- Opowiadanie: Dzikowy - Winda

Winda

Hej,

wrzucam swój pierwszy tekst beletrystyczny. Widać, że bardzo bałem się dialogów. :)

Smacznego.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Winda

Informacje o tajemniczym zjawisku pojawiły się niemal jednocześnie w kilku miejscach na świecie i pewnie tylko dlatego nie zostały zignorowane. Nie oznacza to wcale, że nie przyjęto ich ze sceptycyzmem. Brytyjski tabloid jako pierwszy (czym chwalił się przy okazji każdej późniejszej publikacji na ten temat) dotarł do ofiary – mieszkańca Sydney, który w czasie przerwy na lunch wsiadł do windy na dwudziestym siódmym piętrze biurowca, w którym pracował, ale nigdy nie dotarł na parter, bowiem po otwarciu drzwi windy wyszedł na korytarz hotelu Hilton w Liverpoolu. Wkrótce okazało się, że miał dużo szczęścia.

Kolejny przypadek ujawniła meksykańska telewizja. W stolicy kraju z windy w zastrzeżonej strefie banku wysiadł zdezorientowany Japończyk i od razu został zatrzymany przez ochronę placówki. Tłumaczył, że robił zakupy w ekskluzywnym domu towarowym w Kobe i zamierzał jeszcze odwiedzić dział z kosmetykami piętro wyżej. Potwierdzenie jego słów stanowiły paragon i kilka par majtek, w tym jedne damskie, które znajdowały się w papierowej torbie należącej do mężczyzny, ale i tak dyplomaci z japońskiej ambasady nieźle się napocili, żeby wydobyć rodaka z aresztu, a sprawa podobno otarła się o szczeble rządowe obu państw.

Gdy media zaczęły zwracać uwagę na dziwne przypadki, ruszyła prawdziwa lawina doniesień: Austriak w Caracas, Portugalka w Indonezji, Rosjanin w Paryżu, Peruwianka w Norwegii, Norweżka w New Delhi. Nie istniała żadna prawidłowość, może poza tą, że żaden z pasażerów felernych dźwigów osobowych nie wybierał się na drugi koniec świata. Służby dyplomatyczne na całym świecie miały pełne ręce roboty. Na bieżąco otrzymywały informacje o zaginionych i dopasowywały zgłoszenia do nagle pojawiających się w różnych miejscach zdezorientowanych ludzi, którzy tłumaczyli, że tylko wyszli z biura na papierosa, zanosili jakieś dokumenty do działu na innym piętrze lub wracali do domu z polowania – ten ostatni przypadek zakończył się postrzeleniem myśliwego, który z bronią na ramieniu wysiadł z windy wprost pod nogi jakiegoś ministra z uzbrojoną obstawą. Opłacane przez ambasady samoloty śmigały po całym świecie, a telefony premierów, koronowanych głów, ministrów od spraw zagranicznych i dyplomatów nagrzewały się od ciągłych rozmów. Media śledziły te „wymiany jeńców” i wzywały do podjęcia działań. A działania, i owszem, podejmowano, ale były one co najmniej nieskuteczne. Po pierwsze, całą winą (a gdzieniegdzie kosztami) obarczono producentów wind. Po drugie, zmobilizowano środowiska akademickie i naukowe do znalezienia przyczyny problemu. Po trzecie, w niektórych krajach wprowadzono regulacje prawne, a w innych zalecenia, aby nie wsiadać do windy bez paszportu.

Opinia publiczna miała używanie. Radykałowie religijni widzieli w zjawisku karę boską za pychę, jak w czasach wieży Babel. Miłośnicy teorii spiskowych szukali przyczyny w porwaniach przez kosmitów, którzy po zeskanowaniu mózgów i wszczepieniu sond analnych odsyłali obiekty badań w niewłaściwe miejsca. Jeszcze inni wzywali rządy do odtajnienia prac nad teleporterami.

Rozwiązania nie znaleziono, mimo że sprawą zajmowały się niemal wszystkie placówki badawcze z różnych dziedzin. „Zainfekowane” windy rozbierano na części pierwsze, a każdy element sprawdzano na dowolne możliwe sposoby, od badań mikroskopowych, po poddawanie promieniowaniu, mrożenie, a nawet opracowywanie profilów behawiorystycznych. Pojawiały się różne pomysły, które media od razu podchwytywały i maglowały, gniotąc, rozciągając i nicując na wszelkie sposoby.

Jakiś naukowiec stwierdził, że windy z nieznanych przyczyn przebijają się przez skorupę ziemską i przenoszą się do odległych budynków niesione prądami konwekcyjnymi w płaszczu ziemskim. Wulkanolodzy podchwycili pomysł, a nawet próbowali „sprowokować” incydent, aby zatrzymać dźwig w trakcie podróży i umieścić sondy w głębi planety. Podobną strategię przyjęli zwolennicy teorii podróży kosmicznych, którzy całą aferę uznali za fenomenalny sposób na tanie lub darmowe rozmieszczanie sond badawczych w przestrzeni kosmicznej w nieznanej od Ziemi odległości, bo przecież nie było wiadomo, którędy w ogóle windy podróżują.

Eksperymenty nie powiodły się. Po pierwsze, mimo różnych prób odtworzenia warunków znanych z relacji ofiar dźwigi we wszystkich przypadkach zachowywały się tak, jak przewidzieli to konstruktorzy. Sondy ubierano w krawaty, stawiano na nich kubki z kawą, uruchamiano różne aplikacje na telefonach komórkowych, wtykano do wind pliki dokumentów, torby i wózki z zakupami, lecz bez efektu. Po drugie, doszło do kolejnego wypadku, tym razem w windzie wyposażonej w lokalizator satelitarny – od pewnego czasu takie urządzenia systematycznie instalowano we wszystkich dźwigach. Okazało się, że winda wcale się nie przemieszcza. Było to tylko potwierdzenie dotychczasowych ustaleń. W końcu do zdarzeń dochodziło w różnych modelach wind o różnych rozmiarach, numery identyfikacyjne urządzeń nie zmieniały się i nadal były zgodne z dokumentacją homologacyjną. Od tej chwili w nadajniki wyposażano użytkowników.

Wówczas pojawiła się kolejna zmienna. Z windy w Dubaju wysiadło troje Duńczyków, okrutnie wychudzonych, cuchnących i brudnych. Ale nie to było najgorsze. W kabinie oprócz odchodów leżały rozkładające się zwłoki mężczyzny, tu i ówdzie nadgryzione. Problem był bardzo poważny. Dyplomatyczny, bo Duńczyków z marszu skazano na śmierć za kanibalizm, ale też techniczny, bo okazało się, że w windzie spędzili przynajmniej kilka dni. Trudno powiedzieć ile, bo nie mieli punktu odniesienia. W międzyczasie praktycznie zdemolowali kabinę, wyrwali panele, rozbili lustra, a nawet wyrwali poręcze, którymi udało im się wyważyć drzwi. Cóż z tego, skoro po drugiej stronie trafili na nieprzeniknioną, smoliście czarną substancję, która grodziła wejście, a raczej wyjście z windy. Czarny budyń powodował niepokój, cały czas pulsując i pochłaniając światło i dźwięk. Po dłuższym czasie, gdy Duńczycy patrzyli już na siebie z coraz większym apetytem, do windy wpadł mężczyzna. Później stwierdzili, że zabili go ze strachu. Zaskoczył ich. A skoro już nie żył, to postanowili odsunąć nieco perspektywę śmierci z głodu i pragnienia.

Wkrótce potem młody dziennikarz odkrył podobny przypadek, znacznie bardziej przerażający. Informatyk z RPA wysiadł z windy w Miami dwa dni wcześniej niż wsiadł do niej w Pretorii. Ten wysiadający postąpił zgodnie z ogłaszanymi na całym świecie instrukcjami i udał się do konsulatu. Weryfikacja jego tożsamości trochę trwała, ponieważ nie miał przy sobie paszportu, poza tym państwa wprowadziły oszczędności i nieszczęśnik musiał poczekać, aż zbierze się większa liczba rodaków. Kilka dni później wrócił do RPA w ramach rutynowej już procedury dyplomatycznej. I może właśnie ta rutyna sprawiła, że przez prawie trzy tygodnie nikt nie przyjrzał się nieścisłościom w datach. Może winę zrzucono na szok i różnicę stref czasowych? Niemniej dowody przedstawione przez dziennikarza były niepodważalne. Przerażeni wizją paradoksu fizycy rwali włosy z głów. Od razu, globalnie, wystosowali wniosek o zakaz używania i likwidację wind, które ich zdaniem mogą spowodować zniszczenie chyba wszystkiego, bo niektórzy naukowcy mówili tylko o galaktyce, inni o wszechświecie, a jeszcze inni wieszczyli kolejny Wielki Wybuch. Póki co postanowiono każdą ofiarę przed przetransportowaniem do ojczyzny poddawać kwarantannie do czasu ustalenia, czy ten wsiadający do windy zdążył już wyruszyć i nie spotka się przypadkiem z tym wysiadającym. Wcześniejsze protesty i niepokoje przerodziły się w masowe demonstracje. Lud oskarżał polityków, że zaprzedali się lobby producentów wind.

Aż pojawił się pan Mietek, rencista, który wcześniej przez całe swoje życie zawodowe monitorował kilka stacji transformatorowych na Podkarpaciu. Cierpiąc na bezsenność, zadzwonił pewnej nocy do jednej z lokalnych stacji radiowych i zaproponował, aby przyjrzeć się przyciskom alarmu w windach. Jak tłumaczył, jedynym jego zajęciem poza rozwiązywaniem krzyżówek było przeglądanie artykułów prasowych i doniesień na portalach informacyjnych lub oglądanie telewizji. Zwrócił uwagę na kilka szczegółów, które z jakiegoś powodu umknęły badaczom. Wypadki nie przydarzały się w urządzeniach, w których nie było ludzi. Ofiarami były osoby bawiące się telefonami, niosące ciężkie paczki dokumentów (które kładły na poręczy przy panelach) lub podróżujące z wózkami zakupowymi. Możliwe zatem, że wciskały kilka przycisków jednocześnie lub przycisk alarmu. Na zadane przez dziennikarza prowadzącego audycję pytanie o przepełnione windy, w których istniało większe prawdopodobieństwo, że ktoś łokciem wciśnie feralną kombinację, pan Mietek odpowiedział, że przypadek trójki Duńczyków wskazuje na to, iż przepełnione windy mogą podróżować bardzo długo, i że prawdopodobnie za jakiś czas zaczną pojawiać się kabiny wypełnione trupami.

Hipoteza pana Mietka była naciągana, ale media, nie mając akurat na tapecie żadnych pomysłów w formie innej niż wielostronicowe, skomplikowane obliczenia, podchwyciły temat. Politycy i naukowcy oburzyli się, że przecież rozwiązanie nie może być tak proste, jednak pod naciskiem ulicy zamiast montować lokalizatory rozpoczęto likwidację przycisków wzywania pomocy i instalację telefonów komórkowych, które miały przejąć ich funkcję. W miarę postępów liczba incydentów malała. Dane nie kłamały! Pan Mietek stał się gwiazdą – mimo problemów z kręgosłupem tańczył na łyżwach w telewizji i uroczyście otwierał hipermarkety. Naukowcy nadal badali przyczynę przemieszczania się wind, lecz już nie tak gorączkowo. Rozwiązanie sprawdzało się, przy czym należy dodać, że w Polsce zainstalowane w windach telefony szybko zniknęły, dlatego poczęto zaklejać przyciski szarą taśmą i przy pomocy szablonu malować farbą odpowiednie ostrzeżenia.

Koniec

Komentarze

Zaprawdę, świetne opowiadanie. Nietuzinkowy pomysł, nienachalny, inteligentny humor (chociaż eksploatacja “Tańca” chyba już mi bokiem wychodzi), i wykonanie, do którego ja, laik, nie mogę się przyczepić, przynajmniej pod względem warsztatowym.

Jedno, czego szkoda (ale tylko troszku), to brak rzeczywistego wyjaśnienia całej zagadki. Po cichu liczyłem na jakieś zwariowane a przy tym dosyć proste i zabawne rozwiązanie. Pan Mietek i jego koncept, prowadzący do wyeliminowania problemu, też daje radę, choć pozostawia pewien niedosyt.

 

Po trzecie, w niektórych krajach wprowadzono regulacje prawne, a w innych zalecenia, aby nie wsiadać do windy bez paszportu.

Już choćby za to zdanie, daję Ci Paszport Polsatu do Biblioteki. Proszę wsiąść do windy, podjechać na trzecie piętro i okazać go Duchowi-Rezydentce.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Opłacone przez ambasady samoloty […]. ---> wystarczyła jednorazowa zapłata? Naprawdę?

[…] w Polsce zainstalowane w windach telefony szybko zniknęły, […]. ---> :-) czy tylko w Polsce i tyko szybko? :-)

<>

Dobry tekst. Ciąg dalszy komentarza doczytaj, Autorze, z wpisu Cienia.

Bardzo zacny pomysł i takież wykonanie, choć warto jeszcze przyjrzeć się interpunkcji.

I ja spodziewałam się bardziej fantastycznego wyjaśnienia zagadki, ale rozwiązanie zaproponowane przez Autora przyjmuję z pełnym zrozumieniem – sama nie wymyśliłabym przecież nic lepszego. ;-)

 

…który w cza­sie prze­rwy na lunch wsiadł do windy na 27 pię­trze biu­row­ca… – Wolałabym: …który w cza­sie prze­rwy na lunch wsiadł do windy na dwudziestym siódmym pię­trze biu­row­ca

 

…a każdy ele­ment ba­da­no na wszel­kie moż­li­we spo­so­by, od badań mi­kro­sko­po­wych… – Może: …a każdy ele­ment analizowano/ sprawdzano na wszel­kie moż­li­we spo­so­by, od badań mi­kro­sko­po­wych

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spodobało mi się, bardzo fajny, oryginalny pomysł. Aż strach będzie wsiąść jutro do windy. A jeszcze, jeżeli tam już będzie ze dwóch sąsiadów?

Babska logika rządzi!

Opłacone przez ambasady samoloty śmigały po całym świecie, a telefony premierów, koronowanych głów, ministrów od spraw zagranicznych i dyplomatów nagrzewały się od ciągłych rozmów. –"Od" powtórzenie

Rozwiązania nie znaleziono, mimo że sprawą zajmowały się niemal wszystkie placówki badawcze z wszelkich dziedzin. „Zainfekowane” windy rozbierano na części pierwsze, a każdy element badano na wszelkie możliwe sposoby, od badań mikroskopowych, po poddawanie promieniowaniu, mrożenie, a nawet opracowywanie profilów behawiorystycznych. Pojawiały się różne pomysły, które media od razu podchwytywały i maglowały, gniotąc, rozciągając i nicując na wszelkie sposoby. -"Wszelkie"trzy razy

Ogólnie trochę masz tych powtórzeń, (myślę, że to Twój jedyny słaby punkt), ale beleterystyka daje radę :-). pozdrawiam

Finklo, wybacz, ale Twój komentarz uruchomił u mnie wyobraźnię… tą niedobrą, wstrętną, paskudną, oślizgłą, lepką wyobraźnię:) Zakazaną, można powiedzieć! Eh, człowiekiem jestem i nic co ludzkie obce mi nie jest:)

A może to był spisek ukrytej tajnej organizacji producentów wind, która miała na celu przejęcie władzy nad światem? Lift Prod. Asociation?

 

Autorze, gdybym mógł, wywindowałbym Twój tekst prosto do gmachu biblioteki! Stworzyć coś, praktycznie z niczego…

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Dzięki za uwagi. Poprawione.

Cieniu, najlepsze, że Tańca nigdy nie oglądałem, bom beztelewizorowy, ale sam pomysł wydaje mi się koszmarnie głupi. Podobnie jak inne celebryckie otwieranie hipermarketów. W ogóle lubię pisać o czymś, na czym się nie znam, tj. o programach telewizyjnych.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Ja też telewizora niet. To znaczy gdzieś tam w domu są, nawet działają, ale włączony tv oglądam najczęściej w knajpach, jak jestem ze znajomymi na piwie, a i wtedy mnie męczy. Niemniej napieprzanie się z “TzG” i innych tego typu programów – przy czym sam nie jestem tutaj bez grzechu – stało się już nieco sztampowe, a przez to traci wiele ze swojego uroku.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dobrze że mieszkam na wsi.

Ciekawy tekst.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Narzekacie na polską telewizję? Zapraszam do Niemiec :-D stawiam piwo każdemu kto wytrwa godzinę bez: uciucia niepokoju i dezorientacji, zaburzeń tożsamości, splątania, tachykardii, łysienia plackowatego, bielactwa, egzemy i innych dolegliwości :-) Nasze programy (mówię to z dumą) są wykorzystywane do torturowania jeńców jako formy przymusu bezpośredniego :"Mów gdzie bomba, bo jak nie to będzie Hochzeit auf den ersten Blick":-D 

Prawie jak Rolnik szuka żony (a Hochzeit raz próbowałam obejrzeć – i masz rację, nie dało się)

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ha ha Bauer sucht Frau, Basiu nie mów, że to oglądasz? :-)

Nie, ale próbowałam – ŻENADA

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Windy zawsze wydawały mi się podejrzane! Bardzo fajne opowiadanie, co tam, że nie dialogów – kto potrzebuje dialogów? :)

Wcięło mi komentarz i muszę pisać jeszcze raz :(

 

zalecenia, aby nie wsiadać do windy bez paszportu

To mi się spodobało chyba najbardziej :) Chciałabym tak podróżować :)

 

Szalona, śmieszna i później też nieco straszna wizja. 

Dialogów mi nie brakowało wcale. Jak dla mnie forma doskonale się wpisuje w treść. 

Jak Cieniowi, trochę zabrakło mi jakiegoś fantastycznego wyjaśnienia fenomenu. Czarny, pulsujący budyń pobudził apetyt, który nie został zaspokojony. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Mietek stał się gwiazdą – mimo problemów z kręgosłupem tańczył na łyżwach w telewizji i uroczyście otwierał hipermarkety.

Parsknąwszy śmiechem, przyklepuję bibliotekę :)

Tylko nie "Tęcza"!

Dziękuję wszystkim. Wracam do nowego projektu. ;)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Bardzo dobry tekst :) Rozczarowała mnie tylko jedna rzecz: spodziewałem się jakiejś bomby wyjaśniającej fenomen wind w sposób kończący się przepaleniem neuronów podczas rozkminiania go. Z drugiej strony końcówka w tym kształcie nadaje utworowi humorystyczny wydźwięk :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Pomysł na tekst i budowanie napięcia – super. Zakończenie z polską cepelia nie jest źle, ale jednak slabsze niż reszta. Po prostu podpierdzielanie komórek nie dzwiga ciężaru roli ; p

I po co to było?

A mnie właśnie to typowo polskie zakończenie się spodobało. Świetny tekst! :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ogólnie zgadzam się z przedpiscami. Dobry tekst z odrobinę rozczarowująca końcówką.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Rzeczywiście, Cień najlepiej podsumował moje odczucia dotyczące opowiadania. A więc w skrócie: fajny pomysł i bardzo dobre wykonanie. Podobało mi się.

Zostawiam swój ślad po odesłaniu (zachęcie).

Faktycznie teraz, już będę wiedziała dlaczego nie czuję się komfortowo w dźwigach osobowych ;)

Tekst nabiera jeszcze lepszego brzmienia, w momencie kiedy czytałam go przy piosence “Lece tam” pomimo przypadku, wyszło super teraz i ten utwór wywinduje mnie ;)

Ubawiłeś mnie Mieciem ;) 

Tekst przesympatyczny, fajnie napisany.

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Ja też jakby z odesłania, tyle że wyszukałam to sobie odrobinę wcześniej niż zobaczyłam link :)

I bardzo mi się podobało. Świetny tekst, właśnie w takiej bezdialogowej i pozornie suchej formie. Pomysł tak naprawdę prosty, ale zaskakująco oryginalny. I pomyśleć, że ja, głupia, bałam się w dzieciństwie tylko tego, że winda się zatnie… :)

Hej, dzięki za odkopanie dinozaura. ;)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Plusy:

 

Pierwsze zdanie zaciekawia.

 

Pomysł.

 

Uśmiechnęłam się przy zdaniach: „Po pierwsze, całą winą (a gdzieniegdzie kosztami) obarczono producentów wind.” i „Po trzecie, w niektórych krajach wprowadzono regulacje prawne, a w innych zalecenia, aby nie wsiadać do windy bez paszportu.”

 

Minusy:

 

„Peruwianka w Norwegii, Norweżka w New Delhi.” – „Norwegii” i „Norweżka” koło siebie. Zamiast Norweżki może Polka?

 

„Media śledziły te „wymiany jeńców” i wzywały do podjęcia działań. A działania, i owszem, podejmowano, ale były one co najmniej nieskuteczne.” – „Działań” i „działania” blisko siebie.

Dziękuję za archeologię. :) Zbitki, które wygrzebałaś, są świadomym zastosowaniem konstrukcji A->B, B->C.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Nowa Fantastyka