- Opowiadanie: funny_fantastyx - Wyprawa po największy skarb

Wyprawa po największy skarb

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Wyprawa po największy skarb

W niewielkim miasteczku o nazwie Velendoor położonym w pobliżu wielkiego, smoczego królestwa, które znajdowało się pod władzą wielkiego i potężnego smoka o imieniu Smonug. Żył chłopiec o imieniu Frenderlich Gorijanavi syna wdowy Reveliny Gorijanavi, który choć był młody trudził się łowiectwem w nieopodal leżącym jeziorze – Denviqholstein. Frenderlich był młodym, wysportowanym chłopcem, którego ciekawiły przygody i walka na miecze.

Frenderlich pewnego wieczoru wracając z nieudanych połowów zauważył w oddalonych o ćwierć mili gęstwinach ruch. Zaczął iść,gdy nagle usłyszał głos w podświadomości. Chłopiec domyślał się, że to smok, a także że wybrał go na swojego jeźdźca po staro-smoczych słowach ,,Vidictm dicr fobis plinacet sollemniter de ente meo perpetuam obligationem ''. Chłopiec bał się smoków, bo wiedział ze starych opowieści, że przez nie miał uciążliwe znamię na ramieniu.

Młody Gorijanavi podchodził do gęstwiny lasu, gdy nagle zza drzew wyskoczył ogromny smok. Ów smok posiadał wielkie jak łódź skrzydła, jego łapy były zakończone ogromnymi pazurami. Także jego masywny ogon był majestatyczny. Jego cielsko pokrywała niezniszczalna łuska, która miała kolor błękitno-szafirowy.

Smok skoczył w stronę chłopca i kazał mu wsiąść na swój grzbiet. Zwierzę nagle poderwało się do lotu i Frenderlich poczuł, że się unoszą. Podczas lotu chłopiec odczuł próbę wtargnięcia do jego umysłu, ale się nie poddał i nawiązał rozmowę ze smokiem.

Jak masz na imię i z jakiego rodu pochodzisz?

Nazywam się Lostradamuss z rodu draginów.

Dlaczego mnie porwałeś i gdzie mnie zabierasz?

Ja ciebie nie porwałem, tylko przeznaczenie skrzyżowało nasze drogi. A zabieram cie w bezpieczniejsze miejsce, w którym będziemy mogli porozmawiać bez niepokoju, że ktoś to usłyszy.

Po paru godzinach cichego lotu usłyszał głos smoka ,,zaraz wylądujemy''.Lądowanie było niezbyt udane, bo przy schodzeniu ze smoka Frenderlich dowiedział się o istnieniu dość dużej rany między nogami, której nieopatrzenie mogłoby skończyć poważnym zakażeniem. Lostradamuss jakby przewidując myśli chłopca zaczął wymawiać magiczne formuły i ziać białym ogniem, co na początku przestraszyło Gorijanaviego. Gdy zauważył, że płomień przynosi ulgę i zasklepia ranę nawet dziękował mu w myślach. Frenderlich zadawał wiele pytań dotyczących życia smoka przed ich przypadkowym spotkaniem, ale Lostradamuss nie zwracał uwagi na pytania jakby ich nie słyszał i od razu zaczął niespokojnie węszyć wielkimi nozdrzami. Ale po paru minutach, gdy upewnił się co do obecności jakichkolwiek smoków lub ludzi przestał węszyć i zaczął odpowiadać na pytania chłopca.

Co robiłeś zanim mnie spotkałeś?-pojawiło się kolejne natrętne pytanie.

Byłem smokiem, któremu nie odpowiadały tyraniczne rządy naszego króla. Organizowałem liczne zamachy na niego wraz z przyjaciółmi. Niestety wszystkie zostały udaremnione przez króla, który wszystkich zamachowców złapał i podobno zabił.

A jak ty im się wyślizgnąłeś?

W nocy podczas zamachu leciałem pierwszy….Gdy dolecieliśmy….Zaszli nas od tyłu….A ja gdy usłyszałem szmer przestraszyłem się gwardii i odleciałem jak tchórz…– po tych słowach odwrócił się i nie odzywał do zmierzchu.

Nad doliną zapadał zmierzch i chłopiec miał wątpliwości co do bezpieczeństwa takiego snu, więc smok jakby czytając mu w myślach odpowiedział: ,,Aspiciebam'', co znaczy ,,Będę czuwał''.

Nazajutrz czekało rozpalone ognisko i propozycja Lostradamussa na temat współpracy w odnalezieniu trzech artefaktów i pokonania razem z nim króla smoków jako zemstę za przyjaciół. Chłopiec lubiąc przygody od razu się zgodził. Razem podążyli ścieżką do majestatycznego, kamiennego posągu smoka, który w legendach strzegł niewiarygodnych skarbów. Smok chwilę rozmyślał i w końcu zionął błękitnym ogniem w ogon posągu. Kiedy Frenderlich zapytał się dlaczego ogon, to Lostradamuss wyjaśnił, że to pełnia smoczosci. Młody Gorijanavi był zdumiony tym, że po kilku minutach w kłach posągu widniał już zwinięty pergamin.

Nagle oboje usłyszeli szelest i kroki ludzi źle nastawionych do wrogów swojego króla. Lostradamuss złapał pergamin w paszczę, po czym odbił się od ziemi i zaczął lecieć ku górze wystającej ponad masywne pasmo górskie. Frenderlich prawie zwątpił w szczęśliwe zakończenie przygody i zaczynał go ogarniać strach. Gdy nagle poczuł zaciskające się szpony na własnych barkach i uczucie lekkości towarzyszące bólowi zbyt mocno trzymanych barków. Gdy lądowali smok delikatnie go postawił, a następnie sam wylądował nieopodal. Chłopiec bardzo dziękował smoku za ten przyjacielski gest. Lostradamuss powiedział chłopcu, że muszą jednocześnie dotknąć pergaminu swoimi znamieniami, aby ten ujawnił im sekret trzech artefaktów. Tak więc Frenderlich dotknął pergaminu ramieniem, a smok swoją łapą. Od razu pojawiły się znaki niezrozumiałe dla Gorijamaviego, ale nie dla smoka znającego prastary język swojego gatunku. Lostradamuss natychmiast zrozumiał wszystko i dowiedział się, że pierwszy artefakt, którym było legendarne smocze siodło, które dawało jedność jeźdźcowi i smokowi, znajdowało się w grocie Speccerum.

Artefakt nie był bardzo starannie ukryty, ale dobrze zabezpieczony zaklęciem. Które wypowiedziane tylko przez smoka i jeźdźca jednocześnie miało wystarczającą moc. Artefaktu mimo wypowiedzianego zaklęcia nie można było wziąść ponieważ chroniła je następująca zagadka ,,Jest wszędzie i nigdzie, gdy możesz usłyszeć''. Dopiero po kilku minutach smok domyślił się, że chodzi o wiatr i pozwolił wziąć chłopcu siodło stając na odpowiedni znak,,ಅಂದ'''.

Podczas lotu w siodle młodemu Gorijanaviemu było wygodniej i poczuł przyjaźń, jaką Lostradamuss go obdarzył.

Podróż po drugi artefakt była dłuższa i bardziej niebezpieczna niż poprzednia. Podczas niej zaczęła ich ścigać smocza gwardia. Będąca najlepiej zorganizowaną organizacją i najbliższą służbą króla. Próbowali ją zgubić w gęstwinach mrocznego boru, do którego wejściem można było zapłacić życiem z powodu niewyjaśnionej energii. Tam także planowali się udać zgodnie z mapą artefaktów w poszukiwaniu kryształowej kuli, pomagającej znaleźć wejście do najbardziej zawiłego budynku i przewidzieć przyszłość. Jednakże takiego przedmiotu nie znaleźli, czym byli bardzo zawiedzeni. Na szczęście wybrnęli z niekorzystnej sytuacji pokonując połowę gwardii z pomocą niezwykłych mocy lasu.

Ostatni z artefaktów został wykonany przez ludzi w czasach, gdy jeszcze mieli nadzieję na wygraną z królem smoków i nie byli tak zastraszeni przez władzę. Artefaktem tym był miecz zaklęty przez szamana, który uczynił go najlepszym orężem do zabijania smoków, jego staro-smocza nazwa to ,,scintalla in tenerbri'' a człowiecza to ,,Anilarisavur''. Znajdował się on w najgłębszej, górskiej jaskini w najwyższej górze.

Gdy Lostradamuss i Frenderlich dotarli do jaskini musieli się zmierzyć z gremlinami pilnujących skarbu. Stworzenia te były postaciami niższymi od człowieka o połowę, Gremliny miały posturę wojowniczą i były zwierzętami wyspecjalizowanymi w walce. Ponadto sam ich wygląd zachęcał do zaciętej walki.

Pojedynek był zacięty, chociaż większą przewagę miały gremliny. Szala zwycięstwa powoli, ale skutecznie przechylała się w stronę wygranej stworów, które napływały z wszystkich stron. Lostradamuss polecił Frenderlichowi zabrać drogocenny miecz. Chłopiec mimo obrony smoka czuł się niepewnie, więc szybko chwycił miecz. Kiedy był już blisko ciarki przeszły mu po szyi. Po momencie Ferenderlich trzymał miecz i zaczął atakować gremliny z zadziwiającą zręcznością tak iż zabił większość przeciwników, a inni uciekli. Zapadała już noc i oboje postanowili, że będą tego wieczoru w zdobytej grocie.

Następne dni spędzili na omawianiu taktyki ataku:

Nasza taktyka jest prosta-mówił smok-najpierw wykańczamy wysłanników króla, a następnie samego Smonuga

A jak było zanim Smonug został królem?

Przed panowaniem smoczego króla gród był podzielony na

małe miasteczka niedaleko których były zadbane zabytki z minionych epok.

Ludzie i smoki żyli wtedy w pokoju i pomagali sobie w różnych codziennych problemach.

Gdy nadszedł dzień kończący panowanie Smonuga, Frenderlich i jego smok byli gotowi do zemsty. Tego dnia w południe lecieli przy wschodniej części muru okalającego zamek. Straże królewskie szybko to zauważyły i poczęły ich atakować. Duet właśnie na to czekał, wtedy użył miecza i magicznych mocy tworząc niezniszczalny oręż.

Okazało się, że król miał tylko pięciu smoczych najemników tworzących gwardię. Lostradamuss zaczął atakować ich ogniem, co miało mały skutek. Frenderlich zadecydował, że skoczy na nich i zabije mieczem, smok ze smutkiem się zgodził. Chłopiec skoczył i mogłoby się wydawać, że spadł, ale Lostradamuss zauważył jak chłopiec rozcina skrzydło jednemu z wysłanników króla. Lostradamuss złapał Frenderlicha w ostatniej chwili, a najemnik spadł z wielkim hukiem. Gdy reszta zapatrzyła się w spadającego najemnika, to smoczy jeździec i Andagin pocięli im skrzydła zaklęciami mnogości obrażeń. Na niebie widoczny był tylko obraz porażki, spadających smoków.

Po pokonaniu najemników Lostradamuss skierował lot w stronę zamku zbudowanego na kształt smoczego gniazda. Zamek cechował się idealnie krągłymi wieżami i przepychem, w którym został wykonany nawet mur obronny. Frenderlich i Lostradamuss postanowili się rozdzielić i przeszukać zamek, bo króla nigdzie nie było. Frenderlich zauważył króla w sali rycerskiej przygotowanego do walki. Smok w czarnej łusce i czerwonych, pełnych nienawiści ślepii był bardzo zdenerwowany i złowieszczo patrzył na chłopca. Nagle niewiadomym sposobem Lostradamuss pojawił się przed młodym Gorijanavim. Walka rozgorzała i wydawałoby się, że wygra przyjaciel chłopca aż król zaczął unikać ciosów przeciwnika. Wtedy do walki włączył się Frenderlich prowadzony pradawną mocą, zaczął wymierzać ciosy, ale zapomniał, że smoki posiadają niezniszczalną łuskę. Frenderlich zauważył miejsce nieosłonięte łuskami tuż pod łapą Smonuga. Wtedy to chłopiec zwrócił się do Andagina o pomoc. Przyjaciel natychmiast zareagował i zaczął ziać ogniem w miejsce bez łusek. Frenderlich jakby na to czekał i cisną mieczem w to samo miejsce. Efektem tego była śmierć Smonuga-byłego smoczego króla.

Wielka radość zapanowała w całym królestwie po śmierci złego i okrutnego króla. Lud królestwa w zamian za uwolnienie od tyranii władcy nadał im tytuł szlachecki. Od tamtego czasu w rodzinnym królestwie zapanował spokój. Frenderlich dzięki tej przygodzie mógł żyć ze świadomością, wypełnił powierzoną mu przez los misję.

Koniec

Komentarze

Najpierw pomyślałem, że to żart, później, że to jakaś absurdalna opowiastka, by w końcu utwierdzić się w przekonaniu, iż jednak to żart.

 

Bardzo słaby tekst. Z naiwną fabułką, przedstawioną w nieudolny sposób.

 

Pozdrawiam!

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Cóż, po zgłoszeniu komentarza do moderacji musiałem zajrzeć i widzę, że moderować nie ma co.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

To opowiadanie jest tak złe, że aż nie wiem od czego zacząć… Bohaterowie posiadają osobowość kamieni z pola. Śledząc ich poczynania, można wywnioskować, że nie grzeszą również inteligencją. Są bardzo naiwni, zgadzają się na wszystko, niczego nie kwestionują, nic nie wydaje się im podejrzane. Zachowują się nielogicznie, nie posiadają żadnych motywów, które w jakikolwiek sposób uwiarygodniłyby ich postępowanie. Fabuła jak z gier RPG, ale tych z dolnej półki… A raczej nie półki, lecz stosiku leżącego obok półki. Przewidywalna, nie powala, napisano to samo już tysiące razy, ale lepiej.

Starałem się też znaleźć dobre strony opowiadania, ale to trudne zadanie. Może na początek warto by było napisać coś prostszego, lecz bardziej szczegółowego? Skupić się na kreacji bohatera?

Fabuła, owszem, naiwna, ale jeśli Autor jest jeszcze bardzo młody, to byłoby naturalne zjawisko.

Jeśli chodzi o język – jeszcze sporo pracy przed Tobą: znalazłam w tym krótkim tekście powtórzenia (w pierwszym akapicie w każdym zdaniu pojawia się “który”), literówki, interpunkcja kuleje, myślniki od wyrazów oddzielamy spacjami, dziwnie skonstruowane zdania – a to długie zdanie jest niepotrzebnie podzielone na dwa mniejsze, a to gramatyka się sypie…

Babska logika rządzi!

Często zdarza się, że u podstawy kiepskiego tekstu leży bardzo ciekawy pomysł, na którego sensowne rozwinięcie autor nie miał wystarczających umiejętności. Tutaj nie ma nawet tego pomysłu. 

Widać, żeś młody, panie autorze, więc się nie przejmuj. Nikt nie rodzi się geniuszem, a każdy tekst początkującego jest kiepski. Polecam zatem dużo pisać i czytać. Za rok czy dwa sam będziesz się śmiał z poziomu tego opowiadania.

Również odnoszę wrażenie, że Autor tego tekstu jest bardzo młody. Jeśli tak – chwała za chęć pisania, bo od chęci się zaczyna. Podpisuję się pod radą Vyzarta.

Sorry, taki mamy klimat.

Przyznam, że setnie ubawiłam się, czytając ten tekst. Przepraszam za to Autora, bo niewątpliwie nie było jego celem rozbawianie czytelników, niemniej sytuacje typu “Gdy reszta zapatrzyła się w spadającego najemnika, to smoczy jeździec i Andagin pocięli im skrzydła“ są urocze.

 

Zgadzam się z przedmówcami – tekst jest naiwny, widać w nim inspirację grami, ale książkami dla młodzieży chyba też, co się chwali (silne skojarzenie z Eragonem). Chwali się również, jak już wspomniano, sama chęć pisania, próba przelania opowieści na papier oraz odwaga w pokazaniu tworu swojego umysłu szerszej publice.

Nie wiem, ile masz lat, ale liczę na to, że dopiero kilkanaście i że jeszcze wiele książek, lekcji języka polskiego oraz dalszych prób pisania przed Tobą. Nie zniechęcaj się i twórz, byle byś robił postępy.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Drogi autorze, 

 

A dlaczego nie spróbować napisać odrobinę lepiej kawałek opowiadania? Pierwsze spotkanie aż prosi się o opisy zaskoczenia, zdumienia przeradzającego się w obawę, aż wreszcie w paniczny strach… Ja bym narobił w gacie, gdyby tak smok na mnie – zza krzaka… Nawet odlać się nie można w tym lesie bez przygody! :-)

 

Próbuj pisać dalej i dużo czytaj – ale takiej dobrej literatury. Polonistka lub bibliotekarka na pewno coś podpowiedzą! Warto też prosić kogoś o czytanie i sprawdzenie tego, co piszesz.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka