- Opowiadanie: syf. - Dziewczęta

Dziewczęta

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Dziewczęta

1

Stał przed lustrem i patrzył na krople potu ściekające po umięśnionym brzuchu. Głęboko oddychał, lekko pochylony, potrząsając co jakiś czas rękoma, by poprawić przepływ krwi. Oplecione nabrzmiałymi żyłami bicepsy drżały ze zmęczenia. Ćwiczył przez cały poranek. Dusił podniecenie rodzące się z niezaspokojenia.

Czystość zachowywał dla Niej.

Kobieta w bieli. Kobieta z marzeń. Miała tu być już wieczorem.

Jej wspomnienie, niewyraźne jak pajęczyna w słońcu, odbierało mu trzeźwość myśli. Chciał, by oplotły go bujne blond loki. Pragnął poczuć matowy smak czerwieni ust. Nie mógł zapomnieć o pieprzyku na policzku – uwierającym jak kamyk w bucie, niby drzazga pod paznokciem – zgrzytającym między zwojami wyobraźni.

Czekał na nią od miesiąca.

Słońce wpadało do pokoju przez szpary w popsutych żaluzjach. Żółte wstęgi rozbijały się o obdrapaną ścianę. Drobiny kurzu wirowały w powietrzu.

Mężczyzna umył się w wiadrze z zimną wodą, ubrał i wyszedł.

 

2

Sierpniowy skwar wisiał nad gramolącą się z ruin Warszawą.

Wiejskie baby w sukienkach nosiły gruz na furmankę. Przechodząc obok, mężczyzna poczuł smród spomiędzy ich spoconych nóg, który – zmieszany z odorem konia – wywołał u niego dreszcz obrzydzenia. Kobiety raz po raz schylały się, a on nie mógł odpędzić wizji, w której podchodzi, zadziera im te brudne kiecki, a potem w nie wchodzi raz po raz jak nóż w mięso. A potem rozbija im te łby cegłą.

Ogarnął go paniczny lęk.

Pobiegł.

 

3

– Mietek, a co ty taki zgrzany?

– Uciekałem – skłamał mężczyzna – przed zawodnikami ze Śródmieścia.

Nikt nie dopytywał o szczegóły.

Pan Włodek, Bolo oraz Heniek już czekali na Placu Zbawiciela. Na skwerku przed owiniętym rusztowaniami kościołem ktoś zasiał kolorowe kwiaty. Sprzedawcy ziemniaków i cebuli zdążyli je jednak zadeptać.

– Kogo dzisiaj robimy?

– Takiego jednego, co jest z kacapami za pan brat.

We czterech ruszyli na Powiśle.

W oddali – za rzeką – błyskały reflektory Polski Ludowej. Na drugim brzegu rosły bloki z betonu – małe zapracowane ludziki uwijały się jak mrówki – zaś za nimi piął się ku niebu monstrualny pałac. W odpowiedzi lewobrzeżna Warszawa straszyła zębami zniszczonych kamienic, podkowami artyleryjskich umocnień, zasiekami cmentarzy. Nad odbudowywanym zamkiem powiewały amerykańskie flagi.

 

4

– Facet za czerwone ruble robi zdjęcia punktów wojskowych naszych zachodnich przyjaciół – mruknął pan Włodek, gdy stanęli pod kamienicą. – Mieszka z taką żydowską kurwą, którą wyciągnął z getta. Mietek…

– Co?

– Tylko nie przesadzaj. Trupa nie chcemy.

– Się rozumie. – Chłopak wyszczerzył nadspodziewanie białe zęby.

– Henio, przypilnuj, żeby nikt się nie przypałętał.

Pozostali mężczyźni weszli na klatkę schodową. Bolo przygotował wytrychy. Pan Włodek zaczął pijacką przyśpiewkę, gdy jego podwładny walczył z zamkiem w drzwiach. Mietek patrzył na dziury po kulach w ścianie.

Weszli do środka.

Z pokoju po prawej słychać było miarowe sapanie. Pan Włodek pokiwał głową. Mietek wparował do środka.

Facet zerwał się z kochanki i rzucił w kierunku szafki. Nie zdążył. Dostał cios w skroń. Zarył głową o podłogę. Kobieta zaczęła krzyczeć. Próbowała wygramolić się z łóżka. Bolo chwycił ją, a dłonią zdusił wrzask. Baba wierzgała nogami.

Mietek zgarnął parabelkę szpiega i wyrzucił ją do przedpokoju. Potem zaczął go okładać.

– Starczy! – ryknął po chwili szef, ale nie odważył się podejść. – Starczy, kurwa!

Mietek zaprzestał dopiero wtedy, gdy czaszka ofiary pękła, kopniakiem wbita w nogę szafki.

– Ja pierdolę – mruknął pan Włodek, wychodząc.

Uwagę Mietka przykuł zduszony pisk gołej baby. Próbowała odepchnąć się od ramy łóżka. Wolną ręką drapała po twarzy rozrechotanego Bola.

– Chodź, młody – powiedział prowokacyjnie Bolo. – Zaruchasz sobie.

Mietek stał przez moment jak sparaliżowany. Potem podszedł chwiejnym krokiem do kobiety. Ona zamarła, widząc różowawą breję wypływającą z głowy kochanka. Bolo zerwał z niej prześcieradło.

Chłopak zobaczył owłosione łono. Ziało w jego kierunku nabrzmiałą oślizgłą czerwienią. Przypomniał sobie żółć tłuszczu i biel martwych oczu. Nagle wziął zamach i z całej siły kopnął kobietę w krocze.

Potem uciekł z mieszkania.

 

5

Pan Włodek trzepnął go przez głowę, gdy zatrzymali się w zaułku kawałek dalej.

– Mówiłem, że nie chcę trupa. – Zasapał się. – Znowu, kurwa, trzeba będzie się tłumaczyć wydziałowi wewnętrznemu.

W gruncie rzeczy jednak wszyscy trzej – i on, i Bolo oraz Heniek – byli zadowoleni z bezgranicznej bezwzględności Mietka. Robił wszystko, co najgorsze – czym nawet ich skarlałe sumienia z czasem już się brzydziły. Tylko na baby dziwnie reagował.

– Masz – powiedział pan Włodek, wyciągając z kieszeni kopertę. – Wypłata za akcję.

– W dolarach?

– Jak chciałeś.

– Dzięki – odparł Mietek i poszedł w swoją stronę.

 

6

Był kiedyś z dziewczyną – przypomniał sobie, przechodząc obok starej nekropolii. Namówili go koledzy. Potem załatwili chętną pannę.

Poszedł z nią na cmentarz. Rozłożyli na płycie nagrobnej koc. Była noc – mieli ze sobą świeczkę w słoiku. Dookoła walały się kości. Nieostrożny krok mógł oznaczać kopnięcie czaszki, która potem turlała się z głuchym łoskotem.

Dziewczyna zrzuciła sukienkę i położyła jego rękę na swojej piersi. Potem wsunęła mu dłoń do spodni. Nic się nie stało. On odczuł niepokój, zamieniający się w gniew.

Ona pociągnęła go kilka razy za kutasa, a potem zaczęła się śmiać.

Zdzielił ją w twarz. Przewróciła się na bok i straciła przytomność. Z rozbitego łuku brwiowego popłynęła krew.

Doznał erekcji. Wyciągnął z kieszeni scyzoryk, myśląc o tym, co z nią zrobi. Wtedy wybuchnął. Chciał jeszcze. Obrócił ją na plecy. Jakieś kości poturlały się w dół skarpy. Migotało światełko świeczki. Chciał znów…

Nagle przypomniał sobie matkę.

Uciekł jak pies, któremu podpalili ogon.

 

7

Nad miastem zapadł wieczór.

Mietek przechadzał się Marszałkowską. W miejsce zniszczonych kamienic wyrosły sklepy, kasyna i kluby nocne, w których zabawiali się amerykańscy żołnierze na przepustkach. Przez ciżbę cwaniaczków, pijaków, niewyżytych szeregowców i alfonsów z rykiem klaksonów przepychały się luksusowe samochody. W zaułkach, z morderczym błyskiem w oku, czaili się dawni bojownicy.

Pod kolorowymi neonami wystawały młode dziwki. W ich oczach widział to samo, co w swoich, gdy rano patrzył w popękane lustro. To samo coś zresztą kryło się w oczach tej żydówy. Ziemia, która pozostaje po wypalonym ognisku. Pogorzelisko.

Zresztą – już niedługo miała do niego dotrzeć Ona. Dama w bieli. Dama zza oceanu. Miał ją sprowadzić amerykański żandarm. Chłopak zarobił już potrzebne dolary. Teraz wystarczyło poczekać.

Na ulicy tymczasem, w fioletowym poblasku, mignęła mu twarz. Kanciasta twarz szalonego diabła.

 

8

Gdzieś w oddali trajkotał karabin maszynowy. Słychać było nawoływania Niemców. Kroki na korytarzu były coraz bliżej. Matka upchnęła go do szafy, przykryła jakimiś ubraniami. Potem usiadła na krzesełku. Z jękiem rozwarły się drzwi.

Chłopiec miał świadomość, czego chce Niemiec. Wiedział, że szuka tego, co panie mają między nogami. Co również musiała mieć mama. Prosił, żeby schowała się razem z nim, ale powiedziała, że wtedy na pewno znajdą ich oboje. Kazała mu siedzieć cicho, nieważne co by się działo.

Niemiec zarechotał jak żaba. A potem zrobiła się kotłowanina. Mama płakała.

Chłopiec bardzo chciał jej pomóc. Wyjrzał przez dziurę w drzwiach szafy. Niemiec wpychał mamie coś między nogi, dźgając jednocześnie nożem. Bryzgała krew. Malec zamknął oczy i zasłonił uszy dłońmi.

Po jakimś czasie wszystko ucichło.

Chłopiec wyszedł na zewnątrz. Kobieta leżała, prawie naga, bez ruchu.

Widział ten otwór między nogami matki, który sprowadził na nich nieszczęście. Czarną czeluść, w której Niemiec chciał utopić swoje szaleństwo. Owłosioną bramę piekła. Bał się, a jego strach spotęgowany był bezgraniczną bezsilnością. Zawładnął nim paraliżujący lęk, gdy poczuł uwieranie w spodenkach. Nie chciał być Niemcem.

Kroczek za kroczkiem poszedł w kierunku drzwi. Widział girlandy wnętrzności wypływające z rozprutego brzucha. Żółć podskórnego tłuszczu. Czerwoną plamę w miejscu oberżniętej piersi.

W jego stronę błyszczały zaszklone białka oczu.

 

9

– Co wy, Polacy, byście bez nas zrobili. – Żandarm zaśmiał się. – Musicie importować nawet amerykańskie dziewczynki. Wasze kobiety są brudne, bo nie upilnowaliście ich. A teraz się ich brzydzicie.

Mietek nic nie mówił, sączył piwo.

– Byłem niedawno w Krakowie. – Wojskowy zapalił papierosa. – Wasza stolica to straszna dziura. Brud, smród i tłoczno. Wszędzie wala się gówno.

– Wiem – odparł Mietek.

– Może kiedyś damy wam pieniądze, to sobie tu na gruzach zbudujecie porządne miasto. Na razie trzeba złożyć więcej bomb atomowych, na wypadek gdyby komuszki chciały znów wyruchać wasz biedny kraik…

– Gdzie ona jest? – Mietek przerwał wywód.

– Ona? – Po chwili dodał z uśmiechem: – No tak. W samochodzie.

– Masz tu pieniądze i chodźmy.

 

10

Marylin spoglądała maślanym wzrokiem, uśmiechając się truskawkowymi ustami i błyszcząc perlistymi zębami. Podmuch podwiewał jej sukienkę, odsłaniając zgrabne nogi. Kobieta z udawaną skromnością trzymała ręką materiał, by nie ukazać zbyt wiele.

Raz po raz na zdjęcie spadały gęste krople spermy, degradując papier. Mietek patrzył z ubóstwieniem na kremową twarz, odkształcającą się pod wpływem wilgoci. Na rozmazującą się czerwoną farbę ust. Zaczął jeszcze raz. Gdy był już blisko, podpalił zdjęcie. Skończył wprost w płomienie pożerające jej oczy.

Koniec

Komentarze

Tak już bywa, że traumatyczne przeżycia rodzą w nas demony, z którymi ciężko walczyć, a tak łatwo im ulec.

Interesujący tekst, choć trochę… nie dla mnie przeznaczony;)

Sama idea, puenta pomysłu bardzo dobra, ale temat przez jaki została przekazana jest dla mnie zbyt… osobliwy;)

 

Tekst oceniam na 7.

Bo napewno na to zasługuje.

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Mocny tekst, niepokojący. Choć trochę za wulgarny jak dla mnie, ale rozumiem, że taki był zamysł. Przed przeszłością nie da się uciec, a każde silne przeżycie pozostawia trwały ślad w psychice. Ciekawe opowiadanie, nie pozostawiające czytelnika obojętnym. Tekst oceniam na 7.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Owłosiona pochwa? To niezły ewenement :P Oj, nie uważało się na biologii. To, co jest owłosione to srom i wzgórek łonowy. W pochwie włosy nie rosną.

Tekst jest dość hmm… obrzydliwy i brudny – ale to chyba komplement, bo wygląda, że taki miał być. Na pewno mocny i obrazowy. Nie podejmuję się ocenić, bo obiektywnie jest niezły ale nie wstrzelił się w mój prywatny gust/nastrój.

Dzięki za komentarze. 

 

Owłosiona pochwa? To niezły ewenement :P

E tam ; ) zaraz poprawię.

 

 

nie wstrzelił się w mój prywatny gust/nastrój.

Przy kolejnej okazji może będzie lepiej ; )

I po co to było?

Ciekawa, niepokojąca historia, w której przeplatają się różne odmiany strachu, lęku, kompleksów. Wydaje się, że – wbrew pozorom – nie ma tu jednej, „jedynie słusznej” interpretacji. I dobrze – tekst jest otwarty a jednocześnie „sprytnie zaczarowany”, na tyle sprytnie, że można z tego czarnego, literackiego melonika wyciągnąć kilka królików na raz. Wojna, Warszawa, alternatywne historie, brud, seks, przeszłość, wypierane emocje, podświadome kompleksy, lęki niszczące życie. Dużym plusem jest umieszczenie całej historii w swojskim otoczeniu Warszawy. Udało Ci się, Autorze, wyjść poza ciasnawe ramy tematyczne tego portalu – a to już jest COŚ. Tekst oceniam na 7.

...always look on the bright side of life ; )

Miło mi ; )

I po co to było?

Porządny tekst!

ta sygnaturka uległa uszkodzeniu - dzwoń na infolinie!

To jest jedno z Twoich koszmarniejszych opowiadań. 

Tekst oceniam na 8.

To jest jedno z Twoich koszmarniejszych opowiadań. 

 

Miło mi podwójnie ; )

I po co to było?

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Syf.ie, żadne z dotychczas przeczytanych opowiadań o fobiach nie poruszyło mnie tak jak Twoje. Po utrzymanych w raczej lekkiej formie opowieściach o różnych lękach, nie spodziewałam się ciosu miedzy oczy.

Cieszę się, że opowiadanie jest w Bibliotece, przykro mi, że nie zdążyłam przyłożyć do tego ręki.

 

Tekst oceniam na 8.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

nie spodziewałam się ciosu miedzy oczy.

 

Ha!

I po co to było?

Może powielę opinię – tekst mocny, nawet bardzo.

Przeczytałem go do końca z poczuciem wręcz masochistycznej satysfakcji. Jak przystało na dobrą literaturę – zostanie w pamięci na jakiś czas. Niby o to chodzi. Ale w tym przypadku szczerze żałuję. Zupełnie nie moja estetyka.

Za warsztat chylę za to czoła. Pełne zobrazowanie otoczenia i nastroju. Mimo, że bardzo się broniłem, wdarłem się w umysł bohatera, a może przeciwnie, on wdarł się w mój. Był to, powiem szczerze, gwałt i jeszcze jedna zbrodnia Pana Mietka.

Im dłużej przebywał imć Mietek w mojej głowie, tym bardziej zdałem sobie sprawę, że jego schorzenie to nie fobia. Jego problem nie powodował lęku, nie paraliżował układu nerwowego. To co czuł bohater to czysta nienawiść. Uczucie to wylewało się z niego na każdym kroku w postaci niewysłowionej agresji i jak widać w finale, nie tylko.

A propos, o ile pamiętam w opowiadaniu powinien się pojawić element fantastyki. Mimo szczerych chęci nie znalazłem. Osadzenie opowiadania w powojennej Warszawie super. Ale jeśli to ma być na konkurs, to chyba lepiej, jakby to wszystko działo się na Marsie. A tak, pełen realizm. Jestem przekonany, że opowiedziana historia mogła się wydarzyć. W tamtych czasach, a nawet we współczesnych. Dobra opowieść o tragedii człowieka i jego otoczenia. Diagnoza schorzenia, które jako jednostka chorobowa, raczej do fobii się nie zalicza. Ale i tak gratuluję. Ja bym czegoś takiego nie potrafił napisać.

empatia

No dobra, miałem od razu komentować, ale postanowiłem poczekać na reakcje innych. Teraz już mogę.

Lektura tego tekstu jest jak kopniak w krocze wrażliwości czytelnika. Turpizm w świetnym wydaniu, wszędobylska obrzydliwość jest uzasadniona fabularnie, a brutalność głównego bohatera – emocjonalnie. Wszystko to osadzone w przekonującej wersji alternatywnej historii.

Obrzydliwa perła.

Przeczytałem wczoraj (jako beta-czytacz), a dziś łapię się na tym, że myślę o tekście. Jutro pewnie będzie podobnie. Dlatego też:

Tekst oceniam na 9,

i idę nominować, bo zmieszczenie tylu emocji w niecałych 10k znaków jest sztuką; wartą doceniania.

Sorry, taki mamy klimat.

Hmmm. Wszystko jest tak bardzo nie moje, że czytałam ze skrzywieniem na twarzy. Ale napisane dobrze. Podobnie jak Empatia, mam problem z dostrzeżeniem fantastyki. Ale może jest w Amerykanach broniących atomówkami polskiego sojusznika. Albo w dacie powstania słynnego zdjęcia. Nie wiem, nie znam się.

Tekst oc… A nie, chyba nie powinnam oceniać czegoś, co tak bardzo nie trafia w mój gust.

Babska logika rządzi!

Przeczytałem z przykrością. Nie wiem czemu ma służyć takie nagromadzenie brutalności i sadyzmu w takiej niewielkiej objętości. Tekst nie dla mnie – nie trawię takich opowiadań. Niektóre metafory udane. Nie oceniam tego tekstu w punktacji liczbowej,bo epatowanie okrucieństwem dla okrucieństwamnie brzydzi. Mogę sobie przypomnieć powieść pt. “Czerwony smok”, ale tam sadyzm był dobrze uzasadniony psychologicznie.

Ambicją autora, moim zdaniem, powinno być zainteresować czytelnika ciekawą fabułą, a nie epatować gołym okrucieństwem. Podsumowując – opowiadanie absolutnie mi się nie podoba. Pozdrawiam..

Cóż, miałam jak Finkla.

I, jak Finkla, nie podejmuję się oceniać. Zdecydowanie wolę w Twoim wykonaniu łagodniejsze teksty. Bo pisać, to Ty, syf.ie, potrafisz na pewno.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Zdecydowanie nie moje klimaty, więc ja też nie podejmę się oceny. Szczerze mówiąc, turpizm zawsze wydawał mi się pretensjonalny. Wolę tęczowe jednorożce. ;)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Syf, to generalnie jest bardzo dobre, tyle że dla mnie – za mocne. I chociaż nie przepadam za hiperrealizmem w podobnej formule, to jednak podziwiam Twój kunszt i doceniam sprawność pióra.

 

Tekst oceniam na 8.  

 

Przeczytałem. Komentarz po zakończeniu konkursu.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Na pewno nie przeczytam tego opowiadania jeszcze raz – gwałt na duszy. Z drugiej strony, jak pisałam w czasie betowania – żal mi się zrobiło bohatera, bo jest potworem z krwi i kości, widzi rzeczywistość jedynie przez pryzmat traumy, jego codzienność jest straszna, obrzydliwa i brudna – pogorzelisko. Dziwią mnie zarzuty o braku fantastyki: w Warszawie pałac po prawej stronie Wisły, stolica w Krakowie – helloł?

Tekst oceniam na 8 (z odrazą, ale jednak).

ryszardzie, finklo, emelkali

 

cóż, bywa ; )

Czasem człowiek podłapie pomysł, który w zasadzie automatycznie rozwija się w pewną – przynajmniej subiektywnie z perspektywy autora – całość. No a dwa dni później ma się skończony tekst. Dodam, że zdaję sobie sprawę, że można by dodać kontrastowe normalne sceny – no ale limit znaków. 

Zdaję sobie również sprawę, że tekst nie przypadnie każdemu do gustu – ale tak po prostu wyszło. Mimo to dzięki za komentarze. 

 

empatio

miło mi, że wciągnęło. Mnie się wydaje, że u podstaw zachowania bohatera mimo wszystko leżał głęboki strach, na który z czasem zasadniczym remedium stała się agresja. Element alternatywno-fantastyczny gdzieś tam się czai ; )

 

dzięki za pozostałe komentarze; a betującym jeszcze raz brawa za pomoc ; )

I po co to było?

Są teksty, które na początku wydają się mnie nie interesować. Myślę sobie wtedy “nie, to mnie nie zainteresuje”. Z czasem jednak zaczynam się wciągać, aż w końcu ciężko się oderwać. Tak właśnie było z tym opowiadaniem. Ciekawiło mnie do czego dążysz i co chcesz przekazać. Jest to mimo wszystko dla mnie trochę za mocne i zbyt… obrzydliwe momentami (jak widać nie jestem w tym przypadku odosobniony). Fajnie, że pozostawiłeś dużą dowolność na interpretację całości. Jest tu coś niepokojącego, mrocznego co mnie zaciekawiło.

Tekst oceniam na 8.

Mnie także się nie podobało. Za mocne i zbyt obrzydliwe jak dla mnie. Żałuję, że przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Doceniam sprawność warsztatową, ale jak dla mnie za mocne – ilość brutalności i obrzydlistwa w stosunki do fabuły i długości tekstu zbyt wysoka.

Mocne! Imo, brutalność, jakże obrazowo tu opisana, znajduje uzasadnienie zarówno w przedstawionej fabule, jak i w warstwie psychologicznej tekstu, i nie zaszufladkowałbym go jako "utwór ukazujący przemocy dla samego ukazania przemocy". Jak chyba każdy, nie lubię przesady, tu jednak jej nie znajduję. Niestety, nie znajduję również fantastyki, która stanowiła jeden z wymogów konkursowych (historia alternatywna to, imo, jednak trochę za mało; jako element utworu fantastycznego, owszem, ale sama tylko historia alternatywna jest dla mnie dokładnie tym, czy jest – historią alternatywną. Poza tym główną oś fabuły stanowi psychoza bohatera, a tło historyczne jest tu wyłącznie ozdobnikiem). Poza konkursem:

Tekst oceniam na 9.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Jedyny uczciwy komentarz dla samego pomysłu, brzmiałby chyba tak: Oficjalnie zaczynam się Ciebie bać, Syf.ie.

“Dziewczęta” jest tym, czego naprawdę brakowało w tym konkursie. Tak jak wielu potraktowało temat-matkę po macoszemu, tak Ty przesadziłeś w drugą stronę; przypadek Mietka to już nie fobia, tylko psychoza.

Mocne, brutalne, odrażające, chore – po prostu świetne! W każdym razie patrząc na ten tekst przez pryzmat konkursu, bo osobiście mam nadzieję, że nie wryje mi się w pamięć. Choć, z drugiej strony, nie mogę też powiedzieć żeby to mną wstrząsnęło czy odrzuciło.

 

Wykonanie to temat osobny, acz również wart uwagi. Tyle, że chyba nie ma sensu się nad tym rozwodzić. Że piszesz świetnie, masz naprawdę wyrazisty styl i potrafisz tworzyć niesamowite klimaty w każdym opowiadaniu (szczególnie* te ciężkie i mroczne wychodzą Ci rewelacyjnie) – wiadomo. “Dziewczęta” nie są tu wyjątkiem (I znowu: “to jest mocne, brutalne, odrażające, chore…”). Warsztat też zasadniczo nie pozostawia nic do życzenia.

Naprawdę, nie ma się do czego doczepić, bo i historia alternatywna, ukazująca nam świat, który przecież nie istnieje, jak najbardziej mieści się w moim pojmowaniu terminu “fantastyka”.

 

Tekst oceniam na 9.

 

Peace!

 

* – Chyba, bo nie czytałem wszystkich Twoich tekstów i na dobrą sprawę nie wiem, jak wypadasz w konfrontacji z czymś lżejszym.

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Fobia – jest.

Fantastyka – jak dla mnie trochę za mało zarysowana, ale jakaś alternatywna rzeczywistość jest.

 

Uwagi ogólne: bardzo sprawnie napisany tekst, brutalny, dosadny, szarpiący za nerwy. Ale dzięki temu oryginalny i wyróżniający się na tle innych. I bardzo podobało mi się, że ukazałeś genezę mietkowej fobii, zwłaszcza biorąc pod uwagę narzucony przeze mnie jakże restrykcyjny limit znaków. Dobra robota :)

 

Tekst oceniam na 8.

No, dużo tu brutalności i w ogóle jakoś tak czarno. Tekst wywołał we mnie emocje, których pozytywnymi nie nazwę, ale wywołał je w naprawdę dużej dawce. Bardzo dobry tekst, do którego nie chcę wracać, mimo że jest świetny. Mój faworyt. 8/10

Mee!

Miło mi, szanowni żurorzy. Dzięki za komentarze!

I po co to było?

Specyficzny tekst; kolorytu nadaje mu Twój styl, oszczędny dobór słów. Opowiadanie bazuje na przytoczonych okropnościach, które jednak moim zdaniem są uzasadnione.

Na chwilę obecną nie wiem jeszcze jaki będzie mój głos, dlatego póki co nie wystawiam oceny. Muszę to przetrawić.  

EDIT: Tekst oceniam na 7. 

Tekst z pewnością w stylu Syf.a. Czy to dobrze, czy to źle, tudzież czy ktoś ten styl lubi, czy nieszczególnie, to odrębna kwestia. Niewątpliwie stworzyłeś już dla siebie pewną markę, Syf.ie…

Ale dla mnie za dużo tu paranoi, mroku i obłędu, jednak. Nie jestem targetem – znowu ; )

Myślę, że obiektywnie tek tekst niewątpliwie jest dobry. Potrafię spojrzeć nieco z boku, by dostrzec to, co innym się podoba. Ale mnie akurat się nie podoba ; )

 

I w sumie – jeśli chodzi o założenia konkursu – nie czuję tu stricte strachu. Szaleństwo – tak. Ale strach – nie.

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie widzę w opowiadaniu fobii, lecz następstwa traumy z dzieciństwa. Ale mniejsza z ocenami zgodności z założeniami konkursowymi. Historia alternatywna, prawdopodobna w dość znacznym stopniu, skutki konfliktu, skutki że tak nazwę technopolityczne oraz czysto ludzkie, osobiste – plus ta syf.owa estetyka… Nie lubię turpizmu, ale jest coś w tekstach Kolegi, że czytam i nie krzywię się… Celność psychologiczna? Przynajmniej w tym przypadku? Być może. Tak czy owak – popieram nominację.

To jest właśnie ten moment, gdy zaczynam bębnić palcami w stół i zastanawiam się, co właściwie myślę o przeczytanym przed chwilą tekście. Nie czuję się obrzydzony, ale też – mówiąc szczerze – zdążyłem już przywyknąć do różnych aspektów twojej twórczości. Czy czuję się zaciekawiony? Chyba tak. Historia niewątpliwie daje do myślenia, a i nie gardzi logiką, co należy uznać za zasadniczy plus.

Opowiadanie oceniam na 7.

Czy śródmieście w wyrażeniu “zawodnicy ze śródmieścia" powinno być z małej litery czy dużej? Niby nazwy dzielnic są z dużej, ale już zwątpiłem.

 

Niektóre porównania wyraziste i dobre:

Np. “skarlałe sumienia”, “pies, któremu podpalili ogon” “ziemia, która pozostaje po wypalonym ognisku”. Uważam, że dobrze wyraziłeś mieszankę silnych uczuć głównego bohatera wystawionego na widok kobiecych części intymnych.

 

Nie trafia do mnie wyrażenie:

“degradować papier“

w kontekście ejakulacji. Dałbym w tamtym zdaniu odkształcającą a w następnym zapadającą, albo jakąkolwiek inną kombinację, ale bez degradacji. Może to tylko moje wrażenie.

 

Niektórzy zarzucili nadmiar przemocy itp. Osobiście uważam, że mamy dość przemocy i okrucieństwa w XXI-wiecznej kulturze. Czasem powinno się na nią znaleźć miejsce w utworze, czasem nie. Mogę się tylko ograniczyć do stwierdzenia, że w scenie z mamą głównego bohatera obrzynanie piersi wydaje mi się zbędne – stworzyło klimat makabrycznej groteski, który przyćmiewał strach i uczucia głównego bohatera. W pozostałych scenach okrucieństwo wydaje się bardziej na miejscu, o ile można tak powiedzieć. Zdałem sobie już sprawę, autorze, że twoje opowiadania są dość “ponure”. Jeśli dobrze pamiętam z lekcji historii/polskiego, w starożytnym greckim teatrze nie pokazywano scen śmierci. Mimo tego, nie brak tam tragizmu i ponurego nastroju. Czasem bezpośredniość wywołuje słabsze wrażenie niż niedomówienie. Ale nie będę się wymądrzał ;).  

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

witam – dzięki za komentarz.

 

Z tym Śródmieściem to chyba masz rację ; )

 

Co do brutalności – tu limit znaków miał decydujące znaczenie. Wydaje mi się, że trudno by było oddać za pomocą niedopowiedzeń historię naszego bohatera w tekście na 10.000 znaków, dlatego też postawiłem na totalną obrazowość. Jak nie wytrychem, to taranem ; P No, a wyszło, jak wyszło. 

I po co to było?

Nowa Fantastyka