoby głuche potrafią całym ciałem wyłapywać fale akustyczne i dosłownie czuć muzykę.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

dość ciekawe bardzo mi się podoba :)

Podoba mi się stylizacja.

Podobało mi się :)

Nowa Fantastyka