- Opowiadanie: FOBOS - Nikon

Nikon

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Nikon

Moje życie jest niczym książka: przeżywam każdy dzień, jakby był kolejnym rozdziałem historii nieznanego autorstwa. Wiem, że kiedyś będę musiała zakończyć owo niejednokrotnie żmudne czytanie, lecz w tej chwili – mam nadzieję, że jestem gdzieś w początkowych partiach – w pierwszym tomie.

Władze mojego miasta dawno temu zadecydowały, że zrobią wszystko, aby już nigdy nie było żadnych wojen, rewolucji, przewrotów, a nawet jakichkolwiek zamieszek. Wszyscy obywatele otrzymali jasno wytyczone zasady, których muszą bezwzględnie przestrzegać. Mama powiada, że sprzeciwienie się władzom jest równoznaczne z samobójstwem, dlatego każdy stara się wypełniać swoje obowiązki jak najlepiej; nie ma więc żadnych form wyrażania sprzeciwu, buntu.

Jednym z najważniejszych punktów w ogólnoludzkiej Księdze Zasad jest maksyma – „Przyszłość zależy od teraźniejszości”. Jesteśmy zobligowani pamiętać o tym zawsze, w każdej sytuacji. Można zaryzykować stwierdzenie, że słowa te wchodzą w skład materii ciał ludzkich, opływając krwiobiegiem cale ciało człowieka przyszłości– TWORU MORALNEJ CYWILIZACJI. Skutkiem tego jest rozpowszechnianie pewnych wartości: mądrości, odwagi oraz stanowczości. Aby doskonalić w sobie te cechy, każde dziecko, które ukończy dziesięć lat, musi przybyć do Centrum Nauki, w którym spędzi kolejne osiem. Kiedy przybędzie do ośrodka, otrzymuje mały pokoik z niewielkim wyposażeniem, dwójkę strażników, którzy nieustannie strzegą naszego pokoju, skromny dobytek, nauczyciela– mistrza, kontrolującego nasze postępy w nauce, a także smoka. Podobno kiedyś budziłoby to oburzenie opiekunów dzieci, jednakże smoki istnieją obecnie w każdym domu. Według danych statystycznych na jedną osobę przypada 1,5– niegdyś nadprzyrodzonych– stworzeń. Zawsze się zastanawiałam, co się stanie ze smokiem wraz z końcem mojej wędrówki przez życie… . Niestety nikt nie może zadać tego pytania – nawet gdyby to zrobił, to nie otrzymałby odpowiedzi.

Od kiedy przekroczyłam mury ośrodka, zyskałam przyjaciela o imieniu Nikon, który wiecznie wysłuchuje moich żalów, skarg, lecz też jest bacznym obserwatorem wszelkich przejawów radości. Mam szesnaście lat, więc można rzec, że jestem na szóstym roku Centrum Nauki. Tyleż samo trwa moja przyjaźń z Nikonem. W przeddzień odejścia z domu rodzinnego nasi opiekunowie mają obowiązek dokładnego zapoznania nas z psychiką i zachowaniami smoków. Pamiętam, jak rodzice ostrzegali mnie, iż muszę dbać o wygodne życie i odpowiedni rozwój przyszłego przyjaciela niczym o swój. Nie mogę też pozwolić, aby coś mu się stało. Kolejnym z punktów w ogólnoludzkiej Księdze Zasad jest maksyma: „Najważniejszym przyjacielem człowieka jest smok”.

Ci, którzy mają owe magiczne lata w Centrum Nauki za sobą wiedzą, jak trudno jest okiełznać wrodzoną naturę buntowniczej młodości, która nie pozwala nam na bezkrytyczny odbiór i doktrynalny sposób interpretacji tajemniczego świata.

Całą silą woli staram się dostosować do panujących w moim świecie zasad, poddając się spartańskiemu rygorowi. Zaspokajam w tenże sposób własne próżne Ego, jakże łase na pochwały, nagrody, wyróżnienia. Jednak wewnątrz mnie istnieje pewien Daimonion, który nakazuje mi jak najszybsze opuszczenie tego miejsca.

Właśnie otworzyłam oczy, witając kolejny dzień. Słońce, niestety, nie mogło mnie obudzić, łaskocząc warkoczami złocistych promieni, gdyż w moim małym pokoju nie ma żadnych okien. Ciało pedagogiczne uznało, że takie sale zapewnią nam większe bezpieczeństwo i uniemożliwią jakiekolwiek próby ucieczek z ośrodka. Spojrzałam na Nikona, który jak zwykle w tym samym czasie otworzył głębokie niczym kosmiczna przepaść źrenice. Tym razem powitał mnie ziewnięciem, potem podleciał i położył się obok, domagając się pieszczot. Głaskałam go, a zarazem rozglądałam w zamyśleniu po spartańskim wnętrzu pokoju. Moja izba jest mniej niż skromnie urządzona. Ciemne betonowe ściany i podłoga są w tym wypadku dopełnieniem odrażającego wyglądu sypialni. Oprócz metalowego łóżka z czarną pościelą, szafy, biurka i krzesła – niczego więcej tu nie ma. Tylko drzwi nie współgrają z panującą tu mroczną atmosferą, jako że mają kolor morski. Nie narzekam na dyskomfort, w żadnym wypadku. Zanim tu trafiłam, przebywałam wraz z rodziną w domku wielkości tego pokoju. Jednak z perspektywy czasu wiem, że wolałabym mieszkać z najbliższymi pod gołym niebem niż sama w wielkim pałacu. Ostatecznie postanowiłam wstać i szybciutko doprowadziłam się do porządku.

Gdy byłam już przygotowana do trudów powszedniego dnia, postanowiłam zajrzeć przed zajęciami do mojej najlepszej przyjaciółki – Amandy. Dokładnie wiedziałam, że wychodzenie z izby o godzinie szóstej rano jest kategorycznie zabronione. Jednak uznałam, że muszę omówić z nią kilka szczegółów dotyczących niezwykłego przedmiotu – amuletu. Podeszłam cicho do drzwi. Miałam chyba nadzieję, że to zapewni mi większe bezpieczeństwo i pozwoli zostać niezauważoną przez wszystkich wartowników. Pokój mojej towarzyszki rozmów znajdował się dwa korytarze dalej. Nie jest to daleko, bowiem sypialnie wychowanków mieszczą się w trzech skrzydłach niższej kondygnacji. Gdy próbowałam niepostrzeżenie przejść jednym z holi, stróż, który poczuł mój fiołkowy zapach, od razu odwrócił się. Byłabym w wielkich tarapatach, gdyby nie fakt, że zdążyłam zniknąć za rogiem. Teraz droga wydawała mi się bajecznie prosta. Jak myślałam, tak się stało. Po chwili tonęłam w serdecznych objęciach przyjaciółki.

– Jak udało ci się tutaj przybyć ?! – zawołała jednym tchem na powitanie Amanda.

– Liczyłam przynajmniej na krótkie zdanie typu: „Cieszę się, że cię widzę” – jak zwykle starałam się być spokojna i opanowana, a także nieco zabawna.

Wiedziałam, że w ten sposób wzbudzę podziw u koleżanki. Jej wzrok jednoznacznie potwierdził moje przypuszczenia: była zachwycona, że mimo wszystko nie straciłam (przez ten niemądry wybryk) poczucia humoru. Stałyśmy przez moment pogrążone w nieznośniej ciszy. W końcu odezwałam się.

– Masz jakąś propozycję? Co możemy zrobić z tym przeklętym amuletem?

Nasze życie w ośrodku może nie jest zbyt atrakcyjne i nietypowe, jednak ostatnio obchodziliśmy Noc Smoków – uroczystość poświęconą przywróceniu tych niezwykłych istot do świata żywych. Nastąpiło to około sto lat temu, kiedy pojawiła się możliwość połączenia kilku próbek DNA w odpowiedni sposób. Od tamtej pory nasze życie urozmaicają te wspaniałe mityczne stwory. Nie są to takie stworzenia, jak wyobraża sobie większość ludzi – złe, ziejące ogniem i niszczące miasta. Naukowcy bezustannie kontrolują ich populację oraz siłę. Jeden z nich, z niebieskimi łuskami i nieco wyłupiastymi również jasnoniebieskimi oczami miał zawieszony na szyi intrygujący talizman. Postanowiłyśmy bliżej mu się przyjrzeć. Amanda odwróciła uwagę zwierzęcia, a ja trafnym strzałem z procy (broń zakazana pod karą wygnania) strąciłam ów tajemniczy przedmiot. Jest w kształcie rombu, można go otworzyć, a w środku znajduje się klawiatura z cyframi. Nie byłyśmy skłonne do oddania unikalnego przedmiotu kierownikowi placówki – Ksaweremu, dlatego też amulet został schowany na dnie szafy w moim pokoju.

– Może w końcu pozwolisz sprawdzić, co oznaczają te cyferki? Chodźmy po ten talizman. Mam nadzieję, że wpadniemy na rewelacyjny pomysł i odkryjemy jakąś przerażającą tajemnicę – powiedziała, mrugając do mnie oczkiem.

– Mam go ze sobą – szybko odpowiedziałam, wyjmując amulet.

Amanda już chciała go chwycić, gdy podleciał Merus – smok Amandy, złapał i położył na jej dłoni. Przyjaciółka pogłaskała Merusa, dając do zrozumienia, że był to dobry uczynek. Jej smok jest jednym z tych, które przyciągają uwagę każdego. W świetle dziennym mienił się odcieniami złota i wydawał się być najbardziej ułożonym ze wszystkich istot nadprzyrodzonych. Kiedyś słyszałam, że smoki przejmują cechy opiekuna, dlatego uważam, że nie ma w tym nic dziwnego.

– To może dwa tysiące ? – spoglądała na mnie niepewnym wzrokiem.

– Wpisuj, co chcesz, zapewne i tak nic się nie stanie – mówiłam, przewracając oczyma.

Teraz byłam bliższa twierdzeniu, że to identyfikator smoka i nasze godziny, poświęcone na poznawaniu go, okazały się stracone. Przyjaciółka wpisała cyfrę. Teraz zostało nam tylko czekanie.

– Czyli … nic ? – odezwała się zawiedziona.

– Tak myślałam, po śniadaniu oddamy go Ksaweremu, przecież nie chcemy niepotrzebnych kłopotów.

Wstałyśmy z posłania i udałyśmy się w kierunku drzwi. Wyciągnęłam dłoń i położyłam ją na klamkę, pchnęłam z całej siły olbrzymie okute drzwi. W tym momencie stało się coś nieprawdopodobnego, dla nas było to na pewno niecodzienne zjawisko. Stałyśmy w drzwiach i rozglądałyśmy się po, zupełnie nie podobnym do poprzedniego, korytarzu. Lekko wpadające w niebieski odcień ściany zamieniły się w zupełnie czarne– niczym wzięte z horroru. Hol wydawał się nasycony szatańskimi mocami – wszystko było bardzo mało widoczne przez niedostatek światła. Nagle na ramieniu poczułam skostniałą rękę. Natychmiast się odwróciłam, lecz spostrzegłam, że owa dłoń należy do Amandy. Gdy byłam zajęta poznawaniem zupełnie innego wystroju korytarza, nie zauważyłam, że moja przyjaciółka ze strachu ledwie trzyma się na nogach.

– Oliwio, gdzie my jesteśmy? – cicho zapytała.

Nie odpowiedziałam, gdyż kompletnie nie wiedziałam, co się stało. Chwyciłam ją za dłoń i pociągnęłam w kierunku następnego korytarza. Gdy zauważyłam, że koleżanka odzyskuje siły, zaczęłam biec. Po chwili obie mknęłyśmy w mroku przez ośrodek. Ku mojemu zaskoczeniu, przy pokojach wychowanków nie było żadnych strażników. Miałam olbrzymią nadzieję, że któryś z belfrów zdoła wyjaśnić nam całe zajście. W końcu udało nam się dotrzeć do pomieszczenia instruktorów. Przed wejściem postanowiłyśmy uspokoić nasze oddechy. Gdy poczułam, że ostatecznie zdobędę się na wypowiedzenie kilku słów, drzwi same się przede mną otworzyły. Weszłyśmy z przyjaciółką do środka.

Pomieszczenie było o wiele większe od naszych skromnych pokoików. Naprzeciwko nas znajdowało się olbrzymie okno, z którego widać było olbrzymie miasto. Podszedł do nas muskularny mężczyzna, odziany w czarny jak węgiel garnitur, z lekko jaśniejszymi, ostrzyżonymi na krótko włosami. Co chwilę spoglądał na jedną, to na drugą.

 – Zapraszam, czekaliśmy na was – odezwał się tajemniczy głos.

Byłam niezmiernie ciekawa, o kogo mu chodzi, gdyż zaakcentował liczbę mnogą w wyrazie „czekaliśmy”, a w pomieszczeniu był sam. Zapominając o zasadach panujących w ośrodku, odpowiedziałam złośliwie:

– Nikogo oprócz pana tu nie ma.

– Filigranowa, tajemnicza Oliwia jak zawsze w dobrym humorze – nieznany mężczyzna podszedł do mnie i uważnie przyglądał się. – Mimo wszystko cieszę się, że was widzę, a zwłaszcza ciebie, moja droga. Masz rację, jednakże miałem na myśli ludzi z całego miasta, którzy nie są obecni teraz fizycznie. Chyba rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć?

Pokiwałam głową. Mężczyzna kontynuował :

– Bardzo was przepraszam, zapomniałem się przedstawić – jestem Dawid Biernart, założyciel organizacji Walki z Przeszłością. Nasz ośrodek mieści się w starym budynku Centrum Nauki. Chyba to zauważyłyście? – Nasze oczy ze zdumienia praktycznie wychodziły z orbit. – Rozumiem, że jesteście bardzo zdziwione. Chciałbym wam wszystko dokładnie wytłumaczyć. Usiądźcie – powiedział, wskazując dwie kanapy znajdujące się przy dębowym biurku.

Po chwili zajmowałyśmy wygodne siedzenia. Dawid nalał do szklanek dziwny napój, który miał kolor brązowy i zabawne bąbelki, bezwładnie dryfujące po dnie szklanki, zostawiając za sobą jaśniejsze smugi. Odkąd przybyłam do ośrodka, pozwalano nam rozkoszować się tylko wodą, zaś w święta zieloną herbatą. Postawił na swoim biurku szklanki.

– Częstujcie się. Zacznę od początku. Żyjecie w 3015 roku. Jednak w 3118 roku, w równoległym świecie, po czwartej wojnie światowej, ludzie zorientowali się, że zagładzie ulega również cała kasta smoków. Po głębszym zbadaniu tych istot, przekonali się, że są one połączone z opiekunem intrygującą więzią. Zorganizowali „Podziemne Laboratoria”, którego główny odział mieścił się w waszym mieście. Tamże starali się zniszczyć nadnaturalną więź między ludźmi a smokami. Po kilku latach starań odnieśli sukces. Jednakże zapomnieli o zaprogramowaniu innego systemu, który pozwoli smokom na opuszczenie naszych umysłów i życie w zamkniętym obszarze. To wywołało wielką rewolucję. Smoki rozmnażały się niewyobrażalnie szybko oraz osiągały niewiarygodne rozmiary. Zaczęły używać własnych tajemniczych sił, aby całkowicie zniszczyć gatunek ludzki. Wszystko wskazywało na to, że w niedługim czasie rozpęta się kolejna wojna, a po obu stronach barykady staną ludzie i smoki. Właśnie wtedy powołaliśmy do życia naszą organizację. Staraliśmy się temu jak najszybciej zapobiec. Nasze działania spowodowały wyłom w szeregach ziejących zaciekłością ludzi. Część starała się uzbrajać i zamierzała walczyć. To właśnie oni wierzyli, że jeden człowiek jest w stanie unicestwić jedną bestię, dlatego byli pewni że za parę lat taka wojna przyniesie zamierzony cel –świat wolny od potworów. Walczący chcieli zapewnić odpowiedni standard życia przyszłym pokoleniom. Drugą grupą, byli ci, którzy chcieli zapobiec wojnie. Pracowali nad nowoczesnym systemem, który zapełni lukę w przeszłości i zapewni szczęśliwą przyszłość, czyli współczesność. Wiecie, że w waszych czasach, już trwają prace nad teleportacją. Rozumiem, że mogłyście się nieco pogubić w mojej wypowiedzi, jeżeli chodzi o przyszłość, teraźniejszość i przeszłość. Istnieją bowiem równoległe światy – o czym wspomniałem wam na początku. Tak się składa, że za niespełna sześć godzin, ludzie żyjący w innym okresie, zniszczą bezpowrotnie nadnaturalną więź. Tu pojawia się nasza rola. Prześlemy tam pewnego naukowca, który niestety będzie zmuszony wykasować pamięć buntownikom. W dzisiejszych czasach taki zabieg nie jest niczym nowym. Mamy nadzieję, że uda nam się wprowadzić w życie dawny ład. Stworzyliśmy normalne szkoły, na podobieństwo tych, które były przed trzecią wojną światową – około 2100 roku. Ludzie starają się zmienić, wskrzesić uczucia. Jednakże jeden z naukowców – Jeremy Norton–  wytworzył kilka równoległych światów. Okazuje się, że w 6666 roku przez ten błąd, niektóre światy zaczną bez przyczyny rozpadać się, tzn. dojdzie do niezliczonej ilości katastrof o zasięgu apokaliptycznym: wybuchów wulkanów, tsunami, tornad, trzęsień, gradobicia. Nie pozostanie na Ziemi nic, oprócz tafli wody. Nasza planeta stanie się ogromnym zbiornikiem wody. Dlatego właśnie sprowadzamy większość ludzi do odpowiednich wcieleń w jednej epoce. Nie martwcie się. Mówiąc o wcieleniach, nie miałem na myśli tego, że połowa ludzi podczas teleportacji zginie, aby obudzić się w innym ciele. Myślę, że nie będę dalej zanudzał was tymi wydarzeniami, o reszcie dowiedzie się na lekcjach historii, kiedy pomożecie nam teleportować całą społeczność Centrum Nauki do tego okresu. 

– Te wiadomości naprawdę mocno mną wstrząsnęły. Nie miałam pojęcia, że panujący u nas system może przyczynić się do takiej sytuacji w równoległej przyszłości.

– Chciałabym zadać kilka pytań, jeżeli mogę, co stanie się z teleportującymi przyrządami, kiedy wszystko przywrócimy do normy? – przerwała monolog Dawida Amanda.

– Wysłałem wam smoka z amuletem i uznałem, że to będzie najbezpieczniejsze, bowiem świętowaliście niedawno Noc Smoków. Byłem przekonany, że was zaintryguje. Talizman, który znajdował się na szyi smoka to tempus – z łacińskiego „czas” – inaczej przyrząd do teleportacji. Ten był specjalnie zaprogramowany, cokolwiek byście nie wcisnęły, znalazłybyście się tutaj. Mogę was zapewnić, że po tym zabiegu nasza organizacja przestanie istnieć, a wszystkie tempusy zostaną zniszczone. Osobiście tego dopilnuję.

– W takim razie co możemy zrobić ? – zapytałam, podnosząc się.

Musiałam wyprostować nogi. Wydawało mi się, że ten zabieg przyniesie ulgę i pokonam walkę z ciężarem przyswojonych przed chwilą przeraźliwych informacji. Podeszłam do okna i chwilę wpatrywałam się w miasto, które zdawało się być pogrążone w straszliwej nędzy i rozpaczy.

– Musicie wykonać jako pierwsze ten ruch – wejść do portalu.

Grzecznie podziękowałyśmy za rozmowę, a asystenci Biernarta pomogli nam wrócić do odpowiedniego okresu przeszłości. Było to niebywale proste. Wystarczyło, że wypiłyśmy odpowiednią miksturę. Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam, znajdowałam się już z przyjaciółką w jej pokoju. Nasze smoki od razu wydały specyficzny dźwięk, jakby ciesząc się, że nas widzą. Domyślałam, co się stanie z Nikonem, jak odejdę do przyszłości. Był dla mnie naprawdę ważny, dlatego trudno mi było się z nim pożegnać. Wiedziałam, że muszę to zrobić, lecz nie miałam wystarczająco dużo sił. Podniosłam rękę, a Nikon, dobrze wyszkolony, rozłożył małe skrzydełka i podleciał do mnie. Pogłaskałam jego czerwone twarde łuski, zaczął mruczeć. Uśmiechnęłam się.  

Nie można było tracić czasu, więc przeszłyśmy do realizowania planu Dawida – pobiegłyśmy do jadalni. Wszyscy czekali, aż Ksawery wygłosi poranną przemowę i pozwoli nam w skupieniu  delektować się śniadaniem. Zajęłyśmy miejsce przy stole. Skończyłyśmy jeść jako ostatnie i właśnie wtedy mogłyśmy spokojnie zacząć działać, bo wszyscy wyszli. Założyciel organizacji Walki z Przeszłością przekazał nam dwie buteleczki z niesamowitym pyłem. Jadalnia w naszym ośrodku to wielkie pomieszczenie i jedyne z oknami. Wykonanie zadania tutaj było najprostsze. Otworzyłyśmy wieczka pojemników. Rozsypałyśmy ich zawartość, która zamiast spadać na podłogę – dryfowała i zdawała się mieszać z powietrzem. Nie do końca znałyśmy zasadę działania specyfiku, jednak zaufałyśmy Dawidowi Biernartowi i naukowcom Walki z Przeszłością.

Po skończonym zadaniu udałyśmy się na zajęcia, które miały się skończyć tuż przed obiadem, kiedy to znowu wszyscy spotkamy się w jadalni. Czas płynął bardzo szybko. Nim się spostrzegłam, siedziałam przy stole i czekałam na reakcję młodzieży, będącą skutkiem działania cudownego pyłu. Nagle wszyscy, oprócz mnie i Amandy, przerwali jedzenie. Teraz siedzieli prosto i patrzyli przed siebie. Ich wzrok był zamglony, niepokojąco nieobecny. Przy ogromnych drzwiach – głównym wejściu do jadalni błysnęło oślepiające światło. Zmuszona byłam zamknąć oczy, choć nie chciałam tego, bo wrodzona ciekawość nakazywała mi baczne śledzenie całej tej niezwykłej sytuacji. Po chwili je otworzyłam i ujrzałam portal. To on pozwoli dostać się do przeszłości. Taki był plan Dawida – wszyscy wychowankowie mieli zostać teleportowani. „Walka z przeszłością” zapewni nam godne warunki i nie dopuści, żeby komukolwiek w innej epoce stała się krzywda.

Usłyszałam szmery: oto pierwsze osoby przerwały hipnozę i zaczęły konsultować się z siedzącymi obok przyjaciółmi. Po chwili cała sala jakby odżyła, wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, myśląc nad planem działania, który pomoże naprawić przyszłość. Najbardziej w tym zamieszaniu obawiałam się, że instruktorzy, a w szczególności Ksawery, nie pozwolą na ukończenie zadania. Jednak on siedział na końcu sali i delikatnie gładził brodę. Była to jednoznaczna informacja, że nawet on jest przerażony obecnym systemem. Złapałam Amandę za rękę i pociągnęłam w kierunku portalu. Odwróciłam się ostatni raz, żeby zerknąć na Nikona, który chciał lecieć za mną i jak zawsze mi towarzyszyć, jednak jakaś magiczna siła go powstrzymywała. Poczułam maleńką łzę, której lustrzanym odbiciem była kryształowa kropla spływająca po chropowatym pysku smoka . Od trzech lat starałam się nauczyć Nikona ziać ogniem tak, aby nikomu nie stała się krzywda.

– Na trzy – powiedziałam Amandzie.

Kiedy ostatni raz odwróciłam się, zobaczyłam, jak Nikon zieje ogniem. Wyszło mu to niezdarnie i po chwili zaczął krztusić się dymem, bezradnie machając skrzydłami. Uśmiechnęłam się.

Przyszłość zawsze wydawała mi się fascynująca, skrywała nieznane mi światy, ciekawe wynalazki i niezwykłe zwyczaje, które są dla tamtych ludzi szarą codziennością; żyją oni w niejako innej rzeczywistości. Tak wyobrażałam sobie czas przyszły – przed zrozumieniem godnej wzmianki maksymy: „Przyszłość zależy od teraźniejszości”. Teraz termin „przyszłość” oznacza dla mnie zupełnie co innego. To świat, być może równoległy, jednak na pewno zależący od nas. Musimy żyć tak, aby następne pokolenie mogło być równie szczęśliwe jak nasze. Świat ludzi jest wyjątkowy.

Mam nadzieję, że moje czyny zostaną zapisane na kartach historii. Mam także nadzieję, że kiedy przyjdzie mi skończyć czytać ową książkę, którą z godnym podziwu uporem piszę, będę dumna, że mogłam tak godnie przeżyć swój czas na ziemi!

Koniec

Komentarze

Stworzyłaś bardzo interesujący świat. Niestety, nie zrozumiałam dokładnie, jakie były mechanizmy zmian wprowadzonych przez bohaterki. Ot, coś wypiły, rozsypały jakiś proszek i poszło. To nie zgrzytałoby, gdyby ich rozmówca przedstawił się jako czarodziej, a nie zwykły człowiek.

Pod względem językowym bardzo dobrze, musiałaś włożyć wiele wysiłku w dopracowanie tekstu.

Babska logika rządzi!

Naprawdę masz tylko 13 lat?

Jeśli to prawda, to jestem pod wrażeniem!

Napisane naprawdę nieźle, historia też nie taka ostatnia. Może całość jest trochę naiwna, ale w Twoim wieku to nie wada.

 

Podsumowując:

Udało Ci się, mile mnie zaskoczyć.

Pracuj nad warsztatem. Dużo czytaj, jeszcze więcej pisz, a za 10 lat będziesz nową Kossakowską, albo nawet Brzezińską! Czego Ci życzę!

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Czytało się bez zakłóceń – to na plus.

Koncepcja może i interesująca, ale nie do końca chyba załapałem na czym konkretnie polegały działania bohaterek. 

Fajna, choć nieco smutna końcówka, kiedy to dziewczynka rozstaje się ze swoim smokiem. 

Całościowo nie wygląda to najgorzej. 

Początek tekstu jest naprawdę niezły, intrygujący. Potem zaczyna się trochę sypać. Biernart gada i gada, aż zaczęłam się gubić. Potem dziewczynki, bez najmniejszej refleksji, zastanowienia, wątpliwości – wcielają w życie jego plan, polegający na jakichś czary-mary, których też niestety do końca nie załapałam.

Ale, co najważniejsze – wyobraźnia i chęci są, 13 lat też (więc dużo czasu na naukę i doskonalenie), a warsztatu, umiejętności konstruowania fabuły i wiarygodnych bohaterów można się nauczyć. Portal może Ci pomóc, więc zapraszamy. :)

Niezależnie od tego, czy miałaś, Autorko, pomoc przy korekcie (uznanie dla oleju w głowie) czy sama piszesz tak poprawnie, brawo za braki niemądrych błędów!

Pomysł wciąga, ale powtórzę za Ochą – psuje go łatwowierność dziewcząt w scenie rozmowy, co potem wpływa na resztę fabuły. Odniosłem wrażenie, że się spieszyłaś, by zakończyć już historię.

 

Ćwicz, pisz, masz możliwości! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka