- Opowiadanie: Winter - Widzę i słyszę

Widzę i słyszę

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Widzę i słyszę

Chłód przenikał ciało do samych kości. Czułam również ciepło, ale nie było przyjemne, tylko przepełnione lękiem i odrazą. Do tej pory nie mam pewności, co miało oznaczać. Sprawiło jednak, że wpadłam w panikę. Chciałam krzyczeć, uciekać. Ciemność towarzysząca mi od samego początku nabrała jeszcze głębszych, bardziej złowrogich barw. I wtedy… wtedy coś się stało. Nagle niechciane ciepło zniknęło, a wraz z nim rozwiały się wszystkie złe emocje. Przez chwilę czułam się naprawdę wolna. Ciemność zaczęła drgać, jednocześnie wypełniały ją krystaliczne fale. Wibrowały dźwięcznie, a ja czułam bezgraniczną radość. Tak, wolność była na wyciągnięcie ręki…

Niespodziewanie poczułam ból, uniesienie się skończyło. Leżałam na czymś twardym, nie mogłam się ruszyć. Obrzydliwa maź pode mną lepiła się, dookoła unosił się nieprzyjemny, słodki zapach. Nie znałam jeszcze świata, nie potrafiłam zrozumieć, gdzie jestem i co czuję. Teraz wiem, że była to woń fizycznego bólu. Towarzyszyła mi potem przez jakiś czas, ale na szczęście niezbyt długo.

Leżałam tak bez ruchu, nie potrafię powiedzieć, jak długo. Bardzo cierpiałam. Spokojne, krystaliczne fale zamieniły się w ziarniste wybuchy. Nie mogłam się od nich odciąć, trwały więc bez końca. Do mojego cichego, pustego świata wdarł się chaos, a siarczyste dźwięki rozdzierały mnie na strzępy.

Nieoczekiwanie poczułam dotyk czegoś bardzo zimnego i miękkiego zarazem. Chciałam to złapać, sprawdzić, cóż to takiego. Ale gdy tylko próbowałam się poruszyć, ziarniste wybuchy przybierały na sile.

Czas mijał, a pojedyncze drobinki powoli zamieniały się w aksamitny płaszcz kojący ból. Agresywna burza ustępowała miejsca alabastrowej ciszy. Byłam zachwycona. Zrozumiałam, że mój świat nie kończy się na pustce. Doszło do mnie, że życie jest cenne.

Chłód już nie przeszkadzał. Zaczęłam spadać. Miałam wrażenie, że zostałam obserwatorem. Świat poruszał w harmonijnym rytmie, tworząc spokojną, bardzo smutną melodię. Czułam się wspaniale.

Kiedy świadomość wróciła, powrócił również chaos. Byłam na skraju szaleństwa. Wszędzie dookoła wybuchał ból, wszystko było wzburzone, ciężkie, groźne. Chciałam uciec, próbowałam przywołać coś znanego, ale moje wysiłki spełzły na niczym. I gdy już myślałam, że nie wytrzymam chwili dłużej, poczułam delikatny podmuch – miał przyjemny, otumaniający zapach. Był gładki i czysty. Zalała mnie fala spokoju, natychmiast się uspokoiłam. Poczułam dotyk, ciepło, czyjeś pieszczoty. Znów zaczęłam spokojnie oddychać, a świat podzielił się na dwie części – szorstką i soczystą . Co jakiś czas doznania mieszały się ze sobą, wirując dookoła w eklektycznym tańcu. Każdy taki wir wzbudzał moją radość – chciałam się śmiać.

 

Teraz jestem starsza, zmieniłam się. Umiem o wiele więcej niż wtedy. Nie doświadczam już panicznego strachu, mam pełną kontrolę nad moim światem. Mogę widzieć to, co chcę. Mogę też pozwolić malować obrazy mojemu sercu. Ale jestem też świadoma, że istnieje inny świat – niezmienny. Panują na nim twarde, rygorystyczne zasady. Wszystko ma swoje stałe miejsce. Czasami zastanawiam się nad tym, który świat jest prawdziwy, dlaczego są tak różne i czemu nie potrafię widzieć tego drugiego wyraźnie. Pomieszczenie, w którym przebywam, znam doskonale. Widzę kontury rzeczy, których nie potrafię nazwać. Czasami czuję rześki podmuch, zawsze wypełniają go rozmaite zapachy – niektóre znajome, inne całkiem nowe. Każdy wzbudza nieokiełznaną falę emocji i sprawia, że mój świat wciąż się zmienia. 

Otaczają mnie życzliwe istoty pełne miłości, współczucia. Co zabawne, wyglądają tak jak ja. Ale nie potrafię się z nimi porozumieć, najwyraźniej one ze mną też nie. Lubię wyobrażać je sobie jako mgliste smugi, które wciąż pędzą donikąd, nie mając żadnego celu. Wiem, że nie potrafią się cieszyć i że ciągle czegoś im brakuje. Czasami jest mi ich szkoda. Takie niezmienne ograniczone życie musi być naprawdę smutne. Chciałabym wytłumaczyć im, jak wygląda moje miejsce. Powiedzieć, że oni też tak mogą, że muszą tylko tego pragnąć. Ale nie potrafią mnie zrozumieć. To przykre, nigdy nie będę mogła im pomóc.

 

Okazało się, że istnieją również tacy, jak ja. Mgliste istoty zazwyczaj nas od siebie izolują, nieświadomie pozbawiając nas możliwości rozmowy. Niestety, w ten sposób odbierały mi również moją miłość. Ale nie mam o to żalu. Rozumiem, że chcą jak najlepiej. Zawsze się starają, czasami nawet ponad swoje możliwości. Więc jestem im wdzięczna, bo tak naprawdę tylko dzięki nim mogę istnieć.

Ach, moja miłość. Nie była pierwszą osobą, którą poznałam, ale właśnie to spotkanie wyryło ślad. Tak jakby do mojego domu dostało się coś oderwanego od rzeczywistości. Było kruche i bezsilne, ale dawało nadzieję. Ta obecność sprawiała, że chciało mi się żyć, trwać. Pragnęłam, aby zawsze była przy mnie. Moja rzeczywistość zrobiła się jeszcze jaśniejsza, nabrała więcej kształtów, a także zapachów. Stała się innym miejscem, ale jakby bliższym.

Moją miłość potrafiłam rozpoznać w tłumie. Tacy jak my objawiali się jako chropowate cienie. Ona była inna. Cienka, niemal przezroczysta. Zawsze dużo rozmawiałyśmy, o wszystkim. Ja pokazywałam jej obraz wolności, ona zaś prezentowała niewolę. Ja demonstrowałam odwagę, ona objawiała strach. Ja ukazywałam, co daje mi siłę, a ona obnażała swoje słabości. Razem mogłyśmy odkrywać świat na nowo. Wspólne wędrówki wprowadzały nas w stan uniesienia. Chciałyśmy coraz więcej, miałyśmy nieograniczone możliwości. Mgliste istoty chyba zauważyły, że jest nam razem dobrze, bo zaczęłyśmy się widywać niemal codziennie.

Niestety, przestałyśmy się spotykać. Ostatnim razem nie potrafiłam jej nawet dostrzec. Szukałam, ale nie widziałam. Podejrzewałam, że moja miłość jest tuż obok. Czułam jej zapach, mogłam ją dotknąć. Ale nie dostrzegałam bladego blasku, który zawsze był nieodłącznym elementem. Miłość po prostu tam leżała, a ja nie mogłam jej odnaleźć. Wciąż szukam, ale mam obawy, że już nigdy się nie spotkamy. Wiem, że to nie jej wina. Mówi mi o tym zapach mglistych istot. To po prostu się stało. Jest mi przykro, że nie mogę z nią dłużej rozmawiać. Mam tylko nadzieję, że pamięta te wszystkie dobre rzeczy, które zdążyłam jej pokazać. Gdziekolwiek teraz jest, chciałabym, żeby o mnie nie zapomniała. 

Koniec

Komentarze

Teksty skupiające się głównie na emocjonalniści leżą poza kręgiem moich zainteresowań, ale czytało się w porządku.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ponieważ po przeczytaniu tekstu nie zorientowałam się o czym opowiada, przystąpiłam do ponownej lektury. Nadal nie wiem, co Autorka pragnęła wyrazić. :-(

 

Świat po­ru­szał w har­mo­nij­nym ryt­mie, two­rząc spo­koj­ną, bar­dzo smut­ną me­lo­dię. – Co poruszał świat?

 

Za­la­ła mnie fala spo­ko­ju, na­tych­miast się uspo­ko­iłam. – Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poprawione.

 

A jeżeli chodzi o temat, to po prostu opisałam życie osoby głuchoniewidomej  w taki sposób, w jaki ja go sobie wyobrażam. Uważam, że takich tekstów nie powinno się tłumaczyć, więc nie będę tego robić :)

Nie odnajduję się w tym tekście. Przede wszystkim dlatego, że nic w nim się nie dzieje. Mamy tu wyłącznie opisy. A to, niestety, nuży i męczy, zwłaszcza, jeśli donikąd nie prowadzi i nie daje się zrozumieć. To znaczy treść jest czytelna (choć ciężko było mi zachować odpowiednie skupienie), zamysł – nie. Mówiąc wprost, nie wiem, co chciałaś przekazać; o czym opowiedzieć.

Z plusów, to na pewno trzeba zwrócić uwagę na wykonanie – abstrahując od Reg, która jest fenomenem w skali, która, zdaje się, została stworzona specjalnie dla niej, i od jej cennych i zdumiewających (jo nie wiem, jak ona to wszystko widzi) uwag, wszystko wygląda bardzo ładnie i porządnie. Drugi plus to spokojny, tchnący łagodnością i smutkiem ton opowiadania. Kwestię tego, czy komuś pasuje ten nastrój, czy nie, pomijam. Niemniej, wyraźnie widać, że w takim właśnie klimacie chciałaś utrzymać swój tekst i to Ci się bezapelacyjnie udało.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Teraz rozumiem Twój zamiar, Winter, ale moja wyobraźnia, widać dość ułomna, i tak nie jest w stanie pojąć zaprezentowanej wizji. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

[…] a siarczyste dźwięki […] ---> jakie??? 

To, że formalny zakres znaczeniowy “pasuje”, nie oznacza, że można ot tak sobie zastępować słowo innym, przez tysięczne użycia kojarzone inaczej.

<><>

Widzę pewną sprzeczność między brakiem wzroku i słuchu a widzeniem owych mglistych istot oraz odbieraniem dźwięków, ale powiedzmy, że mamy do czynienia z synestezją, tu niejako niepełną i zastępczą, więc w porządku.

Pierw­sze dwa aka­pi­ty su­ge­styw­ne, chyba nawet po­ru­sza­ją­ce. Są wy­ra­żo­ną wprost od­po­wie­dzią na py­ta­nie, co z jed­nej stro­ny jest siłą tek­stu, a z dru­giej jego sła­bo­ścią. Ostat­niej czę­ści, która, spo­dzie­wam się, wy­cho­dzi poza to py­ta­nie, nie zro­zu­mia­łem. Ale może przy wni­kliw­szym na­my­śle coś za­sko­czy. A spró­bu­ję po­szu­kać – co uzna­ję za suk­ces tek­stu, jeśli cho­dzi o od­dzia­ły­wa­nie na mnie.

 

Jako zgrzyt ode­bra­łem ala­ba­stro­wą ciszę. Pew­nie nie ma co po­pa­dać w prze­sa­dę, ale ra­por­tu­ję, że mnie to wy­bi­ło.

 

Edit: Czepiałem się wielokropka, ale niesłusznie.

CieńBurzy Cóż, uznaje komentarz za swego rodzaju komplement, więc dziękuję. 

 

regulatorzy Myślę, że nie można mówić, że czyjaś wyobraźnia jest ułomna :p Do niektórych trafia jedno, do innych co innego. Temat konkursu jest trudny, więc opowiadania, które biorą w nim udział, również nie powinny być łatwe. Ale tak jak powiedziałam – każdy ma inny gust i do każdego trafia co innego. 

 

AdamKB Z tego co mi wiadomo słowo siarczysty jest synonimem słowa mocny, stąd też “siarczysty dźwięk”. Ale mogę się mylić. Jeżeli chodzi o “widzenie” i “słyszenie”, chodzi mi o to, że osoba głuchoniewidoma odbiera świat na swój sposób. Ludzi określiłam mianem “mglistych istot”, ponieważ nie można do końca określić ich kształtu, pochodzenia, etc. Jeżeli chodzi o dźwięki, starałam się nadać im bardziej fizyczne znaczenie, np. drganie bohaterka odbiera jako dźwięk. A jeśli chodzi o widzenie świata zewnętrznego – wiadomo. Niewidomi postrzegają dotykiem. Ale bohaterka nie jest w stanie nazwać tego, co “widzi”. To również podkreśliłam w tekście.

 

Klapaucjusz Jeżeli chodzi o zwrot “alabastrowa cisza”, wykorzystałam tutaj regułę “podobny do alabastru”, czyli jasny, gładki. A tak jak napisałam wyżej, chciałam, aby bohaterka odbierała dźwięki w sposób fizyczny. Stąd takie połączenie.

 

Dziękuję za wszystkie opinie :)

Zabrakło mi jakiejś fabuły w tym opowiadaniu. Rozumiem, że chodziło o wzbudzenie emocji, opis przeżyć, ale wolę, gdy tekst opowiada jakąś historię.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Nie­spo­dzie­wa­nie po­czu­łam ból, unie­sie­nie się skoń­czy­ło. Le­ża­łam na czymś twar­dym, nie mo­głam się ru­szyć. Obrzy­dli­wa maź pode mną le­pi­ła się, do­oko­ła uno­sił się nie­przy­jem­ny, słod­ki za­pach. 

Nadużywasz zaimków, w szczególności “się”. Jest tego sporo… :(

 

Sam tekst, niestety mnie nie poruszył. Choć doceniam próbę zmierzenia się z ambitnym tematem.

 

Pozdrawiam!

 

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nazgul Niestety wiem, że jest za dużo zaimków, ale niestety w żaden sposób nie mogłam sobie z tym poradzić… Starałam się zminimalizować ich ilość. Widać, co z tego wyszło.

 

SzyszkowyDziadek ”Jakaś” fabuła jest. Szkoda tylko, że ¾ użytkowników forum nie jest w stanie jej zrozumieć :p Ale tak, czy siak, dziękuję za opinię. 

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

¾ użytkowników forum nie jest w stanie jej zrozumieć :p

Oprócz bycia częścią 99% jestem też częścią 75%. Po lekturze komentarzy do tekstu, muszę się zastanowić, czy teraz przypadkiem nie reprezentuję 74,25%.

 

Tekst nie został napisany brzydko, ale odczuwam, że nie zrozumiałem o czym był, ergo – całkiem logicznie – nie poruszył mnie.  

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

To może jednak wytłumaczę, o czym jest. Mam nadzieję, że wtedy ktoś spojrzy na tekst przychylniejszym okiem :)

 

Otóż pierwszy fragment to po prostu narodziny, którym towarzyszy niesamowity ból, a cierpi zarówno matka, jak i dziecko. Na samym początku dziecko panikuje, bo nie ma pojęcia, co się dzieje. Moment euforii oznacza lek przeciwbólowy, który działa tylko przez chwilę. No i zaczyna się poród.

Dalej jest mierzenie, ważenie, mycie. Dziecko usypia.

Kiedy się budzi, wpada w panikę, bo nie wie, co się dzieje. Wtedy matka bierze dziewczynkę w ramiona, a ta uspokaja się.

 

Następnie bohaterka jest już dużym dzieckiem/dorosłą osobą – to akurat nie ma znaczenia. Opisuje swoje życie w ośrodku dla ludzi głuchoniewidomych, opowiada o tym, co czuje. Mgliste istoty to sanitariusze.

Potem bohaterka opowiada o innych ludziach głuchoniewidomych, których spotyka w ośrodku. Widzi ich, jako “chropowate cienie”. Okazuje się, że bohaterka się “zakochała” w jednej z głuchoniewidomych osób. Jest to dość specyficzna miłość, co jest opisane w tekście. Pod koniec opowiadania miłość główniej bohaterki umiera.

 

I tyle. Ale nie chodziło mi o jakąś wymyślną fabułę, ale żeby przedstawić fantastyczny sposób, w jaki głuchoniewidomi widzą świat. Chciałam pokazać jasną stronę takiego życia, bo wierzę, że taka istnieje. 

Czy rodzące się dziecko umie nazwać odczucia, których doświadcza? Czy ktoś z nas pamięta, co przeżywał, przychodząc na świat?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

My nie pamiętamy, ale założyłam, że osoba głuchoniewidoma może coś takiego pamiętać. Myślę, że można to podpiąć pod element fantastyczny w opowiadaniu :)

A bohaterka nie opowiada historii w czasie rzeczywistym, tylko z perspektywy osoby dorosłej. Dlatego też jest w stanie opisać, co czuła podczas narodzin. 

 

EDIT: A druga sprawa jest taka, że nie mamy pojęcia, co może wiedzieć nowo narodzone dziecko, bo nic z tamtego okresu nie pamiętamy. Osobiście wydaje mi się (kiedy obserwuję dziecko moje oraz dzieci moich braci), że noworodki i nawet nieco starsze dzieciaki wiedzą i widzą “więcej”. Ile w tym prawdy? Cóż, myślę, że tego tematu nie da się wyczerpać. 

Przyjmuję do wiadomości, ale nie zostałam przekonana.

 

EDYCJA

Może swoje wiedzą, może nawet więcej, niż nam się zdaje, ale nie umieją tej wiedzy przekazać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szkodasad

Za mało dialogów.

 

;)

 

Ja niestety też po przeczytaniu tekstu należałem do 3/4tych, dopiero komentarze mi co nieco rozjaśniły.

Dobrze napisane, ale wrażenia niestety na mnie nie zrobiło ; )

 

Z tego, co się orientuję, to noworodek przez kilka pierwszych dni widzi odwrócony obraz, zanim mu się mózg przestawi na odpowiednie odczytywanie bodźców wzrokowych  : P

I po co to było?

Tak. I w ogóle widzi tylko szarości, biele i kolor czarny. Dopiero po paru tygodniach zaczyna widzieć kolory. 

Klimatycznie opowiedziane wspomnienia przeszłych odczuć i uczuć. I nic więcej. Nie ma w tym fabularnej biografii, ani żadnego jej konkretnego, pokazującego COŚ fragmentu. Chyba ponad 1/3 tekstu poświęciłaś narodzinom, a można było te znaki poświęcić na jakiś konkret z prawdziwie świadomego życia osoby głuchoniewidomej.

Warsztatowo i stylistycznie i nastrojowo jest dobrze, ale to za mało, by zrekompensowało braki.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nowa Fantastyka