- Opowiadanie: Skoneczny - 3qU4LPuNk

3qU4LPuNk

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla

Oceny

3qU4LPuNk

 Mrok Poważnego Pokoju Przesłuchań rozświetlała zwisająca z sufitu żarówka bezwstydnie podająca się za żyrandol. Na środku klitki stał Poważny Stół. Agent Gordon Dżordż przeglądał setki, a może nawet tysiące stołów, zanim zdecydował się na zakup dokładnie tego. Był to najpoważniejszy drewniany stół, jaki tylko człowiek mógł sobie wyobrazić. W zestawie były też cztery równie poważne krzesła, ale do Poważnego Pokoju Przesłuchań wystarczyły dwa. Proste, ciemne, niewygodne. Po prostu śmiertelnie na serio. Pozostałe dwa leżały w schowku, a przynajmniej tak twierdził woźny. Co zastanawiające, schowka nikt nigdy nie widział…

Każdy, kogo nieszczęsny los zaprowadził do Poważnego Pokoju, wiedział w jakiej znalazł się sytuacji. W poważnej.

I w takiej właśnie sytuacji znajdowała się przesłuchiwana Emilia Obóh.

– Imię i nazwisko? – rzucił służbowo agent Dżordż.

– Posiadam – odpowiedziała dumnie Emilia.

Gordon podrapał się po łysinie i głośno westchnął. Ubrany był jak każdy agent, tak też się zachowywał. Zupełnie typowa postać, nie jakaś głęboka czy złożona, zwykły tajniak pod czarnym krawatem. Cliché.

– Wiem, że posiadasz. Jakie? – dopytywał się cierpliwie.

– Emilia Obóh.

– Narodowość? – Gordon pytał pro forma. Wszystko to już od dawna wiedział, ale agencyjna biurokracja miała swoje wymogi.

– Jestem obywatelką świata! – prawie wykrzyknęła rudowłosa Emilia. Wiedziała, że będzie przesłuchiwana, wiedziała też dlaczego. Nie miała tylko pojęcia z czyjego polecenia.

– I tak masz wpisane w dowodzie? – agent już wiedział, że to będzie długa noc.

– No nie… – posmutniała przesłuchiwana.

– No to słucham.

– Zjednoczone Tolerancyjne Emiraty Ludowe Równej Społecznie, Wyzwolonej Spod Jarzma Faszystowskiego Ucisku Europy wyłączając Europę Rosyjską, Bank Watykański oraz Niepodległe Państwo Romskie – wyrecytował rudy leming.

– Nienawidzę tego wpisywać w papiery – marudził pod nosem Dżordż. – Nawet ten skrót jest do dupy…

Postronny obserwator najpewniej przyznałby mu teraz rację. ZTELRS,WSPJFUEwER,BWoNPR z całą pewnością nie było wygodnym skrótem, ale przynajmniej poprawnym politycznie. Poza tym, jakie inne państwo miało w nazwie dwa przecinki, albo chociaż jeden? No żadne. Podobno jednak, do Parlamentu Brukselskiego wpłynął już wniosek o wprowadzenie oficjalnego skrótu dla skrótu nazwy kraju. Co więcej, są podobno umiarkowane szanse, iż zostanie on w ciągu najbliższej dekady rozpatrzony. Optymiści twierdzą, że można nawet liczyć na rozpatrzenie pozytywne. Pesymiści natomiast nie twierdzą nic, gdyż bycie pesymistą jest w niektórych prowincjach nielegalne. O byciu realistą w kulturalnym towarzystwie zazwyczaj się nie wspomina.

– Przejdźmy do rzeczy, pani Emilio. Proszę powiedzieć mi, co dokładnie wydarzyło się szóstego kwietnia dwa tysiące sto trzydziestego siódmego roku.

– Czyli tego roku, tak? – upewniała się, aby rozwiać wszelkie wątpliwości.

– Tak, wczoraj Emilio.

– A, więc…

 

*

 

Dwudziestosiedmioletnia studentka pedagogii obudziła się jak co dzień w swoim średnio wygodnym łóżku, w wynajmowanym od Grubej Baby pokoju. Zaraz po wygrzebaniu się spod koca pogłaskała swojego kota, kotkę Grubej Baby oraz kocię będące bękartem poprzednio wymienionych. Następnie, nieomal poświęcając swoje zdrowie i życie, ustawiła koty koło siebie w celu zrobienia im zdjęcia. Ubrudzonymi krwią dłońmi uwieczniła przesłodką rodzinkę i niezwłocznie podzieliła się osiągnięciem z ponad tysiącem osób poprzez osiem portali społecznościowych. Nie znała ich, ale przecież każdy kocha kotki bo są cudowne jak są na słodko. Czy coś w tym stylu…

Teraz zastanawiała się w co się ubrać i jaką kawę wypić na śniadanie. Już niecałe dwie godziny później była gotowa na pełen okazji do manifestowania swoich inwazyjnych poglądów dzionek.

Podeszła do otwartego okna i wzięła głęboki wdech. Piętrzące się jak okiem sięgnąć budynki połyskiwały w słońcu poranka. Stylizowane na kamienice wieżowce pokryte były od dawna nieużywanymi neonami. Neony nie spełniały odgórnych wymogów. Podobnie jak latające samochody, broń plazmowa i cała kupa innych fajnych, cyberp…

 

*

 

– Chyba źle mnie pani zrozumiała, pani Emilio – przerwał zeznania Dżordż.

– Coś jest nie tak? – zainteresowała się Obóhówna.

– Bez urazy, ale nie za bardzo obchodzi nas jak zaczęła pani dzień. Moich pracodawców interesuje bardziej co działo się około godziny siedemnastej, zaraz przed akcją w kościele. Czy mogłaby pani skoncentrować swoją opowieść na tym fragmencie?

– Naturalnie. – Emilia uśmiechnęła się sztucznie. – Nawiasem pytając, kim konkretnie są pana pracodawcy?

– Nie mówi się „nawiasem pytając” tylko „nawiasem mówiąc”. Proszę kontynuować.

– Wytykając mi błąd gramatyczny zanegował pan wszystko co do tej pory powiedziałam, tak jak w internecie? –  upewniała się przesłuchiwana.

– Dokładnie tak jak w internecie pani Emilio. – Agent wyszczerzył się cwanie. – Proszę kontynuować.

– Dobrze. W takim razie…

 

*

 

Dwudziestopięcioletnia studentka pedagogii minęła się z mężczyzną przebranym za jednorożca w drzwiach skłotu. Jedenastopiętrowy kamienico-wieżowiec został podczas ostatniej pokojowej manifestacji zajęty przez profesjonalnych anarchistów. Następnie w budynku osiedlili się menele, ćpuny oraz równościowi intelektualiści. Dotarcie na trzecie piętro zajęło Emilii chwilę. Zdyszana podpełzła pod drzwi.

Standardowa procedura: trzy stuknięcia we framugę, hasło, odzew.

Pani Obóh przekroczyła próg bazy wypadowej. W środku czekali już na nią…

 

*

 

– Stop, stop, stop – wtrącił się Dżordż. – Jakie hasło, jaki odzew? W pani interesie jest, żebym wiedział jak najwięcej.

– Skoro pan tak twierdzi… – przyznała ufnie przesłuchiwana.

 

*

 

Zdyszana podpełzła pod drzwi. Standardowa procedura: trzy stuknięcia we framugę, hasło, odzew.

– Ozajasz Goldberg jest robotem! – wybuczał głos zza drzwi.

– A po maturze chodziliśmy na defragmentacje dysku – odrzekła Emilia.

Mosiężne zawiasy zaskrzypiały. Pani Obóh przekroczyła próg bazy wypadowej. W środku czekali już na nią działacze.

– Tu są plany budynku – powiedział nachylający się nad stołem Mao, który wcale nie był liderem ruchu, gdyż każdy z jego członków był sobie równy. – Emilka, skąd spóźnienie?

– Zwątpiłam w socjalistyczną ideologię, więc musiałam się chwilę zastanowić.

– Że co?! – odezwała się chórem czwórka osób będących w pokoju.

– Prima Aprilis, żartowałam! – wykrzyknęła wesoło, jeszcze przed chwilą spalana wzrokiem wielu par oczu Emilia.

– Ale dzisiaj jest szósty, a nie pierwszy – zauważył stojący w kącie Piotr. Był w grupie od niedawna, nie zawsze wiedział jak się zachować.

– Wybacz mu Emilciu, on jest nowy – sprostował Mao. – Piotrze, jeżeli Emilia uważa że Prima Aprilis jest szóstego, to nie masz prawa zabronić jej tak myśleć. To jest nazizm. – wytłumaczył cierpliwie.

– Dobrze przejdźmy więc do rzeczy, plan jest taki jaki wcześniej zakładaliśmy? – dopytywała się wytrącona z równowagi rudowłosa.

– Tak, nic się nie zmieniło. Jeśli ktoś nie słuchał to powtarzam. Manifestację zaczynamy przy wejściu do kościoła. Po wysadzeniu drzwi, celujemy w siedzących w ławkach ludzi. Josif, Adolf i ja bierzemy lewą stronę. Piotr, Emilia i Jadzia pokrywają tę drugą stronę. Gdy wszyscy uznają, że woleliby posłuchać nas niż księdza, konfiskujemy pieniądze, sumujemy, zabieramy trzydzieści procent, z reszty robimy średnią arytmetyczną i każdemu tyle wypłacamy.

– Kto robi średnią? – Emilia znana była z dbałości o szczegóły.

– Piotr. Mówi, że umie liczyć do stu trzydziestu, ja mu wierzę – wyjaśniał Mao.

Emilia popatrzyła z podziwem na wąsatego mięśniaka stojącego w kącie.

– Następnie zakładamy maski i rozpylamy gaz usypiający – kontynuował. – Klecha do odstrzału, reszcie wcieramy LSD pod dziąsła i przywozimy tutaj.

– Świetnie – rzuciła służbowo Obóhówna. – Dwa problemy. Pierwszy: gdzie jest Jadzia?

– Zażyła heroinę, zaraz ją obudzę – zreflektował się Adolf.

– Druga rzecz, ważniejsza. W oddziale jest czterech mężczyzn i dwie kobiety.

Blady strach odbił się w obliczach wszystkich obecnych w pokoju. Co teraz? Czyżby operacja miała się nie udać? Mao wziął głęboki wdech.

– Spokojnie, wystarczy, że któryś z nas zadeklaruje swoją płeć jako żeńską.

– Ja mogę to zrobić, nie ma problemu – wychylił się Piotr. – Od dzisiaj jestem kobietą, bo mówię, że tak jest – wypowiedział uroczyście. Dało się słyszeć odgłos bębnienia kamieni spadających z serc zebranych aktywistów.

– Jak masz na imię kochana? – spytała Emilia, jakby Piotr dopiero w tej sekundzie pojawił się obok niej.

– Anna – rzucił Piotr.

– No to z Anią na pokładzie jest po równo, to znaczy uczciwie – uspokoiła się ruda. – Jak stoimy z uzbrojeniem?

 

*

 

– Pięć karabinów plazmowych, dwa przecinaki kinetyczne, dwa ręczne miotacze napalmu, no i gaz – przeczytał z raportu agent Gordon. – I co? Gówno – skwitował.

– Nie mogliśmy przewidzieć… – głos Emilii łamał się.

– Pewnie, że nie. No i jak to wyglądało Emilko?

– Masakra…

– Tyle wiem. Opowiadaj. Tylko nie zagłębiaj się w szczegóły, mój raport może mieć maksymalnie piętnaście tysięcy znaków.

– Dotarliśmy do kościoła… – mówiła rozdygotana.

 

*

 

Dwudziestojednoletnia studentka pedagogii załadowała pochłaniacze do karabinu plazmowego…

 

*

 

– Nie, nie, nie, stop. Ile Ty masz w końcu do cholery lat?!

– Kobiety się o wiek nie pyta! – oburzyła się przesłuchiwana.

– Dobra, nieważne… – Dżordż odpuścił.

 

*

 

Raz. Dwa. Trzy.

Bojówka wyważyła ciężkie frontowe drzwi świątyni.

– Wszyscy gleba! – darł się Mao. Wbiegając ostrzegawczo strzelił kilka razy w sufit, niszcząc zabytkowe freski. Ekipa zgodnie z planem rozproszyła się po przydzielonych sektorach, pokrzkując groźnie.

Nikt nie zareagował.

Bojówka skamieniała. O co chodzi? Cybernetyczny głos rozległ się zewsząd:

„Generator hologramów dezaktywowany.”

Ludzie siedzący w ławkach kościoła zniknęli. Emila będąc najbliżej wyważonych drzwi, usłyszała za sobą charakterystyczne brzęczenie. Wiedziała co to znaczy. Głos zewsząd tylko ją upewnił.

„Generator pola siłowego aktywowany. Nie zapomnij wypróbować naszej nowej aplikacji moblinej!”

To pułapka, kryć się! – krzyknęła, oglądając całe pomieszczenie przez termo-wyświetlacz karabinu.

– Ale przed kim?! – odpowiedziała przerażona Anna, znana wcześniej jako Piotr.

Przed nim. Aktywiści zupełnie zapomnieli o księdzu. Ten odwrócił się od ołtarza i spojrzał Mao prosto w oczy. Czarnowłosy trzydziestolatek jednym ruchem ręki zerwał z siebie imitację sutanny. Oczom zebranych ukazał się pełno-płytowy, czarny egzoszkielet. Z barków pancerza wysunęły się bordowe płyty, które rozkładając się teleskopowo na głowie księdza utworzyły, przypominający kaptur, hełm. Jego emitujący bladoniebieskie światło wizjer miał kształt krzyża.

– Inkwizytooooooooooooor! – wydarł się Adolf.

– Kryć się, otoczyć go, mamy szanse! – pruł się Mao.

Nie mieli.

Z pancernego przedramienia Inkwizytora wysunęło się coś, co na pierwszy rzut oka mogło wydawać długim na kilkanaście metrów łańcuchem. Dopóki nie zaczęło świecić.

– Jesteśmy w dupie, on ma różaniec plazmowy! – zajęczała Jadźka.

Pokojowi aktywiści pochowali się za kościelnymi ławkami. Inkwizytor nie zadał sobie nawet trudu obejścia rytualnego stołu. Smagnął różańcem niczym batem przed siebie, torując sobie drogę przez ołtarz i sześć stojących na wprost ławek. Josif uskoczył cudem.

– Napierdalać! – rozkazy Mao wydawały się jasne.

Ostrzał z karabinów plazmowych, nie przynosił żadnego efektu, chociaż pruli wszyscy, z różnych stron. Plazma niknęła metr od celu.

– Skurwiel ma pole siłowe, jesteśmy w dupie! – powtarzała się Jadźka.

Sekundę później cyborg znalazł się na końcu utorowanej drogi i tym razem sieknął horyzontalnie. Syczenie przypiekanego drewna ławek zlało się z wrzaskiem Adolfa, właśnie przecinanego na pół.

Emilia zachowała zimną krew. Skoro plazma nie działa, trzeba spróbować czegoś innego. Wygrzebała z plecaka ciężki miotacz napalmu.

– To za tęczę – wyszeptała.

Płonąca kula zaskoczyła cyborga, który w ostatniej chwili próbował jeszcze przeciąć pocisk różańcem na pół. Pionowy sztych plazmowych koralików nie uchronił go, ale dość skutecznie oddzielił głowę Jadźki od reszty jej ciała. Napalm przeżarł się przez wierzchnie warstwy zbroi Inkwizytora. Ten, w odwecie wystrzelił z ręcznego miotacza kinetycznego w stronę Emilii. Rudowłosa stała za daleko by fala uderzeniowa mogła rozerwać ją na strzępy, ale dość blisko by zafundowała jej lot przez sześć metrów kościoła, zakończony uderzeniem w granitowy mur. Obóhówna zemdlała, co uratowało jej życie…

Mao przerzucił się na przecinak kinetyczny. Było to bardziej narzędzie niż broń, jednak w obliczu pancerza Inkwizytora sprawdzało się zdecydowanie lepiej niż karabin. Uparcie, choć niecelnie ostrzeliwał cyborga zza konfesjonału. Kapłan nie długo pozostawał dłużny. W ułamku sekundy znalazł się przy Azjacie. Złapał go za gardło i bez wysiłku uniósł w powietrze. Rękę dzierżącą różaniec wbił nieszczęśnikowi w kark a następnie ścisnął za kręgi i nieludzko silnym szarpnięciem oddzielił kręgosłup wraz z głową od reszty ciała.

– Oj fatalnie, fatalnie – skomentowała groteskową scenę wąsata Anna starająca się znaleźć jakiekolwiek inne wyjście z pułapki. Na marne.

Josif rozważał eutanazję. Miał do niej pełne prawo, którego niestety kilka chwil później odmówił mu Inkwizytor. Fala uderzeniowa miotacza kinetycznego wystrzelona z odległości mniejszej niż jeden metr dosłownie zmiatała z powierzchni Ziemi. Cyborg nie przebierał w środkach. Skierował się w stronę Anny aka. Piotra.

– Jestem katolikiem! – płakał w kącie transseksualista.

– Zaraz to zweryfikuję – wypowiedział cybernetycznym głosem kolos uruchamiając holograficzny interfejs pancerza.

„Brak danych.”

– Kłamiesz!

– No dobra, jestem Świadkiem Jehowy, ale to przecież w sumie nie duża róż… – nie dokończył(a).

– Requiescat in pace… – wymówił powoli Inkwizytor.

Swąd spalonej plazmą skóry unosił się w świątyni jeszcze kilka godzin.

 

*

 

– Dziękuję pani Emilio Obóh. Pani współpraca była nieoceniona. – rzucił formalnie Gordon Dżordż.

– Czy to wszystko? Czy mogę już iść? – niecierpliwiła się rudowłosa.

– W pewnym sensie – rzucił uśmiechając się agent. – Trochę się tu zrobił zaduch, nie sądzi Pani? Może uruchomić odświeżacze powietrza?

– Tak, dobry pomysł – przyznała.

– Niestety muszę panią jeszcze na chwilę opuścić.

– Nie ma problemu – uśmiechnęła się szeroko dwudziestoparoletnia studentka pedagogii.

Agent zebrał swoje papiery i z uśmiechem skierował się w stronę wyjścia z Poważnego Pokoju. Wychodząc uruchomił komendę głosową.

– Włączyć gazowanie.

Drzwi zasunęły się za nim.

 

*

 

„[…] transkrypt zeznań załączam. Wniosek końcowy: operacja udana, wszystkie cele wyeliminowane, zeznania Inkwizytora pokrywają się z zeznaniami świadka, nakład finansowy (jak zakładam) bez znaczenia. W chwili obecnej żywych świadków brak. Niech żyje Wielki Watykan i Jego Eminencja Cyberpapież Sean v2.1!”

 

Podpis: Błogosławiony Brat Edward pseudonim Gordon Dżordż.

Koniec

Komentarze

Masz problem z poprawnym zapisem dialogów. Przeczytaj ten wątek:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

 

Przyznam, że udało Ci się mnie rozbawić. Groteskowa opowieść w formie przestrogi przed skrajną tolerancją i anarchią. 

 

– Ja mogę to zro­bić, nie ma pro­ble­mu. – wy­chy­lił się Piotr. – Od dzi­siaj je­stem ko­bie­tą, bo mówię, że tak jest.

;-)

 

No i ten różaniec plazmowy… bajka;)

 

Nawet udana humoreska z przesłaniem.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Poprawiłem to co znalazłem. Dzięki za opinię :)

No nieźle.

Udane, humorystyczne, lekkie i przyjemne opowiadanie. Tak trzymać!

na emeryturze

Chciałbym umieć pisać w takim stylu. Genialny pomysł, jak dla mnie wykreowany tu świat stanął na głowie bardziej niż w ,,Roku 1980”.

Scio me nihil scire

Przyznaj się, Autorze: aluzyjki do pewnych zjawisk i tendencji na tym portalu są czy nie są przypadkiem?

Parsknąłem śmiechem przy Tolerancyjnych Emiratach. Udana złośliwość… Potem też się trochę pośmiałem, co podobnież dobrze wpływa na ogólny stan zdrowia, więc dziękuję za niezły pod prawie każdym względem (bo szkoda, że jednak z błędami…) tekst.

@ DrMatrix: dzięki :)

@ AdamKB: Aluzyjki do zjawisk i tendencji z portalu muszą być przypadkiem, bo opowiadanie powstało dużo przed moim dołączeniem do użytkowników tej strony, ale ciesze się, że się podobało. Mam jakąś luźną koncepcję drugiego opowiadania w tym uniwersum, więc niewykluczone, że za jakiś bliżej nieokreślony czas pojawi się sequel ;)

No nieźle.

Wesołe, podobało mi się.

– Przejdźmy do rzeczy pani Emilio. Proszę powiedzieć mi co dokładnie wydarzyło się szóstego kwietnia 2137 roku.

Wołacze, Skoneczny, oddzielamy od reszty zdania przecinkami. Po “mi” też przecinek. I tak z ciekawości: jakich dźwięków użył agent, aby wymówić 2137?

kotkę Grubej Baby oraz kocię będące będące bękartem poprzednio wymienionych.

Dublet dublet.

zabieramy im pieniądze, sumujemy, zabieramy trzydzieści procent,

Powtórzenie.

Niech żyję Wielki Watykan i Jego Eminencja Cyberpapież Sean v2.1!”

Literówka.

Nie znaczy to, że neguję Twój tekst. ;-)

 

Edit: Aha, mógłbyś rozszyfrować tytuł? ;-)

Babska logika rządzi!

Dzięki za uwagi, wszystko poprawione :)

A jeżeli chodzi o tytuł to:

3qU4LPuNk = Equalpunk = cyberpunk + “idee równościowe” ;)

 

No nieźle.

Tym razem podoba mi się pomysł – zabawny i fajnie opisany, natomiast wykonanie nieco mniej.

Zastanawiam się, jak można wetrzeć coś pod dziąsła.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka