- Opowiadanie: iwonachudz - Smocza natura

Smocza natura

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Smocza natura

Maura często spędzała popołudnia wśród swych ukochanych smoków. Kładła się w cieniu ich skrzydeł, przytulała do szorstkiej skorupy i wdrapywała na szpiczaste grzbiety swoich towarzyszy. Oceniając relację łączącą dziewczynę z tymi wyjątkowymi stworzeniami, wydawałoby się, że ta bliskość jest czymś naturalnym. Hipoteza ta nie była jednak prawdziwa. Większość mieszkańców wioski mogła, co najwyżej podejść na odległość kilku metrów, aby z zazdrością popatrzeć jak dostojnie napinają się smocze mięśnie. Przy każdej próbie postawienia kolejnego kroku, stwory szybko orientowały się, co się dzieje i wzbijały w powietrze. Niektórzy specjalnie podbiegali do tych pięknych istot, aby zmusić je do rozpościerania skrzydeł. A był to niezwyczajny widok.

Jednak nie tylko Maura dostąpiła zaszczytu obcowania ze smokami. Oprócz niej dar ten otrzymał Aron – osiemnastolatek o rudych włosach i piegowatej twarzy oraz Danka – młoda kobieta o szorstkich rysach i chaotycznej fryzurze. Trójka, jak ich nazywali mieszkańcy wioski, szczęściarze praktycznie nie rozmawiali między sobą. Tak naprawdę prawie się nie znali. Wystarczał im kontakt ze smokami i ukradkowe, porozumiewawcze spojrzenia podczas długich chwil spędzonych na polanie.

Maura szczególnie ukochała jednego ze stworów. Nazywała go Srebrnołuskim. To imię niezupełnie pasowało do jej przyjaciela, ponieważ jego pancerz miał barwę niebieską, a nie srebrną. Mienił się jednak tak cudnie, że imię Niebieskołuski wydawałoby się oszustwem. To właśnie z nim dziewczyna spędzała najwięcej czasu. Dotyk, gest, spojrzenie. Wszystkie te czynności były otoczone niewytłumaczalną, magiczną aurą. Wydawałoby się, że ta relacja jest niezbędna do istnienia wszechświata. Bez niej rozpadłoby się wszystko. Tego była pewna nie tylko Maura, ale także Aron, Danka i reszta obserwatorów.

 

 

Był sam środek lata. Promyki słońca delikatnie otulały wszystkich mieszkańców wioski. Maura miała wyjątkowo dobry humor. Po spełnieniu domowych obowiązków dostała wreszcie przyzwolenie na odwiedzenie smoczej polany. Przez kilka ostatnich dni w ogóle nie widywała Srebrnołuskiego. Czuła jednak, że dziś jej ukochany ją odwiedzi. Przeczucia te sprawdzały się niemal za każdym razem, gdy jej przyjaciel znikał na kilka długich dni.

Po dotarciu na łąkę usłaną zieloną trawą i przeróżnymi kwiatami, dziewczyna poczuła niemiłe ukłucie rozczarowania w piersi z powodu braku obecności jej przyjaciela. Przełknęła jednak ślinę, powodując przesunięcie uczucia smutku na dno żołądka, skąd nie mogło tak bardzo doskwierać. Usiadła pod drzewem, w pobliżu trzech złotych smoków. Kątem oka dostrzegła, że między odległymi sosnami siedziała Danka. Dziewczyna trzymała dłoń na grzbiecie swojego ulubieńca – Czerwonołuskiego, dostojnego smoka. Arona nigdzie nie było.

Wtem na sklepieniu nieba pojawiła się mała, błyszcząca na tle promieni plamka. Punkt powoli się przybliżał, a Maura poczuła jak po karku przechodzi jej fala dreszczy. Dziewczyna szybko wstała i rozemocjonowana patrzyła w niebo, niecierpliwie wyczekując na przybycie swojego smoka. Powietrze przesyłało jej emocje emanujące od stwora. Zalewało ją poczucie tęsknoty, radości i jednoczesnej ulgi, z powodu przerwania okresu rozłąki. Nagle jednak stało się coś strasznego. Coś, czego nikt by się nie spodziewał w tych regionach kraju. Jakaś ciężka do identyfikacji rzecz ugodziła pięknego stwora. Potężne, srebrzyste ciało zaczęło ze świstem opadać w dół. Maura zgięła się w pół, wydając przy tym okropny krzyk rozpaczy. W tym momencie Danka szybko zrozumiała, co się stało i biegiem ruszyła w stronę opadającego stwora. Po chwili dziewczyna się opanowała i również rzuciła się na ratunek swojemu ukochanemu. Dziewczyna miała wrażenie, że natłok emocji zaraz rozsadzi jej czaszkę. Nie była w stanie, ani myśleć ani skupić się na odpowiednim zachowaniu.

– Musimy dotrzeć do Srebrnołuskiego przed kłusownikami – usłyszała krzyk Danki obok swojego ucha, i z ulgą zrzuciła na nią odpowiedzialność za ratunek smoka. Nigdy wcześniej nie słyszała głosu dziewczyny. Był on wdzięczny i bardzo wyraźny. Maura poczuła ogromną wdzięczność do tej drobnej kobiety za to, że nie zostawiła jej samej.

Dalszą drogę dziewczyny pokonywały w milczeniu. Wysiłek dla obu był tak niewiarygodnie trudny do zniesienia, że co jakiś czas musiały wycierać z twarzy łzy, pojawiające się z powodu bólu wywołanego przez napięte mięśnie. Ich skóra stała się czerwona od pulsującej w żyłach krwi, próbującej dotrzeć do każdego skrawka ich ciała, aby zaopatrzyć je w niezbędny tlen. Doceniane wcześniej słońce, teraz okazało się zdradliwe, powodując, że wysiłek stawał się jeszcze bardziej morderczy.

W końcu dziewczynom udało się dotrzeć na miejsce. Z rozpaczą Maura zaczęła biegać dookoła, ale nikogo tam nie było. Tylko wielka dziura wskazywała na uderzenie smoka.

– Spóźniłyśmy się – mówiąc to dziewczyna padła na trawę i zalała się łzami.

– Ci… słyszałaś? – Danka odwróciła raptownie głowę. W cieniu było widać zarys sylwetki. Człowiek. Powoli z ciemności wynurzyła się postać. To był Aron. Maura zastanowiło, skąd on się tu wziął, przecież nie było go wcześniej na polanie, nie biegł z nimi.

– Witajcie – powiedział ochrypłym, głębokim głosem – spacerowałem po bagnach, kiedy zobaczyłem, że Srebrnołuski został ugodzony strzałą.

– Gdzie on jest? – Maura podniosła się gwałtownie i szybko podeszła do chłopaka. – Gdzie on jest? – powtórzyła cedząc przez zęby.

– Spokojnie – Aron podszedł doniej i chwycił ją delikatnie za przedramię. W tym momencie dziewczynę zalała fala emocji i uczuć, które dobrze znała. Srebrnołuski.

– Coś ty mu zrobił? Mów! – złość towarzysząca wypowiadanym słowom, sprawiła, że oczy smoczej przyjaciółki wypełniły się łzami.

– Spokojnie – powtórzył chłopak. – Gdy tu dotarłem, Srebrnołuski leżał ze strzałą w prawym skrzydle. Pomogłem mu się oswobodzić. Rana była powierzchowna. Smok szybko odleciał. Później dostrzegłem nadbiegających kłusowników, a więc ukryłem się między skałami. Rozczarowani odeszli z pustymi rękoma. Jestem pewien, że ranny smok jutro znów się pojawi na polanie. – Aron uśmiechnął się szeroko i zbliżył do Maury, kładąc jej dłoń na policzku. – Wszystko będzie dobrze.

Chłopak widząc pytającą minę dziewczyny, natychmiast pożałował swojego zuchwałego czynu i cofnął rękę. Miał nadzieje, że nie zdążył w pełni odsłonić przed nią swych uczuć i prawdziwej natury.

– Wracajmy do wioski – zadecydował.

– Masz rację, nic już tu nie zdziałamy – przytaknęła mu Danka. Chłopak wzdrygnął się na dźwięk jej głosu, ponieważ zapomniał o obecności osoby trzeciej. Spojrzał nieśmiało na Maurę. W milczeniu potrząsała potakująco głową. Wyglądała na oszołomioną. Aron pragnął ją uspokoić i wszystko wyjaśnić. Bał się jednak reakcji dziewczyny. Postanowił zatem, zachowując pozory spokoju, pokierować swoje towarzyszki z powrotem w stronę wioski.

 

Następnego ranka Maura prędko wyskoczyła z łóżka, obmyła twarz zimną wodą, ubrała naszykowaną dzień wcześniej, lekką, lnianą sukienkę. Wychodząc z domu, chwyciła pajdę chleba, którą miała zamiar skonsumować po drodze. Tym razem jednak nie udała się jak zazwyczaj w stronę polany, a powędrowała w kierunku wzgórza, u podnóża którego mieściła się mała chatka, w której mieszkał Aron z rodziną. Nie ufała temu chłopakowi. Postanowiła dowiedzieć się, co ukrywa i sprawdzić jego prawdomówność.

Mimo wczesnej pory na dworze było parno, a powietrze wydawało się bardzo gęste. Dziewczyna przycupnęła nieopodal krzaków róży. To było idealne miejsce, z którego mogła obserwować cały dom. Nie musiała czekać długo. Po niespełna kwadransie główne drzwi otworzyły się i z budynku wyszedł Aron wraz z dorosłym mężczyzną. Obaj skierowali swoje kroki ku studni. Tam nabrali cztery wiadra wody i wrócili do domu. Po upływie kolejnych, nużących minut, na progu znów pojawił się wyczekiwany osobnik. Tym razem był sam, a swoje kroki skierował ku skalnemu wzgórzu. Po chwili Maura opuściła kryjówkę i zaczęła powoli podążać za chłopakiem. Z każdym kolejnym krokiem czuła coraz silniejszy przypływ adrenaliny.

 

Od rana Aron nie mógł wyzbyć się wrażenia, że coś w nim i wokół niego się zmieniło. Całą noc rozmyślał o jego zuchwałym zbliżeniu do Maury i błysku zdziwienia i lęku w jej szmaragdowych oczach. Wszystkie te wydarzenia sprawiły, że czuł się uwięziony we własnym umyśle. Musiał znów poczuć się wolny. Pragnął wyrwać się z ludzkiej postaci i zatopić w swojej prawdziwej naturze. Po porannej toalecie szybko oddalił się w kierunku wzgórza, gdzie w szczelinie skalnej trzymał skórzaną torbę. Po dotarciu na miejsce, chłopak schylił się, aby wyjąć z wąskiej szpary swój pakunek.

 

 

 

Maura próbowała dojrzeć, co Aron wyciąga spomiędzy kamieni. Cóż to jest? Gdy kątem oka zobaczyła czarne zawiniątko, zaniemówiła. Doskonale rozpoznawała ten worek. Należał do Srebrnołuskiego. Smok zawsze miał przywiązane to zawiniątko do przedniej, prawej łapy. Dziewczyna przypomniała sobie jak nieraz wylegując się na trawie, kładła głowę na miękką skórę. Teraz żałowała, że nigdy nie skontrolowała, co jest w środku. Serce biło jej tak szybko, iż miała wrażenie, że rozsadzi jej zaraz klatkę piersiową i wyskoczy, boleśnie rozbijając się o otaczające skały. Postanowiła wyjść z ukrycia i dowiedzieć się, o co tu chodzi i co Aron zrobił jej ukochanemu. Gdy Maura miała już postawić krok naprzód, spostrzegła, że chłopak ściąga odzież i wkłada ją do czarnej torby. Zażenowanie sprawiło, że dziewczyna cofnęła stopę, postanawiając odczekać jeszcze trochę. Chłopak stał w samej bieliźnie. Jego biały tors odbijał promienie słońca, a ciemne loki rzucały cień na bladą twarz. Maura nie mogła wyzbyć się uczucia, że jest w nim coś wyjątkowego, niespotykanego. Sama nie wiedziała, o co jej chodzi. Otrząśnij się pomyślała. Nagle chłopak zaczął zsuwać bieliznę. Dziewczyna nigdy wcześniej nie widziała nagiego mężczyzny. Nie wiedziała jak ma się zachować. Stała z mocno rozszerzonymi oczami i lekko rozchylonymi wargami.

Wtem chłopak napinając wszystkie mięśnie, zgrabił się, schylając się przy tym lekko. Maura wytężyła wzrok jeszcze bardziej i dostrzegła, że na jego karku zaczynają wyrastać niebieskie kolce. Dziewczyna była tak zszokowana, że zapomniała, iż powinna się ukrywać. Chcąc się upewnić, że wzrok ją nie myli, przesunęła się kawałek ku przodowi, niefortunnie potykając się o skały. Upadając, wydała z siebie cichy jęk.

 

Aron nagle usłyszał odgłos przypominający płacz małego dziecka. Odwrócił się gwałtownie, wciągając jednocześnie lekko wyrośnięte kolce na grzbiecie. I wtedy ją zobaczył.

– Maura… – szepnął, zdając sobie sprawę, że jest nagi. Jednak widząc bladą twarz dziewczyny, nie mógł się ruszyć. Miał wrażenie, że młoda kobieta jest tak biała z przerażenia, że zaraz stanie się przezroczysta. Nie chciał jej spłoszyć, lecz nim zdążył coś powiedzieć, dziewczyna chwiejąc się wstała.

– Co się dzieje? – wybełkotała.

– Poczekaj chwilę. Wszystko ci wyjaśnię.

Aron szybko wsunął spodnie i podszedł do oszołomionej dziewczyny. Chwycił jej lodowate, blade dłonie. Doskonale znał dotyk jej skóry, ale fala lęku i niezrozumienia jaka tym razem przepłynęła od jego towarzyszki, była mu całkiem obca i ukuła go w sam środek duszy. Z trudem powstrzymał się przed przytuleniem tej małej bezbronnej istoty.

– Nie bój się, to ja – nic więcej nie zdołał powiedzieć.

– Ty? – Maura położyła chłodną dłoń na policzku chłopaka, a jej zaszklone przez łzy oczy zbliżyły się do jego piegowatej twarzy, spoglądając głęboko w jego duszę. – To ty – powtórzyła śmielej, a jej twarz rozświetlił nieśmiały uśmiech.

Wpatrując się w głębie oczu Arona, Maura ujrzała w nim, to co tak bardzo kochała w smokach. Nie miała już żadnych wątpliwości, że stoi przed nią Srebrnołuski.

– Jak to możliwe? – spytała dziewczyna po chwili milczenia.

– To prostsze niż się wydaje – wzruszył ramionami chłopak. – Jestem pewien, że ty też jesteś smokiem.

– Ja? – zaśmiała się Maura. Nigdy wcześniej nie słyszała tak szalonego pomysłu.

– Oczywiście. Pamiętasz starą legendę, którą opowiadała nam bajarka jak byliśmy dziećmi? O zagrożonych smokach? O tym, że chowały się na świecie przybierając postać innych organizmów? Roślin, zwierząt i…

– I ludzi – dokończyła dziewczyna.

 – Niektóre stwory były tak sparaliżowane przez lęk przed zdemaskowaniem, że z czasem zapomniały o swojej prawdziwej naturze.

– Ani człowiek, ni anioł, ni sam Bóg raczy wiedzieć, gdzież skryła się smocza istota – Maura powoli przypominając sobie fragmenty, starannie wypowiedziała słowa starej legendy. – Smocza iskra nigdy nie zgaśnie. Dopóki świat będzie istnieć, dopóty skrzyć się będzie nadzieja na powrót smoczej duszy – cytowała dalej, nieśmiało unosząc wzrok.

– Pokaż mi jak się zmieniasz – powiedziała po chwili ciszy.

– Dobrze, jeśli zrobisz to ze mną.

– Ja? – spojrzała ze zdziwieniem. – Przecież nie mamy pewności, że ja też… – Maura zaczęła nerwowo kręcić głową.

– Jestem pewny – Aron złapał dziewczynę za ramię, a ta poczuła przypływ pozytywnej energii – spróbujmy.

Maura przytaknęła głową. Chłopak natomiast chwycił ją delikatnie za dłoń i zaprowadził na małą polankę pomiędzy skałami.

– Musisz się rozebrać – powiedział spokojnym, ale stanowczym głosem. Maura poczuła, że mu ufa. Nie zadawała pytań. Powoli zsunęła lnianą sukienkę, następnie odpięła sandały i bez zastanowienia pozbyła się bielizny. Aron także pozbył się odzieży. Chłopak patrząc na swoją towarzyszkę, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jej skóra była jedwabista, figura idealna, przepiękna. Oboje nie czuli skrępowania. Stanęli naprzeciwko siebie, łapiąc się za dłonie.

– Zamknij oczy – poinstruował Aron. Maura poczuła jak przez palce dłoni wnika w nią energia przekazana przez chłopaka. Fala uczuć, która ją zalała, wydała się dziewczynie tak oczywista, jakby towarzyszyła jej od zawsze. Serce w jej piersi niby biło tak jak dotychczas, a jednak coś się zmieniło. I wtedy to poczuła. Skóra na jej grzbiecie zaczęła pękać. Sprawiało to ból, który jednak cieszył. Boleść zalała najpierw plecy dziewczyny. Następnie zaczęła przenosić się na inne skrawki ciała. Gorzki smak wypełnił jej usta. Zaczęła drżeć z podniecenia.

– Dasz radę – szepnął jej koło ucha Aron.

Całe ciało dziewczyny zaczęły pokrywać zielone, matowe łuski. Mięsnie rozrastały się w niewiarygodnym tempie. Każda komórka organizmu wariacko pulsowała. Dało się odczuć niesamowitą energię, wibrująca dookoła. Dziewczyna próbowała się rozluźnić, ale jej ciało na przekór spinało się. Coraz bardziej drżała z bólu, rozkoszy i podniecenia.

W końcu przemiana dobiegła końca. Maura poczuła się niewiarygodnie prawdziwie. Tak jakby do tej pory była wciśnięta w jakąś odległą, nierealną rzeczywistość. Teraz natomiast jej prawdziwa natura została uwolniona. Spojrzała na Srebrnołuskiego. Pragnęła go zapytać dlaczego, co jakiś czas wracał do swojej ludzkiej postaci. Przecież musiała być to męka dla niego. W zdumieniu spostrzegła, że zamiast słów posłała w kierunku Arona fale energii. Najwidoczniej smoki porozumiewały się właśnie w ten sposób. Szybko otrzymała odpowiedz. Mimo braku słyszalnych dźwięków, zrozumiała ją bez problemu. Srebrnołuski opowiedział jej historie każdego ze smoków, które przylatywały na polane i których misją była pomoc w odkryciu prawdziwej natury tych stworów, które zagubiły się między roślinami, zwierzętami i ludźmi. Gdy nastąpiła przemiana Arona, mimo ogarniającego go szczęścia, czuł ogromny brak w swoim życiu. Nie był w stanie zidentyfikować, co mogłoby zapełnić tą pustkę dopóty, dopóki nie spotkał Maury. Jej energia, zapach i wibracje ciała od razu zjednoczyły się z nim. Nie chciał jednak jej wystraszyć i pragnął doprowadzić do tego, aby dziewczyna sama odkryła kim jest naprawdę.

– A Danka? – zapytała.

– Danka potrzebuje jeszcze trochę czasu i niebawem do nas dołączy – odpowiedział jej Aron.

Koniec

Komentarze

Natury nie oszukasz…

Styl wydał mi się trochę sztywny, jeszcze nie wyrobiony, ale językowo w miarę poprawnie. Tylko ubrań się nie ubiera.

Zakończenie dało się łatwo przewidzieć.

Babska logika rządzi!

Przeczytałam.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli nadała smokowi imię, to dlaczego nie zapisujesz go z dużej litery? 

 

Trzej, jak ich nazywali mieszkańcy wioski, szczęściarze praktycznie nie rozmawiali między sobą. Tak naprawdę wcale się nie znali.

Po pierwsze trójka szczęściarzy  – bo tylko jeden mężczyzna i dwie kobiety. Po drugie – jak mieszkańcy jednej wioski mogą się wcale nie znać? Mało prawdopodobne. 

 

Oboje skierowali swoje kroki ku studni.

Z chaty wyszło dwóch mężczyzn, więc nie oboje, ale obaj.

 

To tylko kilka przykładów tego, co mi się w oczy rzuciło i – niestety – raziło.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję za wskazanie błędów i szczerą opinię.

Pisząc “wcale się nie znali” miałam na myśli braku wzajemnej znajomości charakterów i osobowości.

To lepiej w takim przypadku napisać, że znali się słabo, tylko z widzenia itp. 

Wcale się nie znali oznacza dokładnie to, że WCALE się nie znali. 

Nie znam dobrze charakterów moich sąsiadów, ani nawet kolegów z pracy (nie piszę o przyjaciołach), ale nie mogę powiedzieć, że wcale ich nie znam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pierwsza część opowiadania – ten, powiedzmy, prolog – jest absolutnie niepotrzebny. Nie wnosi nic, czego nie można by bez problemu wywnioskować z dalszej części tekstu. Poza tym przeczytałem z umiarkowanym zainteresowaniem. A że juroruję w tym konkursie, szerszej opinii nie wypada mi wygłaszać.

Przyjemny tekst, ale na kolana nie rzuca.

 

mogła, co najwyżej – bez przecinka

najwyżej podejść na odległość kilku metrów – może się czepiam, ale trochę zajeżdża mi pleonazem, poza tym system metryczny nie pasuje do przedstawionego świata

popatrzeć jak dostojnie – przecinek przed “jak”

obecności jej przyjaciela – wywal “jej”

poczuła jak po karku – przecinek przed “jak”

W tym momencie Danka szybko zrozumiała, co się stało i biegiem ruszyła w stronę opadającego stwora. Po chwili dziewczyna się opanowała i również rzuciła się na ratunek swojemu ukochanemu. Dziewczyna miała wrażenie – w tym fragmencie pogubiłem się, kto jest podmiotem

mówiąc to dziewczyna padła – przecinek po “to”

ubrała naszykowaną dzień wcześniej, lekką, lnianą sukienkę – założyła, ubrań się nie ubiera

Całą noc rozmyślał o jego zuchwałym zbliżeniu – “swoim” zamiast “jego”

przypomniała sobie jak nieraz wylegując – przecinek przed “jak”

chodzi i co Aron zrobił jej ukochanemu – przecinek przed “i”

Otrząśnij się pomyślała – przecinek po “się”

wiedziała jak ma się zachować – przecinek przed “jak”

opowiadała nam bajarka jak byliśmy – przecinek przed “jak”

 

Tekst oceniam na 6.

Nawet sympatyczna opowiastka, i z happy endem… Można powiedzieć , że klasyczna, bo motyw ukrywania się smoków już był wykorzystywany wiele razy, ale to nic nie szkodzi.

Szkoda, że do tej pory Autorka nie wprowadziła poprawek.

Taka historyjka nastrojowa, w której niestety, sporo nielogiczności (owo nie znanie się osób z jednej wioski) – prawdopodobnie niezamierzonych lub wynikających z potknięć językowych – oraz nie poprawionych błędów. Jest pomysł – fakt, klasyk, ale jest – potrzebne jeszcze wykonanie.

 

Może warto zajrzeć tutaj? http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550 

 

 

– Musisz się rozebrać – powiedział spokojnym, ale stanowczym głosem. Maura poczuła, że mu ufa. Nie zadawała pytań. Powoli zsunęła lnianą sukienkę, następnie odpięła sandały i bez zastanowienia pozbyła się bielizny.

Jasny gwint, jeżeli zdradzisz mi sekret jak się wypowiada te słowa, by osiągnąć opisany efekt… ;-);-) 

Przepraszam, NMSP :-)

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jak na rzecz dla dorosłych, historia jest raczej infantylna, a jeśli to miała być bajka dla dzieci, to została opowiedziana dość drętwo i mało zajmująco.

Nie umiem sobie wyobrazić wioski, w której ludzie są sobie obcy i nie utrzymują wzajemnych, choćby sąsiedzkich, kontaktów – a w jaki sposób dobierają się w pary i rozmnażają?

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia, raził mnie szczególnie nadmiar zaimków.

 

Coś, czego nikt by się nie spo­dzie­wał w tych re­gio­nach kraju. – W ilu regionach kraju mogło dziać się obserwowane właśnie zajście? ;-)

 

Jakaś cięż­ka do iden­ty­fi­ka­cji rzecz ugo­dzi­ła pięk­ne­go stwo­ra. – Wolałabym:  Jakaś trudna do rozpoznania rzecz ugo­dzi­ła pięk­ne­go stwo­ra.

Ciężkie jest coś, co dużo waży.

 

Po chwi­li dziew­czy­na się opa­no­wa­ła i rów­nież rzu­ci­ła się na ra­tu­nek swo­je­mu uko­cha­ne­mu. Dziew­czy­na miała wra­że­nie… – Powtórzenia.

 

Był on wdzięcz­ny i bar­dzo wy­raź­ny. Maura po­czu­ła ogrom­ną wdzięcz­ność… – Powtórzenie.

 

Tylko wiel­ka dziu­ra wska­zy­wa­ła na ude­rze­nie smoka. – Raczej: Tylko wiel­ka dziu­ra wska­zy­wa­ła miejsce upadku smok.

 

Maura za­sta­no­wi­ło, skąd on się tu wziął… – Literówka.

 

Gdzie on jest? – po­wtó­rzy­ła ce­dząc przez zęby. – Co cedziła?

 

Aron pod­szedł do­niej i chwy­cił de­li­kat­nie za przed­ra­mię.Aron pod­szedł do­ niej i chwy­cił de­li­kat­nie za przed­ra­mię.

 

Aron uśmiech­nął się sze­ro­ko i zbli­żył do Maury, kła­dąc jej dłoń na po­licz­ku. – Na czyim policzku Aron położył dłoń Maury?

Aron uśmiech­nął się sze­ro­ko i zbli­żył do Maury, kła­dąc dłoń na jej policzku.

 

ubra­ła na­szy­ko­wa­ną dzień wcze­śniej, lekką, lnia­ną su­kien­kę. – W co Maura ubrała sukienkę?

Sukienkę można włożyć, założyć, przywdziać, odziać się w nią, ubrać się w nią, ale nigdy, przenigdy, sukienki, tak jak innych ubrań, nie można ubrać!

 

chwy­ci­ła pajdę chle­ba, którą miała za­miar skon­su­mo­wać po dro­dze. – Wolałabym: …chwy­ci­ła pajdę chle­ba, którą miała za­miar zjeść po dro­dze.

 

Całą noc roz­my­ślał o jego zu­chwa­łym zbli­że­niu do Maury… – Całą noc roz­my­ślał o swoim zu­chwa­łym zbli­że­niu do Maury

 

Obaj skie­ro­wa­li swoje kroki ku stud­ni. – Czy mogli ku studni skierować cudze kroki?

 

Z każ­dym ko­lej­nym kro­kiem czuła coraz sil­niej­szy przy­pływ ad­re­na­li­ny. – Skąd Maura wiedziała, co to jest adrenalina?

 

Aron szyb­ko wsu­nął spodnie i pod­szedł do oszo­ło­mio­nej dziew­czy­ny. – Gdzie Aron wsunął spodnie?

 

Mię­snie roz­ra­sta­ły się w nie­wia­ry­god­nym tem­pie. – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysł na taką smoczo-seksualną inicjację jest bardzo fajny, ale jego realizacja wymaga wyłożenia sporego wysiłku na zbudowanie intymnego klimatu i tak dalej. U Ciebie gdzieś tam ujawniają się przebłyski tego klimatu, ale całość ginie pod nieporadnością językową. Gdyby tak powalczyć, popisać, przemyśleć… ; )

I po co to było?

Dziękuję wszystkim za cenne wskazówki! Zapomniałam o tym opowiadaniu. Jak tylko znajdę chwilę w tygodniu na pewno poprawie wskazane błędy. 

Nowa Fantastyka