- Opowiadanie: czarna697 - "Ze smoczego punktu widzenia"

"Ze smoczego punktu widzenia"

Krótka bajka, ujęta smoczym spojrzeniem. Stara historia napisana na nowo, mająca na celu wywołać uśmiech u czytelnika.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

"Ze smoczego punktu widzenia"

 

Był chłodny listopadowy poranek, w cichej, ciemnej jaskini, przy ognisku siedziała stara smoczyca Helga i jej wnuki, trzy prześliczne smoczątka, Figa, Filip i Franek. Wszyscy w ciszy wpatrywali się w ogień.

– Babciu opowiesz nam coś? – zagadnęło pierwsze ze smocząt.

– Tak! Tak! Opowiedz nam bajkę! – zawtórowały pozostałe wnuki.

– Dobrze, opowiem wam o dziadku Bazylim i o tym jak ratował księżniczkę Helenę, ale obiecajcie mi, że po bajce pójdziecie grzecznie spać.

– Dobrze babciu! – odpowiedziały chórem smoczęta.

– Więc…– smoczyca oparła się o ścianę jaskini, a wnuki wtuliły się w nią czekając na historię – kiedyś nie było tak, jak teraz – zaczęła prawić – kiedyś ludzie i smoki żyły razem. Wasz dziadek, a mój mąż, mieszkał w wiosce, od jaja wychowywali go ludzie. Razem polowali, zbierali jagody…

– Dziadek zbierał jagody? – zdziwił się jeden ze smoków.

– Może nie jagody, bo Bazyl zawsze miał słaby wzrok i musiał uważać żeby kury nie zdeptać… Ale pomagał jak umiał. Rozpalał ogień, nosił bele przy budowie domów, czasami coś zburzył…

– Aha…

– No i pewnego dnia do wioski wjechały wojska. Rycerze mieli na sobie długie białe płaszcze z czerwonymi lub czarnymi krzyżami. Wyciągali z domów kobiety i pakowali je na wozy z klatkami.

– Chcieli je zjeść? – zapytała Figa

– Nie kochanie, zbierali ładne panie, żeby ozdobić nimi ulice.

– Jak to?

– A wiązali je do pali, wzdłuż drogi. Nazywali je nawet tak ładnie… Oj, pamięć już nie ta… O wiem! „Czarownice” albo „wiedźmy”.

– A to ładnie z ich strony.

– No i jak już wyzbierali te ładne panie, to chyba ktoś zauważył dziadka i zaczęło się polowanie. Bazyli uciekał przed rycerzami, chował się, ale mu to nie wychodziło. Zawsze wystawił gdzieś ogon. Oj, taki już był… No i jeden z rycerzy widząc ten ogon myślał, że to jakiś drogocenny dywan, czy inny warty łupu przedmiot i wbił pikę żeby go podnieść. Wtedy dziadek wyskoczył i zionął ogniem.

– Ja! – pomruknęły wnuki

– I podpalił strzechę jednej z chałup. Rycerze zaczęli uciekać, wieśniacy gasili pożar. A Bazyli czując się winny, uciekł z wioski.

– I gdzie poszedł? – brązowe smocze oczy świeciły blaskiem ogniska, rządne dalszej opowieści.

– Przed siebie. A szedł długo, nie zabrał ze sobą ani jedzenia, ani ubrania. Zmókł na deszczu, spał pod gołym niebem. Szedł i szedł. Przeziębił się, więc znalazłszy jaskinie rozpalił ogień żeby się ogrzać i zasnął. Nie wiedział ile to trwało, ale obudził go krzyk. Wyszedł z jaskini i zobaczył, że nieopodal niego stoi potężna i wysoka wieża. Krzyki dobiegały właśnie z niej. Przysłuchał się: „Nie będę jadła!”, „Nie obchodzi mnie jakiś staruch”. Nie wiedział co o tym myśleć. Zauważył, że z wieży wychodzi kobieta z koroną na głowie. Rozejrzał się i zobaczył piękny zamek. „Tam musi być jedzenie”. Pomyślał i powolutku wyszedł na zewnątrz. Chciał niepostrzeżenie przemknąć koło wieży, ale jego kroki sprawiały, że liście spadały z drzew. Stanął więc pod wieżą, spojrzał w górę i … Dostał w oko kaszanką.

– Czym?! – zaśmiały się smoczki.

– Kaszanką, zaraz po niej z wieży spadł salceson.

Smoki turlały się po ziemi ze śmiechu. Babcia uspokoiła je po czym zaczęła opowiadać dalej.

– Dziadek zaczął wyć z bólu, pocierał oczy, siedział, a łzy płynęły z obitego oka. Nagle z wieży wychyliła się jasnowłosa dziewczyna. Zaniepokoiły ja dziwne dźwięki pod oknem. Nie zdziwiła się na widok Bazyla, choć spodziewała się przystojnego rycerza. Ale upewniwszy się, że nie chce jej za żonę, opowiedziała mu dlaczego siedzi w wieży. Okazało się, że matka chce ją wydać za mąż za królewicza, który jest wielbicielem malarzy, a jego idolem jest Rubens. I mama chce, żeby panienka przytyła, bo wtedy się spodoba księciu i będzie można połączyć ziemie i stworzyć wielkie królestwo.

– Kto to jest Rubens? – zagaił Filip

– Taki pan, co maluje tylko duże panie.

– Znaczy się grube? – zapytała Figa

– Tak, można tak to nazwać.

– Ja też lubię grube panie! – oblizał się Franek

– A ja nie, bo dostaję od nich wysypki… – odpowiedziała mu Figa

– Z opowieści Księżniczki wynikało, że jest na diecie. Więc dziadek dogadał się z nią, że wszystkie jedzenie, które uzna za tuczące będzie mu oddawać. W zamian on będzie na każde jej zawołanie i w razie ataku jakiegoś rycerza, który się Księżniczce nie spodoba, będzie go straszył. Dziewczynie spodobał się ten pomysł. Dziadek nigdy nie był skory do walki, ale ponieważ od przeziębienia miał problem z zatokami, zdarzało mu się zionąć ogniem, co wystarczająco odstraszało adoratorów. Tak więc zaprzyjaźnili się. Księżniczka miała w swojej komnacie szklaną kulę, która pozwalała jej komunikować się ze światem. Dzięki temu wiedziała jaki diadem jest w modzie, kto poślubił jakiego księcia czy księżniczkę. Z czasem zaczęła się udzielać na kanale dla odchudzających się i transmitowała własne plany treningowe. Niestety nie osiągała dużej popularności, co doprowadzało ją z czasem do depresji.

– Depresji? – zawtórowała Figa

– Tak kochanie, to takie coś jak człowiek ciągle narzeka, płacze, jest mu źle, bawi się nożami itd.

– To ja widziałem takiego pana! Najpierw zmieniał kolor chusteczki do nosa, musiał dużo płakać bo dużą miał tą chusteczkę, a potem rzucał nożami do góry i czekał aż na niego spadną, ale chyba nie miał dużej tej depresji, bo zawsze się rozmyślał i je łapał…

Babcia dziwnie popatrzała na wnuka, tak jakby nie zrozumiała jego słów. Ten zamilkł i słuchał dalej.

– Więc Księżniczka ćwiczyła swoje ciało, a Bazyli patrolował okolicę. Pewnego dnia dziewczyna wychyliła się z okna i zawołała go. Wyjaśniła, że w szklanej kuli zobaczyła rycerza. Że zmierza ku jej wieży, goni go horda łotrów, którzy zbierają dobroczynną składkę na nowe koła do powozu króla. Dziadek się zaniepokoił bo jak dotąd nie było żadnego śmiałka. Zauważył, że mówiąc to Księżniczka jest dziwnie podekscytowana. Zapytał jak wygląda ten rycerz. Rozpływająca się dziewczyna mówiła w taki sposób, jakby to był jej wymarzony książę. Smok zrozumiał, że ma mu krzywdy nie robić, więc wypatrywał dzielnego jeźdźcy. No i doczekał się. Wieczorem w blasku zachodzącego słońca pojawił się na horyzoncie galopujący rumak. Bazyli ukrył się w jaskini chcąc się przyjrzeć przybyszowi. Im był bliżej, tym bardziej było słychać chrzęst metalu. Nie było to jednak oręże, a rdza sypiąca się z za dużej zbroi. Koń zatrzymał się i zrzucił jeźdźca. Ten wstał i wytarł nos w białą chorągiew zawieszoną na pice. „To niby ma być ten idealny kochanek?!” Zdziwił się dziadek. „Miłość jednak jest ślepa” Pomyślał. Rycerz postanowił rozbić biwak na szczerym polu. Nie udało mu się rozpalić ogniska. Smok chodź z bliska nie widział, to z daleka wzrok miał sokoli. Zamiast spać, przyglądał się intruzowi. Rycerz wyciągnął coś z worka przywiązanego do siodła, wbił wystające zęby i … Krzyknął. Po czy wyrzucił przedmiot w las. „Co chlebek za twardy?”. Pomyślał Bazyli i obserwował dalej. „No ściągnij ten hełm, przecież nie będziesz w nim spał…”. Rycerz położył się. Po chwili przeturlał się po ziemi i uderzył głową o kamień. Dźwięk zderzającej się skały z metalem rozniósł się po okolicy. Intruz ściągnął metal z głowy. „No kochasiu co ty masz tam na twarzy? Ryby się najadłeś? Jakiś taki lekko porośnięty… Chyba ryba z zatrutej rzeki, że te ości takie rudawe… Albo i nie bo w nocy nie świeci, a te uszy… Hmm, ciekawe czy mają funkcję echolokacji, bo sądząc po wielkości to słyszysz z kilku kilometrów…”. Pomyślał smok i zasnął. Dnia następnego obudził się o świcie gotowy na konfrontację z nowo przybyłym. Niestety rycerz słodko spał. Smok spojrzał na wieżę, Księżniczka jakaś domyta, uczesana, wietrzy się w oknie. Mruknął coś pod nosem i usłyszał burczenie w brzuchu. Machnął do dziewczyny i pokazał jej, że jest głodny. Ta schowała się w wieży. Po chwili wyłoniła się trzymając w dłoni wielkiego tłustego smażonego kurczaka. Zamachnęła się, żeby rzucić go smokowi, ale kurczak wyśliznął się jej z ręki i poleciał w prost na rycerza waląc go w sam środek głowy. Śpiący zerwał się na równe nogi, ale zanim się dobudził, smok zabrał zdobycz i schował się w jaskini. Rycerz wstał, otrzepał się i przeciągnął. Wszystkie kości w jego wątłym ciele strzelały jak perkusja. Księżniczka westchnęła. Adorator nie zauważył. Księżniczka chrząknęła – nic. „Jabłkiem go mała, no dajesz!” Dopingował w myśli Bazyli. Dziewczyna jakby słyszała te słowa, chwyciła owoc i cisnęła nim w obudzonego. Trafiła idealnie. Zemdlał. „Eh, chyba muszę sam to zrobić”. Smok wstał i wyszedł z jaskini, chciał podejść do rycerza i delikatnie go obudzić, ale przeziębienie znowu o sobie przypomniało. Zakręciło go w nosie i kichnął, podpalając z hukiem stos patyków z ogniska. Ocuciło to rycerza, który ponownie zerwał się na równe nogi. „Szmok! Szmok!” – krzyknął – ”Do broni!”, po czym dobiegł do hełmu, złożył uszy i naciągnął go na głowę. Sięgnął po pikę leżącą obok i wybiegł naprzeciw bestii. Widząc to Księżniczka chcąc ratować smoka cisnęła w rycerza bananem. Ten jak bumerang zatoczył koło i wylądował na głowie adoratora. Przyłbica opadła z trzaskiem i przycięła mu nos.

– Babciu, a co to jest przyłbica? – lekko zaspany Filip zapytał przeciągając się.

– Taka miska z dziurami na twarzy kochanie, po to żeby nie wystraszyć smoka swoim wyglądem – wyjaśniła Helga

– Aha…

– Rycerz zaczął tańczyć i śpiewać coś w rodzaju: „Kucze jak boli, ojeju, ja czie jecze dorwię, bestyjo ty! Jecze popamiętacz dzielnego rycecza!”. Dziadek pomyślał, że może rycerz nie tylko nos ale i język sobie przytrzasnął, ale doszedł do wniosku, że widocznie rycerz jest z daleka i mówi gwarą. Wtem znowu zakręciło smoka w nosie i kichnął podpalając tańczącego. Zbroja rozgrzała się do czerwoności, a taniec przyśpieszył i urozmaicił się o podskoki. Smok nie wiele myśląc chwycił rycerza i cisnął nim do pobliskiego strumyka. Nie była to głęboka rzeka, ale widać zbroja okazała się zbyt ciężka by taki mocarz ją podniósł. Para uniemożliwiała ocenić sytuację, a smok niewiele widział z bliska. Na szczęście Księżniczka z wieży miała lepszą widoczność i zaczęła krzyczeć, że rycerz się topi. Bazyli wyciągnął go jednym sprawnym ruchem z wody i rzucił na brzeg. Rycerz stracił przytomność. „Ale to młode pokolenie słabe, znowu się zmęczył i śpi. To sobie porę wybrał.” Smok nie widząc sensu dalszej pomocy udał się na spoczynek. Księżniczka wybiegła z wieży i kucnęła przy poturbowanym rycerzu. Bazyli leżał w swojej jaskini i słuchał opowieści dziewczyny, która tłumaczyła rycerzowi jak dzielnie oswobodził ja z rąk okrutnego smoka. Rycerz nabawił się chyba amnezji, bo nie wiele pamiętał. Na wszystko przytakiwał i mężnie prężył cherlawą klatkę piersiową. Kiedy doszedł do siebie, udali się do zamku.

– A co z Dziadkiem?

– Dalej mieszkał w jaskini.

– Aha… To Księżniczka o nim zapomniała? – dopytywała się Figa

– Nie kochanie, na cześć tego zdarzenia w zamku co miesiąc urządzano wielką ucztę. A Księżniczka potajemnie wynosiła jedzenie i robiła zapasy dla dziadka.

– A rycerz został księciem? – zapytał Franek.

– Nie wiem tego, dziadek mi nie powiedział, Księżniczka awanturowała się, że jest dorosła i będzie robiła co chce, więc może i został księciem, wiem tylko tyle, że zamieszał w zamku i zajął się robieniem chodaków.

– I co dalej?

– Później przyjechał pod zamek niejaki Dratewka, też szewc.

– I?

– To już opowieść na inny wieczór. Teraz uciekajcie do łóżek, była bajka czas spać!

Małe smoki zaspana i dość niechętne ucałowały babcie i ułożyły się do snu. Helga zdmuchnęła ognisko i nastała ciemność.

Koniec

Komentarze

No i jakby tu…

Liczby, kochana, pisemnie nie cyferkami. Spacje po myślnikach, a gdzieniegdzie i przed, bardzo proszę, dodaj. Na początku strasznie Ci się kropki rozmnożyły. Oj, strasznie. Potem jest lepiej, ale i tam się niechciane kropki pojawiają, a chcianych bywa, że nie ma. Literówek też niemało. A i zapisy dialogów leżą i kwiczą. Weź ten tekst, wyedytuj, przeczytaj i popraw, póki można. Tytuł przed tekstem, tym bardziej, że inny niż ostateczny – wywal. W tytule zmień wielkość liter…

A pomysł całkiem przyjemny, kilka razy się uśmiechnęłam. Tylko wykonanie… rany julek!

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Jeżżżu dubeltowo kolczasty… Autorko, przeedytuj, chociaż te brakujące spacje powstawiaj… Co z tego, że pomysł naprawdę sympatyczny, wykonanie połowę efektu psuje…

Opowieść sympatyczna, spodobała mi się smocza interpretacja ludzkich zwyczajów. Sam pomysł na punkt widzenia też przyjemny.

Język… Taaak. Do uwag przedpiśców dołożę paskudne błędy ortograficzne, literówki dalej są.

Babska logika rządzi!

problem w tym że oryginał był inny, po wrzuceniu faktycznie tekst się “rozjechał”, zniknęły myślniki w dialogach itd. wielkość liter w tytule poprawiłam, ale i tak wyświetla mi duże znaki. literówki chyba wszystkie skorygowałam, tak samo kropki w nadmiarze. no i błąd ortograficzny w “hełm”, za który mi bardzo wstyd ;/. nie jestem konkursowym wyjadaczem, więc nie znam wielu zasad pisowni takich tekstów, a niestety w szkole miało się polonistów jakich się miało… uczono mnie, że każdy tekst powinien poleżeć, żeby spojrzeć na niego jeszcze raz jak na czyjś nie swój – wtedy się go lepiej poprawi. niestety nie miałam takiej możliwości. jeśli ktoś coś jeszcze chciałby dodać a ja mogłabym poprawić to oczywiście postaram się to zrobić i dziękuję za sugestię, nie wiem czemu wcześniej tego nie widziałam…

– Ja! – po mruknęły wnuki

chodź spodziewała się przystojnego rycerza

doprowadzało ja do depresji

 

To tylko przykłady. Ortografia zaraz wyprowadzi manifestację na ulicę, żądając darmowych słowników dla każdego ;-)  Czasem poważny błąd, czasem brakujący ogonek – sporo tego.

 

Brakuje trochę przecinków.

 

Warto zajrzeć tutaj: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

nie wiem, czy zdołam wszystko znaleźć i poprawić, dzięki za linka, postaram się go ogarnąć w miarę szybko– przyda się na kolejne zapisy.

Opowieść lekka i sympatyczna, ale wykonanie naprawdę słabe.

Poćwicz nad warsztatem, bo iskierka nadzieji pali się i to nawet dziarsko.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Zaczęło się nawet fajnie, mimo błędów interpunkcyjnych, w zapisach dialogów i innych. Sympatyczne, dowcipne. Ale potem, niestety, coraz gorzej. Mam wrażenie, że nagle zaczęłaś się śpieszyć, pisać coraz bardziej chaotycznie. Tak jak w tym długaśnym bloku tekstu, który zaczął się jakoś w połowie. No i też od momentu, kiedy bohaterowie zaczęli obrzucać się różnymi przedmiotami, przestało mnie niestety to opowiadanie bawić.

Szkoda, bo mogło być fajnie i bezpretensjonalnie. 

Ale warsztat da się wyszkolić.

Początek naprawdę zachęcający; pomysł z uwięzioną księżniczką, która ma przytyć dla swojego przyszłego męża, i z dokarmianym przez nią smokiem, który ma bronić jej wieży – fajny, ale nie do końca wykorzystany. Potem jednak opowiadanie próbuje czytelnika rozśmieszać niskich lotów gagami, np. kurczak, którym rycerz dostaje w głowę itp.. Gdyby cały tekst utrzymać w takim sympatycznym klimacie, jaki pojawił się na początku, to byłoby całkiem nieźle. Ostatecznie jest tak sobie. 

 

Nowa Fantastyka