- Opowiadanie: GemGemini - Wyborcza

Wyborcza

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Wyborcza

Pociąg bezszelestnie sunął kilka metrów nad ziemią. W przedziale siedział wysoki, siwiejący mężczyzna, jeszcze grubo przed pięćdziesiątką, a obok niego starsza pani, grzebiąca w torebce, w której cały czas grzechotały pudełka z lekarstwami.

Tę względną ciszę przerwał krzyk z korytarza.

Drzwi otworzyły się, do środka wpadli dwaj kosmici, obaj w równym stopniu wężowi co ludzcy. Byli w całości łysi, a zamiast skóry błyszczały na nich łuski, u jednego zielone, u drugiego białe, czarne i pomarańczowe. Nie zwracając uwagi na pasażerów skoczyli na siedzenia po drugiej stronie i kontynuowali ożywioną dyskusję.

– … fej or kihr abarafth.

– Dkaan, kront, szin! – Spojrzeli na ludzi.

– Baantaar!

Śmiejąc się wstali i wyszli z przedziału.

– Cholerni obcy – mruknął mężczyzna do szyby. – Nie nauczą się mówić po ludzku i tylko zajmują miejsca.

– Słucham? – spytała przeciągle staruszka, przesiąknięta mdłym zapachem leków, prawie się na nim kładąc. – Co pan mówisz, co pan mówisz, wiesz pan ile oni dobrego zrobili? – Podetknęła mu pod nos swoją wysuszoną dłoń. Palce miała sękowate i krzywe, tylko nadgarstek był dokładnie na swoim miejscu, wyraźnie syntetyczny. – Dzięki nim mogę jeszcze ruszać ręką, ba, jeszcze żyję, zaraz panu pokażę moją bliznę po wszczepianiu trzeciego płuca! – Zaczęła rozpinać guziki swetra drżącymi dłoniami.

Odepchnął ją, wstał i ruszył do wyjścia.

– Każdy człowiek by pani zrobił taką operację. Ja tu wysiadam.

Stojąc przy drzwiach wagonu zorientował się, że pociąg jest w połowie drogi między przystankami.

Zrezygnowany uchylił okno i usiadł na podłodze. Po chwili wokół niego zaczęły osiadać płatki śniegu.

– Kraj wariatów. Kosmici, otępiałe starsze panie i brak ogrzewania w pociągach. Nic tylko czekać, aż cały ten burdel się rozpadnie. Polityka leży od lat, ludzie wylatują w kosmos każdym możliwym wahadłowcem, wszyscy dookoła myślą tylko jak się nas pozbyć. Ile może się trzymać taka parodia?

Pociąg zatrzymał się, drzwi otworzyły z głośnym sykiem. Gdy chciał wysiąść w drzwiach naprzeciwko niego stanął karłowaty mężczyzna, obładowany torbami.

– Przepraszam, wysiadam, mógłby się pan przesunąć?

– A ja wsiadam, rusz się pan, torujesz pan przejście.

– Daj mi wysiąść, ty głupi kar… – Uniósł się, ale w porę ugryzł się w język.

– No, co chciałeś powiedzieć, "karle"? Mam dzwonić na policję, zgłosić dyskryminację w miejscu publicznym? – Jego uśmiech pozbawiony kilku zębów był aż nadmiernie złośliwy.

– Pierdol się. – Przepchnął się, łokciem zrzucając mu kilka toreb z ramienia.

– O ty skur… – Resztę zdania zagłuszył syk zamykających się drzwi. Karzeł jeszcze chwilę wpatrywał się w jego plecy zbierając torby, a potem przeszedł do wyklinania maszynisty.

– Nawet podstaw kultury nie można się tu spodziewać, naprawdę, nie mogę się doczekać kiedy to wszystko szlag trafi – mruczał do siebie, przebijając się przez nieodśnieżoną ulicę. Od domu dzieliło go już tylko dziesięć minut zasp i krzywych chodników w miejscach, gdzie śnieg nie sięgał.

Szukając kluczy przypomniał sobie, że żona kazała mu zrobić po drodze zakupy.

– I gdzie ja tu sklep znajdę o tej porze?

Ruszył w stronę osiedlowego blaszanego sklepiku, ale zgodnie z jego przewidzeniami był zamknięty.

Następnie poszedł do większego sklepu. Drzwi zamknęły mu się przed nosem.

– Pan chciał coś jeszcze kupić? – spytała kobieta wychodząc bocznymi drzwiami. – Przykro mi, godziny otwarcia są jakie są, spóźnił się pan – jej głos był nieprzyjemnie pusty.

– Nie może mi pani sprzedać kartonu mleka i petów?

– Zasady to zasady – Odwróciła się i poszła.

Zdenerwowany zawrócił do domu. Wolał konfrontację z żoną niż pałętanie się po mieście śniegu i zamkniętych sklepów.

Przed blokiem spotkał właściciela blaszaka.

– O, dobry wieczór, mógłby mi pan na chwile otworzyć sklep?

– Dobry, niedobry, pewnie, że otworzę. Nocne zakupy? – Sąsiad uśmiechnął się do niego promiennie.

– A wie pan, pamięć już nie ta, miałem w drodze z pracy kupić mleko.

Ruszyli w stronę sklepu.

– Jechałeś pan znowu tym pociągiem nowym?

– Tak, znów mi się trafił. Tragedia, jak Boga kocham.

– Czytałem o tym, tyle lat jeździły po szynach i magnesach, i było dobrze, a teraz taki kit wcisnęli.

– No co poradzić, jeździ to jeździ.

– Niby lewituje, a i tak szarpie jak cholera – kontynuował narzekania sklepikarz, zapalając światło. – Jeszcze nie napiszą dobrze programu maszyniście, ponoć jak ktoś chciał kupić bilet w czasie jazdy, to rozłączyło wagony. Co to jest za kraj ja się pytam?

– Co zrobisz jak nic nie zrobisz. Ale bardziej niż te pociągi mierżą mnie kosmici. Panoszą się jak u siebie, zgarniają dofinansowania, jeszcze do rządu chcą wchodzić. Wie pan, że dziś mi trzech kolegów z pracy wylali i wzięli na ich miejsce te gady, bo mniejszy podatek dzięki temu płacą?

– Od zawsze tak jest, jak trafisz pan na chciwego pracodawcę to na obiad zaraz będziesz dostawał szarańczę, czy co oni tam jedzą.

– No nic, trzeba żyć w tym syfie co jest. Daj pan karton mleka, kilo ziemniaków, i kilka cebul. Jeszcze paczkę fajek i jakieś piwo – dorzucił. – Gazety pan jeszcze ma? – spytał zdziwiony, zauważając cały regał najprzeróżniejszych czasopism. – Ktoś to jeszcze kupuje?

– Zdążają się i tacy, kolekcjonerzy, antyglobaliści, starzy ludzie.

– A to niech pan dorzuci mi jeszcze Wyborczą, jeśli wciąż ją wydają.

– Wydają, wydają, całkiem nieźle się trzyma jak na swoje lata.

– Pewnie w zarządzie są same żydy… – mruknął, podnosząc gazetę.

Pod czerwonym prostokątem czarne nagłówki krzyczały:

"Skandal! Kolejna wpadka prezydenta, Unia Marsjańska żąda odszkodowań."

"Euro 2762: Polska odpadła w pierwszej rundzie, pojutrze mecz o honor."

"V Rzesza militaryzuje wschodnią granicę. Czy kolejna próba podbicia naszego kraju przejdzie bez odzewu wśród organizacji międzynarodowych? Wywiad z Ministrem Obrony Narodowej na 8 str."

– Same złe rzeczy się dzieją – rzucił beznamiętnie szukając portfela. Przejechał kartą po terminalu, piknęło, światełko mrugnęło.

– Na końcu jest krzyżówka, chociaż tyle zabawy.

– Mi tam nawet krzyżówka nie pomoże. – Zawahał się na chwilę, po czym spojrzał w oczy rozmówcy. – Powiedz mi pan szczerze, panie Józku. Nie sądzisz pan, że ta cała III Rzeczpospolita kiedyś pójdzie się jebać?

– Wie pan, sam nie wiem. Wszystko na to wskazuje, wewnętrzny burdel, ciągłe pomysły Rzeszy i ZSPR… Ci to mnie w ogóle dziwią – zaczął dygresję znikąd. – Pamiętam ze szkoły, że dawno, dawno temu był Związek Radziecki, a teraz mają cały ten Związek Socjalistycznych Planet Radzieckich, że też to lewackie ścierwo żyje też na innych planetach. No ale nieważne. Ja już chyba, panie Darku, nie wierzę w koniec Polski. Będzie coraz gorzej i gorzej, ale nie na tyle źle, żeby się do reszty rozjebało.

– Może ma pan rację. – Zamyślił się na chwilę. – Ale wie pan co, nie ma co się zastanawiać, żona czeka w domu. Serdecznie panu dziękuję, że mi pan otworzył. Do następnego.

– Nie ma za co, do widzenia.

Pan Dariusz wyszedł z blaszaka i odpalił papierosa, żyjąc ostatkiem błogiej nieświadomości. Nie wiedział jeszcze, że za chwilę zastanie swoją żonę w łóżku z kosmitą imieniem Ikh'Rens'Baan.

Koniec

Komentarze

Ponura wizja.

W paru miejscach brakło mi jakichś przecinków, czasem przestawiłeś szyk wyrazów, co dało dziwny efekt, np: Jechałeś pan znowu tym pociągiem nowym.

 

Masz też czasem takie zdania, które jak dla mnie nie są pełne. Przykład, żeby pokazać o co mi chodzi:

Nie zwracając uwagi na pasażerów skoczyli na siedzenia po drugiej stronie i kontynuowali ożywioną dyskusję.

Po czyjej/jakiej drugiej stronie? Mnie osobiście takie “zagadki” w tekście przeszkadzają w płynnym czytaniu. 

 

Ale tak poważniej przyczepię się do czegoś innego. Na jakiej lewitacji opiera się ten nowy pociąg? Kilka metrów nad ziemią, to sporo – przeciętna wysokość mieszkania to max 3m, a do 9 metrów (to wciąż kilka) jeszcze daleko. Co jest w stanie 1) utrzymać i 2) utrzymać w ruchu na wyznaczonym torze tony wagonów na wysokości kilku metrów? Jestem tego bardzo ciekawa.  

Nie ma też ani słowa o tym, jak pociąg się zatrzymał na przystanku – osiadł na ziemi? Łagodnie, czy z jakimś szarpnięciem? Czy podjeżdżał do wysoko zbudowanego peronu? Te pytania zostają wzmocnione w dalszej części, gdy sklepikarz narzeka, że lewitujący pociąg szarpie jak cholera. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

III Rzeczpospolita? Śledząc medialne przekazy, odniosłem wrażenie, iż już żyjemy w IV, albo nawet V. Ale jedno w twojej wizji jest niezwykle pocieszające – co tam chutliwi kosmici, kolejne Rzesze, Socjalistyczne Związki i lewitująca PKP – Polak (lub w ogóle człowiek) zawsze będzie tak samo narzekał. Na wszystko, na całokształt. Wierząc, że u tak nie jest tak źle, by się rozjebało w cholerę. Czyli wszystko po staremu. Pozdrawiam!

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

– Co pan mó­wisz, co pan mó­wisz, wiesz pan ile oni do­bre­go zro­bi­li? – po­de­tknę­ła mu pod nos swoją wy­su­szo­ną dłoń.

Błędnie zapisany dialog.

 

 Gdy sta­nął w drzwiach na­prze­ciw­ko niego sta­nął kar­ło­wa­ty męż­czy­zna, ob­ła­do­wa­ny tor­ba­mi.

Powtórzenie: stanął.

 

– No, co chcia­łeś po­wie­dzieć, "karle"? Mam dzwo­nić na po­li­cję, zgło­sić dys­kry­mi­na­cję w miej­scu pu­blicz­nym? – jego uśmiech po­zba­wio­ny kilku zębów był aż nad­mier­nie zło­śli­wy.

– Pier­dol się – prze­pchnął się, łok­ciem zrzu­ca­jąc mu kilka toreb z ra­mie­nia.

– O ty skur… – resz­tę zda­nia za­głu­szył syk za­my­ka­ją­cych się drzwi. 

Błędnie zapisane dialogi. Jest ich więcej. To link wyjaśniający sprawę:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

 

Co do fabuły, to takie pitu-pitu. Zupełnie jak w… Wyborczej ;)

III Rzeczpospolita? To aluzja, że Świat idzie do przodu, a my ciągle zacofani?

Dzisiaj średnio.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

No, chyba takie sobie… Politykowanie i fantastyka przeważnie produkują niestrawne teksty.

 

III RP i świat XXVIII wieku mają oznaczac, że u nas zastój i stagnacja mocniejsze od postępu? Ech… Coś w tym jest, ale kiepsko podane.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jak to mówią, historia kołem się toczy. Wizja trochę ironiczna, trochę naciągnięta, ale jakaś jest.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

No proszę, 2762 rok a nic się nie zmieni. Jak zrzędzili, tak zrzędzą.

Nad warsztatem byś trochę musiał popracować.

Przede wszystkim zacznę od dwóch głupich wymówek.

  1.  To pierwsze moje opowiadanie jakie czytają ludzie, którzy wiedzą o pisaniu więcej niż nic.
  2. Pisałem to między wykładami, jakiejś niesamowitej fabuły nie ma prawa to mieć.

Poprawiłem kilka błędów, nie jestem pewien czy wszystkie, byłbym wdzięczny za wytknięcie reszty.

Odnośnie stałości III RP, nazwy zmieniają się, gdy państwa/mocarstwa/imperia upadają. Setki lat istnienia Polski jaką znamy dziś nie wynikają z zastoju, zacofania i tym podobnych, a z tego, że Polak będzie się trzymał zawsze z Polakiem i mało kto nas ruszy. thargone, Ty chyba najtrafniej to ująłeś.

śniąca, przyznam się od razu, nie umiem stawiać przecinków, szczególnie tych niefonetycznych. Szyk chyba przestawiałem tylko w dialogach, bo wśród takiego języka się wychowałem i takim językiem mówią mieszkańcy moich wyimaginowanych przedmieścia, ale jeżeli przestawiałem coś w narracji to przyznam się do błędu. A niepełne zdania wynikają z tego, że częściej piszę dramaty, gdzie możliwości są silnie ograniczone wyglądem scenografią, przez co i w opowiadaniach czasem skracam opisy. No i ten pociąg. To pytanie mi się podoba, bo to pierwsze fizyczne. Po pierwsze, lewitacji użyłem po prostu jako unoszenia się obiektu wbrew polu grawitacyjnemu, taka jest chyba dość podręcznikowa definicja. A w tym wypadku odnosi się do najprostszego w świecie przeciwdziałania siłom grawitacji poprzez ich przeciwieństwo. Jeżeli znajdzie się potwierdzenie istnienia bozonów grawitacyjnych, to pewnie po jakimś czasie znajdą też i anty-grawitony. A stamtąd już tylko kilka kroków do zbudowania silników działających poprzez odpychanie grawitacyjne. Takie silniki, przy jakiejkolwiek wadzie budowy i obsługi, mogą przechylać pociąg, a nieumiejętne próby kontrowania skutkowałyby szarpnięciami. A sprawa stacji, miasta raczej rozrastają się w górę, stacje pociągu na wysokości tych kilku metrów najpewniej znajdowałyby się bliżej ziemi niż szczytów budynków.

Spoko, warsztat jest do dopracowania. Porada ogólna – po napisaniu tekstu, odłóż go nawet na kilka tygodni, po czym przeczytaj sam sobie na głos. Wiele usterek (jak powtórzenia, czy te “niepełne” zdania) sam wtedy wyłapiesz. Później można ty na portalu wrzucić opowiadanie na betalistę i skorzystać z pomocy innych użytkowników, którzy mogą wskazać inne błędy.

 

A ja nadal będę się czepiać lewitacji, bo chcę zagłębić się w elemencie science tego opowiadania. Ogólną definicję znam, kiedyś się tym tematem nieco interesowałam. Dlatego właśnie jestem ciekawa, jaki rodzaj lewitacji uniesie i poniesie tyle ton na tak dużą wysokość. Mamy lewitację magnetyczną, elektrostatyczną, aero i hydrodynamiczną, optyczną, akustyczną. Maglev opiera się na magnetycznej, ale unosi się na wysokość raptem centymetrów nad torem, który zresztą jest tak ukształtowany, że trzyma pociąg na trasie. Poduszkowce bazują na lewitacji aerodynamicznej, ale to też są centymetry i nierzadko ciężko jest utrzymać kierunek jazdy przy niesprzyjających warunkach.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Napisałeś, że fabuła nie miała prawa tu zaistnieć i jest to święta prawda. Stworzyłeś świat – bez fajerwerków, ale w porządku. Tylko sam świat zwykle nie wystarcza do zaciekawienia czytelnika. A historia, jak to facet wraca z pracy – no, nie porywa. Spróbuj następnym razem w swoim świecie osadzić interesującą akcję.

W przedziale siedział tylko wysoki, powoli siwiejący mężczyzna,

Trochę się pewnie czepiam, ale rozbawiło mnie to zdanie. Wyobraziłam sobie pana w jadącym pociągu. Pociąg jedzie, a pan siwieje. Powoli, ale co stacja przybywa mu białych włosów… Chwała naszym kolejarzom! ;-)

Babska logika rządzi!

Zabawniej się robi, gdy przyjrzeć się całemu zdaniu.

W przedziale siedział tylko wysoki, powoli siwiejący mężczyzna, jeszcze grubo przed pięćdziesiątką, a obok niego starsza pani, grzebiąc w torebce, w której cały czas grzechotały pudełka z lekarstwami.

I. W przedziale siedział tylko wysoki, powoli siwiejący mężczyzna, jeszcze grubo przed pięćdziesiątką, a obok niego starsza pani, grzebiąc w torebce, w której cały czas grzechotały pudełka z lekarstwami. ---> jeżeli naprawdę tylko mężczyzna, to co tam robi kobieta?

II. W przedziale siedział tylko wysoki, powoli siwiejący mężczyzna, jeszcze grubo przed pięćdziesiątką, a obok niego starsza pani, grzebiąc w torebce, w której cały czas grzechotały pudełka z lekarstwami. –> czy jazda pociągiem trwała tak długo, że można było zaobserwować postępy siwienia włosów? Określenie tempa siwienia nie tylko nie ma nic do rzeczy, ale nie ma sensu w przypadku akcji ograniczonej do krótkiego czasu…

III. W przedziale siedział tylko wysoki, powoli siwiejący mężczyzna, jeszcze grubo przed pięćdziesiątką, a obok niego starsza pani, grzebiąc w torebce, w której cały czas grzechotały pudełka z lekarstwami. –> pułapka imiesłowowa. Po usunięciu podkreślonego zdania okazuje się, że w torebce grzebie siwiejący mężczyzna, na co wskazuje zresztą zgodność gramatyczna. Grzebiąca w torebce. Grzebiąca… Jedna litera, a ile znaczy…

…a to tylko jedno zdanie…

…nie pisz między wykładami…

 

 

…nie pisz między wykładami…

Pozwolę się nie zgodzić :)

Pisz między wykładami. Tylko później, przed jakąkolwiek publikacją, przeczytaj, dopracuj, przeredaguj, skoryguj :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

O sprawach technicznych wspomnieli przedpiścy, fabuła szczątkowa, zarysowany świat ponury i chyba z rozmysłem mocno przerysowany.

Ale źle nie było, poza tym w to, że i za kilka wieków malkontenctwo będzie u nas kwitło, szczerze wierzę:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

A mnie się spodobało – niby niewiele się dzieje, niby wizja ponura, ale to wszystko takie ujmująco swojskie i znajome. Kosmici są całkiem ziemscy, Polacy ciskają się, że tamci mają przywileje, no i jeszcze ta przegrana w meczu nawet w 2762… Ech, cóż poradzić ;)

Interesująca próba przedstawienia przyszłości z perspektywy społecznych i politycznych problemów. Na plus końcówka, zdecydowanie miażdżąca ; )

Tylko warsztat do poprawy. 

przeczytane

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Niestety, nie spodobało się. Jak na science-fiction za dużo polityki i za mało fantastki, a jak na political-fiction, za mało polityki i za mało fantastyki. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka