- Opowiadanie: KristenS60 - Sima

Sima

“Smok ma twardą łuskę, ale czer­wo­ne ser­ce na wierzchu...” – Krio

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Sima

Mam na imię Fryne. W Simie nikt nigdy nie wierzył w smoki. Uważano je za mityczne chowańce strasznych czarownic i innych złych istot. Jednak dawno temu pierwszy raz udało się komuś w końcu go znaleźć. Na moje nieszczęście byłam to ja.  Kolor miał fioletowy. Był 13 razy większy od naszego największego, mierzącego 17 metrów kościoła, miał szpony wyglądające jak z najgorszego koszmaru, a zębiska długie i krzywe. O ich ostrości nie chciałam się jednak przekonać. Moją uwagę przyciągnęła również ogromna blizna na jego brzuchu. Maczuga na końcu jego ogona była kształtu brylantu, ale w dotyku musiała być bardzo chropowata. Rzecz, a właściwie dwie rzeczy, które zafascynowały mnie najbardziej to jego skrzydła. Były większe niż on sam i miały kolce na brzegach. Ale cały czas wydawał się być jakoś… smutny?

– Mam… tyle pytań… Czemu tu jesteś? Co ci się stało? Czy masz jakieś imię? Jesteś największym stworzeniem, jakie widziałam. Nie będę kłamać, trochę się boję..

– I dobrze.. Nie lubię odpowiadać na ludzkie pytania. Nie lubię ich głosu, ich zapachu, ruchów… Czasem smaku. – to były pierwsze słowa smoka. I szczerze mówiąc, wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta podejrzana końcówka..

– Sm… Smaku? – zapytałam z przerażeniem, oddalając się o metr. 

– Tak. Mogę jednak odpowiedzieć na Twoje pytania, jeśli coś dla mnie zrobisz. – powiedział smok, przybliżając się do mnie.

– Więc słucham.

– Przynieś mi taką jedną rzecz. Nie wiem, jaką ma nazwę. Jest czasem zielona, czasem czerwona, może być mała lub duża, ludzie ją jedzą, łącząc z nią wiele innych rzeczy, ale jest też wielkim przysmakiem smoków. Nie mogę znaleźć ostatnio tej rzeczy, widziałem ją tylko w tej wiosce.

– Chodzi ci o jabłko? – zapytałam zdziwiona. – Jasne, mogę ci je przynieść. To dlatego tu jesteś?

– Tak. Właśnie dlatego. – “głupia dziewczyna” pomyślał smok. “Nawet nie wie, jak bardzo się myli.”

 Gdy odchodziłam od smoka, odwróciłam się i zobaczyłam uśmiech na pysku smoka. Nie był jednak szczęśliwy. Bardziej jakby był chytry. Nie wiem, czy warto ufać temu stworzeniu.. Nie wiem nawet, jak ma na imię.. Gdy szłam w stronę targu, widziałam wielu rzezimieszków, mężczyzn dokuczających kobietom i wiele, wiele innych złych rzeczy. To naprawdę smutne, że moja wioska tak upada. Nie wiem, co się nagle stało, zawsze było dobrze… Doszłam na targ i nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Żeby jabłka sprzedawać za 8 Biskitów. Moje kieszonkowe jest od tego mniejsze. Co prawda, jest mniejsze, od kiedy mój ojciec zginął. Wspaniały człowiek. Zginął z łapy smoka. Był bohaterem, bo wcześniej go zgładził, ale nie spodziewał się, że ten miał jeszcze siłę, żeby ostatni raz podnieść i rzucić łapą. Wszyscy go nadal wspominają. Ciała smoka jednak tam nie było. Ale nie rozklejajmy się już, na to był czas dawno temu. Wracając do smoka, byłam bardzo podekscytowana. Ale również się bałam. Nie chciałam zniknąć, jak mój tata. W przeciwieństwie do niego, o mnie nikt jeszcze nie słyszał. Nie zniosłabym tego. Jednym z moich głównych celów w życiu to bycie zapamiętaną. Jednak, gdy byłam już przy nim, uspokoiłam się. Nie wyglądał, jakby mógł zrobić komukolwiek krzywdę. Może jednak pozory mylą.

– Przyniosłam Ci jabłka. – rzuciłam mu je pod łapy i patrzyłam, jak szybko je wcina. Jego zębiska naprawdę były straszne. Gdy skończył jeść, stanęłam przed nim z założonymi rękami. – Chcę moje odpowiedzi. 

– Moje imię to Asgaroth. Zostało mi nadane przez Starożytnych. Jeśli chodzi ci o tą bliznę… Zrobił mi ją człowiek.. – widziałam smutek w jego ślepiach, gdy mówił. – A po co tu jestem.. Przekonasz się w odpowiednim czasie. Nie nastąpi za późno, nie musisz się niecierpliwić. 

– Możesz mi opowiedzieć o tej bliźnie.. Obiecuję, że nikomu nie powiem, jeśli to dla ciebie takie ważne, Asgarocie. Wydaje mi się, że mogę znać Twoją historię.. – myśl o moim ojcu przeskoczyła mi przed oczami.

– To.. To było.. Dobrze,  opowiem ci wszystko. Nie jesteś pierwszym człowiekiem, który ma ze mną do czynienia. Jednak do nikogo się nie przywiązywałem, bo nigdy nie miałem potrzeby. Jestem smokiem stworzonym do ratowania ludzi, wiesz.. Starszyzna wysyła mnie do takich wiosek jak ta, kiedy wiedzą, że właśnie tam przybędą nasi wrogowie, nazywani Debisami. Jak zawsze, dobro nie może istnieć bez zła, tak samo światłość bez ciemności. Chodzi mi o to, że nie jesteśmy jedynymi smokami tutaj. Wiem, że za niedługo będzie tutaj smok. To smok przynoszący smutek i cierpienie atmosferze i ludziom. – “Może to dlatego teraz jest tu tak ponuro i okropnie”, pomyślałam – Muszę go pokonać, żeby przywrócić temu miejscu jego należyty stan. Dobrze, więc moje pochodzenie już znasz. Teraz ta blizna… Mówiłem, że jestem smokiem stworzonym do ratowania ludzi, prawda? Więc… chciałem kiedyś – jak zwykle – zakraść się do wioski po kilkanaście jabłek. Naprawdę nie chciałem zrobić nic złego. Nie chciałem nikogo skrzywdzić. Ale wtedy jakiś człowiek wyskoczył z mieczem i zranił mnie w brzuch, a ja się wystraszyłem i uderzyłem go.. Patrzyłem tylko jak leży… Nie chciałem jego śmierci, po prostu mnie przestraszył. Gdy wstał, poczułem ulgę i zacząłem odchodzić w swoją stronę.  Byłem jednak odwrócony do człowieka plecami, więc nie miałem jak zauważyć, kiedy rzucił się na moje plecy i zaczął ciąć mnie swoim mieczem jak szalony. Próbowałem go zrzucić, ale nie chciałem zrobić mu krzywdy. Pchałem go łapą z mojego grzbietu, żeby go zrzucić, ale wciąż się bałem. Nigdy nie zabiłem człowieka. Nie chciałem tego zrobić. Jednak smoki mają jedno takie miejsce na ciele, konkretnie na karku, które piekielnie boli, gdy się go dotknie. Zwłaszcza mieczem. Więc, gdy poczułem tam zimną stal, po prostu przewróciłem się na plecy. Po chwili przypomniałem sobie, że przecież miałem człowieka na grzbiecie. Szybko wróciłem do poprzedniej pozycji i cofnąłem się o kilka metrów. Bałem się okropnie. To byłby pierwszy człowiek, który zginąłby z mojej łapy… Czułem się strasznie obciążony wszystkim. Moje ciało wszystkimi ranami i mój umysł myślami. Zebrałem się jednak na odwagę, aby szturchnąć go łapą. Człowiek podniósł się. Pamiętam ulgę, którą wtedy poczułem. Pomyślałem Nie zabiłem nikogo i nie będę musiał. Byłem szczęśliwy. Do czasu. Człowiek wstał i rzucił się z mieczem prosto na moje oczy. Jako, że smoki posiadają o wiele szybszy refleks, niż ludzie, odrzuciłem jedną łapą miecz z jego ręki, a drugą przycisnąłem człowieka do ziemi. Wtedy już jednak wiedziałem, że… że ktoś przeze mnie umarł. Ale ja nie chciałem zrobić nic złego. Odleciałem wtedy i postanowiłem, że nigdy nie zrobię już nikomu krzywdy, nawet jeśli będzie to zagrażało mojemu życiu. To wszystko. – Asgaroth spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i spuścił głowę.

– Więc jednak smoki nie są takie twarde w środku jak na wierzchu, tak? – uśmiechnęłam się w jego stronę i pomyślałam o moim ojcu. Ludzka wersja o tej sytuacji naprawdę różniła się wieloma rzeczami. Myślę, że jakby ludzie wiedzieli, co naprawdę się stało, przestaliby patrzeć na smoki w tak zły sposób. A mój ojciec… On po prostu chciał ochronić wioskę. Też nie wiedział, że smoki mogą cokolwiek czuć. To straszne, co niewiedza i ignorancja może robić z uczuciami i rzeczami, które robimy.

– Wszyscy maja uczucia, ludzka dziewczyno… 

– Fryne. Moje imię to Fryne. Ty podałeś mi swoje, to byłoby niegrzeczne z mojej strony, gdybym nie zdradziła ci swojego. A teraz, kiedy przybliżyliśmy się do siebie, możemy się do siebie odzywać po imieniu. – uśmiechnęłam się. Nie wiem, czy nie drażnię go mówieniem takich rzeczy.

– Jesteś bardzo radosną dziewczyną. Ehh… – wzdychnął Asgaroth – Nigdy nie lubiłem przywiązywać się do ludzi. To mogłoby przynieść same niepotrzebne kłopoty. Jednak jesteś pierwszą osobą, której opowiedziałem moją historię. Myślę, że to może coś znaczyć. Wracając, każdy ma uczucia. Niektórzy po prostu ich nie pokazują. Może po prostu z powodu trudnej przeszłości. Może według nich pokazywanie uczuć jest słabością. Jest czymś, dzięki czemu mogą doświadczyć porażki. Ludzie myślą, że są silni i niezależni, gdy nie okazują uczuć. Znając ich… – Naszą rozmowę przerwał odgłos wybuchu. Gdy się odwróciliśmy, widzieliśmy tylko dym i płomienie. Wydaje mi się, że oboje pomyśleliśmy o tym samym. Debisi. Asgaroth chwilę zastanawiał się, ale w końcu wrzucił mnie na swój grzbiet i poleciał ze mną w tamto miejsce. Mogę poczuć jego traumę, więc wyobrażam sobie, jak musi się czuć, kiedy znów ma człowieka na grzbiecie. Gdy dolecieliśmy, ludzie nie wiedzieli, na którego smoka patrzeć. Nie wiedzieli, że jeden jest dobry i stara się pomóc, a drugi jest wcielonym posłańcem piekła, zionącym śmiercionośnymi płomieniami. 

– Asgaroth! Więc przysłali jednak ciebie. Rada się zastanawiała, ale nie spodziewaliśmy się najsilniejszego smoka Alaiinów. Dobrze cię znów widzieć. Oh, widzę, że masz nowego przyjaciela! Co się stało z tamtym? Czyżbyś przypadkiem coś mu zrobił? – zapytał czerwony smok z szyderczym uśmiechem na pysku.

O Bogowie, co za okropny smok! Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić człowiekowi… Cóż, myślę, że smokom też, to przypominanie im błędów z przeszłości, znajdowanie słabych punktów i wykorzystywanie ich. Czarne charaktery wiedzą, że to najbardziej osłabia przeciwników. Według mnie, złe istoty nie mają ani mocy, ani siły, żeby zrobić cokolwiek. Mogą używać tylko słów, które ranią.  

– Ragnar… – Asgaroth spojrzał na wroga ze smutkiem, ale i również z determinacją w oczach i opuścił ogon, pozwalając mi bezpiecznie zejść na ziemię. – Nie oglądajmy się za siebie. To tylko zasłania naszą przyszłość. – powiedział, po czym uderzył czerwonego smoka Debisów w pysk ogonem. Było widać, że maczugą celował dokładnie między oczy. Ludzie przestraszyli się i pochowali pod dachami stoisk na targowisku. Ragnar tylko przetarł krew i kurz z pyska, otrząsnął się i machnął skrzydłem. Podmuch zniszczył swoją mocą pół wioski, na szczęście zdążyłam się schować. Jednak nie na długo. Poczułam tylko ścisk na brzuchu i zobaczyłam bordowe pazury większe ode mnie, ogarniające moje ciało od stóp po szyję. Spojrzałam do góry i zauważyłam parę, wydobywającą się z pyska smoka. Bardzo się bałam, nie wiedziałam, co robić, ale starałam się nie panikować i odważnie spojrzałam na Asgarotha. To, co zobaczyłam zdziwiło mnie jednak okropnie. Był przerażony. Pierwszy raz nie widziałam zlekceważenia i władzy w jego oczach. Teraz widziałam tylko paraliżujący strach.

– Co się stało, słabeuszu? – Ragnar również zauważył straszne, przeszywające smoka uczucie. Uśmiechnął się z satysfakcją – Boisz się czegoś? – poczułam rozdzierający ból w boku i zobaczyłam strużkę krwi, płynącą w dół i skapującą na ziemię. Asgaroth coraz bardziej się bał. Próbował nie pokazywać tego po sobie, ale strach prawie że z niego wypływał. Jednak byłam w stanie wyłapać pewną zmianę.

– Nie pozwolę, żeby następny człowiek zginął z mojej winy! – fioletowy smok rzucił się na Ragnara, uderzając go jedna łapą w pysk, a drugą, przytrzymując jego łapę, pozwolił mi na uwolnienie się. Zrobiłam to jak najszybciej. Spojrzałam jeszcze w tył na Asgarotha. Strach teraz całkiem zniknął z jego pyska. Widać tam było tylko nienawiść.

– Widzę, że znowu się przywiązujesz. To niedobrze. Wiesz, jak to się kończyło dla twoich przyjaciół. Dobro i uczucia to tylko rzeczy, które osłabiają twoją siłę. – powiedział czerwony smok, próbując sięgnąć po mnie swoim wielkim łapskiem.

– Mylisz się. Dzięki tej osobie mam moc, żeby cię pokonać. Ludzie jednak nie są tacy źli. Uczucia nie muszą być tak odległe smokom. – Asgaroth spojrzał na Ragnara z uśmiechem i uderzył go łbem w pysk, tak, że tamten stracił przytomność. Bardzo się zdziwiłam, myślałam, że smoki są dużo silniejsze. Jednak nie żartował, mówiąc, że Asgaroth jest najsilniejszym smokiem Alaiinów.

– Fryne. Wejdź na mój grzbiet. Nie boję się już. Potrafię nad sobą panować. – powiedział, po czym położył ogon na ziemi, żebym mogła na niego wejść. Jakby teraz się nad tym zastanowić, rzeczywiście był bardzo chropowaty.

– To było świetne. Dziękuję, że mnie uratowałeś. I, że przezwyciężyłeś swój strach. – powiedziałam, przytulając się do jego karku. Byłam świadoma czułego miejsca smoków, ale wydaje się, że zwykłe okazanie czułości, nie działało na nie tak drażniąco. Asgaroth uniósł się w powietrze, wziął do pyska łeb Ragnara i poleciał odłożyć go w bezpieczne, dalekie od wioski miejsce. Gdy zeszłam w końcu z wielkiego, fioletowego smoka, spojrzeliśmy na siebie ze smutkiem w oczach.

– Nadszedł czas rozstania. Przepraszam, że okazałem ci swoje uczucia i uzależniłem od siebie twoje. Teraz będziesz czuć smutek i tęsknotę za mną przez długi czas. Mam tylko jedną prośbę… Nie zapominaj o mnie. – Asgaroth spuścił głowę.

– Przestań, dobrze wiem, że ty też masz uczucia. I, że też będziesz pamiętać o mnie przez jakiś czas. Możesz wpadać kiedy chcesz, wiesz? Ludzie cię poznają, wiedzą, że zrobiłeś dobrze, myślę, że na pewno dostaniesz od nich kilka jabłek, jeśli grzecznie poprosisz. – uśmiechnęłam się płomiennie do mojego nowego przyjaciela. – szczerze mówiąc, zgarnęłam coś dla ciebie, gdy uwolniłeś mnie od Ragnara. – wyciągnęłam z kieszeni kilka jabłek i rzuciłam Asgaroth’owi. Zjadł je wszystkie, po czym powiedział:

– Nie tęsknijmy za sobą za bardzo. Gdy przyjdę po jabłka, na pewno cię odwiedzę. Mam nadzieję, że niczego po drodze nie zniszczę. Żegnaj. – smok ostatni raz uśmiechnął się do mnie i poleciał. Cieszę się, że wytłumaczyła się sytuacja związana z moim ojcem. Że poznałam nowego przyjaciela i nauczyłam go wartości przyjaźni i wsparcia. To był naprawdę wspaniały czas, nie sądzę, że wyrzucę go z pamięci zbyt szybko.

Koniec

Komentarze

Witam na portalu Tyszankę :)

Co do tekstu… Po pierwsze liczby piszemy słowni, nie cyferkami. Po drugie zapis dialogów leży. W kwestiach technicznych, sugeruję sięgnąć do następującego linka. Po trzecie narracja pierwszoosobowa ma swoje wymagania. Fryne nie mogła wiedzieć co pomyślał smok.

 

I wreszcie wybitnie irytujące dla nastolatki zdanie, które zapewne pojawi się jeszcze wielokrotnie pod Twoimi tekstami: masz czas, żeby się nauczyć dobrze pisać. Na razie dużo czytaj i pracuj nad warsztatem. Ćwiczenie czyni mistrza.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Hmmm. Historia, jakich wiele – smok, walka. Odrobinę nietypowe jest to, że dwa smoki walczą między sobą. Trochę się gubię w niuansach; Asgaroth przyjaźnił się z ojcem narratorki czy walczył? Po co smok przenosił dziewczynę dokądkolwiek po walce? Skąd chytrość uśmiechu? Dlaczego nikt nie wierzył w smoki, skoro jeden zabił ojca Fryne? Skąd dziewczyna wie, czego spodziewał się ojciec w ostatnich chwilach życia?

Jeśli chodzi o język, część błędów wytknęła już Emelkali. Dołożę powtórzenia (w całym tekście pełno “był”, ale inne też się zdarzają) i niejasno sformułowane zdania – na początku chwilę zastanawiałam się, czy narratorka była smokiem, czy osobą, która go spotkała.

Babska logika rządzi!

Hm, nie zrozumiałam, dlaczego w Simie nikt nigdy nie wierzył w smoki, a bohaterka wie, że jeden z nich zabił jej ojca.

Z technikaliów – liczebniki zapisujemy słownie, źle zapisujesz dialogi, w pierwszym akapicie kilka razy powtarzasz czasownik “być”.

Skojarzyło mi się to z “Jak wytresować smoka” – smoki i ludzie mogą być przyjaciółmi, tylko muszą się o tym dowiedzieć.

Poćwiczysz warsztat i będzie lepiej. :)

Warsztatowo słabo. Choć jak na 16 lat, to nie jest tak strasznie źle. Przeczytaj podlinkowany wyżej wątek.

No i fabuła trochę zbyt naiwna.

 

Pozdrawiam!

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Fakt, że napisać to można było lepiej, ale nie tyle na stronę techniczną opowiadania zwróciłbym uwagę, co na samą treść. A ta właściwie jest nijaka – nie zaskakuje, nie wzbudza zainteresowania. 

Nic szczególnego, niestety. 

Uch… Treść jest bardzo naiwna, zachowanie protagonistki – nielogiczne. Bliżej temu tekstowi do bajki niż do serioznego opowiadania.

 

Pierwsze literki za tobą. Czas na następne, coraz lepiej pomyślane i zapisane! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka