- Opowiadanie: Andra - Beta 2015

Beta 2015

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

Finkla, Sethrael

Oceny

Beta 2015

Wysoki, chudy mężczyzna przemieszczał się wolno wzdłuż solidnego ogrodzenia. Chociaż dzień przywitał go przenikliwym zimnem, Brodatemu było ciepło. Od rana raczył się bowiem tanim winem. Poza tym ubrany był w sweter, grubą kurtkę, a na głowie miał wełnianą czapkę. Towarzyszyły mu dwa psy, Orzeł i Reszka.

– O co wam dzisiaj chodzi? – zapytał i zaczął gładzić gęstą brodę. – Zachowujecie się, jakbyście były na jakichś prochach.

Psy biegały wokół właściciela i węszyły. Zza ogrodzenia dobiegały odgłosy strzałów i okrzyków. Żołnierze ćwiczyli. Ogrodzenie wieńczył drut kolczasty, dodatkowo co kilkadziesiąt metrów można było dostrzec napis: „TEREN WOJSKOWY, WSTĘP WZBRONIONY”.

Po chwili psy zaczęły głośno szczekać i ruszyły do przodu. Na właścicielu nie zrobiło to jednak większego wrażenia.

– Pewnie znowu urządzają sobie polowanie na jelenia. Przecież nie będę im bronił, niech mają jakieś rozrywki w życiu.

Nagle Brodaty zachwiał się i upadł. Próbował wstać, jednak zorientował się, że boli go stopa. Przeklinając siarczyście zaczął czołgać się w kierunku ogrodzenia. Nie zdołał nawet dotknąć siatki, gdy poczuł, że zapada się pod nim ziemia.

***

Otworzył oczy i zaczął się wpatrywać w półmrok. Dotknął stopy, na szczęście mógł nią poruszać. Jedyne, co mu doskwierało, to ból głowy. Nie wiedział jednak, czy spowodował go upadek, czy też nadmiar wypitych trunków. Zaczął analizować to, co się wydarzyło przed chwilą, a jego wzrok powoli przyzwyczajał się do panujących pod ziemią warunków. Pomieszczenie było delikatnie oświetlone przez małą  lampkę wmontowaną w podłogę. Po lewej stronie widniały stopnie prowadzące do góry, pewnie poza teren wojskowy. Na przeciwległej ścianie zaś znajdowały się przeszklone drzwi, które teraz były uchylone. Za nimi widać było długi korytarz.

– Do odważnych świat należy – mruknął Brodaty i wstał, powoli otrzepując z siebie zbutwiałe liście. – Zawsze chciałem zobaczyć, co polskie wojsko wyprawia za tym wysokim murem. Ahoj, przygodo!

Już miał ruszać w kierunku drzwi, gdy przed oczami mignęły mu sylwetki dwóch osób. Kobieta i mężczyzna ubrani byli w nietypowe mundury, które nafaszerowane zostały nowoczesnymi technologiami i które w niczym nie przypominały tych oficjalnie noszonych przez wojsko. Brodaty od razu schował się za metalową kolumną. Kobieta i mężczyzna zaczęli zbliżać się do szklanych drzwi.

– Słyszałeś, że Beta ma być gotowa za maksymalnie dwa lata? – kobieta rzuciła pytanie w kierunku swojego towarzysza. – W sumie to jest to całkiem realny termin. Prace konstruktorów i programistów są już zakończone, teraz trwają testy. Tym razem nasz smok ma szansę opuścić gniazdko.

– Chyba, że Rosja wcześniej zacznie prężyć muskuły, wtedy może być konieczne przyśpieszenie testów – odpowiedział mężczyzna, wyjmując z kieszeni paczkę papierosów. – Zobacz, ktoś zostawił otwarty właz. Mówiłem, żeby uważać, jak się kierownictwo dowie o łamaniu regulaminu to będzie koniec z fajkami. A tego nie przeżyję.

– To pewnie Michał i Artur. Wspomnę im o tym podczas obiadu. Idziemy?

Zaczęli energicznie wspinać się po stopniach prowadzących na powierzchnię. Kiedy zamknęli właz, Brodaty zauważył na podłodze kartę zbliżeniową. Podniósł ją szybko i schował do kieszeni. Następnie podszedł do szklanych drzwi i wyjrzał na korytarz.

– Teraz to nie ma mowy, żebym sobie darował. Smok? To ma być tajny projekt polskiego wojska? Chyba śnię! – ironiczny uśmieszek nie opuszczał twarzy Brodatego. – Póki nie zobaczę zwierza na własne oczy to nie mam zamiaru wracać do domu. Zapewne „Smok” to po prostu nazwa jakiejś tajnej broni lub strategii. Czort jeden wie. No ale przecież teraz się nie wycofam. Były takie czasy, kiedy nie unikałem podatków, chcę wiedzieć, na co są wydawane. Poza tym… cóż lepszego mam dzisiaj do roboty?

Brodaty znalazł się na korytarzu i ruszył przed siebie. Szedł tak dobre dziesięć minut. Na szczęście nikogo nie spotkał. Nagle usłyszał dźwięk syreny. Szybko schował się w toalecie.

– Nasz niechciany gość nie może być daleko. Kamery przed chwilą zarejestrowały go dokładnie tutaj. Rozdzielcie się! – dobiegał głos zza ściany.

Brodaty ostrożnie wyjrzał na korytarz. Po żołnierzach nie było śladu. Zaczął biec przed siebie, nic nie robiąc sobie z zagrożenia. Trafił na drzwi, które otworzyły się w momencie, w którym zbliżył kartę do czytnika. Cały czas miał wrażenie, że żołnierze depczą mu po piętach i że za chwilę go dopadną i spacyfikują. Pokonał kolejne kilkadziesiąt metrów, gdy nagle dotarł do pomieszczenia wielkości sali gimnastycznej w przeciętnej polskiej podstawówce. Stanął jak wryty.

Jego oczom ukazał się no to robot, ni to smok. Brodaty od razu pomyślał, że dziwny stwór przypomina mu skrzyżowanie jaszczurki z jakąś nowoczesną machiną. Pokryty metalowymi łuskami olbrzym poruszał się z niebywałą lekkością. Unosił się nad ziemię i opadał, wydając przy tym ogłuszające dźwięki i zionąc błękitnym ogniem. Wokół niego rozstawione były stanowiska z dużymi ekranami, przy których siedzieli ludzie w białych uniformach. Jeden z nich wydawał smokowi polecenia i co chwilę coś notował.

Nagle stwór zamarł. Stał nieruchomo, ignorując wszystkie rozkazy. Po chwili spojrzał w kierunku gościa. Jego tęczówki błyszczały z niesamowitą siłą. Brodaty poczuł, że serce podchodzi mu do gardła.

Żołnierze wbiegali po kolei do pomieszczenia, następnie stawali nieruchomo pod ścianą i czekali na rozwój wydarzeń.

– Beta, wracaj do ćwiczeń – zniecierpliwiony mężczyzna próbował powstrzymać smoka. Było już jednak za późno. Stwór błyskawicznie przemieszczał się w kierunku intruza, gwałtownie zatrzymując się w odległości dwóch metrów od naszego bohatera. Smok powoli otwierał paszczę, ukazując rząd ostrych, lśniących zębów.

Brodaty czuł, że nogi ma jak z waty. Po chwili upadł na ziemię i stracił przytomność.

***

– Piotr Nowakowski, lat 65, do niedawna nauczyciel akademicki, rozwiedziony, aktualnie alkoholik i samotnik. W wolnych chwilach pije lub maluje jakieś bazgroły, które czasami udaje mu się sprzedać przez internet. Lazurowa 8, mieszka sam. Przepraszam, niezupełnie sam, z dwoma psami. Kontakty utrzymuje praktycznie jedynie z wiecznie pijanym sąsiadem, Marianem Kowalskim, dobrze znanym Straży Miejskiej jako Suchy Marian. Można powiedzieć, że nasz delikwent od dawna żyje w swoim świecie na marginesie społeczeństwa.

Brodaty leżał na podłodze skuty kajdankami i widział wszystko jak przez mgłę.

– Uważam, że w żaden sposób nam nie zagraża – kontynuował mężczyzna o niskim, monotonnym głosie. – Nawet jak pójdzie do mediów to nikt mu nie uwierzy.

***

Brodaty poczuł na twarzy mokry, ciepły język. Psy radośnie szczekały i merdały ogonami.

– No, w końcu Jego Bejowatość się obudziła! – Suchy Marian wolno szedł w kierunku Brodatego, przedzierając się przez krzaki. – Co, za dużo wczoraj wypiliśmy? Mewy za mocno zatupały? Chyba niezbyt wygodnie ci w tych zaroślach.

– Marian, nie uwierzysz, co mi się przytrafiło… – Brodaty wstał i złapał się za plecy. Bolało go wszystko. Czuł, jakby spadł z dużej wysokości. Zakręciło mu się w głowie. – Chodź, pokażę ci coś.

Brodaty ruszył w kierunku ogrodzenia. Zaczął szukać włazu.

– O, tu jest. Zobacz!

– Ale o co chodzi?

– No… Tu jest właz, przez który dostałem się na teren wojskowy.

– Może i jest, ale został zamknięty na cztery spusty – stwierdził Marian. – I to chyba dawno temu. – Dobra, wracamy. Pora na wieczornego drinka. Po drodze opowiesz mi, co ci się tam w tych krzakach przyśniło.

Szli w ciszy. Brodaty utykał. Długo nie wytrzymał.

– Marian, czy ty wiesz, co oni tam zbudowali? Za nasze pieniądze! No nie zgadniesz – Brodaty spojrzał na kompana.

– No co, wyrzutnię rakiet? Bombę atomową? Armię zombie?

– No… Nie do końca. W sumie nie wiem, od czego zacząć. Cholera…. Yyy… Jak mam ci to opisać?

– Brodaty, zachowujesz się, jakby porwało cię UFO. Mało tego, jakby cię torturowało i cztery razy przeleciało – Marian tracił cierpliwość. – Przecież ty się nigdy nie jąkałeś, a teraz nie potrafisz sklecić zdania. Stary, napijmy się, może wtedy ci się język rozplącze. No i najważniejsze: musisz się uspokoić.

***

Ogień palił się w kominku, psy spały na swoich posłaniach, na stole leżały otwarte butelki. Przyjemne ciepło wypełniało dom.

– To zacznijmy od początku. Co chciałeś mi opowiedzieć?

Brodaty siedział nieruchomo i oglądał zawartość szklanki. Zaczynał dochodzić do wniosku, że dzielenie się swoimi przeżyciami z kimkolwiek, nawet z Marianem, jest pozbawione najmniejszego sensu. Kto uwierzy w taką historię?

– Tak naprawdę to nic ważnego nie chciałem powiedzieć. Chyba rzeczywiście wczoraj za dużo wypiłem. Albo za mało. Nieważne. Rano poszedłem na spacer z Orłem i Reszką, musiałem zasłabnąć i uderzyć się w głowę.

– Stary, ale wszystko w porządku? Może powinieneś odwiedzić lekarza? – Marian zatroszczył się o kumpla.

– Nie… Teraz jest mi lepiej. Będę żyć.

***

Brodaty podszedł do stolika, na którym leżał telefon.

– Halo? Marian? – zapytał zachrypniętym głosem.

– Cześć. No w końcu odbierasz! Co się z tobą dzieje? Od tygodnia praktycznie nie wychodzisz na zewnątrz, psy latają same po lesie. Człowieku, powiedz mi jeszcze, że nie pijesz a pomyślę, że skończył się świat. Albo że wstąpiłeś do sekty.

– No co ty, daj spokój. Wszystko gra. – Brodaty powiedział to w taki sposób, jakby chciał przekonać nie tylko Mariana, ale również siebie. – Może się trochę przeziębiłem, sam nie wiem. Jakoś nie miałem ochoty wychodzić.

– Ale teraz jest już dobrze? – dopytywał Marian.

– Tak… – odparł Brodaty, szybko zmieniając temat. – O, pora na dobre wieści. Mamy za co pić przez najbliższe cztery miesiące. Serio! Jakiś jełop z sieci kupił moje trzy rysunki. I zamówił kolejne o tej samej tematyce. Uwierzysz w to? Jutro wysyłam zamówienie.

– No, stary, gratuluję. Przez kilka ostatnich miesięcy totalna posucha a teraz takie transakcje, no no… Jestem pod wrażeniem. Czekaj, za chwilę będę u ciebie. Jestem bardzo ciekaw, co takiego nabazgroliłeś tym razem.

***

Suchy Marian i Brodaty stali ramie w ramię i długo wpatrywali się w rozłożone na podłodze kartki. Pierwszy z nich musiał włożyć dużo wysiłku w to, by jego szczęka nie opadła na podłogę. Po chwili milczenia wypalił:

– Yyy… No… Ale ci wyszło tym razem, chłopie! Skąd ty to w ogóle wziąłeś? Jak tak dalej będziesz bazgrolić to kupimy sobie morze wódki.

Brodaty uśmiechnął się pod nosem i zaczął drapać się po brodzie. Z rysunków spoglądał smok. Stwór wyglądał tak, jakby za chwilę miał wyskoczyć z kartki i rozszarpać widzów na strzępy.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Sam pomysł nie najgorszy, niestety zaprezentowany w zbyt nużący sposób. Nawet scenie ze smokiem brakuje napięcia, emocji…

Ale zamknięcie historii, naprawdę niezłe.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nazgulu, dziękuję za opinię:)  

 

Również pozdrawiam!

 

 

 

 

 

 

Łapanki nie robiłem, ale takie coś zapamiętałem z porannego czytania: 

Rozdzielcie się! – dobiegał głos zza ściany. 

“Dobiegał” napisałbym dużą literą; była na ten temat całkiem niedawno ciekawa dyskusja na portalu.

 

Nawet jak pójdzie do mediów to nikt mu nie uwierzy.

Brak przecinka po “mediów”.

 

Jego oczom ukazał się no to robot, ni to smok.

Literówka.

 

Mnie opowiadanie nie wydało się nużące, wręcz przeciwnie – dobrze się bawiłem, czytając Twój tekst. Utwór nie jest jakiś przełomowy i zapadający w pamięć na wieki wieków, ale – jak podejrzewam – nie ma takich aspiracji. Rozrywkowy, dobrze napisany tekst. Podczas czytania uśmiech nie schodził mi z twarzy, ale to być może dlatego, że po prostu lubię ciepłe, lekko absurdalne, humorystyczne opowiastki o pijakach ze złamanymi życiorysami. ;)

Imiona psów wybrałaś, Autorko, bezbłędne!  

 

Dziękuję za wzięcie udziału w konkursie i poprawienie mi nastroju.

Sorry, taki mamy klimat.

Na koniec nawet się uśmiechnąłem; fajny pomysł i chociaż do zachwytu mi jeszcze daleko, to jednak tekst uważam za przyzwoity. 

Dziękuję za cenne uwagi i miłe słowa dotyczące tekstu. 

Smoki na usługach armii już były, ale wpływ na życie bohatera bardzo nietypowy. Tylko zbyt dużo farta ma ten Brodaty – otwarty właz, znaleziona karta. Niechby o coś się musiał postarać. I mam nadzieję, że kupiec na obrazki zainteresował się walorami artystycznymi…

Jeśli chodzi o język, jest bardzo dobrze, zauważyłam tylko jedno quasi-powtórzenie.

Babska logika rządzi!

Rzeczywiście, może przydałyby się jakieś przeszkody w drodze do smoka. Nie chciałam jednak rozbudowywać tego fragmentu, by opowiadanie nie było zbyt rozwlekłe.

Walory artystyczne obrazków – ależ oczywiście:) Brodaty jest jest utalentowanym pijakiem. 

Dziękuję za komentarz.

Talent swoją drogą, ale gdyby obrazki kupił jakiś wraży wywiad…

Babska logika rządzi!

:) Wtedy powstałoby kolejne opowiadanie. A Brodaty móglby zostać szpiegiem:D

Opowiadanie napisane w sposób odrobinę nużący, ale mimo to przyzwoity. No a poza tym przecinki stoją na swoich miejscach, a dialogi zapisane są prawidłowo, za co należy się ogromny plus. 

Mówiąc krótko – pisać potrafisz, teraz tylko potrzebna będzie ci jakiś fajny pomysł i będzie naprawdę świetnie.

Vyzart – dzięki! 

Czytało się gładko, chyba głównie dzięki temu, że tekst jest króki. To, że jest krótki sprawia, że pomysł wydaje się potraktowany nieco po macoszemu, bo jakoś tak wszystko idzie szybko i trochę po łebkach. Z trzeciej strony, że akcji tu jak na lekarstwo, dłuższy tekst byłby mniej jadalny… błędne koło, innymi słowy.

Zgadzam się, że przydałoby się tu więcej dynamiki, bez niej przedstawione wydarzenia są takie trochę bez życia, sztywne. Niemniej sam pomysł wydaje się ciekawy, tylko nieco niedopracowany (wspomniane otwarty właz i karta do czytników źle działają na wiarygodność). Udzielę Ci rady, której mnie kiedyś udzielił był redaktor prozy polskiej NF: napisz o czymś, co Cię naprawdę kręci, a wtedy powinno wyjść naprawdę dobrze ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak nic już nie dodam… Technicznie bardzo dobrze, ale juz w samej fabule wyżej wspomniany uberfart razi :-)

Czekam na pomysł, bo umiejętności są :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka