- Opowiadanie: Mitsugi - Prolog

Prolog

Jest to początek dłuższej powieści. Może kiedyś napiszę ją całą.

Oceny

Prolog

To ostatnia noc w tym miejscu. Jutro będzie daleko stąd, jako inny człowiek, inna osoba. Jutro pokona Brzeg i przepłynie drogę do Wyspy, by tam zacząć szkolenie. Trzy lata była nowicjuszem. Sześć lat była słuchającym. Teraz nadszedł czas na prawdziwą naukę. Przestanie się już zajmować liczeniem, pisaniem i słuchaniem nudnych wykładów. Pozna wszystko to, co do tej pory działo się jedynie w jej wyobraźni. Zostanie jednym z Samotnych – mężczyzn i kobiet broniących cywilizowanego świata przed zarazą magii. Pomimo, że w głebi lądu od stuleci nie widziano żadnego czarodzieja, czy czarownicy, oni nawet głupiego ognika, na Brzegu i pobliskich wyspach ciągle widywano podobne zjawiska. Ich likwidacją zajmowali się Samotni. Krążyli oni po niebie i atakowali z zaskoczenia. Byli szybcy, zwinni i bezlitośnie skuteczni. W głębi mówi się, że Samotni nie istnieją. Postawiono ich obok gradów i resów – stworzeń legendarnych i mitycznych. Nieistniejących.

 Dziewczyna podeszła do okna i spojrzała ma odległe morze. Wiedziała, że nie dojrzy Wyspy i Zamku na niej, ale patrzenie w tamtą stronę ją motywowało. Rozległo się pukanie.

 – Proszę. – Odpowiedziała Kalisto nie odwracając się od okna. Usłyszała skrzypnięcie drzwi i głos swojego Mówcy.

 – Powinnaś już iść spać. Jutro czeka Cię bardzo ciężki dzień. – Odwróciła się do starca. Jego siwe włosy jak zawsze były rozczochrane, ale czyste, tak samo jak długa do pasa broda. Luźne, czerwone szaty zwisały na nim jak na kościotrupie, co z resztą podkreślały zapadnięte policzki. Wyglądał jakby był krok przed śmiercią.

 – Wiem Mówco. Nie mogę spać. Jestem zbyt podekscytowana zadaniem. – Uśmiechnęła się fałszywie. – Właściwie, to przestraszona.

 – Nie pozwól, żeby emocje przysłoniły Ci cel, dziecko. Przygotowałem Cię najlepiej jak potrafiłem. A Ty głupia nie jesteś, więc będziesz doskonale wiedzieć co robić. – Jego szczery, zmęczony uśmiech dodał jej otuchy. Ten mężczyzna zajął się nią jak własnym dzieckiem. Z oczu poleciały jej łzy. Bez chwili zastanowienia rzuciła mu się na szyję.

 – Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś… – Mężczyzna przez chwilę stał osłupiały, lecz zaraz złapał ją za ramiona i delikatnie odsunął.

 – Najlepiej mi podziękujesz, jak przejdziesz próbę i nie dasz się przyłapać na przemianie. Trzymaj nerwy na wodzy, dziecko. A teraz idź już spać.

 – Dobrze mistrzu. – Mówca wyszedł, zostawiając ją samą z dogasającą świecą.

Koniec

Komentarze

To ostat­nia noc w tym miej­scu. Jutro bę­dzie da­le­ko stąd, jako inny czło­wiek, inna osoba. Jutro po­ko­na Brzeg i prze­pły­nie drogę do Wyspy, by tam za­cząć szko­le­nie. Trzy lata była no­wi­cju­szem. Sześć lat była słu­cha­ją­cym. Teraz nad­szedł czas na praw­dzi­wą naukę…

Zły (niezgubiony, lecz nie podany) podmiot. Wynika z tego, że to noc pokona Brzeg i dotrze do wyspy,  że trzy lata była nowicjuszem… itd.

 

Po­mi­mo, że w głebi lądu od stu­le­ci nie wi­dzia­no żad­ne­go cza­ro­dzie­ja, czy cza­row­ni­cy, oni nawet głu­pie­go ogni­ka, na Brze­gu i po­bli­skich wy­spach cią­gle wi­dy­wa­no po­dob­ne zja­wi­ska.

W tym zdaniu coś się popsuło.

 

 W głębi mówi się, że Sa­mot­ni nie ist­nie­ją. Po­sta­wio­no ich obok gra­dów i resów – stwo­rzeń le­gen­dar­nych i mi­tycz­nych. Nie­ist­nie­ją­cych.

Najpierw “nie istnieją” piszesz rozdzielnie, później łącznie. 

 

 – Wiem Mówco. Nie mogę spać. Je­stem zbyt pod­eks­cy­to­wa­na za­da­niem. – Uśmiech­nę­ła się fał­szy­wie. – Wła­ści­wie, to prze­stra­szo­na.

Zdarzają Ci się źle zapisane dialogi.

 

Odniosłem wrażenie, że tekst pisany był na szybko, bez jakiejkolwiek samokorekty, ot choćby ponownego przeczytania. Szkoda,  bo fragment wcale nie jest jakoś strasznie napisany. Błędy są, ale i płomyk potencjału dostrzegłem.

 

Przeczytaj ten wątek wnikliwie, to wiedza elementarna, która wielce Ci pomoże:

 

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nie umiem wiele powiedzieć o zaprezentowanym Prologu, bowiem przedstawiając zaledwie króciutką scenkę z udziałem dziewczyny i starca, nie raczyłaś powiedzieć co, gdzie i kiedy się dzieje. Coś zasygnalizowałaś, wspominając o Samotnych, ale na tyle mgliście, że nie mam pojęcia o co chodzi. Mamy Brzeg i Wyspę, są dziewczyna, starzec i Samotni. I to wszystko. Coś zapowiadasz, ale niczego nie precyzujesz. W ten sposób nie zainteresujesz ewentualnych czytelników. Czytelnik życzy sobie opowieści mającej początek i koniec, a miedzy początkiem i końcem powinno się coś dziać. Najlepiej dużo i ciekawie.

Mitsugi, proponuję byś na razie odłożyła plany tworzenia powieści i spróbowała krótszych form – może szort albo niedługie opowiadanie.

Sugeruję też, abyś starała się dużo czytać i jak najwięcej wynosić z każdej lekcji języka polskiego.

 

Jutro po­ko­na Brzeg i prze­pły­nie drogę do Wyspy, by tam za­cząć szko­le­nie. – Czy droga została zalana?

Proponuję: Jutro po­ko­na Brzeg i popłynie na Wyspę, by tam za­cząć szko­le­nie.

 

Trzy lata była no­wi­cju­szem. Sześć lat była słu­cha­ją­cym. – Powtórzenie.

Jeśli piszesz o dziewczynie, to wolałabym: Trzy lata była no­wi­cju­szką. Sześć lat słu­cha­ją­cą.

 

Po­mi­mo, że w ebi lądu od stu­le­ci nie wi­dzia­no żad­ne­go cza­ro­dzie­ja, czy cza­row­ni­cy, oni nawet głu­pie­go ogni­ka, na Brze­gu i po­bli­skich wy­spach cią­gle wi­dy­wa­no po­dob­ne zja­wi­ska. – Literówki, powtórzenie, zbędne przecinki.

 

W głębi mówi się, że Sa­mot­ni nie ist­nie­ją. – W głębi czego tak się mówi?

 

Dziew­czy­na po­de­szła do okna i spoj­rza­ła ma od­le­głe morze. – Literówka.

 

Pro­szę.Od­po­wie­dzia­ła Ka­li­sto nie od­wra­ca­jąc się od okna.Pro­szę – od­po­wie­dzia­ła Ka­li­sto nie od­wra­ca­jąc się od okna.

Źle zapisujesz dialogi. Zajrzyj tu: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Po­win­naś już iść spać. Jutro czeka Cię bar­dzo cięż­ki dzień.Po­win­naś już iść spać. Jutro czeka cię bar­dzo trudny dzień.

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie. Ten błąd powtarza się w dalszym ciągu tekstu.

 

Luźne, czer­wo­ne szaty zwi­sa­ły na nim jak na ko­ścio­tru­pie, co z resz­tą pod­kre­śla­ły za­pad­nię­te po­licz­ki. – …co zresz­tą pod­kre­śla­ły za­pad­nię­te po­licz­ki.

W jaki sposób policzki mogą podkreślać układanie się szaty na osobie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, regulatorzy, mój komentarz… odrobinę jakby krótszy, tym razem krótszy… ;)

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nazgulu, chyba nie będziemy się ścigać na długość komentarzy? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie?!

Szkoda… :(

Chodziło mi o to, że powoli wyłapuję (prawie) równo tyle błędów co Ty. 

Nielicho!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Wolałabym móc czytać i nie wyłapywać żadnych błędów. Ale skoro Tobie na tym zależy, to życzę Ci czujności, bystrego wzroku i wszystkiego najdłuższego! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cholercia, mądre słowa!

To jest właściwe (zdrowe) podejście do tematu. Choć bez błędów nie byłoby… loży.

 

Dobra, kończe offtop, pozdrawiam ciepło Autorkę i regulatorów!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nazgulu, zważ, że bez Loży mogłoby nie być piórek…

 

I ja mam nadzieję, że Autorka wybaczy. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tu niestety muszę nadmienić, że loża i Regulatorzy to zupełnie odmienne pojęcia.

Choć, nie przeczę, czasami brzmią całkiem podobnie. Różnica da się jedynie zauważyć, w momencie, gdy Regulatorzy na chwilę lądują na Ziemi, i z pomocą pangalaktycznych szyfrów próbują nawiązać kontakt. 

Tylko Regulatorzy to potrafią….

:)

 

Nie biegam, bo nie lubię

 W głębi mówi się, że Samotni nie istnieją. Postawiono ich obok gradów i resów – stworzeń legendarnych i mitycznych. Nieistniejących.

Najpierw “nie istnieją” piszesz rozdzielnie, później łącznie. 

==> i bardzo dobrze, że raz rozdzielnie, raz łącznie. Z czasownikami tej partykuły nie łączymy… 

<><>

Drodzy Komentatorzy!

Wymieniona wyżej Autorka nie gniewa się za Waszą drobną utarczkę słowną. Właściwie, to poprawiła jej ona humor.

W każdym razie.

Dziękuję za Wasze mądre rady, mimo, że częściowo się z Wami nie zgadzam. Ale o tym później.

Regulatorzy, dziękuję Ci bardzo za wyszczególnienie mojego młodego wieku i braku doświadczenia, aczkolwiek chce obiecać poprawę. Za miesiąc będę już bardziej doświadczona i starsza.

Do rzeczy.

Jestem świadoma licznych błędów i alogicznych zdań (sama się za to tępię) i postaram się znaleźć czas na to, żeby je wyeliminować w tym tekście, a także zadbać, aby nie pojawiały się tak często.

Nazgulu. Dobrze wydedukowałeś, że Prolog był PRZEPISYWANY na szybko. Nie przepadam za czytaniem moich prac, więc rzadko to robię (zwykle mam wrażenie, że są beznadziejne).

Jeżeli chodzi o długość tekstu i treść w nim zawartą – według mnie jest odpowiednia. Jednakże, wezmę Wasze słowa do serca i całość poprawię. Pojawi się tu w okolicach soboty (14.03.15) lub wcześniej.

Pozdrawiam,

Smutny Dysgrafik, bez programu korekcji tekst ale za to z tysiącem przeczytanych książek. ;)

KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.

Naj­pierw “nie ist­nie­ją” pi­szesz roz­dziel­nie, póź­niej łącz­nie. 

==> i bar­dzo do­brze, że raz roz­dziel­nie, raz łącz­nie. Z cza­sow­ni­ka­mi tej par­ty­ku­ły nie łą­czy­my… 

Jak to! Takie rewelacje bez mojej wiedzy! Piszę maila do profesora Miodka! ;)

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nowa Fantastyka