- Opowiadanie: via - Smocza Wyspa

Smocza Wyspa

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Smocza Wyspa

– Zapraszamy, zapraszamy! Całodniowa wycieczka na Smoczą Wyspę! Jedyne dziesięć srebrnych monet! Taka okazja może się już nie powtórzyć!

Donośny głos słychać było na całym targu. Mieszkańcy miasteczka Ker zgrabnie wymijali krzyczącego grubasa, jednak wielu przyjezdnych się zatrzymywało.

– Kto ma chęć na niesamowitą przygodę? Tylko dziś – wyjątkowa cena, dziesięć srebrnych monet!

– Hej, zaraz, zaraz! Byłem tu wczoraj i też… – odezwał się dobrze ubrany mężczyzna, zatrzymując się przy grubasie.

– Ciszej, drogi panie, nie musimy tak krzyczeć – odpowiedział szybko tłuścioch. – W tym tygodniu obniżyłem cenę, bo nie było chętnych. A trzeba mieć, co do garnka włożyć – mrugnął porozumiewawczo do wczorajszego klienta.

Mężczyzna machnął ręką i wrócił do swoich spraw, a grubas znowu zaczął pokrzykiwać:

– Ostatnia szansa, żeby zwiedzić Smoczą Wyspę jeszcze dziś! Każdy, kto zapłaci dziesięć srebrnych monet i stawi się w porcie ma szansę na niesamowitą przygodę na Smoczej Wyspie!

Po chwili grubas ruszył do portu, a za nim grupka zainteresowanych wycieczką. Większość to byli mężczyźni, jednak pojawiło się też kilka kobiet. Część z nich było żonami lub córkami kupców, którzy przybyli na targ, a część ciekawskimi poszukiwaczkami przygód. Wśród mężczyzn panowała większa różnorodność. Byli to zarówno zwykli podróżnicy, próbujący zabić nudę, jak i młodzieńcy spragnieni przygody. Po zapłaceniu grubasowi wszyscy weszli na łódź, która powoli odpłynęła w stronę niedalekiej wyspy.

– Oto zbliżamy się do Smoczej Wyspy! Spędzicie tam cały dzień pełen wrażeń!

– Jak długo będziemy płynąć? – zapytał zzieleniały mężczyzna w średnim wieku.

– To bardzo blisko! Kilka – kilkanaście minut i będziemy na miejscu. Ale lepiej trzymaj się pan blisko burty, żebyś nie zabrudził mi pokładu!

– Ta wyspa nie wygląda na dużą – oznajmiła elegancka kobieta, trzymająca męża pod ramię.

– Nie jest ogromna, to prawda, ale…

– To co tam może być ciekawego? – prychnęła kobieta mrużąc oczy i odwracając się tyłem do grubasa.

Niedługo łódź przybiła do niewielkiego pomostu przy brzegu wyspy. Kiedy pasażerowie ostrożnie zeszli na ląd, grubas natychmiast kazał odbijać i skierował się z powrotem do miasta.

– Hej, a gdzie pan płynie?! Co z nami? – dopytywali się ludzie na brzegu.

– Wrócę po was wieczorem! Czekajcie na przewodnika.

Ludzie nie byli zachwyceni. Niektórzy wciąż krzyczeli za grubasem, inni szemrali między sobą. Niespokojna grupa nawet nie zauważyła, gdy podeszła do nich młoda, rudowłosa dziewczyna i stanęła z boku, z rękami za plecami. Po chwili odkaszlnęła. Potem jeszcze raz, aż ludzie zaczęli odwracać się w jej stronę i cichnąć. Wtedy się odezwała.

– Witajcie, nazywam się Lallailila, ale możecie do mnie mówić La. Jestem waszą przewodniczką po Wyspie – ukłoniła się. – Na początek muszę widzieć, ilu was jest – szybko przeliczyła wszystkich wzrokiem. – W porządku, dwadzieścia sześć osób to duża grupa, ale chyba wszyscy jesteście dorośli i sami zadbacie o to, żeby się nie zgubić. Czy macie jakieś pytania zanim pójdziemy dalej?

– Czy jest tu coś do jedzenia? Nie wiedziałem, że zostaniemy tu aż do wieczora.

– Oczywiście, koło południa zaplanowany jest posiłek.

– Dlaczego to się nazywa Smocza Wyspa? – zapytał młody mężczyzna o jasnych włosach.

– O tym zaraz opowiem – La uśmiechnęła się. – Czy ktoś ma jeszcze inne pytania? Nie? Świetnie, a zatem chodźmy – obróciła się i przeszła kilka kroków. – Smocza Wyspa pojawiła się w tym miejscu pięćdziesiąt trzy lata temu. Mówię „pojawiła”, ponieważ jednego dnia jej nie było, a następnego ranka już była. Nikt nie wie, jak to się stało. Wielu uczonych twierdzi, że wyspy pojawiają się, kiedy porusza się ziemia, ale mówią też, że trzeba na to czasu. I że nawet tak mała wyspa jak ta potrzebowałaby czasu, żeby się pojawić. No i ludzie z okolicy musieliby coś zauważyć. Kapłani z kolei sugerują, że wyspa jest dziełem boskim. Nie potrafią jednak wyjaśnić, jaki cel miało jej powstanie właśnie w tym miejscu. Oczywiście, bardowie też mają swoją teorię – mówią oni, że w nocy z nieba spadł smok, a ta wyspa to wszystko, co po nim pozostało.

– A dlaczego akurat smok? – spytał ten sam mężczyzna, który wcześniej pytał o nazwę wyspy.

– Ponieważ z góry wyspa wygląda jak korpus i ogon smoka.

– I dlatego nazywa się Smoczą Wyspą?

– Nie, chociaż wielu tak myśli. Jednak ludzie, którzy jako pierwsi odkryli wyspę nie wiedzieli, jak ona wygląda od góry, to ustalono dopiero później, kiedy posłali po uczonych, by wyjaśnili pojawienie się wyspy.

– No to skąd taka nazwa? – zniecierpliwiła się elegancka kobieta, najwyraźniej niezbyt zadowolona z wycieczki.

– Nazwę nadali pierwsi ludzie, którzy stanęli na wyspie. Pięćdziesiąt trzy lata temu, kiedy pojawiła się wyspa, Ker nie było miastem, a na jego miejscu stało tylko kilka chat rybaków. Nie była to nawet wieś, lecz grupa ludzi mieszkających blisko siebie. Kiedy rankiem rybacy zobaczyli wyspę, postanowili sprawdzić, co to jest. Wszyscy zgodnie wsiedli na łodzie i popłynęli. Przybili dokładnie do tego miejsca, gdzie teraz jest wybudowany pomost. Stamtąd ruszyli trasą, którą również my dziś pójdziemy – to mówiąc ruszyła dalej. – Jak może zauważyliście, całą wyspę pokrywa mgła. Utrzymuje się ona jednak tylko przy ziemi, nie ograniczając widoczności. Tego zjawiska również uczeni nie potrafią wyjaśnić, jedyna ich teoria łączy się z miejscem, do którego zaraz dojdziemy. Taka sama mgła unosiła się tuż nad wyspą, kiedy weszli na nią rybacy, może sięgała ona nieco wyżej. Mężczyźni początkowo tłumaczyli sobie mgłę ranną porą, jednak utrzymuje się ona cały dzień. Na wyspie jest tylko jedno miejsce nieprzysłonięte mgłą – oto ono – La zrobiła jeszcze krok do przodu, po czym przesunęła się na bok, by grupa mogła wszystko wyraźnie zobaczyć.

Przed oczami przybyłych mgła nagle się skończyła i widać było gołą ziemię. Jednak widok był naprawdę niesamowity i rzadko spotykany. Podłoże było czarne, wyglądało jak połamane, a w liniach tych złamań widać było żar, który aż pulsował w oczach.

– Gdy rybacy tu dotarli nazwali to miejsce „brzuchem smoka”. Jak zapewne wiecie, wiele smoków zionie ogniem, który tworzy się w ich brzuchach. Rybacy również o tym słyszeli i była to pierwsza rzecz, która przyszła im na myśl. Od tego miejsca nazwę dostała cała wyspa – skoro to jest „brzuch smoka” to całość jest Smoczą Wyspą. Późniejsze obserwacje uczonych tylko ugruntowały tę nazwę, gdy dostrzegli oni kształt wyspy.

– Skąd jest ten ogień? – zapytał starszy mężczyzna z blaskiem w oczach.

– Wiemy, że pochodzi on z wnętrza wyspy, jednak nikomu nie udało się przebić przez skorupę i dotrzeć do jego źródła. Uczeni uważają, że to ten ogień może podgrzewać powietrze wokół i w ten sposób powstaje mgła nad wyspą. Nie wiedzą jednak, dlaczego w tym miejscu nie ma nawet śladu mgły czy pary. Jest to najcieplejsze miejsce na wyspie i to tu zjemy posiłek – La wyjęła z mgły obok siebie worki z jedzeniem i zaczęła je rozdawać. – Wystarczy, że położycie jedzenie na szczelinie albo obok niej i niedługo będzie gotowe. Nie martwcie się niczym, to nie jest ziemia ani węgiel, powierzchnia wyspy jest czysta i jakby… szklista.

Ludzie zaczęli z zainteresowaniem oglądać podłoże i przygotowywać sobie jedzenie. Większość wesoło rozmawiała ze sobą na temat dotychczas usłyszanej historii. Jedynie elegancka dama wyglądała na znudzoną i nawet się nie schyliła, czekając aż jej partner przygotuje posiłek.

– Gdzie tu można usiąść? – zawołała, rozglądając się ostentacyjnie.

– Niestety ławy są ustawione jedynie przy pomoście. Może pani usiąść na ziemi na obrzeżu „brzucha smoka”, tam nie powinno być zbyt gorąco, a jedynie przyjemnie ciepło – odpowiedziała uprzejmie La.

– Mam siadać NA ZIEMI? – spytała oburzona kobieta.

– Spokojnie, kochana, przecież La mówiła, że tu jest bardzo czysto.

– Ale ja jestem DAMĄ. Nie można prosić DAMY, żeby usiadła na gołej ziemi!

– Proszę bardzo – rzekł jasnowłosy młodzieniec, podchodząc do skraju „brzucha smoka”. Zdjął z ramion kurtkę i ułożył tuż obok miejsca, gdzie zaczynała się mgła. – Niech pani sobie wyobrazi, że to piknik.

Dama prychnęła, ale ostrożnie usiadła, a pozostali chichotali cicho. Młodzieniec podszedł do La, cały czas stojącej we mgle i uśmiechnął się szeroko.

– Skąd tyle wiesz o tej wyspie?

– Zawsze interesowałam się historią, a opowieści o niej są naprawdę niesamowite.

– To prawda… Pochodzisz z Ker?

La spojrzała na niego i lekko pokręciła głową. Potem przeprosiła i zaczęła okrążać „brzuch smoka”, przyglądając się członkom wycieczki. Mężczyzna popatrzył za nią tęsknym wzrokiem i zrezygnowany zabrał się do jedzenia. Rzeczywiście mięso, warzywa i chleb podgrzane nad szczelinami z żarem smakowały wyśmienicie.

– Teraz zabiorę was na tak zwany „ogon smoka’. Tak uczeni nazwali wąski kawałek wyspy, który tworzy niewielką zatoczkę. Będziemy na niego wchodzić gęsiego, ponieważ jest akurat na tyle szeroki, żeby dwie osoby mogły się minąć. Idąc zwróćcie uwagę, że „ogon”, podobnie jak cała Smocza Wyspa, pokryty jest mgłą, jednak nad wodą w zatoczce powietrze jest czyste i przejrzyste.

Przejście „ogonem smoka” zajęło grupie nieco czasu, gdyż każdy zatrzymywał się na końcu i patrzył na sznur ludzi ustawionych we mgle. Kiedy wszyscy wrócili na główną część wyspy, La ponownie się odezwała.

– Wyspa nie jest duża i nie ma tu już nic więcej do zwiedzenia. Teraz możecie wziąć udział w grach lub zadać mi nurtujące was pytania. Możecie też przejść się po wyspie i obejrzeć ją samodzielnie. Proszę tylko, żebyście nie wchodzili sami na „ogon”. Mgła bywa zdradliwa, a nie chcielibyśmy, żeby ktoś wpadł do wody.

Jasnowłosy młodzieniec szybko podniósł rękę i zadał pytanie:

– Byłaś na Wyspie, kiedy tu przypłynęliśmy. Mieszkasz tu czy przypływasz z samego rana?

Kilku ludzi spojrzało zaciekawionych na przewodniczkę.

– Ja… Jeśli pójdziecie na tamten koniec Wyspy – wskazała w stronę, gdzie za wyspą było tylko morze – to zobaczycie małą chatkę. Służy mi tylko do spania, ale proszę, żebyście do niej nie wchodzili.

Większość zwiedzających rozeszła się po wyspie, a La obserwowała ich przez chwilę w skupieniu. Po chwili zauważyła, że młody mężczyzna stoi tuż przy niej i przygląda się jej.

– Słucham? Ma pan jeszcze jakieś pytanie? – zagadnęła sztywno.

– Mów mi po imieniu, jestem Bart. Często bywasz w Ker?

– Niezbyt. Na wyspie mam wszystko, czego mi trzeba.

– A skąd bierzesz jedzenie? Przecież tu nic nie rośnie!

– Razem z pasażerami przywożą mi zapasy dla mnie i zwiedzających.

– A nie nudzisz się tu sama?

– Bart… Zadajesz bardzo osobiste pytania.

– Przepraszam, jeśli nie chcesz odpowiadać to nie musisz. Byłem po prostu ciekaw, bo… – zamilkł.

– Bo?

– Jesteś bardzo piękną kobietą. Chciałbym z tobą spędzić więcej czasu, ale jestem w Ker tylko przejazdem. Zastanawiałem się, czy…

– Niestety, ale nie opuszczę wyspy.

Oczy młodzieńca posmutniały, ale starał się dalej uśmiechać.

– No trudno, przynajmniej próbowałem – zaśmiał się sztucznie. – Mówiłaś coś o grach?

– Tak – brzmiała, jakby odetchnęła z ulgą. – Czasem zwiedzający chcą sprawdzić swoją wiedzę o wyspie, znaczy to, czego się dowiedzieli w czasie wycieczki. Urządzamy wtedy konkurs, którego uczestnicy odpowiadają na pytania. Inną grą…

Kiedy La opowiadała o grach, zgromadziła się wokół niej grupa zwiedzających. Zdecydowali zacząć od konkursu. Wszyscy dobrze się bawili i tak zastał ich grubas przybijający do pomostu.

– Widzę, że jak zwykle rozruszałaś zwiedzających, La. Powinniśmy pobierać za to dodatkową opłatę.

– Ależ skąd! To dla mnie przyjemność – oburzyła się kobieta i spojrzała krzywo na grubasa.

– Na pewno… Jak się bawiliście, drodzy goście?

Odpowiedział mu chór zadowolonych głosów i potwierdzających pomruków.

– Doskonale! A czy La opowiedziała wam legendę o smoku?

– Chodzi o to, że wyspa jest resztkami smoka, który spadł z nieba? – zapytał zwycięzca konkursu wiedzy o wyspie.

– To jest jedna część legendy! La, nie opowiedziałaś im? – grubas spojrzał przymrużonymi oczami na kobietę, która skrzywiła się z niesmakiem. – Niektórzy mówią, że kilka nocy w roku Smocza Wyspa ożywa i staje się prawdziwym smokiem. Z jednej strony wyrasta mu łeb, macha wtedy mocno ogonem i głośno ryczy. Czasem nawet zionie ogniem! A wszystko to dlatego, że nie ma łap i nie może stąd odpłynąć ani odejść – grubas wybuchnął głośnym śmiechem.

Część zwiedzających również się zaśmiała, jednak La tylko znowu się skrzywiła i potrząsnęła głową.

– To jak? Kto się odważy? Kto udowodni, że nie ma rzeczy niemożliwych? Czy znajdzie się jakiś śmiałek, który spędzi noc na Smoczej Wyspie? Może to właśnie tej nocy smok ożyje.

Ludzie powoli kręcili głowami, a elegancka dama zaczęła wsiadać na łódkę i domagać się odpłynięcia. Większość poszła w jej ślady, tylko kilku mężczyzn zastanawiało się jeszcze nad propozycją grubasa.

– Ja zostanę! – zadeklarował Bart.

– To będzie kosztowało dodatkowe pięć sztuk srebra – odpowiedział szybko grubas.

Mężczyzna wyraźnie nieco się zasmucił, jednak wyłuskał pieniądze z sakiewki. Pozostali zwiedzający zrezygnowali, nie chcąc płacić i przeszkadzać młodzieńcowi w zdobyciu pięknej przewodniczki. Wszyscy zauważyli, że kobieta mu się podobała i słyszeli ich rozmowę, w końcu wyspa nie była duża.

– Nikt więcej? No trudno… Oby ci dopisało szczęście i obyś zobaczył smoka, chłopcze.

Grubas odpłynął z resztą wycieczki, a Bart patrzył na nich z brzegu. Kiedy łódka była już daleko, młodzieniec odwrócił się, by znów porozmawiać z La. Nie było jej jednak w miejscu, gdzie stała jeszcze przed chwilą. Niezrażony jej nagłą ucieczką Bart postanowił poszukać jej i ruszył ostrożnie przez wyspę. Przeszedł wyspę wzdłuż i wszerz, zaszedł nawet na ogon, jednak nigdzie nie znalazł La. Słońce już zachodziło i Smocza Wyspa zaczynała robić się nieco mroczna. Snująca się po ziemi mgła i czerwony blask z „brzucha smoka” wyglądały niesamowicie i niepokojąco. Bart ruszył brzegiem wyspy, by odnaleźć chatkę, o której mówiła La. Znalazł ją i zapukał, ale nikt mu nie odpowiedział. Mimo to wszedł do środka bez zaproszenia, nie chcąc dłużej pozostawać sam na dworze. Podejrzewał, że wcześniej czy później La będzie musiała tu wrócić. Długo czekał, aż w końcu zmorzył go sen.

We śnie przed Bartem stanęła La, a za nią unosił się wielki czarny smok, zionący ogniem w górę. Kobieta stała spokojnie, podczas gdy smok był coraz wyżej i wyżej. Nagle odwrócił się i wciąż zionąc ogniem skierował głowę do dołu i zanurkował. Dosłownie, bo wokół niego pojawiła się woda. Teraz smok płynął coraz głębiej, a Bart i La spadali za nim wśród bąbelków powietrza. Wtedy rozległ się potworny ryk.

Bart się obudził, ale ryk z jego snu wciąż trwał. Mężczyzna zastanawiał się chwilę, czy jednak legenda grubasa nie opowiadała prawdy i czy to nie była jedna z tych kilku nocy. Szybko porzucił tę myśl, bo przecież, gdyby smok ożył, podłoże musiałoby się zatrząść. A nic się nie ruszało. Był tylko ten ryk. Bart podniósł się i wyszedł na zewnątrz chatki. Na wyspie nie było już mgły i młodzieniec dostrzegł drobną postać La stojącą nieopodal. Kiedy się zbliżył, zauważył, że jej korpus żarzy się czerwienią, a ryk dochodzi z jej ust.

Mężczyzna krzyknął zaskoczony i przerażony, a kiedy La zwróciła się w jego stronę ryk nagle ucichł, a z jej ust popłynął strumień ognia. Bart instynktownie rzucił się n ziemię i przykrył głowę rękami.

– Hej, nic ci nie jest? – odezwała się La swoim ludzkim głosem.

– Niee – Bart niepewnie podniósł się, chociaż wciąż drżał. Przerażony patrzył na kobietę.

– Nie powinieneś był tego widzieć. W ogóle nie powinno cię tu być. Mówiłam mu, że tej nocy nie powinien zachęcać zwiedzających do pozostania na wyspie! – jej oczy zapłonęły czerwienią, a Bart mimowolnie skulił się. – Przepraszam.

– Co tu się dzieje?

– Widzisz… W każdej legendzie jest ziarnko prawdy…

– To naprawdę jest smok? Ja chodzę po resztkach smoka?

– Nie do końca. Nie po resztkach. To jest cały, żywy smok.

– Żywy?! – Bart otwierał oczy coraz szerzej.

– Tak. I nie jedyny w tej okolicy.

– Nie jedyny w tej… – zaczął się powoli cofać. – Ty…

– Jestem smokiem.

– Ale jak to? – nogi ugięły się po Bartem i usiadł ciężko. – Przecież widzę, że jesteś człowiekiem.

– Mogę wyglądać jak człowiek. Jestem zmiennokształtnym smokiem.

– Co?

– To znaczy, że mogę zmieniać postać i nie zawsze wyglądać jak wielka jaszczurka ze skrzydłami.

– Jaszczurka… Nic już nie rozumiem. Co tu się właściwie dzieje?

– Musisz mi obiecać, że nikomu o tym nie powiesz!

– I tak nikt mi nie uwierzy – Bart wzruszył ramionami.

– Tym lepiej.

Milczeli przez chwilę.

– Więc skąd się tu wziął ten smok? I ty?

– Ten smok to mój mąż…

– Aha, czyli i tak od początku nie miałem szans – mruknął Bart pod nosem.

– Lecieliśmy razem, żeby odwiedzić moich rodziców, kiedy nagle wpadłam w silny prąd powietrzny. Połamałabym skrzydła, gdyby nie Mommenem… On mnie wyciągnął, ale sam wpadł. Kiedy próbował się wyrwać, źle obliczył siły i wbił się w morze. On nie jest zmiennokształtny, ale za to jest bardzo silny i twardy. Tylko dzięki temu przeżył. Jego głowa zakopała się w dnie morskim, ale na szczęście trafił na podwodną jaskinię. Niestety mocno połamał skrzydła i stłukł szyję. To moja wina, bo nie uważałam w powietrzu… Wiele lat zajęło, zanim Mommenem się wyleczył. Potem zapadł w sen i tak śpi do tej pory, a ja nie mogę go dobudzić. Co jakiś czas ryczę nocą, ale on się nie budzi. Nie wiem, dlaczego…

– A dlaczego stąd nie odleciałaś?

– Przecież to mój mąż! Nie mogłam go zostawić. Co by o mnie pomyślał, gdyby się obudził, a mnie by tu nie było…

– Ale przecież możesz tak czekać do końca świata!

– Wiem o tym…

– A próbowałaś jakoś nim potrząsnąć? – zapytał Bart niepewnie. – No wiesz, jak ludzie śpią, to czasem wystarczy ich potrząsnąć za ramię, żeby się obudzili.

– Smoka nie wystarczy – odparła z przekonaniem.

– A gdybyś dostała się do tej jaskini i tam… zaryczała? Albo poszturchała go po głowie?

– No nie wiem… Musiałabym zmieniać postać, a to nie jest najprzyjemniejsza rzecz na świecie.

– Ale dla męża chyba możesz się poświęcić?

– Hm…

La podeszła do brzegu wyspy i skoczyła do wody. Od razu zamieniła się w rybę i zniknęła Bartowi z oczu. Po chwili ziemia zatrzęsła się posadach, potem jeszcze raz. Potem „wyspa” wyraźnie zaczęła się poruszać i lekko unosić. Bart przerażony przebiegł na jej drugi koniec i skoczył na pomost zamontowany na palach w dnie morza. Niedługo potem z wody wynurzył się ogromny czarny smok. Powoli uniósł głowę i odwrócił się w stronę pomostu. Wielkie, czerwone ślepia popatrzyły prosto na Barta. Kiedy ogromna głowa zaczęła się do niego zbliżać, tuż obok z wody wynurzył się drugi smok. Ten był nieco mniejszy i po chwili odezwał się ludzkim głosem.

– To on.

Wielki smok popatrzyła uważnie na Barta, po czym skinął głową. Potem ostrożnie, żeby nie potrącić ogonem pomostu, wzbił się w powietrze i zionął ogniem. W tym świetle Bart zobaczył, że La w smoczej postaci miała miedziany kolor. Tak też wyglądała pięknie. Smoki odleciały ramię w ramię, albo raczej skrzydło w skrzydło, w stronę pełnego morza. Bart patrzył za nimi długo, a potem zorientował się, że do brzegu ma dość daleko…

Następnego ranka kolejna łódź z chętnymi do zwiedzania płynęła w stronę, gdzie powinna być Smocza Wyspa. Jednak grubas przywożący wycieczki dostrzegł na miejscu tylko pomost, a na pomoście śpiącego, jasnowłosego młodzieńca. Zostawiając szemrzących poszukiwaczy przygód, wyskoczył z łodzi i potrząsnął ramieniem śpiącego. Ten powoli otworzył oczy i spojrzał na tłuściocha.

– Gdzie jest Smocza Wyspa? – dopytywał się grubas.

– Nie wiem, zniknęła. Była wieczorem, a rano już jej nie ma…

Koniec

Komentarze

Ciekawa koncepcja, w kontekście konkursu opowieść robi się trochę przewidywalna, ale pewnie nie można mieć wszystkiego.

Jeśli chodzi o warsztat, interpunkcja kuleje, trafiła się jakaś literówka, ale nie jest źle.

Babska logika rządzi!

Powiem tak – umieszczanie światotwórstwa w dialogach bardzo rzadko jest dobrym pomysłem. Jestem pewien, że można było znaleźć ciekawszy sposób na opisanie historii wyspy niż przydługawe i przynudnawe dialogi.

Warsztatowo średnio. Z utęsknieniem czekam na moment, w którym ludzie uzmysłowią sobie, że znajomość zasad interpunkcji jest dość istotna, jeśli chce się zostać literatem.

Cóż akurat to jest tekst napisany dość szybko, bo się termin konkursu zbliżał. Nie zdążyłam przeczytać go i poprawić ( i literówek i interpunkcji). Nie uważam tego za jedno z moich lepszych opowiadań, a wręcz przeciwnie – gdzieś mi się kołatał pomysł, ale jakoś nie miałam inspiracji do wykonania ;)

Następnym razem postaram się poświęcić chwilę na przeczytanie własnego tekstu przed wysłaniem, żeby nie ranić Was interpunkcją i literówkami :) W każdym razie dzięki za opinię – zawsze się przyda osobie, która chciałaby się poprawić :)

Dobra, zaczęło się – pomijając różnorakie potknięcia – całkiem nieźle, a skończyło fatalnie. Dlaczego odniosłem takie wrażenie? Już miałem pytać, czy Autorka gdzieś się spieszyła, lecz wypowiedź pod tekstem wyjaśniła wszystko.

Do tej pory nie pozwalałem sobie na taki komentarz w konkursowych tekstach, ale skoro Autorka sama napisała, że nie uważa tego za jedno z Jej lepszych opowiadań, a wręcz przeciwnie – gdzieś Jej się kołatał pomysł, ale jakoś nie miała inspiracji do wykonania, to i ja pozwolę sobie napisać, że czytanie tekstów, których autorom nie chce się ich dopracować, jest męczarnią; i tym właśnie było zmaganie się z naiwnością i pośpiechem wylewającymi się hektolitrami z zakończenia tekstu. Szkoda, mogłem ten czas poświęcić na lekturę opowiadania napisanego przez kogoś, komu zależy na czytelniku. 

Sorry, taki mamy klimat.

Też jestem zdania, że zaczęło się ciekawiej niż skończyło i że jest – w związku z wiedzą, że to na taki a nie inny konkurs – dość przewidywalne.

Dziwi mnie nieco, że ludzie dają gościowi 10 srebrników nie wiedząc nawet za co. Ja, zanim bym zapłaciła, dowiedziałabym się dokładnie, co jest w programie wycieczki. I dziwię się, że dopiero po przypłynięciu do pomostu grubas zauważył, że wyspa zniknęła…

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Uch, chyba wszystkie ważne rzeczy już napisano: dobry start pośpieszne, naiwne zakończenie, muchos błędos. Logika wydarzeń, wiarygodność postaci, to wszystko też jest ważne. Od początku zagadka tekstu jest jasna, nie uderza czytelnika żadnym fałszywym tropem, dzięki którego odbiorca z ciekawosci czyta dalej… Warsztatowo do poprawy.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka