- Opowiadanie: Teyami - Obserwator

Obserwator

Fantastyka w wydaniu bez magii i dziwnych stworów. Jeśli w ogóle fantastyka. Bo kto udowodni, że świat nie wygląda tak, jak jest tu przedstawiony?

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Obserwator

Bezszelestnie przemykam przez przedpokój, widząc już, że mieszkanko jest niewielkie. Dwa pokoje, dość mała łazienka, no i oczywiście kuchnia. Tak, kuchnię trzeba sprawdzić jako pierwszą, w nich się różne nieprzyjemne rzeczy przydarzają – a to ktoś gazu nie zakręci, a to jakimś cudem nadzieje się na nóż, a potem leży biedak i wykrwawia się na podłodze…

Tu jednak nikt nie leży. Ani w kuchni, ani w łazience nie ma żywej duszy. Pierwszy z pokoi też pusty, więc nie będę zdziwiony, jeśli okaże się, że cała rodzina gdzieś wyjechała. Ostatnie z drzwi otwieram nieco zbyt pewnym ruchem i klamka wydaje odgłos przypominający kwik zarzynanego prosiaka.

Na łóżku, przykryta kołdrą po uszy, śpi młoda dziewczyna. No pięknie, upominam się w myślach. Jeszcze tego brakowało, bym ją obudził i by do rana przerażona musiała sobie wmawiać, że to tylko wiatr otworzył te drzwi. Jednak przecież ostatecznie się nie obudziła, więc nie mam zamiaru się tym dłużej przejmować. Wolę sprawdzić, co jej się śni, takim dziewczynom śnią się często ciekawe rzeczy.

Staję obok łóżka i przymykam oczy. Widzę ją oraz jakąś pulchną kobietę w średnim wieku. Matka? Ciotka? Kobieta opiernicza ją o jakieś spalone ciasto, a ona dzielnie broni się, że nie miała więcej mąki, więc to chyba logiczne, że ciasto się spaliło. Nagle obok nich pojawia się młody chłopak i każe dziewczynie pocałować się w łokieć. Dlaczego akurat w łokieć? Cóż, nie wiem tego ani ja, ani zapewne sama dziewczyna. Może Bóg wie, ale o tym akurat z Nim nie gadałem. W łokieć i już.

Dobra, wystarczy tego, ja tu się bawię, a w tym bloku ktoś umiera. Ale, widzicie, czasami trudno się opanować. Na początku może miało się opory przed bezwstydnym czytaniem ludzkich snów, ale w końcu i tak tych ludzi nie znam, więc co za problem? To jak telewizja, tylko tła niewyraźne. Więc co to było tym razem? Komediodramat? Film romantyczny trzeciej kategorii? Trzeciej jak trzeciej, ale gdzie tu romantyzm przy całowaniu w łokieć?

Zastanawiacie się pewnie, kim jestem. Włamywaczem nie, przynajmniej nie w tym codziennym rozumieniu, bo i na co by mi tu były pieniądze? Śmiercią też nie, choć może czujecie się rozczarowani – wiem z własnego doświadczenia, że tak bywa; sam zawsze lubiłem utwory, w których śmierć była personifikowana. Niestety ja nie mam aż takich umiejętności jak ona – jedną z najlepszych, jakimi mogę się pochwalić jest przechodzenie przez zamknięte na zamek drzwi, więc teraz, wychodząc z mieszkania, właśnie to robię. Podkreślam – na zamek – bo takie zwyczajne, w pokojach, i tak muszę otwierać – w końcu fizycznymi przedmiotami mogę się bawić, byle ludzi za bardzo nie wystraszyć. A to, o czym wspomniałem, to tylko taki bonusik od Boga, żebym mógł lepiej obserwować świat.

No, ale chyba trochę zboczyłem z tematu. Duchem też nie jestem, bo jaki ze mnie duch, jeśli wciąż żyję? Moje ciało już od roku sobie wesoło leży gdzieś na szpitalnym łóżku i poleży jeszcze dwa lata. Skąd wiem, że dwa? Bóg mi tak powiedział. Tuż po tym jak zapadłem w śpiączkę; wtedy, gdy tłumaczył mi całą moją sytuację, poinformował, że nigdy się nie wybudzę i że od teraz jestem jednym z obserwatorów.

Wchodzę do kolejnego mieszkania. Znowu pobieżnie sprawdzam wszystkie pomieszczenia, by mieć czyste sumienie, ale już w pierwszych chwilach zauważam, ze w jednym pokoju włączony jest komputer, a przy nim siedzi jakiś koleś i oddaje się czynnościom, których nie mam ochoty oglądać. Niech robi co chce, ja tu nic ciekawego nie znajdę, idę dalej.

Wiecie, tak sobie myślę, zresztą już nie po raz pierwszy, jak bardzo różni się postrzeganie świata w normalnym ludzkim ciele od tego w ciele obserwatora. Niby rzeczywistość taka sama, a jednak… Potrafisz patrzeć na młodą kobietę z miseczką E i myśleć o pięknie jej duszy, a nie o tym, jak tu ją przelecieć. Obserwatorki potrafią przywiązać się do śmierdzących żuli, bo nagle dostrzegają, jakimi byli oni kiedyś wspaniałymi ludźmi i jakimi byliby dalej, gdyby nie jakieś okoliczności w przeszłości. Świat staje się zupełnie inny gdy odrzucimy kwestie estetyczne i potrzeby własnego ciała. Czasem mam ochotę usiąść i napisać o tym wszystkim książkę, ale jakoś nie mogę się nigdy za to zabrać.

Ktoś mógłby powiedzieć, że życie, jakie teraz wiedziemy jest koszmarem, bo widzimy ludzi, lecz nie możemy się z nimi skontaktować. Ale nim nie jest. Jest po prostu życiem, trochę innym niż to, które wcześniej znaliśmy; jedynym dostępnym zamiennikiem, jaki mogliśmy otrzymać na czas, gdy nasze prawdziwe ciała leżą bez czucia. Nie jest cudowne, ale ma swoje zalety, a przecież życie zwyczajnych ludzi też nie składa się z samego miodu. Poza tym mamy swój cel.

Odwiedzam kilka następnych mieszkań. Nic wyjątkowego; jakaś rodzina, dorośli śpią, a nastoletni synek gra na komputerze w środku nocy, co chwilę wyglądając z niepokojem, czy któryś rodzic nie idzie go opieprzyć. Gdzieś indziej jakiś dziadek nie może zasnąć, a kiedy, wychodząc, niechcący uderzam nogą o fotel, wytrzeszcza oczy i niemal nabożnym szeptem pyta: "Ela?", zapewne przekonany, że jestem duchem jego zmarłej małżonki. Przykro mi, nie jestem. Dalej przeszukuję blok, wyraźnie już czując, że zbliżam się do umierającego.

Ta zdolność też jest, jak to wcześniej określiłem, bonusikiem. Z tym właśnie wiąże się nasz cel. Nasza tułaczka trwa tutaj do czasu, aż umrze nasze prawdziwe ciało, ale to tylko taki zamiennik dla nas samych. A to, że bliscy i lekarze się nami opiekują, że nie dokonują eutanazji choć nigdy się nie wybudzimy, też nie idzie na marne. Przekłada się na życie kogoś innego. Jako obserwatorzy możemy wybrać osobę, której przedłużymy czas życia o długość naszej śpiączki. Taka moc jest naprawdę czymś wyjątkowym, jest tylko jeden haczyk. Nie możemy wybrać żadnego z naszych bliskich, w ogóle nikogo, kogo kiedykolwiek w tamtym życiu widzieliśmy. Nie możemy też ich obserwować. Znowu powraca kwestia zupełnego obiektywizmu.

Przed wejściem do jednego z dziesiątek pokoi, jakie dzisiaj przeszukałem, nagle nabieram niepodważalnego przekonania, że to będzie tutaj. Przez chwilę słucham – nie mogę wychwycić żadnych szmerów rozmów, więc prawdopodobnie umierający jest sam. Otwieram drzwi… i zamieram.

Demon.

No demon jak nic, stoi nad leżącą w łóżku staruszką, z ręką wyciągniętą w kierunku jej szyi. Nie wiem, co ta kobieta narobiła, że do jej duszy dobiera się demon, ale chyba już nie chcę wiedzieć. Najchętniej odwróciłbym się na pięcie i wiał jak najdalej stąd, ale jest za późno – drań stoi i gapi się na mnie wielkimi okrągłymi oczami, więc nie ucieknę. Możecie się zdziwić, dlaczego w moim położeniu wciąż boję się demonów, ale boję się, cholera, każdy się boi. Nie bólu oczywiście, w każdym razie nie fizycznego. Ale już raz w ciągu tego mojego roku miałem spotkanie z demonem i pamiętam, że jest to taki irracjonalny, pierwotny strach przed złą siłą i, kiedy go czujesz, już jesteś schwytany w pułapkę, demon patrzy ci w oczy i grzebie w twoim umyśle i to niby nic, ale potem odchodzi i przez tydzień czujesz się jak przepuszczony przez wyżymaczkę i cholera wie co jeszcze, i najchętniej byś w ogóle przestał istnieć, bo nie jesteś zdolny do wykrzesania żadnej pozytywnej myśli, tylko te najgorsze wspomnienia ci przychodzą do głowy, a wszystko przez tę durną, siedzącą jeszcze w tobie, energię demona.

Nagle zdaję sobie sprawę, że tym razem żadnej złej energii nie czuję. Chyba trochę spanikowałem. Stojąca przede mną postać rzeczywiście ma wielkie oczy, ale to raczej ze strachu i zdumienia moją obecnością. Teraz, gdy przyglądam mu się na spokojnie, widzę, że ma sylwetkę ludzką, że to młody chłopak, zapewne koło dwudziestki, a jeżeli i on widzi mnie, to znaczy, że też jest obserwatorem.

– Co chciałeś jej zrobić? – pytam twardo, wskazując ruchem podbródka jego wyciągniętą rękę.

Chłopak automatycznie cofa ją, wciąż zszokowany.

– Poprawiałem kołdrę – mamrocze. – Ty mnie widzisz?

Muszę skupić wszystkie siły, żeby powstrzymać głupkowaty śmiech i z niego i z siebie. Patrzcie no, chyba jestem pierwszym obserwatorem, jakiego spotkał. I ja się takiego świeżaka przestraszyłem?

– Słuchaj – mówię do niego, udając nieco bardziej zirytowanego niż jestem. – Krosta mi wyrosła na nosie? Mam nad uszami czerwone rogi w białe gwiazdki? Nie? To przestań się na mnie gapić jak na kosmitę, bo jestem tym, kim i ty. Coś ty myślał, że ty jedyny taki na świecie?

Mimo że pokój oświetlony jest tylko słabym żółtawym blaskiem niewielkiej lampki, dostrzegam, że młody zaczerwienił się po uszy.

– Prawdę mówiąc, myślałem, że… nie wiem, po prostu nigdy mi nie przyszło do głowy, że mogę spotkać innych obserwatorów.

– Okazuje się, że świat jest pełen niespodzianek – stwierdzam ironicznie, wciąż nie mogąc się nadziwić niewiedzy chłopaka. Musi mieć naprawdę krótki staż. – A teraz poważnie. Wybrałeś tę kobietę?

Obaj przez chwilę patrzymy w milczeniu na bladą staruszkę, leżącą w poplamionej herbatą pościeli. Ma zamknięte oczy, ale oddycha. Wygląda na poczciwą osobę, pogodzoną z losem i wiem już, że ja bym jej nie wybrał. Ona chyba przeżyła już swoje, więc wolę przedłużyć życie komuś innemu.

W ogóle głupia rzecz z tym wyborem. Chodzisz pomiędzy ludźmi i zastanawiasz się, dlaczego masz wybrać tego, a nie innego, w czym ten jest lepszy niż ten drugi. Bo przecież nie ma ludzi niezastąpionych, ale i zastąpionych nie ma, zależy tylko, czy skupimy się na ogóle, czy na szczególe. I czasem człowiek ma już dość takiego myślenia, więc być może ten chłopak postanowił przedłużyć życie osobie wybranej zupełnie losowo. Sam często mam na to ochotę, ale wtedy rezygnuję, bojąc się, że potem trafię na kogoś, komu bardzo będę chciał pomóc i pożałuję, że tak szybko dokonałem wyboru.

– Nie – odpowiada w końcu, przerywając ciszę.

– Więc wciąż masz wątpliwości – bardziej stwierdzam, niż pytam.

– Nie – mówi zdecydowanie i z determinacją zaciska szczęki. Siada na taborecie, na którym musiał siedzieć zanim przyszedłem i długo patrzy na umierającą kobietę. – Jest już stara, śmierć jest dla niej czymś naturalnym, lepiej przedłużyć życie komuś innemu.

Zauważam podobieństwo jego postawy do mojej. Niby normalna rzecz, ludzie myślą podobnie, a jednak w jego ustach zabrzmiało to jakoś tak… podręcznikowo. No nic, biorę z rogu pokoju inny taboret i też się przysiadam. Życia może jej nie uratujemy, ale przynajmniej nie umrze w samotności. To zawsze coś, nawet jeśli ona o nas nie wie.

Siedzimy tak jakiś czas, wsłuchani w słabnący oddech kobiety. Czuję, że mój towarzysz jest spięty, widocznie nie przywykł do widoku śmierci. W końcu oddech staruszki zupełnie ustaje, zakończony tylko cichym westchnieniem. Przez chwilę się nie poruszamy, jakby nic się nie zmieniło, bo i rzeczywiście dla nas zmieniło się niewiele. Potem decyduję się cicho odezwać.

– To chyba już, co?

Na początku chłopak nic nie mówi, później niespodziewanie wybucha głośnym, nieskutecznie tłumionym płaczem, wyraźnie gromadzącym się od jakiegoś czasu. Teraz to ja patrzę na niego wytrzeszczonymi oczami. Jasne, młody jeszcze, ale żeby po przypadkowej osobie tak płakać… Chyba, że nagle naszły go refleksje o życiu. Albo raczej o śmierci. To wydaje się bardziej zrozumiałe.

Główkuję chwilę, bo chcę go niby jakoś pocieszyć, ale co tu powiedzieć? Lepiej nie będzie, bo ludzie umierają ciągle, a i on się przecież ze śpiączki nie wybudzi.

Na szczęście to on się odzywa, kończąc tę niezręczną dla mnie sytuację.

– To była moja babcia – oznajmia nagle, wycierając ręką zasmarkany nos. – Wychowała mnie, a teraz… taka głupia sytuacja…

Babcia. A. To wiele wyjaśnia. Tylko…

– Co?! – wykrzykuję. – O czym ty mówisz, przecież nie możemy się kontaktować z tymi, których znaliśmy!

Chłopak uśmiecha się gorzko.

– Mała poprawka. Z tymi, których kiedykolwiek widzieliśmy. W twoim przypadku wychodzi na to samo, ale ja za prawdziwego życia byłem niewidomy od urodzenia. To właśnie dlatego babcia musiała mnie wychowywać, rodzice nie mieli cierpliwości.

Muszę przyznać, że trochę zdębiałem. Nie przyszło mi do głowy coś takiego, powalone te tutejsze zasady. Ale jeżeli młody mówił prawdę, znaczyło to, że ma ogromne możliwości, bo może swój czas ofiarować nawet rodzinie.

– Więc dlaczego nie przedłużyłeś jej życia?

Mój towarzysz wzdycha ciężko i spuszcza wzrok.

– Miałem przedłużyć jej życie o tydzień? Tylko po to, by za cztery dni dowiedziała się, że jej wnuk jednak zmarł w szpitalu na skutek spróbowania jednej z dziesiątek tych młodzieńczych głupot, przed którymi ostrzegają w gazetach? Kusiło mnie, by ją wybrać, jasne, ale wolałem, by umarła tu i teraz, z nadzieją, że ja jednak przeżyję. Parę dni więcej nic by jej nie dało.

Znowu nie jestem pewien, co powinienem mu powiedzieć. Rozumowanie raczej sensowne. No i wreszcie się przyznał, że jest nowicjuszem. Długo nim zresztą nie pobędzie.

– Zostały ci cztery dni, co? – delikatnie zmieniam temat. – Rzeczywiście nie masz co się przywiązywać do takiego życia.

– A szkoda – mówi w zamyśleniu. – Tu wreszcie widzę. Po ponad dwudziestu latach wreszcie się doczekałem, wreszcie mogłem przekonać się, jak wyglądają te wszystkie rzeczy, które przez całe życie tylko wyczuwałem dotykiem. No, może nie wszystkie, wciąż nie widziałem na przykład śniegu… Trzy dni, cholera! Trzy dni, a były jednymi z najpiękniejszych jakie pamiętam! Ale nieważne, przepraszam… Przepraszam, że tak się z tym wszystkim rozkleiłem. Nie chcę, żeby zabrzmiało to niegrzecznie, ale mógłbym teraz trochę pobyć sam?

Kiwam głową i odstawiam stołek na miejsce. Jakoś tak… wiem, że "trochę" to nie jest trochę, tylko że do tego pokoju nie wrócę, więc wolę nie straszyć ludzi i zostawić wszystko tak, jak było. Ostatni raz patrzę na nowego znajomego, z dość obojętną świadomością, że nigdy już się nie spotkamy – obserwatorzy mają obserwować, a długotrwała znajomość z inną osobą, mimo swoich plusów, to utrudnia. Kieruję się do drzwi, kiedy nagle dopada mnie niemal szalona myśl.

– Twoi rodzice mają pieniądze? – pytam przez ramię.

– Pieniądze? – dziwi się chłopak. – No, jacyś wyjątkowo bogaci nie są, ale coś tam mają… Tylko co to ma do…?

Wzdycham, nagle święcie przekonany, że to nie ja szaleję, podejmując decyzję bez zastanowienia, lecz że to zawsze są decyzje podejmowane bez zastanowienia, spontanicznie, bo człowiek w swym ograniczeniu nie może postąpić inaczej jeśli wie, że i tak nie jest w stanie wybrać najlepszego rozwiązania, opcji, która, po przemyśleniu, w pełni go usatysfakcjonuje.

– Zapłacą za opiekę. Chcesz te trzy lata?

– Przecież… – Nagle do niego dociera i jego oczy znów robią się okrągłe. – Przecież ja też jestem obserwatorem!

– No, jesteś. – Wzruszam ramionami. – I ze śpiączki to się już nie wybudzisz. Ale możesz pożyć tutaj, zobaczyć sobie śnieg i co tam, cholera, jeszcze zapragniesz. Należy ci się trochę od życia. To chcesz czy nie?

– To egoistyczne – zauważa zakłopotany. – Moi rodzice będę sobie robić nadzieję…

– Ci rodzice, którym nie chciało się tobą zajmować? Masz rację, dawanie fałszywej nadziei zawsze jest egoistyczne. – Nagle uświadamiam sobie, że przed chwilą młody zrobił to samo w stosunku do swojej babci i poprawiam się: – Prawie zawsze. Ale czasami trzeba być egoistą. Więc jak?

Chłopak podnosi głowę i patrzy mi w oczy.

– Chcę.

I robię to. Daję mu trzy lata mojej śpiączki i wiem, że postępuję i dobrze i źle, i wreszcie spontanicznie, i przez to tak bardzo ludzko, że czuję się bardziej żywy niż kiedykolwiek, i chce mi się śmiać i krzyczeć z radości.

Niech żyje człowieczeństwo!

Koniec

Komentarze

Jak czytałam, to aż się wzdrygnęłam i rozejrzałam po pokoju. To było dziwne, jakby ktoś tu jeszcze był. ;) Zdecydowanie poczułam klimat Twojego opowiadania. Może nie wszystko jest idealnie, ale opisana historia była wciągająca i te małe błędy nie przeszkadzały.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dobra historia, podobało mi się. Fajny pomysł na bohatera, nieoczekiwane zakończenie.

Warsztatowo też przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

obserwatorzy mają obserwować – tylko po co? Jakie jest ich zadanie, misja?

Tylko to jedno mi jakoś zgrzyta i nie pasuje. Chcę wytłumaczenia! A poza tym dobry tekst, dobrze napisany. I to chyba już drugi Twojego autorstwa, który mi się podobał.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo dobry tekst. I mi, jak bemik, nie pasuje to obserwatorstwo, ale reszta pomysłu jest niebanalna, a i zakończenie ciekawe. Podobał mi się.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Wciągająca historia. Zakończenie mnie nie zaskoczyło, ale uważam, że w tym wypadku wcale nie musiało. Zastanawiałem się, czy dialogi są naturalne, ale nie umiałem sobie odpowiedzieć na pytanie co można by było zmienić na lepsze. Ostatecznie po przemianie w obserwatora wstyd przed otwieraniem się musi być inny niż za życia. Sam fakt, że ktoś rozumie twoją sytuację też będąc w śpiączce mógłby tworzyć między ludźmi dość osobistą więź. Nie umiałbym nic poprawić. Jeśli chodzi o procesy myślowe głównego bohatera, bardzo do mnie przemówiły. Chyba masz talent autorko. : )

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dobry tekst. Ciekawy pomysł. Moje, “śmierciowe”, klimaty. Co prawda wolę mocniejsze/mroczniejsze  historie, ale twój tekst ma to coś, co nie pozwala oderwać się od czytania. Ode mnie mocna czwórka.

Pozdrawiam

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Wow, ile się komentarzy nazbierało. Wdzięczna Wam jestem wielce :D No to lecimy:

 

Morgiana -> Dziękuję. Właściwie, pisząc to, nie miałam zamiaru nikogo straszyć, ale ta tematyka sama w sobie jest taka, że jak mi potem w nocy klamka zaskrzypiała, to aż zesztywniałam.

 

Finkla -> Bardzo dziękuję za pozytywną opinię.

 

Bemik -> Fajnie, że się podobał, zwłaszcza że wcześniej śniło mi się, że wystawiłaś mi jedynkę :D Może faktycznie napisałam to trochę, jakby był to ich obowiązek. Nie no, na początku obserwują po to, żeby łatwiej im było kogoś wybrać – kiedy pada sformułowanie "mają", bohater jeszcze nic nie planuje. A potem to w sumie mogą robić, co chcą, ale co tu w ich przypadku robić ciekawszego?

 

Emelkali -> Wytłumaczyłam przy zwrocie do Bemik, ale nie chcę niczego bronić na siłę. Jak coś jest niejasne to znaczy, że ja coś skopałam, więc postaram się w najbliższym czasie dokonać delikatnych poprawek. I dziękuję za komentarz :)

 

Nevaz -> Dziękuję bardzo, że się tak rozpisałeś i za miłe słowa. I biegnę odpisać pod drugim, tym razem trochę bardziej wyczerpująco.

 

TyraelX -> Dzięki. Coś mocniejszego pewnie też niedługo napiszę.  

Mnie też się podobało. Opowiadanko od początku intryguje. Ładnie i ciekawie opisujesz emocje obserwatora. Rozmowa z drugim obserwatorem (w kontekście tego, co już opowiedział nam pierwszy) wypada imho autentycznie. Autentycznie i bez przesadnej tkliwości, o którą w takich scenach łatwo.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Zaintrygowało mnie od samego początku, a rozmowa dwóch Obserwatorów i zakończenie utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że opowiadanie jest dobre. Podobały mi się te wszystkie przemyślenia Obserwatorów, sam pomysł na takie istoty i ostateczna postawa jednego z nich. Przeczytałem z zainteresowaniem. 

Napisane bardzo dobrze, czytało się w zasadzie samo. Interesujący pomysł, bardzo ludzkie rozważania, tęsknoty i decyzje.

Podobnie jak Morgiana rozglądałam się po mieszkaniu, próbując dostrzec czy ktoś tu jeszcze jest. Pewnie jeszcze długo się będę rozglądać :)

Hmm... Dlaczego?

O, Drewian :D Mam nadzieję, że szyja od tego rozglądania nie rozbolała? :> Dziękuję za odkopanie starucha i ostatni klik. Niestety podziękowanie Tobie zmusza mnie również do zrobienia tego:

 

Jerohu, Domku, spod stołu i z nadzieją, że ani Wy, ani nikt inny tego nie zobaczy, dziękuję Wam po ośmiu miesiącach. Odkładałam to tylko parę dni, wysoki sądzie, nie wiem, jak to się stało!

Cały czas boli! A wczoraj to nawet brałam prysznic przy zgaszonym świetle :D

 

Musze przyznać, że wielce się zdziwiłam, że Obserwatorzy nie są w bibliotece. Bardzo dobry tekst.

Hmm... Dlaczego?

Choć piszesz o rzeczach ostatecznych, nie można odmówić tekstowi lekkości. Cechujący opowiadanie nienachalny, doskonałej jakości humor sprawił, że lektura Obserwatora była dla mnie prawdziwą przyjemnością. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mój tekst i humor? No niemożliwe ;D

Cóż, zdecydowałam się podejść do tego na stosunkowo lekko i miło, że piszesz, że coś z tego wyszło.

Och, bardzo wyszło! ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Dzięki, Anet :)

Nowa Fantastyka