- Opowiadanie: buuby - Ścigając Szarą Zjawę

Ścigając Szarą Zjawę

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Ścigając Szarą Zjawę

Po dziesięciu dniach na morzu w końcu doganiali tą przeklętą fregatę. Miała nad nimi dwa dni przewagi, nic to jednak nie znaczyło, jeśli miało się na pokładzie Bellamiego Rogersa. Był on najlepszym szyprem i nawigatorem na Syrenich Wyspach. Nikt nie znał lepiej ich starego brygu od kapitana Jacka Teaha, załoga twierdziła, że urodził się na nim, lecz mogły to być jedynie wymysły. Ta dwójka prowadziła okręt idealnie śladem fregaty. Fregaty owianej złą sławą. W każdym porcie na wyspach znano nazwę Szara Zjawa. Zdobywała wszystkie statki na swojej drodze, nie bała się starć z okrętami liniowymi króla Morgana. Mówiono, że jej załogę stanowiły zjawy poległych marynarzy, z którymi nie można wygrać. Portowe bajania nabierały mocy po każdej udanej akcji Zjawy, strach brał od samego wspomnienia. Był jeszcze kapitan Bart Black i to on siał największy postrach. Straszny okrutnik na ogół nie oszczędzał nikogo. Załoga tego brygu nie bała się jednak, była zaprawiona w bojach i niejedno już widziała. Zemsta królowej Ilne była niemniej znana na tych wodach, i w żadnym wypadku nie kojarzyła się pozytywnie. Stojący na mostku kapitan przywołał bosmana mówiąc:

– Wezwij tu Vanea, koniec z obijaniem się, robota czeka – mówiąc to uśmiechnął się upiornie.

Bosman znalazł Widara Vanea w połowie drogi do kwater załogi. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna już szedł na spotkanie kapitana. Gdy wszedł na pokład i kierował się w stronę mostka, kapitan wydawał rozkazy.

– Ruszać się, bo każe was wychłostać. Ustawiać armaty, wciągać żagle. Bosman wykonać natychmiast. Rogers podłączaj się, złap w żagle wszystko, co się da. Nie mogą nam uciec. Vane w końcu jesteś, jak to miło widzieć cię na pokładzie – rzucił z przekąsem do wchodzącego na mostek Widara.

– Ahoj kapitanie, jestem gotów do walki i przyjęcia w gardło dużej ilości rumu. Arrrrr.

Teah przeciągle spojrzał na czarnowłosego. Jego twarz i oczy wyraźnie wskazywały na walczące ze sobą złość i rozbawienie. Po chwili powiedział:

– Czy wy na tym swoim dworze zdurnieliście ze szczętem? Myślisz, że jestem jakimś idiotą z drewnianą nogą i papugą na ramieniu? Jestem poważnym dowódcą a to nie jest jakaś durna Czarna Perła.

– Faktycznie Perły nie przypomina, wygląda raczej jak Latający Hol…

Widząc wzbierającą w piracie złość Vane zmienił zdanie i powiedział:

 – Spokojnie, to był tylko żart. Już czas, doganiamy ich?

– Mamy ich. Rogers nie pozwoli im uciec, już zabiera się do roboty. Tobie też radzę zacząć. Rozkładaj te cholerne kamienie.

– Tak jest.

Widar nie musiał salutować, dał się jednak porwać morskiej przygodzie. Z woreczka trzymanego w ręku wysypał na dłoń znacznych rozmiarów perły. Idąc w stronę lewej burty rzucił okiem na szypra, od pierwszego dnia rejsu z zainteresowaniem oglądał go przy pracy. Bellamy podszedł do małej metalowej skrzynki umieszczonej u podstawy masztu. Otworzył ją i wydobył dwa cienkie pnącza, jakby młode korzenie. Usiadł na krześle trzymając je niczym lejce. Przez okręt przeszła fala wyładowania, rozbłysła siatka linii oplatających kadłub. Łącza sterujące zostały aktywowane. Vane wiedział, że dzięki pajęczynie oblekającej bryg Rogers może nim sterować. Sternik po połączeniu może poruszać żaglami by wyłapywać najmniejszy podmuch wiatru. Może napinać i rozluźniać liny, może nawet sam zwijać żagle. Dzięki cienkim lianą statek zapamiętuje miejsca, w których był i szyper po połączeniu ma dostęp do tej wiedzy. Nawigowanie w ten sposób wymagało ciągłego połączenia ze statkiem, tylko doświadczony szyper mógł długo wykonywać swoje zadania. Szara Zjawa nie miała prawa im uciec. Widar rozmieścił perły dookoła statku mocując je do burt. Jednej, zapasowej sztuki brakowało, miał pewne podejrzenia, kto ją zabrał. Przemilczał to jednak, nie był to aż tak pilne. Byli gotowi do walki, pozostało im czekać. Czarnowłosy wrócił na mostek. Kapitan zadowolony z zakończonych przygotowań wykrzyknął kolejny raz:

– Klabater pokaż się, wzywam cię przeklęta zjawo.

– Sam jesteś przeklęty ty nieczuły sukinsynu – powiedziała pojawiająca się z nikąd postać – Pochyl się nad majestatem śmierci i okaż szacunek. Poza tym mam imię.

– Imię to ty miałeś zanim spadłeś z bocianiego gniazda skręcając kark – odpowiedział Teah – Ciesz się, że jeszcze cię nie wygnałem.

– Nie strasz, jestem ci potrzebny. Mów tak dalej to sam zejdę i zobaczymy.

– W porządku – odparł pojednawczo kapitan – Czy mógłbyś o szlachetna i przypominająca o powadze śmierci zjawo pilnować, aby statek pozostał w całości? Co zresztą jest twoim zadaniem, jako okrętowego upiora. Mogę cię o to prosić duchu, który kiedyś był Thomasem Mollinsem?

– Mógłbym – odpowiedział Klabater ignorując sarkazm – Okręt będzie bezpieczny, wiesz przecież, że póki jestem na statku nie mamy prawa zatonąć.

– Wiem i doceniam wybór naszego statku, choć nie miałeś wielu opcji, bo tu właśnie umarłeś. Radzę tylko żebyś nie dawał w pysk moim ludziom na nocnej wachcie, zaniżasz morale.

– Ja tylko dbam o ich czujność – zjawa roześmiała się – Muszą byś gotowi na wszystko…

Rozmowę przerwał krzyk z gniazda:

– Statek na horyzoncie.

– Rogers wyciśnij, co się da z tej łajby, nie możemy ich zgubić – kapitan spojrzał na Widara – Szykuj kamienie, kiedy dam znak odpalaj.

Czas biegł szybko i odległość dzieląca oba statki malała w zastraszającym tempie. Działa gotowe do wystrzału czekały na rozkaz. Vane czekał przy perle aktywacyjnej na znak od kapitana. Klabater krzątał się po pokładzie sprawdzając czy wszystko gra. Bellamy spisał się znakomicie, już równali się ze Zjawą. Na pokładzie przeciwników znajdowało się niewielu marynarzy, jedynie tylu ilu było potrzebnych do obsługi dział. Widar dostał znak. Uderzył w kamień otwartą dłonią mrucząc słowo klucz. Pomiędzy kamieniami umocowanymi na burtach przebiegła fala wyładowania. Strumień mocy okrążył statek rozszerzając się w górę i w dół. Bryg okryła ochronna kopuła sięgająca od linii wody do połowy masztów. Okręty zrównały się, rozległ się ogłuszający huk. To Szara Zjawa otworzyła ogień, rząd czterdziestu armat plunął gradem stali. Osłona brygu oparła się nawałnicy, Widar sprawdził stan osłon na bransolecie noszonej na przegubie. Poziom mocy spadł niespodziewanie nisko. Przesuwając małe kryształki wyregulował przepływ energii. Zemsta Królowej Ilne odpowiedziała salwą szesnastu rur, kule sztabowe i łańcuchowe pognały w stronę fregaty zamieniając część ożaglowania w plątaninę drzazg i strzępów lin. Zemsta wyminęła fregatę, kapitan Teah krzyczał:

– Rogers ustaw nas do ataku na drugą burtę. Vane jak osłony?

– Jeszcze maksymalnie dwie salwy i koniec – odpowiedział Widar – Mają dużą siłę ognia.

– Skończymy wcześniej.

Zemsta wyprzedziła Zjawę i skręcając przez prawą burtę ustawiała się do kolejnego ataku. Kiedy miała już się równać z fregatą nagle nie wiedzieć skąd pojawił się slup. Jednomasztowa jednostka zmaterializowała się nagle jakby wypłynęła z innego świata. Uzbrojona w dziesięć dział i pełną załogę mknęła obok brygu. Huknęło i znów osłony wytrzymały atak, nie wiele jednak mocy pozostało. Widar utrzymywał równomierny przepływ, tymczasem załoga wpadła w dezorientację spowodowaną nagłym atakiem. Kapitan ustawił ich, jako tako, wiedział, co teraz będzie. Zjawa uderzyła tylko częścią dział, ale to wystarczyło do przełamania bariery. Zemsta odpowiedziała strzałem kilku tylko dział, tyle zdążono zarepetować. Płynęli burta w burtę, na pokład Zemsty, pomiędzy marynarzy posypały się krucze szpony. Kolce skonstruowane tak, aby jeden szpic był zawsze na górze. Część ustawiających się obrońców już poraniła sobie bose stopy. Haki zaczepiły się o burtę, zarzucono liny, zaczął się abordaż. Widar sprawdził swoją iście piracką broń, dwa pistolety skałkowe czekały za pasem na użycie. Kordelas łatwo wychodził z pochwy, sztylet w cholewie buta nie uwierał. Agresorzy ze slupa wpadli na pokład brygu, obrońców było więcej, bo około setki na siedemdziesięciu atakujących. Piraci Blacka mieli jednak przewagę inicjatywy, wyskakiwali ze wszystkich stron. Ludzie Teaha strzelali z garłaczy i muszkietów, jednak atakujący zbliżyli się do nich. Vane wydobył oba pistolety, dwóch piratów ruszyło na niego. Wypalił z obu luf, napastnicy padli, nie miał jednak czasu ponownie nabić, kolejni już nacierali. Podrzucił pistolety i załapał za lufy, korzystając z nich jak z pałek zaatakował. Wchodząc pomiędzy nacierających półobrotem przemknął przed ostrzem jednego uderzając drugiego rękojeścią. Ten zwalił się na deski pokładu z rozbitą głową, drugi z piratów doskoczył i ciął od góry, Vane zablokował skrzyżowanymi kolbami i kopnął przeciwnika w kolano. Napastnik przewrócił się na bok, Widar doskoczył i uderzył go pistoletem rozłupując czaszkę. Odrzucił broń i dobył kordelasa, atakujący sukcesywnie spychani do burty nie tracili jednak zapału. Bezzębny dryblas rzucił się na Widara z toporem abordażowym robiąc obszerny zamach. Czarnowłosy zablokował swym ostrzem drzewce topora i szybkim ruchem zjechał po nim na dół. Dryblas wrzasnął upuszczając broń razem z odciętymi palcami. Vane dokończył sprawę wykręcając dłoń i tnąc od dołu przez pierś. Kolejny napastnik zaatakował swoim ostrzem, Vane zablokował kilka zdradliwych cięć, wykręcił się spod pchnięcia. Nie zdążył zaatakować, jeden z marynarzy Zemsty położył jego przeciwnika ciosem topora. Impet ataku przygasł by po chwili zamienił się w ucieczkę. Przewaga liczebna obrońców dała o sobie znać. Większość atakujących leżała martwa, niedobitki uciekły na slup, lecz ludzie Teaha już go zajęli. Dopiero teraz, gdy minął zgiełk Widar zauważył zniknięcie Szarej Zjawy. Podszedł do kapitana lekko broczącego krwią z rany na przedramieniu.

– Chcieli nas zaskoczyć, do stu piorunów – powiedział ze złością – Skąd do czorta wziął się ten slup. Musimy zawrócić i popłynąć śladem Zjawy. Rogers już się tym zajmie. Bosman, przeskakuj na slup, ty i dwudziestka, która tam już jest odprowadzicie go do naszej kryjówki. Misja, misją ale żyć za coś trzeba.

– Stanę na dziobie – powiedział Vane – Może uda mi się coś zrobić żeby ich wytropić.

Tak też zrobił. Zdjął największą perłę stanowiącą jeszcze przed chwilą część osłony. Dookoła kamienia przebiegała szczelina dzieląc go na pół, obie połowy poruszały się. Widar obrócił połówki dwa razy w przeciwne strony i umieścił powrotem na miejscu. Resztki energii z pozostałych pereł przeszły do tej największej na dziobie. Vane przesunął niewielką płytkę na bransolecie szepcząc słowa w nieznanym języku. Na perle pojawił się świecący punkt wskazujący kierunek.

– Namierzyłem ślad Zjawy – powiedział Widar podchodząc do kapitana – Perła na dziobie zlokalizowała ich.

– Rogers ustaw kurs – powiedział kapitan – Jakie uszkodzenia?

Rogers nadal połączony ze statkiem odpowiedział z trudem.

– Uszkodzenia niewielkie, tylko dwa strzały nas doszły. Unerwienie okrętu działa bez zarzutu. Kurs ustawiony, płyniemy dokładnie ich śladem.

Nie minęło wiele czasu, gdy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Najpierw minęli dwa słupy wystające z wody, sterczące niczym brama. Gdy wpłynęli między nie, woda zaczęła się burzyć a niebo przed nimi zasnuły chmury. Rozpętał się nieprzewidziany sztorm, rzucało statkiem jak drzewem na wietrze. Widar starał się uruchomić osłonę wiedział, bowiem co się dzieje.

– Te słupy to była pułapka – krzyczał do kapitana walcząc żeby nie upaść – Ostrzegły ich, że się zbliżamy i aktywowały sztorm.

– Musimy wytrzymać – odkrzyknął kapitan – Jeśli była pułapka, to musi być wyspa.

Wielka fala uniosła bryg rzucając nim na prawą burtę, nie mieli szans musieli obrócić się dnem do góry. W ostatniej chwili Vanę uruchomił osłonę. Statek nie obrócił się, przyhamował za to nienaturalnie. Prąc na przód wokoło okrętu strzelały pioruny usiłując porazić załogę. Nie dosięgały jej dzięki zaporze, słabnącej niestety. Widar robił, co mógł, lecz odzyskanej mocy było niewiele. Kolejne mocne wyładowanie przełamało barierę. W tej chwili sztorm i burza ustały, wypłynęli na spokojne wody widząc przed sobą ląd. Nienękani dopłynęli do brzegu wyspy, najwyraźniej ukrytej za barykadą, którą właśnie pokonali. Teah przemówił do załogi w całości zebranej na pokładzie, miny mięli nie tęgie.

– Schodzimy na ląd.

– Wyspa – rzucił Vane z zażenowaniem – Dlaczego to zawsze musi być wyspa. Pewnie na palmach wiszą drogowskazy do zakopanego skarbu.

– Nie pisaliśmy się na walkę z jakimiś magicznymi głupotami – krzyknął ktoś z głębi tłumu.

– Jesteśmy załogą Zemsty Królowej Ilne – kapitan podniósł głos dobrze ukrywając wściekłość z niewybrednych uwag – Nie straszna nam magia ani nic innego na tych wodach. Nie raz i nie dwa bywaliśmy w gorszych sytuacjach. Pamiętajcie też, po co to robimy. Amnestia obejmie nas wszystkich, a dużo grzechów na nas ciąży. Nasze pirackie czyny przyniosły nam sławę, ale też wielu wrogów. Pan Vane jest gwarantem dotrzymania słowa przez króla i potwierdzeniem listu kaperskiego, jaki otrzymaliśmy. A teraz schodzimy na ląd i odnajdziemy tego naukowca i ani Bart Black ani jego szumowiny nam w tym nie przeszkodzą. Pokażemy, kto rządzi na tych wodach.

Tą podniosłą mową kapitan dodał ludziom odwagi. Na okręcie pozostawiono dwudziestu marynarzy do pilnowania i napraw. Reszta w sile około pięćdziesięciu ruszyła w głąb wyspy. W roślinności tej niewielkiej połaci ziemi przeważały palmy uzupełniane gęstą zieloną trawą i zaroślami. Szli około godziny, kiedy dotarli do polany. Otoczona była starymi menhirami w liczbie około dwudziestu równo rozmieszczonymi. Widar miał złe przeczucie, widział to już kiedyś. Wtem po drugiej stronie polany pojawili się ludzie Blacka z nim samym na czele. Był on czarnowłosy, z długą brodą i wplątanymi w nią czarnymi wstążkami. Dał swoim znak i ruszyli na nich. Zaświstały kule z muszkietów i garłaczy, kilku piratów z drużyny Teaha padło martwych. Ci jednak odpowiedzieli salwą, skuteczną, jako że dzieliło ich jedynie około stu metrów. Wtedy Black zadął w róg i za plecami załogi Zemsty pojawił się oddział piratów ukrytych do tej pory. Dostawszy się w krzyżowy ogień Teah nie miał wyboru i poprowadził swoich na polanę. Był to błąd. Gdy tylko weszli w krąg znieruchomieli nagle, nie mogli się poruszyć ani odezwać. Jakaś wyczuwalna mroczna siła zacisnęła się na nich jak żelazne obcęgi. Vane widział jak porwany naukowiec, znany, jako Henry Low układa świecące kryształy na jednym z menhirów w specjalnych miejscach przeznaczonych do tego. Sam zresztą był przykuty do skały. Nie zwiastowało to niczego dobrego. Usłyszeli chropowaty głos Blacka.

– Dziękujemy, że udało wam się wpaść w naszą zasadzkę. Będziemy mogli dzięki temu wypróbować wynalazek pana Henrego zanim sami go wykorzystamy. A ty Teah zawiodłeś mnie, kiedy pływałeś ze mną na Szarej Zjawie uczyłem cię jak nie wpadać w zasadzki, do tej pory wychodziło ci to. Nie myśl, że miałeś ze mną szanse, może i jesteś znany, ale nie dorastasz mi do pięt.

Piraci Blacka otoczyli polanę przyglądając się z ciekawością. Low ustawił kryształy w odpowiedniej kolejności, wszystkie menhiry zajarzyły się bladym światłem. Unieruchomieni korsarze mogli się tylko przyglądać jak czarne, cieniste dłonie wychodzące z kamieni sięgały po nich. Macki dotykały piersi, człowiek upadał i po chwili z ciała unosiło się szare na pół przejrzyste widmo. Vane wiedział, co to jest, czytał w raportach dotyczących zakazanych badań Lowa. Był to rewenant, świadoma zjawa powstająco po śmierci, pojawiająca się na ogół jeśli jej śmierć nie była dostatecznie opłakana. Rewenant nie był szczególnie groźny, lecz Low potrafił zrobić z nich istoty na tyle materialne, aby mogły swobodnie egzystować i potrafił zmusić je do posłuszeństwa. Dzięki jego kryształom rewenanci zyskiwali niepohamowaną chęć władzy i bogactwa. O to musiało chodzić Blackowi, o armię rewenantów dającą mu całkowite panowanie na tych wodach. Coraz to nowi padali, i kolejne widmo wypełniało krąg. Vane myślał gorączkowo, bransoleta wyczerpała moc, miał przy sobie jedną tylko perłę. Skupił się na niej, dotknął ją myślą i uaktywnił. Wtłoczył swoje skupione myśli do jej wnętrza a ta przesłała je do innej perły znajdującej się na statku. Wiedział, kto ją ma i miał nadzieję, że się zjawi. Zjawił się, Widar usłyszał jego głos, choć nie widział nikogo.

– Daliście się złapać – powiedział klabater – Zaraz będziecie tacy jak ja, miło.

Dotknął Widara a ten poruszył się, unieruchomienie przestało działać. Tylko inny duch mógł przerwać działanie sideł w które wpadli. Nie ruszając się rzekł:

– Nie tacy jak ty, tylko gorsi. Utoruj mi drogę do głównego menhira, sam jesteś zjawą to dasz radę. Będziesz mógł się w końcu zabawić.

Klabater zmaterializował się z szerokim uśmiechem. Ruszył w stronę głównego kamienia to znikając to pojawiając się. Zjawy i cieniste dłonie chciały go pochwycić, bez rezultatu. Dłonie nie trafiały, wszak był już martwy a widma jeszcze bez sił padały pod ciosami. Tymczasem Widar dobiegł do menhiru, wyciągnął z kaletki przy pasie podobny kryształ do tych sterujących. Widział twarze piratów Blacka, nie mogli wejść w krąg, choć bardzo chcieli. Pojawił się przy nim klabater.

– Powiedz ocalałym, że zaraz będą mogli się ruszać, niech będą gotowi do walki.

Duch ruszył a Vane umocował kryształ w szczelinie przecinającej głaz. Odbiegł kawałek, wydobył pistolet i strzelił prosto w kryształ. Fala eksplozji rzuciła go do tyłu. W miejscu głazu wyrosła wielka jasna kula wsysająca wszystkich rewenantów i wyciągająca cieniste dłonie z głazów. Jeden po drugim demony znikały wewnątrz, niewielka strużka energii z kuli połączyła się z bransoletą Widara, ten stanąwszy między zgromadzonymi na polanie piratami otoczył ich polem ochronnym. W samą porę, bo ludzie Blacka otworzyli ogień. Kule odbijały się a udane salwy z polany dziesiątkowały wrogów. Kula energii zebrała już wszystkie zjawy, oprócz jednej. Klabater spojrzał na Widara. Ten powiedział.

– Tamci zostali zapieczętowani, ty nie jesteś zły, więc możesz iść, trafisz do zupełnie innego, lepszego miejsca.

– Nie – odpowiedział po namyśle – Zostanę jeszcze, nie poradzą sobie beze mnie.

Black widząc, że nie wygra rzucił się do ucieczki, Teah pognał za nim ze swoimi ludźmi. Wiedział, bowiem, że na tej wyspie musi być ukryty skarb zrabowany przy pomocy Szarej Zjawy. Henry Low zginął w trakcie wybuchu. Miał odpowiedzieć przed sądem za swoje eksperymenty, przed rozpoczęciem procesu porwano go z więzienia. Zdaniem Widara Dosięgła go zasłużona kara. Vane podszedł w miejsce, w którym przed chwilą jaśniała kula. Teraz rosło tu drzewo, nie było to dobre drzewo. Powstało ze złej woli, z rządzy zbrodni wywołanej przez kryształy. Uczucia te zmaterializowały się w postaci Bohur Upas, jadowitego drzewa, do którego nikt nie będzie śmiał podejść.

Koniec

Komentarze

Wrócę tu później, by naprawdę przeczytać Twoje opowiadanie, ale kropka w tytule, to jak proszenie się, by zostać zdyskwalifikowanym już na starcie. Albo i wcześniej.

Popraw, póki nie widział nikt ważny.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki za zwrócenie uwagi, nie mam pojęcia jak to zrobiłem.

Kilka fajnych pomysłów, najbardziej podobało mi się zespolenie ze statkiem. Trochę gorzej z wykonaniem. Interpunkcja kuleje, trochę literówek. No i ta kropka w tytule.

Pogubiłam się podczas opisu walki, kto jest kim i kto kogo atakuje. Ale ja nie lubię walk i możliwe, że czytałam nieuważnie.

przywołał bosmana mówiąc:

Zawołaj tu Vanea,

Powtórzenie.

– Ruszać się, bo każe was wychłostać.

Literówka czy kapitan mówi o kimś innym?

Dzięki cienkim lianą

Literówka.

Widar rozmieścił perły dookoła statku.

Czyli wyrzucił je za burty? ;-)

mrócząc słowo klucz.

No wiesz co?! I edytor tego nie podkreślił?

Babska logika rządzi!

Dzięki za uwagi. Będę wiedział na co zwrócić większą uwagę. Przede wszystkim zostawię sobie więcej czasu na sprawdzenie i dopracowanie.

Fajnie się czytało, tylko trochę zabrakło mi klimatu. Za dużo, moim zdaniem, techniki, magii i działania nadprzyrodzonego, bo pod tym wszystkim zniknęli gdzieś piraci.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

– Chcieli nas zaskoczyć do stu piorunów

– Chcieli nas zaskoczyć[,+] do stu piorunów

Jeśli była pułapka to musi być wyspa.

Jeśli była pułapka[,+] to musi być wyspa.

– Nie tacy jak ty tylko gorsi.

– Nie tacy jak ty[,+] tylko gorsi.

 

To tylko przykłady brakujących przecinków. Warto odczytać tekst na głos, sprawdzic, gdzie pojawiają się pauzy.

 

Świetny pomysł, skrzywdzony przez wykonanie. Na początku jest bardzo dużo krótkich zdań. Razi o tyle, że jest to opis, a dynamika lektury jak z błyskawicznego pojedynku – bardzo niewygodnie to się czyta. Partie dialogowe nieco sztywnawe, ale zrozumiałe, ale scena walki pomieszana, mało czytelna, a potem, od motywującej przemowy (Dżizas k… Marysieńka, wybacz, mam uczulenie na patos, a tu jest go od groma) po wpadnięcie w pułapkę – siada strasznie.

 

Za to pomysł z perłami, sprzężeniem ze statkiem, magią wiążącą żeglarzy z okrętem, z upiorem opiekuńczym – no miód. Warto ten tekst dopracować i poprawić.

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fajnie się czytało, tylko trochę zabrakło mi klimatu. Za dużo, moim zdaniem, techniki, magii i działania nadprzyrodzonego, bo pod tym wszystkim zniknęli gdzieś piraci.

Faktycznie może za bardzo się skupiłem na uzbrojeniu i okrętach pirackich. No i na sposobie walki. Przez to umknęło mi ich zachowanie.

 

Świetny pomysł, skrzywdzony przez wykonanie. Na początku jest bardzo dużo krótkich zdań. Razi o tyle, że jest to opis, a dynamika lektury jak z błyskawicznego pojedynku – bardzo niewygodnie to się czyta. Partie dialogowe nieco sztywnawe, ale zrozumiałe, ale scena walki pomieszana, mało czytelna, a potem, od motywującej przemowy (Dżizas k… Marysieńka, wybacz, mam uczulenie na patos, a tu jest go od groma) po wpadnięcie w pułapkę – siada strasznie.

Dzięki za ocenę. Popracuję jeszcze nad tym, co do patosu to zgadzam się z opinią. Faktycznie jest tego sporo, wynika to z tego, że mam słabość do takich scen. Lubię takie patetyczne zachowania.

 

Obiecałem, że wrócę i wróciłem.

 

Po dziesięciu dniach na morzu w końcu doganiali tą przeklętą fregatę.

Pierwsze zdanie, dwie wpadki – po morzu powinien być przecinek. I przeklętą fregatę. Biorąc pod uwagę moje własne zasługi na polu znieważania języka polskiego, wychodzę teraz na hipokrytę, ale to naprawdę rzuciło mi się w oczy. I niezbyt przychylnie ustosunkowało do lektury.

 

Był on najlepszym szyprem i nawigatorem na Syrenich Wyspach. Nikt nie znał lepiej ich starego brygu od kapitana Jacka Teaha. Załoga twierdziła, że urodził się na nim, lecz mogły to być jedynie wymysły. Ta dwójka prowadziła okręt idealnie śladem fregaty.

Mogę się mylić, ale szyper to właśnie kapitan i – zazwyczaj – właściciel statku. Tyle, że szyprów spotyka się na małych jednostkach nie przeznaczonych do walki. A bryg to statek przeznaczony do działań wojennych. Mamy więc dwóch kapitanów na pokładzie statku, który z samej swojej natury wykluczał obecność jednego z nich.

 

Rozkładaj te cholerne kamienie.

Perły to nie kamienie. O ile kapitan mógł się w ten sposób pomylić (co jest jednak wątpliwe u kogoś, kto przez całe życie podmywa tyłek słoną wodą), to jednak używanie tego określania w narracji jest już ewidentnym błędem.

Zresztą błędów jest tutaj bardzo wiele – interpunkcja leży, nawinęło mi się kilka literówek, no i są powtórzenia, np:

 

Sternik po połączeniu może poruszać żaglami by wyłapywać najmniejszy podmuch wiatru. Może napinać i rozluźniać liny, może nawet sam zwijać żagle.

Przemilczał to jednak, nie był(o – przykładowa literówka) to aż tak pilne.

Ponadto zdania jako takie również są niezbyt – krótkie, zupełnie nieopisowe, suche. Często brakuje im płynności. Do tego bardzo dużo zaimków wprowadzających do narracji totalny chaos, o którym wspomniała już Finkla. Generalnie czytało się… Może nawet nie tyle była to ciężka lektura, co po prostu wymagała zbyt wiele uwagi, a przez to męczyła i nieco nudziła.

Z plusów, to na pewno fajnie, dynamiczna opisana walka na pokładzie “Zemsty” (jedyny fragment, który naprawdę sprawił mi przyjemność) i pewne smaczki typu krucze szpony.

Sama historia też mnie, niestety, nie porwała. Jest jakiś pomysł, ale zupełnie brakowało w tym wszystkim większej głębi. A bohaterów ostatniej akcji, zwłaszcza w wydaniu Deus Ex Machina (Kolejne mocne wyładowanie przełamało barierę. W tej chwili sztorm i burza ustały) po prostu nie mogę strawić. No i brak jakiegoś sensownego zakończenia. (Uwaga, półspoiler!): Wyrosło złe drzewo, do widzenia.To też rozczarowało.

Za to na plus kapitan cynik i pyskaty duch – interesująca z nich parka.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Pomysł był, ale niestety legł, albowiem pogrzebało go wykonanie. Akcja niby jest, ale toczy się tak niemrawo, że, prawdę mówiąc, opowiadanie mocno mnie znużyło. :-(

Mam jednak nadzieję, że postarasz się, aby w przyszłości było lepiej. ;-)

 

Po dzie­się­ciu dniach na morzu w końcu do­ga­nia­li prze­klę­tą fre­ga­tę.Po dzie­się­ciu dniach na morzu, w końcu do­ga­nia­li prze­klę­tą fre­ga­tę.

 

Miała nad nimi dwa dni prze­wa­gi, nic to jed­nak nie zna­czy­ło, jeśli miało się na po­kła­dzie Bel­la­mie­go Ro­ger­sa. – Powtórzenie.

 

Wy­so­ki, czar­no­wło­sy męż­czy­zna już szedł na spo­tka­nie ka­pi­ta­na. Gdy wszedł na po­kład… – Powtórzenie.

 

Dzię­ki cien­kim lianą sta­tek za­pa­mię­tu­je miej­sca, w któ­rych był i szy­per po po­łą­cze­niu ma do­stęp do tej wie­dzy.Dzię­ki cien­kim lianom sta­tek za­pa­mię­tu­je miej­sca

Zakładam, że mowa o wcześniej wyjętych cienkich pnączach.

 

Widar roz­mie­ścił perły do­oko­ła stat­ku mo­cu­jąc je do burt. – Mocując perły do burt, rozmieścił je na statku, nie wokół statku.

 

Prze­mil­czał to jed­nak, nie był to aż tak pilne. – Literówka.

 

Sam je­steś prze­klę­ty ty nie­czu­ły su­kin­sy­nu – po­wie­dzia­ła po­ja­wia­ją­ca się z nikąd po­staćSam je­steś prze­klę­ty, ty nie­czu­ły su­kin­sy­nu – po­wie­dzia­ła po­ja­wia­ją­ca się znikąd po­stać.

 

Dzia­ła go­to­we do wy­strza­łu cze­ka­ły na roz­kaz. Vane cze­kał przy perle ak­ty­wa­cyj­nej… – Powtórzenie.

 

Może uda mi się coś zro­bić żeby ich wy­tro­pić. Tak też zro­bił. – Powtórzenie.

 

Zdjął naj­więk­szą perłę sta­no­wią­cą jesz­cze przed chwi­lą część osło­ny. Do­oko­ła ka­mie­nia prze­bie­ga­ła szcze­li­na dzie­ląc go na pół… – Perły nie są kamieniami.

 

Prąc na przód wo­ko­ło okrę­tu strze­la­ły pio­ru­ny usi­łu­jąc po­ra­zić za­ło­gę. – Szalenie aktywne pioruny! Nie tylko parły naprzód, ale jeszcze strzelały i usiłowały razić! ;-)

Pewnie miało być: Parli naprzód, a wo­ko­ło okrę­tu strze­la­ły pio­ru­ny usi­łu­jąc po­ra­zić za­ło­gę.

 

Widar robił, co mógł, lecz od­zy­ska­nej mocy było nie­wie­le. Ko­lej­ne mocne wy­ła­do­wa­nie prze­ła­ma­ło ba­rie­rę. – Powtórzenie.

 

Teah prze­mó­wił do za­ło­gi w ca­ło­ści ze­bra­nej na po­kła­dzie, miny mięli nie tęgie. – Czy rzeczywiście załoga gniotła chude, drobne miny? ;-)

Pewnie miało być: Teah prze­mó­wił do całej za­ło­gi ze­bra­nej na po­kła­dzie, miny mieli nietęgie.

 

…ka­pi­tan pod­niósł głos do­brze ukry­wa­jąc wście­kłość z nie­wy­bred­nych uwag – …ka­pi­tan pod­niósł głos, do­brze ukry­wa­jąc wście­kłość, słysząc niewybredne uwagi.

 

Od­biegł ka­wa­łek, wy­do­był pi­sto­let i strze­lił pro­sto w krysz­tał. Fala eks­plo­zji rzu­ci­ła go do tyłu.– Fala rzuciła kryształ, czy strzelającego? ;-)

 

Kule od­bi­ja­ły się a udane salwy z po­la­ny dzie­siąt­ko­wa­ły wro­gów. – Czy dobrze zrozumiałam, że z polana przeistoczyła się w udane salwy, dziesiątkujące wrogów? ;-)

 

Zda­niem Wi­da­ra Do­się­gła go za­słu­żo­na kara. – Dlaczego dosięgła go wielką literą?

 

Vane pod­szedł w miej­sce, w któ­rym przed chwi­lą ja­śnia­ła kula.Vane pod­szedł do miej­sca, w któ­rym przed chwi­lą ja­śnia­ła kula.

 

Po­wsta­ło ze złej woli, z rzą­dzy zbrod­ni wy­wo­ła­nej przez krysz­ta­ły.Po­wsta­ło ze złej woli, z żą­dzy zbrod­ni wy­wo­ła­nej przez krysz­ta­ły.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Następnym razem postaram się bardziej dopracować tekst. Styl i warsztat wymagają pracy i z pewnością popracuję nad tym.

Nowa Fantastyka