- Opowiadanie: Nevaz - Główne problemy podróży w czasie

Główne problemy podróży w czasie

Chciałem napisać o tym, dlaczego podróże w czasie nie są łatwe.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Główne problemy podróży w czasie

Tak naprawdę, to nie ma wielu podróżników w czasie. Nie dlatego, że sama podróż jest szczególnie trudna. Otworzyć portal. Ustalić miejsce i czas aportowania się. Przemieścić się czasoprzestrzennie – choćby i z towarzyszem podróży, ekwipunkiem, albo miniaturowym kosmicznym chomikiem gigantem… To coś, co potrafi każdy szanujący się arcymag, czarnoksiężnik, czy wytrenowany psyjik. Paladyn nawet, z boską pomocą, dałby radę. I zupełnie nie w tym tkwi problem.

Problemy stwarzają strażnicy czasu, specyficzny rodzaj istot duchowych (bo z całą pewnością nie cielesnych), które zostały przez multiuniwersum desygnowane do strzeżenia bram czasu. Gdyby tylko ich misja polegała na materializowaniu się pod postacią hydry, chimery, smoka… Do zniesienia byłby nawet sfinks zadający morderczo trudne zagadki. Wielu wytrzymałoby te próby. Może nawet zaakceptowało jako kuszące wyzwanie, żeby rzucić się w wir wstęg linii czasu i nagiąć je do własnych celów, szlachetnych bądź nie. Niestety strażnicy czasu są znacznie, znacznie bardziej przebiegli. 

Na podróżników w czasie nie czeka żadne monstrum ziejące ogniem, kwasem czy lodowym podmuchem. Muszą jednak stanąć w szranki z armią adwersarzy, to prawda. I mało kto wygrywa.

Nie jest to jednak bitwa jak z watahą goblinów, ogrów czy trolli. Armia strażników czasu skrywa się w murach fortec, które niegdyś strzegły czasoprzestrzeni pod arcytrudną nazwą „Głównych budynków obsługi podróżników w czasie przez duchy strażników ziarenek wielkiej klepsydry”. Duchy czasu dostrzegły jednak nadmiar okrucieństwa tkwiący w przesadnym formalizmie i obecnie zwą je po prostu „Głównymi magistratami admisji chronopodróżników”. Czyli w skrócie po prostu „GMAChami”.

Przestąpienie progu wejściowego GMAChu nie wymaga żadnego heroizmu. To tylko jeden mały kroczek, czasem większy gdy próg jest wysoki. Opuszczenie go z właściwymi i poprawnie uzupełnionymi zwojami, bez których niemożliwa jest aktywacja bramy czasowej i przekroczenie bariery, jest natomiast czynem o poziomie skali wyzwania grubo przekraczającym epicki.

Procedura uregulowana jest w czasoprzestrzennym akcie prawnym, zwanym Rozporządzeniem Głównego Chronorządcy. Chronorządca niemal każdego dnia, a czasem co kilkanaście godzin, poprawia w jakiś sposób swoje rozporządzenie. W GMAChu można prosić o zwój zawierający rozporządzenie, jednak duchy czasu często wydają petentom nieaktualną wersję, która przy próbie bramy nie zdaje się na nic. Pytane przez chronopodróżników mamroczą pod nosem zupełnie niezrozumiale. Czasem z premedytacją zaczynają mówić w językach, których podróżnik nie zna. Czasem w mgnieniu oka uciekają od okienka i zakrywają je zaczarowaną tabliczką, w każdym języku multiuniwersum głoszącą „PRZERWA”.

Koniec jest zawsze taki, że na najdłuższym stole wszechświata, na najwyższej stercie zwojów pergaminu i papirusowych kart trzeba odnaleźć najnowszy tekst rozporządzenia, a następnie zwój z formularzem potrzebnym przy przekraczaniu bramy. Wielu herosów odchodzi przy tym od zmysłów. Duchy czasu opowiadają historię o krasnoludzkim wojowniku, który trzy razy pomyliwszy formularze zjadł własny młot. Inni znają podanie o szamanie, który przywołał zjawę papieru, żeby znalazła formularz za niego i o tym jak przywołana zjawa ujrzawszy stertę zwojów uformowała sobie tylko znanym sposobem z zaczarowanego papier-mâché but bojowy i kopnęła nim tylną część szamana. Może to tylko legendy…

Prawdą jest natomiast, że po odnalezieniu rozporządzenia i upewnieniu się, że posiada się poprawny zwój formularza trzeba zdobyć cztery pieczątki. W świecie kierującym się jakąś prostszą metafizyką byłyby to zapewne pieczątki ognia, powietrza, wody i ziemi, albo byka, człowieka, lwa i orła, może dobra, prawa, zła i chaosu… W skomplikowanej czasoprzestrzeni Chronorządcy, w nieubłaganych murach GMAChu są to: pieczęć wstępna, pieczątka przedrozpatrzeniowa, sigil przyjęcia do namysłu i mała pieczątka z klepsydrą. Wszystkie muszą znaleźć się na formularzu w określonych miejscach i w określonej kolejności, inaczej trzeba zaczynać od nowa. Każda wymaga złożenia osobnego podania w języku smoczym. Każda uzyskiwana jest w innym skrzydle i na innym piętrze GMAChu. Jeśli ktoś nie zna smoczego, to w budynku zawsze jest jeden smok, ale nigdy nikomu nie pomaga. W odróżnieniu od duchów, które używają tabliczki „PRZERWA” gdy się je o coś zapytać, smoki po prostu noszą je na szyi. Zagadnięte o cokolwiek kręcą gadzimi głowami z niedowierzaniem przemieszanym z oburzeniem na ignorancję petentów. 

Bywają herosi, których i to nie zraża. Adepci starożytnych sztuk, zdolni odnaleźć potrzebne zwoje, znający smoczy język i o żelaznej kondycji, by pokonać miriady stromych schodów i nie skręcić karku. Co prawda w GMAChach są zaczarowane windy, ale nie było jeszcze takiej, która zatrzymywałaby się na wszystkich piętrach. Często są problemy z ich numeracją. Bywa tak, że zaczyna się z góry na dół, bywa że nie ma jej w ogóle, a wszystkie piętra wyglądają tak samo. Bezpieczniej jest w ogóle do nich nie wsiadać.

Tak więc ci śmiałkowie, waleczni herosi, którzy zdobędą już cztery pieczątki – i biada temu, kto najpierw weźmie pieczątkę przedrozpatrzeniową, a później pieczęć wstępną – kierują się po ostateczny podpis i aprobatę Namiestnika GMAChu. Namiestnicy nigdy nie mają przerw. To jednak tylko pułapka. Mają bowiem sekretarzy, których zwykle dobierają sobie z gatunku najgorszych demonów, zamieszkujących najbardziej piekielne z piekieł multiuniwersum. Komu uda się takiego przechytrzyć, wieczna cześć i chwała. Na końcu pozostaje jednak Namiestnik, który czasem ma na tyle markotny humor, że wprost, w twarz i prosto w oczy mówi żeby przyjść jutro. I w ten sposób najczęstszą podróżą w czasie jaką wszyscy odbywają pod czujnym wzrokiem duchów czasu jest właśnie podróż od dziś do jutra.

Koniec

Komentarze

Fajna satyra, uśmiechnąłem się przy czytaniu :) Świetna puenta.

Jeśli ktoś nie zna smoczego to w budynku zawsze jest jeden smok, ale nigdy nikomu nie pomaga.

Zabrakło przecinka po “smoczego”.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dzięki Wicked G, poprawiłem.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nie spodobał mi się sposób narracji. 

Co do fabuły – biurokratyczne ujęcie teleportacji nawet ciekawe, choć to żart przemielony wielokrotnie, na różne sposoby.

 

Ale napisane nieźle.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Ktoś tu lubi Pratchetta. :)

Fajny szorcik, ale zgadzam się (częściowo) z Nazgulem. To dobry wstęp do wprowadzenia innych żartów i jakiejś opowieści. Wstęp.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Dzięki panowie!

 

Dzikowy, przyznaję bez bicia, że muszę w końcu przeczytać kilka książek Pratchetta, jedną mam już nawet na półce. Jeśli naśladuję jego styl bez czytania jego książek (tak zrozumiałem?) tym bardziej powinienem wreszcie do nich zajrzeć. Poza tym znajomi polecali. :D

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Przecinków się nie czepiam, często sama mam z nimi problemy, ale brakuje go już w pierwszym zdaniu:

Tak naprawdę(,) to nie ma wielu podróżników w czasie. i kilku innych.

Nie bardzo rozumiem to: Przemieścić się czasoprzestrzennie – choćby i z towarzyszem podróży, ekwipunkiem, albo miniaturowym kosmicznym chomikiem gigantem… – choć/choćby oznacza zwykle w przypadku ilości minimum czegoś, znaczy się, że każdy przenosił się z całą willą i basenem. Lepiej było użyć nawet, a brzmiałoby to lepiej w stosunku do zdania następnego.

Zagadki są raczej zabójcze niż mordercze – tak przy okazji.

Nie brzmi dobrze też to: Armia strażników czasu skrywa się w murach fortec, które niegdyś strzegły czasoprzestrzeni pod arcytrudną nazwą „Głównych budynków obsługi podróżników w czasie przez duchy strażników ziarenek wielkiej klepsydry”. Kto strzeże czasoprzestrzeni, armia czy mury? Forteca raczej nie strzeże czasoprzestrzeni, bo jej nie da się zamknąć w murach, chyba że tunel czasoprzestrzenny wytwarza jakaś super fajna maszyna, którą tam trzymają. Ją jednak też strzegli by STRAŻNICY, nie mury. Pomysł z GMAChami mi się podoba.

Cały pomysł fajny, ale zgadzam się, że to mało. Wprowadzenie postaci, która przeszłaby to wszystko, a na końcu dowiedziała się, że jej wysiłki idą na marne, dodałoby trochę fabuły i sprawiło, że puenta wyszłaby lepiej. 

 

meg

Dziękuję za komentarz, Grażyna. Poprawiłem ten przecinek w pierwszym zdaniu – troszkę wstyd ;-). Jeśli chodzi o mury, zasadniczo masz rację, niemniej czytając literaturę batalistyczną sporo razy spotkałem się z wyrażeniem, że zamek/forteca strzeże czy to przeprawy czy doliny. Jasne, przeprawy/doliny strzeże załoga zamku. To taki skrót myślowy, mnie nie razi.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dziękuję, Nevazie. Teraz już wiem, dlaczego podróż w czasie nigdy nie była moim marzeniem. I raczej nie będzie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Miło mi, że pomogłem.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Jakiś pomysł jest. Problem chyba jednak leży w zbyt dużych akapitach i zbyt długich zdaniach. Mianowicie: w zasadzie od początku widać, na czym będzie polegać puenta. Trzeba jednak się przebić przez nieuporządkowane bloki tekstu (jeden akapit powinien zawierać jedną myśl), co nieco odbiera przyjemność z czytania. 

I po co to było?

O, myślę, że to jest dobra rada syf. Wolno spytać, czy przy tekście nasyconym akcją również jesteś zwolennikiem krótszych akapitów?

Kiedyś “poszatkowałem tekst” na wąskie akapity i czytelnik zarzucił mi, że akcja traci płynność. W tym wypadku, jako że akcji nie ma, takiego problemu raczej nie będzie.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ja wychodzę z założenia – czysto subiektywnie i w odniesieniu do tego, co sam piszę; bez tworzenia zasad ogólnych – że modelowa długość akapitu wynosi trzy zdania. Akapity jednozdaniowe służą mi do wypunktowania konkretnej myśli lub środka stylistycznego; dwuzdaniowych staram się unikać, bo wydają się ułomne. Zaś akapity wielozdaniowe – przy wprowadzaniu nowych i w jakiś sposób istotnych obiektów do opowiadania albo jeżeli trzeba wyraźnie spowolnić tempo w obrębie sceny. 

Jeżeli chodzi o akcję – dużo można zrobić na poziomie zdania: kilka zdań prostych, niekiedy ograniczonych do samego czasownika, potrafi zdynamizować scenę. Warto jednak zauważyć, że nie da się w taki sposób zbudować całego opowiadania.

Gdybym jednak miał się pokusić o bardziej ogólne stwierdzenie, to powiedziałbym, że dobrze by było przyjąć w ramach konkretnego opowiadania jakiś model długości zwykłego akapitu, takiego o charakterze informacyjnym, a potem odpowiednio stosować odstępstwa od tego modelu w zależności od tego, co chce się wyrazić. 

No – a przechodząc do pytania: to zależy. Jeżeli opowiadanie ma przekazać historię smutnego myśliciela, który chodzi i klepie michy, to prawdopodobnie trzeba by mieszać długie ustępy przemyśleń z brutalnymi i krótkimi scenami przemocy. Jeżeli chcemy pokazać, jak paladyn-bombardier jedzie przez jaskinię goblinów, to pewnie trzeba by pisać same krótkie akapity – problem jest w tym, że monotonia męczy. I to jest chyba najważniejsze ; ) 

I po co to było?

No no, ciekawa wypowiedź, zanotuję sobie. :)

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

A mnie się nawet spodobało. Chociaż przyznam – odrobina fabuły by tekstowi nie zaszkodziła.

Do zniesienia byłby nawet sfinks zadający morderczo trudne zagadki. Wielu zniosłoby te próby.

Nie dosyć, że powtórzenie, to jeszcze drugie zdanie nie wnosi żadnej nowej informacji.

Przekroczenie progu wejściowego GMAChu nie wymaga żadnego heroizmu. To tylko jeden mały kroczek, czasem większy gdy próg jest wysoki.

Powtórzenie.

Babska logika rządzi!

 

Masz rację, nie zaszkodziłaby.

Błędy poprawiłem.

Dziękuję : )

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Bardzo ciekawie napisane. Może opisane na przykładzie kogoś próbującego przejść przez ten proces, miałoby jakąś akcję. 

Za dużo opisu, a za mało fabuły… Właściwie nie ma fabuły. Cały czas miałem wrażenie, że to wstęp do właściwej opowieści, a tu koniec.

Ale warsztatowo napisane więcej niż dobrze. 

Dzięki za odwiedziny. Tekst powstał dość dawno, ale patrząc na niego po latach, zastanawiam się, czy to na pewno krótkie opowiadanie, czy może raczej humorystyczny esej fantasy ;). Internet podpowiada, że eseje są niefikcjonalne, więc może humorystyczny fikcjonalny esej fantasy…

Cieszę się, że znaleźliście pozytywne aspekty.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nowa Fantastyka