- Opowiadanie: NicoNeko - Kiukko

Kiukko

Witam wszystkich! Mam 13 lat i próbowałam swoich sił w pisaniu. :) Jest to moje pierwsze opowiadanie, którym chciałam przywitać całą Nową Fantastykę.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Kiukko

Mała niebieska smoczyca obudziła się. Otworzyła swe duże, złociste oczy, dość nietypowe jak na smoka lodu. Podniosła błękitne ciało, z futerkiem przechodzącym od czubka głowy do początku ogona. Łuski na jej brzuchu zjeżyły się na chwilę, ale zaraz wygładziły z powrotem. Cała drżała z wszechogarniającego ją strachu. Niemrawa jeszcze ze snu, zapomniała, czego się tak boi. Ach tak! Chwila zamyślenia w części rozjaśniła jej umysł. Szukała swojej zgubionej mamy. Wstała i otrzepała się z leżącego na niej pyłu. Nie pamiętała, skąd się tu wzięła i na której z planet się znajduje. Rozejrzała się wokoło. Była na samej krawędzi urwiska, z dołu dobiegał ryk roztrzaskującej się o skały wody. Końca przepaści nie było widać. Naprzeciw niej, po drugiej stronie bezdennej otchłani sterczały potężne skały w kształcie maczugi – podstawa ich była tak cienka, że wydawało się, iż wystarczy je lekko dotknąć, a runą i zabiją każdego, kto akurat stanie na ich drodze. Cała ziemia wyglądała na spaloną z powodu braku roślinności i rozległych, czarnobrunatnych plam. Smoczyca poczuła się samotna, ciężko zrobiło się jej na duszy. Nagle usłyszała jakiś huk z dołu klifu. Jako że nie miała jeszcze skrzydeł, nie mogła unieść się w jakieś bezpieczniejsze miejsce. Na szczęście spostrzegła po prawej stronie załamanie skalne. Szybko ukryła się. Akurat wtedy dwa potężne stworzenia wyskoczyły zza krawędzi, jedno po drugim.  W jednym z nich rozpoznała tą niesamowitą i groźną postać, którą inne smoki nazywały Strażnikiem. W przeszłości setki razy z przyjaciółmi pokazywali sobie starożytne, poprzecierane obrazki, na których widniały przerażające i zarazem fascynujące wizerunki Czterech Strażników. Oficjalnie Rada Najwyższa przed nimi ostrzegała. Podobno mieli oni zabijać każdego, kogo spotkali na swojej drodze. Podobno bardzo dawno temu zniszczyli swoją własną planetę. Podobno. Przynajmniej tak oficjalnie mówiono. Jednak gdzieś podskórnie naród wiedział, że nie jest to prawdą… . Legenda głosiła, że gdy zagrzmi głos trąby, wszystko się zmieni. Nikt nie wiedział ,co to za trąba i któż ma na niej zagrać. 

Drugi stwór był potężny. Czarny, lśniący jak smoła, jego napęczniały odwłok kontrastował z cienkimi, pokrytymi haczykowatymi wypustkami odnóżami. Błoniaste skrzydła miały rozpiętość czterech jego długości. Piętnaście par nienawistnych oczu czujnie obserwowało całe otoczenie. Nie mogłeś wiedzieć, czy właśnie teraz którąś z nich nie patrzy na ciebie.

Powietrze zelektryzowała potężna fala nienawiści. Kiukko poczuła, jak każdy włosek w jej błękitnym futerku drży. Intuicyjnie wyczuła, że za chwilę stanie się świadkiem potężnego starcia, w którym stawka będzie życie. Smoczyca miała nadzieję, że Strażnik wygra walkę. Może nawet będzie mogła mu się przyjrzeć z bliska?

 

 

– Miałeś się tu nie pokazywać! – ryknął Strażnik w stronę Paja, bo tak właśnie ten stwór się nazywał. Był śmiertelnym wrogiem wszystkich strażników i służył Radzie Najwyższej.

Potwór skoczył oraz wrzasnął przeraźliwie. Wilk poderwał się w górę i gdy stwór znalazł się pod nim, runął na niego, wbijając w odrażające cielsko swe pazury. Z grzbietu potwora trysnęła fioletowa maź, ale nie miał zamiaru poddać się tak łatwo. Przewrócił się na bok, wyzwalając się  z uścisku Kiera i przygniótł go swym ciężarem. Opadając na ziemię, Strażnik huknął swoim łbem w wielki głaz. Runął bez życia na ziemię, a ciałem wstrząsnęły krótkie konwulsje.  Bestia piszczała jeszcze chwilę, upewniając się, że przeciwnik się nie rusza. W końcu po paru minutach wstała, otrzepała się i zaczęła obwąchiwać leżącego. Przyglądała się mu łakomie i już, już otwierała paszczę, żeby wyssać życiodajne soki z Kiera. Niespodziewanie Strażnik zerwał się na równe nogi, wgryzając się poczwarze w szyję. Szkarada miotała się jeszcze chwilę i próbowała odlecieć, ale wilk trwał przy swoim, zaciskając systematycznie szczęki . Czekał tak długo, dopóty jej nie udusił. Stróż wyprostował się, wytarł z mazi pazury oraz przeciągnął lekko.

Kiukko ostrożnie wyjrzała zza skały, by przyjrzeć się Strażnikowi . Był olbrzymi, ciało miał koloru szaro – czarnego, spod krzaczastych brwi błyskały pomarańczowe ślepia. Na grzbiecie falowała delikatnie peleryna z głębokim kapturem, wyglądająca jak karta do gry. Mieniąc się kolorami, pobłyskiwała gdzieniegdzie purpurą. Ogon miał krótki i poszarpany, ale puszysty. W pewnej chwili Strażnik obrócił się prosto w stronę skały, za którą skryła się smoczyca lodu. Czuł instynktownie, iż ktoś przez cały czas przygląda się walce. Powoli szedł w jej stronę. Smoczyca drgnęła i wbiła się głębiej w załom.

– Hej, nie bój się – powiedział głębokim, ciepłym głosem. – No no, przecież ciebie nie zjem!

Zobaczył wreszcie postać, która chowała się przed nim. Poznał ją od razu. Znał wszystkie żyjące istoty, w końcu przecież jego obowiązkiem była opieka nad nimi.

-Kiukko, nieprawdaż? – stworzonko drgnęło na dźwięk swojego imienia. Olbrzym schylił się, by lepiej go usłyszało. Smoczyca poczuła jego dyszenie na pyszczku.

 -Ja jestem Kier. A co ty tu robisz? To raczej nie jest zbyt przyjemne miejsce dla kogoś takiego jak ty. Zgubiłaś coś? No, może lepiej przejdźmy się.

W milczeniu oddalili się od urwiska. Krajobraz był tu płaski i pustynny, rdzawe słońca planety właśnie zachodziły, wydłużając do niebotycznych rozmiarów cienie Kiukko i Strażnika. Daleko przed nimi rozdzierała się następna przepaść, tym razem nie było słychać w dole wody. W jej stronę właśnie zmierzali.

Kier zastanawiał się, jak taka mała istotka znalazła się na niegościnnej planecie Rey. Nikt oprócz Wygnanych tu nie przylatywał. Nie miała skrzydeł, co na pewno utrudniało przybycie. Może była Magiem i przedostała się przez portal? Nie, było to mało prawdopodobne. Wiedział, że mała skrywa w sobie wielką siłę, ale nie była to siła Maga.

-Przepraszam.. -cicho zakwiliła Kiukko. – Czy…czy widział pan..

-Och, mów mi po prostu Kier. Nie jestem żadnym panem! – wtrącił Strażnik.

-Kier.. czy widziałeś gdzieś może takie białe stworzonko? Albo inne białe coś, które nic nie mówiło?

-Któż wie, może je razem znajdziemy? Na razie zabieram Cię ze sobą. Nie możesz tu dłużej zostać.

Smoczyca potaknęła, a zarazem zdziwiła się, jakim cudem ktoś, kto jest tak straszny we wszystkich opowiadaniach może być tak przyjazny, a nawet zachowywać się prawie jak jej rówieśnicy. Z zamyślenia wyrwało ją pytanie:

-To jak, ścigamy się? – Kiukko pokiwała radośnie głową.

 Pomimo mrocznego wyglądu planety oraz wielkich gabarytów nowego kolegi, bardzo dobrze się tu czuła i ze śmiechem wyprzedzała Kiera trzymającego się tuż za nią. Wygrała wyścig. Dyszący wilk usiadł i przyjrzał się uważnie zwyciężczyni. Mógł spokojnie wygrać, lecz wolał zjednać sobie tę istotkę, przypominającą żywą i rozbawioną iskierkę, swoją przegraną. Przy okazji troszkę się zmęczył. Stanęli nad brzegiem kolejnego urwiska.

-No cóż, wygląda na to, iż już nie jestem tak szybki, jak kiedyś. Ale teraz musisz do mnie podejść. Będziemy spadać. Najlepiej schowaj się do mojego kaptura, jest dość mocny więc się nie przerwie – zaproponował Kier.

 Smoczyca wskoczyła ochoczo i pisnęła na znak gotowości. Olbrzym skoczył w przepaść. W ciemnym, głębokim kapturze nic nie było widać. Małej to nawet pasowało, w końcu nigdy nie latała i bardzo się bała. Po paru minutach usłyszała ciche uderzenie, jakby coś miękkiego spadło na grunt. Wyjrzała z wnętrza kaptura. Znajdowali się pomiędzy ścianą a rzadkim, jasnym lasem. W dali śmignęło coś w jaskrawych barwach.

-Teraz uważaj – tutaj mieszkają pozostali Strażnicy i uratowane stworzenia– nasi przyjaciele. Dla nich stworzyliśmy to przytulne i miłe miejsce, bronimy go wszystkimi siłami. Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy lub znajdziesz się w niebezpieczeństwie, zrobisz pewną szczególną rzecz. Niebawem Ci wszystko wyjaśnię.

Kiukko z ciekawością przyglądała się drodze, po której szli. Niedaleko od niej siedzieli, leżeli, biegali, rozmawiali i bawili się przedstawiciele przeróżnych ras. W niektórych rozpoznawała Wygnańców z jej kraju. Paru z nich pomachało jej ogonem z uśmiechem. Wzdłuż drogi, po obu jej stronach rosły szpalery młodych drzew. Poszczególne drzewka były  przyozdabiane małymi, rzucającymi ciepłe światło lampionami. Mała była tak zajęta rozglądaniem się, że nawet nie zauważyła, kiedy doszli do wielkiego budynku, wyglądającego jak stara świątynia. Kier uśmiechnął się:

-Tak, to nasz dom. A teraz wejdźmy do środka.

 

 

Powoli weszli po szerokich schodach do budynku. Znaleźli się w ogromnym holu.

-Zaczekaj tu chwilkę, dobrze? Muszę po coś pójść. – zanim Kiukko się zorientowała, Kier zniknął gdzieś bezszelestnie. Usiadła na miękkim, włochatym dywanie. Miała chwilkę, aby się rozejrzeć. W środku hol był złoty, a przy suficie latały drobne postacie podobne do gwiazdek, które delikatnie mieniły się tysiącem kolorów. W dziwnych miejscach – jedne w ziemi, inne na suficie wśród gwiazdek, a parę z nich zwyczajnie w ścianach – umiejscowione były małe i duże drzwi. Zastanawiała się, przez które przeszedł jej przyjaciel.

-Kiukko! – smoczyca obróciła się gwałtownie za siebie. Stał tam Kier, a w pysku trzymał coś z ostrożnością. – Jeśli tylko będziesz w potrzebie pomyśl o mnie, a na pewno mnie znajdziesz.

Położył przed Kiukko spory kryształ zawieszony na sznurze:

 -Wiem, że nie wygląda na mocny i trwały, ale uwierz mi – jeśli sama komuś go nie oddasz, nikt go siłą nie odbierze.

Kiukko wzięła ostrożnie kryształ i zawiesiła na szyi. Kryształ, dotknąwszy jej łusek, jakby wtopił się w jej ciało i tylko nieznaczne błyski między łuskami zdradzały teraz jego obecność.

 -Och, zobacz Kiukko! Twoja zguba się znalazła. – Z drzwi w suficie wyleciał biały ptak i usiadł na ramieniu Kiukko. To jego szukała smoczyca. Wtuliła się w mięciutkie pióra. Ptak, który potrafił zmieniać postać, był jej przybraną matką. Kiukko straciła rodziców już wtedy, gdy była zaledwie jajkiem. Opowiadano, że zginęli w jej obronie. Znalazła ją wtedy Aya – stworzenie potrafiące zmieniać swoje kształty. Aya należała do bardzo starej rasy, zwanej Opiekunami. Mieli oni za zadanie zajmować się osieroconymi smokami, których z roku na rok przybywało coraz więcej. Opiekunka zajęła się jajem i w ten sposób Kiu zyskała matkę i ojca w jednej osobie.

 Kiukko razem z Ayą zostały w Domu do wieczornego powrotu reszty Strażników. Wieczorem, kiedy wszyscy zebrali się przed gmachem, odbyła się wielka zabawa i nikt nie zostawał sam. Przy okazji Kiukko poznajdowała swoich dawnych, zaginionych przyjaciół i gawędziła z nimi. Dowiedziała się, że tak naprawdę Strażnicy nigdy nic nie zniszczyli, a zabijają tylko w ostateczności, gdy są do tego zmuszeni. Różne złe stwory przylatują tunelami na planetę Rey, by zakłócić jej kruchy spokój. Rada Najwyższa – samozwańczo wybrana reprezentacja Silnych – wymyślała historie o Strażnikach po to, żeby odciągnąć wszystkich od tego azylu, ponieważ – jak na razie – planeta pozostawała jedynym, niezależnym od Rady miejscem. Zabawa w wąwozie trwała do świtu. Wiele tygodni mała smoczyca spędziła na planecie razem ze swoją przybraną matką Aya, często spacerując i gawędząc z Kierem. Czas jednak był bliski. Trzeciego dnia po pełni trzech z dziewięciu księżyców planety Rey do Opiekunki dotarła wiadomość, że dziś Mag otwiera dla nich przejście. Mogły z powrotem wrócić na Smoczą Planetę.

 

* * *

Minęło dwadzieścia długich lat. Planeta Opren, jedna z bliźniaczych planet, na której kiedyś żyły spokojnie smoki, z czasem zmieniła się w nieprzyjazną i niebezpieczną. Drugą podstępnie zniszczyła Rada Najwyższa. Tępione na każdym kroku, prześladowane i bez powodu zabijane, smoki żyły w ciągłym strachu i w ukryciu. Wszyscy dawni Opiekunowie zostali zgładzeni, dzieci smocze już nie mogły liczyć na ich pomoc. Tajemnicze śmierdzące opary, którymi przeniknęła na wskroś cała planeta, odbierały smokom moc. Przeżyli tylko nieliczni. Legenda głosiła, że kiedyś smoki znajdą inną, spokojną planetę, na której będą mogły zamieszkać. Żeby taką planetę znaleźć, Wielki Mag musiałby otworzyć jeszcze raz wrota. Jednak Mag zniknął bezpowrotnie wiele lat temu i nikt nie wiedział, gdzie go szukać… .

***

Niebieska smoczyca lodu i wody obudziła się. Była teraz pełnoletnią obywatelką planety Opren. Od trzech tygodni ukrywała się pod gruzami starej gospody. Zahibernowała się i nie czuła ani głodu ani zimna. Za to teraz, obudziwszy się, poczuła niemiły skurcz w żołądku.

– Jeszcze trochę muszę wytrzymać – powiedziała do siebie. Chciała najpierw znaleźć najbliższą jej osobę – Ruby, smoczycę kontrolującą ogień. Ruby była średniego wzrostu o szarym kolorze tułowia. Posiadała czerwone łuski na brzuchu, tyle łap i końcówki ogona, mogące zapalić się kiedy tylko chciała, bez szkody dla niej. Uważała, że jest spokojna, ale wszyscy wiedzieli, że charakter ma raczej porywczy. Była niewidoma

– Tyleż problemów – pomyślała Kiukko. –  Chciałabym żyć normalnie, jak kiedyś żyły smoki i spełniać swoje marzenia. Pragnęłabym latać tak jak Ruby, mieć skrzydła i móc wzbić się w przestworza.

 Ciężko było jej dorastać bez rodziców. Często śniła o powrocie mamy, ale budziła się za każdym razem bez niej. Jakiś szelest wyrwał Kiukko z zamyślenia, nie, to tylko mały przyjazny Jomli zaszeleścił listkiem. Przeszła przez las. Codziennie tamtędy przebiegała, gdy udawała się na wyprawę do ruin miasta. Las coś jej przypominał, coś z dzieciństwa. Ominęła polanę ze skałami. Nierzadko potężne jaszczury wspinały się na nie bądź wlatywały na ich szczyty. Jeśliby ją zauważyły, doniosłyby komu trzeba. Wreszcie znalazła Ruby, która wyczerpana leżała, śpiąc skulona pod drzewem. Trąciła ją w brzuch. Ruby odepchnęła ją i po chwili zorientowała się, kogo uderzyła.

– Ach, wybacz. Nie chciałam tak mocno! Nie zadrapałam cię? – Ruby zawsze była lekko nadopiekuńcza wobec Kiu. Traktowała ją jak młodszą, delikatniejszą siostrę.

– Nic się nie stało. Pytanie czy z tobą wszystko w porządku? Mam nadzieję, że nie zaatakowano cię?

– Prawie mnie znaleźli, ale schroniłam się  w cieniu drzew.

– Muszę cię zmartwić. W mieście już nie jest bezpiecznie. Tu też nie. Powinnyśmy wrócić najkrótszą drogą przez polanę do gospody. Z ruin pójdziemy prostą drogą w góry.

Ruby milczała. Po chwili odpowiedziała: – To chyba najlepsze wyjście. No cóż, chodźmy!

Powoli ruszyły w stronę polany. Opuszczały swoje rodzinne strony, a więc kiedy doszły do granicy drzew, trochę zmarkotniały. Nagle ich umysły przeszył niewyobrażalny niepokój. Pobiegły szybko do najbliższej skały. Nad ich głowami, gdzieś wysoko w górze szybowały bezszelestne Lieshe, jeszcze niebezpieczniejsze od jaszczurów, prawie tak potężne jak smoki. Zataczały koła na niebie i wypatrywały swoich ofiar. Jeden zły ruch, a smoczyce znajdą się w pułapce. Doszły do kolejnej skały. Przeszły tak z niepokojem parę metrów i były już w połowie drogi, kiedy nagle usłyszały świst pikujących skrzydeł. Upatrzyli je. Z nieba rzuciły się na smoczyce dwie Lieshe, a po skałach schodziły kolejne. W tej sytuacji Kiu i Ruby mogły tylko uciekać, w stronę całkiem inną od planowanej. Zaczęły biec ile sił w łapach. Ruby zaczęła podfruwać, ale niezbyt wysoko – śmierdzące opary skutecznie hamowały jej umiejętności. Było parę momentów, że Lieshe doganiały je, ale smoki nawet jeśli osłabione i tak mają dużo siły.

– Ruby, widzę wyłom, mogłybyśmy się tam schować! One tam nie wejdą, są za duże!

Gwałtownie skręciły w stronę ogromnej skały i schowały się w pęknięciu. Były bezpieczne. Smokopodobne jaszczury szybko znudziły się bezowocnym sterczeniem przy szczelinie. Odeszły zniechęcone. Smoczyce szybko oddychały.

– Ej, Kiu, słyszysz to?

– Ależ tu jest cicho!

– Ech, ty nigdy nic nie słyszysz. Poczekaj to jest… za tą ścianą. – Ruby uderzyła łapą w jedną ze ścian. Zrobiła się w niej dziura, przez którą bez problemu mogłyby przejść. Ze zdziwieniem spojrzały na siebie. Przed nimi ział pustką długi tunel. Nie miały wyjścia. Musiały zaryzykować przejście tym tunelem. Ściany były gładkie i suche, a podłoga tunelu idealnie równa, więc maszerowały dość szybko. Kiukko trzymała się pyskiem skrzydła Ruby , bo ociemniałej przyjaciółce nie przeszkadzały egipskie ciemności panujące w tunelu. Nagle tunel skręcił w prawo, a potem raptownie w lewo. Poczuły podmuch powietrza na swoich pyskach.

– Kiu, widzisz coś?

– Ojejku, Ruby, jak tu jasno! O rany! Zobacz, zobacz!

– Raczej dużo nie zobaczę, powiedz, co widzisz.

– Jesteśmy po drugiej stronie skały! Tam w dole jest jakiś duży budynek, mogłybyśmy się tu schować!

– Ale na pewno jest bezpiecznie?

– Jestem tego pewna.

 Przed nimi stała potężna, opuszczona fabryka. Nikogo w okolicy nie było. Weszły nieśmiało do budynku i rozejrzały się w nim. Stały tam skrzynie z jedzeniem, beczki z napojami oraz… wielka, ciężka, złocona rama lustra. Wszędzie naokoło leżały porozrzucane kawałki małych kryształków – cząstek wielkiego zwierciadła. Nad nimi unosiła się bladoniebieska poświata. Niebieską smoczycę coś w tamtą stronę przyciągało, a kryształ ukryty między łuskami jej ciała delikatnie rozświetlił się. Kiu jednak tego nie zauważyła.

– Kiu, co ty robisz?

– Składam odłamki tego lustra. Choć, pomóż mi, nie stój tak!

Zmierzchało, gdy skończyły. Efekt był oszałamiający. Zdeformowane przez tysiące odłamków odbicia smoczyc rozwarstwiały się, tworząc miniaturowe tęczowe kręgi na każdym z kawałków. Lustro nie dawało wyraźnego odbicia, obrazy były w nim jakby przesunięte i rozedrgane. Smoczycom przypomniały się malowidła ścienne przedstawiające tunel czasoprzestrzenny. Nagle w lewym górnym rogu odbicia pojawił się jakiś niewyraźny ciemny punkcik i rósł z sekundy na sekundę, aż wypełnił sobą całą przestrzeń lustra. Zobaczyły w lustrze jak za szybą rosłego mężczyznę. W chwilę później stał tuż przed nimi. 

– Cudownie, że nareszcie poskładałyście je. Długo na was czekałem. Spóźniłyście się! – usłyszały odrobinę zachrypnięty głos.

Przed nimi stał wyprostowany starzec. Opatulony był brązowo – szkarłatnym płaszczem. Twarz poorana zmarszczkami znikała pod sumiastymi, brązowymi wąsami i długą ciemną brodą. Smoczyce musiały mieć zdziwione miny, co przybysz chyba zauważył.

– Ach, przepraszam najmocniej! Zapomniałem, iż ta forma ciała nie jest wam znajoma. Wybaczcie. Niestety nie mamy teraz czasu na bawienie się w przebieranki! Jesteście gotowe?

– Zaraz, przepraszamy pana – zaczęła Kiukko – ale my znalazłyśmy się tu zupełnie przypadkowo!

– Nic nie dzieje się przypadkiem. Może coś sobie wyjaśnimy? Jestem pewien, że pamiętasz, jak znalazłaś się nagle na innej planecie. Otóż ktoś ciebie wtedy zupełnie nieprzypadkowo tam wysłał, żeby ktoś inny dał ci zupełnie nieprzypadkowy kryształ. Byłaś łącznikiem, nawet o tym nie wiedząc! Masz przy sobie ostatni element układanki, który pozwoli przenieść się nam wszystkim na bezpieczną planetę Rey.

– Chwileczkę… czy to oznacza, że pan jest Wielkim Magiem tworzącym połączenia między światami??

– Nikt nie może tych połączeń stworzyć. One istnieją niezależnie od naszej woli i niezależnie od naszej woli znikają. Można je zobaczyć, ale nie można przez nie przejść, wprzód nie otworzywszy ich – Mag nachylił się. – I pamiętaj, nawet tutaj nie jesteś przypadkiem. To zwierciadło to ostatnie drzwi połączenia między Oprenem a Rey. Są bardzo niebezpieczne dla Najwyższej Rady, bowiem ktoś mógłby przez nie trafić do Strażników. Dlatego musisz uaktywnić lustro. Ja jestem już na to za słaby…

 Kiukko słuchała z niedowierzaniem. To ona? Ona miała uratować smoki? Nagle spostrzegła blask bijący spod łusek. Popatrzyła w jego kierunku i delikatnie wyjęła spod nich jasno świecący kryształ, który kiedyś dostała od Kiera.

– Ale jak to zrobić?

– Nie wiem. Musisz coś wymyślić. – starzec uśmiechnął się pod wąsem.

Kiu podeszła do lustra. Dotknęła jego gładkiej powierzchni, jakby pęknięcia w ogóle nie istniały. Zauważyła puste miejsce. Wstrzymała oddech. Włożyła kryształ, który był ostatnim odłamkiem lustra, na swe miejsce. Odbicie w lustrze chwilę falowało, ciemniejąc coraz bardziej. Potem jego powierzchnia uspokoiła się. Tafla była całkowicie czarna.

– Zaczęła się wielka ewakuacja – powiedział Mag.

Wyszedł na zewnątrz, wyciągając z ucha woskową kuleczkę. Szybko rosła w jego ręku. Kiedy był już poza progiem fabryki rzucił nią z siłą o ziemię. Zaiskrzyło i kula zaczęła się tlić różowym płomieniem. Po chwili z kulki wydobywał się – niczym z kadzidła orzeźwiający i – o dziwo – pięknie pachnący kwiatami dym. Smoczyce poczuły, jak odzyskują swe moce i wyostrzają się im zmysły. Kadzidło zaczęło działać, rozpraszając smród zatrutej planety. Następnie Mag wyciągnął zza pazuchy trąbkę. Wyglądała na starą i bezużyteczną. Ale kiedy zadął w nią, dźwięk rozszedł się po całym świecie i dotarł do serc wszystkich będących w prawdziwym niebezpieczeństwie. Do fabryki zaczęli zmierzać wszyscy, którzy mogli i byli przeciw rządom Rady Najwyższej: i smoki, i Jomli, a nawet Darethale – zwierzęta potrafiące przybrać kształt człowieka. Mag wszystkich uspokajał i zatrzymywał w wejściu.

– Kiukko, mam nadzieję, że pospieszysz się z rozwiązywaniem, zaraz będę musiał państwa wpuścić.

Kiu siedziała skulona w kącie. Rozmyślała o dawnych wydarzeniach. Przypomniał się jej Strażnik, jego delikatność i szczera przyjaźń wobec niej. Ufała mu bezgranicznie. Rozluźniła się. Wyobraziła sobie nić łączącą ją z nim, przekazującą dane. Nagle czerń tafli lustra zamieniła się w głębię, jakby przestrzeń. Teraz, dla odmiany, w lustrze widać było gwiazdy i jakieś sześć planet.

– Kiu, nie mogę z tobą zostać, muszę ich bronić! – krzyknęła Ruby, słysząc nadlatujących Liesche. Wyleciała jak torpeda i od razu trzasnęła ogonem jak biczem w pierwszego przeciwnika, co skończyło się mocnymi poparzeniami jego pyska i podpaleniem skrzydła. Kiukko nie mogła na to zwracać uwagi. Musiała myśleć tylko o jednym. Wyciszyła wszystkie hałasy wokół siebie. Byli tylko oni we dwoje – Kier i ona. Nić pogrubiła się, rozlewając swój kolor po tafli zwierciadła. Na zewnątrz inne smoki zaczęły pomagać Ruby, odzyskując swoje moce i słuchając jej, jak swego dowódcy. Już za chwilę otworzy się portal do innego świata – na Rey. Nagle Kiu odrzucił do tyłu podmuch. To w lustrze otworzył się tunel czasoprzestrzenny.

– Szybko, teraz jest nasza szansa! Musimy przedostać się przez ten portal!

Wszystkie stworzenia przechodziły przez lustro. Pochód zamykały Kiukko i Ruby. Mag wchodził jako ostatni. Obrócił się, by jeszcze raz popatrzeć na Opren, mający zaraz zostać tak wyniszczonym przez Radę, aż obumrze zupełnie.

– Szkoda mi was, bracia. – mruknął pod nosem do kogoś, kogo nie było widać w okolicy. – Że też daliście pokonać się tak łatwo i nie chcieliście odnowić tego świata razem z nami… naprawdę, szkoda mi was.

Po tych słowach stanął w środku portalu – co tylko on potrafił – a na drugą stronę rzucił coś czerwonego, mrugającego nieprzyjaźnie.

– Żegnajcie! Może to jest właśnie to, czego chcieliście – zniszczenia, umierania z głodu, pragnienia i braku powietrza.

Ostatnie, co zobaczyły złowrogie Lieshe w portalu, był starzec, którego tak dobrze znały, machający im na pożegnanie.

Koniec

Komentarze

Dość naiwna historia, postacie czarno-białe, bez żadnych wątpliwości i odcieni. Odniosłam wrażenie chaosu, trochę zabrakło mi związków przyczynowo-skutkowych.

To bohaterka miała łuski czy futerko? Ja wiem, że bajka, ale i tak dziwnie wygląda takie pomieszanie skór na jednym stworzonku.

Jeśli chodzi o język – przy myślnikach powinny być spacje (z obydwu stron), liczby raczej zapisujemy słownie.

Babska logika rządzi!

Autorka opowiadania ma 13 lat – myślę, że to świetna próba. Naiwność nie jest grzechem w tym wieku.  Dobrze przeczytać czasem sprawny językowo tekst, który choć na chwilę da nam złudzenie, że istnieje wyraźna granica pomiędzy dobrem i złem. 

Dziwność u smoka może, ale nie powinna dziwić – wszak to baśniowe stworzenie. W tym przypadku – plus za oryginalność. 

Mnie się podobało. A rysunki – przepiękne. Gratulacje, dziewczyno!

Finkla – dziękuję bardzo za korektę! I myślniki i liczby poprawione. Sama historia miała być raczej mało skomplikowana, często jak zaczynałam bawić się “szarościami” nie wychodziło to ciekawie.

 

Yennefer – dzięki za ocenę!

 

W trakcie pisania może nie napisałam wyraźnie, że smoczyca ma futerko tylko na grzbiecie? Bo reszta jej ciała to miały być łuski… przepraszam jeśli nie napisałam tego dość wyraźnie.

Wieelkie dzięki za komentarze!

Napisałaś wyraźnie, ale i tak zgrzytnęło. Jeśli stworzonku wyewoluowały łuski, to nie ma sierści ani piór (no, może coś pośredniego między dinozaurami a ptakami miało i łuski, i pierze). To nielogiczne, nieopłacalne (trzeba mieć geny dla dwóch rodzajów skóry). OK, rozumiem, że smoki to bajkowe stworzenia, ale lubię trzymać się logiki, gdziekolwiek tylko jest to możliwe. Takie zwichnięcie. :-)

Babska logika rządzi!

No jasne, historia jest czarno – biała, ale trudno się tego w takim bajkowym tekście czepiać. Opisy są napisane dość prostym językiem, jednak widać, że u Autorki wyobraźnia pracuje całkiem dobrze. Ilustracje bardzo ładne!

Trzynastolatko – na pewno masz potencjał. Jeśli chcesz pisać i uczyć się robić to coraz lepiej – to portal dla Ciebie. :)

Kurcze, już drugi raz popieram z całą mocą Ochę, chociaz uwaga Finkli o logice ważna. Kurcze kurcze, powinien być podział na kategorie wiekowe!

 

Bardzo ładna bajka, talent ilustracyjny, no – wiadomo, wady są, ale w tym wieku taki tekst… Zostań z nami i naucz się pisać! Łatwo nie będzie, ale masz potencjał :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo ciepły tekst. Może i jest w tym odrobina naiwności, ale w Twoim wieku, trudno poczytywać to za błąd. 

Dużo czytaj i pisz dalej, bo mieć taki warsztat w tym wieku, to chyba musi być znak;)

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nowa Fantastyka