- Opowiadanie: tommolittlecutie - Feliks z Mandal

Feliks z Mandal

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Feliks z Mandal

 

W pokoju rozprzestrzenił się zapach deszczu oraz dźwięk uderzania ogromniastych kropel o szybę. Większość słodkiej wody, wpadającej przez uchylone okno, zamoczyła brązowy parapet, ale na nieszczęście kilka spłynęło po ciepłej skórze tworząc na niej śmieszne pagórki, zwane "gęsią skórką". Kobietę przeszedł dreszcz, powodując, że poruszyła się niespokojnie pod ciepłą białą kołdrą. Niezbyt entuzjastycznie uchyliła ciężkie powieki, mrugając kilkakrotnie, by przystosować wzrok do jasności niedzielnego poranka. Leżała nieruchomo dłuższą chwilę, próbując pobudzić mózg do pracy. Usłyszawszy denerwujący szum za oknem spojrzała w tamtą stronę i skrzywiła się widząc znienawidzoną wręcz ulewę. Deszcz zepsuł całe jej plany na dzisiejszy dzień. Chciała się trochę poopalać, przed obowiązkami

 

Westchnęła głęboko wyciągając ręce za głowę, prostując nogi po czubki palców i napinając mięśnie brzucha. Rozciągnęła całe swoje ciało po nawet dobrze przespanej nocy i od razu poczuła się lepiej, żywsza, bardziej pobudzona. Sięgnęła dłońmi do twarzy, by przetrzeć oczy po czym odrzuciła z siebie białą kołdrę. Od razu jej wzrok przyciągnęła mała fioletowa kulka, nieco świecąca, unosząca się miarowo, ogrzewająca jej brzuch i tak, śliniącą ciepłą skórę. Zaśmiała się krótko do siebie na ten widok, który towarzyszył jej od przeszło czterech lat. Codziennie budziła się z fioletową kulką przy swoim ciele i wcale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, kochała swojego podopiecznego niczym własne dziecko.

 

Wysunęła się spod jego ciężaru, okryła szczelnie kołdrą, po czym włożywszy na stopy puchate kapcie poszurała stopami w stronę swojej kuchni. Z szklanej szafki wyjęła szklaną miseczkę i postawiła ją na blacie. Z kartonowego pudełka wsypała płatki czekoladowe do połowy, tak jak zawsze. Z lodówki wyjęła karton mleka, z szuflady obok rondelek i ustawiła go na kuchence. Wlała do niego mleko włączając gaz i czekając, aż się ogrzeje zrobiła sobie kawę z odrobiną mleka i łyżeczką cukru. Do gotującego się mleka wsypała powoli kaszkę w proszku, mieszając, tak by nie pojawiły się gródki. 

 

Kiedy kawę wypiła do połowy, zalała płatki zimnym mlekiem. Postawiła miskę na drewnianej tacy i wyłączyła gaz – kaszka była gotowa. Z rondelka przelała ją do plastikowej butelki po czym zakręciła ją. Potrząsnęła a następnie skapnęła kilka kropel na swoje ramie, by poznać temperaturę. Była w porządku, więc i butelkę także postawiła na tacy i chwyciwszy jej rączki wróciła do swojej sypialni. Usiadła wygodnie na łóżku, śniadanie odstawiając na stoliku nocnym. Odrzuciła kołdrę z fioletowej kulki i ponownie uśmiechnęła się do siebie. Z ciemnoniebieskiego pyszczka wydostał się żółtawy język a pulchny brzuszek unosił się do góry. Mały Feliks najwyraźniej spał sobie smacznie kiedy jego mamusia wsunęła mu między ząbki smoczek. Już przez sen wyczuł śniadanko. Automatycznie zaczął pić cieplutkie mleczko a jego gładki ogonek z różowym puszkiem na końcu uniósł się do góry, by za chwilę znów opaść w dół. Uchylił powieki ukazując duże turkusowe oczka, które zaświeciły się na widok pani i smak kaszki na języku. Szybko złapał w pazurki butelkę i okrywając się granatowymi skrzydłami przeczołgał się do Abigail, wdrapał na jej kolana i wtulił w ciepłe ciało. Przymknął powieki, rozkoszując się wszystkim co ma i pozwolił dziewczynie, by ta go karmiła. 

 

To się zaczęło kiedy Abigail skończyła piętnaście lat. Już wtedy młodzi ludzie musieli podjąć bardzo ważną decyzję w ich życiu; czy chcą sprawować opiekę nad smoczymi jajami, a potem niemowlętami, i dorosłymi smokami – czy nie. W swoje piętnaste urodziny Abi postanowiła, że chce wychować smoka. Razem z rodzicami wybrała się do żłobka, by wybrać dla siebie jajo. Było ich kilkadziesiąt w jednej instytucji, a w całym Mandal, były jeszcze dwie takie. Jednak dziewczyna chciała wybrać swojego podopiecznego właśnie tu. Trzydzieści trzy minuty krążyła po całym budynku poszukując dla siebie tego jedynego, wyjątkowego smoka. Obeszła wszystkie przedziały; poczynając od tych najmniej myślących a kończąc na smokach osiągających ponad dwa metry. Do tych drugich najczęściej przymierzali się chłopcy, a ona takowym nie była. 

 

W końcu, będąc w przedziale smoków bardziej grzecznych, posłusznych, mających charakter koci a także ludzkich dzieci, nazywanych sjarmerendami, wybrała jajo nieco większe od jaja kurzego. Miało ono różowy pastelowy kolor, i było nakrapiane granatowym oraz turkusowym. Kolory ładnie ze sobą współgrały i poczuła jakąś dziwną chęć posiadania właśnie tego jaja. Postanowiła, że zaadoptuje właśnie to.

 

Razem z rodzicami wypełniła potrzebne papiery i w niebieskim puchowym kojcu zabrała jajo do swojego domu. Ułożyła je obok swojego łóżka oraz przystawiła lampę grzewczą tak, by jej promienie padały na samą górę jaja. Czekała pół roku, aż pojawiły się pierwsze pęknięcia. Po dwóch miesiącach i czterech dniach skorupka jaja rozpadała się wypuszczając na świat małego filetowego smoczka z puchatym różowym ogonkiem, którego Abi nazwała Feliks. Przez pierwsze dwa tygodnie nie widział on i nie słyszał zbyt dobrze, jednak oczywiście z dnia na dzień się rozwijał, dorastał. Był karmiony zwykłą kaszką w proszku, aż do teraz, kiedy miał już ponad cztery lata. Nie potrafił się od niej uwolnić, no ale cóż. Był sjarmerendem, więc to nic dziwnego. Abigail przeczytała, że te smoki nie rozstają się z butelką przez pierwsze dziesięć lat i dopiero w wieku piętnastu lat osiągają rozum ludzkiego nastolatka. Teraz Feliks był dzieckiem.

 

Po śniadaniu Abi pozwoliła mu pobawić się jego pluszowym jednorożcem, kiedy ona pisała artykuł do gazety "Smoki i inne dzieci", której redaktorem naczelnym był jej tata. Miała przed sobą tekst dotyczący premorenów, czyli pisała o tym jak zagonić ich do roboty, kiedy ciszę w domu przerwał bolesny pisk. Abigail z głośnym westchnieniem odłożyła laptopa na stolik przed sobą i szurając kapciami po panelach weszła do swojej sypialni, skąd dochodził pisk. Feliks kulił się pod grzejnikiem i z przerażeniem wpatrywał w telefon leżący przed nim, który wibrował i okręcał się wokół własnej osi, ogłaszając, że Abi otrzymała wiadomość. Ze śmiechem podeszła do Feliksa i zgarnęła go w ramiona. Smok był przerażony, o czym przekonywały dziewczynę jego małe pazurki wbijające się w jej ramiona.

 

– No już dobrze. – szepnęła do jego oklapniętego uszka. – To tylko telefon. Nic ci nie zrobi. – pogłaskała go po puchatej grzywce opadającej na jego nosek i ucałowała go w niego. Był mokry i ciepły jak zawsze.

 

Ułożyła Feliksa na łóżku i podała mu jego jednorożca, a sama sięgnęła po swój telefon. Dostała wiadomość od mamy, która uprzedziła ją, iż o siedemnastej pojawi się na podwieczorku. Był to znak, że musiała kupić ciasto malinowe – nie miała czasu ani ochoty na robienie go samej.

 

Założyła na siebie cienki szary płaszczyk, szyję owinęła kremowym szalikiem a na stopy włożyła tego samego koloru botki. Feliksowi włożyła czarne trzewiczki oraz kamizelkę puchową, na rączki granatowe rękawiczki a szyjkę owinęła wełnianym różowym szalikiem. Zgarnęła go w ramiona i tak wyszli na jesienną pogodę. Mały smok siedział spokojnie na boku pani sapiąc w jej policzek i ogrzewając go lub bawiąc się jej jasnymi kosmykami. Pomrukiwał też sobie, co było znakiem, że czuje się bardzo dobrze. Był grzeczny dopóki nie zauważył jak jakiś mały chłopczyk skakał po kałużach. Zaczął wiercić się i piskać tak, że słyszało go całe miasto kiedy Abigail nie chciała go postawić. Ponieważ on także chciał się pochlapać brudną wodą.

 

– Uspokój się. – szepnęła do niego, pozwalając mu stanąć na własnych nóżkach. – Nie puszczę cię w tę kałuże. – pogroziła mu palcem a on fuknął na nią czarnym dymem. Abigail zakaszlała i spojrzała na niego groźnie. – Teraz to na pewno cię nie puszczę. – rozzłościła się, a Feliks znów zaczął popiskiwać zwracając na siebie uwagę przechodniów. Abigail poczuła jak robi się różowa na twarzy. Na szczęście znała słaby punkt swojego zwierzątka, więc czym prędzej przycisnęła kciuk do turkusowej kropki na czole, którą zakrywała różowa grzywka, i nagle Feliks usnął w jej ramionach. Uśmiechając się do siebie, i tryumfując w duchu przyśpieszyła kroku w kierunku supermarketu.

 

Feliks przespał całe zakupy, pozwalając Abi wybrać najpotrzebniejsze rzeczy i oszczędzając jej kolejnego zawstydzenia, gdy on domagałby się gumowych misiów i mrożonych krewetek a ona odmówiłaby mu, więc on znów zacząłby popiskiwać swoim głosem siedmiolatki. To było okropne; słuchać tego raniącego uszy wrzasku oraz ignorować ciekawskie spojrzenia innych ludzi. Każdy smok miał inny głos ale do każdego można było się przyzwyczaić, jednak nie do głosu Feliksa. Odzywał się tylko wtedy kiedy czegoś chciał lub gdy za coś przepraszał i to zawsze tym samym piskiem. Ale Abigail kochała go. Był jej małą kruszynką.

.

Nie była jednak wredną mamą i kupiła mu dwie paczuszki misiów Haribo. Kupiła także potrzebną kaszkę, swoje ulubione płatki czekoladowe, butelkę mleka, cztery banany i ciasto malinowe dla jej mamy na dziś. Po drodze do domu razem z Feliksem weszli do parku, gdyż smoczek się wybudził a po dromimie był pełen energii i potrzebował się wyszaleć. Plac zabaw wydawał się odpowiedni.

 

Ona usiadła sobie na jednej z ławek a on razem z innymi dwoma smokami i jednym ludzkim chłopcem ganiali się między huśtawkami i karuzelami. Abi przyglądała się temu z uśmiechem, bo mimo, że Feliks często był nieznośny, to był także uroczy i słodki, i naprawdę kochany. Był tylko dzieckiem, więc to nic dziwnego, że czasami był nie do wytrzymania. Kochała go całym sercem i nigdy jeszcze nie żałowała swojej decyzji. Wiedziała, że to było jej powołanie.

 

– Mama! Mama! – Feliks podbiegł do niej popiskując i chwycił ją za nogawkę ciagnąc w swoja stronę.

 

– Co jest, kochanie? – nachyliła się do niego i pogłaskała po grzbiecie, dając mu tym samym znak, że otrzymał on jej uwagę.

 

– Fuśtu! – pisnął podskakując do góry i starając się chwycić jej ramienia, poruszając przy tym granatowymi skrzydełkami. Niestety jeszcze nie umiał latać. Latał gorzej niż kura.

 

– Skarbie, ale zakupy… – wskazała na torbę leżącą na ławce gdzie przed chwilą siedziała. Feliksowi nie spodobała się ta odpowiedź i znów zaczął piszczeć.

 

 – Niech pani idzie, ja popilnuję. – odezwała się jakaś starsza pani oferując jej swoją pomoc. Abi z uśmiechem zgodziła się i razem ze smokiem podbiegła do czerwonej metalowej huśtawki. Usadziła go i przełożyła łańcuch pod jego rączkami, przeciągając go na drugi koniec siodełka i zahaczając go o haczyk, tak by Feliks nie wypadł, kiedy ona będzie go huśtała. Smok bardzo się wiercił i był okropnie podekscytowany unoszeniem się w górę, więc Abi miała obawy, iż maluch wypadnie. Przez cały czas śmiał się jak mała dziewczynka i coś ciepłego rozlało się na sercu dziewczyny.

 

Potem we dwójkę kilka razy zjechali na ślizgawce, wpadając prosto do piachu. Abigail pomogła też Feliskowi wspiąć się po ściance wysadzanej plastikowymi kamykami. Trzymała go mocno, by nie spadł a on wdzięcznie wtulił się w jej nogi. Pobiegał jeszcze z tymi samymi kolegami, pokręcili się razem na karuzeli, aż w końcu Feliks padł na kolanach swojej pani, pochrapując cichutko. Z czułym uśmiechem brunetka opatuliła go bardziej jego szaliczkiem i trzymając go mocno w ramionach i w wolnej ręce niosąc zakupy wróciła do domu. 

 

Zbliżała się siedemnasta, kiedy przygotowała stół na przyjście mamy. Feliks oglądał dokument o słoniach z ogromnym zaciekawieniem i za każdym razem kiedy lektor powiedział coś co niesamowicie go zainteresowało łapał Abi za palec i piszczał z podekscytowania. Kobieta usiadła obok niego i pozwoliła mu wtulić się w jej kolana a ona podjadała ciasto malinowe. Jej mama przyszła kilka minut po czasie, tłumacząc się strasznie przepisowym taksówkarzem. Zasiadły razem do małego stolika w salonie i rozmawiały między sobą, zostawiając Feliksa samego, oglądającego Toma i Jerry'ego. Gdyby nie dostał gumowych misiów, prawdopodobnie chciałby plotkować razem z nimi. Był wtedy wyjątkowo nieznośny ale Abi musiała przyznać, że również uroczy. Taka była jego natura. Zawsze wtrącał swoje trzy grosze tym dziewczęcym głosikiem. Najczęściej mówił skrótami lub używał tylko jednego słowa powodując oburzenie Abi i głośny śmiech jej matki. 

 

– Radzisz sobie? – zagadnęła Vega córkę, nachylając się do niej i ściszając głos. Nie chciały przecież, żeby Feliks usłyszał, że o nim rozmawiają.

 

– Ja żyję, on też żyje, więc chyba tak. – zaśmiała się, upijając łyk herbaty z miodem. Vega uśmiechnęła się delikatnie i chwilę przyjrzała się córce. Abi spojrzała na nią pytająco na co kobieta wzruszyła ramionami. 

 

– Myślę, że to naprawdę twoje powołanie. – mruknęła wypełniając dumą serce córki.

 

– Też tak uważam. Feliks jest moim oczkiem w głowie. – uśmiechnęła się czule na myśl o swoim podopiecznym.

 

– Feli! Feli! – kobiety odwróciły wzrok w kierunku kanapy, skąd dochodził pisk małego smoka. Wychylał się on zza oparcia i trzepotał skrzydełkami. – Co Feli? – zaciekawił się przekręcając główkę na lewą stronę, widząc jak jego pani i jej mama przypatrują mu się z uśmiechem.

 

– Feli jest moim maluszkiem. – zaświergotała Abigail wystawiając ręce w kierunku smoka. Feliks z piszczącym śmiechem wpadł w jej ramiona. Wtulił główkę w jej szyję i okrył jej głowę swoimi skrzydełkami. Vega słyszała jakby zza szyby jak oboje się śmieją. Ona sama też zaczęła chichotać. To było słodkie i kochane a ten widok sprawił, że była dumna z siebie, że wychowała opiekunkę smoka. Abi była po prostu stworzona do tego, by pomóc Feliksowi stać się dobrym i dobrze wychowanym dorosłym smokiem. Miał on wszystko czego potrzebował, a przede wszystkim miłość. Bez tego nie udałoby się Abi wychować Feliksa.

 

Wszystko zaczęło się pięć lat temu i trwa do teraz i oboje mają nadzieję na całą wieczność. Abigail nie jest sobą bez swojego smoka a Feliks nie potrafiłby funkcjonować bez swojej pani. Ona go wychowywała i dawała mu bezpieczeństwo, a on urozmaicał jej życie i sprawiał, że czuła się wyjątkowa. W swoje piętnaste urodziny mogła wybrać normalne życie. Prawdopodobnie teraz miałaby chłopaka, planowałaby ślub jak jej przyjaciółka Tori, czy byłaby już w ciąży jak jej siostra Memfis. Studiowałaby, chodziła na imprezy, próbowała różnych używek.. żyłaby tak jak jej rówieśnicy. Ale ona nie chciała takiego życia. Nie żałowała swojej decyzji. Kochała Feliksa ponad życie. Poświęcała całą siebie dla tego słodkiego smoczka i nie wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej.

Koniec

Komentarze

Fabularnie nic się tu nie dzieje – ot, dzień z życia młodej matki. Tylko zamiast berbecia ma smoka.

Jeśli chodzi o język, możesz jeszcze popracować nad warsztatem: masz powtórzenia, interpunkcja kuleje, znalazłam jeden paskudny ortograf i kilka literówek.

Babska logika rządzi!

Bardzo ciepły tekst. Tak przyjemnie się go czyta, że nie zwrac się uwagi na zdecydowanie mało bogatą stronę fabularną.

 

Mam jedno pytanie:

Dlaczego to ludzie wychowują smoki, a nie ich smocze matki?

 

Udany tekst o radości macierzyństwa.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Oryginalny pomysł z macierzyńską miłością do smoka. Niemniej zwyczajny dzień z życia Abigail to zdecydowanie za mało. Od opowiadania oczekiwałbym jakichś przygód, emocji, intrygi; może gdyby dziewczynie groziła utrata ukochanego smoka i musiałaby się wykazać rodzicielską odwagą i determinacją? Wydaje mi się, że zwykły szary dzień nie jest najlepszym materiałem na interesującą opowieść.

Jeden dzień z życia samotnej mamy, dziecko sprytnie przenicowane w smoka i absolutnie nie rusza… Relacja, bez fabuły, bardzo lukrowa.

 

A teraz przepraszam, muszę koniecznie napić się czegoś bardzo gorzkiego. Zaslodzilem się. 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Piętnastoletnie dziewczyny naprawdę nie powinny podejmować takich decyzji.

Dość dziwny tekst. Smok zamiast dziecka chyba tylko po to, by opowiadanie pasowało do założeń konkursu. Cały czas miałam nadzieję, że jednak do czegoś to zmierza – no i nadzieja okazała się płonna. 

Napisane w miarę poprawnie, jednak nie rozumiem sensu tego tekstu.

Nowa Fantastyka