- Opowiadanie: AmiGal - Złe Istoty

Złe Istoty

Na­pi­sa­ne w 2006 roku. Wy­gra­ło w kon­kur­sie “Zwie­rzę nie jest rze­czą” or­ga­ni­zo­wa­nym na Ślą­sku w 2009 roku bo­daj­że. Opar­te na fak­tach... Pi­sa­łam je wła­ści­wie pła­cząc na kla­wia­tu­rą, świe­żo po zda­rze­niach opi­sa­nych na samym końcu opo­wia­da­nia. Mimo, iż nie je­stem ty­po­wo bo­ha­ter­ką tego opo­wia­da­nia to w pe­wien spo­sób pró­bu­ję przed­sta­wić punkt wi­dze­nia psa i spo­ty­ka­nych przez niego ludzi oraz po­ka­zać, jak czło­wiek po­tra­fi być bez­myśl­ny i okrut­ny.

Jeśli ktoś jest wraż­li­wym czło­wie­kiem to za­le­cam chu­s­tecz­ki do nosa, bo oka­za­ło się, że u ludzi w róż­nym wieku łzy bu­dzi­ło... Twardzielom “macho” dziękuję za uwagę – nie czytajcie xP

 

Korekta by Julia W.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Złe Istoty

Ciemność. Wszędzie ciemność. Hałas. Dziwny zapach. Mnóstwo dziwnych zapachów. Chcę otworzyć oczy, ale nie mogę. Zasypiam.

Budzę się, choć wciąż otacza mnie tylko ciemność. Słyszę jakiś przyjemny i ciepły głos. Bardzo się staram, ale nie mogę. Nie mogę otworzyć oczu. Czekam. Znów zasypiam.

Po raz kolejny budzę się. Ile czasu minęło? Przyjemny zapach. Mama. Coś mokrego dotknęło mojego pyszczka. Co to było? Mama? Bardzo się staram, mamo. Udało się. Otwieram oczy. Widzę. Patrzę na wszystko, co mnie otacza.

– Mama? – pytam nieśmiało, widząc ogromną istotę leżącą obok mnie.

Po chwili zasypiam. Śpię długo.

Budzę się już kolejny raz w ciągu następnych dni. Widzę. Patrzę. Szukam wzrokiem. Szukam mamy.

– Mama? – piszczę cicho.

Podchodzi do mnie. Nie, nie mama. Bardzo duża istota chodząca na dwóch łapach. Jest zimno, głośno, niemiło.

– Mama?! – wołam głośno.

Duża istota nachyla się. Coś ukłuło mnie w łapę. Piszczę głośno. Próbuję wstać. Uciekać. Upadam. Zasypiam powoli. Czuję, jak duża istota mnie chwyta i podnosi. Nie tak jak mama. Ona podnosiła mnie delikatnie.

– Mamo? – przed oczami jawi się nieruszające się ciało mamy leżące gdzieś z boku. Piszczę żałośnie.

– Nie… Była bardzo groźna i trzeba było ją uśpić. Pomyśleć, że się broniła – słyszę jakiś głos i coś przypominającego śmiech.

Nie rozumiem, co mówią istoty. Smutno mi. Zasypiam.

Budzę się w wielkim hałasie. Czuję dziwny zapach.

– Mamo? – piszczę.

Wstaję. Ruszam przed siebie.

– Cześć, maleńki – słyszę przyjazny głos.

Nie rozumiem, co to znaczy, ale wiem, że duża istota nie jest na mnie zła.

– Mama? – pytam, mając nadzieję, że istota wie, gdzie jest mama, i podchodzę do niej.

Czuję coś ciepłego na grzbiecie, coś, co przesuwa się w dół i w górę. Tak samo robiła mama, gdy mnie myła i chwaliła. Merdam zadowolony ogonkiem i patrzę ufnie na istotę. Istota jest dobra.

– Mama – liżę istotę w tę ciepłą rzecz, która mnie głaszcze. Jest słona i pachnie przyjemnie.

– Widzicie? On mnie liże po ręce – odzywa się istota, lecz nie do mnie. Mówi do innej istoty.

– Jaki śliczny szczeniaczek! Weźmy go! – druga istota nachyla się do mnie i wyciąga ciepłą, słoną rzecz przez zimne pręty.

Prętów nie liżę, bo są zimne i niesmaczne. Merdam zadowolony ogonkiem i liżę drugą istotę w wyciągniętą rękę. Jestem z siebie dumny i istoty też są. Nauczyłem się nowego słowa.

– Mamo? – pytam zadowolony.

Istoty głaszczą mnie po łebku. Bardzo się cieszę.

W pewnej chwili słyszę niemiły głos i czuję odpychający zapach. Do zimnych prętów podchodzi duża istota. Dwie miłe istoty odchodzą szybko. Piszczę cicho, opuszczając ogon i cofając się. Czuję, że ta istota jest zła. Szczerzę ząbki i próbuję szczeknąć, tak jak mama szczekała na złych obcych.

– Ale wojowniczy – zaśmiała się zła istota.

– Tak… Niedawno hycel go przywiózł. Znalazł go przy suce ze wścieklizną – do złej istoty podeszła kolejna istota.

Kręci mi się w głowie. Nigdy nie widziałem tylu istot razem.

– To jest jakaś rasa czy zwykły kundel? – nieprzyjemnym głosem pyta zła istota, zbliżając się do zimnych prętów.

Odsuwam się, warcząc.

– Tak. To rottweiler w całkiem niezłym stanie. Można by go poduczyć, to potem byłby posłuszny i niebezpieczny – powiedziała druga istota, robiąc dziwną minę.

Przestraszony szukam dwóch miłych istot. Nie ma ich. Stoją daleko.

Daleko też stoją, gdy zła istota wynosi mnie z miejsca pełnego hałasu i dziwnych zapachów. Smutno im.

– Mama – piszczę, próbując wyrwać się z silnego uścisku. Nawet mama mnie tak nie ściskała.

Moje pierwsze dni w nowym domu nie były najszczęśliwsze. Nauczyłem się bardzo wielu nowych wyrazów, ale zła istota, która mnie ze sobą wzięła, nie chciała mnie pochwalić. Tylko na mnie krzyczała i biła długim, białym i szeleszczącym przedmiotem, w który potem długo się wpatrywała.

– No gryź gazetę, Zgryz! No dawaj! Pokaż, co umiesz! – zła istota krzyczała, a ja nic z jej słów nie rozumiałem. Jedynie to, że istota jest zła!

Kolejne miesiące żyłem u złej istoty i uczyłem się nienawiści oraz bólu – zarówno zadawania, jak i otrzymywania. Nauczyłem się rozumieć złą istotę i w miarę spełniać jej oczekiwania.

Było wiele hałasu i dziwnej czerwonej mazi, którą zła istota ścierała mi z kłów. Zaczęliśmy się dogadywać – ja będę mu posłuszny, a on nie będzie mnie bił i krzyczał na mnie. Pamiętam wiele ucieczek przed dziwnymi odgłosami, na które zła istota mówiła strzały i syreny. Wiele razy też walczyłem z innymi psami. Zawsze wygrywałem. Wprawdzie mam dopiero rok, ale inne psy boją się mnie.

Dzisiaj jest tak samo. Idę ze złą istotą dobrze znaną nam drogą między blokami. Wchodzi do sklepu, a ja czekam na nią posłusznie. Różne istoty koło mnie przechodzą, ale ja nie zwracam na nie uwagi.

Po chwili zła istota wybiega ze sklepu naznaczona dziwnym zapachem. Daje mi sygnał, który dobrze znam. Biegnę w przeciwną do niej stronę, szczekając i wyjąc. Zatrzymuję się dopiero w ciemnej alejce, gdzie mam czekać. Złej istoty nie ma. Siedzę przez pewien czas, aż w końcu zaczynam jej szukać. Słyszę dobrze znany dźwięk „syreny”. Wybiegam z alejki. Jest jasno. Czuję wiele dziwnych zapachów. Widzę po chwili złą istotę. Inne istoty ją trzymają i zamykają w szybko biegającym stworze.

– Zgryz, uciekaj! Wiej! Ale już! – Zła istota krzyczy, próbując się wyrwać.

Coś mi mówi „uciekaj”. Nie uciekam. Biegnę w stronę istot i rzucam się na stojącą najbliżej. Czuję w pysku dziwną, czerwoną ciecz. Nie zwracam na to uwagi, lecz rzucam się na następną istotę.

– Zgryz, uciekaj! Won, kundlu! To rozkaz! – Zła istota krzyknęła głośno. Przestraszyłem się. Uciekłem.

Biegłem bardzo długo. Czułem tylko strach. I tylko to pamiętam. Strach przed karą. Zatrzymałem się dopiero w jakimś ciemnym miejscu.

Siedzę tak teraz, myśląc. Teraz wiem. Wiem już, że zła istota była rodziną. Była panem, którego zostawiłem.

Nagle słyszę pisk i czuję intensywny zapach psów – dobrze mi znany. Zdążyłem jedynie wyszczerzyć kły i warknąć na obcych, po czym coś ukłuło mnie w łapę. Zasypiając, wciąż bałem się, że zła istota mnie ukarze.

Obudziłem się w hałasie i okropnym smrodzie tysiąca psów. Mimo to byłem usatysfakcjonowany, gdyż tym razem miałem przewagę. Byłem mądrzejszy i inaczej widziałem świat niż za czasów bycia szczeniakiem.

Przez wiele dni przychodziło wiele istot. Za każdym razem, gdy jakaś mi się nie podobała, odchodziłem na koniec klatki i warczałem. Nie przychodził nikt, kto by mógł mnie wziąć z tego koszmaru w jakieś ciepłe i przytulne miejsce.

Pewnego dnia przed klatką stanęła istota podobna do dawnego, złego pana. Była jednak inna, gdyż pachniała przyjemnie i uśmiechała się.

– No co, młody? – istota uklękła przy klatce.

Istota miała nawet taki sam głos jak mój dawny pan. Warknąłem mimowolnie.

– Ho, ho… Spokojnie – istota za prętami powiedziała przyjacielsko.

Zawstydziłem się i udając, iż nie zauważyłem istoty, odsunąłem się w drugi kąt klatki, choć mój krótki ogonek zamiatał piach.

Istota nie dawała jednak za wygraną. Następnego dnia byłem już z nią w jej domu. Cieszyłem się każdą chwilą tam spędzaną. Rzucałem się na inne psy już tylko czasami, z przyzwyczajenia. Mój nowy pan miał dom, który się poruszał, i jednego dnia byliśmy na zielonych polach, a drugiego w okropnie pachnących uliczkach wśród wielkich skalnych drzew, których tajemnicy nigdy pojąć nie mogłem.

Duża istota często mnie chwaliła i karmiła smakołykami. W ciągu dnia przychodziło do niej bardzo dużo innych istot, a ona z nimi rozmawiała i dawała różne dziwnie pachnące rzeczy z kartonowych pudeł. Czasem inne istoty krzyczały coś lub wymachiwały rękoma w kierunku mojego pana, a wtedy ja zaczynałem warczeć i istoty zaraz odchodziły.

Pewnego dnia istota siedziała w miękkim legowisku, w którym prawie co dzień układała się na wieczór. Ja w ciszy siedziałem obok i wpatrywałem się w jej rękę przed moim nosem, liżąc ją co jakiś czas. Nagle ręka się poruszyła. Zastrzygłem uszami.

– No, Ural… – usłyszawszy swoje imię, zamachałem ogonkiem – I co zrobimy? Kończą się nam pieniądze… Niedługo sam nie będę miał, co jeść – mój pan wyglądał na zmartwionego.

Po chwili odezwał się znów.

– To wszystko przez te twoje szczepienia i specjalną karmę dla pięciolatków – istota podniosła głos.

Pisnąłem cicho.

– Nie bój się, stary… Wszystko będzie jak dawniej – nie wiedziałem, co do mnie mówi, jednak ślepo wierzyłem w każde słowo. Było mi tutaj tak dobrze.

Przez następne tygodnie jadłem coraz mniej, tak samo jak istota, która po pewnym czasie zaczęła dziwnie pachnieć; a czasem wracając w nocy zataczała się, a woń, którą wokół siebie roztaczała drażniła mój nos. Coraz częściej też krzyczała. Zaczynałem się bać. Dawne lęki wracały. Szczekałem też coraz więcej, gdyż nastrój mojego pana udzielał się też mnie. Obce istoty już praktycznie w ogóle nie przychodziły do niego.

Po wielu tygodniach czy też miesiącach głód, który odczuwałem, był tak wielki, że rzucałem się na ptaki i szczury, które i tak z łatwością mi uciekały. Istota zrobiła się bardzo zła i biła oraz krzyczała na mnie co chwilę. Kilka razy ugryzłem ją niechcący, za co tak bardzo mocno oberwałem, że przez następne kilka dni nie mogłem się ruszyć i leżałem we własnych odchodach, których mój pan nie sprzątał z mojego legowiska zmienionego w stertę szmat niechroniących przed chłodem.

W końcu mój pan wyrzucił mnie z ruchomego domu, obecnie stojącego w miejscu, z krzykiem:

– Won, ty śmierdzący kundlu – głos był ostry i nieprzyjemny, a woń, którą roztaczał, dobrze znana z jego nocnych powrotów do domu.

Mimo to nie uciekłem, tylko leżałem obok, gdyby okazało się, że jednak istota mnie potrzebuje, choć coraz częściej słyszałem w głowie głos mówiący: „zła istota”.

Pewnego dnia usłyszałem znany dźwięk syreny, jednak nie miałem siły podnieść łba. Jakieś istoty wbiegły do domu mojego pana i krzycząc coś, złapały go za ręce. Chciałem warknąć, jednak nie mogłem wydobyć z siebie głosu, a coś znów powiedziało mi: „zła istota, złe istoty, wszędzie złe istoty”. Głos miał rację. Chciałem się podnieść i spróbować ucieczki, jednak łapy leżały bezwładnie na ziemi, a moje ciało nie było zdolne do jakiegokolwiek ruchu. Obce istoty przycisnęły mojego pana do ściany.

– Z Ukrainy żeśmy przyjechali przemycać prochy, co? Niestety, w Polsce nie ma tak łatwo –odezwała się jędna z istot.

Znów spróbowałem warknąć, jednak nie po to, by chronić istotę… złą istotę, i tym razem udało mi się wydobyć z siebie tylko coś w rodzaju bulgotu.

– O mój Boże, zobaczcie – inna istota wyszła z domu i wskazała na mnie.

Podniosłem się z trudem i tym razem łapy posłuchały. Chciałem uciekać i jednocześnie gryźć.

– Złe istoty – warczałem coraz głośniej, mimo że wzrok mi się mącił.

Ruszyłem w kierunku istot, gdy usłyszałem inny głos w głowie: „Zgryz, uciekaj!”. Zatrzymałem się i rozejrzałem. Poczułem, jak coś cienkiego zaciska mi się na szyi. Próbowałem się wyrwać, ale łapy się pode mną ugięły, a istoty zamknęły mnie w klatce tak samo jak złego pana, jednak pojechaliśmy w przeciwnych kierunkach. Byłem wyczerpany i nie miałem już siły. Zamknąłem oczy.

Obudziłem się w schronisku – poznałem tę nazwę od kilku psów, które spotkałem kiedyś na ulicy.

– Złe istoty – warknąłem odruchowo.

– To jest ten nowy pies? – do klatki podeszły dwie istoty.

– Złe – szczeknąłem, po czym rzuciłem się na klatkę, próbując ją przegryźć, jednak łapy znów się pode mną ugięły.

– Ostry rottweiler z ciężkimi przeżyciami na karku…

– Tak. Jeden mężczyzna z Ukrainy zagłodził go i wyrzucił.

– No to przynajmniej mamy już dla niego imię. Ukrainiec.

Istoty mówiły coś jeszcze, po czym odeszły od klatki. Cieszyłem się, że nie muszę ich już oglądać. Wzrok wciąż miałem zamglony, a łapy odmawiały posłuszeństwa.

Przez następne dni i tygodnie często rzucałem się na klatkę i gryzłem się z psem będącym w klatce obok. Bolały mnie potem uszy, ale nie zwracałem na to uwagi. Powoli odzyskiwałem siły i nogi już nie uginały się pode mną.

Nie wiedziałem, ile czasu minęło od mojego przybycia, gdyż czas przestał się dla mnie liczyć. Często miałem ochotę jakąś złą istotę rozszarpać, więc żadna do mnie nie podchodziła, widząc pianę na pysku.

– Złe istoty – wyłem wtedy, wiedząc, że pewnie i tak nie zrozumieją.

Tylko czasami przychodziły dwie istoty, przynosząc mi jedzenie i smarując czymś lepkim uszy. Pozwalałem na to z niechęcią, choć wiedziałem, że jeśli mam walczyć dalej, to nie mogę być obolały.

Pewnego dnia do klatki podeszła jakaś niska istota – podobno na takie mówi się „dziecko”. Zacząłem warczeć, ale dziecko usiadło przed klatką i patrzyło mi w oczy. Miało śliczne, duże i pełne miłości oczy. Zbiło mnie to z tropu, gdyż nigdy właściwie nie miałem kontaktu z dzieckiem. Podszedłem odrobinę do prętów.

– Ukrainiec to bardzo ładne imię – odezwało się i wsunęło przez metalowe druty rękę z czymś apetycznie pachnącym.

Bez namysłu rzuciłem się na smakołyk i pożarłem go bardzo szybko. Dziecko dało mi jeszcze kilka smakołyków, gdy po pewnym czasie zza budynków w oddali wyszło kilka istot. Zacząłem szczekać wściekle, po czym odwróciłem się z furią w oczach, by rzucić się na dziecko za prętami. Odwróciwszy się jednak, z niedowierzaniem zobaczyłem, że ono się uśmiecha i kiwa głową.

– Rozumiem ciebie… ludzie są okrutni, a jeśli to wyczuwasz, to szczekaj, ile chcesz – głos był smutny, ale zarazem pocieszający.

Podszedłem do niego spokojnie i pisnąłem cicho. Dziecko usiadło przy klatce i spojrzało mi w oczy wzrokiem pełnym współczucia. Nikt nigdy nie patrzył mi w oczy, a szczególnie w taki sposób. Podszedłem bliżej i również usiadłem przy prętach. Dziecko pachniało bardzo przyjemnie.

– Nikt nie potrafi nas zrozumieć, nigdy nie wiadomo, co nas czeka i nikt nam nie może pomóc… nawet moja mama…

Zastrzygłem uszami, wsłuchując się w słowa i starając się je w jakiś sposób zrozumieć. Dziecko wyglądało na bardzo zagubione… zupełnie jak ja.

– Mama? – zapytałem, wkładając nos między pręty.

– Moja mama jest bardzo miła… może zgodziłaby się ciebie wziąć – dziecko zaczęło mnie głaskać.

Wtedy zrozumiałem, że nie wszystkie istoty są złe. Odzyskałem nadzieję. Małe istoty są dobre.

Dziecko przychodziło do mnie co tydzień, przynosiło ze sobą smakołyki i mówiło do mnie godzinami. Ja zawsze czekałem wpatrzony w drogę wychodzącą zza budynków, a widząc znajomą postać dziecka, nastawiałem uszy, by nie uronić ani jednego słowa. Raz nawet przyniosło mi piłeczkę.

– Proszę, Ukrainiec – powiedziało, siadając przy prętach.

– Dziękuję, dziecko – spojrzałem wtedy na nie ufnie.

Dzięki tej małej istocie odzyskałem nadzieję; słysząc, iż znajdę u niej dom, wiedziałem, że będzie on najszczęśliwszym ze wszystkich.

– Jutro po ciebie przyjedziemy – powiedziało dziecko i odeszło, machając ręką.

Zadowolony długo jeszcze merdałem ogonem.

Dzisiaj jest to jutro i siedzę teraz przed prętami, czekając na dziecko. Słyszę, jak inne psy zaczynają szczekać i nagle widzę, że zza budynków wychodzi jakaś istota. Po chwili jednak zwieszam głowę, widząc dobrze nam wszystkim znaną istotę, która jest tu codziennie. Żaden pies jej nie lubił. Również zaczynam szczekać i warczeć, a widząc strach w jej oczach, czuję się wyjątkowo dobrze.

– Nie harcowałbyś tak, gdybyś wiedział, że dziś twój dzień – powiedziała i odeszła.

Nie zrozumiałem tych słów, choć przypuszczałem, że chodzi o to, że dziś stąd wyjeżdżam.

Po pewnym czasie znów słyszę kroki, jednak na drodze nie zjawia się dziecko tylko kilka istot, a wśród nich ta, której nikt nie lubił.

– Nie będzie go to bolało – mówi jedna z nich, podchodząc do mojej klatki.

Poczułem nieprzyjemny zapach, a zobaczywszy dziwny kij, którym wymachiwała, poczułem lęk. Wycofuję się powoli na tył klatki.

Nie zdążyłem zareagować, gdy coś ukłuło mnie w bok. Znałem to ukłucie dobrze, jednak uczucie ciepła, które rozpłynęło się po moim ciele, było całkiem inne.

Istoty odeszły, rozmawiając. W głowie usłyszałem opowieści innych psów o wiecznym śnie. Już rozumiem, co mi istoty… złe istoty zrobiły.

– Dziecko… Zostawcie mnie… Dziecko zaraz przyjdzie – piszczę cicho.

Dlaczego nie mogę zaznać szczęścia? Patrzę jeszcze chwilę ostatkiem sił na drogę. Łapy uginają się pode mną.

– Dziecko – wydobywam z siebie żałosny i pełen bólu skowyt.

– Będę czekać – szepczę cicho i przymykam oczy.

Zasypiam, by już więcej się nie obudzić.

Koniec

Komentarze

Ekhm, gratulacje, AmiGal! 

 

Znów poczułem się dzieckiem, które przeczytało o psie, który jeździł koleją. Niestety od tego czasu dorosłem i tego typu kawałki, z gimbazowymi emocjami, wywołuja raczej niesmak. Przyznam za to, że ladnie napisane. Szkoda, że zmarnowałaś tyle pozytywnej energii,  choć z drugiej strony, w przypadku pozytywnego perpetuum mobile,  energii nie należy żałować :D

 

 

 

 

Nie biegam, bo nie lubię

^^’ Dziękuję (chyba).

Zastanawiam się tylko, że skoro widać otagowanie tekstu to po kiego licha go czytać, jak wiadomym jest, co zawiera :) Więc nie trzeba czytać takich tekstów z “gimbazowymi emocjami”… :) Nie wiem czy wiesz, ale obecna gimbaza gustuje w grach typu LoL, czyli innych emocjach słońce :D

Tak się składa, że nie każdy tekst literacki każdemu się podoba – i dobrze o tym wiem. Ale nie trzeba się też zmuszać do ich czytania :) Ćwiczę pisanie różnych tekstów, a to akurat bardzo ważny dla mnie tekst oparty w 98% na faktach. Ojoj co to za kursywa, pardąsik :D Po prostu często udostępniamy ludziom tego typu prace o zwierzakach oparte na faktach by pokazać, że zwierzę nie jest rzeczą. Jako wolontariuszka fundacji dla bezdomnych zwierząt tak mam, że piszę nie tylko o smokach.

To teraz proponuję oddalenie się do bardziej wymagających intelektualnie tekstów, które są w typowo “męskim stylu” :D Polecam “Chędożoną Szarżę” :) Bardziej przypadnie do gustu i chętnie usłyszę Twoje zdanie na jej temat ^^

Ten zgrzyt to nie była moja szczęka wcale, jak co… no i wcale nie zastanawiam się, co takiego faceci mają przeciwko psom lub tekstom, gdzie krew się nie leje, kobiet nie gwałcą orkowie, a smoki nie rozwalają miast, ale co tam :D

Nie czytam tagów, czytam teksty, tak już mam. 

I nawet gdybym czytał, to: "zwierzęta, dramat, śmierć”  możnaby rozwikłać w zdecydowanie mniej łopatologiczny sposób  ;) 

Ale ta pisarska złość :" mogłeś nie czytać” się podoba mnie … 

Nie biegam, bo nie lubię

Przedmowa w takim razie powinna wiele wyjaśniać :D

Nie jestem zła tylko zawiedziona, że żyjemy w czasach, gdzie faceci to teraz tacy macho :) Najpierw sfun, teraz Ty (plaga Conanów xD) Szanuję, że wam się nie podoba bo są różne gusta, ale mimo to są ludzie, dla których to nie było marnowanie energii, zwłaszcza, że to praca, która zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie literackim tematycznym, a także pokazała niektórym dzieciakom i dorosłym, że zwierzę nie jest rzeczą. Dlatego wszystko co napisałeś by mnie nie ruszyło, gdyby nie to z tymi “gimbazjalnymi emocjami”, bo doprawdy było to obraźliwe dla mnie – bo przelałam tu szczere emocje, a nie fikcję literacką. :)

Dlatego wybacz ew. “złość” jak to nazwałeś, ale to tylko zwykły, gimnazjalny “żal” i nieco “zranione uczucia”. Przejdzie raz dwa :)

 

Dziękuję chociaż za wypowiedzenie się na temat stylu w jaki to napisałam i za komplement – dziękuję ^^

Szczerą emocją, moja droga, jest w pewnym wieku żal za odstawionym sutkiem. 

 

A ja już tak mam, że potrafię wkurzyć :P

 

Nie biegam, bo nie lubię

Faceci za sutkami to z całą pewnością tęsknią, ale cóż <lekki kaszel> Ehm o czym to ja… A tak :) No ale też nie każdego poruszysz. Tym się ludzie charakteryzują, że się różnią. Dla jednych “gimbaza” czy strata czasu, dla innych jest cenną nauką.

Wnioskuję, że wielkim miłośnikiem zwierząt nie jesteś po prostu. Mam nadzieję, że nie jest to wynikiem traumy, że pies ugryzł cię… między nogami! :( Znałam taki przypadek i byłoby to dość straszne :( ;*

 

Mnie poruszasz cały czas :D <rusza się> Widzisz? :D hah ^^

To był ostatni miot Seliny.  Wołaliśmy ją  “pani Kyle”,  ale nigdy nie przychodziła na  takie wezwanie. Dwa dni  później panią Kyle rozjechał samochód.  Nie  cierpiała raczej,  gdyż wyglądało na to, że opona najpierw zamiażdżyła  jej delikatną głowę.  Przynajmniej tak woleliśmy myśleć. No i wtedy usłyszeliśmy to żałosne miałczenie.  Dochodziło spod krzaka,  pod którym Selina zwykła szukać schronienia przed  upałem. Ja pierwszy je usłyszałem.

 

 Było  ich sześć,  nie licząc tego,  który urodził się martwy.  

Gdy pokazałem koteczki tacie,  ten pogłaskał mnie po głowie.  Po czym zniknął,  by po chwili wrócić z reklamówką z napisem Auchan.  Powiedział, że to ich nowy  dom.

Chwytałem w ręce delikatne ciałka i ostrożnie władałem do folii.  Potem poszliśmy na mostek. Tata zamachnął się i śmiejąc się, że to pierwsze kotki, które polecą w kosmos, wyrzucił  reklamówkę do rzeki. 

 

To wystarczająco “machowski” kawałek? ;) 

Nie biegam, bo nie lubię

Bardzo poruszający tekst, który może w końcu pokaże (albo już pokazał) komuś, że pies to nie zabawka (tak jak pieski-prezenty dla dzieci, lądujące potem w lesie), nie alarm antywłamaniowy (ważne żeby szczekał na złodziei), nie źródło rozrywki (tak jak, o zgrozo, psy trenowane do walki), ani nic innego, co można walnąć, wywalić, zabić ot tak, bo już się nie podoba. Bo to, że pies nie mówi nic wprost (a przynajmniej wprost dla nas) czasem sprawia, że ludzie zapominają, że też ma uczucia.

 

Corcoran – prawdziwy facet łez się nie wstydzi :’D A tak na serio, to jak niby chciałbyś, żeby oczami psa została opisana ta historia? Możesz tego nie wiedzieć, więc poinformuję cię, że mózg psa funkcjonuje mniej-więcej na poziomie mózgu 4-letniego dziecka. 4-letnie dziecko nie buduje zdań wielokrotnie złożonych o niesamowitej głębi, symbolice, z licznymi odwołaniami do kultury greckiej. Dziecko widzi świat w bardzo prosty i nieskomplikowany sposób. A ten tekst jak najbardziej jest potrzebny, bo jak już wyżej napisałam, ludzie to często kretyni niewrażliwi na krzywdę zwierząt. Dla nich pies agresywny to problem, który trzeba usunąć. Dla tych ludzi właściciel nigdy nie jest winien tego że pies kogoś ugryzł. A tymczasem pies robi tylko to, do czego został nakłoniony.

 

Najbardziej boli mnie to, jak bardzo krzywdzone są zwierzęta, które tak się o nas troszczą. Psy patrzą w nas jak w obrazek. Tysiące lat życia z ludźmi sprawiły, że psy są dosłownie stworzone, by nam towarzyszyć. Świadomie, z pełnią miłości patrzą człowiekowi w oczy i widzą najważniejszą dla nich istotę pod całym słońcem. Czasem tylko po to, by po chwili ta istota zdzieliła je kijem po głowie.

A nie próbowałeś może taty wysłać w kosmos? Sorry wymsknęło się ale tak bym odparowała na bank i tak zawsze powtarzam, jak podobne historie mają miejsce.

 

No i uwierz mi ale dzwonią czasem takie “dowcipne indywidua”.. ^^’’

 

O, siemka Honicz :D Dziękuję bardzo i… Em… <tuli Honi> już już spokojnie xD

Zawsze wzruszały mnie odsiecze…  ;)

Nie biegam, bo nie lubię

Nazwałabym to bardziej odpowiedzią na twój komentarz niż odsieczą, bo odsiecz to by była jakby siedziała na klopie, skończyłby się papier, a ona by go przyniosła ^^’

 

Anyway zmieniając temat. Honiś tylko nie płacz. Zamiast tego idź polować na swojego kota co to Hannibale niszczy itd :3 Muszę zobaczyć jak on ci kiedyś tą rozpiździuchę robi xD

 

Btw. Honi a to widziałaś: 

http://deser.pl/deser/10,88223,17259285,Ranny_zolnierz_lezy_na_pobojowisku__po_chwili_pojawia.html

Tak a pro po psów :)

Żadna odsiecz, jak ktoś pisze coś, co mi nie odpowiada, to reaguję, tak samo reaguję na wszelkie inne wypowiedzi w Internecie, czy kogoś znam, czy nie~ Jak masz zamiar zgrywać cwaniaka, to lepiej odejdź w pokoju, bo nikomu tym nie imponujesz c:

 

Ami, nie chcesz być na miejscu kiedy mój kot dostaje jobla xD Znaczy no, otwarte złamania raczej nikomu nie grożą, ale przez te pół roku mieszkania z Mishką przez jakieś 80% czasu moje ręce były rozorane totalnie xD

 

Widziałam, widziałam kiedyś <3 Piękne. Kurna, nieważne czy filmik jest smutny czy wesoły, wystarczy że jest w nim pies a ja nie wyrabiam xD

. A tekst jak najbardziej jest potrzebny, bo jak już wyżej napisałam, ludzie to często kretyni niewrażliwi na krzywdę zwierząt.(…)

A no tak, mój błąd. W swojej pochopnej ocenie nie wziąłem pod uwagę walorów edukacyjnych tekstu, a jak wiadomo tekstów mających, ekhm, głębsze przesłanie, nie należy krytycznie oceniać, gdyż mają głębsze przesłanie ;) Także przepraszam, że  smialem wyrazic opinię, skoro z góry wiadomo było, że opowiadanie jest doskonałe. 

A teraz jako wcielenie “Macho-Cwaniaczka”, którym właśnie zostałem, nasmaruję się samoopalaczem i w koszulce na ramiączkach pójdę kopać okoliczne kundle. :) 

Czy następny kawałek, boję się pomyśleć,  będzie o segregacji  śmieci czy,  być może,  o niewolnictwie –  a nie przpraszam,  ten ostatni temat zdaje się jest juz nieaktualny. 

:)  

Nie biegam, bo nie lubię

Teraz powinniśmy siąść wszyscy przy jednym stoliczku, podzielić się nutellą i cieszyć oraz miłować wzajemnie :D Ale.. bez kota Honi w takim razie XD

 

Mój chomik nie jest lepszy… wywalił poidełko i schował drut od niego. Ja szukam, a on taka minka niewinna “to nie ja” i próbuje zakryć sobą ten drut… XD

 

Uważaj na dresiarzy Corcoran XDDDD

Za­czą­łem war­czeć, ale dziec­ko usia­dło przed klat­ką i pa­trzy­ło mi w oczy. Miało ślicz­ne, duże i pełne mi­ło­ści oczy. 

Dziec­ko usia­dło przy klat­ce i spoj­rza­ło mi w oczy wzro­kiem peł­nym współ­czu­cia. Nikt nigdy nie pa­trzył mi w oczy, a szcze­gól­nie w taki spo­sób.

Powtórzenia – oczy. Ogólnie we fragmencie z dzieckiem za dużo tych oczu.

 

Interesujący tekst. Mogło być naprawdę nieźle, niestety nie mogłem się wczuć w tragedie psa. Jedynie finał jakoś się broni. 

Może to być spowodowane lekturą “Miasteczka ostatnich westchnień” Gortata, który w tym temacie powiedział więcej i lepiej. Książka wyjątkowo smutna, choć skierowana do młodzieży.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

No, dziewczyny, po takich komentarzach to aż strach wyrażać opinię, bo widzę, że bronicie opowiadania, nie przebierając w środkach. Gratuluję nagrody w konkursie. Jednak uważam, że żadna nagroda nie oznacza z marszu, że tekst jest genialny i odporny na krytykę, nie ma co się obrażać, że komuś się nie podoba. A fe, za wycieczki osobiste…

Niestety, tekst mnie nie zachwycił, za dużo powtórzeń, niejasne opisy, naiwny melodramatyzm psuje efekt. A dodam, że łatwo się wzruszam krzywdą maluczkich. :) A abstrahując od smutnej historii, zdziwiło mnie, że bohater tak samo opisuje rzeczywistość, będąc szczenięciem i dorosłym psem – żadnej różnicy, żadnego rozwoju intelektualnego. I nie doceniacie czterolatków – taki maluch całkiem nieźle potrafi formułować myśli i celnie opisywać świat nawet zdaniami złożonymi ;) (przynajmniej mój rodzony prawie-czterolatek), więc odrobina urozmaicenia w języku by na pewno nie zabolała.

rooms, wyrwane z kontekstu ciut czytałaś xD plus my bardzo em.. wesoło rozmawialiśmy bo tu nie było bronienia tylko rozmowa chodziła wokół tematu, że faceci to macho bo rozmowy o emocjach to dla nich gimbaza i strata czasu :D Więc nie chodzi o wyrażanie opinii czy krytykę – bo to kochamy xD :D

A akurat wzmianka o nagrodzie to tak też ciut z kontekstu bo bym tu opowiadania nie zamieściła gdybym uważała, że jest cool i nie chciała krytyki, a właśnie na krytykę czekam, bo uważam, że powinnam go dopracować, a nikt inny mnie krytyką nie uraczy, bo kto i gdzie :D

Akurat naiwność tekstu być musi i zostać musi, bo jest opowiedziane oczami psa, z punktu behawiorystycznego wiemy obecnie, że pies nie Eistein i rozumuje inaczej – właśnie dość… dziecinnie, czy naiwnie. Więc niestety ale jako, że opowiedziane oczami psa to naiwność pozostać musi.

Acz nad powtórzeniami fakt muszę popracować :D Opisy niejasne – hm też racja :) Troszkę je rozjaśnię :) Które najgorzej ogarnąć mogę zapytać? To wpierw za nie się wezmę :)

Na dzieciach znam się trochę, głównie na zwierzętach i generalnie psy rozwijają się inaczej niż ludzie dlatego tego rozwoju tak nie widać, bo rozwój idzie w inne kwestie. Pies nie zdaje matury i nie dojrzewa intelektualnie i emocjonalnie, a jedynie ewentualnie zmieniają się jego emocje oraz głównie fizycznie się zmienia, a nie typowo intelekt. Co do 4-latków to jak mówiłam, na dzieciach znam się trochę, więc się nie wypowiadam bo specj ze mnie nie jest i dzieci do psów nie porównuję bo ludzie reagują zawsze xD dość ambitnie xD toteż unikam porównania XD a wręcz odradzam porównywać psy i ludzi :D

 

Nazgul, tak jest – pozbędę się tych powtórzeń, dziękuję :)

Wiem o czym mówisz, czytałam. A czy miałeś może do czynienia z opowieścią o “Hachiko”? :D Albo z pracami Barbary Borzymowskiej? Też bardzo polecam. Gdybym zrobiła kiedyś historię składającą się z przeżyć różnych psów i kotów, które przez fundację się przewinęły w moim życiu to powiem szczerze, że chyba nie byłabym w stanie tego pisać, bo niektórego rodzaju okrucieństwa i tragedii nie da się opisać w żaden sposób – znaczy nie każdy potrafi się zdystansować na tyle by to zrobić. 

Sama historia Ukraińca nawet nie tyle miała być tragedią – tragedią był jego koniec niesprawiedliwy, a tak to miało to ukazywać, jak wielki wpływ mają ludzie na życie psa i jak on może na to spojrzeć.

Poniekąd sposób patrzenia na świat niczym dziecko, przez psa sprawia, że niektórzy bardziej mu współczują, bo dzieci są małe i kochane i ich naiwny sposób myślenia jest rozbrajający czasem. Z drugiej też strony chciałam opowiedzieć ludziom o wspaniałym psie, który mógł mieć super dom i być wiernym kompanem, ale zabrano mu tą szansę i to bez najmniejszego trudu… Ot tak odebrano mu życie…

Doceniam kierujące Tobą intencje, rozumiem powód, dla którego powstał tekst, ale muszę szczerze wyznać, że nie potrafię wzruszyć się opowiedzianą historią. Nie trawię łopatologicznie wyłożonych czarno-białych prawd, w dodatku przekazanych w tak infantylny sposób.

W opowiadaniu nie zauważyłam fantastyki. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm. Tekst dosyć oczywisty w warstwie informacyjnej – niektórzy ludzie nie powinni dostawać szansy na zaopiekowanie się zwierzęciem – więc do mnie nie przemówił. A właściwie nie powiedział nic, czego bym już nie wiedziała. Pomijając jednostkowy przykład konkretnego psa.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka