- Opowiadanie: bemik - Fryderyk Frączek i święta (6)

Fryderyk Frączek i święta (6)

Wprawdzie do Bożego Narodzenia jeszcze trochę zostało, ale już lecą reklamy w TV, a w marketach wystawiają całe regały ze świątecznymi produktami, więc i ja postanowiłam wprowadzić Was troszkę wcześniej w ten nastrój. Czyli kolejne spotkanie z Fryderykiem Frączkiem.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Fryderyk Frączek i święta (6)

 Pan Fryderyk Frączek nienawidził świąt. Nie było tak od zawsze. Kiedyś, wręcz przeciwnie, ubóstwiał je, szczególnie w dzieciństwie. Pamiętał dokładnie ten cudowny niepokój, gdy kładł się do łóżeczka z wypiekami na twarzy, obiecując sobie, że tym razem nie zmruży oka i nie przegapi świętego Mikołaja. I co roku było tak samo – zapadał w kamienny sen.

Nie, nie chodzi o to, że wreszcie udało mu się nie zasnąć, bo tej sztuki nie dokonał nigdy w wigilię Wigilii. Przypuszczał, że w tym procederze macza palce Piaskowy Dziadek i w tę jedną noc rozpętuje burzę piaskową, by umożliwić działanie kumplowi.

Chodzi o to, że później przeprowadzili się do bloku. A prezenty pojawiały się pod choinką, choć komina nie było. Chłopca zastanowiło uparte twierdzenie rodziców, iż święty radzi sobie inaczej, a jak – o to należałoby spytać samego darczyńcę.

Łuski spadły z oczu pana Fryderyka, kiedy miał lat osiem i nie był jeszcze panem. Któregoś grudniowego popołudnia został sam w domu, a jako że wtedy coś takiego jak Internet nie istniało, a małemu Fryckowi strasznie się nudziło, przypomniał sobie, że mama, robiąc porządki, wrzuciła na pawlacz stary samochód na baterie. Chłopiec czuł się wprawdzie zbyt dorosły na zabawę takim autkiem, ale właśnie wtedy odezwała się w nim dusza naukowca i zapragnął sprawdzić, jak jest zbudowane. Przystawił sobie domową, rozkładaną drabinkę i sięgnął ręką w przepastną paszczę szafki. Wymacał buty narciarskie, walizkę z urwaną rączką, starą futbolówkę i… śliski papier – papier prawdziwie prezentowy. Pewnie zostawiłby pudełko w spokoju, ale uznał, że musi je wyciągnąć, aby spenetrować dalsze regiony pawlacza, gdzie zapewne został wepchnięty samochodzik na baterie.

Paczka wyglądała bardzo świątecznie, brakowało tylko kolorowej kokardy i obsypanej brokatem karteczki z imieniem. Zamiast tego przypięto zwykłą białą kartkę z opisem zawartości i przeznaczeniem – gra planszowa dla Frycka. A wszystko wykonane ręką mamy, której charakter pisma był chłopcu doskonale znany, jako że nie raz i nie dwa czytał zwolnienia i usprawiedliwienia wpisane do dzienniczka ręką rodzicielki.

Cała historia zachwiała światopoglądem i wiarą młodego pana Fryderyka Frączka. Od tego momentu aż do świąt, w każdej chwili, gdy tylko zostawał samotnie w domu, wspinał się na drabinkę i podziwiał powiększającą się zawartość pawlacza. Dlatego moment, kiedy po uroczystej kolacji tata w imieniu świętego Mikołaja przystąpił do rozdzielania prezentów, stanowił punkt przełomowy w życiu młodego człowieka. Otóż Fryderyk, podziwiając misternie zapakowane prezenty i równie misterne wykonane karteczki, tym razem z drukowanymi literkami, poczuł się odarty z dzieciństwa. Mało tego że w gruzach legła jego wiara w świętość Mikołaja, to utracił również zaufanie do rodziców. Jakże bowiem mogli oni ogłupiać syna zabobonami, utwierdzać go w kultywowaniu przesądów, odprawiać te wszystkie gusła?

Fryderyk rozpakował prezenty, ale widać było po jego twarzy, że nic nie sprawia mu radości. Zatroskani rodzice, absolutnie nieświadomi utraty zaufania własnego dziecka, usiłowali dociec sedna problemu, co skończyło się tym, iż ich syn zamknął się w pokoju, rezygnując tym samym z reszty wieczoru. Nigdy zresztą nie wyjaśnił opiekunom, co było przyczyną dziwnego zachowania, ale do końca życia (rodziców, nie Frycka) zapanował między nimi jakiś zimny rozziew. Już nigdy nie ujrzeli w oczach syna tego błysku podziwu dla inteligencji, wiedzy i obycia, tak należnego starszym, a szczególnie ojcu i matce.

Kolejne lata utwierdzały pana Fryderyka w nielubieniu świąt, a apogeum nastąpiło kilka lat po ślubie z Genuchną, a dokładnie trzy. Wtedy bowiem jego małżonka zaprzestała wypisywania kretyńskich elaboratów do świętego Mikołaja, a rozpoczęła nową świecką tradycję w ich domu, czyli recytowanie życzeń wprost do ucha swego ślubnego. I nie były to prośby a żądania, i to całkiem wygórowane. Zapewne z tego powodu pan Fryderyk przedwcześnie wyłysiał. Pocieszał się tylko myślą, że w związku z tym nie zdążył osiwieć. Lista zwykle była długa i kosztowna. Dlatego dla pana Fryderyka grudzień okupiony był bezsennością.  Męczący go notorycznie koszmar, skąd wziąć pieniądze na zaspokojenie życzeń Genuchny, spędzał mu sen z powiek. Nie dziwota, że dręczony wizjami komornika, policji lub mafii kręcił się w łóżku, rzucał i krzyczał. Często też z tego powodu ubierał się i wychodził w mroźną, rozgwieżdżoną grudniową noc i spacerował wokół bloku, wprawdzie bez nadziei na rozwiązanie problemu, za to w spokoju, bez natrętnych pytań ze strony małżonki. Chodził i chodził, a kiedy podmarzł lekko, sięgał ręką za pazuchę i wyciągał stamtąd butelczynę z pocieszeniem. Bywało nawet, że zmęczony przycupnął na zaśnieżonej ławeczce i zapadł w drzemkę, aczkolwiek bardzo krótką.

I właśnie jednej takiej nocy, kiedy zadumany nad marnością świata i brakiem funduszy na zakup złotego pierścionka z niebieskim oczkiem dla małżonki, ogrzewał się wspomnieniami niewinnego dzieciństwa, wiary w świętego Mikołaja i butelką czyściochy, spostrzegł przedziwną postać, zwinnie zeskakującą z samej góry bloku, z balkonu na balkon. Zerknął podejrzliwie na szkło z rozgrzewającą zawartością, zastanawiając się, czy nie przeholował. Płynu wprawdzie zostało tylko nieco na dnie, ale nie mogło mieć to wpływu na percepcję. Ponownie zerknął na budynek i osobnika w czerwonej kurtce, lekko połyskującej w świetle księżyca i latarni. Wyglądało na to, że jest bardzo sprawny fizycznie, czynności wykonuje niemalże automatycznie, z dużą wprawą otwiera drzwi, wchodzi, załatwia swoje sprawy i równie szybko wychodzi, by powtórzyć wszystko piętro niżej. I na dodatek wybiera te mieszkania, gdzie okna były zaciemnione, czyli mieszkańców nie było w domu. Pana Fryderyka zastanawiało, jak ten człowiek radzi sobie ze wspinaczką, a właściwie ze schodzeniem, mając na plecach ogromny worek. Zanim rozwiązał ten problem, naszło go olśnienie, właściwie iluminacja. Zrozumiał bowiem, że ma przed sobą, a właściwie nad sobą świętego Mikołaja. Z przejęcia głos uwiązł mu w gardle i nie zdołał się wydostać do momentu, kiedy stopa świętego dotknęła zaśnieżonego trawnika.

– Ej, ty, Mikołaju – wychrypiał pan Fryderyk, a za chwilę pojął, iż popełnił niezręczność i wykrzyknął już głośniej, ale i grzeczniej: – Ej, ty, święty Mikołaju!

Wyglądało na to, że Mikołaj nie chce rozmawiać z panem Fryderykiem, że pragnie zachować prywatność i uciec jak najdalej, ale, niestety, jego ogromny wór wypadł mu ze zgrabiałych zapewne z zimna dłoni i prezenty rozsypały się w białym puchu. Pan Frączek ruszył natychmiast na pomoc i otrzepując precjoza ze śniegu, wygłosił bardzo wzruszające przemówienie.

– Ja wiem, że zwątpiłem w ciebie, że odsądziłem od czci i wiary moich rodziców, i strasznie mi przykro z tego powodu. Wybacz, Mikołaju, ja nie pomyślałem, że masz tyle roboty na te święta. Nie pomyślałem, durny, że zaczynasz to wszystko już na początku grudnia i jeszcze prosisz ludzi o pomoc. A ja myślałem, głupi, że moja mamusia mnie oszukuje…

I tu zapłakał pan Frączek rzewnymi łzami i wyciągnął zza pazuchy drugą butelczynę księżycówki, pociągnął spory łyk, a potem przeprosił za faux pas i wręczył ją świętemu. Mikołaj widocznie uznał, że jest już po służbie, bo nie odmówił i łyknął prawie ćwiarteczkę na raz. Rozgrzani wewnętrznym ciepłem rzucili się z większym zapałem do zbierania reszty precjozów, a pan Frączek to nawet rzucił się na kolana, by dokładniej przegarniać śnieg.

Po dłuższej chwili nabrali pewności, że wszystko znalazło się ponownie w worku, więc przysiedli jeszcze na trochę na ławeczce, by dokończyć butelkę. Nie trwało to długo, bowiem szkło nie jest z gumy i nie rozciąga się, więc zawartości też nie przybyło. Na koniec pan Fryderyk Frączek zebrał się na odwagę i niemalże wyłkał swoją prośbę w rękaw świętego Mikołaja.

– Ja wiem, że jestem świnia i prostak. Wiem, żem niegodny rąk twoich całować, ale błagam, ten jeden jedyny raz, nie dla siebie, w życiu, dla Genuchny, tej mojej ślubnej ukochanej, najdroższej…

 

* * *

– Wiesz, Frycek – mówiła poddenerwowana Genuchna po powrocie od manikiurzystki – ta farbowana zołza spod siódemki wmawia mi, że mam taki sam pierścionek ja ta kretynka, co chodzi w sztucznych norkach… no ta, wiesz, co jej mąż pracuje w hipermarkecie… no, jak mu tam…

– Mówisz, kochanie, o panu Zadrożnym, dyrektorze marketu budowlanego?

– No właśnie, wiedziałam, że to albo kasjer, albo jakiś budowlaniec… W każdym razie powiedziała, że mam taki sam pierścionek! Zazdrośnica! – Genuchna wyciągnęła przed siebie dłoń, podziwiając zarówno pięknie pomalowane paznokcie, jak i śliczny pierścionek z niebieskim oczkiem. – I jeszcze gadała, że to pewnie kradzione! Popukałam się w głowę i powiedziałam jej, że kto jak kto, ale mój Fryderyk na pewno nigdy w życiu nic nie ukradł, bo za duża z niego fajtłapa. Dopiero wtedy przyznała mi rację.

– Bo też, najdroższa, ja nic nie ukradłem. To prezent od samego Świętego Mikołaja!

 

Koniec

Komentarze

Bardo dobrze się czytało. Idealny czas zaczyna się dla takich opowiadań. Szkoda tylko, że takie Pańcie jak Genuchna to wcale nie jest rzadkość.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Świąteczna opowieść o panu Fryderyku, tym razem sięgnęła lat dzieciństwa i pozostała  tradycyjnie miła. Napawa także nadzieją, iż nasz bohater ma również, warte opisania, doświadczenia związane z sylwestrem i Nowym Rokiem. ;-)

 

Dla­te­go pan Fry­de­ryk mu­siał oku­pić mie­siąc gru­dzień bez­sen­no­ścią. – Wolałabym: Dla­te­go dla pana Fry­de­ryka, gru­dzień był okupiony bezsennością.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytało się przyjemnie, choć przyznam się bez bicia, że od razu przewidziałem prawdziwą tożsamość “mikołaja”.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję Morigano.

Regulatorzy – pędzę poprawiać. A wiesz, chyba mnie natchnęłaś tym Sylwestem. Będę musiała zapytać Fryderyka, jak się zapatruje na opowieść o Nowym Roku. 

Szyszkowy Dziadku – no myślę, że się domyśliłeś, bo tylko Fryderyk mógł się nie domyślić.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Sympatyczne. :-)

Tylko dlaczego pan Fryderyk za młodu próbował nie przespać Mikołaja? U nas prezenty pojawiają się pod choinką wieczorem, nie w nocy.

Babska logika rządzi!

Milutkie, Genuchna taka subtelna, chyba jej fanklub założę. :-)

U mnie, Finklo, zawsze pojawiały się tak, żeby dzieci nie widziały, czyli w noc przed Wigilią. Potem cały dzień chodziło się koło choinki i gapiło na pięknie opakowane paczki, które można było ruszyć dopiero po kolacji.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Rooms, fanklub dla Genuchny? Będzie zachwycona, ale wstęp mają tylko piękni, bogaci i dobrze utrzymani, niekoniecznie mądrzy i inteligentni.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Myślałem, że bycie domyślniejszym od pana Fryderyka to też jakiś wyczyn. ;) Już zrobiłem sobie nawet order z ziemniaka.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

A mnie coś zaraz trafi… Mój najukochańszy pies, a właściwie sunia, uznała, że w domu też można zakopać jedzenie i zapragnęła zrobić to pod plątaniną kabli. Szlag, nie dość, że rozłączyła mi prunt i w przestrzeń poszło ze dwa tys. znaków nowego opowiadania, to jeszcze zapewniła mi sprzątanie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jak pisane w Wordzie to jest szansa, że da się odzyskać. Ale pewnie masz Libre?

butelczynę z pocieszeniem.

To jest boskie :D

 

Tożsamość “Mikołaja” też była dla mnie oczywista, ale ogólnie czytadło jak zawsze przyjemne.

Tylko nie "Tęcza"!

ja tez się zbieram do mikołajowego opka, bardziej dla dzieci, niz dorosłych, ale pewnie wrzucę. Fantastyka będzie ;P

 

Pan Fryderyk troszkę mnie zasmucil tym razem, troszkę znów przypomniał, że Polacy nie potrafia się tak po prostu cieszyć, tylko zawsze muszą znaleźć powód, żeby się smutać, obrażać itp.

Żeby się z powodu Mikołaja na ródziców do końca życia obrażać? To chyba trzeba byc Panem Fryderykiem :D

 

Powodzenia z odzyskiwaniem znaków, bemiczku!

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Cieszę się, że natchnęłam. Mam nadzieję, że skutecznie. ;-)

 

Nie mam psa, ale mam zwyczaj – co napisane, to zapisane. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki dziewczyny za wizytę.

Znaków nie odzyskałam, ale to nic, bo zmieniła mi się koncepcja. Teraz co chwilę zapamiętuję, tym bardziej że dziś i elektrownia uparła się, żeby mnie wkurzać. Już chyba z a cztery razy włączali prąd. I Regulatorzy, żebyś wiedziała, jak mnie natchnęłaś – rzuciłam tamto opowiadanie i piszemy z Fryderykiem jego przemyślenia o Sylwestrze!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ale jak to…?

NIE MA MIKOŁAJA!?

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Bemiku, ciekawe czy Ty I Fryderyk macie tak jak ja – wieczór sylwestrowy zawsze był super, huczne powitanie Nowego Roku takoż, natomiast ocknięcie się w okolicach południa, już w nowej rzeczywistości kolejnego roku, było elementem jakby najmniej radosnym w ciągu noworocznych zdarzeń. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cieniu Burzy, no jak to nie ma? Przecież Fryderyk spotkał go, będąc już dorosłym. Wprawdzie po całej butelce z pocieszeniem, ale jednak…

Niestety, Regulatorzy, nie potwierdzę Twoich doświadczeń, jestem jedną z niewielu osób, które nie znoszą stanu upojenia alkoholowego – nie przynosi mi ono radości ani euforii, ani lekkości, mało tego – po wypiciu dosłownie kilku kieliszków jest mi niedobrze i wymiotuję, dlatego aby nie psuć sobie i innym zabawy z reguły nie piję. I bawię się znakomicie, odkąd przestałam przyjmować na siebie rolę matki Teresy z Kalkuty i przestałam się opiekować wszystkim pijakami tego świata!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To może chociaż Fryderyk tak miał, o ile Genuchna pozwoliła. Bo przecież mogła wymagać, by obtańcowywał ją do białego rana, a wtedy nie miałby czasu chwycić i osuszyć naczynia z pocieszeniem. Koniec końców, w Nowy Rok byłby i tak wykończony na amen. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pouśmiechałem się, a ze dwa razy nawet parsknąłem. ;) Dzięki.

Sorry, taki mamy klimat.

Regulatorzy, za chwilkę poślę Ci kolejny tekst do przeczytania i nie wymiguj się, bo to Twoja wina. Zobaczysz jak naprawdę świętuje pan Fryderyk.

Dzięki Seth.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Coraz bardziej sympatyzuję z ciężko doświadczonym Genuchną, tfu, losem, panem Fryderykiem i coraz bardziej nie mogę wyjść z podziwu, jak to bemik umie przestawić się na męski punkt widzenia ;-)  EDIT: Ale nie tak błyskotliwe, jak poprzednai część, więc daję “DOBRE” i Bibliotekę ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki Rybko bardzo.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie moje klimaty, ale na tyle sympatyczne, że doczytałem do końca.

 

W takiego Mikołaja to nawet ja uwierzę;)

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Cieszę się, Nazgulu, że przywracam Ci wiarę z dzieciństwa.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemiku, skoro twierdzisz, że przyczyniłam się do opisania kolejnego epizodu z życia pana Fryderyka, oczywiście przeczytam. Z przyjemnością, naturalnie. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mało że się przyczyniłaś, to przez Ciebie pan Frączek przez cały dzień nie dał mi spokoju i zmusił, abym tylko nim się zajmowała. Teraz wreszcie pozwolił mi odpocząć, a sam też leży do góry brzuchem, usatysfakcjonowany i zadowolony.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przy czytaniu tego zabawnego opowiadania, przypomniał mi się jeden z odcinków “‘‘“Czterdziestolatka”, gdzie złodziej, przebrany za Mikołaja zostaje przyłapany w mieszkaniu. Złodzieja – Mikołaja świetnie zagrał Jan Kobuszewski.

Czekam na pana Fryderyka w sylwestrową noc. Pozdrawiam z uśmiechem.

Oh Bemik, jak milo usmiechnac sie czytajac. Jak zwykle swietne.

 

Ryszardzie, Leo dziękuję i przyznaję się, że pan Fryderyk Frączek pojawi się dopiero przed Nowym Rokiem.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Gawędziarski styl, na który trzeba mieć baczenie, bo łatwo popaść w manierę, która po dłużej lekturze powoduje znużenie, a mowa o “przegadywaniu tekstu” . W dobie multimediów, gdzie odbiorcą jest typowy użytkownik klikający w hiperlinki i dla jemu podobnych konstrukcja utworu jest łatwiej przyswajalna, gdy stosuje istny przekładaniec w narracji. W twoim opowiadaniu zdania leją się, jak strumyki do rzeki. Nie twierdzę, że utwór jest zły, fajnie się czyta, jest …taki miękki w czytaniu, co wyznacza pewien poziom akuratności warsztatowej.  Z punktu widzenia wymagającego czytelnika, fabuła jest niezwykle prosta, przy odrobinie wysiłku autora, można odnieść wrażenie bajkowej stylizacji, czyli specjalnie stworzonej maniery, jakby skierowanej do uszu dziecka. 

Pozdrawiam i powodzenia

Dzięki iHomerze za wizytę. Opowiadanka z panem Fryderykiem Frączkiem mają to do siebie, że są prościutkie albo absurdalne, albo jedno i drugie. Mają za zadanie troszkę pośmieszyć, troszkę przywołać zadumy. Wiem, że mam tendencję do “przegadywania”, ale tego nie jestem już w stanie zmienić. Pochodzę z ery przedmultimedialnej i wtedy więcej się rozmawiało, bo smsy były nieznane, pisało się listy, a nie wiadomości tekstowe wysyłane mailem i czytało się książki drukowane, a nie pośpiesznie spisane i wrzucone do Internetu teksty. Moje “przegadanie” albo się polubi, albo znienawidzi. Na tym portalu są tacy, którzy nigdy nie zaglądają do moich tekstów z prostej przyczyny – nie lubią ich.

Mimo wszystko zapraszam do innych Fryderyków Frączków i dziękuję za opinię.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo sympatyczny tekst. W sam raz na sobotni poranek. :)

Dzięki Ocho za wizytę.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

bemik, “przegadywanie”nie jest złe z natury, chodzi tylko o współpracę z czytelnikiem. Odbiorcy ewoluują, bo zmienia się forma komunikacji. Kiedyś królował wynalazek Gutenberga, a dzisiaj klawiatura i ekran. Co przyniesie jutro? Strumień modalny bogaty w treści interaktywne? Balansujemy między jawą a rozszerzoną rzeczywistością.  Twórca w samej istocie nie zmienia się, póki jest twórczy, zaś czym  i w jaki sposób namaluje opowieść jest ważna, bo dotyczy wspólnego fundamentu komunikacji. Czy powołani do życia Sumeryjczycy nie starliby się zwycięsko ze współczesnymi “kamiennymi tabliczkami”? Na pewno tak. Adaptacja jest podstawową domeną ludzkiego życia, więc nie zasłaniaj się data urodzenia :))

Oj, mój drogi, ja naprawdę mocno ewoluowałam. Gdybyś poczytał moje pierwsze teksty (no, może nie pierwsze) to dopiero miałbyś ubaw – przegadane do bólu. Aż na portalu pojawiło się określenie “bemikowe opowieści”. A chodziło w nich właśnie o to, że są przegadane, słodziutkie i bardzo prościutkie, takie landrynkowe. Teraz się już trochę zmieniłam, mimo że maniera została wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mało jest pisarzy tworzących dla dzieci. Niewielka konkurencja, łatwiej o sukces. Ale wtedy pisanie jest tylko dla takiej widowni. Dorosłych wypłoszy, może warto rozwijać się w tym kierunku? 

Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak trudno jest napisać coś dobrego dla dzieci. To tylko pozory. A i konkurencja wcale nie jest mniejsza. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo przyjemna lektura, zabawne – jak zawsze, podoba mi się też, że tak zgrabnie zamknęłaś całą historyjkę. Niniejszym dopisuję się do Fanklubu Fryderyka Frączka i czekam na następne przygody smiley

Niewiele mam ostatnio czasu na cokolwiek, ale tej przyjemności, jakim była lektura Twojego opowiadania odmówić sobie nie mogłam. Frycek jak zwykle pierwej sort :-). Kłaniam się autorce i proszę o jeszcze! 

Dziękuję miłym paniom i informuję, że kolejna opowieść (już jest napisana) pojawi się między świętami a Nowym Rokiem, taką drogę wskazała Regulatorzy, a ja zawsze jej słucham. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Obawiam się, że będę musiała bardzo uważać, by nie wymsknęły mi się żadne sugestie ani przypuszczenia, bo potem wychodzi na to, że wskazuję drogę, a niebawem się dowiem, że kazałam iść tą drogą, wręcz przymusiłam… ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale w tym przypadku chyba dobrze, że tak się stało, prawda?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Stało się dobrze, wręcz bardzo dobrze! Tylko, tak na wszelki wypadek, proszę mnie nie obarczać odpowiedzialnością. ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Słodki ten Frydek jest, oj, słodki.

No, ale jaki miałby być. Tylko ci najsłodsi takie zołzy za żony dostają ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Bo przeciwieństwa się przyciągają wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Aaaa… to dlatego ja mam takiego Ślubnego ;)

 

Znaczy mądrego, przystojnego, kochającego,dobrego…

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

A ja taka słodziutka…

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Coś do swojego Ślubnego pijesz? ;D

 

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Tylko troszeczkę, bo on choleryk jest z natury. Na szczęście taki prawdziwy – szybko mu przechodzi

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie do końca zgadzam się z iHomerem – współczesna komunikacja zmierza, a wręcz pędzi w stronę skrótów myślowych, prostych przekazów i – w rezultacie – totalnej dysfunkcji poznawczej. Język też ewoluuje, zmienia się, dąży w stronę minimalizmu – jak najwięcej treści, jak najmniej słów. Z punktu widzenia dzisiejszego świata – świata, w którym czas to pieniądz – jest to droga postępu, ale prawda jest taka, że ten postęp bardzo wiele nas kosztuje, bo ludzie, niestety, są coraz bardziej ograniczeni i ograniczani. Mniejsza zdolność do podejmowania samodzielnych decyzji, mniejszy zasób słów, mniejsze możliwości wyrażania własnych myśli, coraz większa podatność na manipulację medialną (programy tak głupie, że aż boleśnie żenujące, tasiemce, talk-sroły o niczym, wybiórcze wiadomości) – w skrócie; wciąż zacieśniające się więzienie dla umysłów – ogłupionych, dobrze “zaprogramowanych” (ucz się, pracuj, płać podatki, rób co ci każemy, siedź cicho i nie zadawaj głupich pytań) ludzi znacznie łatwiej kontrolować. Ale nie wszyscy chcą dać się kontrolować, ograniczać i ogłupiać. Wielu (dzięki Bogu, coraz więcej i więcej) ludzi od tego ucieka, szuka alternatywy, czegoś głębszego, mądrzejszego i piękniejszego. I dla takich ludzi Pan Frączek i jego “przegadująca” opowiadania Autorka są nie tylko zachwycający, ale też i potrzebni.

Literatura nie powinna na siłę być poddawana presji czasów i tendencyjnej mody, tak by dopasować się do “aktualnego” czytelnika. Każdy niech tworzy tak, jak umie i lubi. Zwłaszcza, kiedy tworzy “sztukę”, a nie “wyrób”. Koneserzy znajdą się zawsze.

Ergo – Bemik, przegaduj jak najwięcej, bo robisz to rewelacyjnie, a tutaj chyba wszyscy bardziej cenimy dobrą opowieść niż współcześnie poprawne “Cool story, Bro”.

 

Ech, a miałem tylko zwrócić uwagę na fenomen Autorki, która – mimo, że w jej opowiadaniu nie ma za grosz fantastyki (nad mam żal o tego Mikołaja ;) – zdołała skrzesać trochę prawdziwej magii – Magii Świąt.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Podpisuję się czterama łapami pod powyższą wypowiedzią. Ładnie i mądrze Cień to ujął, trafił w sedno.  A ja już nie mogę się doczekać kolejnej przygody pana Frycka :-).

O matko, Cieniu Burzy, jestem wzruszona obroną mnie i mojego tekstu.  A do tego tak pięknymi i mądrymi słowami. 

I faktycznie, często mi się zdarza, że w opowiadaniach o panu Fryderyku nie ma fantastyki. Dziękuję zatem tym wszystkim, którzy mimo tego nie nakazują mi wyrzucić ich z portalu, mało tego – czytają je i uśmiechają się. Na swoją obronę dodam tylko, że każdy tekst jest zawsze w jakiś sposób absurdalny i groteskowy, a to moim zdaniem bilecik do szeroko pojętej fantastyki.

Cieniu Burzy, jeszcze raz dziękuję Ci serdecznie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nie chciałam spojlerować pod opowiadaniem iHomera, ale jestem ZACHWYCONA dyskusją  na temat GIER-ek Psychoryby i regulatorzy. Każdemu, kto nie czytał, polecam tam zajrzeć. Regulatorzy, jakiej nie znałam, Ryba, no cóż, chyba jak zwykle – dowcipnie i z sensem

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Przy czym, należy zaznaczyć jasno, że Regulatorzy stanęła na straży obyczajności, przerywając tę radosną wymianę… ;-) Cieszę się, że bawiłaś się równie dobrze jak my ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Rybo, przeczytałam Twój wątek w HP. Zabiję Cię.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ot, zaszpanowałem elokwencjom^^

 

Bemik (wybacz wielką literę, ale z małej jakoś tak… no nie, po prostu), prawda jest taka, że pan Fryderyk doskonale broni się sam – wystarczy spojrzeć na komentarze wszystkich osób nie znajdujących się w grupie, która swoim istnieniem zainspirowała zespół Kabanos do napisania najbardziej warzywnej (i bodaj najpiękniejszej) ze swoich piosenek*. Komentować komentarza o moim komentarzu nie będę, bo i nie ma czego – com napisał, napisałem.

Natomiast jeśli chodzi o fantastyczność Twoich opowiadań (zwrot bardziej prawdziwy niż: fantastyczność w Twoich opowiadaniach), to… No cóż – co się na jakieś natknę, to jestem oczarowany.

 

A teraz chyba dam się skusić reklamie.

 

Peace!

 

 

 

* – Ewentualne zarzuty o małostkową złośliwość będę kwitował na zmianę zapewnieniem o szczerości – co oczywiście nie znaczy: nieomylności – osądu (względnie wrażenia) i wzruszeniem ramion połączonym z nuceniem refrenu wzmiankowanej piosenki.

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka