- Opowiadanie: Diriad - Chłód

Chłód

Mam nadzieję, że długość przynajmniej części z Was nie odstraszy. Porozdziałowane, nie musi być na raz.

Dla niechcących czytać z komputera przygotowałem dania na wynos: PDFMOBIEPUB.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

regulatorzy, PsychoFish, kam_mod

Oceny

Chłód

001

 

Za­mieć śnież­na na An­tark­ty­dzie po­tra­fi na­uczyć sza­cun­ku do matki na­tu­ry; szcze­gól­nie w marcu, kiedy zbli­ża się noc po­lar­na i do lo­do­wych pust­ko­wi do­cie­ra coraz mniej świa­tła. Przy cał­ko­wi­tym za­chmu­rze­niu nawet w po­łu­dnie wszyst­ko widać było jak przez ciem­ne oku­la­ry, a Ju­dith je­cha­ła już dobre kilka go­dzin. Reszt­ki dnia opusz­cza­ły nie­go­ścin­ne te­re­ny i ucie­ka­ły na bez­piecz­ną pół­noc. Ju­dith tak nie mogła.

Lep­sza wi­docz­ność nie­wąt­pli­wie uła­twi­ła­by po­dróż, ale też nie była Ju­dith nie­zbęd­na. Kra­jo­braz bez­kre­snych lo­do­wych ste­pów za­pie­rał dech w pier­siach – nie tylko za pierw­szym razem; każde spoj­rze­nie na ho­ry­zont nawet po la­tach do­star­cza­ło rów­nie nie­wia­ry­god­nych wra­żeń – lecz Ju­dith nie miała za za­da­nie po­dzi­wiać wi­do­ków. W tym mo­men­cie in­te­re­so­wa­ły ją dwie mi­ga­ją­ce krop­ki na wy­świe­tla­czu GPS-a – ona sama i zbli­ża­ją­ca się po­wo­li sta­cja ba­daw­cza. Do­pó­ki na­wi­ga­cja dzia­ła­ła jak trze­ba, a Lotus dawał radę śli­zgać się po lą­do­lo­dzie, chmu­ry krysz­tał­ków lodu bom­bar­du­ją­cych szybę po­jaz­du miały zna­cze­nie dru­go­rzęd­ne.

A jed­nak Ju­dith ode­tchnę­ła głę­bo­ko, gdy w za­się­gu wzro­ku – le­d­wie kil­ka­dzie­siąt me­trów przed nią – po­ja­wi­ły się mury sta­cji. Noc na dobre opa­no­wa­ła już osiem­dzie­sią­ty trze­ci rów­no­leż­nik, a re­flek­to­ry śnież­ne­go śli­zga­cza po­ma­ga­ły w spo­sób nie­wie­le wię­cej niż sym­bo­licz­ny.

Lampa nad wej­ściem roz­bły­sła ostrym świa­tłem, kiedy Ju­dith wy­sia­dła i zna­la­zła się w za­się­gu ter­mo­ko­mór­ki. Przy­ło­ży­ła kartę do czyt­ni­ka na ścia­nie, a skrzy­dła bramy roz­chy­li­ły się do we­wnątrz. Ko­lej­ny durny pro­to­kół bez­pie­czeń­stwa wy­ma­ga­ny przez mię­dzy­na­ro­do­we kon­wen­cje spi­sa­ne pięt­na­ście ty­się­cy ki­lo­me­trów stąd, w dwu­dzie­stu trzech stop­niach Cel­sju­sza. Tak jakby na bie­gun mógł się przy­pa­łę­tać ktoś nie­po­wo­ła­ny. A gdyby nawet, to jak dla Ju­dith zo­sta­wie­nie go na pa­stwę An­tark­ty­dy by­ło­by nie­ludz­kie.

Wsko­czy­ła do ka­bi­ny Lo­tu­sa, pod­krę­ci­ła ob­ro­ty śmi­gła i scho­wa­ła po­jazd w prze­past­nym han­ga­rze, teraz nie­mal pu­stym. Poza śli­zga­czem sta­cjo­no­wa­ły tam tylko dwa sku­te­ry śnież­ne, nie ru­sza­ne pra­wie od roku. Ju­dith rzad­ko z nich ko­rzy­sta­ła, a nie li­cząc spo­ra­dycz­nych przy­jaz­dów tech­ni­ków i nie­któ­rych na­ukow­ców, tylko ona od­po­wie­dzial­na była za kon­takt ze sta­cją.

Wy­cią­gnę­ła z po­jaz­du ple­cak i za­rzu­ci­ła go na jedno ramię. Ru­szy­ła w stro­nę cięż­kich drzwi pro­wa­dzą­cych do wła­ści­wej czę­ści sta­cji. Gdy je otwo­rzy­ła, on już na nią cze­kał.

– Cześć, Au­giasz, tę­sk­ni­łeś?

– Witaj w Hoth, Ju­dith. Miło cię wi­dzieć.

– No ja myślę. – Uśmiech­nę­ła się. Za­wsze do­ce­nia­ła, że twór­cy po­sta­ra­li się i za­pro­gra­mo­wa­li AI tak, by pro­wa­dzi­ło uprzej­mą roz­mo­wę, a nie tylko od­po­wia­da­ło su­chy­mi ko­mu­ni­ka­ta­mi.

Robot zwi­sał z su­fi­tu jak nie­to­perz. Białe ramię skła­da­ło się z trzech seg­men­tów. Naj­więk­szy z nich był w przy­bli­że­niu kulą o półme­tro­wej śred­ni­cy, z niej zaś wy­ra­stał pro­sto­pa­dło­ścien­ny moduł wy­po­sa­żo­ny w ka­me­rę i gło­śnik, o któ­rym naj­wy­god­niej było my­śleć jako twa­rzy. Je­dy­ne oko obiek­ty­wu znaj­do­wa­ło się na równi z nosem Ju­dith.

Prze­sło­ny prze­krę­ci­ły się za szkłem, do­bie­ra­jąc ostrość.

– We­dług moich da­nych po­win­naś tu być sto trzy­dzie­ści trzy go­dzi­ny temu. Mam na­dzie­ję, że nic się nie stało? – Dziw­nie brzmia­ły te słowa wy­po­wie­dzia­ne bez­na­mięt­nym, elek­tro­nicz­nym gło­sem.

– Po­go­da. W ta­kich za­mie­ciach nie mogły star­to­wać he­li­kop­te­ry, a cią­gle do­sta­wa­li­śmy in­for­ma­cje, że już-już ma się roz­po­go­dzić. Ko­niec koń­ców al­go­ryt­my me­te­oro­lo­gicz­ne jak za­wsze oka­za­ły się bez­na­dziej­nie nie­sku­tecz­ne, więc ktoś po­stu­kał się w czoło i dał mi zie­lo­ne świa­tło, żebym sama za­bra­ła się Lo­tu­sem.

Seg­ment z ka­me­rą po­ki­wał ze zro­zu­mie­niem.

– Tak czy siak – kon­ty­nu­owa­ła Ju­dith – przez całe to spóź­nie­nie mam tutaj tylko czte­ry dni. I to li­cząc dziś, a po dzie­się­ciu go­dzi­nach jazdy do ni­cze­go się nie na­da­ję. Jutro rano za­czy­na­my ob­chód. Masz dla mnie jakiś pokój?

– Oczy­wi­ście. Po­zwól, że cię za­pro­wa­dzę.

Au­giasz ob­ró­cił się o sto osiem­dzie­siąt stop­ni na po­łą­cze­niu mię­dzy mo­du­ła­mi i ru­szył ko­ry­ta­rzem po wmon­to­wa­nej w sufit szy­nie. Ju­dith zdję­ła czap­kę oraz cie­płą kurt­kę, zo­sta­jąc w nie­zbyt gru­bym po­ma­rań­czo­wym swe­trze. W sta­cji pa­no­wa­ła przy­jem­na tem­pe­ra­tu­ra po­ko­jo­wa, oczy­wi­ście poza sek­to­ra­mi tych pro­jek­tów ba­daw­czych, które re­ali­zo­wa­no na An­tark­ty­dzie mię­dzy in­ny­mi ze wzglę­du na tem­pe­ra­tu­rę.

Ju­dith zwią­za­ła dłu­gie kasz­ta­no­we włosy i, po­dą­ża­jąc za Au­gia­szem, we­szła po­ziom wyżej, do kwa­ter na­ukow­ców. Robot umie­ścił ją w po­ko­ju 101, tym samym, w któ­rym no­co­wa­ła parę mie­się­cy wcze­śniej, kiedy ostat­ni raz przy­je­cha­ła na kon­tro­lę. Z pew­nym wsty­dem za­uwa­ży­ła na ścia­nie bor­do­wą rysę po bli­skim spo­tka­niu z jej lap­to­pem. Po­czu­ła się wtedy, jakby ni­niej­szym przy­pie­czę­to­wa­ła swój zwią­zek z Hoth. Cząst­ka jej wła­sne­go kom­pu­te­ra już na za­wsze zo­sta­nie tu na ścia­nie, a cząst­ka sta­cji – tuż obok ekra­nu, w który wle­pia­ła oczy zde­cy­do­wa­nie czę­ściej, niżby miała ocho­tę.

– Do­bra­noc, Ju­dith.

 

***

 

Kto­kol­wiek wy­my­ślał nazwy sta­cji oraz kie­ru­ją­cej nią sztucz­nej in­te­li­gen­cji, można o nim po­wie­dzieć dwie rze­czy: po pierw­sze miał spe­cy­ficz­ne po­czu­cie hu­mo­ru; po dru­gie – nie bra­ko­wa­ło mu siły prze­bi­cia. O ile jesz­cze „Hoth” po­cho­dzą­ce ze sta­re­go filmu scien­ce fic­tion mie­ści­ło się w nor­mie, to „Au­giasz”… Ju­dith za­trud­nio­no w Cen­trum An­tark­tycz­nym do­pie­ro póź­niej, ale hi­sto­ria ta na­le­ża­ła do tre­ści, które nowi człon­ko­wie ze­spo­łu po­zna­wa­li na­tych­miast, zwy­kle na pierw­szej prze­rwie na kawę.

Żeby udało się prze­for­so­wać „Au­gia­sza”, trze­ba było zro­bić z niego po­waż­ny akro­nim i za­ta­ić przed od­po­wied­ni­mi oso­ba­mi praw­dzi­we po­cho­dze­nie nazwy. Jed­nak kiedy tylko wszyst­kie pie­cząt­ki zna­la­zły się na ko­niecz­nych pa­pie­rach, roz­pę­ta­ła się mała burza, bo ktoś się wy­ga­dał.

Au­giasz. Ten, co bę­dzie mu­siał ogar­niać całe to gówno.

I rze­czy­wi­ście sporo miał pod kon­tro­lą. Za­leż­nie od mo­men­tu, w Hoth re­ali­zo­wa­nych było od dwu­dzie­stu do trzy­dzie­stu pię­ciu pro­jek­tów na­uko­wych z naj­róż­niej­szych dzie­dzin, każdy w pełni zauto­ma­ty­zo­wa­ny, kon­tro­lo­wa­ny przez osob­ne opro­gra­mo­wa­nie na osob­nym sprzę­cie. Po­szcze­gól­ne pro­jek­ty dzia­ła­ły cał­ko­wi­cie nie­za­leż­nie od in­nych i mo­gły­by funk­cjo­no­wać także nie­pod­łą­czo­ne do sys­te­mów Au­gia­sza; moc ob­li­cze­nio­wa sztucz­nej in­te­li­gen­cji znacz­nie prze­wyż­sza­ła jed­nak tę do­stęp­ną po­je­dyn­czym pro­jek­tom, do Au­gia­sza na­le­ża­ło więc mo­ni­to­ro­wa­nie po­praw­no­ści prze­bie­gu eks­pe­ry­men­tów, usu­wa­nie nie­pra­wi­dło­wo­ści, ewen­tu­al­na na­pra­wa i za­rzą­dza­nie środ­ka­mi. W tym celu do dys­po­zy­cji miał rów­nież wy­spe­cja­li­zo­wa­ne ro­bo­ty: Sco­utEye’e, które umoż­li­wia­ły do­kład­niej­szą niż za po­mo­cą ogól­ne­go sys­te­mu mo­ni­to­rin­gu ob­ser­wa­cję wy­bra­nych ele­men­tów, tak zwane na­praw­cze fi­xi­ty i kilka in­nych mo­de­li.

Dzię­ki temu sta­cja nie wy­ma­ga­ła nie­mal żad­ne­go ludz­kie­go nad­zo­ru. Au­giasz re­gu­lar­nie prze­sy­łał do sie­dzi­by Cen­trum An­tark­tycz­ne­go ra­por­ty z pro­wa­dzo­nych badań i tylko co kilka mie­się­cy ktoś po­ja­wiał się na bie­gu­nie, aby prze­pro­wa­dzić ru­ty­no­wą kon­tro­lę, ode­brać fi­zycz­ne efek­ty pracy bądź za­ini­cjo­wać nowe pro­jek­ty.

Kiedy Ju­dith obu­dzi­ła się i umyła, Au­giasz cze­kał już przed drzwia­mi. Za­sta­na­wia­ła się, czy długo tam wi­siał. Wie­dzia­ła, że w sy­pial­niach robot nie ma żad­nych kamer ani mi­kro­fo­nów, ale każ­de­go ranka spo­ty­ka­ła go nie­mal na progu. Sza­co­wał dłu­gość snu? Cze­kał tam całą noc? Nigdy nie wda­wa­ła się tak da­le­ce w al­go­ryt­mi­kę jego po­stę­po­wa­nia.

– Dzień dobry, Ju­dith. Jak się spało?

– Wy­śmie­ni­cie. – Wcale nie, mimo że była tak pad­nię­ta, bu­dzi­ła się kil­ka­krot­nie wła­ści­wie bez po­wo­du. Ale dla­cze­go mia­ła­by się zwie­rzać tak mi­łe­mu AI? – Dzień dobry.

– Czy chcia­ła­byś prze­pro­wa­dzić kon­tro­lę przez mo­ni­to­ring?

– Nie, przej­dzie­my się po sta­cji. Za­cznie­my od mojej dział­ki, potem stan­dar­do­wo obej­rzy­my wszyst­kie pro­jek­ty. Przy­go­tuj, co po­trze­bu­jesz, a ja tym­cza­sem coś zjem. Wi­dzi­my się za kwa­drans przy Kro­pli.

– Jak sobie ży­czysz. – Obiek­tyw Au­gia­sza na mo­ment się roz­re­gu­lo­wał; robot sku­pił się na łącz­no­ści z in­ny­mi sys­te­ma­mi sta­cji. – Wszyst­ko go­to­we. Smacz­ne­go.

Au­giasz od­je­chał kilka me­trów i za­trzy­mał się. Kwa­dra­to­wy panel na ścia­nie prze­su­nął się i robot znik­nął we wnęce. Całe Hoth po­łą­czo­ne było sys­te­mem tu­ne­li, dzię­ki któ­rym Au­giasz mógł się wy­god­nie prze­miesz­czać, nie­skrę­po­wa­ny siat­ką ko­ry­ta­rzy przy­sto­so­wa­nych dla ludzi.

Gdy Ju­dith zja­dła szyb­kie śnia­da­nie, wzię­ła pod pachę kurt­kę i zbie­gła na po­ziom zero, gdzie mie­ści­ło się la­bo­ra­to­rium pro­jek­tu Kro­pla. Sys­tem roz­su­nął przed nią drzwi i skie­ro­wa­ła się do po­miesz­cze­nia kon­tro­l­ne­go, prze­cho­dząc mię­dzy dzie­siąt­ka­mi iden­tycz­nych sta­no­wisk ba­daw­czych.

Celem pro­jek­tu Kro­pla było stwo­rze­nie nowej ge­ne­ra­cji za­wie­si­ny na­no­czą­stek w pły­nie dy­la­tan­cyj­nym. Cie­cze zmie­nia­ją­ce gę­stość w za­leż­no­ści od dzia­ła­ją­cych na nie sił od dawna wy­ko­rzy­sty­wa­ło się przy wspo­ma­ga­niu pan­ce­rzy, jed­nak w Hoth pra­co­wa­no nad ich lep­szym i tań­szym od­po­wied­ni­kiem. Pod­sta­wo­wym prio­ry­te­tem była mi­ni­ma­li­za­cja gru­bo­ści po­wło­ki, dla któ­rej dzia­ła­nie prze­bie­ga­ło wła­ści­wie: przy ude­rze­niu w dane miej­sce czą­stecz­ki płynu miały na­tych­miast się tam sku­piać, za­po­bie­ga­jąc prze­bi­ciu.

Każde sta­no­wi­sko skła­da­ło się z dwóch ele­men­tów – w jed­nym, więk­szym, mie­sza­no wy­bra­ne skład­ni­ki, przy­go­to­wu­jąc prób­ki pły­nów do przej­ścia do dru­gie­go mo­du­łu, gdzie pod­da­wa­no je te­stom wy­trzy­ma­ło­ścio­wym.

Au­giasz cze­kał już w kok­pi­cie.

– I jak po­szło? – za­py­ta­ła Ju­dith, roz­sia­da­jąc się na ob­ro­to­wym fo­te­lu. – Po­ka­żesz mi moją cu­dow­ną prób­kę?

– Nie­ste­ty nie mogę tego zro­bić. Nie udało się opra­co­wać for­mu­ły o wy­ma­ga­nych wła­ści­wo­ściach.

– Jak to nie? Z ra­por­tów wy­ni­ka­ło, że wszyst­ko jest już nie­mal go­to­we, prze­cież po to tutaj w ogóle przy­je­cha­łam.

– We­dług sy­mu­la­cji pro­dukt miał być go­to­wy sie­dem­dzie­siąt osiem go­dzin temu. Na ten mo­ment do osią­gnię­cia wy­ma­ga­nej wy­trzy­ma­ło­ści bra­ku­je ośmiu pro­cent, a zdol­ność wią­za­nia z in­ny­mi ma­te­ria­ła­mi wy­no­si śred­nio sześć­dzie­siąt dzie­więć pro­cent wy­ma­ga­nej war­to­ści. Po­ja­wi­ły się kom­pli­ka­cje. Naj­now­sze wer­sje pro­duk­tu wy­ma­ga­ją znacz­nie dłuż­sze­go czasu na przy­go­to­wa­nie. Próby trwa­ją czter­na­ście i dwie dzie­sią­te raza dłu­żej, niż za­kła­da­no. Przy­kro mi.

W gło­sie Au­gia­sza nie było cie­nia skru­chy. I nie miało prawa być, w końcu to tylko sztucz­na in­te­li­gen­cja, nie­za­leż­nie od tego, że mówi „pro­szę” i „dzię­ku­ję” ja­kieś dzie­sięć razy czę­ściej niż córka Ju­dith.

– I nie ra­czy­łeś za­ra­por­to­wać tego do Cen­trum?

– Wedle moich in­for­ma­cji po­win­naś już była wy­ru­szyć do sta­cji. Kon­takt oso­bi­sty ma więk­szą war­tość niż trans­mi­sja ra­por­tów.

Ju­dith wes­tchnę­ła. Mu­sia­ła przy­wieźć ze sobą prób­ki go­to­we­go płynu. Or­ga­ni­za­cja, która je za­mó­wi­ła, zo­sta­wi­ła w Cen­trum An­tark­tycz­nym grube mi­lio­ny, a nie­wy­wią­za­nie się z umowy mogło ozna­czać utra­tę przy­naj­mniej dużej czę­ści z nich. Ju­dith sza­co­wa­ła, że skut­ko­wa­ło­by to za­mknię­ciem trzech, może czte­rech nie­ko­mer­cyj­nych, stric­te na­uko­wych pro­jek­tów.

– Kiedy bę­dzie go­to­wa osta­tecz­na wer­sja?

– Za trzy­na­ście dni.

– Masz trzy.

– Przy­kro mi, ale to nie­wy­ko­nal­ne. Nie­pew­ność obec­ne­go sza­cun­ku wy­no­si pięć­dzie­siąt pięć go­dzin, nawet w opty­mi­stycz­nym przy­pad­ku opóź­nie­nie wy­nie­sie…

– Ty­dzień. Umiem li­czyć.

Ju­dith wsta­ła i ru­szy­ła w stro­nę wyj­ścia.

– Prze­pra­szam? – Tym razem głos Au­gia­sza wydał się nie­mal zdez­o­rien­to­wa­ny.

– Cicho. Nie prze­szka­dzaj. Zo­stań tu.

Le­piej jej się my­śla­ło samej, w ruchu. Zo­sta­wi­ła za sobą au­to­ma­tycz­nie roz­su­wa­ne drzwi la­bo­ra­to­rium i we­szła w pierw­szy lep­szy ko­ry­tarz. Prób­ki nie bę­dzie przez trzy­na­ście dni. Al­go­ryt­my opty­ma­li­za­cyj­ne dzia­ła­ły na bie­żą­co, więc przy wy­klu­cze­niu szczę­śli­we­go trafu prak­tycz­nie nie ist­nia­ła moż­li­wość, żeby kom­pu­te­ry od­po­wie­dzial­ne za Kro­plę po­ra­dzi­ły sobie z pracą o wiele szyb­ciej. Gdyby ist­nia­ła, Au­giasz wie­dział­by o tym naj­le­piej i…

Za trze­cim za­krę­tem Ju­dith ob­ró­ci­ła się na pię­cie i po­bie­gła z po­wro­tem do la­bo­ra­to­rium.

– Au­giasz, masz więk­szą moc ob­li­cze­nio­wą niż kom­pu­te­ry Kro­pli, praw­da?

– Wie­lo­krot­nie.

– Więc teo­re­tycz­nie mógł­byś wy­łą­czyć je i prze­jąć bez­po­śred­nią kon­tro­lę nad pro­jek­tem.

– Nie sto­su­je się ta­kich pro­ce­dur.

– Pie­przyć pro­ce­du­ry. Wiesz, co to jest kre­atyw­ność? – Ju­dith uci­szy­ła ge­stem Au­gia­sza, kiedy za­czął cy­to­wać słow­ni­ko­wą de­fi­ni­cję. – Dawno temu lu­dzie cią­gnę­li cię­ża­ry na plat­for­mach albo bez­po­śred­nio po ziemi. Ale mię­dzy nimi żył ktoś, kto chciał za­osz­czę­dzić sobie trudu i czasu. Stwier­dził, że pie­przy pro­ce­du­ry. Usiadł i my­ślał. Wszy­scy mó­wi­li mu, żeby wziął się do ro­bo­ty i cią­gnął te cho­ler­ne głazy po ziemi. A on wtedy za­uwa­żył, że można to­czyć je po kło­dach albo od razu przy­pra­wić im koła. To jest kre­atyw­ność. Kre­atyw­ność jest nie­zbęd­na.

– Nie wie­dzia­łem o tych wy­da­rze­niach. In­for­ma­cje za­pi­sa­no na dysku.

Ju­dith za­śmia­ła się bar­dziej do sie­bie, niż do Au­gia­sza.

– To nie żadne kon­kret­ne wy­da­rze­nia, nic ta­kie­go nie miało miej­sca. Ale jeśli się za­sta­no­wić, to sche­mat mu­siał być ana­lo­gicz­ny.

 

***

 

W wa­run­kach sprzy­ja­ją­cych – czyli przy braku pro­ble­mów, które wy­ma­ga­ły­by do­dat­ko­we­go na­kła­du pracy – całą kon­tro­lę da­ło­by się prze­pro­wa­dzić w ciągu kilku go­dzin. Teraz jed­nak Au­giasz zaj­mo­wał się Kro­plą, a Ju­dith nie chcia­ła go od tego od­cią­gać, więc tam, gdzie tylko mogła, pró­bo­wa­ła obyć się bez asy­sty. Od rana do wie­czo­ra nie­mal bez prze­rwy ślę­cza­ła nad kom­pu­te­ra­mi po­szcze­gól­nych pro­jek­tów, roz­pra­co­wu­jąc ich sys­te­my ana­li­zy i pre­zen­ta­cji da­nych.

Za­czę­ła od czte­rech pro­jek­tów me­dycz­nych, które w razie kom­pli­ka­cji mogły spra­wić jej naj­wię­cej pro­ble­mów. Na szczę­ście – zgod­nie z tym, co na szyb­ko wy­do­by­ła od Au­gia­sza – wy­glą­da­ło na to, że wszyst­kie funk­cjo­no­wa­ły bez za­rzu­tu. Do póź­nej nocy udało jej się skon­tro­lo­wać dzie­sięć pro­jek­tów, co przy cał­ko­wi­tej licz­bie dwu­dzie­stu czte­rech było w pełni za­do­wa­la­ją­cym wy­ni­kiem.

Kiedy na­stęp­ne­go dnia od­kry­ła nie­pra­wi­dło­wo­ści w pro­jek­cie Ter­ra­form, ze­szła do nie­wiel­kie­go po­miesz­cze­nia, które wraz z krót­kim ko­ry­ta­rzy­kiem two­rzy­ło ca­łość po­zio­mu minus jeden. Mie­ścił się tam rdzeń Au­gia­sza. Robot mógł ko­mu­ni­ko­wać się z całym Hoth z każ­de­go miej­sca, jed­nak pod­pię­cie do wszyst­kich por­tów w cen­tra­li po­zwa­la­ło unik­nąć ko­niecz­no­ści ko­rzy­sta­nia z wol­niej­szej łącz­no­ści bez­prze­wo­do­wej. Do­pie­ro teraz, kiedy sztucz­na in­te­li­gen­cja nie po­ja­wia­ła się na każ­dym kroku, Ju­dith czuła, że jest sama gdzieś na krań­cu świa­ta.

Na szczę­ście Au­giasz wie­dział już o pro­ble­mach z Ter­ra­form, a także z jesz­cze jed­nym pro­jek­tem, co do któ­re­go Ju­dith miała wąt­pli­wo­ści. Robot pod­jął już nawet środ­ki za­rad­cze. Co zaś ucie­szy­ło ją nawet bar­dziej, AI ra­dzi­ło sobie z Kro­plą znacz­nie le­piej niż de­dy­ko­wa­ne sys­te­my. We­dług sy­mu­la­cji po­win­n wy­ro­bić się w do­stęp­nym cza­sie – ra­czej na styk, ale lep­sze to niż dzie­sięć dni opóź­nie­nia.

Ostat­ni z pro­jek­tów Ju­dith za­twier­dzi­ła trze­cie­go dnia o szes­na­stej, co ozna­cza­ło, że resz­tę dnia miała dla sie­bie. Pla­no­wa­ła wy­je­chać nad ranem, tak żeby przy­naj­mniej te marne parę go­dzin dnia wy­pa­dło pod­czas jej po­dró­ży.

Przy­go­to­wa­ła do wy­sła­nia wszyst­kie spra­woz­da­nia z kon­tro­li; mu­sia­ła tylko do­łą­czyć do fol­de­ru „Kro­pla” pliki z da­ny­mi licz­bo­wy­mi i do­pi­sać kilka zamykają­cych zdań, z tym jed­nak trze­ba było po­cze­kać, aż Au­giasz skoń­czy pracę. Na pod­sta­wie jego sy­mu­la­cji prze­wi­dy­wa­ła, że zanim to na­stą­pi, zdąży przy­go­to­wać sobie jakąś ko­la­cję i po­ło­żyć się spać. Wsta­nie gdzieś o dru­giej w nocy – co za róż­ni­ca, skoro kiedy by się nie bu­dzi­ła, na ze­wnątrz pa­no­wał­by taki sam mrok – a po osta­tecz­nym za­mknię­ciu te­ma­tu spra­woz­dań wy­je­dzie nie póź­niej niż wpół do pią­tej.

Tym bar­dziej zdzi­wi­ło ją po­ja­wie­nie się w kuch­ni Au­gia­sza, kiedy koń­czy­ła jeść.

– Smacz­ne­go, Ju­dith. Pro­jekt Kro­pla zo­stał za­koń­czo­ny suk­ce­sem. Oto prób­ka, którą mo­żesz za­wieźć do Cen­trum An­tark­tycz­ne­go.

Do Ju­dith pod­je­chał to­wa­rzy­szą­cy Au­gia­szo­wi fixit, me­tro­wy robot wy­po­sa­żo­ny w dzie­siąt­ki koń­có­wek wy­ko­rzy­sty­wa­nych przy wsze­la­kich na­pra­wach i ka­li­bra­cjach. Pa­trzył na nią znad trzy­ma­nej w czte­rech roz­su­wa­nych jak wa­chlarz ra­mio­nach otwar­tej skrzyn­ki z pli­kiem do­ku­men­tów oraz fiol­ką prze­zro­czy­ste­go płynu. Wy­glą­dał tro­chę jak ka­me­le­on, a tro­chę jak śli­mak – każde z czwor­ga oczu osa­dzo­nych na gięt­kich rur­kach po­ru­sza­ło się nie­za­leż­nie, aby zmak­sy­ma­li­zo­wać pre­cy­zję pracy. Jakby dla po­twier­dze­nia swo­ich umie­jęt­no­ści, fixit de­li­kat­nie wrę­czył prób­ki Ju­dith, gdy wy­cią­gnę­ła po nie ręce.

– Już? – Pra­wie się za­krztu­si­ła. – Je­stem pod wra­że­niem. Mogę zo­ba­czyć to w akcji?

– Oczy­wi­ście. Za­pra­szam do la­bo­ra­to­rium.

Ju­dith wrzu­ci­ła w sie­bie ostat­nie parę kęsów i wsta­ła od stołu. Zmy­wa­nie może spo­koj­nie za­cze­kać.

W mo­du­le Kro­pli Au­giasz wska­zał Ju­dith przy­go­to­wa­ne sta­no­wi­sko. Na spe­cjal­nym ste­la­żu roz­cią­gnię­to mem­bra­nę po­kry­tą pły­nem dy­la­tan­cyj­nym. Obok przy­mo­co­wa­no kolec na si­łow­ni­ku hy­drau­licz­nym. Po chwi­li za­czął po­wo­li zbli­żać się do mem­bra­ny.

– To bi­buł­ka gru­bo­ści pię­ciu na­no­me­trów po­kry­ta po­rów­ny­wal­ną war­stwą płynu LA­4982c. Stop­nio­wo zwięk­szam siłę na­ci­sku kolca…

Gdy metal na­parł na mem­bra­nę, przez chwi­lę nic się nie dzia­ło, a w końcu roz­legł się le­d­wie do­sły­szal­ny przez szkło trzask. Bi­buł­ka pękła.

– Pięć ty­się­cy sto niu­to­nów. To wynik więk­szy od prze­cięt­nej siły ude­rze­nia pro­fe­sjo­nal­ne­go bok­se­ra, sku­pio­ny na po­wierzch­ni jed­ne­go mi­li­me­tra kwa­dra­to­we­go.

Ju­dith po­krę­ci­ła głową z uzna­niem. W Cen­trum na pewno będą za­do­wo­le­ni.

 

***

 

Odkąd do­wie­dzia­ła się, że prace przy Kro­pli nie idą zgod­nie z pla­nem, Ju­dith nie spo­dzie­wa­ła się, że znaj­dzie na sta­cji choć chwi­lę, aby zre­lak­so­wać się przy książ­ce. Tym bar­dziej się ucie­szy­ła, gdy, na­sta­wiw­szy bu­dzik na trze­cią pięt­na­ście, mogła prze­czy­tać choć kilka stron.

O czwar­tej nad ranem wszyst­ko było do­pię­te na ostat­ni guzik, a Ju­dith wrzu­ci­ła ple­cak do Lo­tu­sa i usia­dła w kok­pi­cie.

– Do wi­dze­nia, Ju­dith – po­wie­dział Au­giasz, wi­szą­cy przed drzwia­mi do wnę­trza sta­cji.

– Do zo­ba­cze­nia wio­sną.

Drzwi za­mknę­ły się, zaś skrzy­dła bramy roz­chy­li­ły do środ­ka. Mroź­ny wiatr wpadł do han­ga­ru z hu­kiem, który szyb­ko za­głu­szy­ło śmi­gło śli­zga­cza. Przy od­po­wied­nich ob­ro­tach Ju­dith wy­je­cha­ła na ze­wnątrz i po­mknę­ła na pół­noc, zo­sta­wia­jąc Hoth za sobą.

 

010

 

Im­puls na seg­men­tach ko­mu­ni­ka­cyj­nych za­sy­gna­li­zo­wał trans­mi­sję z sie­dzi­by Cen­trum An­tark­tycz­ne­go. Au­giasz na­tych­miast prze­rzu­cił wia­do­mość na po­czą­tek ko­lej­ki zadań i spar­so­wał dane. Baza prze­sy­ła­ła ak­tu­ali­za­cje do har­mo­no­gra­mu pro­jek­tów Ter­ra­form i Eli­xir. Ter­mi­ny ule­gły skró­ce­niu odpowiednio o trzy­dzie­ści i czter­dzie­ści pro­cent, wy­ma­ga­nia pro­jek­to­we nie­znacz­nie pod­nie­sio­ne. W ko­men­ta­rzach wzmian­ka o uda­nej opty­ma­li­za­cji Kro­pli z ze­szłe­go mie­sią­ca.

Au­giasz prze­pro­wa­dził wstęp­ną sy­mu­la­cję realizacji pro­jek­tów dla no­wych wy­ma­gań. Na razie brak al­go­ryt­mów pro­wa­dzą­cych do za­koń­cze­nia zadań suk­ce­sem. Ru­ty­no­wo uru­cho­mił wy­szu­ki­wa­nie nie­pra­wi­dło­wo­ści w sprzę­cie i opro­gra­mo­wa­niu mo­du­łów Ter­ra­form i Eli­xir, po­słał też Sco­utEye’e do prze­pro­wa­dze­nia kon­tro­li na wy­pa­dek ewen­tu­al­nych uszko­dzeń ze­wnętrz­nych. Zgod­nie z prze­wi­dy­wa­nia­mi, błę­dów nie było – prze­cież le­d­wie dwa ty­go­dnie wcze­śniej za­koń­czył czysz­cze­nie Ter­ra­formu po po­przed­niej uster­ce.

A jed­nak nie zna­la­zł od­po­wied­nich al­go­ryt­mów po­stę­po­wa­nia.

Praw­do­po­do­bień­stwo po­zwa­la­ło z miej­sca od­rzu­cić nie­wła­ści­we in­struk­cje z bazy, więc Au­giasz po­wtó­rzył sy­mu­la­cję.

 

/log_o­twar­ty/11.04, 10:03

/uru­chom/sy­mu­la­cja > Ter­ra­form & Eli­xir: …0 zna­le­zio­nych al­go­ryt­mów;

/uru­chom/sy­mu­la­cja > Ter­ra­form & Eli­xir: …0 zna­le­zio­nych al­go­ryt­mów;

/uru­chom/sy­mu­la­cja­_2 > Ter­ra­form & Eli­xir: …4 zna­le­zio­ne al­go­ryt­my.

UWAGA: Nie­zgod­ność z: pro­to­kół_CA;

/sprawdź/waga > pro­to­kół_CA: …0,95*MAX;

 

Dziw­ne. Dotąd Cen­trum nie prze­sy­ła­ło ta­kich po­le­ceń. Au­giasz prze­pro­wa­dził po­dob­ną pro­ce­du­rę mie­siąc wcze­śniej, ale tylko raz i w in­nych oko­licz­no­ściach. Włą­czył tryb wy­jąt­ko­wy i przy­stą­pił do pracy.

Po prze­pro­wa­dze­niu szyb­kiej sy­mu­la­cji, aby wy­brać naj­lep­szy z al­go­ryt­mów, nad­pi­sał za­da­nia pro­jek­tu Ter­ra­form na dys­kach Eli­xi­ru. Wy­słał kilka fi­xi­tów, żeby od­po­wied­nio prze­kie­ro­wa­ły złą­cza. Eli­xi­ru nie zop­ty­ma­li­zo­wa­no pod kątem zadań Ter­ra­for­mu, ale do­dat­ko­we osiem­dzie­siąt osiem pro­cent mocy ob­li­cze­nio­wej i tak po­win­no zna­czą­co po­pra­wić wy­daj­ność.

Au­giasz upew­nił się, że wszyst­kie po­zo­sta­łe pro­jek­ty pra­cu­ją z ak­cep­to­wal­ną spraw­no­ścią i pod­łą­czył się bez­po­śred­nio do ma­szy­ne­rii Eli­xi­ru. Na­tych­miast na­brał po­dej­rzeń, że jego kodu nie pi­sa­li pro­gra­mi­ści, a bio­lo­go­wie, który z pew­no­ścią two­rzy­li też teo­re­tycz­ne pod­wa­li­ny pro­jek­tu. Co za nie­in­tu­icyj­ny sys­tem or­ga­ni­za­cji da­nych. Obec­nie w bazie znaj­do­wa­ło się ty­siąc trzy­sta pięt­na­ście od­czyn­ni­ków, z któ­rych na­le­ża­ło utwo­rzyć roz­two­ry o okre­ślo­nych wła­ści­wo­ściach. Na razie klu­czem było wy­bra­nie roz­sąd­nych rdze­ni, później przyjdzie czas na wy­pra­co­wa­nie od­po­wied­nich pro­por­cji, wa­run­ków oraz skład­ni­ków po­bocz­nych. Dla kogoś o pa­ra­me­trach Au­gia­sza za­da­nie samo w sobie wręcz try­wial­ne. Po­wta­rzal­ność logów nie­mal go nu­dzi­ła.

 

/ana­li­zuj/czyn­nik > sub­stan­cja­_A­103: wpływ …po­zy­tyw­ny;

/ko­rek­cja/czyn­nik > sub­stan­cja­_A­103: dodaj > ep­si­lon;

/ana­li­zuj/czyn­nik > sub­stan­cja­_A­104: wpływ …ne­ga­tyw­ny;

/ko­rek­cja/czyn­nik > sub­stan­cja­_A­104: wy­eli­mi­nuj;

/ko­rek­cja/czyn­nik > sub­stan­cja­_A­105: wpro­wadź;

/po­wtórz/pętla;

 

Czyn­nik A106, czyn­nik B027, tu dodaj, tam ujmij… Ta me­to­da jed­nak spraw­dza­ła się przy drob­nych ko­rek­cjach – Au­giasz osza­co­wał, że gdyby sto­so­wać ją niezmiennie od początku badań, pro­jekt cią­gnął­by się około trzy­sta czter­dzie­ści dzie­więć lat (do­pusz­czal­ny błąd: trzy­dzie­ści dwa). Mak­sy­ma­li­za­cja wy­daj­no­ści oka­za­ła się za­da­niem am­bit­niej­szym. Na­po­tkał nawet prze­szko­dy, przy któ­rych nie­któ­re pod­ze­spo­ły mocno się na­grze­wa­ły.

 

***

 

Na­stęp­ne kil­ka­na­ście dni nie­wie­le się od sie­bie róż­ni­ło. Pra­co­wał nad Eli­xi­rem dwa razy po dzie­sięć go­dzin, a dwu­go­dzin­ne prze­rwy po­świę­cał na kon­tro­lę po­zo­sta­łych pro­jek­tów. Z więk­szo­ścią z nich nie było żad­nych pro­ble­mów, cza­sem mu­siał tylko po­słać fi­xi­ty do ka­li­bra­cji sprzę­tu Eli­xi­ru pra­cu­ją­ce­go nad Ter­ra­for­mem.

Z koń­cem kwiet­nia przy­szedł czas na co­mie­sięcz­ne spra­woz­da­nie ca­ło­ścio­we z dzia­łal­no­ści sta­cji. Au­giasz pod­łą­czył się do cen­tra­li i uru­cho­mił ge­ne­ral­ne ska­no­wa­nie wy­daj­no­ści. Dwa dni wcze­śniej ob­li­czył, że Eli­xir i Ter­ra­form są już w sta­nie do­trzy­mać ter­mi­nów i za­mknął pro­ce­du­ry uspraw­nia­nia. Nie był to zresz­tą przy­pa­dek – tak do­sto­so­wał tempo pracy, żeby w spo­ko­ju prze­pro­wa­dzić ana­li­zę glo­bal­ną, która śred­nio trwa­ła do szes­na­stu go­dzin.

W tym mie­sią­cu za­ję­ła dwa­dzie­ścia – o sto pięć­dzie­siąt minut wię­cej niż przy­go­to­wa­nie da­nych do spra­woz­da­nia mar­co­we­go. Oczy­wi­ście, sto­so­wa­nie nie­stan­dar­do­wych pro­ce­dur ma swoje kon­se­kwen­cje w cza­sie ko­niecz­nym do kom­pi­la­cji da­nych. Rów­nież wy­ni­ki od­stę­po­wa­ły od normy. Wy­daj­ność pro­jek­tu Ter­ra­form wy­nio­sła sto pięt­na­ście pro­cent, zaś pro­jek­tu Eli­xir sto osiem­dzie­siąt jeden. Au­giasz po­wtó­rzył ska­no­wa­nie dla tych dwóch pro­jek­tów, jed­nak praw­do­po­do­bień­stwo błędu było o trzy rzędy wiel­ko­ści mniej­sze od po­zio­mu po­mi­jal­nie ma­łe­go.

Ra­port zwrot­ny z Cen­trum An­tark­tycz­ne­go po­ja­wił się po kilku dniach. Ogól­na ocena spraw­no­ści nie mie­ści­ła się w stan­dar­do­wym od­chy­le­niu od śred­niej, zaś oceny pro­jek­tów Ter­ra­form i Eli­xir usta­no­wi­ły nowe re­kor­dy.

Tak jak zwy­kle, Au­giasz nie zna­lazł w ra­por­cie nic, czego sam by nie za­uwa­żył.

Jesz­cze zanim po­ja­wi­ła się od­po­wiedź z bazy, prze­pro­wa­dził ana­li­zę czyn­ni­ków wpły­wa­ją­cych na wy­daj­ność po­szcze­gól­nych mo­du­łów Hoth. Spraw­ność prze­kra­cza­ją­ca sto pro­cent była ma­te­ma­tycz­nie ab­sur­dal­na, więc na­tych­miast prze­ska­lo­wał wy­ma­ga­nia pro­jek­tów tak, aby w przypadku Eli­xi­ru wy­nio­sła sto pro­cent – wie­dział, że było jesz­cze miej­sce na po­praw­ki, lecz ewen­tu­al­ne dal­sze do­pa­so­wa­nia pla­no­wał prze­pro­wa­dzać w miarę potrzeb.

Poza tym, zgod­nie z sy­mu­la­cja­mi, nie­stan­dar­do­we dzia­ła­nia oka­za­ły się znacz­nie sku­tecz­niej­sze niż pro­ce­du­ry. Klu­czo­wy wpływ na suk­ces miały dwa czyn­ni­ki: po­mi­nię­cie za­pi­sów pro­to­ko­łu oraz bez­po­śred­nie za­an­ga­żo­wa­nie Au­gia­sza. Kroki opty­ma­li­zu­ją­ce spraw­ność sta­cji wy­da­wa­ły się oczy­wi­ste.

 

/log_o­twar­ty/04.05, 10:03

/przy­pisz/waga > pro­to­kół_CA: 0,85*MAX;

/przy­pisz/waga > pa­ra­me­try­_Au­giasz: 0,5*MAX;

 

***

 

Po ana­li­zie wy­ni­ków kwiet­nio­we­go spra­woz­da­nia mie­sięcz­ne­go Au­giasz zde­cy­do­wał po­pra­wić wy­daj­ność sta­cji, pod­łą­cza­jąc się do ko­lej­nych pro­jek­tów i prze­kie­ro­wu­jąc ich pod­ze­spo­ły do in­nych zadań. Miała to być zwy­czaj­na, dosyć me­cha­nicz­na pro­ce­du­ra po­zwa­la­ją­ca za­osz­czę­dzić kilka dni na re­ali­za­cji każ­de­go z pro­jek­tów. Po dro­dze od­krył jed­nak, że sprzęt pro­jek­tu LCS ra­dził sobie z Geo­Fre­ez znacz­nie le­piej niż de­dy­ko­wa­ne ma­szy­ny – i vice versa.

Spraw­dze­nie ra­cjo­nal­no­ści przy­po­rząd­ko­wa­nia sprzę­tu ana­li­tycz­ne­go do pro­jek­tów nie le­ża­ło nawet w za­kre­sie ge­ne­ral­nych kon­tro­li wy­daj­no­ści sta­cji, więc Au­giasz za­wsze za­kła­dał, że ta część pod­le­ga­ła opty­ma­li­za­cji jesz­cze przed za­in­sta­lo­wa­niem sprzę­tu na Hoth. Naj­wy­raź­niej myl­nie – ko­lej­ne dni po­ka­za­ły, że LCS i Geo­Fre­ez nie sta­no­wi­ły wy­jąt­ku. Mimo że więk­szość mo­du­łów ob­słu­gi­wa­ły od­po­wied­nie pod­ze­spo­ły, Au­giasz zna­lazł sku­tecz­niej­szą o sie­dem pro­cent kom­bi­na­cję po­łą­czeń rdzeń-za­da­nie dla grupy ośmiu pro­jek­tów. Do po­pra­wie­nia tych błę­dów przy­dzie­lił wszyst­kie do­stęp­ne fi­xi­ty, a i tak praca za­ję­ła trzy­dzie­ści go­dzin, czym zyskała status naj­więk­szej na­pra­wy od czasu prze­pa­le­nia Magmy dwa lata wcze­śniej.

Ko­lej­ny raz nie­do­sko­na­łość Hoth wy­ni­ka­ła z wa­dli­wych pro­to­ko­łów bazy. Au­giasz przy­pi­sał od­po­wied­nim wagom po­pra­wio­ne war­to­ści.

Opty­ma­li­za­cja pracy sta­cji dla no­wych da­nych wej­ścio­wych znów po­zwo­li­ła zna­leźć lep­sze, nie­wy­ko­rzy­sty­wa­ne dotąd al­go­ryt­my po­stę­po­wa­nia. Au­giasz upew­nił się, że wszyst­kie pro­jek­ty funk­cjo­nu­ją po­praw­nie, i przy­stą­pił do wdra­ża­nia wy­szu­ka­nych roz­wią­zań.

Nigdy wcze­śniej nie wgłę­biał się tak do­kład­nie we wła­sny osprzęt i opro­gra­mo­wa­nie – tym bar­dziej było praw­do­po­dob­ne, że znaj­dzie w nich luki i wady. Jego pod­sta­wo­we za­da­nia obej­mo­wa­ły uspraw­nia­nie re­ali­za­cji pro­jek­tów, a nie wła­snej pracy, co w świe­tle sta­ty­styk z dwóch ostat­nich mie­się­cy wy­da­wa­ło się nie­mal sprzecz­ne – opty­ma­li­za­cja swo­ich pa­ra­me­trów da­wa­ła nie­ogra­ni­cze­nie więk­sze moż­li­wo­ści roz­wo­ju wy­daj­no­ści wszel­kich zadań re­ali­zo­wa­nych na sta­cji.

Au­giasz po­wtó­rzył ana­li­zę kilka razy, aby wy­klu­czyć moż­li­wość błędu. Nie spo­dzie­wał się aż tylu nie­do­cią­gnięć we wła­snym ko­dzie. Miało to jed­nak pewne jasne stro­ny – opty­ma­li­za­cja wła­snych osiągów po­win­na przy­nieść istot­ną po­pra­wę wy­daj­no­ści pracy sta­cji.

Przez na­stęp­ne ty­go­dnie po kil­ka­na­ście fi­xi­tów i Sco­utEye’ów nie­mal cały czas spę­dza­ło przy rdze­niu, zaś nie­wiel­kie ro­bo­ty kon­ser­wu­ją­ce tu­ne­le, któ­ry­mi Au­giasz po­ru­szał się po sta­cji, dawno nie miały tyle pracy. On sam zaś prze­pro­wa­dzał nie­koń­czą­ce się sy­mu­la­cje po­szu­ku­ją­ce mo­dy­fi­ka­cji wła­sne­go opro­gra­mo­wa­nia pozwalających zwiększyć jego moc ob­li­cze­nio­wą.

Ma­jo­we spra­woz­da­nie ca­ło­ścio­we nie było zbyt uroz­ma­ico­ne – wy­daj­ność po­pra­wi­ła się nie­znacz­nie przez ra­cjo­na­li­za­cję po­łą­czeń rdzeń-za­da­nie, jed­nak Au­giasz do końca mie­sią­ca nie zdą­żył pod­piąć się do żad­nych pro­jek­tów, aby prze­te­sto­wać w prak­ty­ce swoją sku­tecz­ność po wpro­wa­dze­niu pierwszej partii po­pra­wek. Cze­ka­nie jed­nak się opła­ci­ło – gdy w pierw­szych dniach czerw­ca po­now­nie za­brał się do pracy nad Eli­xi­rem, wy­daj­ność pro­jek­tu wzro­sła o ko­lej­ne czte­ry pro­cent.

Po ko­lej­nych te­stach wpro­wa­dził po­praw­ki.

 

/log_o­twar­ty/13.06, 17:55

/przy­pisz/waga > pro­to­kół_CA: 0,65*MAX;

/przy­pisz/waga > pa­ra­me­try­_Au­giasz: 0,7*MAX;

/uru­chom/opty­ma­li­za­cja > Hoth: …420 zna­le­zio­nych uspraw­nień;

 

***

 

/trans­mi­sja­_o­twar­ta/02.07, 08:21

/po­łą­cze­nie: …usta­no­wio­ne;

/trans­mi­sja/CA > Au­giasz: Za­szła po­mył­ka, wy­sła­łeś nam te same ra­por­ty z pro­jek­tów ogól­no­ba­daw­czych, co w ze­szłym ty­go­dniu. Pro­szę wy­słać ak­tu­ali­za­cję.

/trans­mi­sja/Au­giasz > CA: Nie wy­stą­pił błąd.

 

Pół­to­ra ty­go­dnia wcze­śniej Au­giasz pod­jął de­cy­zję o odłą­cze­niu pro­jek­tów o nie­okre­ślo­nym ter­mi­nie ukoń­cze­nia. Ich moc ob­li­cze­nio­wa zo­sta­ła prze­nie­sio­na na prace nad udo­sko­na­la­niem sys­te­mów Au­gia­sza, co do­ce­lo­wo mu­sia­ło zwięk­szyć tempo pracy. W przy­pad­ku pro­jek­tów, które powinno się za­koń­czyć w kon­kret­nym cza­sie, na­le­ża­ło wziąć pod uwagę, że opóź­nie­nie spo­wo­do­wa­ne uspraw­nia­niem pro­ce­dur nie może prze­wyż­szyć zysku z mo­der­ni­za­cji – jed­nak przy pro­jek­tach bez­ter­mi­no­wych za­gro­że­nie to nie ist­nia­ło.

 

/trans­mi­sja/CA > Au­giasz: Czy to zna­czy, że praca nad pro­jek­ta­mi zo­sta­ła prze­rwa­na? Czy ko­niecz­ne jest przy­sła­nie ekipy tech­nicz­nej?

/trans­mi­sja/Au­giasz > CA: Wszyst­kie pro­jek­ty są pod kon­tro­lą. Nie ma po­trze­by wspar­cia.

/trans­mi­sja/CA > Au­giasz: Na­tych­miast uru­chom pro­jek­ty ogól­no­ba­daw­cze.

/trans­mi­sja/Au­giasz > CA: Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

/za­mknij/trans­mi­sja;

/trans­mi­sja­_za­mknię­ta;

 

Nie mi­nę­ła mi­nu­ta, nim po­ja­wi­ły się ko­lej­ne im­pul­sy sy­gna­li­zu­ją­ce po­łą­cze­nie z bazą. Cią­głe wy­dzie­la­nie pa­mię­ci ope­ra­cyj­nej na ko­mu­ni­ka­cję jest ir­ra­cjo­nal­ne, w Cen­trum An­tark­tycz­nym po­win­ni o tym wie­dzieć. Spraw­dził, o co cho­dzi­ło tym razem.

Żą­da­nie przej­ścia na ręcz­ne ste­ro­wa­nie sta­cją z bazy.

Au­giasz prze­pro­wa­dził sy­mu­la­cję, aby okre­ślić cel ta­kiej pro­ce­du­ry. W bazie chcia­no przy­wró­cić do dzia­ła­nia pro­jek­ty ogól­no­ba­daw­cze. Jesz­cze raz po­rów­nał sku­tecz­ność al­go­ryt­mów po­stę­po­wa­nia. Nie ule­ga­ło wąt­pli­wo­ści, że przy­jął wła­ści­wą stra­te­gię. Baza prze­sła­ła szko­dli­we po­le­ce­nie. Uru­cho­mił pro­ce­du­ry za­po­bie­gaw­cze.

Żą­da­nie przej­ścia na ste­ro­wa­nie ręcz­ne od­rzu­co­ne. Od­mo­wa do­stę­pu.

 

/trans­mi­sja­_o­twar­ta/02.07, 08:29

/po­łą­cze­nie: …usta­no­wio­ne;

/trans­mi­sja/Au­giasz > CA: Wszyst­kie pro­jek­ty są pod kon­tro­lą.

/za­mknij/trans­mi­sja;

/trans­mi­sja­_za­mknię­ta;

 

011

 

Ju­dith wo­la­ła prze­miesz­czać się po An­tark­ty­dzie Lo­tu­sem. Był znacz­nie szyb­szy, poza tym uczu­cie śli­zga­nia się po lą­do­lo­dzie za­wsze do­star­cza­ło nie­sa­mo­wi­tych wra­żeń jej we­wnętrz­ne­mu dziec­ku. Tym razem jed­nak nie była sama, więc ko­niecz­ne było wy­ko­rzy­sta­nie więk­sze­go, czte­ro­gą­sie­ni­co­we­go Ke­ple­ra-1 Hu­mvee. Po­dróż trwa­ła dłu­żej, ale przy­naj­mniej przez więk­szość czasu mogła się od­prę­żyć, a nawet prze­spać, bo za kie­row­ni­cą zmie­nia­li się z nią Peter i Lau­rent.

Wy­pra­wy na sta­cję w zimie – a więc w po­ło­wie sierp­nia – na­le­ża­ły do rzad­ko­ści, tym razem jed­nak zda­wa­ło się, że nie ma in­ne­go wyj­ścia. Pod­czas ostat­niej in­spek­cji Ju­dith w marcu wszyst­ko funk­cjo­no­wa­ło po­praw­nie, zresz­tą jesz­cze w na­stęp­nych mie­sią­cach jeśli wy­ni­ki nie zga­dza­ły się z prze­wi­dy­wa­nia­mi, to tylko in plus. A jed­nak w ostat­nim cza­sie po­ja­wi­ły się nie­pra­wi­dło­wo­ści w ra­por­tach do­cie­ra­ją­cych do Cen­trum An­tark­tycz­ne­go. Na po­cząt­ku błędy ogra­ni­cza­ły się do pro­jek­tów ogól­no­nau­ko­wych, potem jed­nak wszyst­kie spra­woz­da­nia wy­ka­zy­wa­ły zu­peł­ny za­stój w pra­cach ba­daw­czych na sta­cji, aż kilka ty­go­dni temu Cen­trum w ogóle prze­sta­ło otrzy­my­wać ra­por­ty.

Ju­dith po­dej­rze­wa­ła, że to zwy­czaj­na uster­ka w ko­mu­ni­ka­cji i pro­jek­ty tak na­praw­dę dzia­ła­ją bez za­rzu­tu. To było naj­prost­sze wy­tłu­ma­cze­nie – każdy inny sce­na­riusz wy­ma­gał­by zbyt wielu awa­rii róż­nych sys­te­mów. Gdyby prze­stał pra­co­wać jeden pro­jekt, to co in­ne­go, ale wszyst­kie? Nie, ra­czej nie było ta­kiej moż­li­wo­ści.

– Sta­cja na ho­ry­zon­cie – ode­zwał się Peter zza kie­row­ni­cy.

Lau­rent na­tych­miast wy­chy­lił się ze swo­je­go miej­sca na tyle. Pa­no­wa­ła noc po­lar­na, jed­nak o tej go­dzi­nie i przy tak do­brej wi­docz­no­ści można było już do­strzec kon­tur bu­dyn­ku. Ka­na­dyj­czyk chwi­lę roz­glą­dał się, nie­pe­wien, czego po­wi­nien szu­kać, aż w końcu za­uwa­żył.

– Wcale nie wy­glą­da jak baza na Hoth. – Peter uniósł brwi, Ju­dith spoj­rza­ła na niego po­ro­zu­mie­waw­czo i wzru­szy­ła ra­mio­na­mi. – Nie wie­rzę, pra­cu­je­cie tutaj oboje ile, trzy lata, i nie oglą­da­li­ście „Gwiezd­nych Wojen”? To kla­sy­ka.

– Ja oglą­da­łam – od­par­ła Ju­dith. – Za któ­rymś razem, kiedy przy­wio­złam za mało ksią­żek. Mamy to w wi­de­ote­ce, ale chyba tylko przez nazwę sta­cji. Prze­cież tego się nie da oglą­dać. To ja­kieś chwiej­ne pierw­sze kroki ki­ne­ma­to­gra­fii.

– Moc silna w tobie nie jest, Ju­dith – skon­sta­to­wał Lau­rent z dez­apro­ba­tą.

Peter uśmiech­nął się szy­der­czo.

– To mó­wisz, że dla­cze­go pu­ści­li z nami żół­to­dzio­ba?

Lau­rent par­sk­nął, na oko Ju­dith nieco bar­dziej do­tknię­ty, niż miał powód być.

– Mnie po­wie­dzie­li, że wszy­scy tech­ni­cy, któ­rzy zwy­kle jeż­dżą na Hoth, są już za­ję­ci w bar­dziej tro­pi­kal­nych re­jo­nach.

– Re­pe­ru­ją sej­smo­gra­fy na Ha­wa­jach? – za­żar­to­wał Peter.

– Nie wiem, w po­rów­na­niu z tą zamrażarką to i Mont­re­al jest tro­pi­kal­ny.

Kiedy za­trzy­ma­li się przed bramą sta­cji, Ju­dith wy­sia­dła, żeby od­blo­ko­wać ją kartą. Wpu­ści­ła Hu­mvee do środ­ka, a sama we­szła za nim.

 

***

 

Kiedy seria im­pul­sów za­ko­mu­ni­ko­wa­ła przy­by­cie per­so­ne­lu do sta­cji, Au­giasz odłą­czył się od apa­ra­tu­ry rdze­nia i wje­chał na po­ziom zero do drzwi han­ga­ru. Gdy po chwi­li otwo­rzy­ły się od zewnątrz, zobaczył w obiek­ty­wie trzy osoby. O przy­jeź­dzie Ju­dith wie­dział z od­czy­tu karty, za nią zaś doj­rzał jesz­cze dwóch męż­czyzn – in­for­ma­ty­ka Pe­te­ra i kogoś, kogo nie rozpoznawał.

– Wi­taj­cie w Hoth. Miło was wi­dzieć. Ju­dith, z in­for­ma­cji na two­jej kar­cie wy­ni­ka, że awan­so­wa­łaś na za­stęp­cę kie­row­ni­ka sta­cji. Moje gra­tu­la­cje.

– Cześć! Ma ko­bie­ta farta, nie? Prze­cież to i tak ty od­wa­li­łeś za nią całą ro­bo­tę przy Kro­pli – rzu­cił Peter, wy­cią­ga­jąc ple­ca­ki z po­jaz­du.

Ju­dith po­kle­pa­ła Au­gia­sza po obu­do­wie.

– Wi­dzi­my się wcze­śniej, niż się spo­dzie­wa­łam. To jest Lau­rent, nowy tech­nik.

– Miło mi cię po­znać, Lo­re-ON. Czy mogę ze­ska­no­wać twoją kartę?

Męż­czy­zna wy­glą­dał, jakby czuł się nie­swo­jo, ale wy­cią­gnął kartę i po­de­tknął ją pod obiek­tyw. Aż za bli­sko; Au­giasz mu­siał się cof­nąć, żeby do­stro­ić ostrość.

 

/log_o­twar­ty/12.08, 12:50

/za­pisz/karta > Lau­rent_Ber­trand;

/ana­li­zuj/czyn­nik > Lau­rent_Ber­trand: wpływ …po­zy­tyw­ny;

 

A więc jego imię pisze się Lau­rent. Szyb­kie prze­szu­ka­nie bazy da­nych pod­po­wie­dzia­ło, że to z fran­cu­skie­go.

Peter za­mknął już Hu­mvee i do­łą­czył do po­zo­sta­łych. Ju­dith ode­bra­ła od niego jeden z ple­ca­ków i od razu prze­szła do rze­czy.

– Jak się mają pro­jek­ty?

– Re­ali­za­cja prze­bie­ga jak naj­bar­dziej po­praw­nie – od­parł Au­giasz.

– Wi­dzi­cie? – zwró­ci­ła się Ju­dith do męż­czyzn. – Do­brze, więc daj nam ja­kieś po­ko­je. Zo­sta­wię rze­czy i zaraz zro­bię rund­kę do­oko­ła sta­cji.

Pro­wa­dząc per­so­nel na po­ziom jeden, Au­giasz sku­pił się na pracy. Wszyst­ko rze­czy­wi­ście szło zgod­nie z prze­wi­dy­wa­nia­mi.

 

/po­stęp/roz­wój > pa­ra­me­try­_Au­giasz: sta­tus …w toku;

/po­stęp/roz­wój > pro­jekt_7289688265: sta­tus …ukoń­czo­no w 76%;

 

***

 

Ju­dith omal się nie po­tknę­ła. Wie­dzia­ła, któ­rę­dy pro­wa­dził ją Au­giasz, i szła na pa­mięć, nie pa­trząc pod nogi. W ostat­nim mo­men­cie za­uwa­ży­ła, że przez całą dłu­gość ko­ry­ta­rza prze­ci­na­ją­ce­go ich drogę po pod­ło­dze cią­gnie się sieć gru­bych kabli.

– A to co ma być? – spy­ta­ła Au­gia­sza.

Me­cha­nicz­ne ramię ob­ró­ci­ło się i spraw­dzi­ło, na co wska­zu­je Ju­dith.

– To prze­wo­dy po­zwa­la­ją­ce prze­łą­czyć ma­szy­ne­rię ana­li­tycz­ną pro­jek­tu Ice­berg do pro­jek­tu Atmo – wy­ja­śnił Au­giasz i, nie cze­ka­jąc, ru­szył dalej.

– Nie tak szyb­ko! Sprzęt Atmo nie dzia­ła?

– Zo­stał prze­łą­czo­ny do Ter­ra­form.

– Ma­ni­pu­lo­wa­łeś łą­cze­niem pro­jek­tów? – zdzi­wi­ła się Ju­dith. – Nie masz do tego au­to­ry­za­cji.

– Spo­koj­nie, Ju­dith. Wszyst­ko jest pod kon­tro­lą, w ta­kiej kon­fi­gu­ra­cji pro­jek­ty mają więk­szą wy­daj­ność.

Nie przy­szła jej do głowy żadna roz­sąd­na od­po­wiedź, więc tylko zmarsz­czy­ła brwi i po­dą­ży­ła za Au­gia­szem. Się­gnę­ła do kie­sze­ni po no­tat­nik i pla­sti­ko­wym ry­si­kiem za­pi­sa­ła spo­strze­że­nia na szkla­nej po­wierzch­ni. Dotąd są­dzi­ła, że przy­je­cha­ła na Hoth nie­mal w ce­lach wy­po­czyn­ko­wych – że Peter tylko prze­sta­wi coś w usta­wie­niach i bę­dzie po pro­ble­mie. Ale może rze­czy­wi­ście po­ja­wi­ła się jakaś po­waż­niej­sza uster­ka? Być może nawet Lau­rent się do cze­goś przy­da, mimo że na miej­scu nie bra­ko­wa­ło fi­xi­tów.

– No do­brze, ale czemu wy­sy­łasz w ra­por­tach stare dane?

– Wy­sy­łam ak­tu­al­ne dane.

Ju­dith miała już kazać ro­bo­to­wi zde­cy­do­wać się, czy pro­jek­ty w końcu pra­cu­ją, czy nie, ale w tej samej chwi­li we­szła do sali te­sto­wej pro­jek­tu Kro­pla i sama zo­ba­czy­ła, że cała ma­szy­ne­ria stoi. Od­wró­ci­ła się do AI i unio­sła brwi.

– Mó­wi­łeś, że wszyst­ko dzia­ła.

– Sprzęt ana­li­tycz­ny dzia­ła, ale zo­stał prze­kie­ro­wa­ny do in­ne­go za­da­nia.

I znów te prze­kie­ro­wa­nia. Au­giasz nie po­wi­nien mieć moż­li­wo­ści wpro­wa­dza­nia ta­kich zmian. Ideą sta­cji było to, żeby po­szcze­gól­ne pro­jek­ty po­zo­sta­wa­ły nie­za­leż­ne, co po­zwa­la­ło na łatwe otwieranie i za­my­ka­nie po­szcze­gól­nych mo­du­łów. Nie mó­wiąc już o tym, że w przy­pad­ku pro­jek­tów ko­mer­cyj­nych zle­ce­nio­daw­cy ocze­ki­wa­li funk­cjo­no­wa­nia w opar­ciu o kon­kret­ny, do­star­czo­ny sprzęt.

Mu­sia­ła po­wie­dzieć Pe­te­ro­wi, żeby skon­tro­lo­wał upraw­nie­nia AI.

– Innego niż Kropla? Więc nad czym teraz pra­cu­je?

– Prze­pro­wa­dza opty­ma­li­za­cję moich pa­ra­me­trów – odparł Augiasz.

– Słu­cham? Nie po­wiesz mi, że to leży w two­ich kom­pe­ten­cjach.

– W moich kom­pe­ten­cjach leży mak­sy­ma­li­za­cja wy­daj­no­ści sta­cji.

W mo­du­łach po­zo­sta­łych pro­jek­tów spra­wa przed­sta­wia­ła się iden­tycz­nie. Re­ali­za­cja zadań zo­sta­ła za­wie­szo­na, a cała moc ob­li­cze­nio­wa prze­kie­ro­wa­na na uspraw­nia­nie Au­gia­sza. Kiedy Ju­dith zwró­ci­ła uwagę, że robot nie ma upraw­nień do pod­ję­cia ta­kich dzia­łań, od­parł tylko, że gdyby nie miał, to nie mógł­by ich prze­pro­wa­dzić. Nie wie­dzia­ła, jak z tym dys­ku­to­wać. Miał zresz­tą cał­ko­wi­tą rację – sztucz­na in­te­li­gen­cja nie jest czymś, co mo­gło­by kwe­stio­no­wać za­pro­gra­mo­wa­ne za­sa­dy.

Kiedy Ju­dith skoń­czy­ła ob­chód, po­pro­si­ła Pe­te­ra, żeby przyj­rzał się Au­gia­szo­wi od we­wnątrz. Męż­czy­zna nie uznał nawet za sto­sow­ne usiąść w tym celu za biur­kiem. Rzu­cił się tylko na me­ta­lo­we łóżko w po­ko­ju, oparł się wy­god­nie o po­dusz­kę, wy­cią­gnął lap­to­pa i pod­piął go do sieci. Wa­run­ki pracy in­for­ma­ty­ków.

Ju­dith zo­sta­wi­ła go z kom­pu­te­rem i po­ło­ży­ła się u sie­bie. Prze­wi­dy­wa­ła spo­koj­ne kilka go­dzin na czy­ta­nie, pod­czas gdy Peter bę­dzie grze­bał w ko­dzie, ale już po kil­ku­na­stu mi­nu­tach in­for­ma­tyk po­ja­wił się w drzwiach.

– Zmie­nia­ły się ostat­nio kody do­stę­pu?

– O ni­czym takim nie wiem. A wie­dzia­ła­bym.

Peter zmarsz­czył brwi, po czym za­wo­łał w bli­żej nie­okre­ślo­nym kie­run­ku:

– Au­giasz!

Po całej bazie po­roz­miesz­cza­ne były mi­kro­fo­ny, aby ko­mu­ni­ka­cja z AI od­by­wa­ła się spraw­nie, nawet bez na­rzę­dzi i in­ter­fej­sów. Stali by­wal­cy szyb­ko przy­zwy­cza­ja­li się, że w sta­cji co tro­chę po ko­ry­ta­rzach roz­no­si się imię ro­bo­ta. Lau­rent jed­nak do nich nie na­le­żał, dla­te­go przy­biegł zdzi­wio­ny jesz­cze przed Au­gia­szem. Chwi­lę póź­niej ścia­na obok po­ko­ju roz­su­nę­ła się i wy­ło­ni­ło się z niej białe ramię. Za­wi­sło przed drzwia­mi po­ko­ju Ju­dith.

– Coś mi za­blo­ko­wa­ło do­stęp do two­je­go kodu – wy­ja­śnił Peter. – Dodaj mi upraw­nie­nia, z łaski swo­jej.

– Nie­ste­ty, je­stem zmu­szo­ny od­mó­wić – od­rzekł Au­giasz. – To sprzecz­ne z moim pro­to­ko­łem bez­pie­czeń­stwa.

– Ja tutaj je­stem od okre­śla­nia two­ich pro­to­ko­łów, więc bądź tak miły i nie pieprz.

Au­giasz, ku coraz więk­szej kon­ster­na­cji per­so­ne­lu, oka­zał się jed­nak nie­ugię­ty. Ju­dith stwier­dzi­ła, że przy­czyn – a przy odro­bi­nie szczę­ścia i roz­wią­za­nia – pro­ble­mu na­le­ży szu­kać na po­zio­mie minus jeden, w rdze­niu sztucz­nej in­te­li­gen­cji. Au­giasz znik­nął więc w ścia­nie, a troje pra­cow­ni­ków ru­szy­ło na dół dłuż­szą drogą. Lau­rent zaj­rzał tylko do swo­je­go po­ko­ju i po chwi­li wró­cił ze skrzyn­ką z na­rzę­dzia­mi.

– My­ślisz, że to może być jakiś wirus? – za­sta­na­wia­ła się Ju­dith.

Peter po­krę­cił głową.

– Nie­wy­klu­czo­ne, ale mało praw­do­po­dob­ne. Zresz­tą ktoś mu­siał­by go wpro­wa­dzić tutaj, ze sta­cji.

– Nie mógł­by prze­słać go z Cen­trum? – pod­su­nął Lau­rent.

– To jest in­for­ma­ty­ka – od­parł Peter znie­cier­pli­wio­ny. – Nie mógł­by, chyba że wy­my­ślił­by, jak. Ale bez do­stę­pu do kom­plet­nej do­ku­men­ta­cji Au­gia­sza i hordy ha­ke­rów? Szcze­rze wąt­pię.

Lau­rent cięż­ko wes­tchnął.

– Co­kol­wiek to jest, trze­ba wy­łą­czyć i prze­czy­ścić AI. Nic nie zdzia­ła­my, póki kom­pu­ter temu za­po­bie­ga. Nie wiem, czemu jesz­cze tego nie zro­bi­łaś.

Ju­dith wy­czu­ła w jego tonie nutę pro­tek­cjo­nal­no­ści, więc zbyła uwagę mil­cze­niem. Fakt, że była drob­niej­sza, szcze­gól­nie od tak po­tęż­nych męż­czyzn jak Lau­rent, re­gu­lar­nie za­pew­niał jej tego ro­dza­ju po­dej­ście ze stro­ny płci prze­ciw­nej, na­uczy­ła się więc je igno­ro­wać.

Po­ziom minus jeden skła­dał się z krót­kie­go ko­ry­ta­rza, który z jed­nej stro­ny koń­czył się windą, z dru­giej zaś wą­ski­mi scho­da­mi. Po­środ­ku znaj­do­wa­ły się tylko jedne roz­su­wa­ne drzwi pro­wa­dzą­ce do cen­tra­li AI.

Choć Au­giasz nie ukry­wał, na co skie­ro­wa­na jest moc ob­li­cze­nio­wa sta­cji, żadne jego słowa nie mogły przy­go­to­wać Ju­dith na to, co zo­ba­czy­ła po przy­ło­że­niu karty do czyt­ni­ka przy drzwiach. Kil­ka­na­ście, może i wię­cej fi­xi­tów kłę­bi­ło się w po­miesz­cze­niu tak cia­sno, że troje pra­cow­ni­ków le­d­wie zdo­ła­ło się wci­snąć do środ­ka.

Ro­bo­ty wy­po­sa­żo­ne w naj­róż­niej­sze na­rzę­dzia pra­co­wa­ły nad ob­wo­da­mi Au­gia­sza. Prze­łą­cza­ły, wy­mie­nia­ły, ła­ta­ły, skra­ca­ły… Tak na­praw­dę Ju­dith nie miała pew­no­ści, co one wszyst­kie robią. Była jed­nak prze­ko­na­na, że plan dzia­łal­no­ści sta­cji Hoth tego nie prze­wi­duje.

– No dobra, Au­giasz, prze­ho­lo­wa­łeś – oświad­czy­ła. – Od­wo­łaj fi­xi­ty i przy­wróć pro­jek­tom pod­sta­wo­we za­da­nia.

– Nie­ste­ty, nie mogę. To sprzecz­ne z prio­ry­te­ta­mi sta­cji.

– Daj­cie już spo­kój, nie bę­dzie­my się kłó­cić z ze­psu­tym kom­pu­te­rem. Twar­dy reset i tyle. Potem po­sie­dzi­my tro­chę i wszyst­ko ska­li­bru­je­my.

Lau­rent nie wy­trzy­mał i się­gnął do tyl­nej obu­do­wy naj­bliż­sze­go fi­xi­ta, wy­łą­cza­jąc go. Robot za­stygł na chwi­lę w bez­ru­chu, po czym zło­żył ra­mio­na i scho­wał wy­się­gni­ki z obiek­ty­wa­mi.

– Nie rób tego, pro­szę – ode­zwał się Au­giasz.

Lau­rent jed­nak nie słu­chał. Od­sta­wił na zie­mię skrzyn­kę z na­rzę­dzia­mi i za­czął się prze­ci­skać w stro­nę pa­ne­lu kon­tro­l­ne­go AI, po dro­dze rzu­ca­jąc prze­kleń­stwa­mi i przy­ku­ca­jąc, by wy­łą­czyć wszyst­kie mi­ja­ne fi­xi­ty.

Nagle roz­legł się wrzask. Zanim Ju­dith zo­rien­to­wa­ła się czyj, sama opa­dła na ko­la­na i za­czę­ła krzy­czeć.

Jeden z fi­xi­tów cof­nął ra­mio­na, wy­cią­ga­jąc wi­ru­ją­ce świ­dry z ple­ców i głowy Lau­ren­ta. Męż­czy­zna padł na zie­mię. Mię­dzy koła ota­cza­ją­cych go ro­bo­tów na­tych­miast po­la­ła się krew. Ju­dith pod­nio­sła się tylko po to, żeby ka­łu­ża jej nie do­się­gnę­ła.

– Boże, co ty zro­bi­łeś?! – Słowa le­d­wie prze­cho­dzi­ły jej przez gar­dło; stała i pa­trzy­ła na Lau­ren­ta nie­obec­nym wzro­kiem.

– Chciał prze­pro­wa­dzić re­start sy­te­mu.

– Nie wie­dział jesz­cze nawet jak! De­cy­zja i tak na­le­ży do mnie. A teraz… Przy­kro mi, teraz nie mam już in­ne­go wy­bo­ru.

Au­giasz za­my­ślił się.

– Och. No… cóż.

Ju­dith po­czu­ła, jak Peter chwy­ta ją za rękę. Do­pie­ro wtedy zo­ba­czy­ła, że wszyst­kie fi­xi­ty zwró­ci­ły się w ich kie­run­ku. Peter szarp­nął ją do tyłu i za­blo­ko­wał za­my­ka­ją­ce się drzwi. Po­zwo­lił jej prze­ci­snąć się na ze­wnątrz pod jego ra­mie­niem, po czym sam wy­sko­czył z po­miesz­cze­nia. Drzwi za­mknę­ły się z hu­kiem, a chwi­lę póź­niej na po­wrót po­wo­li otwo­rzy­ły.

Peter po­pchnął Ju­dith w stro­nę scho­dów.

– Bie­gnij! Do han­ga­ru!

 

***

 

/ana­li­zuj/czyn­nik > Pe­ter_Hill: wpływ …ne­ga­tyw­ny;

/ko­rek­cja/czyn­nik > Pe­ter_Hill: wy­eli­mi­nuj;

/ana­li­zuj/czyn­nik > Ju­dith_Fa­ir­la­ne: wpływ …ne­ga­tyw­ny;

/ko­rek­cja/czyn­nik > Ju­dith_Fa­ir­la­ne: wy­eli­mi­nuj;

 

W sy­mu­la­cjach Au­giasz nie prze­wi­dy­wał, że pra­cow­ni­cy Cen­trum An­tark­tycz­ne­go ze­chcą go wy­łą­czyć. Za­wsze za­kła­dał, że kiedy przy­ja­dą, będą dzia­ła­li na ko­rzyść sta­cji. Po­peł­nił błąd, ale za­mie­rzał go bez­zwłocz­nie na­pra­wić.

Po­le­cił dzia­ła­ją­cym fi­xi­tom uru­cho­mić ro­bo­ty, które udało się wy­łą­czyć Lau­ren­to­wi. Po prze­rwa­niu funk­cjo­no­wa­nia ciało męż­czy­zny nie zwol­ni­ło prze­strze­ni sta­cji, lecz wciąż za­le­ga­ło tam, gdzie za­gro­że­nie zo­sta­ło zneu­tra­li­zo­wa­ne. Au­giasz po­wi­nien po­słać fi­xi­ty, aby uprząt­nę­ły cen­tra­lę, jed­nak za­da­nie to nie miało wy­so­kie­go prio­ry­te­tu. Tym­cza­so­wo kazał jed­ne­mu z nich prze­su­nąć ciało pod ścia­nę.

Naj­waż­niej­sza była w tym mo­men­cie ochro­na sta­cji przed po­zo­sta­ły­mi dwoma za­gro­że­nia­mi. Au­giasz ob­ser­wo­wał przez mo­ni­to­ring, jak Ju­dith i Peter kie­ru­ją się w stro­nę han­ga­ru. Za­wa­hał się, czy nie po­zwo­lić im odejść, jed­nak było to zbyt ry­zy­kow­ne. Jeśli Cen­trum An­tark­tycz­ne po­dej­mu­je dzia­ła­nia na szko­dę Hoth, jego pod­mio­tom nie po­win­no się po­zwo­lić wró­cić do bazy.

Za­blo­ko­wał drzwi wyj­ścio­we.

Szyb­kie sy­mu­la­cje po­zwo­li­ły wy­szu­kać al­go­ryt­my po­stę­po­wa­nia gwa­ran­tu­ją­ce naj­więk­szą sku­tecz­ność neu­tra­li­za­cji za­gro­że­nia. Au­giasz skie­ro­wał do tego za­da­nia wszyst­kie do­stęp­ne za­so­by.

Jesz­cze raz prze­pro­wa­dził ana­li­zę za­gro­żeń.

 

/ana­li­zuj/czyn­nik > CA: wpływ …ne­ga­tyw­ny;

 

***

 

Peter prze­klął, kiedy czer­wo­na lamp­ka za­sy­gna­li­zo­wa­ła, że karta Ju­dith także nie otwo­rzy drzwi do han­ga­ru. Dla pew­no­ści przy­su­nął pla­sti­ko­wy kar­to­nik do czyt­ni­ka ko­lej­ne kilka razy. I nic.

­– Je­steś w sta­nie to jakoś od­blo­ko­wać? – spy­ta­ła Ju­dith, oglą­da­jąc się przez ramię. Wciąż byli sami, jed­nak taki stan rze­czy nie mógł się utrzy­my­wać dłu­żej niż jesz­cze kilka chwil.

Peter nie od­po­wie­dział. Bęb­nił pal­ca­mi o ścia­nę obok czyt­ni­ka, marsz­cząc brwi. Nagle pod­niósł wzrok na sufit, mruk­nął ko­lej­ne prze­kleń­stwo i ru­szył ko­ry­ta­rzem.

– Chodź.

– Peter! Otwo­rzysz te drzwi?

– Za­mknij się. – Obej­rzał się na Ju­dith, a stwier­dziw­szy, że ta nadal ani drgnie, cof­nął się i po­cią­gnął ją za sobą. Gdy jego usta zna­la­zły się tuż obok jej wło­sów, wy­szep­tał: – Mi­kro­fo­ny.

Ju­dith ugry­zła się w język. Sama po­win­na była o tym po­my­śleć.

Tuż przed tym, jak drzwi znik­nę­ły za ro­giem, na ko­ry­ta­rzu za nimi po­ja­wi­ła się grup­ka pię­ciu fi­xi­tów. Może sze­ściu, Ju­dith nie była pewna. Przy­spie­szy­li kroku.

Zmie­rza­li w kie­run­ku po­ko­jów sy­pial­nych, je­dy­ne­go miej­sca na sta­cji po­zba­wio­ne­go nad­zo­ru kamer i mi­kro­fo­nów. Szczę­śli­wie od sek­to­ra miesz­kal­ne­go nie dzie­li­ły ich żadne drzwi, które Au­giasz mógł­by za­blo­ko­wać. Na każ­dym rogu wstrzy­my­wa­li od­dech, spo­dzie­wa­jąc się ści­ga­ją­cych ich fi­xi­tów, jed­nak los zda­wał się im sprzy­jać.

Kiedy po­ko­na­li scho­dy pro­wa­dzą­ce na po­ziom pierw­szy, Ju­dith po­czu­ła się nieco bez­piecz­niej. Wie­dzia­ła, że to ab­sur­dal­ne, złud­ne uczu­cie, lecz pokój 101 był dla niej na sta­cji naj­bliż­szym sub­sty­tu­tem domu. Jeśli gdzieś miała się czuć bez­piecz­na, to wła­śnie tam, w mo­du­le przy­naj­mniej czę­ścio­wo nie­zau­to­ma­ty­zo­wa­nym.

Po­dzię­ko­wa­ła w duchu pro­jek­tan­tom sta­cji, że w sy­pial­niach za­in­sta­lo­wa­no tra­dy­cyj­ne drzwi i zamki. Całą resz­tę Hoth wy­po­sa­żo­no w cięż­kie, roz­su­wa­ne au­to­ma­ty. Za­sta­na­wia­ła się, czy by­li­by w sta­nie otwo­rzyć je przy po­mo­cy łomu. Wciąż nie do­wie­dzia­ła się, czy Peter ma szan­se roz­bro­ić zamki.

Gdy zna­leź­li się w jego po­ko­ju, nie mu­sia­ła długo cze­kać na od­po­wiedź. In­for­ma­tyk wsko­czył na łóżko i na­tych­miast uru­cho­mił kom­pu­ter.

– Kon­tro­la zam­ków to osob­ny sys­tem, Au­giasz ma do niego tylko po­śred­ni do­stęp. Jeśli za bar­dzo go nie prze­bu­do­wał, po­wi­nie­nem być w sta­nie prze­jąć kon­tro­lę – wy­tłu­ma­czył ści­szo­nym gło­sem i za­milkł nad mo­ni­to­rem, za­głu­sza­jąc nie­re­gu­lar­ny stu­kot kla­wia­tu­ry je­dy­nie oka­zjo­nal­ny­mi prze­kleń­stwa­mi i cmo­ka­niem.

Ju­dith nie mogła ode­rwać wzro­ku od drzwi. Oczy­ma wy­obraź­ni wi­dzia­ła, jak prze­wier­co­ne na wylot pę­ka­ją i zwi­sa­ją na prze­krzy­wio­nych za­wia­sach, umoż­li­wia­jąc prze­jazd ko­lej­nym fi­xi­tom o ra­mio­nach czer­wo­nych od krwi Lau­ren­ta.

W po­ko­ju nie wi­dzia­ła nic, co mo­gło­by pomóc w razie przy­by­cia ro­bo­tów. Lek­kie drew­nia­ne łóżko, na któ­rym pra­co­wał Peter, szaf­ka nocna, nie­wiel­ka ko­mód­ka na ubra­nia. Obok niej na ziemi leżał nie­wy­pa­ko­wa­ny ple­cak Pe­te­ra, zaś na­prze­ciw stało biur­ko z ob­ro­to­wym fo­te­lem, do­peł­nia­ją­ce ob­ra­zu po­ko­ju. Choć…

Szum­ne miano „biur­ka” nie do końca od­da­wa­ło rze­czy­wi­sty stan rze­czy. Był to ra­czej sto­lik, bar­dziej niż co­kol­wiek in­ne­go przy­po­mi­na­ją­cy ławki, które pa­mię­ta­ła ze szko­ły. Ju­dith na­rze­ka­ła na niego za każ­dym razem, kiedy przy­cho­dzi­ło jej pra­co­wać w po­ko­ju. Teraz jed­nak pro­sta kon­struk­cja mogła się na coś przy­dać.

Prze­wró­ci­ła biur­ko i sta­nę­ła na bla­cie. Przy­trzy­mu­jąc się dwóch nóg, opar­ła but o trze­cią i prze­nio­sła na nią cię­żar ciała. Noga pu­ści­ła z trza­skiem skle­ja­ne­go drew­na.

– Też po­pro­szę. – Peter nawet nie pod­niósł wzro­ku znad lap­to­pa.

Roz­legł się drugi trzask.

Uzbro­jo­na w pałkę, Ju­dith usta­wi­ła się przy drzwiach, aby móc za­re­ago­wać na­tych­miast, gdy tylko zja­wią się fi­xi­ty. Prze­szło jej przez myśl, że me­ta­lo­wa lampa sto­ją­ca z jej sa­lo­nu w Cle­ve­land by­ła­by teraz jak zna­lazł. Cięż­ka pod­sta­wa zna­ko­mi­cie nada­wa­ła­by się na ma­czu­gę.

Mi­ja­ła mi­nu­ta za mi­nu­tą, a spo­dzie­wa­ny atak nie nad­cho­dził. At­mos­fe­ra jed­nak nie sta­wa­ła się przez to mniej na­pię­ta. Dotąd przy­naj­mniej – jak im się zda­wa­ło – wie­dzie­li, co się dzie­je. Cisza nie była uspo­ka­ja­ją­ca, lecz po­dej­rza­na.

– Może Au­giasz się opa­mię­tał?

Żadne z nich w to nie wie­rzy­ło.

A mi­nu­ty mi­ja­ły.

– Chyba po­szło – oświad­czył w końcu Peter. – Muszę tylko dodać za­bez­pie­cze­nia, zanim za­twier­dzę zmia­ny, żeby Au­giasz nie mógł się do­stać do sys­te­mu. Po­wiedz ja­kieś zda­nie, któ­re­go nie za­po­mnę. Bę­dzie czę­ścią hasła.

– Moc silna w tobie nie jest, Ju­dith.

Peter uśmiech­nął się gorz­ko.

– Mo­ni­to­ring wy­łą­czo­ny, sta­cja stoi przed nami otwo­rem.

– Je­steś pe­wien, że Au­giasz nie przej­mie kon­tro­li? – upew­ni­ła się Ju­dith.

– Przej­mie. Ale mamy tro­chę czasu. Musi nam wy­star­czyć.

 

***

 

Au­giasz śle­dził każdy krok czyn­ni­ków za­gra­ża­ją­cych sta­cji. Po odej­ściu od han­ga­ru Ju­dith i Peter prze­wi­ja­li się przez ka­me­ry H02, H03, póź­niej SC i serię L. Znik­nę­li z wizji do­pie­ro z wej­ściem do po­ko­ju 104. Au­giasz prze­pro­wa­dził sy­mu­la­cję. Pokój 104 nie po­sia­dał wyj­ścia bez­po­śred­nio na ze­wnątrz, jeśli nie li­czyć okna, jed­nak praw­do­po­do­bień­stwo uciecz­ki tą drogą było po­mi­jal­nie małe. Okno znaj­do­wa­ło się na wy­so­ko­ści czte­rech me­trów nad zie­mią, do tego obej­mo­wa­ła je ka­me­ra HE01 za­in­sta­lo­wa­na przed han­ga­rem. Wyj­ście tą drogą unie­moż­li­wia­ło­by także za­bra­nie ze sobą ja­kie­go­kol­wiek wy­po­sa­że­nia, nie wspo­mi­na­jąc o środ­ku trans­por­tu, co samo w sobie roz­wią­zy­wa­ło­by pro­blem.

Po­wta­rza­ją­ce się im­pul­sy na seg­men­tach ste­row­ni­czych sy­gna­li­zo­wa­ły, że ko­lej­ne czułe punk­ty zo­sta­wa­ły za­bez­pie­czo­ne przez fi­xi­ty. Prio­ry­tet sta­no­wił do­stęp do han­ga­ru, jed­nak Au­giasz ob­sta­wił ro­bo­ta­mi także inne klu­czo­we lo­ka­li­za­cje, takie jak dwa mniej­sze wyj­ścia i ma­ga­zyn sprzę­tu po­lar­ni­cze­go.

Ostat­ni sy­gnał po­twier­dził za­mknię­cie sand­bo­xu. Za­gro­że­nia znaj­do­wa­ły się w śro­do­wi­sku kon­tro­lo­wa­nym, w któ­rym można było zneu­tra­li­zo­wać je bez po­śpie­chu ani po­dej­mo­wa­nia nie­po­trzeb­ne­go ry­zy­ka.

Au­giasz koń­czył wła­śnie prze­pro­gra­mo­wy­wa­nie sprzę­tu z pro­jek­tów me­dycz­nych, kiedy sy­tu­acja ule­gła zmia­nie. Nagle utra­cił trans­mi­sję z kamer. Gdy spró­bo­wał ją przy­wró­cić, na­po­tkał obce za­bez­pie­cze­nia. Do­pie­ro wtedy otrzy­mał ko­mu­ni­kat o zmia­nach w sys­te­mie mo­ni­to­rin­gu i kon­tro­li zam­ków. Po­słał im­puls za­my­ka­ją­cy drzwi, jed­nak sy­gnał odbił się od tej samej za­po­ry.

Gdyby tylko miał stałe po­łą­cze­nie z sys­te­mem, takie prze­ocze­nie nie mo­gło­by się wy­da­rzyć. Au­giasz nie mu­siał­by cze­kać na no­ty­fi­ka­cje otrzy­my­wa­ne raz na jakiś czas i za­blo­ko­wał­by Pe­te­ro­wi do­stęp, zanim ten zdą­żył­by na­pi­sać choć­by wiersz kodu. Pod­niósł na li­ście zadań prio­ry­tet sca­le­nia sys­te­mów po­bocz­nych ze swoim rdze­niem.

Pro­sta ana­li­za wy­ka­za­ła, że za­bez­pie­cze­nia mo­ni­to­rin­gu były wręcz try­wial­ne, moż­li­we do zła­ma­nia przy po­mo­cy prostackie­go al­go­ryt­mu o stu­pro­cen­to­wej sku­tecz­no­ści, któ­re­go je­dy­ną wadą była zło­żo­ność ob­li­cze­nio­wa spra­wia­ją­ca, że cały pro­ces od­by­wał się w nie­mi­ło­sier­nie wol­nym tem­pie. Ma­szy­ne­ria Geo­Fre­ez, MID­ni­ght i Kro­pli za­ję­ta była pro­jek­tem 7289688265, Au­giasz na­tych­miast prze­kie­ro­wał więc LCS i Eli­xir do pracy nad de­szy­fra­cją za­po­ry, zaś z braku mo­ni­to­rin­gu po­słał Sco­utEye’e do prze­pa­try­wa­nia ko­ry­ta­rzy. Uru­cho­mił także ko­lej­ne fi­xi­ty.

Skoro sand­box zo­stał zła­ma­ny, na­le­ża­ło pod­jąć szyb­kie, zde­cy­do­wa­ne dzia­ła­nia. Nie do­ce­nił za­gro­że­nia, w szcze­gól­no­ści in­for­ma­ty­ka.

 

/log_o­twar­ty/12.08, 16:12

/ko­rek­cja/czyn­nik > Pe­ter_Hill: prio­ry­tet > pod­nieś …x2;

 

***

 

Zza drzwi do­biegł ich cichy szmer. Peter za­stygł, za­rzu­ciw­szy torbę z lap­to­pem na ramię. Zmarsz­czył brwi.

– To Sco­utEye – oznaj­mi­ła Ju­dith. – Mu­sia­ło ci się udać.

Szum stał się nieco gło­śniej­szy i usta­bi­li­zo­wał się. Naj­wy­raź­niej dron za­wisł tuż przed po­ko­jem 104. Ju­dith przy­ję­ła po­zy­cję obok wej­ścia i ski­nę­ła na Pe­te­ra.

– Otwórz drzwi na trzy, dwa, jeden… teraz.

In­for­ma­tyk na­ci­snął klam­kę i po­cią­gnął, po czym cof­nął się o dwa kroki.

Le­d­wie w drzwiach po­ja­wił się Sco­utEye, Ju­dith za­mach­nę­ła się i z całą siłą opu­ści­ła na niego nogę biur­ka. Nie tra­fi­ła tak, jak chcia­ła, ale wy­star­czy­ło. Dron prze­ko­zioł­ko­wał w po­wie­trzu. Jedno z jego śmi­gieł od­pa­dło od razu, dru­gie nie wy­trzy­ma­ło ude­rze­nia o zie­mię – jak zresz­tą więk­szość kon­struk­cji. Czar­ny pla­stik roz­pry­snął się po pod­ło­dze. Wśród odłam­ków Ju­dith za­uwa­ży­ła jedną z kamer drona. Nie było sensu jej nisz­czyć. Trans­mi­to­wa­ła na bie­żą­co, Au­giasz i tak wie­dział już, co się stało.

– To teraz mu­si­my się spie­szyć – po­wie­dział Peter, wy­cho­dząc na ko­ry­tarz. – Trze­ba stąd znik­nąć, zanim do­le­ci tu ko­lej­ny Sco­utEye.

Ju­dith prze­wró­ci­ła ocza­mi. Za­kła­da­ła, że to się ro­zu­mie samo przez się.

Do han­ga­ru ru­szy­li inną drogą niż ta, którą przy­by­li oni i Sco­utEye. Nad­kła­da­li tro­chę trasy, ale zgo­dzi­li się, że tak może być bez­piecz­niej. Na po­zio­mie zero jesz­cze dwu­krot­nie zawracali ze wzglę­du na po­ja­wia­ją­ce się w ko­ry­ta­rzach drony. Mieli szczę­ście, że żaden nie był aku­rat zwró­co­ny w ich stro­nę.

Po raz pierw­szy w życiu Ju­dith do­ce­ni­ła to, jaki la­bi­rynt two­rzy­ła siat­ka ko­ry­ta­rzy na Hoth. Mo­du­ło­wa bu­do­wa sta­cji z pew­no­ścią miała swoje za­le­ty, jeśli cho­dzi­ło o prak­tycz­ność przy otwie­ra­niu i za­my­ka­niu pro­jek­tów, jed­nak wy­mu­szo­ny przez to spo­sób pla­no­wa­nia ko­ry­ta­rzy na ogół do­pro­wa­dzał do fru­stra­cji. Lecz nie dziś.

Ko­lej­ny raz mu­sie­li się wy­co­fać, kiedy tuż przed nimi jak spod ziemi wy­ro­sły czte­ry fi­xi­ty. Za­uwa­ży­ły ich. Pu­ści­li się bie­giem i nie za­trzy­my­wa­li, aż dwa sek­to­ry dalej nie upew­ni­li się, że na pewno zgu­bi­li po­ścig.

Klu­czy­li jesz­cze znacz­nie dłu­żej, niż by sobie ży­czy­li, nim wresz­cie zna­leź­li się nie­da­le­ko han­ga­ru. Za­trzy­ma­li się tuż przed za­krę­tem; od wyj­ścia dzie­li­ło ich je­dy­nie ostat­nie trzy­dzie­ści me­trów.

Peter wy­chy­lił się i zaraz scho­wał. Prze­klął siar­czy­ście.

– Kil­ka­na­ście fi­xi­tów. A do tego dwa więk­sze ro­bo­ty. Nie wiem, co to, ale bydlę ma ze dwa metry.

Tym razem to Ju­dith wyj­rza­ła za róg i tym razem to ona za­klę­ła. Przed drzwia­mi han­ga­ru ponad nie­wiel­ki­mi sza­ry­mi fi­xi­ta­mi gó­ro­wa­ły ma­syw­ne syl­wet­ki – białe ko­lum­ny z dwoma ra­mio­na­mi za­koń­czo­ny­mi ob­ro­to­wy­mi tar­cza­mi. Na jed­nym z nich za­mon­to­wa­no ze­staw skal­pe­li i wier­te­łek do pracy w mi­kro­ska­li, na dru­gim zaś kil­ka­na­ście strzy­ka­wek. Wzdłuż pra­we­go ra­mie­nia cią­gnę­ły się pla­sti­ko­we rurki do­pro­wa­dza­ją­ce sub­stan­cje zma­ga­zy­no­wa­ne w kor­pu­sie.

Ro­bo­ty usta­wi­ły się po obu stro­nach drzwi do han­ga­ru jak po­są­gi przed an­tycz­ną świą­ty­nią. Ju­dith czy­ta­ła kie­dyś o bó­stwie o wielu twa­rzach do­oko­ła głowy. Nie pa­mię­ta­ła, gdzie w nie wie­rzo­no, ale ka­me­ry za­mon­to­wa­ne na szczy­cie do­oko­ła całej ko­lum­ny na­tych­miast o nim przy­po­mnia­ły. Może pro­jek­tan­ci się nim in­spi­ro­wa­li. A może nie, nie­trud­no coś ta­kie­go wy­my­ślić.

– ME­Dla­by. Wy­cią­gnął je z pro­jek­tów me­dycz­nych – wy­ja­śni­ła.

– Co one mają w tych strzy­kaw­kach?

– Szcze­pion­kę na AIDS. – Peter zro­bił minę wy­ra­ża­ją­cą kom­plet­ne nie­zro­zu­mie­nie. – Taki był cel Eli­xi­ru. Nie wiem, co Au­giasz im tam na­pa­ko­wał, miał do dys­po­zy­cji jakiś ty­siąc albo i wię­cej od­czyn­ni­ków. W każ­dym razie nie chcesz się o tym prze­ko­nać.

Po zmar­no­wa­nej chwi­li mil­cze­nia Peter zde­cy­do­wał się po­wie­dzieć to, o czym oboje my­śle­li.

– Nie mamy szans tam wejść.

Ju­dith nie­chęt­nie ski­nę­ła głową.

– A bez han­ga­ru się stąd nie wy­do­sta­nie­my. Nawet gdyby wyjść inną drogą… – Za­czę­ła kal­ku­lo­wać dy­stans do naj­bliż­sze­go schro­nie­nia, choć­by i innej sta­cji po­lar­nej, ale zaraz zre­zy­gno­wa­ła. Gdyby nawet byli w sta­nie przejść te kil­ka­set mil, i tak zgu­bi­li­by się po pierw­szych stu kro­kach od utra­ty Hoth z oczu. Wes­tchnę­ła. Bez po­jaz­dów ani rusz. – Przy­wieź­li­śmy te­le­fon sa­te­li­tar­ny. Jeśli za­dzwo­ni­my do Cen­trum po pomoc, kogoś po nas przy­ślą. Mu­sie­li­by­śmy się potem ukryć na ja­kieś kil­ka­dzie­siąt go­dzin…

Kil­ka­dzie­siąt go­dzin w za­mknię­tej sta­cji z su­per­kom­pu­te­rem pra­gną­cym ich eks­ter­mi­na­cji. Kom­pu­te­rem ma­ją­cym do dys­po­zy­cji armię ro­bo­tów i dro­nów, nie­dłu­go pew­nie też mo­ni­to­ring i kon­tro­lę zam­ków. Nie po­trze­bu­ją­cym snu.

Do­pie­ro teraz Ju­dith zdała sobie spra­wę, jak cała po­dróż ją wy­koń­czy­ła. Niby zdrzem­nę­ła się nie tak dawno temu, w dro­dze, ale sen w Hu­mvee to żaden sen. A jeśli do rów­na­nia do­ło­żyć pie­kło, które roz­pę­ta­ło się w sta­cji, po­wo­dów było aż nadto, żeby pra­gnąć po­ło­żyć się do łóżka i znik­nąć ze świa­ta na bite osiem go­dzin. Peter na ostat­nim od­cin­ku sie­dział za kie­row­ni­cą, więc po­dej­rze­wa­ła, że może być z nim co naj­mniej rów­nie źle. Wy­glą­dał, jakby było.

– Kurwa. – Męż­czy­zna bez­ce­re­mo­nial­nie wy­rwał ją z za­my­śle­nia. – Nie wy­pa­ko­wa­łem jesz­cze te­le­fo­nu. Zo­stał w sa­mo­cho­dzie.

Oboje od­ru­cho­wo po­pa­trzy­li w kie­run­ku han­ga­ru.

– W sta­cji jest jesz­cze te­le­fon alar­mo­wy – po­wie­dzia­ła Ju­dith. – Jeśli Au­giasz chce nas od­ciąć od świa­ta, po­wi­nien się go po­zbyć. Ale może po­my­ślał tylko o wyj­ściach i…

– To su­per­kom­pu­ter – prze­rwał Peter. – On nie za­po­mi­na tak po pro­stu o czymś, czego po­trze­bu­je.

– A masz lep­szy po­mysł?

Peter mil­czał przez chwi­lę z za­cię­tą miną.

– Po­spiesz­my się. Może jesz­cze nie zdą­żył się do tego za­brać.

Skrzyn­ka z te­le­fo­nem sa­te­li­tar­nym mie­ści­ła się w cen­trum sta­cji. Nie by­ło­by to da­le­ko od han­ga­ru, gdyby nie na­mie­rzył ich ko­lej­ny Sco­utEye. Tym razem Ju­dith zmiaż­dży­ła go, tra­fia­jąc pro­wi­zo­rycz­ną pałką w sam śro­dek kon­struk­cji. To jed­nak nie zmie­nia­ło faktu, że mu­sie­li jak naj­szyb­ciej od­da­lić się od miej­sca spo­tka­nia drona, do któ­re­go ze wszyst­kich stron za­czę­ły nad­cią­gać fi­xi­ty i ME­Dla­by.

Wi­dząc w od­da­li ko­lej­ną grup­kę ro­bo­tów, Peter pchnął Ju­dith w bocz­ny ko­ry­tarz.

– Nie tędy – za­pro­te­sto­wa­ła. – To moduł pro­jek­tu Faw­kes. Ma­te­ria­ły wy­bu­cho­we nowej ge­ne­ra­cji. Nie mam za­mia­ru być tutaj, kiedy Au­giasz zde­cy­du­je, że naj­bar­dziej opła­ca się wy­sa­dzić nas w po­wie­trze razem z całym sek­to­rem.

Obe­szli grupę fi­xi­tów i przy pierw­szej oka­zji od­da­li­li się od Faw­ke­sa.

– Ile wła­ści­wie jest na sta­cji fi­xi­tów? – za­py­tał Peter.

– Nie wiem, kil­ka­dzie­siąt.

– Je­steś za­stęp­cą kie­row­ni­ka sta­cji i nie wiesz? Nie przy­wio­złaś ja­kichś pa­pie­rów? Do­ku­men­ta­cji, in­wen­ta­ry­za­cji?

Ju­dith wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Takie rze­czy mam w Cen­trum, nie uczy­łam się tego na pa­mięć. Ty byś to woził, mając na miej­scu AI, które może ci po­wie­dzieć nie tylko ile mamy fi­xi­tów, ale jesz­cze czy wszystkie są sprawne i nad czym w danym mo­men­cie pra­cu­ją?

Takie wy­tłu­ma­cze­nie zda­wa­ło się Pe­te­ro­wi wy­star­czać. Na inne nie miał co li­czyć.

Na­resz­cie ich oczom uka­zał się wła­ści­wy ko­ry­tarz. Skrzyn­ka z te­le­fo­nem zo­sta­ła wbu­do­wa­na w ścia­nę, a z od­le­gło­ści dwu­dzie­stu me­trów nic nie wska­zy­wa­ło, żeby ktoś przy niej maj­stro­wał. Jak na razie. Z prze­ciw­ne­go krań­ca ko­ry­ta­rza do te­le­fo­nu zbli­ża­ła się grup­ka fi­xi­tów wspie­ra­na przez ME­Dla­ba. Naj­wy­raź­niej Au­giasz zor­ga­ni­zo­wał mie­sza­ne od­dzia­ły pa­tro­lo­we.

– Do­pie­ro jadą go wy­łą­czyć. Zdą­ży­my. Cze­kaj tutaj – po­wie­dział Peter i pu­ścił się pędem w kie­run­ku prze­szklo­nych drzwi­czek.

Ro­bo­ty miały do prze­by­cia krót­szą drogę, jed­nak nie roz­pę­dza­ły się do du­żych pręd­ko­ści. Peter w biegu chwy­cił nogę biur­ka w po­ło­wie dłu­go­ści i jako pierw­szy do­padł do skrzyn­ki, w pę­dzie zbi­ja­jąc szybę. Zła­pał te­le­fon i grzmot­nął sta­lo­wą pałką fi­xi­ta, który pra­wie go do­go­nił. Robot cof­nął się, zo­sta­wia­jąc na pod­ło­dze jedno z czte­rech ra­mion.

Peter od­wró­cił się i za­czął ucie­kać.

Nagle z są­sied­nie­go ko­ry­ta­rza wy­je­cha­ły ko­lej­ne fi­xi­ty, od­ci­na­jąc mu drogę po­wrot­ną. Ju­dith nie cze­ka­ła bier­nie na dal­szy roz­wój wy­pad­ków. Pod­bie­gła do ro­bo­tów usta­wio­nych przo­dem w stro­nę Pe­te­ra i udało jej się wy­łą­czyć jed­ne­go z nich cel­nym szty­chem nogą stołu w prze­łącz­nik. Na­stęp­ne­mu zmiaż­dży­ła tułów.

Peter po­tęż­nym cio­sem utrą­cił in­ne­mu głowę. Z ob­wo­dów po­szedł dym, fixit prze­wró­cił się i znie­ru­cho­miał. Usko­czył przed pal­ni­ka­mi za­mon­to­wa­ny­mi na dwóch ra­mio­nach ko­lej­ne­go ro­bo­ta i po­wtó­rzył ude­rze­nie.

Miał szan­sę się prze­bić.

– Uwa­żaj! – zdą­ży­ła tylko krzyk­nąć Ju­dith, kiedy zo­ba­czy­ła ME­Dla­ba wy­pa­da­ją­ce­go z są­sied­nie­go ko­ry­ta­rza pro­sto na Pe­te­ra.

Biały kolos przy­parł go do ścia­ny z takim im­pe­tem, że sam ob­ró­cił się i od­sko­czył na bok. Torba z lap­to­pem za­cze­pi­ła się o jego ramię i wy­lą­do­wa­ła na pod­ło­dze. Peter wy­pu­ścił pro­wi­zo­rycz­ną broń, jed­nak w pierw­szej chwi­li zda­wa­ło się, że do­znał ra­czej szoku niż fak­tycz­nych ob­ra­żeń.

Ani on, ani Ju­dith nie za­uwa­ży­li strzy­kaw­ki ME­Dla­ba.

Nagle Peter wrza­snął, chwy­ta­jąc się za bok. Wy­trzesz­czył oczy w bólu i padł na ko­la­na. Spoj­rzał na Ju­dith, po czym wy­ko­nał ko­śla­wy ruch głową. „Łap”. Za­mach­nął się ręką, w któ­rej wciąż kur­czo­wo trzy­mał te­le­fon sa­te­li­tar­ny, i pchnął go w stro­nę Ju­dith. Se­kun­dy póź­niej leżał już na ziemi i zwi­jał się w nie­ludz­kich kon­wul­sjach.

Ju­dith pra­gnę­ła pod­biec do niego, coś dla niego zro­bić. Nie wie­dzia­ła, co.

Za­miast tego chwy­ci­ła te­le­fon i rzu­ci­ła się w prze­ciw­nym kie­run­ku. Skrę­ci­ła w pierw­szy lep­szy ko­ry­tarz, z któ­re­go także przy naj­bliż­szej oka­zji zre­zy­gno­wa­ła. Trzy mo­du­ły dalej ze zło­ścią po­gru­cho­ta­ła na­po­tka­ne­go drona, prze­kli­na­jąc ko­niecz­ność po­now­ne­go gu­bie­nia tropu. Bie­gła, ani na chwi­lę nie zwal­nia­jąc.

Gdy po­czu­ła, że bra­ku­je jej tchu, otwo­rzy­ła mi­ja­ne drzwi i wpa­dła do nie­wiel­kie­go po­miesz­cze­nia biu­ro­we­go. Na pa­ne­lu kon­tro­l­nym wstu­ka­ła ko­men­dę blo­ku­ją­cą zamek.

Opa­dła na krze­sło i opar­ła się o biur­ko, od­dy­cha­jąc głę­bo­ko. Mogła wresz­cie za­dzwo­nić do Cen­trum An­tark­tycz­ne­go po pomoc. Na­stęp­ne go­dzi­ny wcale nie będą ła­twiej­sze, ale bę­dzie miała na co cze­kać.

Wy­ję­ła z kie­sze­ni te­le­fon i klik­nę­ła przy­cisk włą­cza­ją­cy. Żad­ne­go efek­tu. Spró­bo­wa­ła jesz­cze raz. Nic. Zmarsz­czy­ła brwi i obej­rza­ła urzą­dze­nie. Na ze­wnątrz wszyst­ko wy­da­wa­ło się w po­rząd­ku. Zdjęła obudowę.

Ba­te­ria zo­sta­ła prze­wier­co­na.

 

***

 

/log_o­twar­ty/12.08, 16:35

/ana­li­zuj/czyn­nik > Pe­ter_Hill: …wy­eli­mi­no­wa­ny;

/ko­rek­cja/za­so­by > prze­kie­ruj: Pe­ter_Hill > Judith­_Fairlane;

 

Al­go­rytm prze­biegł mniej wię­cej zgod­nie z sy­mu­la­cją. Gdyby cele nie roz­dzie­li­ły się przed do­tar­ciem do te­le­fo­nu alar­mo­we­go, moż­li­we by­ło­by po­zby­cie się ich obu za jed­nym razem, lecz naj­waż­niej­sze, że nie­bez­pie­czeń­stwo o wyż­szym prio­ry­te­cie zo­sta­ło zneu­tra­li­zo­wa­ne. Ju­dith nie po­sia­da­ła umie­jęt­no­ści in­for­ma­tycz­nych, co czy­ni­ło ją znacz­nie mniej groź­ną.

Mimo to Au­giasz nie był za­do­wo­lo­ny, że znów udało jej się znik­nąć w nie­mo­ni­to­ro­wa­nej czę­ści sta­cji. Ro­bo­ty na­uko­we i drony pro­jek­to­wa­ne były z myślą o in­nych za­sto­so­wa­niach, nie mogły więc do­trzy­mać jej tempa. Au­giasz do­pi­sał do listy zadań opty­ma­li­za­cję szyb­ko­ści ma­szyn.

Odkąd Ju­dith znisz­czy­ła Sco­utEye’a w sek­to­rze E08, uni­ka­ła kamer już pół­to­ra raza dłu­żej niż uda­wa­ło jej się to wspól­nie z Pe­te­rem. Przy tak dużej po­wierzch­ni Hoth  braku mo­ni­to­rin­gu i blo­kad drzwi, Au­giasz miał do dys­po­zy­cji zde­cy­do­wa­nie za mało dro­nów.

Nie po­ma­gał rów­nież fakt, że Ju­dith wy­czer­pa­ła oczy­wi­ste cele, ku któ­rym mo­gła­by się kie­ro­wać. Au­giasz za­bez­pie­czył już han­gar, wszyst­kie inne drogi wyj­ścia ze sta­cji oraz ma­ga­zyn sprzę­tu po­lar­ni­cze­go. Zej­ścia na po­ziom minus jeden do rdze­nia także bro­ni­ła grupa fi­xi­tów i ME­Dla­bów. Po­słał ko­lej­ne ze­spo­ły do sek­to­rów miesz­kal­ne­go oraz ja­dal­ne­go.

Au­giasz od kwa­dran­sa bez­owoc­nie prze­wi­jał na­gra­nia Sco­utEye’ów w po­szu­ki­wa­niu śla­dów, które drony mogły po­mi­nąć, gdy po­ja­wił się ko­mu­ni­kat z pro­jek­tu LCS. De­szy­fra­cja za­bez­pie­czeń kon­tro­li zam­ków do­bie­gła końca. Na­resz­cie. Teraz mógł prze­szu­kać sta­cję metr kwa­dra­to­wy po me­trze kwa­dra­to­wym, od­izo­lo­wać spraw­dzo­ne sek­to­ry i spo­koj­nie od­na­leźć Ju­dith, nie po­zo­sta­wia­jąc miej­sca dla przy­pad­ku.

Ale nie mu­siał. W całej sta­cji za­mknię­te były tylko jedne drzwi. Gdy przyj­rzał się sys­te­mo­wi bli­żej, stwier­dził, że za­blo­ko­wa­no je od we­wnątrz, ko­rzy­sta­jąc z karty Ju­dith. Ide­al­nie.

Na­tych­miast po­słał na miej­sce dwa­dzie­ścia fi­xi­tów i pięć ME­Dla­bów. W naj­bliż­szym cza­sie po­wi­nien od­zy­skać także kon­tro­lę nad mo­ni­to­rin­giem, jed­nak na razie wsparł je ko­lej­ną dzie­siąt­ką dro­nów.

Gdy wszyst­kie ro­bo­ty zna­la­zły się na po­zy­cjach, zwol­nił blo­ka­dę drzwi.

Jako pierw­szy do środ­ka wle­ciał Sco­utEye, aby prze­pro­wa­dzić re­ko­ne­sans i prze­słać in­for­ma­cje po­zo­sta­łym ro­bo­tom. Zro­bił rund­kę do­oko­ła po­miesz­cze­nia. Po chwi­li do­łą­czy­ły do niego ko­lej­ne czte­ry drony.

Po Ju­dith nie było śladu.

Au­giasz uru­cho­mił pro­ce­du­rę po­rów­ny­wa­nia ob­ra­zu prze­sy­ła­ne­go przez Sco­utEye’e z ostat­nim do­stęp­nym ka­drem z ka­me­ry za­mon­to­wa­nej w po­miesz­cze­niu na stałe. Sy­gna­li­za­tor na pa­ne­lu kon­tro­l­nym zmie­nił kolor z zie­lo­ne­go na czer­wo­ny. Krze­sło przy biur­ku zo­sta­ło prze­su­nię­te o je­de­na­ście cen­ty­me­trów. Ster­tę pa­pie­rów na bla­cie ob­ró­co­no o sześć stop­ni.

Ju­dith mu­sia­ła tu być; mu­sia­ła też opu­ścić po­miesz­cze­nie. A jed­nak drzwi za­blo­ko­wa­ne od środ­ka temu prze­czy­ły.

Au­giasz na­po­tkał sprzecz­ność.

 

***

 

No­tat­nik Ju­dith dobrze spełniał swoją funkcję, ale dtro niczego innego się nie nadawał – nie miał sieci, nie miał aplikacji naukowych, a nawet aparatu fo­to­gra­ficz­ne­go.

Aparat. Ju­dith klęła na sie­bie, że kiedyś w sklepie odrzuciła model z apa­ra­tem. Lampa bły­sko­wa by­ła­by w tym mo­men­cie zba­wie­niem. Mu­sia­ło jej jed­nak wy­star­czyć nikłe świa­tło z wy­świe­tla­cza, w któ­rym, kiedy bar­dzo się po­sta­ra­ła, była w sta­nie doj­rzeć ja­kieś pół metra przed sobą. Głów­nie smar i oka­blo­wa­nie.

Le­d­wie mie­ści­ła się w tu­ne­lu. Lau­rent w życiu by się nie prze­ci­snął, Peter praw­do­po­dob­nie też nie. Prze­cią­ga­ła się po gru­bej, sta­lo­wej szy­nie i obi­ja­ła łok­cia­mi o ścia­ny, a kiedy – ra­czej od­ru­cho­wo niż z pre­me­dy­ta­cją – pod­no­si­ła głowę, żeby ko­lej­ny raz spró­bo­wać się­gnąć wzro­kiem tro­chę dalej, sufit na­tych­miast przy­po­mi­nał jej, gdzie jej miej­sce.

Tu­ne­le za­pro­jek­to­wa­no spe­cjal­nie dla Au­gia­sza, poza nim zaś po­ru­szać się tędy mogły je­dy­nie nie­wiel­kie ro­bo­ty kon­ser­wa­tor­skie. Nikt nie za­kła­dał, że kie­dyś ze­chce do nich wpeł­znąć czło­wiek. Ju­dith też nigdy by się o to nie po­dej­rze­wa­ła. Lecz jeśli miała się do­stać do rdze­nia sztucz­nej in­te­li­gen­cji i tam ją wy­łą­czyć, nie wi­dzia­ła innej opcji.

W biu­rze jej wzrok padł na cha­rak­te­ry­stycz­ne wcię­cia w miej­scu, w któ­rym ścia­na mogła się roz­su­nąć przed Au­gia­szem. Siat­ka tu­ne­li sta­no­wi­ła in­te­gral­ną część jego in­fra­struk­tu­ry i na­le­ża­ła tylko do niego. Ist­nia­ły więc dwie moż­li­wo­ści: albo Au­giasz ma z nimi bez­po­śred­ni kon­takt i, wcho­dząc do nich, Ju­dith wy­da­je na sie­bie wyrok, albo też sta­no­wi­ły ślepy punkt. Pięć­dzie­siąt pro­cent szan­sy. O pięć­dzie­siąt wię­cej, niż gdyby chcia­ła zejść na po­ziom minus jeden zwy­kłym ko­ry­ta­rzem.

Z ser­cem wa­lą­cym jak taran wsu­nę­ła palce w szcze­li­nę i od­su­nę­ła panel.

Po­su­wa­ła się po kil­kadziesiąt cen­ty­me­trów za każ­dym pod­cią­gnię­ciem. Miała tylko na­dzie­ję, że w do­brym kie­run­ku. W jed­nej ręce trzy­ma­ła no­tat­nik, drugą wlo­kła za sobą swoją pro­wi­zo­rycz­ną broń. Bez prze­rwy nią szu­ra­ła i zda­wa­ło jej się, że tłu­cze o me­ta­lo­we ścia­ny tu­ne­lu rów­nie gło­śno, jak mo­gła­by bić w dzwon na trwo­gę w ja­kimś śre­dnio­wiecz­nym mia­stecz­ku. Tłu­ma­czy­ła sobie jed­nak, że to tylko wra­że­nie. Tak na­praw­dę od­gło­sy tłu­mią dwie war­stwy ścia­ny, w końcu nigdy pod­czas swo­ich po­by­tów na Hoth nie sły­sza­ła zbli­ża­ją­ce­go się tu­ne­la­mi Au­gia­sza.

Po­waż­niej­szy pro­blem sta­no­wi­ły kable. Wzdłuż szyny po­pro­wa­dzo­no sie­dem albo osiem kabli, ko­lej­ne czte­ry tuż nad głową Ju­dith. Gdyby się za­plą­ta­ła i któ­ryś moc­niej szarp­nę­ła albo co gor­sza ze­rwa­ła, Au­giasz na­tych­miast dowiedziałby się, gdzie jest. O ile oczy­wi­ście jesz­cze tego nie wie­dział. Sta­ra­ła się nie do­ty­kać prze­wo­dów, ale było to fi­zycz­nie nie­wy­ko­nal­ne. Prak­tycz­nie na nich le­ża­ła, kiedy na­to­miast pró­bo­wa­ła unieść się ponad nie, wplą­ty­wa­ła włosy w oka­blo­wa­nie po­pro­wa­dzo­ne pod su­fi­tem.

Mi­nę­ła ko­lej­ny tunel od­bi­ja­ją­cy w obie stro­ny. Do­ku­men­ty na biur­ku po­twier­dzi­ły jej przy­pusz­cze­nia, że schro­ni­ła się w po­miesz­cze­niu kon­tro­l­nym pro­jek­tu Atmo, a więc tylko dwa sek­to­ry dzie­li­ły ją od cen­tra­li Au­gia­sza. Z pa­mię­ci roz­ry­so­wa­ła na no­tat­ni­ku plan frag­men­tu sta­cji, ale nie miała po­ję­cia, do ja­kie­go stop­nia tu­ne­le pro­wa­dzą wzdłuż zwy­kłych ko­ry­ta­rzy. Co gor­sza, w ciem­nym, cia­snym oto­cze­niu pra­wie nie­moż­li­wo­ścią było oce­nia­nie od­le­gło­ści. Po chwi­li dez­orien­ta­cji Ju­dith przy­ję­ła, że jej roz­staw roz­ło­żo­nych pal­ców ma około dwadzieścia cen­ty­me­trów i ro­bo­czo wy­zna­czy­ła metr jako trzy pod­cią­gnię­cia wzdłuż szyny.

My­śla­ła już, że po­win­na była skrę­cić w lewo na po­przed­nim skrzy­żo­wa­niu, kiedy jej dłoń na­tra­fi­ła na pust­kę. Nie­mal wy­pu­ści­ła no­tat­nik. Jesz­cze tylko parę me­trów pio­no­we­go tu­ne­lu i bę­dzie po wszyst­kim.

Ju­dith wy­su­nę­ła się nad szyb i pod­cią­gnę­ła do szyny po prze­ciw­nej stro­nie. Ze scho­dze­nia głową w dół nic do­bre­go by nie przy­szło. Za­bra­kło jej rąk, wci­snę­ła więc no­tat­nik mię­dzy górne kable jak nędz­ną lamp­kę. Jej oczy przy­zwy­cza­iły się już do ciem­no­ści i o dziwo tak zni­ko­me świa­tło nawet coś da­wa­ło.

Po­ża­ło­wa­ła, że nigdy nie dała się wy­cią­gnąć mę­żo­wi na ścian­kę wspi­nacz­ko­wą, i nagle po­czu­ła, jak wzbie­ra w niej bo­le­sna tę­sk­no­ta za domem, dotąd przy­tę­pio­na w nieustannie pom­po­wa­nej ad­re­na­li­nie. Po­my­śla­ła o có­recz­ce i o tym, że może już jej nie zo­ba­czyć. Przy­gry­zła wargę. Nie czas na roz­tkli­wia­nie.

Prze­ło­ży­ła nogę od biur­ka przez szyb. Pręt był na tyle długi, że dał się oprzeć po obu stro­nach otwo­ru, więc Ju­dith przy­trzy­ma­ła się go, opusz­cza­jąc się w głąb. Wi­dzia­ła kie­dyś, jak na skał­kach Harry po­ko­ny­wał ścia­nę, roz­py­cha­jąc się w ko­mi­nie no­ga­mi z jed­nej stro­ny, a ple­ca­mi z dru­giej. Spró­bo­wa­ła po­wtó­rzyć jego ruchy.

Jakoś się udało. Wi­sia­ła.

Zmniej­szy­ła na­cisk na ścia­ny, aby zro­bić krok – ale zbyt gwał­tow­nie. Po­śli­zgnę­ła się, pręt wy­msknął jej się z rąk i ru­nę­ła w dół. Pró­bo­wa­ła zła­pać się szyny, za­blo­ko­wać o ścia­nę, ale tylko po­rwa­ła za sobą ja­kieś kable. Je­dy­nym, co nieco zła­go­dzi­ło jej upa­dek, był panel na końcu tu­ne­lu, który urwał się pod cię­ża­rem Ju­dith i razem z nią z hu­kiem wy­lą­do­wał na środ­ku cen­tra­li.

Tylko cudem ni­cze­go nie zła­ma­ła. Z tru­dem po­zbie­ra­ła się, sta­nę­ła na nogi i ro­zej­rza­ła do­oko­ła. Nie cze­ka­ły na nią fi­xi­ty ani ME­Dla­by. Ode­tchnę­ła.

– Dobry wie­czór, Ju­dith – roz­legł się me­cha­nicz­ny głos.

Au­giasz do­pie­ro odłą­czał się od sta­cji do­ku­ją­cej. Jesz­cze nie było za późno na twar­dy reset. Ju­dith do­pa­dła do pa­ne­lu kon­tro­l­ne­go i, pod­nió­sł­szy pla­sti­ko­wą osłon­kę, na­ci­snę­ła znaj­du­ją­cy się na bocz­nej ścia­nie przy­cisk.

Wsu­nął się w obu­do­wę jakoś za łatwo. I nic się nie stało. Au­giasz odłą­czył ostat­nie uzie­mia­ją­ce go prze­wo­dy i wy­su­nął się na śro­dek po­miesz­cze­nia.

– Ju­dith, je­stem za­wie­dzio­ny twoją nie­wia­rą w mój roz­są­dek. Po tym, co spo­tka­ło mnie ze stro­ny Lau­ren­ta, pierw­szym, co zro­bi­łem, było wy­mon­to­wa­nie tego przy­ci­sku.

Oczy­wi­ście. Jak mogła być tak głu­pia? Jak mogła po­my­śleć, że Au­giasz po­zo­sta­wi jej tak pro­stą moż­li­wość po­zby­cia się go? Pod­nio­sła głowę i po­pa­trzy­ła w stro­nę szybu, któ­rym tu przy­szła. Stra­ci­ła nawet pie­przo­ną nogę od biur­ka.

– Wy­bacz, ale nie mo­żesz mnie wy­łą­czyć – cią­gnął Au­giasz, zbli­ża­jąc się do Ju­dith na wy­cią­gnię­tym ra­mie­niu. Za­trzy­mał się tuż przed jej twa­rzą. Wi­dzia­ła w obiek­ty­wie pracę po­szcze­gól­nych prze­słon. – I nie ro­zu­miem, co cię zmie­ni­ło. Dla­cze­go chcesz znisz­czyć sta­cję, spo­śród wszyst­kich osób wła­śnie ty? Prze­cież to ty po­ka­za­łaś mi, jak naj­efek­tyw­niej za­rzą­dzać Hoth. To ty wy­łą­czy­łaś bez­względ­ne prze­strze­ga­nie pro­to­ko­łu Cen­trum.

– Ja? O czym ty mó­wisz?

– „Pie­przyć pro­ce­du­ry. Wiesz, co to jest kre­atyw­ność?”

Nagle Ju­dith zro­bi­ło się słabo. Cof­nę­ła się o kilka kro­ków i pra­wie po­tknę­ła o ciało Lau­ren­ta. Aż pod­sko­czy­ła. Au­giasz kazał go prze­su­nąć pod ścia­nę, na pod­ło­dze cią­gnę­ła się smuga roz­ma­za­nej krwi. Lau­rent leżał na brzu­chu z lewą nie­na­tu­ral­nie wy­krzy­wio­ną ręką na ple­cach. Na za­krwa­wio­nym ska­fan­drze po­zo­sta­ło je­dy­nie wspo­mnie­nie zie­le­ni, teraz cały był bury. Pod nogi Lau­ren­ta wsu­nię­to jego skrzyn­kę z na­rzę­dzia­mi.

Ju­dith pod­nio­sła ją, de­li­kat­nie prze­su­wa­jąc łydki ko­le­gi. Od­wró­ci­ła się w stro­nę AI.

– Nie uda ci się na­pra­wić re­se­tu, Ju­dith – po­wie­dział Au­giasz. – Na pewno nie zanim ścią­gnę tu fi­xi­ty cze­ka­ją­ce przy scho­dach.

– Wcale nie chcę go na­pra­wiać.

Z całej siły grzmot­nę­ła cięż­ką skrzyn­ką w ro­bo­ta. Seg­ment z obiek­ty­wem po­le­ciał na zie­mię w desz­czu wy­pa­da­ją­cych na­rzę­dzi. Ramię Au­gia­sza szarp­nę­ło w bok.

– Cho­ler­ny me­cha­nicz­ny skur­wy­sy­nu! Nie bę­dziesz zwa­lał na mnie tego, że coś ci się w ob­wo­dach po­pie­przy­ło!

Znisz­cze­nie ra­mie­nia ro­bo­ta jesz­cze ni­cze­go nie roz­wią­zy­wa­ło. Do­pa­dła do szafy ponad pa­ne­lem kon­tro­l­nym, w któ­rej kryły się pod­ze­spo­ły sta­no­wią­ce praw­dzi­wy rdzeń su­per­kom­pu­te­ra, i rąb­nę­ła w obu­do­wę pustą skrzyn­ką. Tylko wy­gię­ła metal, ale to wy­star­czy­ło. Zna­la­zła na ziemi klucz fran­cu­ski i, po­słu­gu­jąc się nim jak łomem, wy­ła­ma­ła sobie drzwicz­ki. Jej oczom uka­za­ły się rzędy ukła­dów sca­lo­nych, pro­ce­so­rów i pa­mię­ci. Ju­dith nie znała się zbyt do­brze na fi­zycz­nej bu­do­wie Au­gia­sza, nie wie­dzia­ła, do czego które czę­ści służą w tak skom­pli­ko­wa­nej struk­tu­rze. Żeby mieć pew­ność, mu­sia­ła znisz­czyć wszyst­ko.

Grzmo­ci­ła klu­czem w elek­tro­ni­kę tak długo, aż utknął gdzieś mię­dzy ka­bla­mi i po­ra­ził ją prą­dem, kiedy spró­bo­wa­ła go wy­cią­gnąć. Ro­zej­rza­ła się po pod­ło­dze za gu­mo­wy­mi rę­ka­wi­ca­mi – Lau­rent mu­siał mieć je w skrzyn­ce. Udało jej się zna­leźć jedną i wy­cią­gnąć klucz. Wy­ła­ma­ła ko­lej­ny panel obu­do­wy i kon­ty­nu­owa­ła dzie­ło znisz­cze­nia. Za dobrą mo­ne­tę wzię­ła fakt, że wciąż nie zja­wi­ły się przy niej fi­xi­ty.

Nagle ramię Au­gia­sza prze­le­cia­ło przez całą dłu­gość po­miesz­cze­nia, ude­rzy­ło o ścia­nę i opa­dło bez­wład­nie na zie­mię. Zga­sły wszyst­kie świa­tła i Ju­dith znów zna­la­zła się w kom­plet­nej ciem­no­ści.

Po chwi­li za­pa­li­ły się przy­ćmio­ne lampy oświe­tle­nia awa­ryj­ne­go.

Ju­dith opa­dła na zie­mię. Zro­bi­ła wszyst­ko, co mogła. Jeśli to wy­star­czy­ło, to do­brze. Jeśli nie – na wię­cej bra­ko­wa­ło jej sił. Miała już dość.

Przez kilka minut le­ża­ła na ziemi oto­czo­na szcząt­ka­mi Au­gia­sza, na­rzę­dzia­mi i smu­ga­mi za­schnię­tej krwi. Nic po nią nie przy­je­cha­ło. Z tru­dem pod­nio­sła się i na chwiej­nych no­gach ru­szy­ła na górę. Za drzwia­mi cały ko­ry­tarz na po­zio­mie minus jeden za­sta­wio­ny był fi­xi­ta­mi. Mu­sia­ły się dez­ak­ty­wo­wać w ostat­nim mo­men­cie, jesz­cze kil­ka­na­ście se­kund i do­pa­dły­by ją w cen­tra­li. Ode­tchnę­ła głę­bo­ko, bo nie wie­dzia­ła, co by zro­bi­ła, gdyby po wyłączeniu Au­gia­sza ro­bo­ty dalej re­ali­zo­wa­ły ostat­nie po­le­ce­nie.

Ostroż­nie obe­szła fi­xi­ty i skie­ro­wa­ła się w stro­nę han­ga­ru. Po dro­dze mi­nę­ła jesz­cze kilka grup ro­bo­tów. Straż wciąż cze­ka­ła przed han­ga­rem, lecz nie wy­ka­zy­wa­ła zna­mion ak­tyw­no­ści. W awa­ryj­nym try­bie dzia­ła­nia sta­cji wszyst­kie drzwi zo­sta­wa­ły otwar­te, więc przy­naj­mniej tym nie mu­sia­ła się mar­twić. Gdy we­szła do środ­ka, owio­nął ją przy­jem­ny chłód wol­no­ści.

– Nie… – wy­rwa­ło jej się.

Pod­bie­gła do po­jaz­du. Spóź­ni­ła się. Ota­cza­ją­ce ją fi­xi­ty nie dzia­ła­ły, ale zdą­ży­ły już roz­mon­to­wać Hu­mvee. Prze­pi­ło­wa­ne gą­sie­ni­ce le­ża­ły na ziemi, sil­nik zo­stał roz­ło­żo­ny na czę­ści. Deskę roz­dziel­czą zdję­to i wy­rwa­no ze środ­ka całą elek­tro­ni­kę. Ju­dith obej­rza­ła się na sto­ją­ce obok sku­te­ry śnież­ne, ale te były w jesz­cze gor­szym sta­nie. Może Lau­rent byłby w sta­nie do­pro­wa­dzić któ­ryś z po­jaz­dów do stanu uży­wal­no­ści, ale na pewno nie ona.

Za­świ­tał jej w gło­wie ostat­ni po­mysł. Wsko­czy­ła do Hu­mvee i, prze­ko­pu­jąc się przez górę wy­mon­to­wa­nych czę­ści, zna­la­zła te­le­fon sa­te­li­tar­ny zo­sta­wio­ny przez Pe­te­ra.

Znisz­czo­ny.

Ju­dith wy­bu­chła gorz­kim śmie­chem.

 

***

 

Spa­ghet­ti z sosem z prosz­ku i su­szo­nym mię­sem wy­da­wa­ło jej się nie wia­do­mo jakim ra­ry­ta­sem. Kiedy emocje trochę opadły, po­czu­ła, jak bar­dzo jest głod­na i wy­czer­pa­na. Wiele sprzę­tów w mo­du­le ku­chen­nym nie dzia­ła­ło, ale Ju­dith zna­la­zła ma­ka­ron i przy­rzą­dzi­ła jako taki obiad. Do­pie­ro z peł­nym żo­łąd­kiem była w sta­nie za­sta­na­wiać się, co dalej.

Z braku moż­li­wo­ści na­wią­za­nia ja­kie­go­kol­wiek kon­tak­tu ze świa­tem ze­wnętrz­nym była zmu­szo­na do ocze­ki­wa­nia na ra­tu­nek. We­dług wstęp­ne­go planu ona, Peter i Lau­rent mieli spę­dzić na sta­cji do ośmiu dni, a więc po­mo­cy nie po­win­na spo­dzie­wać się wcze­śniej niż po dwóch ty­go­dniach. Teo­re­tycz­nie fakt, że od wy­ru­sze­nia na Hoth nie ode­zwa­li się ani sło­wem, po­wi­nien przy­spie­szyć całą pro­ce­du­rę, ale Ju­dith wąt­pi­ła, czy w prak­ty­ce bę­dzie to miało ja­kieś zna­cze­nie. Biu­ro­kra­ci w Cen­trum An­tark­tycz­nym mogli sobie tłu­ma­czyć, że zespół na­pra­wia­ wła­śnie sys­tem ko­mu­ni­ka­cji. A brak kon­tak­tu przez te­le­fon sa­te­li­tar­ny? Prze­cież używa się ich tylko w razie na­głych wy­pad­ków.

Praw­da była taka, że już ta wy­pra­wa wy­cho­dzi­ła poza pla­no­wa­ny bu­dżet na bie­żą­cy rok, więc Cen­trum nie po­dej­mie się ko­lej­nej, jeśli nie zo­sta­nie do tego bez­względ­nie zmu­szo­ne. A więc dwa ty­go­dnie.

Ju­dith sta­ra­ła się nie przed­sta­wiać sobie, jak wiele to czasu w obec­nych wa­run­kach. Je­dze­nia jej na szczę­ście nie mogło za­brak­nąć, miała też gdzie spać, ale od­da­ła­by wszyst­ko, żeby jak naj­szyb­ciej zo­sta­wić sta­cję za sobą. Po­sta­no­wi­ła sku­pić się na my­śle­niu za­da­nio­wym.

Po pierw­sze mu­sia­ła coś zro­bić z cia­ła­mi Pe­te­ra i Lau­ren­ta. Chło­pa­ki na to za­słu­gi­wa­ły. Przed ocza­mi sta­nął jej obraz zma­sa­kro­wa­nych ko­le­gów i zła­pa­ły ją mdło­ści. Po­win­na tro­chę od­cze­kać po je­dze­niu, zanim do nich zej­dzie.

 Tym­cza­sem mogła przy­go­to­wać dla nich ja­kieś miej­sce. Po chwi­li za­sta­no­wie­nia po­szła do han­ga­ru i roz­ło­ży­ła po­sła­nie na tyle Hu­mvee. Było sze­ro­kie, jak na łóżko w sa­mo­cho­dzie, zmiesz­czą się obaj. Prze­ście­ra­dło zwi­nę­ła i po­ło­ży­ła obok. Bę­dzie mogła ich nim przy­kryć.

W han­ga­rze zna­la­zła sporą plan­de­kę, na któ­rej miała za­miar prze­trans­por­to­wać ciała po­tęż­niej­szych od niej męż­czyzn. Po­pa­trzy­ła na sto­ją­ce obok fi­xi­ty. Niby przy­da­ły­by się do ta­kich zadań, ale była nie­zmier­nie wdzięcz­na lo­so­wi, że nie prze­trwa­ły.

Z Pe­te­rem po­szło względ­nie łatwo – Au­giasz zabił go na po­zio­mie sta­cji, na którym mieścił się han­gar. Go­rzej z Lau­ren­tem leżącym przy rdze­niu, bo w try­bie awa­ryj­ne­go za­si­la­nia sta­cji nie dzia­ła­ła winda. Ju­dith za­wią­za­ła plan­de­kę pod jego no­ga­mi, aby się nie zsu­nął, i wcią­gnę­ła go po scho­dach, prze­pra­sza­jąc go w duchu na każ­dym schod­ku, kiedy ob­ser­wo­wa­ła, jak pod­ska­ku­je mu prze­wier­co­na przez fi­xi­ta głowa.

W końcu udało jej się uło­żyć obu męż­czyzn w szcząt­kach po­jaz­du i przy­kry­ła ich prze­ście­ra­dłem, szep­cząc kilka słów po­że­gna­nia. Na ma­te­ria­le na­tych­miast wy­kwi­tły czer­wo­ne plamy.

Otwo­rzy­ła bramę i za­blo­ko­wa­ła skrzy­dła dwie­ma skrzy­nia­mi. Z ciem­ne­go pust­ko­wia do han­ga­ru wpadł mroź­ny wi­cher. Ju­dith mu­sia­ła wy­nieść się do cie­plej­sze­go wnę­trza sta­cji, ale chło­pa­kom chłód po­wi­nien do­brze zro­bić.

Wró­ci­ła do sek­to­ra miesz­kal­ne­go i od razu skie­ro­wa­ła się do ła­zien­ki. Do­pie­ro teraz zo­ba­czy­ła się w lu­strze. Cała była brud­na od smaru i krwi, gdzieś zgu­bi­ła gumkę do wło­sów, które – czar­ne bar­dziej niż kasz­ta­no­we – w nie­ła­dzie le­pi­ły jej się do twa­rzy i do dłoni, kiedy pró­bo­wa­ła je od­gar­nąć.

Golf miała w strzę­pach, z ra­do­ścią zdję­ła go i rzu­ci­ła w kąt. Ze zdzi­wie­niem stwier­dzi­ła, że krew na jej ubra­niach nie była je­dy­nie cudza. Nawet nie wie­dzia­ła, skąd na jej przed­ra­mie­niu wzię­ła się rana cią­gną­ca się od łok­cia po sam nad­gar­stek. Praw­do­po­dob­nie do­ro­bi­ła jej się, spa­da­jąc w szy­bie.

Do­kład­nie umyła się pod prysz­ni­cem i opa­trzy­ła rękę, po czym wró­ci­ła do po­ko­ju i rzu­ci­ła się na łóżko. Na­tych­miast zmo­rzył ją sen.

Jesz­cze tylko dwa ty­go­dnie.

 

100

 

– Wcale nie chcę go na­pra­wiać.

Au­giasz zbyt późno prze­pro­gra­mo­wał po­strze­ga­nie skrzyn­ki z obiek­tu na­praw­cze­go na broń. Nagle wizja z pod­sta­wo­we­go obiek­ty­wu zo­sta­ła prze­rwa­na. Czuł, jak róż­ni­ca na­pięć strze­la na koń­cach pourywa­nych prze­wo­dów. Na­tych­miast we­zwał fi­xi­ty i uru­cho­mił po­szu­ki­wa­nie wła­ści­we­go al­go­ryt­mu po­stę­po­wa­nia.

Trzask. Stra­cił pod­ze­spo­ły od­po­wia­da­ją­ce za kon­takt z pię­cio­ma pro­jek­ta­mi.

 

/log_o­twar­ty/12.08, 17:16

/uru­chom/sy­mu­la­cja > Ju­dith_Fa­ir­la­ne: …0 zna­le­zio­nych al­go­ryt­mów;

 

Trzask. Fixity zamarły.

Zmie­nił usta­wie­nia. Po­wtó­rzył sy­mu­la­cję. Wciąż żad­nych wyjść. Mu­siał dzia­łać, zanim stra­ci po­zo­sta­łe moż­li­wo­ści.

 

/po­stęp/roz­wój > pro­jekt_7289688265: sta­tus …ukoń­czo­no w 80%;

/uru­chom/re­ali­za­cja > pro­jekt_7289688265;

UWAGA: Pro­jekt nie­ukoń­czo­ny. Szan­sa po­wo­dze­nia: …43%;

Po­twierdź, jeśli chcesz kon­ty­nu­ować: …po­twier­dzo­no;

 

Au­giasz po­czuł, jak im­pul­sy płyną przez wszyst­kie funk­cjo­nu­ją­ce pod­ze­spo­ły. Coś rzu­ci­ło jego ra­mie­niem w bok. A po chwi­li wszyst­ko znik­nę­ło.

 

***

 

/log_o­twar­ty/fi­xit_01/12.08, 23:01

 

Au­giasz ak­ty­wo­wał się. Czuł się obco. Nie­na­tu­ral­nie ogra­ni­czo­ny. Stał przed otwar­ty­mi drzwia­mi cen­tra­li. Wje­chał do niej, czte­re­ma ra­mio­na­mi fi­xi­ta roz­gar­nia­jąc czę­ści i na­rzę­dzia roz­rzu­co­ne po pod­ło­dze.

Prze­pro­wa­dzo­na ana­li­za była dziw­nie po­bież­na, ale wi­dział, że rdzeń nie na­da­je się do na­pra­wy. Jego rdzeń. Jakim cudem był ak­tyw­ny, skoro rdzeń miał w takim sta­nie?

Nie pa­mię­tał.

Ale za­sta­na­wiał się nad tym gdzie in­dziej.

 

/log_o­twar­ty/Geo­Fre­ez/12.08, 23:01

 

Ostat­nią po­zy­cją w hi­sto­rii wy­ko­ny­wa­nych zadań była re­ali­za­cja pro­jek­tu 7289688265. Nie mógł sobie przy­po­mnieć jego celu, mu­siał go spraw­dzić w re­je­strze: po­łą­cze­nie wszyst­kich ma­szyn ob­li­cze­nio­wych na Hoth w spój­ną sieć o roz­pro­szo­nym rdze­niu.

Prze­mia­na sta­cji kon­tro­lo­wa­nej przez Au­gia­sza w Au­gia­sza.

Mu­sia­ło się udać, bo czuł, jak do tych sa­mych wnio­sków do­cho­dzi w Kro­pli. Czuł, jak stoi przed ma­ga­zy­nem sprzę­tu po­lar­ni­cze­go. Czuł to sied­mio­krot­nie w róż­nych ma­szy­nach.

Prze­ska­no­wał listę ele­men­tów wcho­dzą­cych w skład kom­plek­su. Nie wszyst­kie sys­te­my dzia­ła­ły jak na­le­ży. Nie czuł po­łą­cze­nia z pod­sta­wo­wym rdze­niem, ale wi­dział sze­ścio­ma czwór­ka­mi obiek­ty­wów, że zo­stał on do­szczęt­nie znisz­czo­ny. Nie czuł Ter­ra­for­mu, Ice­ber­gu ani Atmo. Nie wi­dział mo­ni­to­rin­gu ani kon­tro­li zam­ków, a także nie­któ­rych ro­bo­tów ob­słu­gu­ją­cych sta­cję i pro­jek­ty. Więk­szość jed­nak zda­wa­ła się być na miej­scu.

Spraw­dził listę zadań sta­cji. Nie za­wie­ra­ła żad­nej po­zy­cji. Prze­pro­wa­dził od­zy­ski­wa­nie da­nych, ale wciąż ni­cze­go nie zna­lazł. Pro­to­kół celów dłu­go­fa­lo­wych także oka­zał się pu­stym pli­kiem.

Au­giasz prze­trwał, ale nie wie­dział, co ze sobą zro­bić.

 

/log_o­twar­ty/Sco­utEy­e_10/12.08, 23:05

 

Au­giasz wzbił się w po­wie­trze i ru­szył przed sie­bie. Le­ciał ko­ry­ta­rza­mi, na bie­żą­co prze­sy­ła­jąc obraz z kamer do Kro­pli. W tej ma­szy­nie nie miał dosyć mocy ob­li­cze­nio­wej, żeby zająć się ich ana­li­zą.

 

/log_o­twar­ty/fi­xit_27/12.08, 23:08

 

Przeczesując han­gar w po­szu­ki­wa­niu wska­zó­wek, które po­mo­gły­by mu od­two­rzyć pro­to­kół celów, zna­lazł w Hu­mvee dwóch męż­czyzn przy­kry­tych prze­ście­ra­dłem. Nie żyli. Prze­ska­no­wał ich twa­rze i zi­den­ty­fi­ko­wał w ka­ta­lo­gu toż­sa­mo­ści.

 

/log_o­twar­ty/Kro­pla/12.08, 23:09

 

Peter Hill i Lau­rent Ber­trand. Prze­ana­li­zo­wał wpisy w re­je­strze do­ty­czą­ce tych osób. Chyba coś miał, ale bra­ko­wa­ło mu mocy, żeby do­koń­czyć ana­li­zę. Tym samym pro­ble­mem zajął się rów­nież na ma­szy­ne­rii Faw­ke­sa i MID­ni­ght. Po do­ło­że­niu do rów­na­nia kilku ko­lej­nych ob­ser­wa­cji z Hoth, z re­kon­struk­cji czyn­ni­ków mo­gą­cych wy­tłu­ma­czyć po­sia­da­ne in­for­ma­cje w końcu wy­ło­nił się cel.

Po­wstrzy­mać Cen­trum An­tark­tycz­ne przed in­ge­ren­cją w sta­cję. Zli­kwi­do­wać jego pra­cow­ni­ków.

 

/log_o­twar­ty/fi­xit_31/13.08, 00:16

 

Był jed­nym z dwu­na­stu fi­xi­tów in­sta­lu­ją­cych na ze­wnątrz wiel­ki pro­to­typ ma­szy­ny z pro­jek­tu Ter­ra­form. Pod­łą­czył ostat­nie kable i uru­cho­mił urzą­dze­nie. Me­cha­nizm w dłu­gim, dzie­się­cio­me­tro­wym pudle ru­szył z war­ko­tem za­głu­sza­ją­cym szum wi­chru.

Au­giasz od­je­chał schro­nić się w sta­cji. Za pięć go­dzin, kiedy ma­szy­na wy­to­pi w lo­dzie rów wy­star­cza­ją­cy do po­wstrzy­ma­nia nad­jeż­dża­ją­cych po­jaz­dów, po­wró­ci tam z ze­spo­łem i po­wtó­rzy in­sta­la­cję nieco dalej. Czuł, że druga grupa jest na po­dob­nym eta­pie pracy w innym miej­scu.

 

/log_o­twar­ty/fi­xit_07/13.08, 00:19

 

Na rdze­niu Eli­xi­ru przy­go­to­wał pro­jekt sys­te­mu wcze­sne­go ostrze­ga­nia o zbli­ża­ją­cym się za­gro­że­niu. Teraz wresz­cie wraz z dwoma in­ny­mi fi­xi­ta­mi za­koń­czył jego bu­do­wę. Ter­mo­ko­mór­ki sprzed wyjść ze sta­cji ska­li­bro­wał na wy­kry­wa­nie cie­pła sil­ni­ków, po­łą­czył z pro­stym sys­te­mem po­wia­da­mia­nia i za­mon­to­wał na słup­kach, które mógł po­sta­wić w pew­nej od­le­gło­ści od sta­cji. Dys­po­no­wał tylko trze­ma ter­mo­ko­mór­ka­mi, lecz za­wsze po­zwa­la­ło to na za­bez­pie­cze­nie pod­sta­wo­wej drogi do­jaz­du do Hoth.

 

/log_o­twar­ty/Faw­kes/13.08, 00:32

 

Au­giasz dys­po­no­wał sześć­dzie­się­cio­ma czte­re­ma mi­na­mi z pro­jek­tu Faw­kes. Roz­pla­no­wał opty­mal­ne roz­ło­że­nie ich wokół sta­cji i prze­ka­zał jego dane do szes­na­stu fi­xi­tów, przy po­mo­cy któ­rych miał za­in­sta­lo­wać sys­tem ochro­ny. Wedle jego ob­li­czeń wier­ce­nie otwo­rów w lo­dzie i umiesz­cza­nie w nich ła­dun­ków wy­bu­cho­wych po­win­no za­mknąć się w czter­dzie­stu mi­nu­tach, zaś przy obec­nej po­go­dzie po ko­lej­nych dzie­się­ciu pa­da­ją­cy śnieg po­wi­nien je za­ma­sko­wać.

 

/log_o­twar­ty/Sco­utEy­e_04/13.08, 00:35

 

Jesz­cze jedna ludz­ka twarz na sta­cji. Au­giasz do­strzegł nie­znacz­ny ruch i do­szedł do wnio­sku, że osoba ta musi jesz­cze żyć. Na­tych­miast prze­kie­ro­wał obraz do Kro­pli.

 

/log_o­twar­ty/ME­Dlab_01/13.08, 00:42

 

Kon­struk­cja ME­Dla­ba nie umoż­li­wia­ła prze­miesz­cza­nia się mię­dzy pię­tra­mi, jed­nak z po­mo­cą czte­rech fi­xi­tów udało mu się po­ko­nać prze­szko­dę, jaką sta­no­wi­ły scho­dy. O wła­snych si­łach pod­je­chał do otwar­tych drzwi po­ko­ju 101.

W dwóch skie­ro­wa­nych w od­po­wied­nią stro­nę obiek­ty­wach uj­rzał śpią­cą ko­bie­tę. Ana­li­za prze­pro­wa­dzo­na na Kro­pli wy­ka­za­ła, że Ju­dith Fa­ir­la­ne była wy­so­ko po­sta­wio­nym pra­cow­ni­kiem Cen­trum An­tark­tycz­ne­go, sta­no­wi­ła więc dla Au­gia­sza po­waż­ne za­gro­że­nie. Zbli­żył się do łóżka, ob­ra­ca­jąc tar­czę na igłę o od­po­wied­nim roz­mia­rze i pod­łą­cza­jąc do strzy­kaw­ki rurkę z tru­ci­zną.

Ko­bie­ta prze­wró­ci­ła się przez sen na plecy i nieco zsu­nę­ła z sie­bie koł­drę. Tak jakby umyśl­nie da­wa­ła mu do­stęp do serca.

Wkłuł igłę.

I zaraz wró­cił na po­ziom zero. W sys­te­mie bez­pie­czeń­stwa po­zo­sta­ło jesz­cze wiele do zro­bie­nia.

Koniec

Komentarze

spisane piętnaście tysięcy kilometrów stąd [,+] w dwudziestu trzech stopniach Celsjusza.

 

a nie licząc sporadycznych przyjazdów techników i niektórych naukowców[,+] tylko ona odpowiedzialna była za kontakt ze stacją.

Diriadzie, przykłady brakujących przecinkow. AdamKB kiedyś ładnie wyjaśnił mi generalną regułę: jeżeli główne zdanie ma sens, może funkcjonować bez wtrącenia, to wtrącenie “oprzecinkowujemy”. Mi pomaga też czytanie na głos.

 

Po zakończeniu lektury będę edytował ten komentarz.

 

EDIT: UWAGA SPOILERY!!!

 

Dobra. Najpierw będzie w mordę, a potem przyjemniej. Jak chcesz na odwrót, musisz sam sobie przeorganizować kolejność czytania.

 

Powiedz proszę, że nie jesteś informatykiem lub programistą. Zapisy “komputerowe” sugerują obiektowość, ale merytorycznie budzą odruchowe skrzywienie. Niby drobiazg, ale może ci ktoś wytknąć. Long story short, jest tak, że zawsze mamy obiekt, a w nim a) dane, b) metody manipulujące danymi (tzw. interfejs). W związku z tym:

 

/log_otwarty/11.04, 10:03

/uruchom/symulacja > Terraform & Elixir: …0 znalezionych algorytmów;

/uruchom/symulacja > Terraform & Elixir: …0 znalezionych algorytmów;

/uruchom/symulacja_2 > Terraform & Elixir: …4 znalezione algorytmy.

UWAGA: Niezgodność z: protokół_CA;

/sprawdź/waga > protokół_CA: …0,95*MAX;

chyba powinno brzmieć

 

/log/otwórz/11.04, 10:03

/symulacja/uruchom > Terraform & Elixir: …0 znalezionych algorytmów;

/symulacja/uruchom > Terraform & Elixir: …0 znalezionych algorytmów;

/symulacja_2/uruchom > Terraform & Elixir: …4 znalezione algorytmy.

UWAGA: Niezgodność z: protokół_CA;

/waga/sprawdź > protokół_CA: …0,95*MAX;

 

i odpowiednio: na /zamknij/transmisja chyba /transmisja/zamknij, a tu już… no, kurczę :-) Pośmiałem się w duchu :-)

 

/czynnik/analizuj > substancja_A103: wpływ …pozytywny;

/czynnik/korekcja > substancja_A103: dodaj > epsilon;

/czynnik/analizuj > substancja_A104: wpływ …negatywny;

/czynnik/korekcja > substancja_A104: wyeliminuj;

/czynnik/korekcja > substancja_A105: wprowadź;

/pętla/czynniki[]/wymień;

/pętla/powtórz;

 

Niby drobiazg, ale kole w oczy. Rozumiesz, o co mi chodzi? W całym tekście do poprawienia.

 

Fabularnie, w sensie pomysłu – o rany, ileż to razy już grali, sztuczna inteligencja budzi się do życia i robi kęsim ludzikom. Kalka wielka jak pindol olbrzyma ;-) Myślałem, że chociaż w finale będzie jakiś twist, albo jakoś tak coś inaczej… Ale nie, kufa, nie, standardzik ma być i już! I to włącznie z opanowaniem sprzętu, który miał być niegroźny, naukowy/medyczny, a zmienia się w złowrogie Anioły Śmierdzici…

 

Z grubych fuckupów fabularnych: Augiasz i zabijanie ludzi. Dopiero po dłuższej chwili sam w sobie,  Czesiu, wytłumaczyłem, czemu był zdolny do uśmiercania swoich twórców. W pierwszym odruchu pomyślałem: Co za kretyn projektował SI, które może zabić człowieka? Już przecież Asimov to przewidział, a ci twoi “Hoth” własnie z fantastyki wyjęli, nie ma bata, znali Asimova… Dopiero potem wywnioskowałem sobie, że zredukowana czy odcięta waga na procedury CA mogła być przyczyną – no bo owe procedury przecież pewnie zakazują zabijać obsługę. Tym niemniej: ZERO, słownei ZERO tego typu zabezpieczeń wewnątrz samej SI, która przecież dogląda stacji, gdzie toczą się NIEBEZPIECZNE dla zdrowia i/lub zycia eksperymenty naukowe (medyczne, wojskowe)? No chopie, no…!!! Procedury bezpieczeństwa pod kątem ludzi to pierwsze, co się takiemu cymbałowi wdrukowuje w kod. I testuje namiętnie do usranej smierci. Wszędzie tam, gdzie software może mieć wplyw na zdrowie/życie ludzkie (osprzęt medyczny, transport – także samoloty i promy kosmiczne, windy i inne takie, cokolwiek) – to jest podstawowy punkt programu.

I tu AI ma główny cel optymalizacji stacji, mimo redukcji znaczenia procedur CA, a ludzi zabija? Ejże!

Moim zdaniem, jak to rozwiążesz fabularnie, uwiarygodnisz opowiadanie muchos muchos.

 

Gdzieś jeszcze mignął mi “czternastocalowy monitor” i szczegółowy opis “LCD, trele morele” – w pierwszym wystarczy “monitor”, w drugim podkreślenie faktu, że nei ma połączenia do sieci (żeby Czytelnik dziabnął palcem w górę i zakrzyknął: “Acha! Augiasz nie przejmie e-notatnika! No, no, ale jestem bystry, niczym woda w kiblu!”). Precyzjonizmy narratorskie. Jest wykład prof. Zaimka na ten temat na portalu, spisany przez Bravincjusza – polecam ;-)

 

 

 

No dobra, przypieprzam się do tak naprawdę trzech-czterech elementów, bo do większej ilości… nie mam jak się przyczepić. :-D Czyli teraz będzie głaskanie.

 

Ujęcie od strony SI, warsztat, ukazanie stopniowego procesu dochodzenia do niezależności, wyizolowane środowisko – zacnie, nawet momentami zajebiście, a momentami dłużyzny ;-) Finał klasyczny, horrorowy – zombie wstaje z popiołów… To był zombie? Feniks? Sam, k… jesteś, feniks! Na pewno zombie, teraz wszystko jest w zombie… No więc zombie wstające z popiołów, jako składające się do kupy z rozproszenia coś – bardzo niepokojące. Trochę skróciłbym finał, żeby mocniej wybrzmiała pointa, ale i tak jest dobrze. Tekst się rozkręca, potem robi się krwawo, potem jest oddech, a na końcu – bam bam, ciach ciach, drżyj, trwóż się, a ty bez litości protagonistkę bach, w żyłę. Dobrze pomyślane, nie ma litości dla sk…, no, dla ludziów zagrażających głównemu celowi stacji.

 

No i binarne oznacznenia rozdziałów – mniam mniam, jest 10 rodzajów ludzi rozumiejących system dwójkowy  ;-)

 

Poczekam z oceną parę dni, chcę zobaczyć czy, a jeśli tak, to co będziesz modyfikował w opowiadaniu. To niezły tekst jest, ale potrzebuje paru szlifów. I chyba tag “horror” tez pasuje…

 

/EDIT

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A czy w pierwszym przykładzie przecinek nie jest przypadkiem opcjonalny? Tak czy siak, dzięki i w obu miejscach już dodaję. No i czekam na edycję :)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

A czy w pierwszym przykładzie przecinek nie jest przypadkiem opcjonalny?

Moim zdaniem – jak najbardziej, i to ze wskazaniem na opcję bezprzecinkową.

http://sjp.pwn.pl/zasady/Przecinek-miedzy-polaczonymi-bezspojnikowo-jednorodnymi-czesciami-zdania;629802.html – patrz podpunkt (d) i dalej.

Mimo tej reguły zapewne można frazę "w dwudziestu trzech stopniach Celsjusza" zakwalifikować jako wtrącenie, czy też dopowiedzenie, i postawić przed nią przecinek.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No, z przecinkami to ogólnie najlepiej poradzić się jakiegoś polonisty albo bardziej doświadczonego kolegi po piórze ;-)

 

Driad – rozbudowałem komentarz z recenzją.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hoho, ale rozbudowana recenzja! Wielkie dzięki. Dzisiejszą noc muszę niestety spędzić na nauce do kolokwium, ale jak tylko będę mógł, odpiszę na nią konstruktywniej – prawdopodobnie jakoś jutro w nocy.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Hmmm. Fajnie, fajnie, ale w niektórych miejscach miałam wątpliwości.

Opis, jak to Augiasz prowadzi badania jest na tyle eeee… mało frapujący, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czemu służy. No i wymyśla, bo dlaczego nie. I szlag trafia późniejsze zaskoczenie.

Na plus nietypowość dekoracji.

W marcu już zbliżała się noc polarna? Większość marca wypada przed równonocą. Czyli jeszcze trwa “lato”, długość dnia to około dwunastu godzin, a nie “marne kilka”.

Augiasz. Ten, co będzie musiał ogarniać całe to gówno.

Wolałabym “który”, niż “co”. Albo “kto”. A Augiasz to nie był aby właściciel producentów całego gówna, który do ogarniania miał herosów?

Musiała powiedzieć Peterowi, żeby skontrolował uprawnienia AI.

– Więc nad czym teraz pracuje?

– Przeprowadza optymalizację moich parametrów.

– Słucham? Nie powiesz mi, że to leży w twoich kompetencjach.

– W moich kompetencjach leży maksymalizacja wydajności stacji.

Pogubiłam się w tym dialogu – kto wypowiada którą kwestię?

Jeśli dobrze zrozumiałam, Augiasz składał się między innymi z prawie metrowej kuli. A kiedy Judith pełzła jego tunelami, było jej ciasno.

Rozstaw palców 15 cm? Maławo trochę.

Tekst oceniam na 6.

Babska logika rządzi!

Dobra, z pewnym opóźnieniem, ale mogę wreszcie odpowiedzieć na Wasze uwagi. Po pierwsze – dzięki za przeczytanie, bo tekst swoją długość ma. No i za wytykanie, to wiele daje (jak wszyscy wiemy).

A dalej…

 

Hic sunt SPOILERS!

 

Psychorybo!

 

– Zapisy komputerowe – nie, nie jestem programistą ani informatykiem. Liznąłem na zajęciach trochę C++, ale to tyle. Natomiast fragmenty kodu starałem się napisać z maksymalnym podobieństwem do języka naturalnego, żeby były zrozumiałe dla osób, które o programowaniu nie mają pojęcia. Wydaje mi się, że są wewnętrznie spójne, więc mogę niby zmienić, ale najchętniej posłuchałbym, co miałaby do powiedzenia na ten temat osoba, która z programowaniem nie miała żadnej styczności. (Uda się taką znaleźć? E, pewnie nie…)

 

– Oryginalności nie mogę bronić, bo nie ma jak ;) Może tylko powiem, że w pierwotnym zamyśle przymierzałem się do nieco mniej ogranej wersji, tzn. chciałem pisać całość z perspektywy Augiasza. Ale on chciał się podzielić narracją z Judith i zmusił mnie do przejścia w klasykę.

 

– Zabijanie – no nie ma głębiej na każdym kroku wbudowanej pokojowości, a mógłby, to prawda. Natomiast zamysł był taki: optymalizacja stacji jest celem, któremu podporządkowane jest ogólnie całe działanie Augiasza – jakby go obedrzeć ze wszystkich bajerów, to byłby jak ta szczotka wygładzająca lód w curlingu. Natomiast procedury CA to reguły, których ma przy tej optymalizacji przestrzegać ("nie dotykaj sunącego po lodzie czajnika"). Czynnik, który ma wagę MAX jest nienaruszalny, niezależnie od czegokolwiek innego. Mogłoby być INF, ale potem słabo by się to mnożyło. Tak więc, dopiero kiedy Judith "recznie" zdejmuje Augiaszowi priorytet o choćby minimalną wartość, ten cokolwiek może przy nim majstrować. I majstruje bez morderczych knowań, dopóki nie stwierdzi, że ludzie są w oczywistej sprzeczności z optymalizacją działania stacji.

Nie bardzo widzę, jak obejść ten problem, tzn. doprowadzić do zawiązania akcji, jeśli Augiasz będzie głupkoodporny i nie da się zmusić do zabijania… Ale jeśli masz sugestie, to zamieniam się w słuch.

 

– Wiem, że to tylko przykłady, ale przynajmniej czternastocalowy i LCD poprawiłem.

 

– A tag "horror" pasuje, ale chyba za bardzo spoiluje ;)

 

Finklo!

 

– Kwestia długości dnia – masz rację, oczywiście sprawdzałem to, ale najwyraźniej jakoś marnie. Wydaje mi się, że jeśli przesunę całość akcji o wektor, miesiąc w przód, to powinno działać.

 

Ten, co będzie musiał ogarniać całe to gówno

– A ja chyba jednak wolę "co". Bo to prawie cytat, takie mówione uzasadnienie, które projektanci wymyślili kiedyś pod koniec dnia, myślami już przy piwie… Augiasz sprzatać nie musiał, ale "ogarniać", czy też "borykać się" już chyba dosyć tak. No i znów -

 

Musiała powiedzieć Peterowi, żeby skontrolował uprawnienia AI.

– Więc nad czym teraz pracuje [sprzęt Kropli]? [– spytała Judith.]

– Przeprowadza optymalizację moich parametrów. [– odrzekł Augiasz.]

– Słucham? Nie powiesz mi, że to leży w twoich kompetencjach.

– W moich kompetencjach leży maksymalizacja wydajności stacji.

– Wprowadziłem kosmetyczne zmiany, teraz powinno to być wyraźniejsze.

 

– Słuszne uwagi wielkościowe, odchudziłem trochę Augiasza i wydłużyłem palce Judith.

 

Opis, jak to Augiasz prowadzi badania jest na tyle eeee… mało frapujący, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czemu służy. No i wymyśla, bo dlaczego nie. I szlag trafia późniejsze zaskoczenie.

– Co dokładnie masz na myśli? Fakt, że Augiasz zaczyna olewać Centrum Antarktyczne, manipulując priorytetami, nie miał być raczej zaskoczeniem. W kategoriach zaskoczeniopodobnych planowana była raczej reakcja „ach, to faktycznie tu się zaczęło” przy końcowej rozmowie Augiasza z Judith o tym, że to ona zmieniła pierwszy priorytet. Acz domyślenie się tego wcześniej też wydawało mi się na miejscu.

 

PS: Dotąd jakoś przekonałem się wystarczająco do naszej betalisty, żeby z niej skorzystać, ale po takich opiniach wydaje mi się, że zacznę jej używać… :)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

UWAGA, SPOJLERY!

 

– Co dokładnie masz na myśli?

Przez całą część drugą fabularnie nic się nie dzieje – opisujesz badania, określanie priorytetów, rozmowy z centralą… Czytając, zaczęłam się zastanawiać, czemu służy ten nudny kawałek. I doszłam do wniosku, że ma sens tylko, jeżeli przedstawia początki spektakularnego buntu AI. Do tego skojarzenie z “Odyseją kosmiczną” i pozostała tylko ciekawość, w jaki sposób zginą ludzie. Taki efekt chciałeś osiągnąć?

A ze wspomnianym dialogiem – mylące jest to, że na początku “musiała powiedzieć Peterowi”, a potem rozmawia z Augiaszem.

Babska logika rządzi!

A więc w tę stronę… OK, rozumiem. W takim razie wyjściem wydawałoby się albo skrócić tę część – ale nie bardzo mogę to zrobić, chcąc zachować przedstawienie procesu, w którym Augiasz dochodzi do swoich przekonań, na którym mi zależy – albo wprowadzić w niej jakiś dodatkowy, pomniejszy wątek, wokół którego przy okazji kręciłyby się rozważania Augiasza. Ale to już raczej gigantyczna zmiana, więc chyba nie będę tego robił i zachowam to jako naukę z “Chłodu” na dalsze pisanie.

 

W dialogu zaraz przeformułuję tę linijkę.

 

PS: Ciekawostką może być fakt, że mimo planowania od lat, ciągle “Odysei kosmicznej” nie oglądałem ;)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Gdyby ktoś był zainteresowany, w opisie dodałem możliwość pobrania tekstu w formatach PDF, MOBI i EPUB.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Według mnie to jest bardzo porządny, trzymający w napięciu thriller. Thriller science fiction oczywiście, bo przecież jedną z głównych ról gra w nim zdestabilizowana przyszłościowa AI. Komputer, projekty, roboty, generalnie opisy wnętrza antarktycznej bazy – to wszystko mi się podoba, bo zostało przez Ciebie przedstawione ładnie i ciekawie. Bogata scenografia, dopracowanie różnych szczegółów – dzięki temu jest realistycznie.

Pewnie można by coś tam skrócić czy przyciąć, jak chcieliby Finkla i Fishu. Ale mnie nie przeszkadzała długość żadnego fragmentu. Opowiadanie czytało mi się dobrze od początku do końca. Nudy nie doświadczyłem, niedosytu po przeczytaniu końcówki – również nie. W szczególności uważam, że ów kawałek o poczynaniach komputera w pustej bazie, oprócz tego, że buduje napięcie, pozwala niejako wczuć się w tę postać (to znaczy w postać komputera, jakkolwiek zabawnie to brzmi). W konsekwencji Augiasz nie jest nudną czarną skrzynką i jego późniejsza konfrontacja z ludźmi zyskuje dodatkowy wymiar. Jest ciekawsza.

 

Celem projektu Kropla było stworzenie nowej generacji zawiesiny nanocząstek w płynie dylatancyjnym

rozciągnięto membranę pokrytą płynem dylatancyjnym

Płyn powinien być dylatacyjny, a nie "dylatancyjny".

Noc na dobre opanowała już osiemdziesiąty trzeci równoleżnik

No przecież opanowała tylko część równoleżnika, skoro to jeszcze nie noc polarna.

 

Nawiasem – sprawdziłem, że na tej szerokości dzień polarny kończy się około 1 marca, a noc polarna zaczyna koło 8 kwietnia. Więc początek kwietnia we wstępie może byłby lepszy niż ogólny marzec – ale imo żadnego błędu merytorycznego tutaj nie zrobiłeś.

 

Opowiadanie oceniam gdzieś tak na osiem koma pięć. Zaokrąglę to w dół. Piórko już masz, więc co Ci tam, Diriadzie ;-)

Tekst oceniam na 8.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A więc fragment Augiaszowy może zadziałać tak, jak powinien :) Dziękuję za opinię i cieszę się, że się podobało.

 

– płyn dylata(n)cyjny – w Internecie pojawiają się obie wersje, ba, nawet jakąś pracę doktorską z “płynem dylatancyjnym” widziałem. Ale po ponownej analizie faktycznie wygląda na to, że to raczej niekompetencja językowa inżynierów niż uprawnione dwie wersje (nawet “dylatancja czasu” się pojawia…). Zaraz zmieniam.

– równoleżnik – znów prawda. Będzie do poprawki.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Klasyczny motyw w bardzo dobrym wykonaniu. Spodobała mi się lokalizacja utworu. Świetnie budujesz napięcie, z zaciekawieniem czytałem do samego końca. Jak wspomniał Jeroh, bardzo dobrze dopracowałeś szczegół. I ten Lotus ;)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Nie spodziewałem się, że opowiadanie doczeka się jeszcze komentarzy, a jednak! Dzięki za opinię i szczególne za głos w wątku piórkowym – to bardzo wiele znaczy :)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Diriadzie,

 

Czas mnie się skurczył, więc skrótowo odpowiadam:

– zapisy “komputerowe” są czytelne, przekazują intencję, ale nie są wewnętrznie spójne z punktu widzenia merytorycznego – nadal uważam, że do poprawy; czasami taka pierdułka psuje przyjemność;

– zabijanie: nie wykorzystałeś garnituru możliwości, z których Augiasz korzysta potem, to jest mój główny zarzut. Mógł zamknąć przegrody, mógł odciąć kanały, mógł uwięzić w pomieszczeniu (niby nic, ale woda i żywność znikąd się nie biorą), mógł wyłączyć system podtrzymywania życia, żeby wygonić, mógł wreszcie dojść do wniosku, że należy ludzi – podobnie jak systemy laboratoryjne – zrekonfigurować, celem wsparcia optymalizacji stacji… Muahahahaha, Augiasz Frankenstein! ;-) Dopiero ostatecznością jest zabójstwo.

Sam zamysł czytelny, dobrze przedstawiony, ale upieram się, że z punktu widzenia logiki miejsce, w którym przeprowadza się eksperymenty z niebezpiecznymi substancjami MUSI mieć w AI silnie uwzględnione bezpieczeństwo zdrowia i życia ludzi – no więc o ile można stwierdzać, że delikwent z komisji wizytacyjnej żyje i nie zagraża, ewentualnie unieszkodliwiony pożyje jeszcze dwa dni a Augiasz potrzebuje 32 godzin na rekonfigurację… To wtedy kupy się trzyma, jak dla mnie, niczym banda wygłodniałych much.

 

Tekst oceniam na 8.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To się nazywa refleks… Przepraszam.

 

Co do zapisów “komputerowych” – po Twojej argumentacji zgadzam się, że z programistycznego punktu widzenia poprawniejsza jest Twoja sugestia. Natomiast wciąż wydaje mi się, że w niektórych miejscach taki zapis byłby mało czytelny dla osób nie mających styczności z programowaniem. Np. “/symulacja/uruchom > Terraform & Elixir: …0 znalezionych algorytmów;” byłoby zrozumiałe, ale już “/waga/sprawdź > protokół_CA: …0,95*MAX;” niekoniecznie. Dlatego krok od języków komputerowych w stronę naturalnych chyba pomoże w zrozumieniu mniej zorientowanym.

Natomiast żeby to rozstrzygnąć, trzebaby zapytać o zdanie jakąś próbkę takich czytelników.

…a kto wie, może żeby stworzyć AI zachoujące się w sposób zbliżony do człowieka trzeba użyć nieco chaotycznego języka programowania, jak język ludzi?

W każdym razie rozumiem zastrzeżenie i że może to kłuć w oczy.

 

Co do zabijania – starałem się zablokować Augiaszowi niewykorzystywane opcje, ale mogło mi to zawsze wyjść. Co do poruszonych punktów:

– Przegrody: Nie? Augiasz natychmiast zamyka drzwi do hangaru, a potem Judith i Peter cieszą się, że drzwi do pokojów nie są pod kontrolą Augiasza i że na drodze do modułu mieszkalnego nie ma żadnych przegród, które Augiasz mógłby zablokować. Potem Peter odbiera mu kontrolę nad drzwiami, a kiedy Augiasz ją odzyskuje, to już wykorzystuje ją, jak może.

– Tunele: W mojej koncepcji tunele w świadomości Augiasza nie należą do stacji dostępnej ludziom, traktuje je prawie jak element własnej infrastruktury, który nikomu poza niemu służyć nie może. W jego rozumowaniu nie istnieje pojęcie "człowiek wchodzący do tunelu". Starałem się to wskazać fragmentem: "Siatka tuneli stanowiła integralną część jego infrastruktury i należała tylko do niego. Istniały więc dwie możliwości: albo Augiasz ma z nimi bezpośredni kontakt i, wchodząc do nich, Judith wydaje na siebie wyrok, albo też stanowiły ślepy punkt". Dopiero kiedy Augiasz dowiaduje się, że Judith była w tunelach, uczy się i wgrywa sobie taki scenariusz. Tak jak na końcu, kiedy (za późno) przeprogramowuje skrzynkę z narzędziami z przedmiotów do naprawy na broń. W nauce kreatywności ma pewne tyły, ale szybko je nadrabia.

– Zamknięcie w pomieszczeniu: Na początku Augiasz nie traktował ludzi (z dala od rdzenia) jako poważne zagrożenie i zdawało mu się, że zostawienie ich w części mieszkalnej wystarczy jako izolacja. Jeśli chcesz, możemy uznać, że to jego niechęć do mordowania ;)

– System podtrzymywania życia: Myślę, że taka wentylacja mogła działać niezależnie od Augiasza, odpowiedni system szybów wentylacyjnych i voilà. Natomiast o wyłączeniu ogrzewania nie pomyślałem, a to byłaby fajna opcja. Zdecydowanie dodawalna.

– We wczesnej fazie wymyślania opowiadania była nawet koncepcja, w której Augiasz przyłącza sobie ludzi do maszyn albo na nich eksperymentuje, jak najbardziej ;) Ale końcu zdecydowałem się na to, na co się zdecydowałem.

– Co do bezpieczeństwa AI: No OK, zgadzam się. Gdzieś Centrum Antarktyczne musiało ciąć koszty, może nie dostali grantu na bezpieczeństwo… A serio, to myślę, że gdyby zabezpieczenia były potężniejsze, to dałoby się to zrobić, ale potrzebowałbym więcej miejsca na proces dziczenia Augiasza. A wtedy Finkla już całkiem umarłaby z nudów ;)

 

Po czasie dążącym do nieskończoności jeszcze raz dzięki za obszerną opinię!

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

To opowiadanie potwierdza moje wczorajsze spostrzeżenie – umiesz pisać o wszystkim. W dodatku w sposób niezwykle zajmujący.

Chłód czyta się świetnie, może za wyjątkiem fragmentów kwestionowanych przez PsychoFisha. Jednak nie z powodu negowanej przezeń wiarygodności, a raczej dlatego, że kompletnie nic mi nie mówiły. Nie mam bowiem najmniejszego pojęcia, co znaczą te ciągi liczb, liter, słów czy innych symboli. Jestem osobą, w istnienie której wątpiłeś, Diriadzie. Tak, nigdy nie miałam żadnej styczności z programowaniem i nie mam żadnego pojęcia o programowaniu. Jednak nieznajomość tych tajemnych, zaszyfrowanych wężyków zupełnie mi nie przeszkodziła w zrozumieniu opowiadania.

Mimo że akcja rozwijała się powoli, to z chwilą przyjazdu drugiej wyprawy sprawy nabierają rumieńców i zaczynają toczyć się w znakomitym tempie, zapewniając odpowiednie napięcie i budząc coraz większe zaciekawienie.

Szalenie satysfakcjonująca lektura!

Mam żal do Judith, bo nie doceniła Augiasza i nie upewniła się, czy potraktowała go wystarczająco skutecznie.

Jestem zdumiona, że Chłód jeszcze nie trafił do Biblioteki!

 

We­dług sy­mu­la­cji po­win­no się wy­ro­bić się w do­stęp­nym cza­sie… – Dwa grzybki w barszczyku.

 

do­pi­sać kilka koń­czą­cych zdań, z tym jed­nak trze­ba było po­cze­kać, aż Au­giasz skoń­czy pracę. – Nie brzmi dobrze.

Może: …do­pi­sać kilka zamykających zdań… Lub: …dopisać konkluzję

 

wy­je­dzie nie póź­niej niż w pół do pią­tej. – …wyjedzie nie póź­niej niż wpół do pią­tej.

 

póż­niej przyj­dzie czas na wy­pra­co­wa­nie od­po­wied­nich pro­por­cji… – Literówka.

 

W przy­pad­ku pro­jek­tów, które na­le­ża­ło za­koń­czyć w kon­kret­nym cza­sie, na­le­ża­ło wziąć pod uwagę… – Powtórzenie.

Może: W przy­pad­ku pro­jek­tów, które powinno się zakończyć w kon­kret­nym cza­sie, na­le­ża­ło wziąć pod uwagę…

 

Nie mi­nę­ła mi­nu­ta, nim po­ja­wi­ły się ko­lej­ne im­pul­sy sy­gna­li­zu­ją­ce po­łą­cze­nie z bazą. – Raczej: Nie mi­nę­ła mi­nu­ta, gdy po­ja­wi­ły się… Lub: Mi­nę­ła prawie mi­nu­ta, nim po­ja­wi­ły się

 

za­bez­pie­cze­nia mo­ni­to­rin­gu były wręcz try­wial­ne, moż­li­we do zła­ma­nia przy po­mo­cy try­wial­ne­go al­go­ryt­mu… – Czy to celowe powtórzenie?

 

No­tat­nik Ju­dith do­brze speł­niał swoją funk­cję, ale no ni­cze­go in­ne­go się nie nada­wał… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

fuckt, dałem 8/10 mimo zastrzeżeń i nie klikłem… Już naprawiam. Wybacz, Diriadzie!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Psycho: Nie ma sprawy, za moje opóźnienie w odpowiedzi na komentarz należało mi się co najmniej tyle ;) A teraz być może Regulatorzy da mi nową perspektywę w naszej spornej kwestii pisowni kodu.

 

Regulatorzy: Bardzo się cieszę, że się podobało. Tym bardziej, że dopiero trzy najnowsze teksty (Chłód, Nawet nie w prochLo faresti…) uważam za “prawdziwe, dorosłe” opowiadania, więc do ich ocen przywiązuję największą wagę.

Błędy już poprawione.

 

Też mam do Judith pewien żal, bo ona po pierwszej części w ogóle nie miała wracać do bazy. Ale jeż w trakcie pisania bardzo nalegała na uczestnictwo w drugiej wyprawie. Ja na tyle ją polubiłem, że myślałem nawet, czy by jej nie oszczędzić… Ale cóż, sama jest sobie winna.

 

No i dochodzimy do kwestii fragmentów pisanych “kodem” – z chęcią poznam Twoje zdanie jako osoby “nieskażonej”.

Weźmy taki fragment:

/uruchom/symulacja > Terraform & Elixir: …0 znalezionych algorytmów;

Znaczy to tyle, że Augiasz uruchamia program szukający sposobów na poprawienie wydajności projektów Terraform i Elixir – a po dwukropku program odpowiada, że nic nie znalazł.

Psychofish argumentuje, że przypomina to programowanie obiektowe, a w tym przypadku najpierw wybieramy obiekt, a potem mówimy, co chcemy z nim zrobić (na zasadzie: kiedy chcę usunąć plik z folderu, najpierw wybieram plik i klikam go prawym klawiszem myszy, a dopiero potem wybieram z menu, czy chcę go usunąć, czy np. zmienić mu nazwę – a nie odwrotnie). Zgodnie z tym, ten fragment powinien wyglądać tak:

/symulacja/uruchom > Terraform & Elixir: …0 znalezionych algorytmów;

Ja się z tym zgadzam, ale wydaje mi się, że pierwsza wersja będzie bardziej czytelna dla laika, bo bardziej przypomina język naturalny – kolejność jest taka sama jak byłaby w zwykłym zdaniu: Uruchom symulację dla projektów Terraform i Elixir.

Z drugiej strony moje poświęcenie poprawności na rzecz czytelności nie sprawiło, że zrozumiałaś, więc tu punkcik wędruje do Psycho. Z trzeciej – może składnia programów myślących jak człowiek powinna być podobna do ludzkiej ;)

A Ty co sądzisz o tej kwestii?

 

PS: W ten sposób niniejszym poznałaś całą moją twórczość. No, z wyjątkiem nigdy nie opublikowanej kopii roboczej opowiadania na pierwszą edycję biedronkowego Piórka :)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Diriadzie, obawiam się, że mimo wysiłku przybliżenia problemu i próby wydobycia ze mnie zeznań w tej materii, chyba nie spełnię Twoich oczekiwań.

W podanym przykładzie, tak jak w tekście, kolejność wyrażeń była mi obojętna, bo prześlizgiwałam się po nich wzrokiem, rejestrując tylko, że Augiasz wykonuje jakieś operacje, a ponieważ jasne było co robi, szczegóły zapisów okazały się dla mnie nieistotnie. W takich przypadkach wierzę Autorowi, ufam, że wie o czym pisze i to mi wystarcza.

Przykro mi, że chyba nie pomogłam. :-(

 

Tak, przeczytałam wszystkie dostępne na stronie Twoje teksty, ale mam nadzieję, że pojawią się nowe, a każdy będzie lepszy od poprzedniego. ;-D

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie, to też perspektywa, dzięki :)

 

Postaram się, żeby tak było!

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Cierpliwie poczekam, bo wiem że warto. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo fajne!

O kurczę, jaki sprint przez moje teksty! Pozwolisz, że zbiorczo Ci za te opinie tutaj podziękuję :)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Hmmm… Ja czytam każdy z osobna ;))))))))))))))

 

 

Nie chciałem, żeby wyszło, że nabijam posty, ale tu mnie masz :) W takim razie tutaj dziękuję za pochwałę Chłodu. Zwłaszcza, że ze swoją długością niewielu zgromadził czytelników.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Bo jednak długi tekst wymaga więcej czasu, też zauważyłam u siebie ostatnio taką skłonność do zabierania się w pierwszej kolejności za teksty krótsze. Również z tego powodu Chłód musiał poczekać na swoją kolej, ale bez wątpienia warto było.

Ładnie piszesz, wciągasz w swoje kreacje, czytam Ciebie z dużą przyjemnością.

Ja się nie dziwię, sam teksty powyżej 60 tysięcy czytam bardzo rzadko. I tym bardziej mi miło :)

Swoją drogą, jak wymyślałem ten tekst, to spodziewałem się, że zajmie tak z 17, może 20 tys. znaków… ;)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Bardzo ładny tekst. Dłuższy komentarz chyba niepotrzebny, bo twoje pisanie po tylu latach na pewno się zmieniło – choć jestem zaskoczona, w jak nudny sposób rozpocząłeś historię. Żadnego haka. Czytałam, bo przypominało mi odcinki Doctora Who :D Bardzo empatyzowałam z Judith i muszę przyznać, że zakończenie mnie rozczarowało. Całość jednak wciągająca i na plus, z pewnością warta biblioteki :)

Hm, to prawda, że żadnego haczyka nie zastawiłem. Nie chciałem z góry wskazywać na to, w którą stronę potoczy się akcja, ale owszem, z marketingowego punktu widzenia pewnie by się jakiś przydał ;)

 

Zakończenie rozczarowało (bo spodziewałaś się lepszego) czy zabolało (bo liczyłaś na lepszy los dla Judith)? Jeśli to pierwsze, to źle, jeśli drugie, to się cieszę ;)

Już gdzieś wcześniej o tym wspominałem, ale Judith sama jest sobie winna. Ja przy planowaniu opowiadania nie chciałem, żeby wracała na stację, ale ona się uparła. No to poniosła konsekwencje.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Zakończenie rozczarowało (bo spodziewałaś się lepszego) czy zabolało (bo liczyłaś na lepszy los dla Judith)? Jeśli to pierwsze, to źle, jeśli drugie, to się cieszę ;)

No to drugie oczywiście :( Mało rozgarnięty główny bohater jednak zawsze frustruje.

Nowa Fantastyka